i co dalej... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 47 ]

Temat: i co dalej...

Witam.
Jestem nowa chociaż podczytywałam trochę forum.  Mam problem i nie umiem sobie poradzić a jeszcze trochę i  będę miała jakąś depresje? nie wiem czy macie ochote poczytać bo wyjdzie z tego opowiadanie spore? ale musze się wygadać? jeśli ktoś ma ochote to będę wdzieczna za jakies rady?

otóż mam męża ? razem od 11 lat, małżeństwem od 3,  4-letniego synka. Wszystko się jakoś układało, kulało? wydawało mi się że jest ok, ale? no właśnie? postaram się jakoś w miarę logiczne opowiedzieć?
Poznaliśmy będąc nastolatkami jeszcze, wiadomo że pierwsze miesiące wspaniałe? ja zaczęłam studia, wtedy jeszcze chłopak rok starszy zmagał się dalej w liceum dla dorosłych bo z normalnego go wyrzucono, nie zdał bo koledzy ważniejsi byli? pomagałam się uczyć, zdał egzaminy, ja w tym czasie swoje na studiach? przyszło że miał zdawać maturę, ale nie udało się? zwlekał z podchodzeniem kolejny raz, zawsze coś wymyślił aż w końcu stwierdził że matura mu do niczego nie potrzebna, zdawać nie będzie?

W między czasie sfera intymna trochę podupadła? nie wiem co się ze mna stało, ale nie miałam kompletnie ochoty, ale się mimo wszystko starałam dla chłopaka, ale zaczęły się lekkie pretensje, że mało, że nie daje sobie intymnych zdjęć robić (jako jedyna na świecie) ? jestem osobą wstydliwą niestety, pewne rzeczy tym bardziej że to mój pierwszy partner dalej mnie wstydziły? zaczęły się pretensje, że np nie daję mu pisze dosłownie ?lizać cycków? tak sobie, a ja mam w tym czasie oglądać sobie cokolwiek w tv? pretensje że jestem mało seksowna, że leże jak kłoda? zaczęłam się zmieniać, chciałam dla niego, żeby jemu było dobrze, ale cokolwiek nie zmieniłam, przemogłam się to po czasie znów były pretensje bo coś mu nie pasowało?
Zmarł jego tata, ciężki okres ale jakoś przetrwaliśmy? zamieszkaliśmy razem, pieniądze dawała jego mama a ja chociaż to co miałam ze stażu? Skończyłam studia, w między czasie znalazłam pracę (wcześniej dwa razy na stażu) a partner nic, siedział w domu?. Podobno szukał pracy ale kiepsko mu szlo? w sferze intymnej dalej co chwile jakies pretensje? do tego on lubiący sobie pospać i do 14, nie sprzątał siedziąc w domu, nie gotował, na obiady chodziliśmy do jego mamy no bo jest sama a dla siebie samej gotować nie będzie przecież? mijał czas, mój facet spędzał czas na wychodzeniu z kolegami, graniu na komputerze, spaniu? nigdy nie kontrolowałam, nie dzoniłam, wychodził i wracał gdzie chciał? a ja do pracy, jak chodziłam to mu szykowałam śniadanie (nie raz pretensje były że np. położyłam mu ogórka i chleb się mokry zrobił), w weekend śniadanie do łóżka, leżał ile się dało a ja jestem typem że wstanie, zacznie coś robić, nie umiem usiedzieć w miejscu? on dalej szukał pracy nie wysyłając nawet cv?

Zaczęły się pretensje, że kupiłam sobie cos do ubrania, że jemu się to nie podoba, że on woli jasne spodnie a ja kupiłam ciemnie, ze nie nosze spódniczek, że nosze stanik pod bluzką a bez super u dziewczyn wygląda, że w domu nie nosze dresów itp? ok, dla niego kupiłam dresy ale po czasie znów zle, bo on by chciał żebym nosiła krótkie spodenki? jak kupiłam wrocił do dresów, pretensje, że w domu nie chodze w samym staniku, jak zaczęłam to wtedy stwierdził, ze on by chciał zebym chodziła znow w samej bluzce bez stanika? wiecznie mu cos z ubiorem nie pasowało?
Dalej nie wiem czemu nie miałam zupełnie ochoty na seks? on kąpał się co kilka dni, spał i chodził w tej samej koszulce, nie mył zębów, weszła mu ropa? ale starałam się jak mogłam, żeby seks był? no ale chyba nie musze pisać ze co jakiś czas i tak było źle bo za mało? no ale zaszłam w ciążę i? poroniłam?  chciałam się starać ale usłyszałam czy jak już urodzę to czy też tak często będziemy uprawiać seks? powiedziałam, że tak? zgodził się.. miał w między czasie szukać pracy. Zaszłam w ciąże, on znalazł pracę na 3 miesiące i później siedział ze mna w domu bo ciążą zagrożona do końca? obiecał ze jak się syn urodzi będzie już pracował? g z tego wyszlo? w czasie ciąży zakaz seksu na co usłyszłam ze on przecież może i mam inaczej go zapsokojać, po porodzie to samo, bo on może nie ważne że ja nie, bo mocno krwawiłam, małe dziecko?

W miedzy czasie ślub za który zapłaciły m nasze mamy bo  ja tylko pracowałam, nie było stać a każdy nalegał? on siedział w domu, a do dziecka przychodziła jego mama? taki lajcik miał, ?szukał? pracy wg niego? zaczęły się kary za brak seksu, musiałam sama wszystko zaczynać bo wg niego to kobieta powinna, jak nie było seksu czy czegokolwiek przez więcej niż 3 dni wygadało to tak: ?kochanie, pokochamy się? Nie mam ochoty. A mogę jutro spytać? Możesz ale nie wiem czy będę miał?? upokorzenie takie ze jak o tym pomysle to mi się płakać chce? oczywiście pretensje o seks, ze go nie uwodze całymi dniami a powinnam jako kobieta?
Dziecko poszło do przedszkola, odbierała sie babcia a on w domu siedział zamiast zająć sie synem i przychodził do niej dopiero na obiad... na spacery chodzilam i chodze sama bo on sie zawsze źle czuje...

Pretensje o to że kupuje cokolwiek a nie mamy pieniędzy, dalej nie praciwał, pomagala jego i moja mama, wg niego powinny skoro nie mamy kasy? a jemu tak wygodnie, bo kasa jakos była? generalnie mamy wspólnych znajomych, większość faceci, zresztą zawsze miałam lepszy kontakt z nimi niż z kobietami? gadałam z jedym, normalnie jak z każdym innym, tak samo jakby był koło mnie mąż, ale facet wysłał sms?a ze się zakochał? maż miał manie sprawdzania mi komórki, kto pisze, dzwoni?  przeczytal i tego, powiedział ze go zdradziłam? na nic się zdało moje tłumaczenie ze nie, ze ja nic nie napisałam, ze nie dawałam sygnalow.. on wiedział swoje, ja przepraszałam, kilka miesięcy ale dalej mnie traktowal tak ze to ja wysłałam tego smsa?

Dalej nie pracował, potrafił mi na gg w pracy pisać ze schudł przeze mnie bo mu sniadania nie zrobiłam czy kolacji? w ogole to hipochodryk, wszystkie choroby świata miał, oglądał się codziennie w lustrze czy mu cos nowego nie wyszło, kazał wąchać czy dalej ma ropę w zębie, musiałam na zdjęciach szukac czy aby na pewno ten pieprzyk miał już 2 lata temu bo to może być rak skóry, on zawsze bardziej chory, ja 39 goraczki ale on ma 37 wiec mam latac wokół niego? no więc wyzywał mnie w pracy ze czegoś w seksie nie ma, ze np. szef mi za małą premie dał, a on w tym czasie dalej siedział w domu?
Przysłowiowe okulary spadły mi w zeszłym roku, kiedy zrobił mi awanture ze chce kupić wazon za 40zł? tydzień się nie odzywał, wcześniej wyzewając mnie od najgorszych bo wazony oglądałam? zaczęłam dostrzegać ze mnie szanuje? jak okulary spadły to doznałam sozku z kim zyje? dziecko 3 lata, ojciec w domu bez pracy, z ciaglymi pretensjami, ze za duzo wydaje, ze nie uwodze, nie ubieram się jak on chce kary za brak seksu?

Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej? wiecznie mnie wyzywa, ciagle dowala chamskie teskty?  az w lutym usłyszałam, ze on już nie chce ze mna seksu bo się już nic nei zmieni? normalnie jakby mnie ktoś dźgnął nożem? ja się zmieniałam dla niego o 180 stopni? siedział na portalach erotycznych, bo podobno ode mnie nie dostawła tego co chciał, spaczyło mu się chyba wyobrażenie o bliskości? od tego lutego nie ma seksu, maż zwala wine na mnie bo wg niego powinnam przemyslec co mi powiedział i się zmienić bo on ma prawo mi powiedzieć co go boli nieważny w jaki sposób? stał się chamski, ostatnio usłyszałam ze mam sobie wszytsko podciać bo i tak nie będę niczego potrzebować i isc do klasztoru? i wg niego to nie jest chamskie tylko to był zart? wczoraj się poklocilismy po raz enty, bo dopiero dostał prace (nie jego marzen)? ale wyzywał mnie ze musial jechać pociągiem bo gonil psa żeby go odprowadzić do mamy (tak, mamy psa i go zaprowadza do niej codziennie bo mu się nie chce z nim wychodzić)?. Wkurzyłam się, znow nie on winny, wiec napisałam ze mam go dość? miał się wyprowadzić ale zrezygnował, za wszystko wini mnie, powiedziałam ze nie chce z nim seksu po takim traktowaniu to stwierdził ze mnie zdradzi bo on sobie nie pozwoli do końca zycia być bez seksu? i ze jak będę chciała to mam się odezwac?

A ja? mam ochote się spakować, zabrać synka i się wyprowadzić? bo już nie mam sily?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: i co dalej...

Wypieprz tego idiotę i gówniarza za drzwi! Na co Ty dziewczyno czekasz???
Tu nie ma w ogóle o niczym dyskusji, won i po sprawie.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

3

Odp: i co dalej...

przeczytałam tylko połowę (przepraszam). Nie mogę dalej. Być może przeoczyłam coś co go usprawiedliwia ale szczerze w to wątpię. Wiem, że łatwo się mówi ale dziewczyno musisz uciekać!

4

Odp: i co dalej...

Popieram przedmówcę, tzn. wiernego-tomasza.

Ale jeśłi chcesz sobie i dziecku zmarnować życie  to trwając w tym chorym związku z terroryzującym Cię pasożytem jesteś na najlepszej drodze.

Zastanawiam się, dlaczego tyle lat czekałaś ze swoimi wątpliwościami sad

5

Odp: i co dalej...

Jeżeli jest wyłącznie tak jak napisałaś to popieram przedmówców: uciekaj !!
Ale mnie ciekawi jeszcze jedna rzecz.
Napisz proszę czy masz kogoś, przyjaciela, którego niedawno poznałaś, który Ci doradza ?

6

Odp: i co dalej...

Ehh dziękuję za odzew... Nie nie mam nikogo... Oprócz tego forum powiedziałam koleżance z pracy ale ile mogę jej truć o tym samym... neutral
On twierdzi że nie jest złym człowiekiem bo mnie nie bije, nie zdradza, nie zmusza do niczego... Tylko nie widzi ze jest chamski... Potrafi powiedzieć że mam zapiąc guzik od bluzki bo moje cycki beznadziejnie wyglądają w tym staniku... Ale wg niego to nie jest chamskie tylko normalnie powiedziane a mój poziom poczucia humoru spadł do zera...
Jest też agresywny, rzuca przedmiotami, ostatnio rozwalił suszarkę do naczyń uderzając. Nią patelnia bo mu zapomniałam czegoś przynieść a go zdenerwowałam... Jeden z kilku przykładów...
No i jest teściowa kt nie mając własnego życia żyje naszym... I broni syna Chodziaz sama mówi że jest chamski... Nawet do niej...
Jedyne co mi chodzi po głowie to żeby mnie zostawił w świętym spokoju... Ale on nie chce... No i żal mi dziecka ze zabiorę mu ojca... Tylko ile można wytrzymać neutral
Wiem że może trudno w to uwierzyć ale uwierzcie mi że to prawda... A czemu tyle czekałam, nie wiem...

7

Odp: i co dalej...
royal30 napisał/a:

No i żal mi dziecka ze zabiorę mu ojca....

To nie jet żaden ojciec! To tylko dawca genów. Tak naprawdę to nie wiesz, że on SZKODZI TWOJEMU DZIECKU. Niszczy jego psychikę. Kiedyś będą tego fatalne skutki. A Ty będziesz się czuć winna, że tego nie przerwałaś w porę.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

8

Odp: i co dalej...

Wiem że przykład jaki on mu daje jest fatalny... Mały wie że tata nie pracuje bo wielokrotnie to sam mówił... Tylko przez to że tata nie pracuje na więcej czasu dla dziecka przez co mały jest z nim bardzo związany...

9 Ostatnio edytowany przez bullet (2013-09-12 16:55:59)

Odp: i co dalej...

Uciekaj

10

Odp: i co dalej...

Nie rozumiesz, sprawa jest dużo bardziej złożona. Mały uczy się, że partnerkę należy psychicznie poniewierać, wykorzystywać i traktować jak ścierkę. Że można nic nie robić a ona ma zapieprzać i w pracy i w domu. Że ma być na każde zawołanie i nie mieć swojego zdania. Gdy z takim impregnatem wejdzie w dorosłe życie to długo będzie niszczył życie swoje i swoich partnerek nim się rozumu nauczy (o ile w ogóle). A winna niestety będziesz Ty.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

11

Odp: i co dalej...

On Cię kocha!! Musisz dać mu szansę!!!!


Heheheheh

12

Odp: i co dalej...

Ojej...całe życie układałaś pod niego... To  przerażające.
Wytrzymała jesteś, nie ma co.

Mąż dziecko będzie mógł odwiedzać przecież więc jakoś można to poukładać.
A Ty nie marnuj swojego życia na kogoś, kto niszczy Cię psychicznie i traktuje jak kukiełkę, którą można sterować.

To my tworzymy nasze własne przeznaczenie...

13

Odp: i co dalej...

I jak zwykle po kłótni mąż sie stara, nawet pranie rozwiesił czego sam z siebie nie robi... po 7 miesiącach się zainteresował nagle jakie tabletki biorę... no i zmusza mnie do rozmowy mimo, że ja nie mam  najmniejszej ochoty... a po czasie, jak wszystko opadnie, wróci do normy całe zachowanie... zawsze tak jest, że się stara przez jakiś czas a potem już się nie może opanować i jest wybuch... nie mam ochoty z nim gadać, przebywać... nie rozumie, że chamskimi tekstami mnie ranił, że tym hasłem o seksie, uważając przy tym, że to moja wina, zranił mnie... że powtarzając, że nie żałuje niczego co z seksem powiedział tylko pogarsza sytuacje... chciał mnie przeprosić żeby tylko był seks skoro to jedyne wyjście... ale przecież nawet by to sczere nie było a tylko po to aby mieć seks... bo jemu tylko i wyłącznie chodzi o seks, tak się pokłocilismy, miał sie wyprowadzić ale jednak został, i co zrobił... komputer i swoja strona z portalem erotycznym... i przez to później słysze że jestem niewystarczająco dobra...
a ja po takim czasie, po wiecznych pretensjach, po tym jak uslyszałam, że wg niego nie mam żadnych potrzeb, że nic dla niego przez czas związku w seksie nie zrobiłam, nie mam najmniejsze ochoty na jakikolwiek seks...

nie wiem jak to wytłumaczyć, ale mimo, że nie chcę z nim być nie umiem sama sie spakować i wyjść... chyba mimo wszystko jakos jestem od niego "uzależniona"... sam nie odejdzie, bo dlaczego miałby skoro to jego mieszkanie no i on nie widzi problemu...
a jak go nie ma, jak jestem sama to wtedy odpoczywam, nie muszę się przejmować, mam spokój psychiczny... nie chce mi się z n im prowadzić jakichkolwiek rozmów, nie potrzebuje jego towarzystwa... a dalej w tym tkwię i nie umiem nic zrobić...

14

Odp: i co dalej...

Nie ma co nawet doradzać, tutaj masz jedną opcje- uciekaj!

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

15

Odp: i co dalej...

ehhh... nie ma ani jednej opinii, ze może jest chociażby cień szansy że on sie może zmienić...
musze nabrać siły i coś w końcu zrobić... bo nic lepszego i tak nie będzie... tylko ciężko po tylu latach...

16

Odp: i co dalej...

Witaj, a ja jestem ciekawa jak Ty się czujesz jak zmuszasz się do seksu ? Jak go musisz zaspakajać takiego brudnego, osikanego śmierdzącego ? Jak to robisz ? Na klęcząco ? Wkładasz do buzi na siłę ? Fuj, ja bym zwymiotowała od razu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Boże kobieto jak ja Ci współczuję.
Albo to lubisz ?
Jaj można tak żyć ?
Jeszcze parę lat a nic z Ciebie nie będzie !!!!! Nie będziesz znała własnej wartości wcale !!!!!!!!!!!!!!!!!! A seks nigdy nie będzie dla Ciebie ważny i piękny.
WSPÓŁCZUJĘ i uciekaj szybko !!!!!!!
PS. tez nie doczytałam do końca bo nie mogłam z obrzydzenia już

17

Odp: i co dalej...

Rojal, mi sie nie dobrze zrobilo jak to przeczytalam.
On jest obrzydliwy, jak mozesz zyc z takim typem???
Tracisz swoja wartosc przy takiej osobie...
ratuj sie jak najpredzej!

I nie chodzi o to czy on sie zmieni, czy nie...
byc moze sie zmieni...
ale dopiero wtedy jak kopniesz go w tylek.

I co to da?
Postara sie troche o to zeby moc przy Tobie siedziec, bo mu tak wygodnie i do tego nigdzie juz nie znajdzie takiej ,,wariatki" (sory) ktora bedzie go chciala.
A co Ty na tym ugrasz, pare dni nadziei a pozniej znowu coraz gorzej...
a co z tymi latami krzywdy?
... nie zapomnisz i nigdy juz nie bedziesz naprawde szczesliwa sad

18

Odp: i co dalej...

teraz i tak nie ma żadnego seksu... od lutego jak mi oznajmił że w związku że się nic nie zmieni on już nie chce seksu do końca życia... tak mnie tym zranił, że powiedziałam nie... a 2 tygodnie wczesniej mówił że wszystko ok, więc nie wiem czego się naoglądał... tak więc nie ma od lutego, dlatego chyba chciał przeprosić byle tylko coś było...

a jak się czułam... wg jego zasady seks powinien być conajmniej co 2 dni, to kobieta powinna zaczynać, uwodzić... więc ja miałam myślenie jak już jest 2 dni bez to czy chce czy nie musze coś zacząć... szczerze radości z tego nie miałam, przyjemość, rzadko... ale robiłam tylko po to żeby nie sluchać... ja już dawno nie mam ochoty na jakikolwiek seks z nim co nei znaczy ze nie mam w ogole... mam ale nie z nim, mam potrzeby chociaż on twierdzi że nie mam, ale nie powiem z racji tego, że przez jego pretensje jestem zablokowana... nie chcę go dotykać, przytulać się... żadna przyjemność a wręcz przeciwnie...

wiem że raczej na 100% się zmienił na chwile, żeby emocje opadły... ale u mnie to nic nie zmienia, powiedziałam mu że nie chce z nim być, ale do niego to nie dotarło... a ja dalej w zawieszeniu i niemocy żeby cokolwiek zrobić, jakby mnie ktoś trzymał...

19 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2013-09-13 11:01:52)

Odp: i co dalej...

Wytykanie Ci dotychczasowego zapatrzenia w męża byłoby chyba nie na miejscu ? miłość jest ślepa i daje siłę do wybaczania. Za to wytknę Ci co innego, twierdzisz, że spadły Ci okulary z nosa i przejrzałaś ? a ja zaryzykuję stwierdzenie, że one się tylko zsunęły. Mam nadzieję że na tyle, iż zrozumiesz, że ON CIĘ NIE KOCHA, a całkiem możliwe, że nie kochał wcale. Za to od początku na pewno Cię wykorzystywał, zarówno fizycznie jaki i psychicznie, on jest p a s o ż y t e m, który zna każdą Twoją słabość, jest bezwzględny w swoim działaniu ? on to robi niekoniecznie świadomie, ale za na pewno dla swojej wygody będąc egoistą. Przy czym jest bezmyślny i nie liczy się z konsekwencjami. Mądry pasożyt upuszcza powoli krew, pamiętając by ofiara wciąż miała siłę go karmić. Twój mąż nie jest pijawką, to wampir który chłepce swoim jęzorem krew z otwartej rany pilnując by strużka wciąż się lała i robi to dla swojej przyjemności. To spowodowało, że wypruł Cię z sił, jak wypruwa się rybę, albo lepiej ? jak wielkiego zwierza, którego wypruwa się na lodowej pustce, by wyciągnąć z niego wnętrzności i zająć ich miejsce by ogrzać się ciepłem truchła. Ale jemu i to jest mało on jest zły na to, że stygniesz i go nie rozgrzewasz mimo, że sam zadał śmiertelny cios.
Groził, że odejdzie ? ale nie odszedł, mimo, że jesteś dla niego taka niedobra. Bo wie, że nie znajdzie kolejnej takiej głupiej, jak Ty. To wyrachowanie,  i wgryzione w Ciebie zęby nie dają mu odejść. To taki szczękościsk, który powoduje, że nawet gdy w przypływie emocji mówi że odjedzie, wyrywając się jedynie ? szarpie. On się panicznie boi, że go zostawisz stąd te choroby i patologiczne usidlanie Cię w wyrzutach sumienia, zanim Ty to dostrzeżesz, on wymyśla kolejne przypadłości. Jesteś po studiach ? on nie, Ty utrzymujesz go, on tylko ssie (z całego otoczenia, Ciebie, swojej i Twojej. Czy nie żal Ci tej ostatniej (pytanie retoryczne)) zastanów się co otrzymujecie w zamian?.
ON W JEDNYM MA RACJĘ? on nie jest złym człowiekiem bo nie bije, bo nie zdradza, do niczego nie zmusza ? (to ostanie jakoś mi nie pasuje po tym co pisałaś). Za to jest złym człowiekiem z wszystkich innych powodów, które potrafisz wymienić. Chamstwo, pasożytnictwo, terror (przecież szantaż, że odejdzie, albo kary, oglądanie tych portali ? by ranić ? to terror). Ty w dodatku dostrzegasz tylko kłamstewa. A Ciebie otacza kłamstwo, które jest tak wielkie, że TY go nie widzisz! On ciągle szuka pracy? ? to kłamstwo. On Cię kocha? ? to kłamstwo. Zapytaj się koleżanek z pracy, czy za to, że ich partnerzy wywieszą pranie ? to noszą ich na rękach. Jestem bliski by wyobrazić sobie to, że Ty jesteś gotowa to zrobić. Twój mąż jest dużym dzieckiem. Widzisz nie dane mu było dojrzeć. To nie Twoja wina, może nawet jego. Zabrakło w jego życiu czegoś , co spowodowałoby żeby dorósł ? nikt nie sprawił, by doprowadził cokolwiek ważnego do końca ? odpowiedzialności za to prędzej bym szukał w jego Matce. Zobacz prosta sprawa on nie prcował - a chodząc do pracy człowiek nie tylko zarabia pieniądze, ale uczy się również odpowiedzialności. On nie jest w stanie być za nic odpowiedzialny, nie bierze odpowiedzialności ani za siebie (bo wciąż każe się traktować jak jajko) nie wziął odpowiedzialności ? za Ciebie ?pomagając Ci choćby w domu (o pracy nie wspomnę), za dziecko, pozwalając innym się nim opiekować, nawet za psa nie jest w stanie wziąć odpowiedzialności i wciąż narzeka ? on będzie taki do końca życia, chyba, że znajdziesz w końcu siłę w sobie do tego i mu pomożesz. Pytałaś, czy jest cień szansy na to by on się zmienił - jest - i to Ty możesz mu tą szansę dać (pomimo tego że nigdy nie widziałem cienia szans). Pomóż mu odchodząc od niego! Odchodząc od niego ? dasz mu ŻYCIOWĄ szansę ? by on w końcu dorósł i zaczął być odpowiedzialny, biorąc się za siebie - jemu trzeba zasadzić realnego kopa - coś co odczuje onaczej będzie drepatl w miejscu. Jeśli z tej szansy niej nie skorzysta, to kolejna pojawi się dopiero wtedy, kiedy odejdzie jego matka i zostanie sam ? będzie musiał się wziąć za siebie - bo nie będzie miał wyboru - a tak mocno trzyma się życia i martwi o zdoriw, że nie targnie się na nie. On przeniósł na Ciebie odpowiedzialność za siebie, bo sam nie potrafi być taki być. Brak jego dorosłości objawia się w jeszcze jednej sprawie ? on ma problemy seksualne ? którymi obarcza Ciebie. On jest jak taki impotent, co bije kobiete za to, że nie ma erekcji i obwinia ją za to, twierdząc że jest niewystarczająco dobra. Ponadto dojrzały człowiek wie, że seks nie wygląda w rzeczywistości tak, jak to pokazują w filmach porno. Seks jest odzwierciedleniem bliskości, jej potwierdzeniem, a nie na odwrót.
Piszesz że czujesz spokój gdy jesteś sama i daje Ci to chwilę wytchnienia ? czy trzeba lepszej rekomendacji ? by odejść? Rozstanie, to nie zabieranie ojca ? dziecku ? odchodząc dasz szansę mężowi dorosnąć, a zapewne wolałabyś, by dziecko za wzór miało ojca dojrzałego, niż niedorajdę. Odejdź ? w ten sposób dasz mu szansę by sam się uratował, a dziecku dasz nadzieję, że gdy podrośnie i zrozumie, nie będzie się musiało wstydzić ojca.
On Cię skrzywdził ? zobacz jak Ty patrzysz na swoje małżeństwo ? wyłącznie przez pryzmat życia seksualnego noszenia koszulek, jak mu się podoba z cyckami na wierzchu albo nie ? kręcisz się wokół jego potrzeb. Uwierz mi : seks daje ludziom radość i przyjemność. Uwodzi się dla przyjemności, a nie z musza. To żadne uwodzenie zresztą, bo bez przekonania to wyglądać musi obrzydliwie. Jeśli spokój jest dla Ciebie oazą, to pomnóż to uczucie raz 2, 3 (nie wiem czy więcej potrafisz sobie wyobrazić) i wiedz, że tak jest jak jest się z kimś kogo kochasz z wzajemnością, jeśli nawet kogoś takiego nie znajdziesz ? będziesz miała ten swój spokój.
A teraz mam nadzieję że  Cię przerażę ? on jest taki, bo pozwoliłaś mu takim być, on jest taki bo możliwe, że miał taki wzór ojca ? nie do końca taki sam ? ale zobacz jak się jego matka zachowuje. Możliwe, że jej życie w pewnych aspektach było podobne do Twojego i ona to powiela możliwe że podświadomie ?zamiast go popchnąć we właściwą stronę ?w pewien sposób akceptuje to. Teraz sobie wyobraź, że Twoje dziecko mając taki model rodziny ? w ten sam sposób buduje swoje życie, jest nierobem, nieukiem (niby odrażające , ale twoja teściowa ma takie dziecko i masz okazje patrzeć na nią) wszyscy musza na Twoje dziecko robić ? bo jest niedojdą życiowym, wytyka wszystkim, że nie radzi sobie z niczym (brak umiejętności radzenia sobie ? to coś co powinni wpoić dziecku rodzice) bo inni wciąż są przeciw niemu i nie słucha, co do niego się mówi, a Ty zaczynasz się zachowywać jak jego matka, gnuśniejesz, poddając się wszystkiemu. 0 szczęści, 0 radości, 0 nadziei, 0 miłości, wystawiona na żer męża, jego matki i swojego dziecka ? miła perspektywa, nieprawdaż?
Nie masz siły odejść ? no to szykuj się na to wszystko. Zamiast przecierać, ściągnij te okulary w końcu. Jeśli masz wątpliwości - czy sobie poradzisz ? to powiem tak, skoro radziłaś sobie z tym wszystkim co Cię spotkało do tej pory, to poradzisz sobie ze wszystkim innym.

Szczęście żonatego mężczyzny zależy od kobiet, których nie poślubił.

20

Odp: i co dalej...

Dunkis masz rację, że te okulary tylko sie osunęły... bo dalej jakby mnie ktoś trzymał nie mam sił zrobić cokolwiek...
a że nie potrafi wziąć odpowiedzialności... wydaje mi się że zaczęło się jak jedo tata zachorował... mama musiała sie nim opiekować i tak też zaczeła do syna... obierała mu jabłko, kroiła w kosteczkę, w kosteczkę arbuza, kroila kotleta, obierała kurczaka... a on nie musiał robić nic... ojn nawet nie umiał sobie chleba posmarować a teściowa mi mówiła, że mam mu pomóc i pokazać... no ludzie... ja jestem nauczona samodzielności od mojej mamy, sama sobie robiłam jedzenie, prałam jak trzeba było, sprzatałam... a on wszystko zrobione... ja taka przysłowiowa zosia samosia, zrobie sobie sama, prosić się nie będę skoro on nie widzi że coś trzeba zrobić... i się nauczył...
a jego mama probuje mnie urobić na siebie...

ale jak on ma się nauczyć odpowiedzialności jak wczoraj był tego przykład... on nie pracuje, jego mama narzeka że nie ma pieniędzy, poszłam po psa a ona mi daje 100zł i mówi "daj mu na paliwo czy cokolwiek"... i na nic moje mówienie, że tak się nie nauczy... od potrafił sie na nią obrazić jak mu truła tyłek o pracę, nie przychodził na obiad a ona mi pakowała w pojemniczki i kazała mu zanieść żeby zjadł... i mi każe się z nim dogadać...

z jednej strony jestem jej wdzięczna bo nam bardzo pomaga, ale z drugiej to jest sytuacja bez wyjścia bo ja sie stawiam a ona mu pomaga...

21

Odp: i co dalej...
royal30 napisał/a:

Dunkis masz rację, że te okulary tylko sie osunęły... bo dalej jakby mnie ktoś trzymał nie mam sił zrobić cokolwiek...
a że nie potrafi wziąć odpowiedzialności... wydaje mi się że zaczęło się jak jedo tata zachorował... mama musiała sie nim opiekować i tak też zaczeła do syna... obierała mu jabłko, kroiła w kosteczkę, w kosteczkę arbuza, kroila kotleta, obierała kurczaka... a on nie musiał robić nic... ojn nawet nie umiał sobie chleba posmarować a teściowa mi mówiła, że mam mu pomóc i pokazać... no ludzie... ja jestem nauczona samodzielności od mojej mamy, sama sobie robiłam jedzenie, prałam jak trzeba było, sprzatałam... a on wszystko zrobione... ja taka przysłowiowa zosia samosia, zrobie sobie sama, prosić się nie będę skoro on nie widzi że coś trzeba zrobić... i się nauczył...
a jego mama probuje mnie urobić na siebie...

ale jak on ma się nauczyć odpowiedzialności jak wczoraj był tego przykład... on nie pracuje, jego mama narzeka że nie ma pieniędzy, poszłam po psa a ona mi daje 100zł i mówi "daj mu na paliwo czy cokolwiek"... i na nic moje mówienie, że tak się nie nauczy... od potrafił sie na nią obrazić jak mu truła tyłek o pracę, nie przychodził na obiad a ona mi pakowała w pojemniczki i kazała mu zanieść żeby zjadł... i mi każe się z nim dogadać...

z jednej strony jestem jej wdzięczna bo nam bardzo pomaga, ale z drugiej to jest sytuacja bez wyjścia bo ja sie stawiam a ona mu pomaga...

Zatem słusznie pisałem, że teściowa taki styl zaakceptowała i wpoiła, jej już nie zmienisz, ani nie przekonasz. Noszenie obiadów - wiesz to jednak matka i bez względu na wszystko będzie o niego dbać - tak już macie. Skoro Twoje mówienie nie daje efektów - to czas na czyny. Niech sobie sam przychodzi na obiady, niech mu mamusia da sama pieniążki itd...ON NIE PRACUJE - i pracą się nie zajmuje. Znalazła babkę, co jak mówisz - chce przerobić na swoją modłę - i w zasadzie jej się udaje. Widzę, że nic Cię nie przekona - dalej kombinujesz, a to co pisałas na początku to było tylko jakieś krótkie załamanie - a teraz brniesz w to dalej - zmieniaś ton - wcześniej pisałaś, że nei masz siły - a teraz piszesz tak jakbys je jednak znalazła i nadal chcesz to ciągnąć - nie pisz, że niechcesz - bo chcesz - gdybyś nie chciała - nie robiłabyś. a ręce Ci opadną jeszcz wiele razy. rozumiem, że pisałaś na tym forum wyłącznie by się wyżalić - nie szukasz pomocy, tylko wylewasz żal.

Szczęście żonatego mężczyzny zależy od kobiet, których nie poślubił.

22

Odp: i co dalej...

nie Dunkis, potrzebuje mocnego kopa, żeby w końcu to wszystko zakończyć... nie chcę żeby moje dziecko wyrosło na takiego człowieka jak jego ojciec dlatego wiem, że muszę w końcu coś zrobić... ale po tych wszystkich latach tak mnie zmanipulował, że ciężko mi podjąć to jedyną słuszną decyzję.

nie kombinuje... najnormalniej w świecie jest mi żal bo ja w ten związek dałam całą siebie niestety, on wziął to w całości nie dając nic od siebie a tylko wymagając... i wiem, że teraz tylko chce załagodzić sytuację byle tylko mnie zatrzymać...

Ale dziekuję i Tobie i wszystkim za rady. Takie dosadne wypowiedzi i rady są mi potrzebne!! żeby w końcu pomyśleć o sobie i dziecku a nie tylko o nim.

23

Odp: i co dalej...
royal30 napisał/a:

nie Dunkis, potrzebuje mocnego kopa, żeby w końcu to wszystko zakończyć... nie chcę żeby moje dziecko wyrosło na takiego człowieka jak jego ojciec dlatego wiem, że muszę w końcu coś zrobić... ale po tych wszystkich latach tak mnie zmanipulował, że ciężko mi podjąć to jedyną słuszną decyzję.

nie kombinuje... najnormalniej w świecie jest mi żal bo ja w ten związek dałam całą siebie niestety, on wziął to w całości nie dając nic od siebie a tylko wymagając... i wiem, że teraz tylko chce załagodzić sytuację byle tylko mnie zatrzymać...

Ale dziekuję i Tobie i wszystkim za rady. Takie dosadne wypowiedzi i rady są mi potrzebne!! żeby w końcu pomyśleć o sobie i dziecku a nie tylko o nim.

już wiem, dla tego napisałem na prv

Szczęście żonatego mężczyzny zależy od kobiet, których nie poślubił.

24 Ostatnio edytowany przez ania91 (2013-09-13 12:22:17)

Odp: i co dalej...

W sumie długo się wahałam, czy skomentować Twoją sytuację, bo to, co napiszę nie będzie ani miłe ani "poprawne politycznie".
Przepraszam, za zbyt brutalne słowa, ale po przeczytaniu postu nasuwają mi się pewne pytania...
Jak głupia musi być kobieta, żeby godzić się na takie traktowanie ? ( ja rozumiem, że można być zaślepionym przez chwilę, ale ślepym przez tyle lat ? )
Jak możesz kaleczyć swoje dziecko, pozwalając, by dorastało przy takim człowieku jakim jest Twój mąż? ( tak to prawda, że pozostając z nim istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziecko będzie jak tatuś)
Jak głupia może być kobieta, która spełnia każde życzenie męża? ( przebiera się na skinięcie królewicza, robi bezrobotnemu facetowi śniadanie przed swoim wyjściem do pracy)
Jak głupia może być kobieta, która poniża się, żeby zaspokoić jego potrzeby seksualne ? ( nie uwierzę, że po wszystkim nie czujesz się wykorzystana )
Jak do tego dodać fakty.. czyli, że jesteś w sumie życiowo zaradna, masz pracę, skończyłaś studia, a ten królewicz, przy którym tyle znosisz to bezrobotny facet bez matury .... to normalnie wierzyć się nie chce, że życie pisze takie scenariusze a pisze.
Ja wątpię, że sama dasz sobie z tym radę, jak ktoś tkwi tyle lat przy boku takiego "partnera" na pewno potrzebuje pomocy psychologa. Coś w Twoim życiu , być może dzieciństwie ( co zdarza się najczęściej ) sprawiło, że gdy normalnie ukształtowana (pod względem psychicznym) kobieta uciekłaby już na początku, a Ty tkwisz sobie w tej swoistej patologii, bo inaczej tego nazwać się nie da.
Aaa i gratuluję, że pozwoliłaś sobie wmówić, że jak facet nie bije to jest idealny...no po prostu brawo !
Ja wiem, że post jest brutalny, ale Słońce obudź się ! Zrób to dla siebie i dla dziecka, bo życie mamy jedno i możesz je przeżyć z kimś, kto na Ciebie zasługuje !

25

Odp: i co dalej...

Moja droga ? właśnie to, że Ci jest żal, że nadal w tym tkwisz i pytasz czy da się z tym coś zrobić ? jest kombinowaniem. Wiesz, co należy zrobić, wiesz, że to słuszne, odchodząc ? jemu też pomożesz ? jeśli to zrozumiesz ? zyskasz siłę by to zrobić. Jesteś potwornie zmanipulowana, w dodatku jesteś popychadłem nie tylko dla niego, ale jego matki również, ona wykorzystuje Cię i jak sama zrozumiałaś ? przerabia Cię, byś zastąpiła mu ją, jak przyjedzie taka potrzeba ? ona Cię WYKORZYSTUJE. Wiesz o co się martwią rodzice ludzi niepełnosprawnych ? tym jak sobie dadzą radę w dorosłym życiu. Twój mąż jest niepełnosprawny, ale w przeciwieństwie do wielu innych, on ma potencjał by to zmienić. Za to Twojej Teściowej ? łatwiej zrobić murzyna z kogoś innego, zdusić i przycisnąć do ściany OBCEGO człowieka, niż synusiowi kazać wziąć się za siebie. To nie Twoja a jej wina, że tak jest, Twoja, że nie potrafiłaś się zmienić, ale ona Cię pokonała doświadczeniem, a teraz wykorzystuje, daj mu to, zanieś to, znoś fochy i zarabiaj na mojego synusia ? ona wmawia CI że to Twój obowiązek ? co jest bzdurą, nie można być dorosłym za kogoś dorosłego. A on ma dla Ciebie tyle wdzięczności, za to co robisz, że jak Cię dyma, to i tak mu źle. Odchodząc od niego dajesz mu szansę na zmianę. Będziesz zła ? oczywiście, ale czy teraz w obecnej sytuacji ? jesteś tą dobrą którą szanuje za to co robisz? ?? więc w zasadzie nic się nie zmieni, przynajmniej pod tym względem.

Szczęście żonatego mężczyzny zależy od kobiet, których nie poślubił.

26 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2013-09-13 12:41:36)

Odp: i co dalej...
ania91 napisał/a:

W sumie długo się wahałam, czy skomentować Twoją sytuację, bo to, co napiszę nie będzie ani miłe ani "poprawne politycznie".
Przepraszam, za zbyt brutalne słowa, ale po przeczytaniu postu nasuwają mi się pewne pytania...
Jak głupia musi być kobieta, żeby godzić się na takie traktowanie ? ( ja rozumiem, że można być zaślepionym przez chwilę, ale ślepym przez tyle lat ? )
Jak możesz kaleczyć swoje dziecko, pozwalając, by dorastało przy takim człowieku jakim jest Twój mąż? ( tak to prawda, że pozostając z nim istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziecko będzie jak tatuś)
Jak głupia może być kobieta, która spełnia każde życzenie męża? ( przebiera się na skinięcie królewicza, robi bezrobotnemu facetowi śniadanie przed swoim wyjściem do pracy)
Jak głupia może być kobieta, która poniża się, żeby zaspokoić jego potrzeby seksualne ? ( nie uwierzę, że po wszystkim nie czujesz się wykorzystana )
Jak do tego dodać fakty.. czyli, że jesteś w sumie życiowo zaradna, masz pracę, skończyłaś studia, a ten królewicz, przy którym tyle znosisz to bezrobotny facet bez matury .... to normalnie wierzyć się nie chce, że życie pisze takie scenariusze a pisze.
Ja wątpię, że sama dasz sobie z tym radę, jak ktoś tkwi tyle lat przy boku takiego "partnera" na pewno potrzebuje pomocy psychologa. Coś w Twoim życiu , być może dzieciństwie ( co zdarza się najczęściej ) sprawiło, że gdy normalnie ukształtowana (pod względem psychicznym) kobieta uciekłaby już na początku, a Ty tkwisz sobie w tej swoistej patologii, bo inaczej tego nazwać się nie da.
Aaa i gratuluję, że pozwoliłaś sobie wmówić, że jak facet nie bije to jest idealny...no po prostu brawo !
Ja wiem, że post jest brutalny, ale Słońce obudź się ! Zrób to dla siebie i dla dziecka, bo życie mamy jedno i możesz je przeżyć z kimś, kto na Ciebie zasługuje !

zakochanie to forma szaleństaw (po trosze głupoty) - trzeba ją zrozumieć, a nie nazywać głupią
im facet mocniej bije - tym mocniej kocha - to wiadome jest
Ania91 - mam nadzieję, że nie za mało brutalny - by ta laska wzieła się za siebie.

Szczęście żonatego mężczyzny zależy od kobiet, których nie poślubił.

27

Odp: i co dalej...

W życiu mogą nas spotkać różne sytuacje to fakt, ale zmuszać się do seksu z tak obrzydliwym facetem...royal30 chyba czas obudzić się z tego letargu

28 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-13 21:52:33)

Odp: i co dalej...
wierny_tomasz napisał/a:

Wypieprz tego idiotę i gówniarza za drzwi! Na co Ty dziewczyno czekasz???
Tu nie ma w ogóle o niczym dyskusji, won i po sprawie.

Pełna zgoda, ja bym mu już dała...
Jesteś za dobra jeśli go nie wykopiesz to na kopach to będziesz odpowiedzialna za zniszczenie dziecku psychiki.

Jestem wierna tak jak ty mi.

29

Odp: i co dalej...

koniec weekendu... przyznam szczerze, że nie wiem jak mi sie udało jakoś przetrwać do końca...
cały weekend szanowny mąż chodził wielce wściekły, żeby mi pokazać jak bardzo jest niezadowolony z faktu, że przecież on sie stara (czyli jak zawsze po kłótni), a ja niewdzięczna nie chcę z nim rozmawiać... więc cała zmiana trwała całe 1,5 dnia po czym jest "uroczy weekend"... jak wyjmuje cokolwiek czy chowa w kuchni to rzuca żebym usłyszała, też nie rozmawia bo jak on może, mija mnie tak żeby nie dotknąć jakbym co najmniej trąd miała, w ogołe taki agresywny chodzi, jak coś pyta to też w taki sposób i w takim tonie...

zastanawiałam się jak długo tym razem pociągnie, ile będzie udawał miłego... całe 1,5 dnia... co z tego że umyje naczynia... jak ja do tej pory nie usłyszałam przepraszam i nie usłyszę bo wg niego on ma prawo powiedzieć wszystko co mu nie pasuje... nie przeprosi bo uważa że nie ma za co... a nawet jakby chciał to bym nie uwierzyła, że to szczerze jest to raz, a dwa nie umiałabym się zmusić do czegokolwiek... nie mam z nim ochoty robić czegokolwiek... zabił wszystko co do niego czułam... chcę odejść, rozmawiałam dzisiaj z teściową, mowiłam że mam już dość i nic co zrobi już nie zmieni, kwestia czasu jak sie rozejdziemy... w ogole to chciałabym jak najszybciej ale on sam sie nie wyprowadzi... więc zbieram siły, musze wszystko przemyśleć bo raczej będę musiała iść do mojej babci (mama mieszka i pracuje za granicą, ojciec alkoholik, ja w ogole nie piję i nie chcę żeby moj synek dorastał z nim)... muszę sobie wszystko ułożyć,a el cały weekend jestem już na tym myśleniu że będę niedługo sama z młodym...

ehh no i miałam dzisiaj chwilę załamania... doszło do mnie że mam pop*****one życie, jedyna radość to synek... a tak... trzeba się pozbierać, odżyć na nowo i wrócić do tego kim byłam te 11 lat temu...
żeby tylko sił starczyło na wszystko co ma być...

30

Odp: i co dalej...

Nie myśl o problemach, które niechybnie Cię teraz czekają. Podejmij decyzję, miej jaja za siebie i rodzinę.
I myśl o przyszłości, która będzie duużo lepsza, spokojna i pewna. Myśl o tym, że nie będziesz wracać do domu w nerwach, zastanawiać się przy każdym ruchu i słowie czy robisz dobrze i czy jaśnie pana nie skrzywdzisz. Myśl o tym, że dzieciak kiedyś Ci za to podziękuje, za uratowanie mu życia - tak, tak to trzeba nazwać. No i też o tym, że kiedyś spotkasz prawdziwego faceta, który sprawi, że poczujesz się jak bogini :-)
Trzymam za Ciebie kciuki :-)

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

31 Ostatnio edytowany przez royal30 (2013-09-15 23:06:48)

Odp: i co dalej...
wierny_tomasz napisał/a:

Myśl o tym, że nie będziesz wracać do domu w nerwach, zastanawiać się przy każdym ruchu i słowie czy robisz dobrze i czy jaśnie pana nie skrzywdzisz.

a wiesz ze z tym masz zupełną rację... ostatnie miesiące i powroty do domu tak wyglądały, bo nie wiadomo było co może uaktywnić guzik chamstwo... jemu w ogole nie pasowało że ja się raczę sprzeciwiać, że nie nosze takich ubrań jak on chce, że nie maluje ust i paznoksci tak jak on chciał, że nie przeznaczam pieniędzy na zabawy z nim zamiast kupic ciastka czy pepsi, że oglądanie dilmu zawsze musi się skończyć seksem a w połowie już musi być macanie inaczej obraza... nie wiem jak ja to znosiłam... poważnie nie wiem...

ale dziękuję za kciuki, przydadzą się bardzo.

32

Odp: i co dalej...

Moja Droga, Podziwiam Cie za wytrzymalosc. Uciekaj!!!

33 Ostatnio edytowany przez royal30 (2013-09-16 16:39:05)

Odp: i co dalej...

Młody miał dzisiaj trening, zawiózł nas i w długą... Na pytanie dziecka czemu nie wysiada poniedział że z nim nie idzie... Na obiedzie jakbyśmy się nie znali a teściowej mówi że to ja nie chce rozmawiać... Ale gdzie jakieś przepraszam że przez te 12 lat nic dla niego nie zrobiłam w seksie, za tekst o przecięciu i tego że już niczego nie chce... W ogóle się nie czuje winny więc po co przepraszać... A ja tylko się utwierdzam że dobrze zrobię jak im w końcu zostawię... Tylko się muszę przygotować na wszystko...

34

Odp: i co dalej...

Zbieraj siły, przekonania, planuj kolejne kroki. Bądź silna i pewna, że robisz dobrze, bo tak właśnie będzie.
Kiedyś będziesz z siebie dumna, że odeszłaś nim zmarnowałaś sobie i dziecku życie.
Walcz! :-)

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

35

Odp: i co dalej...

No własnie nikt za ciebie tego nie zrobi odpisz jak już wyjdziesz z tego "związku"

Jestem wierna tak jak ty mi.

36

Odp: i co dalej...

A ja naiwniaczek myślałem, że jestem cierpliwy..
Czas najwyższy odłożyć aureolkę Aniołku, naostrzyć rogi i wypieprzyć oknem tego pasożyta. Odwagi!

Życie mam tylko jedno!

37

Odp: i co dalej...
Kal-El napisał/a:

A ja naiwniaczek myślałem, że jestem cierpliwy..
Czas najwyższy odłożyć aureolkę Aniołku, naostrzyć rogi i wypieprzyć oknem tego pasożyta. Odwagi!

Chyba cierpliwa tyś w końcu kobieta czy facet?..

Jestem wierna tak jak ty mi.

38

Odp: i co dalej...

Jestem zła na siebie... Zła że tyle czasu na to pozwalałam, że dałam się tak urobić bo bym w życiu nie pomyślała że ktoś jest w stanie (w pracy sobie nie dam)... Zła ze można tak kogoś pokochać żeby zapomnieć o sobie... A on to bezczelnie wykorzystał, powoli ale skutecznie mnie urabiał żebym była taka jak on chce... A każda moja próba przebicia się ze swoimi potrzebami była od razu niszczona w zarodku bo jak mogę się stawiać... Sama nie mogę uwierzyć że tyle wytrzymałam, ehh...

A teraz pan hrabia siedzi z opadem "buźki" bo niedobra żona nie chce z nim rozmawiać a on się taaak stara... No normalnie straszne...
Teściowa wiedziała że nie pójdzie na młodego trening ale pary z ust nie puściła... Wczoraj mu napisałam że kran cieknie w łazience, ale no taki zajęty w dzień ze nie mógł tego zrobić wcześniej jak dopiero w trening dziecka... Wielki syf w domu jak wróciliśmy a on co, grał... Bo to jest najważniejsze...

Ja go nie przeprosze, nie odezwę pierwsza... Ciekawe ile on wytrzyma i zacznie jakąś rozmowę... Wtedy będę mogła powiedzieć co myślę, zacząć działania konkretne...

39

Odp: i co dalej...

Do czego potrzebne Ci są te przeprosiny?
Jak Cię czytam, to na Twoim miejscu w d... miałabym te przeprosiny, już dawno wzięłabym w troki cztery litery i poszła gdziekolwiek, byle daleko od takiego pasożyta. Na co ty jeszcze czekasz?
Przy nim Ty nie masz własnego życia, ty zyjesz jego życiem.

40

Odp: i co dalej...
Katarzynka82 napisał/a:
Kal-El napisał/a:

A ja naiwniaczek myślałem, że jestem cierpliwy..
Czas najwyższy odłożyć aureolkę Aniołku, naostrzyć rogi i wypieprzyć oknem tego pasożyta. Odwagi!

Chyba cierpliwa tyś w końcu kobieta czy facet?..

Słowa "naiwniaczek", "myślałem" czy też "cierpliwy" nie mówią wszystkiego w tym temacie ? wink

Życie mam tylko jedno!

41

Odp: i co dalej...

Eljola nie czekam na żadne przeprosiny, już nie... Miał sporo czasu ale w ogóle się poczuwa do winy... Ja rozumiem, że w związku trzeba rozmawiać, ale sposób w jaki on to robił, tak, że on mi to mówi bo on może w takim tonie, wymuszając przy tym, że mam sie zmienić bo jemu tak nie pasi... on generalnie uważa że wszystko może  powiedzieć a ja mam to wszystko wysłuchać i zmienić sie tak aby jemu pasować... a że sie postawiłam to jest dramat...

więc nie, nie czekam już na przeprosiny, czekam tylko aż zacznie jakąś rozmowę... jeśli nie sama zacznę i zrobię to co powinnam... trudno, i tak jestem złą żoną bo nie jestem taka jakby mąż chciał, niedobra synową bo z nim nie chcę juz rozmawiać...

42

Odp: i co dalej...
royal30 napisał/a:

jestem złą żoną bo nie jestem taka jakby mąż chciał, niedobra synową bo z nim nie chcę juz rozmawiać...

Przez cały czas mam mocne odczucie, że sama tak o sobie myślisz, jak w cytacie. To kompletnie odwrócony porządek rzeczy. Tylko TY jesteś tam w porządku, tylko TY jesteś ok i fair. Ale jesteś ofiarą. Powiedzenie "siła złego na jednego" w Twoim przypadku sprawdziło się w pełni. Jeśli kilka osób gnębi jedną to ona zazwyczaj się poddaje ich presji, trzeba dużej siły ducha by zachować siebie i swoją godność, Ty się niestety zagubiłaś. Ale na szczęście, ostatkiem sił i rozsądku, trafiłaś tutaj i tutaj uświadomiono Ci, że jesteś drastycznie poniżana, upokarzana i niszczona. Teraz konieczne jest tylko, żebyś obrała kierunek i NIE ODPUSZCZAŁA, nie dała się omotać i przekonać do czegokolwiek. Bo obawiam się, że po tej Waszej rozmowie, gdy ta gnida zrozumie, że naprawdę odchodzisz, zacznie skomleć i obiecywać gruszki na wierzbie - a Ty być może ulegniesz. To błąd!!! Nie możesz tego zrobić, bo to będzie gwóźdź do trumny, nigdy już nie zaznasz szczęścia i spokoju. Musisz desperacko wyrwać się z tej matni i bez względu na wszystko spieprzać stamtąd! I NIE MA ANI JEDNEGO POWODU żebyś dała się namówić "na kolejną szansę". Choćby się paliło i waliło to odetnij się, wyprowadź, zacznij SAMODZIELNE życie.
Piszę to, bo obawa mnie naszła, że możesz pęknąć, a potem będzie już tylko gorzej.
Nie daj się. Głowa do góry i myśl o dziecku i sobie, o nikim więcej.

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

43 Ostatnio edytowany przez royal30 (2013-09-17 08:50:12)

Odp: i co dalej...

te obiecanie że on się zmieni to były w zeszłą środę jak miał sie wyprowadzić, ale sie wrócił... obiecał, że znajdzie pracę, że się zmieni i będzie więcej pomagał... na dzień dzisiejszy to był na rozmowie ale pracy jeszcze nei miał, z pomaganiem starał sie kilka dni, teraz siły już mu zaczyna brakować jak zawsze... tylko to już na mnie nie robi wrażenia, powiedziłam teściowej że to czy on znajdzie prace nie ma teraz już dla mnie znaczenia... bo dalej mnie nie szanuje i nie widzi swojej winy... miał tysiąc szans i dopiero z nożem na gardle zaczyna sie starać... jest już za późno...
a ja nie jestem w stanie życ z nim pamiętając co mi powiedział, wiedząc, że zawsze będzie coś co mu nie będzie pasowało, że nie jestem taka jakby chciał... i w końcu znów coś usłysze... jak sie kogoś kocha to chyba nie chce się go zmienić na siłę dla siebie pod każdym względem...

i wiesz co wierny_tomaszu... bardzo Ci dziękuję za rady!! dziękuję Wam, że mnie dopingujecie, jak mam chwile jakiegoś zwątpienia i czytam Wasze odpowiedzi to zaraz mnie to stawia do pionu.

w końcu sie zdobędę żeby z tego wszystkiego wyjść...

44

Odp: i co dalej...

Royal, on Ci obiecuje ileś tam lat. A Ty sama w to nie wierzysz. Jeszcze czekasz na cud. Nie ma widoków na to, żeby ten cud się zdarzył.
Co Tobie ten związek daje? Ja w Twoich postach nie znalazłam, żadnego na to przykładu, za to mnóstwo co Ci ten związek zabiera.
Jesteś mu matką, żoną, kochanką, służącą, kucharką, lekarzem. Gdzie w tym wszystkim Ty?
Dźwigasz ten związek, jak tragarz bez minimalnej zapłaty.
Nie zapominaj o sobie, o tym że jesteś ważna, o tym że to z sobą masz przeżyć życie do końca.

45

Odp: i co dalej...

Witam po dłuższej przerwie...

Chciałabym napisać, że wyszłam z tego związku... ale chyba mi sił zabrakło, w sumie dalej brakuje sad

Pod koniec września powiedziałam mężowi, że ma sie wyprowadzić... wylałam wszystkie żale... on najpierw wściekły, rzucał, trzaskał rzeczami przy pakowaniu, ale po chwili zmiana, że on chce walczyć, że mi udowodni że zasługuje na szanse... wyprowadził sie, przychodził codziennie ale na godzinę max, z dzieckiem chwila, reszta komp, kąpiel u mnie bo u mamy nie wypada se ulżyć... Niby widziałam skrochę, więc pozwoliłam wrócić, warunek że jak straci pracę ma 2 tygodnie na znalezienie nowej...
wrócił, stara się, pomaga więcej... ale... pracę stracił, nowej nie ma... szuka jakby chciał a nie mógł... jak mówię że u nas w mieście są oferty i że nie wysłane to się obraża, udaje że nic nie mówiłam... wiecznie są jakieś wymówki a to dziecko chore, mama, pies i nie ma kiedy pojeździć poszukać... mogę prosić, grozić, nic nie działa, tylko są pretensje bo przecież szuka... nie mam już ochoty czekać na cud...
Śpimy osobno... nie ma żadnej bliskości... co jakiś jest żal do mnie że on się stara a ja nic od siebie nie daje sad ma wtedy smutna minę żeby pokazać jak mu źle... oczywiście codziennie się źle czuje, jak mnie coś jest jego zawsze boli bardziej... codziennie pyta mnie jak sie czuje, po kilka razy nawet ale ile można się pytać... wtedy jest że jego ręce bolą, albo że schudł, osiwiał, ma plamy na klacie... a ja... ja mam dosyć, nie potrzebuje z nim spać w jednym łóżku, nie potrzebuje jego troski... dusze się okropnie ale tkwię dalej... bo się boję, że ze względu na siebie rozwalę dziecku rodzinę...

Musiałam się wygadać...

46

Odp: i co dalej...

na sam wieczór spytałam się o jego szukanie pracy... oczywiście zaraz wielkie halo, że przecież on szuka, że wcześniej nie miał kiedy, wkurzył... jak powiedziałam swoje to już w ogóle obraza...

kolejna szansa, z której mąż nie korzysta i powiedziałam sobie że ostatnia... jeśli nie chce skorzystać, nie szuka tak jak powinien to ja więcej od siebie nie dam...
zastanawiam się nad jednym... jeśli nie znajdzie i będę chciała sie wyprowadzić jak to zrobić... w sensie czy przy nim czy lepiej jak gdzieś wyjdzie... boję się że mi dziecka nie da jak przy nim, a jak po kryjomu że odbierze z przedszkola i nie będzie chciał oddać... boję się tego wszystkiego... ale już mi sił brakuje...

Posty [ 47 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018