Pogubiłem się do reszty... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Pogubiłem się do reszty...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 ]

1

Temat: Pogubiłem się do reszty...

Witam szanownych forumowiczów. Ostatnio dużo przeglądam internet w nadziei, że trochę
wyprostuję swoje myślenie i tak trafiłem na to forum. Postanowiłem mimo wszystko podzielić
się z wami swoją historią.

Mam 26 lat. Trzy lata temu poznałem bardzo interesującą dziewczynę (obecnie 22 lata), która
przykuła moją uwagę. Zaczęliśmy się spotykać, potem mieszkaliśmy w tym samym miejscu gdzie
studiowaliśmy, ona ze swoimi znajomymi, ja ze swoimi. Nasza znajomość rozkwitła, ona bardzo
zakochała się we mnie, lecz ja miałem ogromne problemy z odwzajemnieniem tej miłości. Z
biegiem czasu zacząłem traktować ją bardzo źle, zupełnie na nią nie zważałem, pozwalałem
sobie na złośliwe komentarze przy znajomych, czułem jakby trzymał mnie przy niej tylko
seks. Lecz im bardziej ona naciskała tym bardziej odbijało się to na niej. Powoli przestała
wytrzymywać. Po pół roku rozstała się ze mną. Wcale się jej nie dziwiłem. Nie zasługiwała
na takie traktowanie. Ja czułem się emocjonalnie zamknięty. Nie mogłem na to nic poradzić.
Po naszym rozstaniu ona bardzo cierpiała jeszcze przez wiele miesięcy, podczas których
mieliśmy bardzo sporadyczny kontakt.

Minęło osiem miesięcy od rozstania. Nie wiem co mi odbiło ale w sylwestra 2011/2012
wysłałem jej smsa z propozycją seksu. Na początku totalnie mnie skrytykowała, kilka dni
później zgodziła się. Umówiliśmy się i tak zaczęliśmy się częściej spotykać. Po 2
miesiącach znów byliśmy razem, z tą różnicą, że ja bardzo zmieniłem się. Szanowałem ją,
bardzo mi na niej zależało, dobrze czułem się w jej towarzystwie. Trwało to do maja 2012.
Wtedy po raz pierwszy dała mi sygnał, że chce się rozstać. W związku zaczęło powiewać
rutyną, twierdziła, że nic razem ciekawego nie robimy. Widzieliśmy się głównie weekendami,
bo ja skończyłem studia i pracowałem w naszym rodzinnym mieście, a ona mieszkała tam gdzie
studiowała. Udało nam się nie rozstać.

Przyszedł lipiec 2012 i wyjechała do Anglii na kilka tygodni popracować. Wszystko było ok,
tęskniliśmy bardzo, ale w pewnym momencie ten kontakt zrobił się bardzo dziwny. W połowie
pobytu zadzwoniła do mnie z płaczem, że dopuściła do sytuacji kiedy mogłaby mnie zdradzić.
Bardzo przepraszała, nie wiedziała jak się wytłumaczyć, ale postawiła na szczerość i
powiedziała mi o wszystkim. Przez miesiąc nie mogłem dojść do siebie. Czułem się oszukany i
zawiedziony. Jednocześnie widziałem jak bardzo wstrząsnęła nią tamta sytuacja. Gdy wróciła
odbyliśmy poważną rozmowę. Pogodziliśmy się a ja dałem jej szansę odbudować nasze zaufanie.
Nasza miłość rozkwitła jak burza po raz pierwszy od dwóch lat. Wszystko było cudownie,
powiedzieliśmy sobie, że się kochamy i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie.
Ja stanąłem na głowie żeby wynagrodzić jej nasz pierwszy związek. Zmieniłem się nie do
poznania i zacząłem darzyć głębokim szczerym uczuciem.

Trwało to do lutego 2013. Wtedy znów zastanawiała się nad rozstaniem, bo znowu rutyna bo
znowu nic nie robimy prócz zalegania w łóżku. Miała rację.
Udało się kolejny raz opanować tą sytuację. Jednakże w kwietniu znów wróciły te same
problemy, które o mało nas nie znowu nie zabiły. Udało się przetrwać. W maju wyjechaliśmy
na piękny weekend i powoli wychodziło wszystko na prostą.

W tym roku znów wyjechała do Anglii na wakacje. Przed wyjazdem oboje byliśmy bardzo
nerwowi, jej nie poszła sesja, ja czułem duży dyskomfort. Ale nic, zaufałem jej.
Powiedziałem żeby jechała i szybko do mnie wracała. Lecz miałem jej już trochę dosyć. Stała
się opryskliwa, ciągle zdenerwowana, ciężko było się nam porozumieć. Potrzebowałem odpocząć
na chwilę i uporządkować emocje. Minęło 2 tygodnie przez które ja byłem opryskliwy, nie
utwierdzałem jej w przekonaniu że kocham i tęsknie, a na koniec wysłałem długiego maila, że
wykańcza mnie takie coś i żeby w końcu zaczęła dawać coś od siebie, albo ja kończę ten
związek. Tym mocno nabruździłem. Ona zmieniła do mnie stosunek o 180 stopni. I przez
kolejne trzy tygodnie ona zachowywała się tak jakbym nic dla niej nie znaczył. Była sucha
jak pieprz i mówiła żebym jej nie utrudniał kiedy za każdym razem usiłowałem z nią
porozmawiać. Między czasie poznała tam kolegę "który ją zainspirował" swoją osobowością i
kto potrafił kopnąć ją w tyłek do działania. Po tych trzech tygodniach wróciła do Polski na
kilka dni, korzystając z okazji, że ten kolega akurat wracał i się z nim zabrała. Między
czasie odwiedzili jej koleżankę w Holandii i wylądowali razem na dużej imprezie plenerowej
gdzie ją spotkałem w namiocie z tym kolegą jak popalają jointa. Wokół było rozbitych wielu
naszych znajomych. Na drugi dzień spotkaliśmy się i rozstała się ze mną. Po czym wróciła z
powrotem do Anglii. Pod koniec pobytu między nią a tym jej kolegą coś zaiskrzyło. Przestała
go traktować jako kolegę i jak sama stwierdziła - że chyba się zakochała.

Wróciła do domu na początku września. Spotkaliśmy się porozmawiać o tym wszystkim. Na
spotkaniu namiętnie się całowaliśmy, a ja wyznałem że nie potrafię bez niej trwać.
Grzecznie wytłumaczyła mi, że nie jestem już w centrum jej świata, że jest złą kobietą i że
ja zasługuję na kogoś kto będzie mnie kochać całym sercem. Cała ta sytuacja była dla nas
dziwna... Między czasie (nie wiem co mi odbiło) włamałem się na jej komunikator i czytałem
to co między sobą wypisują. Z jej strony widać, że tęskni za nim, że ją pociąga także
fizycznie. Niestety wydało się przez moją głupotę, że podglądałem te rozmowy. Bardzo się
oburzyła, że mogłem pomyśleć, że ona mogła komuś innemu od razu wskoczyć do łóżka. Że
owszem nie jest to relacja koleżeńska, ale ona nie jest żadną dziwką.

Na drugi dzień bardzo długo rozmawialiśmy przez telefon. Po raz pierwszy w naszym związku
potrafiliśmy obiektywnie się sobie przyjrzeć. Bez krytykowania siebie nawzajem wyjaśniliśmy
sobie co, kto i kiedy czuł podczas różnych sytuacji w czasie trwania naszego związku.
Potrafiliśmy wyciągnąć konstruktywne wnioski, nazwać swoje uczucia i stwierdzić, że oboje
daliśmy ciała. Jednocześnie oboje nie wiemy co z tym wszystkim zrobić. Z jej nowej relacji
na dłuższą metę nic nie wyjdzie. Była to jej wakacyjna przygoda. Powiedziała że nigdy mnie
nie zdradziła i zawsze była ze mną szczera, ale nie mogę mieć pretensji, że poczuła coś
więcej do kogoś, kiedy to było po naszym rozstaniu. Mieliśmy się jeszcze spotkać i
porozmawiać.

Ostatecznie kilka dni później odbyliśmy długą rozmowę telefoniczną. Wypracowaliśmy dwie
możliwe drogi wyjścia - albo usiłujemy postawić tą relację na właściwe tory i popchnąć ją
mocno do przodu, albo właśnie co dalej? Ona ma świadomość tego, że nie powinna trzymać mnie
na ławce rezerwowej, ma świadomość, że powinna dać mi odejść, ale ma też świadomość tego,
że za parę miesięcy może dojdzie to w końcu do niej, że nie potrafi beze mnie żyć.
Rozmawiała ze swoją mamą (bardzo mądrą kobietą), która uświadomiła jej, że owszem teraz
może ma fiu bździu w głowie, ale ja już jestem na takim poziomie emocjonalnym, że moja
kolejna kobieta może okazać się już tą ostatnią - wtedy ponoć zdała sobie sprawę, że nie
jest tak jak jej się do końca wydaje. Chciałem z nią szczerze pogadać, tak żeby bolało, tak
żeby oczyścić w końcu atmosferę. Ona boi się, że przez te błędy które popełniła ja nie będę
w stanie już jej zaufać, że będę ją kontrolował, że nie może sobie pozwolić na to, że za
jakiś czas może mnie znowu zranić, że podstawy mamy identyczne, ale spotkaliśmy się chyba w
nie tym momencie naszego życia i ona sama potrzebuje dojść do tego co chce w końcu od
życia.

W związku z tym, że ostatecznie powiedziała, że ona nie ma pojęcia co z tym
wszystkim zrobić, ja postanowiłem zamknąć całkowicie całą relację. Powiedziałem jej żeby
nie dzwoniła, nie pisała i nie szukała ze mną kontaktu. Była zaskoczona i nie wiedziała jak
ja to sobie wyobrażam... Powiedziałem, że nie będę udawał jak dzieciak, że jej nie znam i
unikał gdy spotkamy się na mieście (dosyć częste sytuacje ze względu na wielu wspólnych
znajomych), ale nie wyobrażam sobie, że za każdym razem gdy się spotkamy to nagle będziemy
się namiętnie całować, albo rozprawiać co tu z "nami" zrobić. Uszanowała moją wolę i to
były jak dotąd ostatnie słowa jakie do siebie wymieniliśmy.

Dziś sam nie wiem czy dobrze zrobiłem. Boli mnie cholernie ta sytuacja.
Z drugiej strony nie mogę chyba nic zrobić, chociaż dwa razy wyciągnąłem już do niej rękę.
Nie rozumiem jak to było, że jeszcze niedawno latała za mną i nie mogła wytrzymać beze mnie
kilku dni, a tu taka zmiana. Uderzyło mnie to.
Chcę jeszcze zadzwonić do jej mamy i ostatecznie jeszcze o tym pogadać.

Mi nadal na niej zależy. Mam nadzieję. Nasze problemy wyglądały tak, że ona nie potrafiła
na dłuższą metę wytrzymać, że nie przejawiałem inicjatywy w tym związku, że często
utrudniałem nam dobrą zabawę na wyjściach, że często negowałem jej ciekawe pomysły.
Ostatecznie oboje przestaliśmy dawać sobie to co potrzebujemy. Ja potrzebowałem poczucia
bezpieczeństwa i stablilizacji, ona żeby nasz związek nie wyglądał jak u emerytów. Lecz
było wiele cudownych miesięcy kiedy nie widzieliśmy świata poza sobą. Jej trudno znieść to,
że była zdolna do sytuacji kiedy mogłaby mnie zdradzić, że strasznie źle czuła się z tym,
że zdradziła mnie psychicznie, miała ogromne wyrzuty moralne w stosunku do mnie - co było
też dodatkową przyczyną rozstania. Ona jest bardzo ciekawa świata, ciągle by poznawała
nowych ludzi, jeździła wszędzie, tu jakiś couchsurfing, tu coś innego. Jak ja to mówię
"ciągle jej się dupa do czegoś rwie". Czasem już też się w tym wszystkim gubiłem i chyba
chciałem zamknąć ją w złotej klatce i trzymać czasem tylko dla siebie.

Nie wiem co mam jeszcze więcej napisać.
Przede wszystkim gubię się w tym co robię i co myślę.
A za każdym razem gdy ją widzę to serce staje mi w gardle i paraliżuje strach.
Nie wiem jak mam się wtedy zachowywać, nie wiem jak mam to wszystko dalej rozgrywać.
Jestem już maksymalnie pogubiony, a nikt już nie jest w stanie mi pomóc.
Drodzy forumowicze, jak to wszystko ugryźć żeby to miało ręce i nogi?
Zadawajcie pytania, radźcie, muszę w końcu odnaleźć siebie w tym wszystkim, bo tak nie da się normalnie funkcjonować.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Chyba nikomu nie chce się przeczytać tak długiego posta...

3

Odp: Pogubiłem się do reszty...

jimmy, przeczytałam wszystko i myślę,że nic z tego na dłuższą metę nie wyjdzie. Macie za sobą wiele rozstan i powrotów. Ciągle ta sama przyczyna- znudzenie w związku. Myślę tez ,ze Twoja dziewczyna nie jest jeszcze na tyle dojrzała , aby kochać na prawdę. Sama ci powiedziała,że musi sama wiedzieć czego chce. Coś tam między Wami iskrzyło, ale to nie było to, co łączy ludzi na całe życie. Na Twoim miejscu pogodziłabym się z myślą,że każde z Was idzie swoją drogą. Dobrze,że potrafiliście ze sobą szczerze rozmawiać, to jest plus dla Was , ale oprócz przyjazni połączonej z seksem, myślę ,żę nic prawdziwego nie było. Trafnych przemyśleń Ci życzę:)

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

4

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Rozstaliśmy się tylko dwa razy, za pierwszym razem z mojego powodu i teraz - z jej powodu. To w takim razie jak oprzeć trzy lata na czymś co nie było prawdziwe? Zarówno ona jak i ja przyznaliśmy, że bez prawdziwego uczucia by się nie dało...

5

Odp: Pogubiłem się do reszty...
jimmy napisał/a:

Chyba nikomu nie chce się przeczytać tak długiego posta...

Mnie się udało smile jednak ciężko spamiętać wszystko.
Zauważyłam, że kiedy trktowałeś ją gorzej niż powietrze, ona była Ci wierna jak pies.
Kiedy Ty się ogarnąłeś i zaczęło Ci na niej zależeć, jej zaczęło odbijać.
Może to taki typ kobiety, która lubi mieć niedobrego faceta, bo nie sądzę żeby była tak złośliwa i pamiętliwa, żeby w końcu odpłacić Ci pięknym za nadobne, ale kto wie?
Na początku waszego związku, jeszcze studiowałeś, może wtedy byłeś bardziej szalony i może, takiego trochę wariata chciała.
Po za tym dziewczyna nie wygląda na razie na taką która chce się ustabilizować, jeszcze się nie wyszumiała. W każdym razie ja tak to widzę.
Jej matka ma rację, jeśli kogoś poznasz możesz z tą osobą budować związek, tylko czy potrzebnie w ten sposób wywierać na nią presję.
Dziewczyna sama musi dość do tego czego chce. Jeśłi wróci do Ciebie pod wpływem matki, może skończyć się tak, że oboje nie będziecie szczęśliwi. Ja trochę jak Twoja dziewczyna, jeszcze się nie wyszumiałam i pod wpływem słów matki, wróciłam do mojego chłopaka, który został moim mężem i był czas gdy właśnie czułam, że coś mi umknęło, że wielu rzeczy nie dotknęłam, nie spróbowałam. Hm, choć tworzymy nie najgorszy związek, do do dziś czegoś żal smile
Zależy Ci na niej, ale do miłości nikogo nie zmusisz. Jeszcze raz powtarzam - na Twoim miejscu nie szukałabym pomocy u jej matki, bo to inne pokolenie i dla dobra was obojga, obojgu może wyrządzić krzywdę, jeśli wpłynie na jej decyzję.
Dziewczyna prawie otarła się o zdradę, jeśli podejmie decyzję bycia z Tobą, pod presją, nie będac do końca jej pewną, może kiedyś przyprawić Ci rogi, tym bardziej że zdarza jej się kimś zauroczyć i ciągnie tą znajomość.
Daj jej czas, jeśli potrafisz. Jeśli nie odejdź i układaj sobie życie z kimś innym.

6 Ostatnio edytowany przez jimmy (2013-09-28 16:22:34)

Odp: Pogubiłem się do reszty...

eljola - nie chcę tego żeby jej matka miała jakiś wpływ na decyzję mojej ex. Ona jest bardzo dobrym obserwatorem, z racji wykonywanej pracy zna bardzo dobrze psychologię, a także zna i rozmawiała ze swoją córką, dlatego upatruję w niej nadzieję, że pomoże mi to wszystko poukładać sobie w głowie. Ona nie lubi się wtrącać, ani ja tego nie oczekuję. Lecz zawsze mówiła, że jeśli mi to w czymkolwiek pomoże to ona służy pomocą i rozmową. Poza tym nie chcę budować kolejnego związku nie będąc samym poukładanym po poprzednim, a już na pewno nie po to żeby wywierać presję na ex. Nie chcę nikogo skrzywdzić tym, że sam chcę się wyleczyć. Z resztą w jej domu zaszczepiono jej prawidłowy kręgosłup moralny i wartości. Rodzicom też nie mówi wszystkiego. Popełnia błędy i może rzeczywiście nie jest gotowa na dalszy etap, albo nie wie jeszcze czy ja to ten facet, z którym chce spędzić resztę życia. Fakt, że kiedyś byłem bardziej szalony i spontaniczny, ale czy to przekreśla bezwarunkową miłość i akceptację, którą ode mnie dostała? Ponoć bardzo ciężko było jej dojść do tej decyzji. Nie wiem czy przestała mnie kochać, czy zachłysnęła się wolnością i brakiem przywiązania i poczucia tego, że może wszystko, a związek ją ogranicza? Powiedziała, że przez najbliższe tygodnie i miesiące potrzebuje samotności i sama nie wie jak to się wszystko potoczy. Ale jak w takim razie wytłumaczyć to, że niedługo później zauroczyła się swoim kolegą? Że ich relacja przestała być koleżeńska? Ale jak sama stwierdziła nic z tego na pewno nie będzie. Czasem obserwując jej życie wydaje mi się, że tacy ludzie jak ona nie potrafią być sami, że muszą mieć jakieś koło zapasowe zawsze gdzieś z boku. Wtedy są w stanie rozstać się i przelać od razu chociaż część emocji na kogoś innego. Kiedyś już zdarzyło się, że przepraszała swojego byłego gdy z nami zaczęło walić się po całości po tym jak ją traktowałem za pierwszym razem. Ale on okazał się mądrzejszy i choć było mu ciężko to narzucił konwencję przyjacielską.

Dodam tylko, że ja żeby całkowicie się z tym pogodzić to czuję, że na prawdę muszę to zrozumieć. Ona mi to jakoś tłumaczyła, ale dziwnie to zrozumieć gdy ma się wrażenie słuchania argumentów rodem z hollywoodzkich produkcji. Bo ja zasługuję żeby mnie kochać całym sercem, bo ona musi się odnaleźć, bo nigdy nie rozumiała jak można odejść od kogoś kogo się kocha, że na tą decyzję nie miał wpływu żaden facet.

Zgodzę się z tym, że w tym wieku trudno jest myśleć tak dalekosiężnie czy rzeczywiście chce się z daną osobą spędzić resztę życia. Ale dlaczego zostałem potraktowany jak śmieć? Odkąd pojawił się u niej pomysł rozstania ona przez kolejne trzy tygodnie była dla mnie bardziej oschła niż stara baba z urzędu. Nie potrafiła nawet odpowiedzieć dlaczego taka była.

Jest we mnie wiele sprzeczności, po prostu tego nie rozumiem.
I nie rozumiem jak mogła chcieć mieć ze mną kontakty przyjacielskie?! Chyba tylko żeby sobie backup zrobić na przyszłość...

Nie wiem czy potrafię czekać, nie wiem czy mam już do reszty sobie odpuścić.
Ona potrafiła za mną poczekać 8 miesięcy. Ja nie wiem co mam zrobić, z jednej strony ją kocham, a z drugiej popełniła wiele rażących błędów.

7

Odp: Pogubiłem się do reszty...
jimmy napisał/a:

Nie wiem czy przestała mnie kochać, czy zachłysnęła się wolnością i brakiem przywiązania i poczucia tego, że może wszystko, a związek ją ogranicza? Powiedziała, że przez najbliższe tygodnie i miesiące potrzebuje samotności i sama nie wie jak to się wszystko potoczy. Ale jak w takim razie wytłumaczyć to, że niedługo później zauroczyła się swoim kolegą? Że ich relacja przestała być koleżeńska?

Mogła zachłysnąć się wolnością, co świadczy o tym, że nie jest gotowa na stały związek.
Zauroczenie kimś innym rózwnież świadczy o tym samym.
Nie jestem psychologiem smile, ale tak to od mnie przemawia.

8 Ostatnio edytowany przez jimmy (2013-09-28 16:25:16)

Odp: Pogubiłem się do reszty...
eljola napisał/a:

Mogła zachłysnąć się wolnością, co świadczy o tym, że nie jest gotowa na stały związek.
Zauroczenie kimś innym rózwnież świadczy o tym samym.
Nie jestem psychologiem smile, ale tak to od mnie przemawia.

To jak wytłumaczyć, że całe trzy lata zawsze, niezmiennie i z pełną konsekwencją stała murem za mną?

PS. Dodałem jeszcze coś do swojego poprzedniego postu.

9

Odp: Pogubiłem się do reszty...
jimmy napisał/a:

Rozstaliśmy się tylko dwa razy, za pierwszym razem z mojego powodu i teraz - z jej powodu. To w takim razie jak oprzeć trzy lata na czymś co nie było prawdziwe? Zarówno ona jak i ja przyznaliśmy, że bez prawdziwego uczucia by się nie dało...

... nie było prawdziwe bo nie jesteście nadal razem.... to moje zdanie, przykro mi jeśli zabieram Ci nadzieję

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

10

Odp: Pogubiłem się do reszty...
Leni napisał/a:

... nie było prawdziwe bo nie jesteście nadal razem.... to moje zdanie, przykro mi jeśli zabieram Ci nadzieję

To czym to w takim razie było? Wypadkiem przy pracy? Ona chciała mieć ze mną dzieci, budowała w myślach nasz dom... cuda na kiju po prostu... Nie rozumiem czym to w takim razie mogło być?

11

Odp: Pogubiłem się do reszty...

.... może zabawą w dorosłe życie ,fantazją.... nie wiem czym to było , ale czasem tak jest. Zadasz w swoim życiu jeszcze niejedno pytanie, na które nie znajdziesz jednoznacznej odpowiedzi. Przeżyłam pół wieku i wiem ,że nie warto długo nad czymś się zastanawiać  i dociekać w nieskończoność -DLACZEGO? Życie biegnie bardzo szybko.

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

12

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Moim zdaniem gdyby laczylo Was prawdziwe uczucie, ONo by przetrwalo do dzis, nuda w zwiazku nie powinna burzyc wszystkiego, a u Was tak sie stalo, ona chciala zaliczyc skok w bok, uwazam ze Was laczy przywiazanie, teraz jest ciezko to pojac i zrozumiec ale z dnia na dzien bedzie coraz lepiek. Pewnego dnia spotkasz osobe w ktorej zakochasz sie bez opamietania z ktora polaczy Cie cos niezwyklego, co bedzie trwac juz zawsze, zwiazek w ktorym nuda nigdy nie zawita. bo to jest milosc. czy ktos zgadza sie ze mna?

13

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Tylko widzisz Leni... ja taki trochę jestem, ja lubię wiedzieć, lubię rozumieć, lubię mieć kontrolę nad pewnymi rzeczami, a gdy brakuje mi tych elementów to zaczynam wpadać w panikę...
Fakt - życie biegnie szybko, dlatego cieszę się o tyle, że nie stanąłem w miejscu, że wychodzę do ludzi, że rozwijam siebie, oddaję się swoim pasjom, choć czasem uśmiech, który mam na twarzy jest mocno wymuszony to staram się nie poddawać.
Ostatnio bardzo się otworzyłem, wystrzeliłem jak z procy do przodu.
Chciałbym tylko wiedzieć, że nie będę powielał w kolejnym związku złych schematów, że czegoś mnie to wszystko nauczyło.
Ja chciałem mieć tylko poczucie stabilności i bezpieczeństwa w tym związku, aby być dla niej cudownym facetem.
Ona stwierdziła, że nie potrafi mi tego zapewnić, że choć mamy te same podstawy moralne to spotkaliśmy się w nie tym momencie życia.
Ja potrafię byś sobą i być dla kogoś wszystkim.... ona chyba miała na tym tle konflikt ze sobą.

14

Odp: Pogubiłem się do reszty...

adatoniewypada - moja koleżanka mi powiedziała, że skoro mnie zostawiła to mnie widocznie nie kochała, że miłość jest prosta, albo się kocha, albo nie, a kobiety gdy kochają nie zostawiają swoich facetów, bo "tak będzie dla nas lepiej i z biegiem czasu to docenię"...

15

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Twoja koleżanka ma rację. Wszystko potrzebuje swojego czasu, odpowiedzi na Twoje teraz stawiane pytania również. Żyj swoim życiem , rozkoszuj się przyjemnymi chwilami i być może już w krótkim czasie nie będziesz chciał wiedzieć- dlaczego? po co?... itd. Nie obawiaj się, że wniesiesz coś złego do kolejnego związku . Wiesz dlaczego? Mówisz ,ze jak kochasz , to dajesz z siebie wszystko. Być może spotkasz kobietę , której wystarczy to , co jej dasz. Każdy ma inne wymagania. To ,że nie pasujecie do siebie teraz, nie oznacza ,ze nie znajdziesz kogoś, dla kogo będziesz wszystkim. Powodzenia życzę , a powiem Ci jeszcze jedno, zamiast męczyć się długo z nie wiadomo czym( nie można tego nazwać miłością), lepiej pozwolić temu czemuś umrzeć śmiercią naturalną.

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

16 Ostatnio edytowany przez adatoniewypada (2013-09-28 19:45:10)

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Leni ma racje:)) spojrz na swiat przyjaznie:) a szczescie do Ciebie samo zapuka:) i zostanie z Toba;) ja zawsze wszystko sobie tlumacze tym , ze tak mialo byc:) ze cos sie konczy by cos moglo sie zaczac, kazde zakonczenie jest zarazem poczatkiem czegos nowego:) glowa do gory:)

17 Ostatnio edytowany przez kolorowomi (2013-09-29 02:40:44)

Odp: Pogubiłem się do reszty...
jimmy napisał/a:

W związku z tym, że ostatecznie powiedziała, że ona nie ma pojęcia co z tym
wszystkim zrobić, ja postanowiłem zamknąć całkowicie całą relację. Powiedziałem jej żeby
nie dzwoniła, nie pisała i nie szukała ze mną kontaktu. Była zaskoczona i nie wiedziała jak
ja to sobie wyobrażam...

Dlaczego sie zastanawiasz, dlaczego nie walczy, jesli to TY postawiles sprawe jasno, ze jest KONIEC.

NIe dzwoni, bo Ty jej tak powiedziales.
NIe pisze, bo to Twoje zyczenie.
Nie szuka z Toba kontaktu, bo ja o to prosiles.
To Ty zamkneles cala sprawe.

Jakbym cos takiego uslyszala od chlopaka, bo sama nie wiem, co ostatecznie ze zwiazkiem zrobic, czyli czuje sie zagubiona to tez bym odpuscila. Takie slowa bola, bo zamiast zastanowic sie co i jak, szukac rozwiazania Ty postawiles sprawe jasno a ona byla zaskoczona.
Wiec czego teraz od niej oczekujesz? Ze jak pies przyleci? Ze bedzie na Ciebie czekala?
Sam sobie jestes winny. Zakonczyles zwiazek i powiedziales, ze nie chcesz kontaktu a ona to uszanowala i nie lata za Toba. Tyle w temacie. Zamiast szukac winy w dziewczynie przeczytaj jeszcze raz, co jej na dowidzenia powiedziales.


Co do uczucia to bywa, ze milosc mija, plany sie zmieniaja.


jimmy napisał/a:

Nie wiem czy potrafię czekać, nie wiem czy mam już do reszty sobie odpuścić.
Ona potrafiła za mną poczekać 8 miesięcy. Ja nie wiem co mam zrobić, z jednej strony ją kocham, a z drugiej popełniła wiele rażących błędów.

Kolejne pytanie. Dlaczego czekasz, przeciez nie miala sie meldowac- Twoje zyczenie. Ona popelnila beldy, Ty takze, wiec moze tez zastanowisz sie nad soba, co Ty zle zrobiles.

Wiec podsumujac> Ty ja rzuciles, Ty ja pogoniles.

18 Ostatnio edytowany przez jimmy (2013-09-29 03:02:37)

Odp: Pogubiłem się do reszty...

kolorowomi - nie mogę Ci przyznać racji. Ja wielokrotnie sam, z własnej inicjatywy i nieprzymuszonej woli wyciągałem do niej rękę. Chciałem porozmawiać, wyjaśnić wszystko, pomimo ogromnego bólu, który mi zadała chciałem tą relację wyprostować, postawić na właściwy tor... wielokrotnie ! Dzwoniłem, pisałem, umawiałem się, rozmawiałem. Skutek tego był taki, że mimo moich starań i całej tej otoczki, mimo wyrozumiałości, na którą nie powinno być w tej sytuacji miejsca, mimo wszystkich podejmowanych kroków i starań - to ona przestała już chcieć tego związku, stała się obca i zaczęło wiać od niej sztucznością. Ja dla własnego dobra nie mogłem pozwolić na kontakty "przyjacielskie" skoro nie możemy być razem. Ona nigdy nie była moją przyjaciółką, znajomą i koleżanką. Zawsze była albo moją kobietą, kimś kogo kochałem, kochanką, albo byliśmy dla siebie osobami pomiędzy którymi zawsze mocno iskrzyło. Ilekroć ją widzę, za każdym razem serce staje mi w gardle, a ja sam nie wiem co mam w takiej sytuacji zrobić. Jednak bardzo toksyczne jest dla mnie to, że gdy spotykamy się to namiętnie się całujemy, albo rozmawiamy w taki sposób, który daje mi ogromną nadzieję, że coś zrozumieliśmy i jednak potrafimy rozmawiać i wyciągać wnioski. Jednak ona nie wiedziała czy to rzeczywiście ma sens. Poczucie zawieszenia po prostu mnie wykańcza! Dlatego postanowiłem zamknąć tą relację całkowicie, dla własnego dobra, licząc, że ona coś zrozumie. Jednak nie mogę pozbyć się uczucia, że zrobiłem źle, że odebrałem sobie szansę. Z drugiej strony nie chcę być zabawką. Nie jestem człowiekiem, którego można wziąć, a gdy już przestanie być potrzebny to można go wyrzucić.... Ja po prostu już pogubiłem się w gąszczu tych wszystkich spraw. Sam chodzę od skrajności w skrajność, nie wiem jak mam to ugryźć w ogóle i całkowicie czuję się pogubiony.. Potrzebuję pomocy, aby móc znów odnaleźć siebie samego, albo siebie przy niej...

Poza tym ma wrażenie, że nie przeczytałaś wątku... to nie ja ją rzuciłem, ja oddałem jej całego siebie, a ona zrobiła sobie z tego chyba tylko dobry żart (choć zostałbym potępiony gdybym tak jej to powiedział).

19

Odp: Pogubiłem się do reszty...
kolorowomi napisał/a:

[...]Zamiast szukac winy w dziewczynie przeczytaj jeszcze raz, co jej na dowidzenia powiedziales.[...]Ty ja rzuciles, Ty ja pogoniles.

Dziewczyna mogłaby do śmierci rozważać dalsze istnienie tej znajomości, i summa summarum i tak mogłoby z tego nic nie wyniknąć.
Albo chce się z kimś być, albo nie, a takie "ja nie wiem co z tym wszystkim zrobić", to dla mnie psie podchody do jeża, czyli okrężna droga do rozstania. Gdyby to mój facet był taki niepewny i rozchwiany, postąpiłabym tak samo jak autor wątku. Szkoda by mi było życia na takie akcje.

Mucha nie siada, gdy wszys­tko ku­py się trzyma.

20

Odp: Pogubiłem się do reszty...
Brunica napisał/a:
kolorowomi napisał/a:

[...]Zamiast szukac winy w dziewczynie przeczytaj jeszcze raz, co jej na dowidzenia powiedziales.[...]Ty ja rzuciles, Ty ja pogoniles.

Dziewczyna mogłaby do śmierci rozważać dalsze istnienie tej znajomości, i summa summarum i tak mogłoby z tego nic nie wyniknąć.
Albo chce się z kimś być, albo nie, a takie "ja nie wiem co z tym wszystkim zrobić", to dla mnie psie podchody do jeża, czyli okrężna droga do rozstania. Gdyby to mój facet był taki niepewny i rozchwiany, postąpiłabym tak samo jak autor wątku. Szkoda by mi było życia na takie akcje.

Musiałem tak postąpić już dla własnego dobra... bo zacząłem czuć się jak koło zapasowe, kiedy zawsze byłem dla niej najważniejszą osobą. Po prostu nie wiem co mam począć z tym wszystkim dalej. Nadal ją kocham i jest dla mnie ogromnie ważna, ale nie mogę też ranić siebie.

21

Odp: Pogubiłem się do reszty...
jimmy napisał/a:

[...]Po prostu nie wiem co mam począć z tym wszystkim dalej. [...]

Ty wiesz, czego chcesz od życia. Ona jest jeszcze szukającą własnej drogi dziewczyną, a nie świadomą siebie kobietą.
Ty potrzebujesz stabilizacji. Ona potrzebuje dynamiki, i życia pełnego wyzwań.
Ty oczekujesz od niej stałego związku. Ona jeszcze nie wkroczyła w ten level, i nie może Ci tego dać.
W Twoim mniemaniu na związek składa się miłość, oddanie, zaufanie, i poczucie bezpieczeństwa. W jej mniemaniu na związek składa się chemia i kalejdoskop urozmaiceń.
Nie jest wam po drodze. Przez te sprzeczności, nie jesteście w stanie stworzyć stałego związku.
Jeśli już powiedziałeś wam koniec, to warto byłoby pozostać w swojej decyzji konsekwentnym.

Mucha nie siada, gdy wszys­tko ku­py się trzyma.

22 Ostatnio edytowany przez eljola (2013-09-29 10:09:49)

Odp: Pogubiłem się do reszty...
Brunica napisał/a:
jimmy napisał/a:

[...]Po prostu nie wiem co mam począć z tym wszystkim dalej. [...]

Ty wiesz, czego chcesz od życia. Ona jest jeszcze szukającą własnej drogi dziewczyną, a nie świadomą siebie kobietą.
Ty potrzebujesz stabilizacji. Ona potrzebuje dynamiki, i życia pełnego wyzwań.
Ty oczekujesz od niej stałego związku. Ona jeszcze nie wkroczyła w ten level, i nie może Ci tego dać.
W Twoim mniemaniu na związek składa się miłość, oddanie, zaufanie, i poczucie bezpieczeństwa. W jej mniemaniu na związek składa się chemia i kalejdoskop urozmaiceń.
Nie jest wam po drodze. Przez te sprzeczności, nie jesteście w stanie stworzyć stałego związku.
Jeśli już powiedziałeś wam koniec, to warto byłoby pozostać w swojej decyzji konsekwentnym.

Sama bym tego lepiej nie powiedziała.


Leni napisał/a:

... nie było prawdziwe bo nie jesteście nadal razem.... to moje zdanie, przykro mi jeśli zabieram Ci nadzieję

Nie zgodzę się z Leni. Uczucie było. Każde jest prawdziwe. Tylko dziewczyna nie dorosła do wyższego jego poziomu.
Tak jak napisała Brunica"W jej mniemaniu na związek składa się chemia i kalejdoskop urozmaiceń."
Tobie Jimmy trudno się z tym pogodzić, bo kochała Cię szaleńczo, znosiła Twoje złe zachowanie, akceptowała Cię mimo Twoich wad, a teraz waha się do końca nie wie czego chce.
Wtedy była na etapie fascynacji, wszystko w Tobie akceptowała. To faza motylków w brzuchu, ale one nie latają wiecznie.
Ty to rozumiesz, ona jeszcze nie.
To że na jej widok bije Ci mocniej serce, to normalne, jej na pewno też. Tylko, że dla niej to za mało, albo po prostu za wcześnie by wejśc w stały związek

23

Odp: Pogubiłem się do reszty...
Brunica napisał/a:

Ty wiesz, czego chcesz od życia. Ona jest jeszcze szukającą własnej drogi dziewczyną, a nie świadomą siebie kobietą.
Ty potrzebujesz stabilizacji. Ona potrzebuje dynamiki, i życia pełnego wyzwań.
Ty oczekujesz od niej stałego związku. Ona jeszcze nie wkroczyła w ten level, i nie może Ci tego dać.
W Twoim mniemaniu na związek składa się miłość, oddanie, zaufanie, i poczucie bezpieczeństwa. W jej mniemaniu na związek składa się chemia i kalejdoskop urozmaiceń.
Nie jest wam po drodze. Przez te sprzeczności, nie jesteście w stanie stworzyć stałego związku.

Zastanawiając się tak na chłodno to jest naprawdę sporo racji w tym co piszesz i są to bardzo mądre słowa, chyba faktycznie odzwierciedlające obecny stan mojej i jej osoby.
Z drugiej strony czuję się trochę dziwnie... jakby brakowało mi spontaniczności, jakbym pomimo młodego wieku nie umiał już być zwariowanym, jakby mi w ogóle czegoś brakowało... A czasem czuję się jakby moje 5 minut już minęło i że teraz została mi tylko praca i życie z dnia na dzień - oczywiście staram się robić co mogę żeby temu przeciwdziałać, ale razem było mi po prostu łatwiej, raźniej i szybciej szło się zmotywować. Zawsze byłem samodzielny, miałem jasne cele, konsekwencją piąłem się w górę. Teraz czuję się jakbym zatrzymał się na chwilę w miejscu. Może to przez to, że czuję się przytłoczony tym, że czas studiów minął i teraz niejako muszę już prowadzić dorosłe i odpowiedzialne życie. Natomiast czasem wydaje mi się, że moja była dziewczyna nadawała kierunek naszej relacji. Ona chciała by to wszystko żyło, było spontaniczne i żeby było z tego mnóstwo cudownych wspomnień, które będziemy kiedyś opowiadać dzieciom przy kominku. Mam wrażenie jakby zabrakło w moim życiu czegoś naprawdę ważnego, nie tylko osoby którą kocham.

Brunica napisał/a:

Jeśli już powiedziałeś wam koniec, to warto byłoby pozostać w swojej decyzji konsekwentnym.

W pewnym sensie pozostawiłem sobie otwartą furtkę - rzeczywiście powiedziałem jej, że kończę tą relację, bo nie potrafię jej prowadzić w takiej formie, jednak dodałem także, że gdy już w końcu dowie się czego chce to niech się odezwie, ale nie gwarantuję jej, że będzie miała co u mnie szukać i że nie będę stał w miejscu i czekał za nią.
Z drugiej strony korci mnie żeby np. za miesiąc czy dwa zaczepić ją w jakimś smsie, albo mailu. Spróbować trochę emocji obudzić.
Zarówno ona jak i jej mama, która ją dobrze zna stwierdziły, że gdy zacznie się jej na nowo rok akademicki, dwa niełatwe kierunki studiów, multum zajęć, długie i samotne wieczory to na pewno będzie mocno tęsknić. Obie nawet mają nieodparte wrażenie że dziewczyna na pewno będzie żałować. W końcu też nie codziennie spotyka się faceta, który jest ogarnięty życiowo, potrafi zadbać o wszystko, a swoją partnerkę obdarza akceptacją i bezwarunkową miłością.
To jest naprawdę świetna dziewczyna, tylko niepoukładana strasznie na chwilę obecną, zgubiła się gdzieś po drodze sama ze sobą...
A ja błądzę ze skrajności w skrajność - od zakończenia relacji, na nadziei wyprostowania wszystkiego kończąc.

24

Odp: Pogubiłem się do reszty...
eljola napisał/a:
Leni napisał/a:

... nie było prawdziwe bo nie jesteście nadal razem.... to moje zdanie, przykro mi jeśli zabieram Ci nadzieję

Nie zgodzę się z Leni. Uczucie było. Każde jest prawdziwe. Tylko dziewczyna nie dorosła do wyższego jego poziomu.
Tak jak napisała Brunica"W jej mniemaniu na związek składa się chemia i kalejdoskop urozmaiceń."
Tobie Jimmy trudno się z tym pogodzić, bo kochała Cię szaleńczo, znosiła Twoje złe zachowanie, akceptowała Cię mimo Twoich wad, a teraz waha się do końca nie wie czego chce.
Wtedy była na etapie fascynacji, wszystko w Tobie akceptowała. To faza motylków w brzuchu, ale one nie latają wiecznie.
Ty to rozumiesz, ona jeszcze nie.
To że na jej widok bije Ci mocniej serce, to normalne, jej na pewno też. Tylko, że dla niej to za mało, albo po prostu za wcześnie by wejśc w stały związek

No właśnie strasznie ciężko pogodzić się z tym... z jednej strony ona jest człowiekiem noszącym w sobie wspaniałe wartości, z drugiej zaś strony jest młoda i popełnia błędy. Jednak była na tyle konsekwentna przez bardzo, bardzo długi czas i pozwoliła mi uwierzyć, że to wszystko ma naprawdę głęboki sens. Dziś czuję się trochę... oszukany?

25

Odp: Pogubiłem się do reszty...
jimmy napisał/a:

No właśnie strasznie ciężko pogodzić się z tym... z jednej strony ona jest człowiekiem noszącym w sobie wspaniałe wartości, z drugiej zaś strony jest młoda i popełnia błędy. Jednak była na tyle konsekwentna przez bardzo, bardzo długi czas i pozwoliła mi uwierzyć, że to wszystko ma naprawdę głęboki sens. Dziś czuję się trochę... oszukany?

Masz prawo czuć się oszukany.
Sądzę, że ona sama wierzyła, że da radę to wszystko w sobie ułożyć i być z Tobą. Tylko nie podołała. Musiałeś dla niej dużo znaczyć. Tak to widzę.
Życie bywa przewrotne, a los potrafi płatać rózne figle. Może być tak, że się wyszumi i zrozumie co jest dla niej ważne. Tylko, że wtedy może być za późno.

26

Odp: Pogubiłem się do reszty...
eljola napisał/a:

Masz prawo czuć się oszukany.
Sądzę, że ona sama wierzyła, że da radę to wszystko w sobie ułożyć i być z Tobą. Tylko nie podołała. Musiałeś dla niej dużo znaczyć. Tak to widzę.
Życie bywa przewrotne, a los potrafi płatać rózne figle. Może być tak, że się wyszumi i zrozumie co jest dla niej ważne. Tylko, że wtedy może być za późno.

Fakt, nie było nigdy takiego faceta, który potrafił wpłynąć na nią tak bardzo jak ja i przed którym potrafiła tak bardzo otworzyć się jak przede mną. Znaczyłem dla niej bardzo wiele. Wiem, że nadal tak jest, lecz zauważyła, że to chyba nie jest jeszcze jej moment w życiu... Sama mi często powtarza, że głęboko czuje, że w końcu i tak na siebie pewnie trafimy z powrotem. Może to być kwestia kilku miesięcy, może nawet kilku lat... Ale stwierdziła, że musi zaryzykować nawet kosztem tego, że może mnie stracić na dobre, na zawsze, bo teraz nie potrafi mi zapewnić tego co ja potrzebuję. I ponoć uświadomiła sobie, że np. za 5 miesięcy może zdać sobie sprawę, że kocha mnie tak mocno, że nie potrafi żyć beze mnie i sama wie, że może być za późno...

Czasem mam takie wrażenie, że jej się po prostu w głowie wszystko popieprzyło na tą chwilę... Nie wiem jak mam to inaczej określić.

27

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Też się pogubiłam - to w sumie chcesz z nią być, czy nie chcesz?
Czy tylko analizujesz były związek pod kątem uniknięcia w przyszłości podobnego schematu?

28

Odp: Pogubiłem się do reszty...
jimmy napisał/a:

Zastanawiając się tak na chłodno to jest naprawdę sporo racji w tym co piszesz i są to bardzo mądre słowa, chyba faktycznie odzwierciedlające obecny stan mojej i jej osoby.
Z drugiej strony czuję się trochę dziwnie... jakby brakowało mi spontaniczności, jakbym pomimo młodego wieku nie umiał już być zwariowanym, jakby mi w ogóle czegoś brakowało... A czasem czuję się jakby moje 5 minut już minęło i że teraz została mi tylko praca i życie z dnia na dzień - oczywiście staram się robić co mogę żeby temu przeciwdziałać, ale razem było mi po prostu łatwiej, raźniej i szybciej szło się zmotywować. Zawsze byłem samodzielny, miałem jasne cele, konsekwencją piąłem się w górę. Teraz czuję się jakbym zatrzymał się na chwilę w miejscu. Może to przez to, że czuję się przytłoczony tym, że czas studiów minął i teraz niejako muszę już prowadzić dorosłe i odpowiedzialne życie. Natomiast czasem wydaje mi się, że moja była dziewczyna nadawała kierunek naszej relacji. Ona chciała by to wszystko żyło, było spontaniczne i żeby było z tego mnóstwo cudownych wspomnień, które będziemy kiedyś opowiadać dzieciom przy kominku. Mam wrażenie jakby zabrakło w moim życiu czegoś naprawdę ważnego, nie tylko osoby którą kocham.

Twoja była dziewczyna była dobrym kompanem do zabijania codziennej monotonii, ale gdybyś zmęczył się już gonieniem tego wiatru, i chciałbyś rozsmakować się w stabilizacji, to obróciłaby się na pięcie, i zaczęła szukać uciech gdzie indziej, z kimś innym. Istnieje multum sposobów na urozmaicenie czasu, które można zrealizować samemu, lub w towarzystwie znajomych - zależy, co w danym momencie jest nam do szczęścia potrzebne - ale za to w związku powinna zostać zachowana pewna równowaga, której u was nie było.


jimmy napisał/a:

W pewnym sensie pozostawiłem sobie otwartą furtkę - rzeczywiście powiedziałem jej, że kończę tą relację, bo nie potrafię jej prowadzić w takiej formie, jednak dodałem także, że gdy już w końcu dowie się czego chce to niech się odezwie, ale nie gwarantuję jej, że będzie miała co u mnie szukać i że nie będę stał w miejscu i czekał za nią.
Z drugiej strony korci mnie żeby np. za miesiąc czy dwa zaczepić ją w jakimś smsie, albo mailu. Spróbować trochę emocji obudzić.
Zarówno ona jak i jej mama, która ją dobrze zna stwierdziły, że gdy zacznie się jej na nowo rok akademicki, dwa niełatwe kierunki studiów, multum zajęć, długie i samotne wieczory to na pewno będzie mocno tęsknić. Obie nawet mają nieodparte wrażenie że dziewczyna na pewno będzie żałować. W końcu też nie codziennie spotyka się faceta, który jest ogarnięty życiowo, potrafi zadbać o wszystko, a swoją partnerkę obdarza akceptacją i bezwarunkową miłością.
To jest naprawdę świetna dziewczyna, tylko niepoukładana strasznie na chwilę obecną, zgubiła się gdzieś po drodze sama ze sobą...
A ja błądzę ze skrajności w skrajność - od zakończenia relacji, na nadziei wyprostowania wszystkiego kończąc.

Reasumując, paradoksalnie wychodzi na to, że furtkę zostawiłeś otwartą nie sobie, a swojej byłej dziewczynie. Usytuowałeś się jako alternatywa na samotne, długie wieczory. Jeśli Ci taka koncepcja odpowiada to okey, ale mimo to jestem trochę zaskoczona, bo od kilku postów nie przewija się żaden inny priorytet poza stałym związkiem. Chyba że założyłeś sobie takie rozwiązanie jako środek do celu...

Mucha nie siada, gdy wszys­tko ku­py się trzyma.

29 Ostatnio edytowany przez jimmy (2013-09-30 12:21:28)

Odp: Pogubiłem się do reszty...
Brunica napisał/a:

Reasumując, paradoksalnie wychodzi na to, że furtkę zostawiłeś otwartą nie sobie, a swojej byłej dziewczynie. Usytuowałeś się jako alternatywa na samotne, długie wieczory. Jeśli Ci taka koncepcja odpowiada to okey, ale mimo to jestem trochę zaskoczona, bo od kilku postów nie przewija się żaden inny priorytet poza stałym związkiem. Chyba że założyłeś sobie takie rozwiązanie jako środek do celu...

Chyba tak... furtkę zostawiłem jej... O jakim innym priorytecie mówisz? Rozwiń proszę zacytowany przeze mnie powyższy fragment.

Niewesoła - strasznie ciężko jest mi pogodzić się z tym rozstaniem, to był mój najlepszy i najbardziej rokujący związek, z kobietą, z którą mamy te same podstawy życia. Miałem już kilka związków, ale ten zdecydowanie był wyjątkowy, dlatego tak ciężko przyjmuję porażkę i cholernie boli mnie ten cały splot wydarzeń.
Sam już nie wiem czy chciałbym z nią być czy nie. Z jednej strony nie potrafię się od niej uwolnić, przez to jaką osobowością jest, przez to jakie wartości potrafiła sobą reprezentować.
Z drugiej strony mam w głowie krzywdę jaką mi zrobiła, w jaki sposób zachowała się wobec mnie i to że tak szybko potrafiła zaangażować się emocjonalnie w kimś innym, wcześniej twierdząc, że przenigdy nie chciałaby mnie stracić.
Mam ogromny dylemat - zacisnąć zęby, poczekać, próbować coś robić, czy już na zawsze dać sobie spokój nawet gdyby kiedyś chciała wrócić. Nie czuję się gotowy na podjęcie takiej decyzji, choć z drugiej strony jest już chyba po ptakach. Ona twierdzi, że dużo rzeczy zmieniło się zmieniło, że nie potrafiłbym jej już zaufać itp. Takie trochę odpychanie mnie na logikę, ale z drugiej strony coś tam jej chodzi po głowie. Dlatego jestem już pogubiony w tym wszystkim. Czuję się jakby ktoś zabrał mi również cząstkę samego siebie. Bardzo zaangażowałem się w jej życie, rodzinę i tą całą otoczkę. Z jej rodzicami do teraz mam jeszcze sporadyczny kontakt. Nie potrafię wyrwać sobie kawałka serca wielkości sporej śliwki i wyrzucić...

30

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Zarejestrowałam się specjalnie, żeby coś dodać.

Mam podobny tryb mylenia do Twojego, niestety.
I chyba domyślam sie w czym leży Twój problem.Potrzebujesz stabilizacji to raz i co najważniejsze boisz się, że nie ułożysz sobie życia z kimś innym.Podobnie ona.
Nie macie ślubu ani dzieci to nie ma sensu na siłę ratować, po raz enty, tego wszystkiego.
Nigdy nie była Twoim przyjacielem? to duży błąd.

Myślę,że powinieneś dać jej spokój i  przy okazji sobie.
Takie jazdy juz przed ślubem nie wróżą niczego dobrego.
a plany o wspólnym domu mają już dzieci w przedszkolu, to leży w ludzkie naturze.



ps. Brunica ma rację.

31 Ostatnio edytowany przez jimmy (2013-09-30 17:59:13)

Odp: Pogubiłem się do reszty...
antygona1 napisał/a:

Zarejestrowałam się specjalnie, żeby coś dodać.

Mam podobny tryb mylenia do Twojego, niestety.
I chyba domyślam sie w czym leży Twój problem.Potrzebujesz stabilizacji to raz i co najważniejsze boisz się, że nie ułożysz sobie życia z kimś innym.Podobnie ona.
Nie macie ślubu ani dzieci to nie ma sensu na siłę ratować, po raz enty, tego wszystkiego.
Nigdy nie była Twoim przyjacielem? to duży błąd.

Myślę,że powinieneś dać jej spokój i  przy okazji sobie.
Takie jazdy juz przed ślubem nie wróżą niczego dobrego.
a plany o wspólnym domu mają już dzieci w przedszkolu, to leży w ludzkie naturze.

ps. Brunica ma rację.

Hmm... Powiem wam, że dużo dzięki wam zacząłem rozumieć, albo przynajmniej dopuszczać do swojej wiadomości. Za co bardzo dziękuję.

Fakt, mój problem to jest potrzeba stabilizacji emocjonalnej i poczucie bezpieczeństwa. Też zgodzę się, że czasem mam wrażenie, że ciężko będzie mi ułożyć sobie życie z kimś zupełnie innym. Czasem boję się, że wielu rzeczy będzie mi brakować w innych kobietach.
Strasznie dla mnie ciężkie to wszystko, bo nie wiem z której strony mam to ugryźć. Ta dziewczyna w wielu kwestiach wywarła na mnie ogromnie pozytywne wrażenie, zaskakiwało mnie, że w tak wielu sprawach potrafi mieć tak trafne spojrzenie nawet jak na swój wiek. Ale były też kwestie, w których się na niej mocno zawiodłem, które nie pasowały mi totalnie do jej obrazu, który stworzyła w mojej głowie. Wiem, że to kwestia czasu kiedy to się ułoży, ale przeraża mnie to poczucie bezsilności...

Źle się wyraziłem w jednej kwestii - ona nigdy nie była tylko moim przyjacielem i nie jestem w stanie prowadzić z nią relacji tylko przyjacielskiej. To by tylko rozgrzebywało ranę, a jakby weszła w związek z kimś innym to by mnie to zabiło gdybym jako przyjaciel spokojnie się temu przyglądał.

I tak czuję się, że jako facet musiałem nie być wystarczająco dobry, skoro ona potrafiła się dość szybko zauroczyć kimś innym po naszym rozstaniu. Daje mi to wielkiego kaca moralnego, bo czuję się jakbym trochę stracił na wartości...

ps. dlaczego twierdzisz że "podobnie ona" boi się, że nie ułoży sobie życia z kimś innym?

32

Odp: Pogubiłem się do reszty...
jimmy napisał/a:
Brunica napisał/a:

Reasumując, paradoksalnie wychodzi na to, że furtkę zostawiłeś otwartą nie sobie, a swojej byłej dziewczynie. Usytuowałeś się jako alternatywa na samotne, długie wieczory. Jeśli Ci taka koncepcja odpowiada to okey, ale mimo to jestem trochę zaskoczona, bo od kilku postów nie przewija się żaden inny priorytet poza stałym związkiem. Chyba że założyłeś sobie takie rozwiązanie jako środek do celu...

Chyba tak... furtkę zostawiłem jej... O jakim innym priorytecie mówisz? Rozwiń proszę zacytowany przeze mnie powyższy fragment.

Praktycznie od samego początku piszesz, że zależy Ci na stałym związku, stabilizacji, poczuciu bezpieczeństwa, bycia kochanym i szanowanym. Tymczasem historia nabiera nieoczekiwanego zwrotu, i nagle zgadzasz się na bycie jednym z wielu sposobów na przetrwanie jesiennej szarzyzny. Nie wiem dla jakiej idei przeciwstawiasz się samemu sobie, ale wiem, że nie warto.

Mucha nie siada, gdy wszys­tko ku­py się trzyma.

33

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Czasem też wydaje mi się, że nie warto. Najważniejsze, że doszedłem już do momentu gdy w miarę przyzwyczaiłem się do tego bólu i mogę codziennie normalnie funkcjonować. Na początku było strasznie ciężko, mocno schudłem, w pracy nie mogłem się totalnie na niczym skupić, a bywało wiele takich dni, że nie robiłem nic tylko paliłem same papierosy... Z dnia na dzień jestem silniejszy. Nie wiem sam jak to wszystko wyszło, że ona potrafiła mi tak dorzucić do pieca, abym dosłownie poczuł się wdeptany w ziemię...

Podpowiedzcie mi proszę, bo jesteście bardziej doświadczone - jak poradzić sobie z zestawieniem wielu pięknych wspomnień, wypowiedzianych słów, maili przepełnionych miłością, zapewnieniami, ogromną wiarą i nadzieją dzięki, którym uwierzyłem całym sercem w tą dziewczynę za to, że pokazała mi jak wspaniale potrafi być, że ona nigdzie się nie wybiera i pragnie, abyśmy razem wchodzili w kolejne piękne etapy? Jak to wszystko zestawić do ostatnich wydarzeń? Do tego ile bólu mi przysporzyła? Nie wiem już nawet jakim ona jest człowiekiem, czy mocno się zmieniła i czy rzeczywiście nie potrafi już być taka jak kiedyś (a może to przez to, że nie jestem już w jej oczach takim człowiekiem jak wcześniej?). Mam jeszcze do niej tyle pytań, tyle rzeczy nie rozumiem, wiele jest dla mnie niejasne pomimo, że przegadaliśmy już wiele godzin...

To jest dla mnie najtrudniejsze zadanie... pogodzenie się z tym i zabicie w sobie resztek nadziei. Trzy lata to dla mnie zbyt dużo, aby zamknąć to wszystko ot tak w pudełku i schować do piwnicy.

34

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Jimmy, pomyśl- TAK MIAŁO BYĆ A BĘDZIE TO < CO BEDZIE. Możesz teraz długo się zastanawiać i myślec dlaczego i nie znajdziesz szybko odpowiedzi. Życie toczy się dalej !!! Co robi teraz Twoja miłość???? Wiesz coś na ten temat? Może ona jest bez Ciebie szczęśliwa?  Prawdziwa miłość jest wtedy, jeśli nie ubolewasz nad sobą a chcesz szczęścia tej drugiej osoby. Miłość to dawać a nie brać. Ja wiem ,ze jest Ci ciężko ale to minie. pozbierasz się facet:):)

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

35

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Będę próbować, lecz pewnie jeszcze nie jeden raz będę miał do was prośbę o dobre słowo i wsparcie w gorszych chwilach.
Mam nadzieję, że będę mógł od czasu do czasu na was liczyć? smile
Co ona teraz robi? Zaczęła nowy rok akademicki, wyprowadziła się z powrotem do miasta gdzie studiuje do swoich współlokatorów. Czy jest teraz szczęśliwa beze mnie? Nie wiem, pewnie tak. Nadal na pewno trzyma kontakt internetowy z nowym obiektem, którym się zauroczyła i zwyczajnie pewnie nie odczuwa w ogóle braku mojej osoby. Wiecie jak to jest, nowy rok studiów, nowe mieszkanie, współlokatorzy, imprezy, wyjścia, nowi ludzie, duże miasto, dużo atrakcji - kto by wtedy pamiętał, że przez ostatnie trzy lata było się z facetem, o którym mówiła "miłość mojego życia". No a w weekendy... w weekendy na pewno jeszcze będziemy na siebie wpadać w naszym rodzinnym mieście, lubimy te same miejsca, mamy multum wspólnych znajomych (w zasadzie to miasto to jedna wielka zbieranina znajomych).

Poradźcie mi proszę tylko jedną rzecz... Znacie już moją historię, wiecie jak to się wszystko działo, wiecie już, że dużo rozmawiałem z nią po rozstaniu, że się widzieliśmy, a także postanowiłem urwać tą znajomość z powodów już przeze mnie podanych.
Ale powiedzcie mi, jak mam się zachować gdy spotkam ją w knajpie gdzieś, czy przypadkiem też wylądujemy w gronie wspólnych znajomych... Nie wiem o czym miałbym z nią rozmawiać, w głowie mam wir i nie potrafię "tak o" przejść do zwykłych relacji koleżeńskich.
Jednocześnie nie chcę się zachowywać jak jakiś gówniarz, albo ją jakoś "pokazowo" unikać.
Chcę być w tym wszystkim naturalny, ale dać jej do zrozumienia, że to nie jest tak jak jej się wydaje, że nagle będziemy ze sobą szczebiotać jak dwa gołąbki, o wszystkim i o niczym, dawać sobie jakieś buziaki w policzek i takie tam. Ja tak nie potrafię i nie chcę ze względu na to jak się wobec mnie zachowała. Znajomi radzą mi ją olewać i ignorować. Gdy przychodzi co do czego faktycznie tak robię, ale wydaje mi się to trochę... dziecinne.
Jak mam wychodzić z twarzą z takich niezręcznych dla mnie sytuacji?
Z resztą dla niej może to być równie niezręczne, choć nikt nie wie co ona tam teraz w tej swojej głowie ma.

36

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Najwłaściwiej dla pokaleczonego serca, nie pojawiać się w tych samych miejscach - co z oczu, to z serca - tak mawiają i jest w tym trochę prawdy.
Jednak nie da się uniknąć niektórych sytuacji. Ignorować? Moim zdaniem - nie. Staraj się, na ile to możliwe, być w mirę naturalny smile nie uciekaj wzrokiem, nie udawaj że nie zauważyłeś. Jak trzeba zamień słowo lub dwa. Takie sytuacje nie będą należeć do najłatwiejszych, ale to chyba sam wiesz smile

37

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Od jakiegoś czasu usiłujemy się ustawić z jej mamą na rozmowę telefoniczną... Niestety albo ona zabiegana albo ja, więc niestety nie mieliśmy dłuższej chwili na rozmowę.
Ta kobieta ma na mnie bardzo dobry wpływ, wiele wie i wielokrotnie mówiła, że jak czegoś będę potrzebował to mam się nie krępować, zwłaszcza jeśli chodzi o rozmowę, która mi pomaga.
Dzisiaj mam strasznie ciężki dzień, boli mnie to wszystko jak diabli, panicznie staram się zorganizować sobie weekend, nosi mnie we wszystkie strony...
Już jestem wyczerpany tym gonieniem żeby zapomnieć. Ale ja potrzebuję zrozumieć, czuję, że tylko to mi naprawdę pomoże. Dlatego chcę się skontaktować z jej mamą i porozmawiać.
Jak tu sobie radzić? Pracuję od poniedziałku do piątku, w domu zabijam czas (a w zasadzie go marnuję), śledzę ją w różnych miejscach w internecie, mam dobry kontakt z jej znajomymi, a gdy zbliża się weekend to wpadam w panikę, muszę gdzieś wyjść, coś zrobić, najlepiej cały czas siedziałbym po knajpach. Ale to już taki wiek, że mało kto chce wychodzić, większość spokojnie spędza czas w domu, albo ze swoimi partnerami lub rodzinami. A ja tak strasznie potrzebuję towarzystwa ludzi. Ciągle mam wrażenie, że wszystko co robię jest podporządkowane pod moją byłą. Ciągle chciałbym jej coś udowodniać, pokazać, pokazać znajomym, ciągle chcę coś zrozumieć. Nie wiem jak to w końcu wszystko zostawić i ruszyć samemu do przodu.
Psychicznie czuję się jak ostatnia sierota, która nie potrafi się sobą zaopiekować, a nie jak dumny facet, którym kiedyś byłem. Po prostu czuję się totalnie bezpłciowo, moje działania też wydają się być bezpłciowe. Niby organizuję sobie życie, mam plany, uczestniczę w różnych wydarzeniach, ale nie chce mnie to odpuścić !
Nie wiem jak to wszystko tu pozbierać do kupy żeby w końcu POGODZIĆ SIĘ z tym rozstaniem. Czuję się tym wszystkim już wykończony psychicznie, nie wiem już co tu robić żeby sobie ulżyć w tym wszystkim, a nie mogę ciągle chodzić na miasto i pić alkohol. Czuję się słaby...
Czuję się po prostu już sam z tym wszystkim i nie wiem nawet do kogo się zwrócić o pomoc...

38

Odp: Pogubiłem się do reszty...

Nie znajdziesz tutaj lekarstwa na Twój ból. Każde z nas odbiera to inaczej i każde z nas zachowałoby się w tej sytuacji inaczej. Otrzymałeś wiele wskazówek ale to Ty musisz sam sobie pomóc. Ty musisz teraz sobie zapełnić czas i nie zostawić ani jednej wolnej chwili na wspominanie. Nie wierzę ,ze nie masz jakiegoś przyjaciela albo chociaż dobrego kumpla. Zorganizujcie wspólnie jakiś wypad(nie do knajpy!!!) Jesteś młodym chłopakiem i życie przed Tobą. Spróbuj ruszyć do przodu. Życie to nie tylko Twoja praca. Życie to coś więcej. Widzisz , Twoja była dalej żyje swoim życiem i ma jakiś cel. Poszukaj swego!!!!

... czasu nie cofniesz, czasu nie zatrzymasz, możesz tylko iść z czasem

Posty [ 39 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Pogubiłem się do reszty...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018