Napisałam to kiedyś na innym forum ale nie dostałam zbyt wielu odpowiedzi. Szczerze jestem skołowana a jutro mamy kolejne spotkanie z tym kolegą.
Zacznę od początku. Z moim facetem jestem kilka lat, razem mieszkamy, planujemy przyszłość nikt inny mnie nie interesuje
Od razu na początku naszego związku zostałam przedstawiona pewnym znajomym, którzy z racji wspólnego pochodzenia i wylądowania "na obczyźnie" jakoś zaczęli się kumplować. Był tam jeden chłopak i dwie dziewczyny.
Problem jest naprawdę infantylny ale chyba (oczywiście jeśli mylnie to odczytuję proszę o wyprowadzenie z błędu) temu koledze się podobam.
Zawsze zrobi wszystko o co go poproszę. Nigdy nie wziął ode mnie pieniędzy - taka głupia sytuacja typu jesteśmy w 5 osób na piwie (w tym 3 dziewczyny a nie, że tylko ja!) on idzie zamówić, wszyscy oddają kasę a ode mnie nie weźmie choć wie, że nie zbiedniałabym. Więc potem cholera ja muszę iść do baru bo mi głupio być dłużną.
Kiedy trochę się podpije szuka kontaktu ze mną - a to coś mi chce pokazać to mi położy rękę na ramieniu, a to się przysunie tak, że się stykamy ramionami. Nieraz mówił mojemu facetowi, że strasznie mu się udało, że nie dość, że ładną dziewczynę znalazł to jeszcze niegłupią i nie ignorantkę (wszyscy mamy alergię na ignorantów).
Bardzo chce ze mną rozmawiać, raczej kiedy jest te 5 osób to i tak on siedzi i gada ze mną, nawet jak już nie bardzo mamy o czym to gadamy o głupotach.
Kiedyś miałam jakiś taki bzdurny humor i zażartowałam, że jestem brzydka i głupia a ten prawie na mnie nakrzyczał, żebym głupot nie gadała, że mam znać swoją wartość itp.
No i nigdy od kiedy się znamy nie miał dziewczyny, choć fajny z niego facet i serio mógłby gdyby tylko chciał. Kiedyś (zanim się poznaliśmy) ponoć chodził na randki i jakieś tam związki były ale wtedy był bardzo młody.
Wiecie - mam dosyć niską samoocenę, nigdy nie zauważam, że się komuś podobam i tego też nie zauważałam. Zawsze myślę, że się kumplujemy a po latach wychodzi, że ktoś się we mnie podkochiwał.
Zwróciła mi na to uwagę koleżanka, której ów kolega się podoba. No i tak sobie myślę, że jeśli to prawda i ja mu się podobam to może powinnam mu jakoś mocniej dać do zrozumienia, że nie powinien sobie robić nadziei?
Z tym, że my mamy taką zasadę z moim facetem, że publicznie nie okazujemy sobie uczuć.
Zresztą kiedy mu o tym powiedziałam uznał, że on zazdrosny być nie może no bo przecież to logiczne, że inni mężczyźni doceniają mój intelekt i urodę i w klatce mnie nie zamknie.
Także na pomoc ze strony faceta żeby jakoś "zaznaczył teren" (:D) liczyć nie mogę.
Jak powinnam się zachowywać w stosunku do tego chłopaka? ![]()