zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26 ]

Temat: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Bylam z chlopakiem ponad 7 lat, od pol roku zareczona, a dwa miesiace temu
mialo byc wesele, ktore odwolalam. a teraz im wiecej czasu uplywa zaczynam
sie zastanawiac czy dobrze zrobilam, wiem ze mnie kocha i zrobil by dla
mnie wszystko. wszystko zaczelo sie psuc jak ja zostalam za granica gdzie
mieszkalismy razem a on wrocil do polski, nie mial pracy w polsce, a tutaj
tak, ale chcial zjechac, w polsce koledzy, imprezy, prosilam zeby
przyjechal gdyz tu byloby nam lawiej, ale on nie chcial ( dodam tylko ze
prze kilka lat okolo 4 naszego zwiazku nie pracowal, duzo  czasu spedzal z
kolegami, alkohol, imorezy),a teraz od dwoch miesciecy przyjechal tu gdzie
jestem nie dokladnie do tego samego miejsca, ale niedaleko jakies pol
godzinyy odemnie, pracuje ( bez umowy) ale codziennie, wynajmuje pokoj,
stara sie, i poprostu rodza mi sie pytania po co by to robil? moi rodzice
oczywiscie sa przewrazliwieni, a moze patrza na to poprostu obiektywnie i
sie o mnie boja, ze to tylko chwilowa zmiana zebym do niego wrcoila, ze
znowu bedzie alkohol, awantury po pijaku,  ktorej nie jednej niestety byli
swiadkami i ze jak tylko do niego wroce to bede znowu go utrrzymywala. i
teraz moje pytanie czy mozliwa jest u osoby tak ogromna zmianaa, ze nagle
moze stac sie odpowiedzialny, pracowac, odstawic alkohol, ktory wczesniej
byl codziennie i zyc normalnie? bo mi bbardzo przeszkadzalo to ze nie ma
pracy I nie chodzi o materializlm tylko o poczucie bezpieczenstwa, ktorego
mi zabraklo,ja zawsze pracowalam ( 3 msc nie, bo myslalam ze jak nie bede
pracowac to on cos znajdzie I owszem ale tylko na chwile, bo sie nie
oplacalo  I wszystko co zar bial szlo na rachunki I paliwo) a we mnie taka
obawa caly czas ze to tylko chwilowe,  ze znowu bedzie tak samo, on chce
sprobowac,  prosi o szanse ze teraz na pewno mnie nie zawiedzie I ze nigdy
nie chcial dla mnie zle, a ja mam porpstu metlki w glowie I sto pytan na
ktore nie moge znalezc odpowiedzi. Prosze o porade

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Zdaję sobie sprawę jakie to jest dla Ciebie trudne, bo z jednej strony uczucia które jeszcze nie wygasły, a z drugiej obawa, że to tylko chwilowa przemiana.
Ja jestem nieufna. Bałabym sie powrotu do takiej osoby. Nie dziwię się Twoim rodzicom, że są przewrażliwieni - ja bym powiedziała ostrożni.

3

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

no wlasnie jeszce kilka miesiecy temu bylam pewna ze dobrze zrobilam, jak nigdy szcesliwa, kamien spadl mi z serca, a teraz im dluzej czasu uplywa zaczynam sobie zadawac pytania, i sama nie wiem czy to obawa przed samotnoscia, czy dalej cos do niego czuje czy poprostu boje sie sprobowac czegos nowego

4

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?
neveragain napisał/a:

no wlasnie jeszce kilka miesiecy temu bylam pewna ze dobrze zrobilam, jak nigdy szcesliwa, kamien spadl mi z serca, a teraz im dluzej czasu uplywa zaczynam sobie zadawac pytania, i sama nie wiem czy to obawa przed samotnoscia, czy dalej cos do niego czuje czy poprostu boje sie sprobowac czegos nowego

Jedno, drugie i trzecie. 7 lat to długo, siła przyzwyczajenia i uczucie które nie wygasło do końca.
Mnie się wydaje, że podjęłaś słuszną decyzję. Niema gwarancji, że to tylko chwilowa poprawa Twojego partnera. Kto wie czy jeśłi wrócisz, nie poczuje się na tyle pewnie, że powóci do strarych nawyków. Bałabym się zaryzykować, bo nie chciałabym całe życie pracować na męża nieroba.
Podobną sytuację mam pod bokiem, moja sąsiadka dwoi się i troi, a jej mężowi w każdej pracy niedobrze.
Zrezygnowałaś ze ślubu, bo przestraszyłaś się życia z tak nieodpowiedzialnym czlowiekiem. Zrobiłaś krok do przodu, odeszłaś, pora otworzyć się na nowe. Jeśli wrócisz to jakbyś znów się cofnęła. To tylko moja sugestia. To Twoje, życie sama wybierz, co dla ciebie najwłaściwsze.

5

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Boję się, że jeżeli w grę wchodzi alkohol, to takiego "przyzwyczajenia" nie można ot tak zmienić. Generalnie to już nie dziecko, a w tym wieku ludzie już raczej się nie zmieniają. Domyślam się, że bardzo cierpisz i jakie to musi być trudne. Jego krok jest z pewnością znakiem, że on chciałby się pogodzić. Tylko, że przez te 7 lat pewnie się sporo doświadczeń nazbierało. Czy gdybyś mogła położyć je na zali, te pozytywne odczucia by zwyciężyły? Ja również jestem sceptyczna. Odwołanie ślubu to nie jest lekki wybryk, czy widzimisię, na pewno to co czułaś wtedy, w tym momencie było tak silne, że doprowadziło Cię do podjęcia tak poważnej decyzji. Pamiętaj, że ludzie nas ranią, a my po jakimś czasie upychamy te negatywne uczucia w kąt, bo chcemy być szczęśliwi, czuć się dobrze. Pomyśl jak czułaś się przez większą ilość czasu w tym związku. Nie musiało być idealnie, ale czy czułaś to co jest najważniejsze: bezpieczeństwo, zaufanie, czy mogłaś na nim polegać. W życiu jest wiele trudnych chwil i ważne jest, żeby radzić sobie z nimi razem.

"Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą"

6

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

dzieki wielkie za slowa wsparcia i otuchy, i macie racje zlych doswiadczen bylo mnostwo, klotni sporo, zwlaszcza o to ze nie pracuje,a wieczorami przesiaduje z kumplami, ok moze pod domem, w garazu, zawsze wiedzialam gdzie, ale brakowalo mi tego, ze normalnie jak kazda para mozemy gdzies wyjsc, gdzie to nie ja bede ta strona ktora prauje i tak za wszystko placi, poprpostu, to nie materializm ale brakowalo mi strasznie tego zeby on sie zaczal starac, bardzo duzo mowil o domie, rodzinie bo doskonale wiedzial jakie to dla mnie wazne, ale tylko mowil, a pozniej znowu bylo jak bylo, zmiany chwilowe na lepsze gdy odchodzilam, kilka msc poprawy a potem znowu powrot do mozna powiedziec "normalnosi" czyli tego co bylo przed. mnostwo dni przeplakalam, prosilam zeby sie zmienil, zeby znalazl prace, jedo tlumaczenia jak dla mnie byly smieszne, ze co mi zapewnie majac prace za najnizsza krajowa? czyli co lepiej siedziec i nie pracowc wcale? ja tez od razu nie zarabialam kokosow, ok zawsze bylam samodzielna, mam mocny charakter i potrafie wejsc na glowe, ale wydaje mi sie ze nie wymagalam zbyt duzo, chcialam poprpstu miec szczesliwy dom i rodzine, gdzie oboje moga na siebie liczyc, wspeiarc sie, a czasami, wrecz bardzo czesto czulam sie jak by wszsytko bylo na mojej glowie, na moich barkach i zaczelo to bardzo meczyc, meczyc do tego stopnia, ze odwolalm wesele, czy sie wystraszylam nie wiem, napewno nie chialam takiego zycia dla siebie. byl dla mnie wzsytkim, pierwsza milosc, zycie bym za niego oddala, zrobila wszsytko, pomagdalam jak tylko pomoglam, moze nie bylam idealna, ale nikt przeciez nie jest. i boli to bardzo ze o tylu latch czlowiek dostrzega ze nie jest tak jak bylo, a moza to ja sama stworzyalm sobie jego idealny wizerunek, czlowiekem jest dobrym, ale mnostwo przez niego klamalam, ze pracuje, zeby moi rodzice sie nie czepiali, ale w glebi serca caly czas wierzylam ze sie zmieni, ze bedzie normalnie, no bo jak sie kogos kocha to ma sie nadzieje. tylko ze czasami jak widac sama milosc nie wystarcza, i wszsytko sie konczy, a moze poprpstu umiera...

7 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-07 19:06:16)

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?
neveragain napisał/a:

Bylam z chlopakiem ponad 7 lat, od pol roku zareczona, a dwa miesiace temu
mialo byc wesele, ktore odwolalam. a teraz im wiecej czasu uplywa zaczynam
sie zastanawiac czy dobrze zrobilam, wiem ze mnie kocha i zrobil by dla
mnie wszystko.

Hola, hola... nie rozpędzaj się tak. Kochałaś jego - i zgodziłaś się na zaręczyny - czy paradoksalnie kochałaś jego wyidealizowane wyobrażenie w Twojej głowie? Teoretyczne wyobrażenie o miłości partnera w zdecydowanej większości staje się brutalną fikcją w zderzeniu tego z rzeczywistością szarej codzienności.

neveragain napisał/a:

wszystko zaczelo sie psuc jak ja zostalam za granica gdzie mieszkalismy razem a on wrocil do polski, nie mial pracy w polsce, a tutaj
tak, ale chcial zjechac, w polsce koledzy, imprezy, prosilam zeby przyjechal gdyz tu byloby nam lawiej, ale on nie chcial ( dodam tylko ze prze kilka lat okolo 4 naszego zwiazku nie pracowal, duzo  czasu spedzal z kolegami, alkohol, imorezy),a teraz od dwoch miesciecy przyjechal tu gdzie jestem nie dokladnie do tego samego miejsca, ale niedaleko jakies pol
godzinyy odemnie, pracuje ( bez umowy) ale codziennie, wynajmuje pokoj, stara sie i poprostu rodza mi sie pytania po co by to robil?

A tak z innej beczki, pomijając tu temat zakrapianych imprez z kolegami, to tak się dobrze zastanów, czy Ty czasem nie przegapiłaś jakichś "banalnych" oznak bycia przez Ciebie "kołdrą" w Waszym związku?
Czy czasem on nie wił sobie "gniazdka" w czasie Waszego bycia razem, nawet z eks? Co mam na myśli - jego "ucieczka" w świat wirtualny (czaty/fora/gg/meile/skype a nawet... rozmowy bez zbytnich podtekstów paraseksualnych z jego - nawet - eks kobietami; chodzenie z komórką przy doopie do wc). Bo przynajmniej dla mnie temat przyjazdu do Ciebie ale mieszkania osobno, ma swoje wyraźne sygnały jak drugie dno tej zagadki, domyślasz się - analogicznie do powyższego - jakie? "Jeśli posiadasz coś cennego, co mogło by zainteresować "łowcę cudzych zasobów", to nie czuj się bezpiecznie... sprawiają dobre wrażenie, bez trudu pozyskują zaufanie i bezpardonowo je sprzeniewierzają".

neveragain napisał/a:

moi rodzice oczywiscie sa przewrazliwieni, a moze patrza na to poprostu obiektywnie i sie o mnie boja, ze to tylko chwilowa zmiana zebym do niego wrcoila, ze znowu bedzie alkohol, awantury po pijaku,  ktorej nie jednej niestety byli swiadkami i ze jak tylko do niego wroce to bede znowu go utrrzymywala.

Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach... zonk??? wink
Tak jak wielcy ludzie tego świata - tu mój ukłon w stronę Twoich rodziców za Ich postawę względem Ciebie - zgodnie jak jeden twierdzą, że "Związek dwojga ludzi  to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie. Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób swoje życie w związku." Pytanie: doświadczyłaś tego z jego strony pod każdą postacią? Szczerze wątpię.

neveragain napisał/a:

i teraz moje pytanie czy mozliwa jest u osoby tak ogromna zmianaa, ze nagle moze stac sie odpowiedzialny, pracowac, odstawic alkohol, ktory wczesniej byl codziennie i zyc normalnie? bo mi bbardzo przeszkadzalo to ze nie ma pracy I nie chodzi o materializlm tylko o poczucie bezpieczenstwa, ktorego mi zabraklo,ja zawsze pracowalam ( 3 msc nie, bo myslalam ze jak nie bede pracowac to on cos znajdzie I owszem ale tylko na chwile, bo sie nie
oplacalo  I wszystko co zar bial szlo na rachunki I paliwo) a we mnie taka obawa caly czas ze to tylko chwilowe,  ze znowu bedzie tak samo, on chce sprobowac,  prosi o szanse ze teraz na pewno mnie nie zawiedzie I ze nigdy
nie chcial dla mnie zle, a ja mam porpstu metlki w glowie I sto pytan na ktore nie moge znalezc odpowiedzi. Prosze o porade

Tak jak sam byłem ofiarą toksycznego trójkątnego związku małżeńskiego o mocnych ciosach szantażu emocjonalnego pod moim adresem od żony i teściowej - taką "geometryczną" nazwę nosi taki układ partnersko - związkowy wyższego szczebla - i "mianując" siebie po rozstaniu na potocznego żartobliwie "królika doświadczalnego" po takich perypetiach, z całą stanowczością śmiem stwierdzić, że jakakolwiek zmiana na lepsze u takich osobników jest co najmniej niemożliwa; oni są nie tyle na to ślepi, co głusi; nawet jeśli coś zauważą, że jest "nie halo" z nimi, to i tak z lubością powielają tą taktykę dalej. A to z prostego powodu i przykładu:
moja propozycja pójścia z takim zachwianym osobowościowo osobnikiem - czytaj żoną - do psychologa/na terapię małżeńską, spotkała się z ciętą ripostą, że to TYLKO ja wymagam terapii i leczenia nie tyle psychologicznego, co psychiatrycznego yikes; po drugie - również poparte tu na forum - stwierdzenie, że bardzo wielu specjalistów (psychiatrów, terapeutów) nie podejmuje się pracy z nimi, bo paradoksalnie nawet ich potrafią wkręcić i przerobić na swoją modłę, a co dopiero "cywilów". Reasumując to on się nie zmienił, wręcz paradoksalnie on jest NADAL taki sam jak był zanim go poznałaś czy trwałaś w związku; to właśnie taka "narkotyczna" pustka vel detoks sprawia, że tak go wizualizujesz w swojej strutej i zdemolowanej przez niego psychice - obraz jego jako człowieka miesza Ci się z jego wyobrażeniem w Twojej głowie.
Toksyczne związki - nawet jeśli Twój takowych znamion nie miał przez wzgląd na temat uzależnienia alkoholowego a Ciebie jako os. współuzależnionej (taka jest tego psychologiczna specyfika), to schemat jest podobny - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co Was od siebie uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadaje Twojemu życiu kierunek.

Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli ten pakiet zawiera choć jedno "TAK" ? to witamy w klubie. Masz sporo do zrobienia.... blog "moje dwie głowy" to tak na cito dla Ciebie.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

8

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Witam,
jestem tu nowa ale widze,że nie samotna...czytam Twoją opowieść o 7 letnim związku,zaręczynach....tak jak bym czytała własne życie....
7 lat zawiązku, zaręczyny i czar prysł! przed wczoraj zupełnie przez przypadek....
weszłam na konto ,,od telefonu'', żeby wydrukować potwierdzenie wpłaty za fakturę i?pojawiło się zestawienie 5-ciu najczęsciej wybieranych numerów, oczywiście mój numer nie był na miejscu nr.1 na pierwszym nr.z sieci w której mój M ma drugi numer.
Zadzwoniłam, odezwała się... kobieta,miła, sympatyczna,oszukana,okłamywana, nie wiedząca o moim istnieniu, jeździł do niej, spotykali się,reszty szczegółów sobie podaruję...a był taki idealny,czuły troskliwy,kochany przez cały okres tych 7-miu lat zachowywaliśmy sie tak jakbyśmy dopiero się w sobie zakochali....jak mam się z tego podnieść?już raz przechodziłam przez taką traume bo była to dla mnie trauma,kiedy ufasz człowiekowi bezgranicznie,wiążesz z nim plany,przyszłośc....
Mój M jest teraz na wyjezdzie delegacyjnym i wraca jutro i co dalej?......nie mam pomysłu na życie......

Cisza...to najgłośniejszy krzyk Kobiety!

9

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?
izabela85 napisał/a:

pojawiło się zestawienie 5-ciu najczęsciej wybieranych numerów, oczywiście mój numer nie był na miejscu nr.1 na pierwszym nr.z sieci w której mój M ma drugi numer.
Zadzwoniłam, odezwała się... kobieta,miła, sympatyczna,oszukana,okłamywana, nie wiedząca o moim istnieniu, jeździł do niej, spotykali się,reszty szczegółów sobie podaruję...a był taki idealny,czuły troskliwy,kochany przez cały okres tych 7-miu lat zachowywaliśmy sie tak jakbyśmy dopiero się w sobie zakochali....już raz przechodziłam przez taką traume bo była to dla mnie trauma,kiedy ufasz człowiekowi bezgranicznie,wiążesz z nim plany,przyszłośc....
Mój M jest teraz na wyjezdzie delegacyjnym i wraca jutro i co dalej?......

Schemat powyższej teorii kołdry w brutalnej praktyce!

iazbela85 napisał/a:

jak mam się z tego podnieść?nie mam pomysłu na życie...

Zacząć od "remanentu" w sypialni, sercu i głowie... "jeśli posiadasz coś cennego, co mogło by zainteresować "łowcę cudzych zasobów", to nie czuj się bezpiecznie... sprawiają dobre wrażenie, bez trudu pozyskują zaufanie i bezpardonowo je sprzeniewierzają". recykling rośnie w siłę. Brutalne ale prawdziwe.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

10

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

zacząć od ,,remanentu,,...hm...no tak,tylko jak już wydaje mi sie,że sie podniosłam to upadam dwa razy...muszę sobie to jakos poukładać,przemysleć,zadaję sobie pytania, miliony pytań,czy dam rade,dlaczego ja?przeciez nie jestem głupia!ani brzydka, wrecz przeciwnie!może mam wysoka ocenę na własny temat-osobowośc ale tak jest i nikt mi nie wmówi,że jestem beznadziejna! przez cały czas kłamał,oszukiwał!nie miesci mi sie to w glowie mojej! najgorsze jest to,że dzwoni i nadal ,,kocha,, ale to juz tylko słowa,które w tej sytuacji bola jeszcze bardziej...nie mam sił

Cisza...to najgłośniejszy krzyk Kobiety!

11

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

brutalne ale chyba potrzebuje porządnego kopa, żeby ruszyć z miejsca..



bags napisał/a:
izabela85 napisał/a:

pojawiło się zestawienie 5-ciu najczęsciej wybieranych numerów, oczywiście mój numer nie był na miejscu nr.1 na pierwszym nr.z sieci w której mój M ma drugi numer.
Zadzwoniłam, odezwała się... kobieta,miła, sympatyczna,oszukana,okłamywana, nie wiedząca o moim istnieniu, jeździł do niej, spotykali się,reszty szczegółów sobie podaruję...a był taki idealny,czuły troskliwy,kochany przez cały okres tych 7-miu lat zachowywaliśmy sie tak jakbyśmy dopiero się w sobie zakochali....już raz przechodziłam przez taką traume bo była to dla mnie trauma,kiedy ufasz człowiekowi bezgranicznie,wiążesz z nim plany,przyszłośc....
Mój M jest teraz na wyjezdzie delegacyjnym i wraca jutro i co dalej?......

Schemat powyższej teorii kołdry w brutalnej praktyce!

iazbela85 napisał/a:

jak mam się z tego podnieść?nie mam pomysłu na życie...

Zacząć od "remanentu" w sypialni, sercu i głowie... "jeśli posiadasz coś cennego, co mogło by zainteresować "łowcę cudzych zasobów", to nie czuj się bezpiecznie... sprawiają dobre wrażenie, bez trudu pozyskują zaufanie i bezpardonowo je sprzeniewierzają". recykling rośnie w siłę. Brutalne ale prawdziwe.

Cisza...to najgłośniejszy krzyk Kobiety!

12

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

jesteś Mężczyzna, więc wytłumacz mi a może odpowiedz jednym zdaniem, dlaczego Mężczyzna zdradza?



bags napisał/a:
izabela85 napisał/a:

pojawiło się zestawienie 5-ciu najczęsciej wybieranych numerów, oczywiście mój numer nie był na miejscu nr.1 na pierwszym nr.z sieci w której mój M ma drugi numer.
Zadzwoniłam, odezwała się... kobieta,miła, sympatyczna,oszukana,okłamywana, nie wiedząca o moim istnieniu, jeździł do niej, spotykali się,reszty szczegółów sobie podaruję...a był taki idealny,czuły troskliwy,kochany przez cały okres tych 7-miu lat zachowywaliśmy sie tak jakbyśmy dopiero się w sobie zakochali....już raz przechodziłam przez taką traume bo była to dla mnie trauma,kiedy ufasz człowiekowi bezgranicznie,wiążesz z nim plany,przyszłośc....
Mój M jest teraz na wyjezdzie delegacyjnym i wraca jutro i co dalej?......

Schemat powyższej teorii kołdry w brutalnej praktyce!

iazbela85 napisał/a:

jak mam się z tego podnieść?nie mam pomysłu na życie...

Zacząć od "remanentu" w sypialni, sercu i głowie... "jeśli posiadasz coś cennego, co mogło by zainteresować "łowcę cudzych zasobów", to nie czuj się bezpiecznie... sprawiają dobre wrażenie, bez trudu pozyskują zaufanie i bezpardonowo je sprzeniewierzają". recykling rośnie w siłę. Brutalne ale prawdziwe.

Cisza...to najgłośniejszy krzyk Kobiety!

13 Ostatnio edytowany przez bags (2013-09-07 21:07:28)

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?
izabela85 napisał/a:

brutalne ale chyba potrzebuje porządnego kopa, żeby ruszyć z miejsca...

Iza,
może to brutalnie i zarazem banalnie brzmi, gdy takie "frazesy" wygłasza facet - Wasz poniekąd teraz związkowy i życiowy wróg - tak ja przerobiłem ten schemat będąc wyżej od Was, bo po ślubie z teściową "gratis" - żeby było bardziej "do śmiechu" i powiało grozą, to ślubie sakramentalnym, gdzie bez kozery mogę powiedzieć, że ową miłość do grobowej deski partnerka przyrzekała nie mi, a właśnie matce. Co więcej, po moim odejściu - rozstaniu - owa trójkątna "figura geometryczna" rozrosła się do czworokąta, bo żona znalazła sobie kochanka. I tak jak ja mam z autopsyjnego rekonesansu mojego związku i gadania żony podejrzenia, że żona wróciła do eksa, tak sam mój duchowy i zarazem ślubny autorytet - wraz z ludźmi z Naszego kręgu - ma na prawdę spore wątpliwości, czy to jest jeden i wciąż ten sam "nowy model" westchnień.
Paranoja, wiem, ale po Waszych scenariuszach widzę podobny "film" i czuję się poniekąd zobowiązany interweniować, by Was przed tym nie tyle uchronić, co przestrzec co się za tym "horyzontem" kryje. Mnie to już nie pomoże a moja bezinteresowna pomoc może Wam wiele ułatwić dojście do pierwotnego i przedzwiązkowego pionu.

Nazywam te tematy brutalnie po imieniu - za co mogę być znienawidzony przez jakąś część swoich odbiorców, trudno - bo po pierwsze od ponad roku "siedzę" i rozkładam ten temat - przygotowując się teraz do batalii sądowej pt rozwód - znajdując coraz to nowe "kwiatki" i paradoksalnie ułożona już moja pozwiązkowa układanka nadal się rozrasta jak na drożdzach, a po drugie prywatnie z autorką blogu, do którego Was i forumowiczów odsyłam, jestem praktycznie na stopie "per Ty".
Moje posty ociekają tą tematyką i w większości są bezpardonową jazdą bez trzymanki po tych tematach parszywej związkowej alkowy, serwowanej Nam na co dzień i po rozstaniach.

Nie pisz posta pod postem, używaj przycisku "edytuj", powielane cytowanie też możesz sobie odpuścić.

izabela85 napisał/a:

jesteś Mężczyzna, więc wytłumacz mi a może odpowiedz jednym zdaniem, dlaczego Mężczyzna zdradza?

Zdrada ma wiele "imion", ale psychologiczną klasyfikację to tylko na dwie: zdrada fizyczna i zdrada cięższego kalibru dla samej psychiki, bo emocjonalną.
Powodów może być wiele, jednak ja - bez względu na płeć - dochodzę do wniosku, że wynika to z niedojrzałości nie tyle intelektualnej, co emocjonalnej takiego partnera; gigantyczną tego wykładnią jest zdrada po zaobrączkowaniu się. Sam przez żonę byłem posądzany o zdradzanie jej z szefową z pracy, gdzie babka była starsza od mojej matki. Kuriozalnego "smaczku" tego wszystkiego dodaje fakt, że byłem podrywany - nawet jeśli opierać to na samych podtekstach - przez teściową, czego żona nie zauważała lub udawała cicho -ciemną w "tych" sprawach.

Facet ukrywa kochankę w telefonie pod imieniem męskim - przyjaciela/kolegi z pracy, a kobieta pod "pseudonimem" przyjaciółki i za obopólną zmową świetnie się tym maskują... nawet z komórką w kibelku big_smile.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

14 Ostatnio edytowany przez wierny_tomasz (2013-09-07 21:57:33)

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Do tego co napisał Bags, o niedojrzałości emocjonalnej, która jest przyczyną nieumiejętności kochania innego niż "motylkowego", trwającego max 2-3 lata, chciałbym dorzucić ciekawy link:

http://psychika.net/2009/12/jak-niezaspokojenie-emocjonalne-w.html

To właśnie "zdiagnozowałem" u swojej gorszej połowy. Warte przeanalizować dla każdego, nawet w pozornie zdrowym związku, bo objawy dość łatwo rozpoznać (jeśli się już wie na co patrzeć) a konsekwencją jest często właśnie zdrada.

ps. moja w telefonie miała wpis "Jagoda", prawda, że słodko? :-)

pozdrawiam,
Tom
"Każda porażka jest szansą żeby spróbować jeszcze raz, tylko mądrzej", Henry Ford
Dla zdradzonych/porzuconych kobiet: http://www.youtube.com/watch?v=8JTPJsxw7uY i http://www.youtube.com/watch?v=OiK2Cs1Ww-E

15

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?
neveragain napisał/a:

dzieki wielkie za slowa wsparcia i otuchy, i macie racje zlych doswiadczen bylo mnostwo, klotni sporo, zwlaszcza o to ze nie pracuje,a wieczorami przesiaduje z kumplami, ok moze pod domem, w garazu, zawsze wiedzialam gdzie, ale brakowalo mi tego, ze normalnie jak kazda para mozemy gdzies wyjsc, gdzie to nie ja bede ta strona ktora prauje i tak za wszystko placi, poprpostu, to nie materializm ale brakowalo mi strasznie tego zeby on sie zaczal starac, bardzo duzo mowil o domie, rodzinie bo doskonale wiedzial jakie to dla mnie wazne, ale tylko mowil, a pozniej znowu bylo jak bylo, zmiany chwilowe na lepsze gdy odchodzilam, kilka msc poprawy a potem znowu powrot do mozna powiedziec "normalnosi" czyli tego co bylo przed. mnostwo dni przeplakalam, prosilam zeby sie zmienil, zeby znalazl prace, jedo tlumaczenia jak dla mnie byly smieszne, ze co mi zapewnie majac prace za najnizsza krajowa? czyli co lepiej siedziec i nie pracowc wcale? ja tez od razu nie zarabialam kokosow, ok zawsze bylam samodzielna, mam mocny charakter i potrafie wejsc na glowe, ale wydaje mi sie ze nie wymagalam zbyt duzo, chcialam poprpstu miec szczesliwy dom i rodzine, gdzie oboje moga na siebie liczyc, wspeiarc sie, a czasami, wrecz bardzo czesto czulam sie jak by wszsytko bylo na mojej glowie, na moich barkach i zaczelo to bardzo meczyc, meczyc do tego stopnia, ze odwolalm wesele, czy sie wystraszylam nie wiem, napewno nie chialam takiego zycia dla siebie. byl dla mnie wzsytkim, pierwsza milosc, zycie bym za niego oddala, zrobila wszsytko, pomagdalam jak tylko pomoglam, moze nie bylam idealna, ale nikt przeciez nie jest. i boli to bardzo ze o tylu latch czlowiek dostrzega ze nie jest tak jak bylo, a moza to ja sama stworzyalm sobie jego idealny wizerunek, czlowiekem jest dobrym, ale mnostwo przez niego klamalam, ze pracuje, zeby moi rodzice sie nie czepiali, ale w glebi serca caly czas wierzylam ze sie zmieni, ze bedzie normalnie, no bo jak sie kogos kocha to ma sie nadzieje. tylko ze czasami jak widac sama milosc nie wystarcza, i wszsytko sie konczy, a moze poprpstu umiera...

Sama widzisz że Twoje odejście było uzasadnione. To nie widzimisię rozpieszczonej smarkuli.
Czyj materializm masz na myśli? Chyba nie swój. Co to za facet który miga się od pracy? Jak on  liczył utrzymać stworzoną z Tobą rodzinę? O stworzeniu jakiego domu Ci mówił? Jaką on miał w nim pełnić rolę? Bo chyba nie głowy rodziny.
Z siedzenia z kolegami w garażu mógłby stworzyć jedynie domek z kart.
Czekałaś dlugo, dawałaś nie jedną szansę. W zamian dostawałaś chwilową poprawę.
Nie wymagałaś dużo, Tyle ile wymagałaś powinnaś dostać bez próśb i błagań.
Z mojego puntu widzenia, podjęłaś słuszną decyzję. Nie trzeba być wróżką, ani jasnowidzem, żeby wyobrazić sobie jak wyglądałoby Twoje życie, za kilkanaście lat. Byłabyś zmęczoną smutną kobietą, przygiętą nadmiarem trosk i zmartwień.
Swoją decyzją ustrzegłaś sie od takiego losu.

16

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Aż mi się ciśnie na usta powiedzenie, którym sam kiedyś dostałem "liścia" w twarz od znajomego, że "jak sobie wyobrażasz swoją przyszłość za te 5, 10, 15 lat w takim związku z dzieckiem - albo nawet dwoma, kredytem i standardowymi problemami dnia codziennego, które lubią czasem "narastać"???" Zamknij na chwilę oczy i wyobraź siebie w takiej sytuacji z nim, nie sama.
Makabryczny niekiedy sen na jawie...

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

17

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

no wlasnie, patrzac na to tzrezwym okiem czuje i wiem ze dobrze zrobilam, ale niesety niekiedy serce i uczucia daja o sobie znac, jak by nie bylo 7 lat to szmat czasu zwlaszcza gdy sie kogos kochalo. jezeli chodzi o kwestie zdrady to nie, nie sadze, zeby mnie kiedy kolwoek zdradzil, 100 % pewnosci nie mam bo nikt jej nidgy nie ma, ale miszkalismy 5 lat razem, znalam hasla dostepu do kazdej jego poczty, kazdych portali, komorke moglabym sprawdzac codziennie, ale po co? wlasnie on nie byl typem czlowieka, ktory zdradza, wrecz przeciwnie, swiata poza mna nie widzail, i zabraklo mi w nim tego poczucia bezpieczenstawa, oparcia, stabliizacji, smutne, bo zrobialabym dla niego wszsytko, a wyszlo jak wyszlo, za granica mieszkalilsmy razem do czasu kiedy nie wrocil do polski,a pozniej oddzielnie , bo on wrocil za granice jak ja juz odwolalam wesele, i caly czas tu jest i proboje mnie przekonac jak sie zmienil...no ale coz potzreba na wszystko czasu, czasu zeby zapomniec i moze kiedys dac szanse sobie na szczescie, tylko jak uwierzyc w to ze mozna byc szczesliwym?

18

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?
neverangin napisał/a:

no wlasnie, patrzac na to tzrezwym okiem czuje i wiem ze dobrze zrobilam, ale niesety niekiedy serce i uczucia daja o sobie znac

Nie każdy pozwala sercu dojrzeć to co widzi rozum. Nie każdy umie pójść za głosem rozsądku.
Miałaś dużą odwagę, żeby dokonać takiego wyboru. Ślubna 'machina" już przecież ruszyła. Mogłaś wpaść w wir większych czy mniejszych przygotowań, rozum zbyć - jakoś tam będzie.
Masz świadomość że zrobiłaś dobrze i tego się trzymaj.
Tęsknota nieraz jeszcze się odezwie. Wtedy wejdź na swój wątek i przeczytaj, post napsany przez Ciebie.

neverangin napisał/a:

dzieki wielkie za slowa wsparcia i otuchy, i macie racje zlych doswiadczen bylo mnostwo, klotni sporo, zwlaszcza o to ze nie pracuje,a wieczorami przesiaduje z kumplami, ok moze pod domem, w garazu, zawsze wiedzialam gdzie, ale brakowalo mi tego, ze normalnie jak kazda para mozemy gdzies wyjsc, gdzie to nie ja bede ta strona ktora prauje i tak za wszystko placi, poprpostu, to nie materializm ale brakowalo mi strasznie tego zeby on sie zaczal starac, bardzo duzo mowil o domie, rodzinie bo doskonale wiedzial jakie to dla mnie wazne, ale tylko mowil, a pozniej znowu bylo jak bylo, zmiany chwilowe na lepsze gdy odchodzilam, kilka msc poprawy a potem znowu powrot do mozna powiedziec "normalnosi" czyli tego co bylo przed. mnostwo dni przeplakalam, prosilam zeby sie zmienil, zeby znalazl prace, jedo tlumaczenia jak dla mnie byly smieszne, ze co mi zapewnie majac prace za najnizsza krajowa? czyli co lepiej siedziec i nie pracowc wcale? ja tez od razu nie zarabialam kokosow, ok zawsze bylam samodzielna, mam mocny charakter i potrafie wejsc na glowe, ale wydaje mi sie ze nie wymagalam zbyt duzo, chcialam poprpstu miec szczesliwy dom i rodzine, gdzie oboje moga na siebie liczyc, wspeiarc sie, a czasami, wrecz bardzo czesto czulam sie jak by wszsytko bylo na mojej glowie, na moich barkach i zaczelo to bardzo meczyc, meczyc do tego stopnia, ze odwolalm wesele, czy sie wystraszylam nie wiem, napewno nie chialam takiego zycia dla siebie. byl dla mnie wzsytkim, pierwsza milosc, zycie bym za niego oddala, zrobila wszsytko, pomagdalam jak tylko pomoglam, moze nie bylam idealna, ale nikt przeciez nie jest. i boli to bardzo ze o tylu latch czlowiek dostrzega ze nie jest tak jak bylo, a moza to ja sama stworzyalm sobie jego idealny wizerunek, czlowiekem jest dobrym, ale mnostwo przez niego klamalam, ze pracuje, zeby moi rodzice sie nie czepiali, ale w glebi serca caly czas wierzylam ze sie zmieni, ze bedzie normalnie, no bo jak sie kogos kocha to ma sie nadzieje. tylko ze czasami jak widac sama milosc nie wystarcza, i wszsytko sie konczy, a moze poprpstu umiera...

Będziesz miała odpowiedź że postąpiłaś słusznie.

19

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

ja napiszę tylko tyle, że faceci się nie zmieniają... jeśli raz mają nasze przyzwolenie na coś tam, na ich popełnione błędy tak jakby nasze przebaczenie, to niestety, ale będzie się to powtarzać, ja się też na sobie przekonałam. Jego chwilowa zmiana na lepsze, to tylko na pozór, żebyś zauważyła i wróciła, sama sobie odpowiedz na pytanie, czy warto? Skoro wszystko zmieniłaś, zostawiłaś go, widocznie tak musiało być.

"ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy"

20

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

no wlasnie, slysze to kazdego dnia, ze on sie nigdy nie zmieni, ze to tylko chwilowa zmiana na lepsze, zebym do niegowrocila. ale ciezko tak poprpstu zapomniec od razu o wszystkim, przeciez nie zawsze bylo zle, zaraz po rozstaniu bylam na niego zaje..scie zla, wqrzona, mialam mnoswto zalu, ze jkao facet niez zrobil nic w moim odczuciu zeby to zmienic, nie potrafilam sobie przypomniec ani jednej dobrej chwili, co wiem nie bylo fair bo przeciez takowe byly,a teraz wszystko odrzywa, zaczyna brakowac, tego ze jestes dla kogos wazna, ze masz z kim porozmawiac, samotnosc mozna sie do niej przyzwyczaic, ale czy warto z nia zyc, czy warto zamykac sibeie i swoje serce. zadaje sobie tylko pytanie po co zadawal by sobie tyle trudu zeby tu przyjezdzac, przeciez mogl zostac w domu w polsce z kumplami, a tak musial znalezsc pokoj, mieszkanie, prace, przylecial w ciemno, bo ja nawet palcem nie kiwnelam zeby mu pomoc, a nie mial tu zadnych znajomych, nie nachodzi mnie, spotkalam sie z nim dopiero po 2 msc jak tu jest, i wiem ze czeka i ma nadzieje ze do niego wroce. pracuje, bez umowyi szuka caly czas nowej stalej pracy zeby udowodnic sobie i mnie ze potrafi, co do alkoholu podobno pije rzadko, ale nie wiem bo sie z nim nie widuje i miesza w glowie, bo gdyby nie te rzezcy nigdy bym go nie zostawila...

21

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

a takowej wspolnej przyszlosci gdy zaczelam patrzec trzewo na swiat, a nie przez rozowe okulary sobie nie moglam wyobazic, a to co sobie wyobrazalam mnie poprpstu przerazalo, dlatego podjelam taka decyzje, bo przeciez zakldajac rodzine dochodza kiedys dzieci, a ja mialam juz dosc bycia glowa, chcialam zeby to on pokazal ze moze wszystko zalatiwc  a ja moglabym od tego chociaz na jeden dzien odpoczac, smutne, ale prawdziwe...

22

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Neveragain, jeśli tak bardzo Cię to męczy, dręczy, zastanawia... Daj sobie czas. Sprawdź go na ile jest w stanie być odpowiedzialny, czy to tylko taka zagrywka pod publikę, czy rzeczywiście coś do niego dotarło, dorósł i zmienił priorytety. Jeśli tak bardzo się miotasz w tym, poczekaj. Cierpliwości przede wszystkim Ci życzę.

23

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Wydaje mi się, że oprócz tęsknoty, Ty boisz się samotności, masz obawy że nie spotkasz tego właściwego, że może wogóle nikogo nie spotkasz, że nie ułożysz sobie życia, że już straciłaś szansę na szczęście. Doskonale rozumiem bałagan Twoich myśli. W najbliżeszj perspektywie nikt na horyzoncie i ex który właśnie się obudził i teraz bardzo się stara i Ty najnormalniej w świecie baraniejesz. Bardzo chciałabyś uwierzyć w Tę cudowną przeminę, bardzo chciałabyś dać szanse i bardzo się boisz.
Czasem ludzie się zmieniają, nie wiem jak będzie z Twoim ex, nie znam jego rodziny, nie wiem jak kształtowali go rodzice, nie wiem jakie miał wzory, wiem z Twoich postów, że szedł na łatwiznę.
Jeśli dałabyś mu szansę, czy znowu nie poczuje się pewnie? Czy znowy wszystko nie wróci do"normy", tej przed którą uciekłaś prawie sprzed ołtarza?
Wiele razy CIę zawodził i boisz się że zawiedzie Cię znowu, że znowu dasz mu się oszukać.
Na pewno chce się zmienić. Tylko czy na stałe, czy tylko na chwilę? Nie wiesz Ty, tym bardziej nikt na Tym forum. Jeśli zmieni się na stałe, jest nadzieja że przy jego boku poczujesz szczęście, jeśli zmiana jest chwilowa, jak zniesiesz kolejną dawkę rozczarowania?
neverangin każdy na tym forum, dostał od Ciebie informacje i na podstawie ich i własnego doświadczenia daje Ci odpowiedzi-podpowiedzi, Ty nie musisz z nich korzystać.
To Twwoje życie, Ty dokonujesz wyborów. Życzę abyś wybrała właściwie.

24

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?
eljola napisał/a:

Wydaje mi się, że oprócz tęsknoty, Ty boisz się samotności, masz obawy że nie spotkasz tego właściwego, że może wogóle nikogo nie spotkasz, że nie ułożysz sobie życia, że już straciłaś szansę na szczęście. Doskonale rozumiem bałagan Twoich myśli. W najbliżeszj perspektywie nikt na horyzoncie i ex który właśnie się obudził i teraz bardzo się stara i Ty najnormalniej w świecie baraniejesz. Bardzo chciałabyś uwierzyć w Tę cudowną przeminę, bardzo chciałabyś dać szanse i bardzo się boisz.
Czasem ludzie się zmieniają, nie wiem jak będzie z Twoim ex, nie znam jego rodziny, nie wiem jak kształtowali go rodzice, nie wiem jakie miał wzory, wiem z Twoich postów, że szedł na łatwiznę.
Jeśli dałabyś mu szansę, czy znowu nie poczuje się pewnie? Czy znowy wszystko nie wróci do"normy", tej przed którą uciekłaś prawie sprzed ołtarza?
Wiele razy CIę zawodził i boisz się że zawiedzie Cię znowu, że znowu dasz mu się oszukać.
Na pewno chce się zmienić. Tylko czy na stałe, czy tylko na chwilę? Nie wiesz Ty, tym bardziej nikt na Tym forum. Jeśli zmieni się na stałe, jest nadzieja że przy jego boku poczujesz szczęście, jeśli zmiana jest chwilowa, jak zniesiesz kolejną dawkę rozczarowania?
neverangin każdy na tym forum, dostał od Ciebie informacje i na podstawie ich i własnego doświadczenia daje Ci odpowiedzi-podpowiedzi, Ty nie musisz z nich korzystać.
To Twwoje życie, Ty dokonujesz wyborów. Życzę abyś wybrała właściwie.

Dziekuje i mam nadzieje ze wybiore wlasciwie

25

Odp: zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Izabela mam obecnie taki sam problem wszystko jakbyś wyjęła mi z głowy i napisała moją historię, zadaje sobie te same pytania z tym że jestem mężczyzną.

Posty [ 26 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zerwalam zareczynyi odeszlam po 7 latatach- czy warto wracac?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018