spotkałam fajnego chłopaka, z widzenia znamy się długo, ale zaczęliśmy ze sobą rozmawiać w lipcu. najpierw obydwoje patrzyliśmy się długo na siebie... w koncu on się ośmielił (m.in. dlatego,że znałam jego kolegę) i wziął ode mnie numer telefonu, ale zrozumiałam, że bardziej w celach służbowych, ponieważ raz zaszła sytuacja, że chciał do mnie zadzwonić, a nie miał numeru. ale i tak się strasznie cieszyłam, że nareszcie coś się wydarzyło.
nie odezwał się do mnie pierwszy, ja napisałam do niego po 2 tyg z prosba o mala pomoc
, oddzwonił mimo że nie musiał, dwa wieczory rozmawialismy przez ponad godzine. zaczelam sobie robic nadzieje.
pozniej jeszcze jakies smsy były, m.in, ze mnie lubi, pisal do mnie słonce itp.
jest to chłopak dosc bezposredni, ale z tego co widze niesmialy, bo przez telefon powiedzial, ze nigdy by mnie nie poderwał, bo sie za bardzo stresuje.
spotkalismy sie raz przy neutralnej okazji, sam zaproponowal, ale bylo wielu jego kolegow i to spotkanie 2 h wylacznie kolezenskie i troche nieskładne, bo w czasie jego pracy.
umowilismy sie na nastepny raz, tez na takim neutralnym gruncie, o konkretnej godzinie, ale nie pojawil sie.
rozczarowalam sie, bo wydaje sie naprawde ulozonym, skromnym, spokojnym, odpowiedzialnym chlopakiem. Wyslalam po 2 tyg do niego neutralnego smsa co słychac, a on ze ma troche problemow i ze opowie mi, jak sie zobaczymy (jutro, znowu podczas jego pracy, o konkretnej godzinie), dosc oschly sms. tylko, że znowu boje sie, że nie bedzie go.
nie wiem co o tym myslec, moze on mnie traktuje jak kolezanke? dodam, że wszyscy moi znajomi sa zdania ze nie wygladam na kolezanke
on jest dosc przystojny, ale nie stroi sie, normalny chlopak. nie wiem czy on sie chce rzeczywiscie przyjaznic? czy moze ja powinnam wyjsc z inicjatywa? ale nie chce wyjsc na idiotke, bo z tego co wiem to ma kogos. ciagle o nim mysle, bo nie wiem na czym stoje... czy ktos ma jakis pomysl? jak rozumiec jego zachowanie? czy moge cos zrobic?