Witam szanownych forumowiczów. Ostatnio dużo przeglądam internet w nadziei, że trochę
wyprostuję swoje myślenie i tak trafiłem na to forum. Postanowiłem mimo wszystko podzielić
się z wami swoją historią.
Mam 26 lat. Trzy lata temu poznałem bardzo interesującą dziewczynę (obecnie 22 lata), która
przykuła moją uwagę. Zaczęliśmy się spotykać, potem mieszkaliśmy w tym samym miejscu gdzie
studiowaliśmy, ona ze swoimi znajomymi, ja ze swoimi. Nasza znajomość rozkwitła, ona bardzo
zakochała się we mnie, lecz ja miałem ogromne problemy z odwzajemnieniem tej miłości. Z
biegiem czasu zacząłem traktować ją bardzo źle, zupełnie na nią nie zważałem, pozwalałem
sobie na złośliwe komentarze przy znajomych, czułem jakby trzymał mnie przy niej tylko
seks. Lecz im bardziej ona naciskała tym bardziej odbijało się to na niej. Powoli przestała
wytrzymywać. Po pół roku rozstała się ze mną. Wcale się jej nie dziwiłem. Nie zasługiwała
na takie traktowanie. Ja czułem się emocjonalnie zamknięty. Nie mogłem na to nic poradzić.
Po naszym rozstaniu ona bardzo cierpiała jeszcze przez wiele miesięcy, podczas których
mieliśmy bardzo sporadyczny kontakt.
Minęło osiem miesięcy od rozstania. Nie wiem co mi odbiło ale w sylwestra 2011/2012
wysłałem jej smsa z propozycją seksu. Na początku totalnie mnie skrytykowała, kilka dni
później zgodziła się. Umówiliśmy się i tak zaczęliśmy się częściej spotykać. Po 2
miesiącach znów byliśmy razem, z tą różnicą, że ja bardzo zmieniłem się. Szanowałem ją,
bardzo mi na niej zależało, dobrze czułem się w jej towarzystwie. Trwało to do maja 2012.
Wtedy po raz pierwszy dała mi sygnał, że chce się rozstać. W związku zaczęło powiewać
rutyną, twierdziła, że nic razem ciekawego nie robimy. Widzieliśmy się głównie weekendami,
bo ja skończyłem studia i pracowałem w naszym rodzinnym mieście, a ona mieszkała tam gdzie
studiowała. Udało nam się nie rozstać.
Przyszedł lipiec 2012 i wyjechała do Anglii na kilka tygodni popracować. Wszystko było ok,
tęskniliśmy bardzo, ale w pewnym momencie ten kontakt zrobił się bardzo dziwny. W połowie
pobytu zadzwoniła do mnie z płaczem, że dopuściła do sytuacji kiedy mogłaby mnie zdradzić.
Bardzo przepraszała, nie wiedziała jak się wytłumaczyć, ale postawiła na szczerość i
powiedziała mi o wszystkim. Przez miesiąc nie mogłem dojść do siebie. Czułem się oszukany i
zawiedziony. Jednocześnie widziałem jak bardzo wstrząsnęła nią tamta sytuacja. Gdy wróciła
odbyliśmy poważną rozmowę. Pogodziliśmy się a ja dałem jej szansę odbudować nasze zaufanie.
Nasza miłość rozkwitła jak burza po raz pierwszy od dwóch lat. Wszystko było cudownie,
powiedzieliśmy sobie, że się kochamy i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie.
Ja stanąłem na głowie żeby wynagrodzić jej nasz pierwszy związek. Zmieniłem się nie do
poznania i zacząłem darzyć głębokim szczerym uczuciem.
Trwało to do lutego 2013. Wtedy znów zastanawiała się nad rozstaniem, bo znowu rutyna bo
znowu nic nie robimy prócz zalegania w łóżku. Miała rację.
Udało się kolejny raz opanować tą sytuację. Jednakże w kwietniu znów wróciły te same
problemy, które o mało nas nie znowu nie zabiły. Udało się przetrwać. W maju wyjechaliśmy
na piękny weekend i powoli wychodziło wszystko na prostą.
W tym roku znów wyjechała do Anglii na wakacje. Przed wyjazdem oboje byliśmy bardzo
nerwowi, jej nie poszła sesja, ja czułem duży dyskomfort. Ale nic, zaufałem jej.
Powiedziałem żeby jechała i szybko do mnie wracała. Lecz miałem jej już trochę dosyć. Stała
się opryskliwa, ciągle zdenerwowana, ciężko było się nam porozumieć. Potrzebowałem odpocząć
na chwilę i uporządkować emocje. Minęło 2 tygodnie przez które ja byłem opryskliwy, nie
utwierdzałem jej w przekonaniu że kocham i tęsknie, a na koniec wysłałem długiego maila, że
wykańcza mnie takie coś i żeby w końcu zaczęła dawać coś od siebie, albo ja kończę ten
związek. Tym mocno nabruździłem. Ona zmieniła do mnie stosunek o 180 stopni. I przez
kolejne trzy tygodnie ona zachowywała się tak jakbym nic dla niej nie znaczył. Była sucha
jak pieprz i mówiła żebym jej nie utrudniał kiedy za każdym razem usiłowałem z nią
porozmawiać. Między czasie poznała tam kolegę "który ją zainspirował" swoją osobowością i
kto potrafił kopnąć ją w tyłek do działania. Po tych trzech tygodniach wróciła do Polski na
kilka dni, korzystając z okazji, że ten kolega akurat wracał i się z nim zabrała. Między
czasie odwiedzili jej koleżankę w Holandii i wylądowali razem na dużej imprezie plenerowej
gdzie ją spotkałem w namiocie z tym kolegą jak popalają jointa. Wokół było rozbitych wielu
naszych znajomych. Na drugi dzień spotkaliśmy się i rozstała się ze mną. Po czym wróciła z
powrotem do Anglii. Pod koniec pobytu między nią a tym jej kolegą coś zaiskrzyło. Przestała
go traktować jako kolegę i jak sama stwierdziła - że chyba się zakochała.
Wróciła do domu na początku września. Spotkaliśmy się porozmawiać o tym wszystkim. Na
spotkaniu namiętnie się całowaliśmy, a ja wyznałem że nie potrafię bez niej trwać.
Grzecznie wytłumaczyła mi, że nie jestem już w centrum jej świata, że jest złą kobietą i że
ja zasługuję na kogoś kto będzie mnie kochać całym sercem. Cała ta sytuacja była dla nas
dziwna... Między czasie (nie wiem co mi odbiło) włamałem się na jej komunikator i czytałem
to co między sobą wypisują. Z jej strony widać, że tęskni za nim, że ją pociąga także
fizycznie. Niestety wydało się przez moją głupotę, że podglądałem te rozmowy. Bardzo się
oburzyła, że mogłem pomyśleć, że ona mogła komuś innemu od razu wskoczyć do łóżka. Że
owszem nie jest to relacja koleżeńska, ale ona nie jest żadną dziwką.
Na drugi dzień bardzo długo rozmawialiśmy przez telefon. Po raz pierwszy w naszym związku
potrafiliśmy obiektywnie się sobie przyjrzeć. Bez krytykowania siebie nawzajem wyjaśniliśmy
sobie co, kto i kiedy czuł podczas różnych sytuacji w czasie trwania naszego związku.
Potrafiliśmy wyciągnąć konstruktywne wnioski, nazwać swoje uczucia i stwierdzić, że oboje
daliśmy ciała. Jednocześnie oboje nie wiemy co z tym wszystkim zrobić. Z jej nowej relacji
na dłuższą metę nic nie wyjdzie. Była to jej wakacyjna przygoda. Powiedziała że nigdy mnie
nie zdradziła i zawsze była ze mną szczera, ale nie mogę mieć pretensji, że poczuła coś
więcej do kogoś, kiedy to było po naszym rozstaniu. Mieliśmy się jeszcze spotkać i
porozmawiać.
Ostatecznie kilka dni później odbyliśmy długą rozmowę telefoniczną. Wypracowaliśmy dwie
możliwe drogi wyjścia - albo usiłujemy postawić tą relację na właściwe tory i popchnąć ją
mocno do przodu, albo właśnie co dalej? Ona ma świadomość tego, że nie powinna trzymać mnie
na ławce rezerwowej, ma świadomość, że powinna dać mi odejść, ale ma też świadomość tego,
że za parę miesięcy może dojdzie to w końcu do niej, że nie potrafi beze mnie żyć.
Rozmawiała ze swoją mamą (bardzo mądrą kobietą), która uświadomiła jej, że owszem teraz
może ma fiu bździu w głowie, ale ja już jestem na takim poziomie emocjonalnym, że moja
kolejna kobieta może okazać się już tą ostatnią - wtedy ponoć zdała sobie sprawę, że nie
jest tak jak jej się do końca wydaje. Chciałem z nią szczerze pogadać, tak żeby bolało, tak
żeby oczyścić w końcu atmosferę. Ona boi się, że przez te błędy które popełniła ja nie będę
w stanie już jej zaufać, że będę ją kontrolował, że nie może sobie pozwolić na to, że za
jakiś czas może mnie znowu zranić, że podstawy mamy identyczne, ale spotkaliśmy się chyba w
nie tym momencie naszego życia i ona sama potrzebuje dojść do tego co chce w końcu od
życia.
W związku z tym, że ostatecznie powiedziała, że ona nie ma pojęcia co z tym
wszystkim zrobić, ja postanowiłem zamknąć całkowicie całą relację. Powiedziałem jej żeby
nie dzwoniła, nie pisała i nie szukała ze mną kontaktu. Była zaskoczona i nie wiedziała jak
ja to sobie wyobrażam... Powiedziałem, że nie będę udawał jak dzieciak, że jej nie znam i
unikał gdy spotkamy się na mieście (dosyć częste sytuacje ze względu na wielu wspólnych
znajomych), ale nie wyobrażam sobie, że za każdym razem gdy się spotkamy to nagle będziemy
się namiętnie całować, albo rozprawiać co tu z "nami" zrobić. Uszanowała moją wolę i to
były jak dotąd ostatnie słowa jakie do siebie wymieniliśmy.
Dziś sam nie wiem czy dobrze zrobiłem. Boli mnie cholernie ta sytuacja.
Z drugiej strony nie mogę chyba nic zrobić, chociaż dwa razy wyciągnąłem już do niej rękę.
Nie rozumiem jak to było, że jeszcze niedawno latała za mną i nie mogła wytrzymać beze mnie
kilku dni, a tu taka zmiana. Uderzyło mnie to.
Chcę jeszcze zadzwonić do jej mamy i ostatecznie jeszcze o tym pogadać.
Mi nadal na niej zależy. Mam nadzieję. Nasze problemy wyglądały tak, że ona nie potrafiła
na dłuższą metę wytrzymać, że nie przejawiałem inicjatywy w tym związku, że często
utrudniałem nam dobrą zabawę na wyjściach, że często negowałem jej ciekawe pomysły.
Ostatecznie oboje przestaliśmy dawać sobie to co potrzebujemy. Ja potrzebowałem poczucia
bezpieczeństwa i stablilizacji, ona żeby nasz związek nie wyglądał jak u emerytów. Lecz
było wiele cudownych miesięcy kiedy nie widzieliśmy świata poza sobą. Jej trudno znieść to,
że była zdolna do sytuacji kiedy mogłaby mnie zdradzić, że strasznie źle czuła się z tym,
że zdradziła mnie psychicznie, miała ogromne wyrzuty moralne w stosunku do mnie - co było
też dodatkową przyczyną rozstania. Ona jest bardzo ciekawa świata, ciągle by poznawała
nowych ludzi, jeździła wszędzie, tu jakiś couchsurfing, tu coś innego. Jak ja to mówię
"ciągle jej się dupa do czegoś rwie". Czasem już też się w tym wszystkim gubiłem i chyba
chciałem zamknąć ją w złotej klatce i trzymać czasem tylko dla siebie.
Nie wiem co mam jeszcze więcej napisać.
Przede wszystkim gubię się w tym co robię i co myślę.
A za każdym razem gdy ją widzę to serce staje mi w gardle i paraliżuje strach.
Nie wiem jak mam się wtedy zachowywać, nie wiem jak mam to wszystko dalej rozgrywać.
Jestem już maksymalnie pogubiony, a nikt już nie jest w stanie mi pomóc.
Drodzy forumowicze, jak to wszystko ugryźć żeby to miało ręce i nogi?
Zadawajcie pytania, radźcie, muszę w końcu odnaleźć siebie w tym wszystkim, bo tak nie da się normalnie funkcjonować.