Mam takie pytanie, co myślicie na temat swobody w małżeństwie (oczywiście w granicach normy)? żeby zobrazować o co mi chodzi, napiszę pokrótce. Tak więc od ponad roku jestem szczęśliwą żoną i matką, mam 25 lat. Jednak czasem mam już wszystkiego dość, tej całej monotonii dnia codziennego. Chciałabym od czasu do czasu pójść z koleżankami na jakąś imprezę, dyskotekę, czy kino. Jednak, gdy pytam męża, czy by się zgodził, on odpowiada, że nie, bo on też nigdzie nie chodzi, a poza tym mam dziecko i absolutnie się nie zgadza żebym po nocach się gdzieś szwendała. Nie pomagają żadne argumenty. Ja natomiast czuje, że mi cała młodość ucieka...
Podobne tematy
zadusisz sie jak nie bedziecie wychodzic...
a on nie wychodzi bo nie chce czy nie lubi?
moze zorganizuj czas, zalatw opieke nad dzieckiem i idzcie razem na dyskoteke
podziwiam cie. ja bym nie wytrzymala ciagle w domu siedzac. nie mam meza ale nazeczonego i tez mam dziecko i u nas nie ma tego problemu. nazeczony pozwala mi wychodzic z kolezankami,nigdy nie powiedzial ze mam nie isc. a co do ciebie to moze twoj maz jest po prostu zazdrosny o ciebie i boi sie ze poznaz kogos gdy wyjdziesz? porozmawiaj z nim o tym. to prawda jestes mloda a mlodosc ma swoje prawa (mimo wszystko).
Jeśli przyjmujesz pozycję dziewczynki i prosisz "tatusia", by wyraził zgodę, to nie bądź zdziwiona jego odmową. Może czas, byś stalą się partnerką?
Jeśli przyjmujesz pozycję dziewczynki i prosisz "tatusia", by wyraził zgodę, to nie bądź zdziwiona jego odmową. Może czas, byś stalą się partnerką?
to co proponujesz w takiej sytuacji?
zadusisz sie jak nie bedziecie wychodzic...
a on nie wychodzi bo nie chce czy nie lubi?
moze zorganizuj czas, zalatw opieke nad dzieckiem i idzcie razem na dyskoteke
mój mąż jest osobą bardzo zapracowaną, więc jak przyjedzie weekend, to tylko ma ochotę wypocząć. Nie wychodzi też, bo jest typem domatora raczej. Z opieką nad dzieckiem nie było by problemu, bo mam rodziców na miejscu, że tak powiem.
Umów się z koleżanką, poinformuj wcześniej o tym terminie męża i... wyjdź. Skoro dla niego problemem są potencjalne Twoje wieczorne wyjścia, to nie musisz iść na nocny seans, są popołudniowe.
podziwiam cie. ja bym nie wytrzymala ciagle w domu siedzac. nie mam meza ale nazeczonego i tez mam dziecko i u nas nie ma tego problemu. nazeczony pozwala mi wychodzic z kolezankami,nigdy nie powiedzial ze mam nie isc. a co do ciebie to moze twoj maz jest po prostu zazdrosny o ciebie i boi sie ze poznaz kogos gdy wyjdziesz? porozmawiaj z nim o tym. to prawda jestes mloda a mlodosc ma swoje prawa (mimo wszystko).
zazdrosny? czy ja wiem, wątpie w to...
Skoro nie jest zazdrosny to dlaczego nie pozwala Ci wychodzić?
Wielokropek ma racje. Przyjmujesz podległą mężowi pozycje jeśli pytasz się o zgodę bądź pozwolenie. Jeśli zależy Ci na poznaniu opinii męża odnośnie takiego wypadu, to zapytaj się co na ten temat myśli.
Masz ochotę wyjść masz z kim zostawić dziecko to zostaw i wychodź. Męża poinformuj, że wychodzisz i tyle.
Małżeństwo to nieubezwłasnowolnienie, a macierzyństwo to nie zamknięcie w domu i przykucie łańcuchem do dziecięcego łóżeczka.
ale to fakt, forma pytajaca o wyjscie doroslej kobiety chyba daje drugiej osoby wladze i mozliwosc powiedzenia -nie-
ja mowie mezowi ze wychodze i jest ok
Wielokropek ma racje. Przyjmujesz podległą mężowi pozycje jeśli pytasz się o zgodę bądź pozwolenie. Jeśli zależy Ci na poznaniu opinii męża odnośnie takiego wypadu, to zapytaj się co na ten temat myśli.
Masz ochotę wyjść masz z kim zostawić dziecko to zostaw i wychodź. Męża poinformuj, że wychodzisz i tyle.
Małżeństwo to nieubezwłasnowolnienie, a macierzyństwo to nie zamknięcie w domu i przykucie łańcuchem do dziecięcego łóżeczka.
Święta racja.
Może on po prostu uważa że skoro on jest zapracowany i potem odpoczywa siedząc w domu to Ty musisz razem z nim. A może myśli że to Twój obowiązek i jak on nie ma ochoty się bawić to Ty też nie masz lub nie możesz mieć. Masz być Matką Polką i żadne koleżanki nie powinny być Ci w głowie. Tylko błagam nie pytaj czy możesz wyjść. Zapytaj czy ma jakieś plany (jeżeli zdarza Wam się spędzać aktywnie czas razem, nie przed tv), jak nie to mówisz: 'idę tam i tam wrócę ok.tej i tej, zajmiesz się dzieckiem czy mam poprosić rodziców?'
A wcześniej? przed ślubem? czy jego tryb życia wyglądał podobnie do bieżącego?
Mam takie pytanie, co myślicie na temat swobody w małżeństwie (oczywiście w granicach normy)? żeby zobrazować o co mi chodzi, napiszę pokrótce. Tak więc od ponad roku jestem szczęśliwą żoną i matką, mam 25 lat. Jednak czasem mam już wszystkiego dość, tej całej monotonii dnia codziennego. Chciałabym od czasu do czasu pójść z koleżankami na jakąś imprezę, dyskotekę, czy kino. Jednak, gdy pytam męża, czy by się zgodził, on odpowiada, że nie, bo on też nigdzie nie chodzi, a poza tym mam dziecko i absolutnie się nie zgadza żebym po nocach się gdzieś szwendała. Nie pomagają żadne argumenty. Ja natomiast czuje, że mi cała młodość ucieka...
Co by zrobił Twój mąż na coś takiego: w czwartek mówisz mu: "Słuchaj misiek, w sobotę idę z koleżankami i ich mężami na imprezę, dzieciaki będą do niedzieli wieczorem u rodziców. Ja idę się bawić z tobą lub bez ciebie. Jak wrócimy z imprezy to zrobię ci to i tamto. Możesz gnić przed telewizorem albo bawić się ze mną. Wybieraj"
Jeśli powie "Nie" to niezłego męża nasz
Nie widziały gały co brały?
Ludzie to nie szariat a ty nie nosisz burki, jeśli dalej będzie strugał takie fochy to postaw sprawę na ostrzy noża albo zmieni zdanie albo odchodzisz.
Autorko szczesliwe malzenstwo to jest oczywiście wspolnota, jednosc kobiety i mezczyzny ale przede wszystkim to jest wspolne zycie dwojki roznych ludzi majacych swoja osobowosc,potrzeby,Hobby. Wchodzac w zwiazek nie oznacza to,ze to sie zmienia.
Owszem trzeba umiec w wielu sytuacjach na kompromis ale nie wolno rezygnowac ze swoich potrzeb.
Twoja rola jest rola matki, co siedzi w glowie Twojego meza.
Albo on nie widzi sie w roli opiekuna, albo kieruje nim zazdrosc. Daj mu wiecej milosci i zrozum jego zycie.
Zapytaj jak w pracy, zapewne bedzie narzekac - doradz mu jak potrafisz, okaz mu troske.
Wazne by Ci zaufal, zapewniaj go o tym, ze go kochasz.
Mam takie pytanie, co myślicie na temat swobody w małżeństwie (oczywiście w granicach normy)? żeby zobrazować o co mi chodzi, napiszę pokrótce. Tak więc od ponad roku jestem szczęśliwą żoną i matką, mam 25 lat. Jednak czasem mam już wszystkiego dość, tej całej monotonii dnia codziennego. Chciałabym od czasu do czasu pójść z koleżankami na jakąś imprezę, dyskotekę, czy kino. Jednak, gdy pytam męża, czy by się zgodził, on odpowiada, że nie, bo on też nigdzie nie chodzi,a poza tym mam dziecko i absolutnie się nie zgadza żebym po nocach się gdzieś szwendała. Nie pomagają żadne argumenty. Ja natomiast czuje, że mi cała młodość ucieka...
On też ma.
On to nie Ty i argument, że sam nigdzie nie chodzi jest śmieszny.
Twój mąż ma dość radykalne podejście do małżeństwa. Nie na zasadzie partnerstwa, ale kobieta - dom, dziecko; mężczyzna - zabezpieczenie finansowe.
Piszesz o swobodzie, małżeństwo to nie niewola! Twój mąż tego najwyraźniej nie chwyta.
Sporo trudu będzie Cię kosztowało zmienienie trochę jego poglądów na małżeństwo (taki model mają jego rodzice? matka w domu, zajmująca się domem i Panem Mężem, a Pan i Władca po skończonym dniu pracy zalega na fotelu, łaskawie pozwalając na obsługę?)
Co by zrobił Twój mąż na coś takiego: w czwartek mówisz mu: "Słuchaj misiek, w sobotę idę z koleżankami i ich mężami na imprezę, dzieciaki będą do niedzieli wieczorem u rodziców. Ja idę się bawić z tobą lub bez ciebie. Jak wrócimy z imprezy to zrobię ci to i tamto. Możesz gnić przed telewizorem albo bawić się ze mną. Wybieraj"
Jeśli powie "Nie" to niezłego męża naszNie widziały gały co brały?
I wyjdź, skoro masz ochotę, nawet jeśli powie nie, bo nie ma prawa Ci zabraniać.
Nawet jeśli będzie to równoznaczne z awanturą.
Dlatego, że lepiej żebyście to sobie wyjaśnili na początku małżeństwa, niż żyć latami w takiej "niewoli", z narastającą dzień w dzień frustracją.Tym bardziej, że dyktatorskie zapędy Twojego męża nie będą zanikać, tylko się pogłębiać.
ale to fakt, forma pytajaca o wyjscie doroslej kobiety chyba daje drugiej osoby wladze i mozliwosc powiedzenia -nie-
Dokładnie!
mój mąż jest osobą bardzo zapracowaną, więc jak przyjedzie weekend, to tylko ma ochotę wypocząć.
Zatem jesteś cyborgiem, bo opieka nad dzieckiem jest 24/7:D
Sabcia, przeczytaj moją historię - MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO ? miłość? szczęście? kompromis? gubię się...
może znajdziesz tam coś dla siebie...
zmieniam siebie, zaczęłam wychodzić z domu, pracuję nad związkiem, staram się zmienić relacje z mężem na bardziej partnerskie...
nie jest łatwo...
powodzenia!
[...]
takijedenfacet820 napisał/a:Co by zrobił Twój mąż na coś takiego: w czwartek mówisz mu: "Słuchaj misiek, w sobotę idę z koleżankami i ich mężami na imprezę, dzieciaki będą do niedzieli wieczorem u rodziców. Ja idę się bawić z tobą lub bez ciebie. Jak wrócimy z imprezy to zrobię ci to i tamto. Możesz gnić przed telewizorem albo bawić się ze mną. Wybieraj"
Jeśli powie "Nie" to niezłego męża naszNie widziały gały co brały?
I wyjdź, skoro masz ochotę, nawet jeśli powie nie, bo nie ma prawa Ci zabraniać.
Nawet jeśli będzie to równoznaczne z awanturą.
Dlatego, że lepiej żebyście to sobie wyjaśnili na początku małżeństwa, niż żyć latami w takiej "niewoli", z narastającą dzień w dzień frustracją.Tym bardziej, że dyktatorskie zapędy Twojego męża nie będą zanikać, tylko się pogłębiać.
[...]
Racja. Ale do tego trzeba mieć charakterek ![]()
To nie może być ściema. Najlepiej gdyby cała "banda " zwaliła się do domu aby ruszyć w miasto. To przystopuje ewentualną awanturę.
Pamiętaj podejdź do tego tak wszystko a się zmienić radykalnie albo ze spokojem małymi ale stanowczymi krokami z jasno wyznaczonym celem, jeśli się nie uda odejdź bo takie małżeństwo niema żadnego sensu.
Ten temat przypomniał mi niemiłą sytuacje z mojego życia. Moja poprzednia dziewczyna lat 19, tak samo jak autorka chciała się bawić z jej przyjaciółmi, a ja byłem i jestem samotnikiem i nie wytrzymałbym dwuch minut pośród bydła w jakimś klubie. Najpierw chciała tam chodzić ze mną, potem gdy jej wytłumaczyłem że to nie dla mnie powiedziała że ona i tak będzie tam chodzić czy ze mną czy sama. Próbowałem ją przekonywać ale na nic sie to nie zdało, więc stwierdziłem ok jak chce to niech chodzi, wydawała się w miarę ogarnięta. Niestety z czasem to mnie wkurzało coraz bardziej, tak że postanowiłem poflirtować trochę z jej koleżanką z którą tam chodziła i wyłudzać przy okazji jakieś informacje o niej
Jak się później okazało po alkoholu lizała się z jakimś typem a potem poszła z nim do ubikacji ;/ a ja dostałem nawet zdjęcie zrobione przez ową koleżankę (musiały się lubieć). Przez trzy dni nic jej o tym nie mówiłem a ona tak dobrze grała świętą że gdyby nie koleżanka to o niczym bym sie nie dowiedział. Gdy już nie wytrzymywałem przy niej powiedziałem jej o wszystkim i kazałem spier**lać, i niestety z nerwów (zamiast jakiegokolwiek żalu odpowiedziała mi jeszcze coś niemiłego odnośnie mnie), co zdażyło się pierwszy raz w moim życiu, uderzyłem ją pięścią w twarz, przez co potem miałem spore problemy
Od tej pory właśnie od imprezowiczek jakichkolwiek trzymam się z bardzo daleka, taki uraz, na szczęście moja obecna dziewczyna też jest domatorką i żyje mi się z nią świetnie
Co do tematu to autorko uważaj na siebie w tych klubach, przede wszystkim radze pić bardzo mało alkoholu albo w ogóle bo różnie się to może skończyć
Ten temat przypomniał mi niemiłą sytuacje z mojego życia. Moja poprzednia dziewczyna lat 19, tak samo jak autorka chciała się bawić z jej przyjaciółmi, a ja byłem i jestem samotnikiem i nie wytrzymałbym dwuch minut pośród bydła w jakimś klubie. Najpierw chciała tam chodzić ze mną, potem gdy jej wytłumaczyłem że to nie dla mnie powiedziała że ona i tak będzie tam chodzić czy ze mną czy sama. Próbowałem ją przekonywać ale na nic sie to nie zdało, więc stwierdziłem ok jak chce to niech chodzi, wydawała się w miarę ogarnięta. Niestety z czasem to mnie wkurzało coraz bardziej, tak że postanowiłem poflirtować trochę z jej koleżanką z którą tam chodziła i wyłudzać przy okazji jakieś informacje o niej
Jak się później okazało po alkoholu lizała się z jakimś typem a potem poszła z nim do ubikacji ;/ a ja dostałem nawet zdjęcie zrobione przez ową koleżankę (musiały się lubieć). Przez trzy dni nic jej o tym nie mówiłem a ona tak dobrze grała świętą że gdyby nie koleżanka to o niczym bym sie nie dowiedział. Gdy już nie wytrzymywałem przy niej powiedziałem jej o wszystkim i kazałem spier**lać, i niestety z nerwów (zamiast jakiegokolwiek żalu odpowiedziała mi jeszcze coś niemiłego odnośnie mnie), co zdażyło się pierwszy raz w moim życiu, uderzyłem ją pięścią w twarz, przez co potem miałem spore problemy
Od tej pory właśnie od imprezowiczek jakichkolwiek trzymam się z bardzo daleka, taki uraz, na szczęście moja obecna dziewczyna też jest domatorką i żyje mi się z nią świetnieCo do tematu to autorko uważaj na siebie w tych klubach, przede wszystkim radze pić bardzo mało alkoholu albo w ogóle bo różnie się to może skończyć
Kolego, ja nie jestem typem imprezowiczki, bo oczywiście imprezy ok, ale wszystko w granicach normy... ja nie chce szlajać się po klubach co weekend, chodzi mi tylko o jeden wypad raz na jakiś czas...
herrington napisał/a:Ten temat przypomniał mi niemiłą sytuacje z mojego życia. Moja poprzednia dziewczyna lat 19, tak samo jak autorka chciała się bawić z jej przyjaciółmi, a ja byłem i jestem samotnikiem i nie wytrzymałbym dwuch minut pośród bydła w jakimś klubie. Najpierw chciała tam chodzić ze mną, potem gdy jej wytłumaczyłem że to nie dla mnie powiedziała że ona i tak będzie tam chodzić czy ze mną czy sama. Próbowałem ją przekonywać ale na nic sie to nie zdało, więc stwierdziłem ok jak chce to niech chodzi, wydawała się w miarę ogarnięta. Niestety z czasem to mnie wkurzało coraz bardziej, tak że postanowiłem poflirtować trochę z jej koleżanką z którą tam chodziła i wyłudzać przy okazji jakieś informacje o niej
Jak się później okazało po alkoholu lizała się z jakimś typem a potem poszła z nim do ubikacji ;/ a ja dostałem nawet zdjęcie zrobione przez ową koleżankę (musiały się lubieć). Przez trzy dni nic jej o tym nie mówiłem a ona tak dobrze grała świętą że gdyby nie koleżanka to o niczym bym sie nie dowiedział. Gdy już nie wytrzymywałem przy niej powiedziałem jej o wszystkim i kazałem spier**lać, i niestety z nerwów (zamiast jakiegokolwiek żalu odpowiedziała mi jeszcze coś niemiłego odnośnie mnie), co zdażyło się pierwszy raz w moim życiu, uderzyłem ją pięścią w twarz, przez co potem miałem spore problemy
Od tej pory właśnie od imprezowiczek jakichkolwiek trzymam się z bardzo daleka, taki uraz, na szczęście moja obecna dziewczyna też jest domatorką i żyje mi się z nią świetnieCo do tematu to autorko uważaj na siebie w tych klubach, przede wszystkim radze pić bardzo mało alkoholu albo w ogóle bo różnie się to może skończyć
Kolego, ja nie jestem typem imprezowiczki, bo oczywiście imprezy ok, ale wszystko w granicach normy... ja nie chce szlajać się po klubach co weekend, chodzi mi tylko o jeden wypad raz na jakiś czas...
aha i jeszcze jedno, nie chodzi mi tylko i wyłącznie o wypady do klubów...
Ale możesz nam tak pokrótce wyjaśnić, dlaczego w ogóle wpadłaś na to, by pytać męża o zgodę na wyjście z domu?
sabcia_512 napisał/a:Mam takie pytanie, co myślicie na temat swobody w małżeństwie (oczywiście w granicach normy)? żeby zobrazować o co mi chodzi, napiszę pokrótce. Tak więc od ponad roku jestem szczęśliwą żoną i matką, mam 25 lat. Jednak czasem mam już wszystkiego dość, tej całej monotonii dnia codziennego. Chciałabym od czasu do czasu pójść z koleżankami na jakąś imprezę, dyskotekę, czy kino. Jednak, gdy pytam męża, czy by się zgodził, on odpowiada, że nie, bo on też nigdzie nie chodzi,a poza tym mam dziecko i absolutnie się nie zgadza żebym po nocach się gdzieś szwendała. Nie pomagają żadne argumenty. Ja natomiast czuje, że mi cała młodość ucieka...
On też ma.
On to nie Ty i argument, że sam nigdzie nie chodzi jest śmieszny.
Twój mąż ma dość radykalne podejście do małżeństwa. Nie na zasadzie partnerstwa, ale kobieta - dom, dziecko; mężczyzna - zabezpieczenie finansowe.
Piszesz o swobodzie, małżeństwo to nie niewola! Twój mąż tego najwyraźniej nie chwyta.
Sporo trudu będzie Cię kosztowało zmienienie trochę jego poglądów na małżeństwo (taki model mają jego rodzice? matka w domu, zajmująca się domem i Panem Mężem, a Pan i Władca po skończonym dniu pracy zalega na fotelu, łaskawie pozwalając na obsługę?)takijedenfacet820 napisał/a:Co by zrobił Twój mąż na coś takiego: w czwartek mówisz mu: "Słuchaj misiek, w sobotę idę z koleżankami i ich mężami na imprezę, dzieciaki będą do niedzieli wieczorem u rodziców. Ja idę się bawić z tobą lub bez ciebie. Jak wrócimy z imprezy to zrobię ci to i tamto. Możesz gnić przed telewizorem albo bawić się ze mną. Wybieraj"
Jeśli powie "Nie" to niezłego męża naszNie widziały gały co brały?
I wyjdź, skoro masz ochotę, nawet jeśli powie nie, bo nie ma prawa Ci zabraniać.
Nawet jeśli będzie to równoznaczne z awanturą.
Dlatego, że lepiej żebyście to sobie wyjaśnili na początku małżeństwa, niż żyć latami w takiej "niewoli", z narastającą dzień w dzień frustracją.Tym bardziej, że dyktatorskie zapędy Twojego męża nie będą zanikać, tylko się pogłębiać.paranojewmojejglowie napisał/a:ale to fakt, forma pytajaca o wyjscie doroslej kobiety chyba daje drugiej osoby wladze i mozliwosc powiedzenia -nie-
Dokładnie!
sabcia_512 napisał/a:mój mąż jest osobą bardzo zapracowaną, więc jak przyjedzie weekend, to tylko ma ochotę wypocząć.
Zatem jesteś cyborgiem, bo opieka nad dzieckiem jest 24/7:D
Mój mąż był właśnie wychowany w takiej rodzinie jak opisujesz, mama nie pracowała, zajmowała się domem, natomiast ojciec utrzymywał rodzinę...
Jak mu powiedziałam, że mam zamiar wyjść i mam już gdzieś co on o tym sądzi, to powiedział ok idź, ale wtedy się dopiero dowiesz...
herrington napisał/a:Ten temat przypomniał mi niemiłą sytuacje z mojego życia. Moja poprzednia dziewczyna lat 19, tak samo jak autorka chciała się bawić z jej przyjaciółmi, a ja byłem i jestem samotnikiem i nie wytrzymałbym dwuch minut pośród bydła w jakimś klubie. Najpierw chciała tam chodzić ze mną, potem gdy jej wytłumaczyłem że to nie dla mnie powiedziała że ona i tak będzie tam chodzić czy ze mną czy sama. Próbowałem ją przekonywać ale na nic sie to nie zdało, więc stwierdziłem ok jak chce to niech chodzi, wydawała się w miarę ogarnięta. Niestety z czasem to mnie wkurzało coraz bardziej, tak że postanowiłem poflirtować trochę z jej koleżanką z którą tam chodziła i wyłudzać przy okazji jakieś informacje o niej
Jak się później okazało po alkoholu lizała się z jakimś typem a potem poszła z nim do ubikacji ;/ a ja dostałem nawet zdjęcie zrobione przez ową koleżankę (musiały się lubieć). Przez trzy dni nic jej o tym nie mówiłem a ona tak dobrze grała świętą że gdyby nie koleżanka to o niczym bym sie nie dowiedział. Gdy już nie wytrzymywałem przy niej powiedziałem jej o wszystkim i kazałem spier**lać, i niestety z nerwów (zamiast jakiegokolwiek żalu odpowiedziała mi jeszcze coś niemiłego odnośnie mnie), co zdażyło się pierwszy raz w moim życiu, uderzyłem ją pięścią w twarz, przez co potem miałem spore problemy
Od tej pory właśnie od imprezowiczek jakichkolwiek trzymam się z bardzo daleka, taki uraz, na szczęście moja obecna dziewczyna też jest domatorką i żyje mi się z nią świetnieCo do tematu to autorko uważaj na siebie w tych klubach, przede wszystkim radze pić bardzo mało alkoholu albo w ogóle bo różnie się to może skończyć
Kolego, ja nie jestem typem imprezowiczki, bo oczywiście imprezy ok, ale wszystko w granicach normy... ja nie chce szlajać się po klubach co weekend, chodzi mi tylko o jeden wypad raz na jakiś czas...
ona też wypadała może z raz na miesiąc, jedynie w wakacje dość często
I też nie nazwałbym jej znowu typem imprezowiczki bo naprawdę wydawała się ułożona, myśląca o przyszłości, Nawet nigdy nie była w żadnym związku i była dziewicą (swojego czasu)
Dobra ale nie będę się użalał, bo to nie mój temat
Twój facet ma jakiś kumpli? Przekonaj go żeby czasami też wyskoczył sobie z nimi na piwo czy na ryby, nie wiem czy mu sie to spodoba ale pokaż mu jakoś że tobie też nie przeszkadza żeby on sobie czasem gdzieś wyskoczył bez ciebie
Ale możesz nam tak pokrótce wyjaśnić, dlaczego w ogóle wpadłaś na to, by pytać męża o zgodę na wyjście z domu?
Według mnie, facet może wiedzieć, gdzie kobieta chce wyjść... jednak różnica jest taka, że nie powinien zabraniać. Zresztą mamy też dziecko, więc ktoś w tym czasie musi się nim zająć...
O wyjściu z domu się "informuje" a nie "pyta". Ty jesteś żoną a nie pracownikiem, czy więźniem.
Ja mówię mojemu mężowi o swoich planach, ale to jest informacja a nie pytanie.
Zapytać w sumie można, ale nie o pozwolenie, a jedynie o to "czy nie mamy innych planów" na ten dzień.
Co do dziecka, to jest wasze wspólne a nie TWOJE. Dlatego m ma za przeproszeniem "zasrany obowiązek" zostać z dzieckiem gdy Ty wychodzisz.
sabcia_512 napisał/a:herrington napisał/a:Ten temat przypomniał mi niemiłą sytuacje z mojego życia. Moja poprzednia dziewczyna lat 19, tak samo jak autorka chciała się bawić z jej przyjaciółmi, a ja byłem i jestem samotnikiem i nie wytrzymałbym dwuch minut pośród bydła w jakimś klubie. Najpierw chciała tam chodzić ze mną, potem gdy jej wytłumaczyłem że to nie dla mnie powiedziała że ona i tak będzie tam chodzić czy ze mną czy sama. Próbowałem ją przekonywać ale na nic sie to nie zdało, więc stwierdziłem ok jak chce to niech chodzi, wydawała się w miarę ogarnięta. Niestety z czasem to mnie wkurzało coraz bardziej, tak że postanowiłem poflirtować trochę z jej koleżanką z którą tam chodziła i wyłudzać przy okazji jakieś informacje o niej
Jak się później okazało po alkoholu lizała się z jakimś typem a potem poszła z nim do ubikacji ;/ a ja dostałem nawet zdjęcie zrobione przez ową koleżankę (musiały się lubieć). Przez trzy dni nic jej o tym nie mówiłem a ona tak dobrze grała świętą że gdyby nie koleżanka to o niczym bym sie nie dowiedział. Gdy już nie wytrzymywałem przy niej powiedziałem jej o wszystkim i kazałem spier**lać, i niestety z nerwów (zamiast jakiegokolwiek żalu odpowiedziała mi jeszcze coś niemiłego odnośnie mnie), co zdażyło się pierwszy raz w moim życiu, uderzyłem ją pięścią w twarz, przez co potem miałem spore problemy
Od tej pory właśnie od imprezowiczek jakichkolwiek trzymam się z bardzo daleka, taki uraz, na szczęście moja obecna dziewczyna też jest domatorką i żyje mi się z nią świetnieCo do tematu to autorko uważaj na siebie w tych klubach, przede wszystkim radze pić bardzo mało alkoholu albo w ogóle bo różnie się to może skończyć
Kolego, ja nie jestem typem imprezowiczki, bo oczywiście imprezy ok, ale wszystko w granicach normy... ja nie chce szlajać się po klubach co weekend, chodzi mi tylko o jeden wypad raz na jakiś czas...
ona też wypadała może z raz na miesiąc, jedynie w wakacje dość często
I też nie nazwałbym jej znowu typem imprezowiczki bo naprawdę wydawała się ułożona, myśląca o przyszłości, Nawet nigdy nie była w żadnym związku i była dziewicą (swojego czasu)Dobra ale nie będę się użalał, bo to nie mój temat
Twój facet ma jakiś kumpli? Przekonaj go żeby czasami też wyskoczył sobie z nimi na piwo czy na ryby, nie wiem czy mu sie to spodoba ale pokaż mu jakoś że tobie też nie przeszkadza żeby on sobie czasem gdzieś wyskoczył bez ciebie
U mnie jest taka różnica, że jestem też matką, więc bez przesady...
Wiesz ja jestem do zgody, i jak by chciał gdzieś pójść z kuplami, to nie ma sprawy, tylko, że on nie chce
O wyjściu z domu się "informuje" a nie "pyta". Ty jesteś żoną a nie pracownikiem, czy więźniem.
Ja mówię mojemu mężowi o swoich planach, ale to jest informacja a nie pytanie.
Zapytać w sumie można, ale nie o pozwolenie, a jedynie o to "czy nie mamy innych planów" na ten dzień.
Co do dziecka, to jest wasze wspólne a nie TWOJE. Dlatego m ma za przeproszeniem "zasrany obowiązek" zostać z dzieckiem gdy Ty wychodzisz.
Otóż to.
U mnie jest taka różnica, że jestem też matką, więc bez przesady...
Wiesz ja jestem do zgody, i jak by chciał gdzieś pójść z kuplami, to nie ma sprawy, tylko, że on nie chce
Rozumiem, z tym że musisz jakoś spróbować zmienić jego myślenie powoli, bo wątpie że takie "na siłe" nie sprawi tylko że będzie jeszcze bardziej wściekły. A gdy nie mieliście jeszcze dziecka to gdzieś sama wychodziłaś czy wtedy Ci to jeszcze nie przeszkadzało?
31 2013-09-15 21:32:42 Ostatnio edytowany przez mar3 (2013-09-15 21:34:19)
Hej sabcia powiem tak po pierwsze moze nieciekawie ale wiedzialas jaki jest twoj facet chyba zanim si eorzenilas czy bylo dziecko bo z tego co zauwzaam to sporo dziewczyn nie widzi tego na poczatku a potem wielkie jeki ze on nigdzi enie chce wychodzic bo jest domatorem. Po drugie jezeli nie jestes imprezowiczka i jets to na jakis czas to nie powinien robic problemow a zazdrosny tez moze byc pomysl o tym. Po trzecie spotkanie z kolezankami ok ale do kina to sprobojcie razem wyjsc od czasu do czasu czy on tez nie lubi kina ?.
A i jeszce wszyscy piszaz ze mlodosc ma swoej prawa i wogole ze kazdy musi si ewyszalec nie kazdy potzrebuje jakiegos szalenstwa wielkiego moze niektorzy lubia spokojne monotonne zycie chodz i tu jest kwestia do omowienia co kto rozumie przez szalenswta czy monotonie
.
Pyskata napisał/a:sabcia_512 napisał/a:Mam takie pytanie, co myślicie na temat swobody w małżeństwie (oczywiście w granicach normy)? żeby zobrazować o co mi chodzi, napiszę pokrótce. Tak więc od ponad roku jestem szczęśliwą żoną i matką, mam 25 lat. Jednak czasem mam już wszystkiego dość, tej całej monotonii dnia codziennego. Chciałabym od czasu do czasu pójść z koleżankami na jakąś imprezę, dyskotekę, czy kino. Jednak, gdy pytam męża, czy by się zgodził, on odpowiada, że nie, bo on też nigdzie nie chodzi,a poza tym mam dziecko i absolutnie się nie zgadza żebym po nocach się gdzieś szwendała. Nie pomagają żadne argumenty. Ja natomiast czuje, że mi cała młodość ucieka...
On też ma.
On to nie Ty i argument, że sam nigdzie nie chodzi jest śmieszny.
Twój mąż ma dość radykalne podejście do małżeństwa. Nie na zasadzie partnerstwa, ale kobieta - dom, dziecko; mężczyzna - zabezpieczenie finansowe.
Piszesz o swobodzie, małżeństwo to nie niewola! Twój mąż tego najwyraźniej nie chwyta.
Sporo trudu będzie Cię kosztowało zmienienie trochę jego poglądów na małżeństwo (taki model mają jego rodzice? matka w domu, zajmująca się domem i Panem Mężem, a Pan i Władca po skończonym dniu pracy zalega na fotelu, łaskawie pozwalając na obsługę?)takijedenfacet820 napisał/a:Co by zrobił Twój mąż na coś takiego: w czwartek mówisz mu: "Słuchaj misiek, w sobotę idę z koleżankami i ich mężami na imprezę, dzieciaki będą do niedzieli wieczorem u rodziców. Ja idę się bawić z tobą lub bez ciebie. Jak wrócimy z imprezy to zrobię ci to i tamto. Możesz gnić przed telewizorem albo bawić się ze mną. Wybieraj"
Jeśli powie "Nie" to niezłego męża naszNie widziały gały co brały?
I wyjdź, skoro masz ochotę, nawet jeśli powie nie, bo nie ma prawa Ci zabraniać.
Nawet jeśli będzie to równoznaczne z awanturą.
Dlatego, że lepiej żebyście to sobie wyjaśnili na początku małżeństwa, niż żyć latami w takiej "niewoli", z narastającą dzień w dzień frustracją.Tym bardziej, że dyktatorskie zapędy Twojego męża nie będą zanikać, tylko się pogłębiać.paranojewmojejglowie napisał/a:ale to fakt, forma pytajaca o wyjscie doroslej kobiety chyba daje drugiej osoby wladze i mozliwosc powiedzenia -nie-
Dokładnie!
sabcia_512 napisał/a:mój mąż jest osobą bardzo zapracowaną, więc jak przyjedzie weekend, to tylko ma ochotę wypocząć.
Zatem jesteś cyborgiem, bo opieka nad dzieckiem jest 24/7:D
Mój mąż był właśnie wychowany w takiej rodzinie jak opisujesz, mama nie pracowała, zajmowała się domem, natomiast ojciec utrzymywał rodzinę...
Jak mu powiedziałam, że mam zamiar wyjść i mam już gdzieś co on o tym sądzi, to powiedział ok idź, ale wtedy się dopiero dowiesz...
no i wszystko jasne. jak na moje manipulant pierwszej klasy żerujący na strachu małej dziewczynki. zabawa w dom partnerstwa zero. ten głupi i mało rozgarnięty tekst ...."dowiesz się jak coś zrobisz" nie jest niczym innym jak marną próbą manipulacji polegającej na tym by poprzez "tajemniczą" zapowiedź wzbudzić w autorce irracjonalny strach. czyli jest zwykłym podłym straszeniem jej przed niezidentyfikowanymi konsekwencjami a jak wiemy takie zapowiedzi wzbudzają w człowieku czujność i strach. nie wysilił się gość. poza tym wykazuje brak szacunku. i znów pseudo związek. mnie to już jak takie rzeczy czytam nerw bierze jak można drugiego człowieka tak uprzedmiatawiać. powiem tak jeśli teraz nie zareagujesz będzie tylko gorzej. pan i władca będzie upewniał się w słuszności swoich patriarchalnych poglądów. a ty będziesz coraz bardziej spowita kokonem strachu niemocy i zależności.
"idź, ale wtedy się dopiero dowiesz..."
Szczerze współczuje takiego męża.
Skoro wychował się w typowo patryjarchalnej rodzinie zapewne ma podobną wizję waszego, wspólnego życia rodzinnego.
Wcześnie nie widziałaś żadnych oznak tego, że ma takie a nie inne spojrzenie na małżeństwo i podział ról?
"idź, ale wtedy się dopiero dowiesz..."
Szczerze współczuje takiego męża.
Skoro wychował się w typowo patryjarchalnej rodzinie zapewne ma podobną wizję waszego, wspólnego życia rodzinnego.
Wcześnie nie widziałaś żadnych oznak tego, że ma takie a nie inne spojrzenie na małżeństwo i podział ról?
Nasz związek to naprawdę długa historia, ale postaram się przedstawić to w skrócie, tak więc przed ślubem byliśmy razem 6 lat. Na początku, jak to w związkach bywa było cudownie, później związek zaczęła niszczyć jego zazdrość, byłam na skraju załamania, bo mnie wykańczał psychicznie, zawsze wszystko umiał tak przedstawić, że czułam się winna, mając już tego wszystkiego dość, zerwałam z nim, jednak po kilku miesiącach znowu wróciliśmy do siebie, w okresie, kiedy nie byliśmy razem, każdy próbował jakoś ułożyć sobie życie, dowiedziałam się, że wtedy miał jakąś koleżankę, jednak szybko się to skończyło i znowu spróbowaliśmy stworzyć związek. Zresztą ja również w tym okresie, kiedy nie byliśmy razem spotykałam się z innym facetem, ale też to się wszystko skończyło szybko, bo ciągle myślałam o moim eks. Gdy w końcu znów zaczęliśmy chodzić, było zupełnie inaczej, nie był już tak zazdrosny jak kiedyś, myślałam, że w końcu zrozumiał swoje wcześniejsze zachowanie. Po jakimś czasie, zauważyłam, że dziwnie się zachowuje, jakby coś ukrywał. Nie pomyliłam się... pisał, kontaktował się z tą dziewczyną, której złamał serce, wiem, że tak się nie robi, ale to było silniejsze ode mnie, ściągnęłam więc program, który przywraca wszystkie rozmowy gg... no i przeczytałam wszystko, pisali ze sobą często, wspominali stare dzieje, miłosne uniesienia, jednak najbardziej zabolały mnie słowa, że chyba źle zrobił, że do mnie wrócił. Byłam zrozpaczona. Wydrukowałam więc wszystko, co pisali i mu pokazałam, on się roześmiał i powiedział, że nie miałam prawa naruszać jego prywatności. I tak to wszystko potem ucichło, do dzisiejszego dnia nie wiem, czemu do niej pisał i się tłumaczył ze wszystkiego. A ja zakochana w nim wybaczyłam mu to, ale nie zapomniałam... od tego wydarzenia stałam się podejrzliwa, zazdrosna, jednak znów minęło parę lat i znów zaczęłam darzyć go zaufaniem, później oświadczył mi się, planowaliśmy ślub na rok 2012, jednak ja do końca nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, myślałam nawet, żeby ten ślub przesunąć, aż skończę studia. W rezultacie pojawiło się dziecko i ten ślub się odbył. Obecnie nasze małżeństwo przechodzi kryzys, jakoś nie potrafimy się dogadać. Ciągle jakieś kłótnie.
Chciałabym mieć więcej swobody, chociażby, żeby spotkać się z koleżankami i pójść na jakąś imprezę, jednak on kategorycznie odmawia. Nie jestem zupełnie uwięziona, bo jeżdżę na basen, czy na inne sportowe zajęcia, bądź do znajomych z dzieckiem, ale to nie jest to samo, co spotkanie się z przyjaciółmi i wyjście gdzieś się pobawić. On jako głowa rodziny, uważa, że dziecko to obowiązek i mam się nim zajmować, on zarabia pieniądze, ale co z tego, jak mi wszystko wypomina, niby żyjemy razem, a jednak osobno, ja nie pracuję, bo jestem w domu z dzieckiem, często jestem już tym wszystkim zmęczona, ale on tego nie rozumie, nie może tego pojąć, że mogę być również zmęczona obowiązkami domowymi, często mi mówi: "to idź do pracy, a ja będę w domu i też nic nie będę robił". Bardzo często czuję się niepotrzebna, niedowartościowana, niekochana. Jak taka "kura domowa", która robi non stop to samo, i która zdaniem męża raczej nic nie jest w stanie osiągnąć. Niestety jestem osobą słabą psychicznie, więc zaczynam w to wierzyć...
"(...) będę w domu i też nic nie będę robił".
Na takich jest sposób. Wyjść z domu na cały dzień i zostawić chłopa z tym, czego Ty cały dzień niby nie robisz. Ciekawe, czy da radę zrobić choć 1/10 z listy Twoich codziennych obowiązków ![]()
agnik napisał/a:"idź, ale wtedy się dopiero dowiesz..."
Szczerze współczuje takiego męża.
Skoro wychował się w typowo patryjarchalnej rodzinie zapewne ma podobną wizję waszego, wspólnego życia rodzinnego.
Wcześnie nie widziałaś żadnych oznak tego, że ma takie a nie inne spojrzenie na małżeństwo i podział ról?Nasz związek to naprawdę długa historia, ale postaram się przedstawić to w skrócie, tak więc przed ślubem byliśmy razem 6 lat. Na początku, jak to w związkach bywa było cudownie, później związek zaczęła niszczyć jego zazdrość, byłam na skraju załamania, bo mnie wykańczał psychicznie, zawsze wszystko umiał tak przedstawić, że czułam się winna, mając już tego wszystkiego dość, zerwałam z nim, jednak po kilku miesiącach znowu wróciliśmy do siebie, w okresie, kiedy nie byliśmy razem, każdy próbował jakoś ułożyć sobie życie, dowiedziałam się, że wtedy miał jakąś koleżankę, jednak szybko się to skończyło i znowu spróbowaliśmy stworzyć związek. Zresztą ja również w tym okresie, kiedy nie byliśmy razem spotykałam się z innym facetem, ale też to się wszystko skończyło szybko, bo ciągle myślałam o moim eks. Gdy w końcu znów zaczęliśmy chodzić, było zupełnie inaczej, nie był już tak zazdrosny jak kiedyś, myślałam, że w końcu zrozumiał swoje wcześniejsze zachowanie. Po jakimś czasie, zauważyłam, że dziwnie się zachowuje, jakby coś ukrywał. Nie pomyliłam się... pisał, kontaktował się z tą dziewczyną, której złamał serce, wiem, że tak się nie robi, ale to było silniejsze ode mnie, ściągnęłam więc program, który przywraca wszystkie rozmowy gg... no i przeczytałam wszystko, pisali ze sobą często, wspominali stare dzieje, miłosne uniesienia, jednak najbardziej zabolały mnie słowa, że chyba źle zrobił, że do mnie wrócił. Byłam zrozpaczona. Wydrukowałam więc wszystko, co pisali i mu pokazałam, on się roześmiał i powiedział, że nie miałam prawa naruszać jego prywatności. I tak to wszystko potem ucichło, do dzisiejszego dnia nie wiem, czemu do niej pisał i się tłumaczył ze wszystkiego. A ja zakochana w nim wybaczyłam mu to, ale nie zapomniałam... od tego wydarzenia stałam się podejrzliwa, zazdrosna, jednak znów minęło parę lat i znów zaczęłam darzyć go zaufaniem, później oświadczył mi się, planowaliśmy ślub na rok 2012, jednak ja do końca nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, myślałam nawet, żeby ten ślub przesunąć, aż skończę studia. W rezultacie pojawiło się dziecko i ten ślub się odbył. Obecnie nasze małżeństwo przechodzi kryzys, jakoś nie potrafimy się dogadać. Ciągle jakieś kłótnie.
Chciałabym mieć więcej swobody, chociażby, żeby spotkać się z koleżankami i pójść na jakąś imprezę, jednak on kategorycznie odmawia. Nie jestem zupełnie uwięziona, bo jeżdżę na basen, czy na inne sportowe zajęcia, bądź do znajomych z dzieckiem, ale to nie jest to samo, co spotkanie się z przyjaciółmi i wyjście gdzieś się pobawić. On jako głowa rodziny, uważa, że dziecko to obowiązek i mam się nim zajmować, on zarabia pieniądze, ale co z tego, jak mi wszystko wypomina, niby żyjemy razem, a jednak osobno, ja nie pracuję, bo jestem w domu z dzieckiem, często jestem już tym wszystkim zmęczona, ale on tego nie rozumie, nie może tego pojąć, że mogę być również zmęczona obowiązkami domowymi, często mi mówi: "to idź do pracy, a ja będę w domu i też nic nie będę robił". Bardzo często czuję się niepotrzebna, niedowartościowana, niekochana. Jak taka "kura domowa", która robi non stop to samo, i która zdaniem męża raczej nic nie jest w stanie osiągnąć. Niestety jestem osobą słabą psychicznie, więc zaczynam w to wierzyć...
I powiedz mi, CZEMU, mimo tylu wątpliwości, ostrzeżeń, dziwnych sytuacji, CZEMU dalej ciągniesz ten związek, dajesz się manipulować i zniewalać?
W imię czego masz się płaszczyć przed facetem, który TYLKO do pracy chodzi?? TEŻ chodzę do pracy, do tego mam jeszcze dwójkę dzieci, samo w domu nic się nie zrobi, a jeszcze nierzadko do rodziny muszę podjechać coś pomóc.
Pisałam Ci - cyborgiem jesteś? Niekoniecznie musisz być zmęczona fizycznie, ale psychicznie jesteś, to aż przebija przez Twoje posty.
Jeśli pragniesz związku partnerskiego, musisz to sobie teraz, na początku "wywalczyć'.
Ale patrząc pod kątem historii waszego związku, to Twój mąż już się do zmiany nie nadaje. Nadaje się do wymiany!
Powtórzę się: OBOJE macie dziecko. Nie tylko Ty.
A jeśli uważa, że "siedząc" w domu NIC się nie robi, to zrób tak pewnego dnia! Nie rób NIC.
Jak nie będzie mógł przejść przez przedpokój, to może zda sobie sprawę ile rzeczy robisz przez cały dzień!
Podrzuć dziecko rodzicom i wyjdź.
Nie pytaj o zgodę, poinformuj. Z uśmiechem.
Albo facet zrozumie co nieco i się trochę uspokoi, albo Ty zrozumiesz co nieco. I nie będziesz żyła w "niewoli".
"idź, ale wtedy się dopiero dowiesz..."
To idź. I w końcu dowiedz się. A jak zapyta mąż gdzie idziesz, to powiedz: dowiedzieć się.
Przez ten rok po ślubie i przed nie wychodziłaś sama i on się do tego przyzwyczaił i wydaje się to dla niego takie nie normalne już się przyzwyczaił że siedzicie w domu czuje się tak dobrze i bezpiecznie dla niego tak wygląda życie małżeńskie i boi się zmian . Będzie Ci ciężko gdziekolwiek go wyciągnąć a co do wyjścia samej też Ci może skomplikować i zachwiać małżeństwem . Teraz doszłaś do wniosku że jesteś za młoda że życie Ci ucieka to chyba nie dorosłaś do związku albo nie dogadaliście się co do wizji małżeństwa bo on ma inne wyobrażenie niż Ty . Wiem może jestem staromodna ale takie jest życie Dziękuj że masz dobrego męża bo jak się czyta inne wątki jakie dziewczyny mają problemy z facetami to ty jesteś szczęściarą
![]()
Przez ten rok po ślubie i przed nie wychodziłaś sama i on się do tego przyzwyczaił i wydaje się to dla niego takie nie normalne już się przyzwyczaił że siedzicie w domu czuje się tak dobrze i bezpiecznie dla niego tak wygląda życie małżeńskie i boi się zmian . Będzie Ci ciężko gdziekolwiek go wyciągnąć a co do wyjścia samej też Ci może skomplikować i zachwiać małżeństwem . Teraz doszłaś do wniosku że jesteś za młoda że życie Ci ucieka to chyba nie dorosłaś do związku albo nie dogadaliście się co do wizji małżeństwa bo on ma inne wyobrażenie niż Ty . Wiem może jestem staromodna ale takie jest życie Dziękuj że masz dobrego męża bo jak się czyta inne wątki jakie dziewczyny mają problemy z facetami to ty jesteś szczęściarą
![]()
mola633 masz sporo racji, są gorsze problemy, Ale to jest JEJ życie, JEJ problemy, ONA się z tym źle czuje.
Dorosła osoba również ma potrzebę "wyjść" do ludzi. Nie dogadali się co do wizji małżeństwa, ale kiedy mają to dopracowywać, jak nie teraz?
Podejście, że on siedzi w domu, to i ona musi, bo ma dziecko, .... aż myszą trąci.
Po 10 latach można mówić, że się przyzwyczaił. Po roku? Się aż chce wyjść z tego domu.
Mąż nie jest właścicielem żony. Jeśli sabcia_512ma kogoś, kto zajmie się dzieckiem (chociaż mąż też powinien się nim zająć, ma to dziecko ojca, czy sponsora?? do jasnej cianej:/) to dlaczego miałaby nie wyjść do kina? Do kawiarni? Ktoś tu pisał, żeby uważać na siebie pijąc i szalejąc w klubie, ale wydaje mi się, że nie o taką rozrywkę autorce chodziło.
Ile można oglądać te same ściany, wykonywać te same czynności i siedzieć samemu z małym dzieckiem, bo on zmęczony po pracy chce TYLKO odpocząć?
Takie "dziękowanie" że się ma męża, od razu mi nasuwa do głowy myśl: niechby bił, byle był.
To myślenie naszych pra-prababek - litości, to już nie te czasy gdzie panna z dzieckiem, rozwódka lub w ogóle nie mężatka - to gorsza "kategoria".
Też dałam się wcisnąć w 4 ściany, bo pan tata zapracowany i wieczorami musi odpoczywać. Ja zmieniam to po 5 latach małżeństwa, gdy młody ma skończone 4 lata. Jesteśmy razem 11 lat.
Powiem, że zmiany te dają mi satysfakcję (zmieniam też swój wygląd) ale są ryzykowne. My, można powiedzieć że przez moją chęć zmian, przez to że chcę coś więcej dla siebie, że chcę zmienić nasze małżeństwo na układ bardziej parterski, mamy kryzys.
Chwilowo jest ok, ale na jak długo tego nie wiem. W ubiegłym tygodniu otarło się o wyprowadzkę męża, ponieważ on mnie już nie rozumie, nie wie o co mi chodzi, on nie wierzy że ja go wciąż kocham
A ja tylko się inaczej ubieram, chodzę na fitness, 1 raz na ok 2 tyg. idę gdzieś z koleżanką, czytam książki wieczorami zamiast siedzieć z nim przy TV, zaczęłam go pilnować by robił coś w domu (np. wyrzucał skarpetki do kosza i odkładał kubki po sobie), chcę więcej sexu. NIC WIĘCEJ!
Dla nich to trudne gdy się przyzwyczaili do czegoś innego...
Mój moje zmiany odebrał jako atak na nasze małżeństwo, że już go nie kocham. To, że dbam o siebie, lepiej się ubieram i wychodzę zinterpretował jako chęć szukania okazji do zdrady.
W piątek była poważna rozmowa, daliśmy sobie szanse. Ja wiem, że nie wrócę do tego co było (24h/7d w domu, z dzieckiem, co prawda z pracą, ale w systemie domowym). Ja chcę być żoną niezależną. Dbam teraz też i bardziej o męża, bo mimo że chcę być niezależna chcę być nadal jego żoną
Też dałam się wcisnąć w 4 ściany, bo pan tata zapracowany i wieczorami musi odpoczywać. Ja zmieniam to po 5 latach małżeństwa, gdy młody ma skończone 4 lata. Jesteśmy razem 11 lat.
Powiem, że zmiany te dają mi satysfakcję (zmieniam też swój wygląd) ale są ryzykowne. My, można powiedzieć że przez moją chęć zmian, przez to że chcę coś więcej dla siebie, że chcę zmienić nasze małżeństwo na układ bardziej parterski, mamy kryzys.
Chwilowo jest ok, ale na jak długo tego nie wiem. W ubiegłym tygodniu otarło się o wyprowadzkę męża, ponieważ on mnie już nie rozumie, nie wie o co mi chodzi, on nie wierzy że ja go wciąż kocham
A ja tylko się inaczej ubieram, chodzę na fitness, 1 raz na ok 2 tyg. idę gdzieś z koleżanką, czytam książki wieczorami zamiast siedzieć z nim przy TV, zaczęłam go pilnować by robił coś w domu (np. wyrzucał skarpetki do kosza i odkładał kubki po sobie), chcę więcej sexu. NIC WIĘCEJ!
Dla nich to trudne gdy się przyzwyczaili do czegoś innego...
Mój moje zmiany odebrał jako atak na nasze małżeństwo, że już go nie kocham. To, że dbam o siebie, lepiej się ubieram i wychodzę zinterpretował jako chęć szukania okazji do zdrady.W piątek była poważna rozmowa, daliśmy sobie szanse. Ja wiem, że nie wrócę do tego co było (24h/7d w domu, z dzieckiem, co prawda z pracą, ale w systemie domowym). Ja chcę być żoną niezależną. Dbam teraz też i bardziej o męża, bo mimo że chcę być niezależna chcę być nadal jego żoną
Gratuluję! ![]()
Widać można.
Gratuluję!
Widać można.
Można, ale trzeba się liczyć z konsekwencjami. Szczerze pisząc nie wiem co będzie za miesiąc czy za rok. Wiem, że dotarło do mnie, że nie chcę się obudzić z przysłowiową ręką w nocniku za 10, 20 lat.
Trzymam za Ciebie kciuki Autorko tematu!
Można, ale trzeba się liczyć z konsekwencjami.
Liczyłaś się z nimi zanim zaczęłaś się zmieniać, czy po prostu ich się nie spodziewałaś?
Szczerze pisząc nie wiem co będzie za miesiąc czy za rok. Wiem, że dotarło do mnie, że nie chcę się obudzić z przysłowiową ręką w nocniku za 10, 20 lat.
Co będzie za miesiąc, rok, nikt nie wie.
Ten się nie myli, kto... nie żyje.
Jeśli masz mądrego męża, "przełknie" w końcu Twoją zmianę i pokocha Cię na nowo, już w pełni świadomą siebie kobietę.
Sama pisałaś, że dobrze Ci z tymi zmianami, a żoną nie chcesz przestać być.
Świetna postawa, godna podziwu.
I Tobię życzę powodzenia.
silkytouch napisał/a:Można, ale trzeba się liczyć z konsekwencjami.
Liczyłaś się z nimi zanim zaczęłaś się zmieniać, czy po prostu ich się nie spodziewałaś?
Nawet mi przez głowę nie przeszło, że moje zmiany może odebrać jako atak na nasze małżeństwo, że może być to początek kryzysu. Myślałam, że raczej mu się spodoba nowa fizyczność żony i nie będzie miał problemu z moimi wyjściami. Z wyjściami wielkiego problemu nie ma, ale w połączeniu z moim atrakcyjnym wyglądem już tak.
Kolejność zdarzeń była taka:
-schudłam, zaczęłam się lepiej ubierać
-między nami było jak zwykle
-pojawił się obcy facet, który dał mi wyraźnie do zrozumienia że jest mną zainteresowany co sprawiło, że ja zainteresowałam się sobą
-widzieliśmy się tylko 1x, służbowo, później jakieś maile, rozmowy tel, jesteśmy dorosłymi, odpowiedzialnymi ludźmi zatem nic się z tego nie wykluło, skończyło się na relacji koleżeńskiej- oboje jesteśmy w związkach, oboje kochamy partnerów
-uświadomiłam sobie jak dałam się wkręcić w dom i rodzinę, że mnie już nie ma, jest tylko matka, żona
-postanowiłam to zmienić
-w tzw. międzyszasie odsunęłam trochę męża od siebie (nieświadomie)
-zaczęłam odzyskiwać siebie dla NAS
-pojawiły się zgrzyty na lini mąż-żona
-pracujemy razem nad naszym związkiem, wiem że go kocham, on kocha mnie
-ja muszę zadbać bardziej o niego, on musi mnie zaakceptować z moimi zmianami
Gdy zaczęłam zmiany, gdy uświadomiłam sobie, że on ma problem by je zaakceptować, że burzę jego świat wiedziałam, że mogą się pojawić konsekwencje, że może być kryzys. Ale ja, nim się zagubiłam w związku taka właśnie byłam - otwarta na świat, ciekawa świata i ludzi. Siedzenie 24h w domu nie jest moją naturą. Było moim kompromisem.
Kolejność zdarzeń była taka:
-schudłam, zaczęłam się lepiej ubierać
-między nami było jak zwykle
-pojawił się obcy facet, który dał mi wyraźnie do zrozumienia że jest mną zainteresowany co sprawiło, że ja zainteresowałam się sobą
-widzieliśmy się tylko 1x, służbowo, później jakieś maile, rozmowy tel, jesteśmy dorosłymi, odpowiedzialnymi ludźmi zatem nic się z tego nie wykluło, skończyło się na relacji koleżeńskiej- oboje jesteśmy w związkach, oboje kochamy partnerów
-uświadomiłam sobie jak dałam się wkręcić w dom i rodzinę, że mnie już nie ma, jest tylko matka, żona
-postanowiłam to zmienić
-w tzw. międzyszasie odsunęłam trochę męża od siebie (nieświadomie)
-zaczęłam odzyskiwać siebie dla NAS
-pojawiły się zgrzyty na lini mąż-żona
-pracujemy razem nad naszym związkiem, wiem że go kocham, on kocha mnie
-ja muszę zadbać bardziej o niego, on musi mnie zaakceptować z moimi zmianamiGdy zaczęłam zmiany, gdy uświadomiłam sobie, że on ma problem by je zaakceptować, że burzę jego świat wiedziałam, że mogą się pojawić konsekwencje, że może być kryzys. Ale ja, nim się zagubiłam w związku taka właśnie byłam - otwarta na świat, ciekawa świata i ludzi. Siedzenie 24h w domu nie jest moją naturą. Było moim kompromisem.
Wystraszył się chyba Twoich zmian.
Że następną zmianą w twoim życiu będzie... on.
Oj sabcia po tylu sytuacjach dalej do niego wrocilas i to byl blad jak byz nie wracala po rozejsaciu tylko probowala zapomniec i poznac blizej kogos innego moze bys o nim zapomniala jakos atak wrocilas i wyszlo dziecko po czym juz slub i twoje problemy ludzie si enie zmianiaja i jak byl wtedy taki powinnas wiedziec ze si enie zmieni. Zwlaszca ze po tym gg widzials co powiedzial to z etobie odpowiedzial co innego tonie muiaal byc prawda zreszta jak moglas mu potem zaufac po czym stakim ja bym nie potrafil mialas dowody na wszytsko , pewnei niektorzy powiedza ze nie powinno sie przegladac czyichs wiadomosci ja jestem innego zdania jak ktos nie ma nic do ukrycia to nie ma problemu z pokazaniem wszystkiego i tylko w taki sposob mozna udowodnic nieraz komus jaki jest kretaczem itp.
Mam takie pytanie, co myślicie na temat swobody w małżeństwie (oczywiście w granicach normy)? żeby zobrazować o co mi chodzi, napiszę pokrótce. Tak więc od ponad roku jestem szczęśliwą żoną i matką, mam 25 lat. Jednak czasem mam już wszystkiego dość, tej całej monotonii dnia codziennego. Chciałabym od czasu do czasu pójść z koleżankami na jakąś imprezę, dyskotekę, czy kino. Jednak, gdy pytam męża, czy by się zgodził, on odpowiada, że nie, bo on też nigdzie nie chodzi, a poza tym mam dziecko i absolutnie się nie zgadza żebym po nocach się gdzieś szwendała. Nie pomagają żadne argumenty. Ja natomiast czuje, że mi cała młodość ucieka...
dam do pezczytania ten post mojemu mezowi!!! jakbys napisala o mnie !!!
smutne jest to ze jestesmy miedzy mlotem a kowadlem.....chcemy by byl szczesliwy(nie powinnysmy wychodzic) i jednoczesnie nie chcemy zgnic w domu (swiadomy egoizm) ? oto jest pytanie?????
sabcia_512 napisał/a:Mam takie pytanie, co myślicie na temat swobody w małżeństwie (oczywiście w granicach normy)? żeby zobrazować o co mi chodzi, napiszę pokrótce. Tak więc od ponad roku jestem szczęśliwą żoną i matką, mam 25 lat. Jednak czasem mam już wszystkiego dość, tej całej monotonii dnia codziennego. Chciałabym od czasu do czasu pójść z koleżankami na jakąś imprezę, dyskotekę, czy kino. Jednak, gdy pytam męża, czy by się zgodził, on odpowiada, że nie, bo on też nigdzie nie chodzi, a poza tym mam dziecko i absolutnie się nie zgadza żebym po nocach się gdzieś szwendała. Nie pomagają żadne argumenty. Ja natomiast czuje, że mi cała młodość ucieka...
dam do pezczytania ten post mojemu mezowi!!! jakbys napisala o mnie !!!
smutne jest to ze jestesmy miedzy mlotem a kowadlem.....chcemy by byl szczesliwy(nie powinnysmy wychodzic) i jednoczesnie nie chcemy zgnic w domu (swiadomy egoizm) ? oto jest pytanie?????
Daj znać później, co Ci Twój mąż odpowiedział na to...
Dokładnie, bardzo dobrze to ujęłaś, jesteśmy między młotem a kowadłem...
Oj sabcia po tylu sytuacjach dalej do niego wrocilas i to byl blad jak byz nie wracala po rozejsaciu tylko probowala zapomniec i poznac blizej kogos innego moze bys o nim zapomniala jakos atak wrocilas i wyszlo dziecko po czym juz slub i twoje problemy ludzie si enie zmianiaja i jak byl wtedy taki powinnas wiedziec ze si enie zmieni. Zwlaszca ze po tym gg widzials co powiedzial to z etobie odpowiedzial co innego tonie muiaal byc prawda zreszta jak moglas mu potem zaufac po czym stakim ja bym nie potrafil mialas dowody na wszytsko , pewnei niektorzy powiedza ze nie powinno sie przegladac czyichs wiadomosci ja jestem innego zdania jak ktos nie ma nic do ukrycia to nie ma problemu z pokazaniem wszystkiego i tylko w taki sposob mozna udowodnic nieraz komus jaki jest kretaczem itp.
no wiesz, wtedy nie widziałam świata poza nim...jednak czesto się zastanawiam, co by było gdyby... gdybym do niego nie wróciła...
no wiesz, wtedy nie widziałam świata poza nim...jednak czesto się zastanawiam, co by było gdyby... gdybym do niego nie wróciła...
Za późno na takie gdybania!
Skup się na przyszłości.
Jeśli dasz radę coś zmienić, zrób to.
Jeśli nie dasz rady, pogódź się z tym, albo zacznij życie bez tego, z czym nie możesz się pogodzić.
Dokładnie tak Sabcia!
Masz 3 możliwości:
- zmienić to
- zaakceptować
- odejść
Najgorsze jak będziesz się miotała. Pomyś czego chcesz, czego nie, ile możesz straciś a ile zyskać