Witam,
Trafiłam na tę stronę, na to forum szukając jakiejkolwiek pomocy dla siebie, wsparcia.. Historia opisana przez autorkę tego postu wydaje się być zbliżona do mojej.
Jestem 5 lat po ślubie, razem z mężem mamy dwóch cudownych synów (2, 4 lata). Od trzech miesięcy nasze małżeństwo nie istnieje, jest fikcją dla dobra dzieci.
Historia jest długa, ale co najogólniej "zarzuca" mi mąż?? Otóż przeczytał moje pamiętniki pisane jeszcze zanim go poznałam i:
1. twierdzi, że jestem "zdzirą", bo opowiadając mu o dwóch chłopakach ze swojej licealnej jeszcze przeszłości, mówiłam, że to tylko koledzy a oni tymczasem cyt. "obmacywali" mnie
2. zanim poznałam swojego męża byłam w związku małżeńskim cywilnym z pewnym chłopakiem, oczywiście mój maż o tym wiedział, teraz twierdzi, że go oszukałam, ponieważ wyczytał w pamiętniku, że przez kilka dni mieliśmy też ustalony termin ślubu kościelnego
3. zarzuca mi w końcu, że w ogóle przechowywałam pamiętniki, zdjęcia, jakieś pamiątki. W historii wyszukiwania stron www znalazł też, że kilkakrotnie wpisywałam nazwisko swojego eks - robiłam to ze zwykłej babskiej ciekawości. Mąż uważa, że była to próba szukania kontaktu
4. ma też pretensje do mojej rodziny, twierdzi , że moi rodzice powinni byli usiąść i poważnie z nim porozmawiać, przedstawiając mu moją przeszłość.
Mój maż uważa się oszukany, twierdzi, że gdyby to wszystko wiedział, nigdy by się ze mną nie ożenił. Twierdzi, że wchodząc ze swoją małżeńską przeszłością w jego życie, powinnam była być krystaliczna, a tymczasem, z wyjątkiem dzieci, nic dobrego mu nie dałam.
Moje małżeństwo obecnie to fikcja. Praktycznie ze sobą nie rozmawiamy, ponieważ każda rozmowa kończy się kłótnią, podczas której słowa "durniu", "głupku", "zamknij się" są czymś absolutnie normalnym dla mojego męża.
Mąż twierdzi, że daje nam rok próby, jeśli się sprawdzę i uzna, że choć w minimalnym stopniu zasługuję na to, by jeszcze być ze mną, to po roku może pójdzie ze mną na jakąś terapię małżeńską. Jeśli nie, to za rok czeka nas rozstanie - o tyle trudne, że mieszkanie, w którym mieszkamy jest mieszkaniem mojego męża. Wielokrotnie zresztą mówił mi, że mam się cieszyć, że jeszcze mnie nie "wywalił" i żebym się nie "rządziła".
Jestem na skraju załamania nerwowego. Bardzo kochałam swojego męża, wychodziłam za niego za maż z wielkiej miłości. Uważam, że dla dzieci potrzebują oboje rodziców, by dobrze się rozwijać. Wytrzymuję to tylko dla nich. Ale jak długo dam radę?!