Jakbym czytała o swojej babci. Często, kiedy wracam ze studiów, siedzę u niej np. przez wakacje - mieszka 40 km od mojej mamy, a mieszkałam u babci, jak chodziłam do liceum, więc znajomi itd., no i... kocham babcię i dziadka "najbardziej na świecie". I wtedy się zaczyna.
Dziadek jest wysportowany, codziennie trenuje (biega, gra w tenisa, pływa, jeździ i biega na nartach, jeździ na rowerze, na łyżwach) przez 2-3h przynajmniej, więc o niego jakoś się tak nie boję. Wystarczy powiedzieć, że moją ogromną walizę, którą ledwo byłam w stanie podnieść, zarzucił sobie bez najmniejszego skrzywienia na plecy i zbiegł z nią chyżo po schodach.
Babcia z kolei to mniej więcej tak, jak u autora wątku. Narzeka czasami, że tu reumatyzm, tu żyły, tu coś tam, a w ogóle, to już jedną nogą w grobie (od jakichś 15 lat już ^^), ale codziennie po zakupy, na kilkugodzinną wyprawę na targ/do miasta/na wystawę/do muzeum/*gdziekolwiek*, w domu to samo - marudzi, ale mieszkanie przeszłoby test białej rękawiczki, bo babcia odkurza, ściera kurze i myje podłogi częściej niż ja naczynia. Odkurzanie wiąże się oczywiście z beztroskim hasaniem z kanapami, bo tam też na pewno kurz i brud.
Co robię? Jako ukochana wnuczka pozwalam się rozpieszczać, mimo że mama wyje, żebym nie przesadzała. Wychodzę jednak z założenia, że jeśli babci sprawia tak wielką radość robienie mi posiłków czy codzienne dyskusje pt. "masz coś do prania? no jak to nie masz?! a ta bluzka?! oj, daj, no, wypiorę", to nie oponuję za bardzo - zrobienie kanapek czy wrzucenie bluzki do pralki jej nie zaszkodzi. Z kolei pod różnymi pretekstami chodzę z nią na zakupy ( - kupić Ci coś? - batonika, pójdę z Tobą, wybiorę, bo Ty nie wiesz jaki xD) i noszę wszystkie torby, ewentualnie zostawiam babci jakieś drobiazgi (babcia potrafi kupić zgrzewkę wody mineralnej i 5kg ziemniaków i przynieść to sama do domu -.-), staram się sama gotować obiady - babcia nie lubi, poza tym niech nie stoi przy garach, chodzę z nią do biblioteki i noszę książki, biegam w upale na drugi koniec miasta, bo źle znosi wysokie temperatury itd.
Po prostu pozwalam jej się spełnić w rozpieszczaniu w pracach, które jej nie zaszkodzą, a przejmuję "podstępem" te, które już mogą. I może głupio wygląda, że 22-letniej babie ktoś robi śniadanie, kawę czy wrzuca ciuchy do pralki, a cała rodzina pomstuje, jaka jestem wyzuta z uczuć, ale najczęściej nie chce mi się nawet tłumaczyć. Babcia szczęśliwa, cięższe prace ja przejmuję, wszyscy zadowoleni. No, poza rodziną, która uważa, że ze mnie leniwy potworek bez serca i odgraża się, że następne wakacje spędzę w domu (taaa, od 10 lat to słyszę).