Sprzeczne sygnały eks? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Sprzeczne sygnały eks?

Strony 1 2 3 37 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 2,028 ]

Temat: Sprzeczne sygnały eks?

Jakem już stary dziadyga i doświadczony dość w zawiłościach relacji, tak sytuacja w której się znalazłem jest dla mnie mało zrozumiała. Może szanowne kobitki mi doradzą.
Chodzi oczywiście o rozstanie. Spotkaliśmy się rok temu, dwa miesiące podchodziłem do tematu ostrożnie i powoli, byłem po rozstaniu i nie chciałem popełnić błędu. Zaczęliśmy być ze sobą w czerwcu, uczucia wybuchły pełną mocą po obu stronach. Cóż powiedzieć, fascynacja i namiętność były wielkie po obu stronach. Lataliśmy 30 cm nad ziemią. Szybko wynająłem swoje mieszkanie i zamieszkałem u niej. Euforia, wspólne plany, moje oświadczyny na jesieni, jej radość. Zero wątpliwości do grudnia. Wtedy wydarzył się pewien czynnik zewnętrzny, który zaczął podkopywać tę relację. Nie chcę wdawać się w szczegóły, liczą się efekty - po prostu nie daliśmy rady. Moja frustracja, generowanie napięcia, stres. Dochodziło do spięć, wzajemnego odsuwania się, siadała bliskość. Trwało do do połowy lutego, gdy przelała się czara goryczy między nami. Wspólnie podjęliśmy decyzję o separacji, przemyśleniu pewnych spraw. Wróciłem do siebie. Pozostaliśmy w kontakcie, dzwoniliśmy do siebie, widywaliśmy się. Nawet nocowałem u niej kilka razy. Przemyślałem wiele spraw, zrozumiałem że w sytuacji kryzysowej stawiałem własne uczucia nad jej, nie myślałem o niej. Że byłem egoistyczny, że wymagałem więcej od niej niż od siebie. Że wylewałem frustrację szukając "problemów zastępczych", chodziłem naładowany złością i krytykowałem ją. Co ciekawe, Ona też zaczęła widzieć własne błędy - również była skupiona na sobie, zawiodła komunikacja między nami, miała problemy z wyrażaniem emocji, zamykała się w sobie, odsuwała się co tylko mnie bardziej dołowało i czułem że ją tracę.
Wydawałoby się że przez ten miesiąc wszystko powinno zmierzać w dobrym kierunku. Niestety ja bardzo chciałem wrócić, tęskniłem bardzo, gdy nocowałem u niej to bardzo chciałem się z nią kochać, jej odmowa powodowała mój ból, czułem coraz więcej odrzuceń - tym więcej im ja naciskałem, być może nawet osaczałem ją. Z Jej strony słyszałem że boi mi się zaufać, że boi się że teraz będzie dobrze, ale nasze problemy wrócą. Kocha mnie, ale ma jakąś blokadę emocjonalną, ma problem z wyrażaniem emocji. Czeka na "objawienie", na poczucie że chce i potrafi być ze mną w 100%.
Niestety ja nie dałem rady, zwłaszcza że czulem że coraz bardziej się oddala. Trochę czułem się odstawiony na półkę (złość), trochę nie wierzyłem że mnie kocha, trochę...nie dawałem rady ze swoim stanem psychicznym. Półtora tygodnia temu postanowiłem spotkać się z nią i porozmawiać. Oznajmiłem jej że już nie daję rady, że nie wierzę że mnie kocha, że uważam że tracimy czas, ja tracę zdrowie i nerwy. Że muszę się odciąć. Że dla mnie zamknięcie sprawy i brak kontaktu to jedyne wyjście by się uleczyć. Wie że bardzo ją kocham, wie że widzę błędy (a ja widzę że ona widzi swoje), więc zrobiłem wszystko co w mojej mocy. Trochę było mi ciężko podjąć tę decyzję, więc próbowałem wymusić na mnie słowa że mnie nie kocha, że już tego nie widzi. Oczywiście nie usłyszałem, a na wyjściu namiętnie się całowaliśmy, pierwszy raz od dawna. No nie ułatwiło mi to, ale...c'est la vie. W życiu nic nie jest proste.
Dwa dni później umówiliśmy się na odbiór jej kluczy, żebym mógł zabrać rzeczy jak będzie w pracy (tak wolałem). Przyjechałem wieczorem, myślałem że zabiorę klucze i pójdę. Zaprosiła mnie na herbatę. Yyy...miękki jestem. Słabość mam. Zostałem. Może to przypadek, ale miała na sobie moją ulubioną, obcisłą sukienkę mini, w której wygląda wprost nieziemsko. Zaproponowała byśmy usiedli na kanapie. Rozmawialiśmy trzy godziny, bardzo fajnie i na luzie, trochę wspominaliśmy i trochę...flirtowaliśmy, albo tak mi się wydawało. Przy wyjściu chciała mnie ewidentnie pocałować, ucałowałem w usta i wyszedłem. O północy korespondowaliśmy jeszcze chwilę, zdziwił mnie jej bardzo dwuznaczny tekst o tym że musi chyba zacząć uprawiać sport żeby ją libido nie rozsadziło...(tu gwoli wyjasnienia, wcześniej mówiła że na bliskość i seks ma blokadę, że w ogóle o tym nie myśli; zdecydowanie jest to kobieta która łączy emocje z seksem, seks dla sportu nie wchodzi u niej w grę).
Dalej jest jeszcze lepiej, psychodrama i tragikomedia w jednym. Kilka dni później w smsach zapytałem o coś na temat naszego związku (w tonie wątpiącym), odpisała "czy mogę porozmawiać o tym w cztery oczy, a nie przez sms? smile". Kurde, przecież wyraźnie mówiłem że nie mogę się z nią widywać, bo mam do niej taką słabość, że nie uleczę się nigdy. No i napisałem jej to, dobitnie i wyraźnie. Przyjęła do wiadomości.
Dzień później...bomba. Dzwoni wieczorem i prosi żebym przyjechał, bo ma nerwicowy napad lęku (miała takie stany kilka lat temu po rozstaniu które ciężko przeszła, więc znam temat). Nie przyjechałem...Rozmawiałem z nią długo, uspokoiłem ją trochę, ale nie przyjechałem. Potem w sms przeprosiłem i napisałem że nie mogłem. I że jakby było naprawdę źle to bym przyjechał. Ona też przepraszała, że nie powinna była, że już więcej tego nie zrobi.
Kolejny dzień. Telefon że chce mi podrzucić gotówkę, którą była mi winna. Nie było mnie w domu, zresztą przecież...może zrobić przelew. Co jej powiedziałem.
No i cała ta sytuacja zburzyła mój rachityczny konstrukt, w którym postanowiłem odciąć się. Zacząłem się zastanawiać czy dobrze robię. Naprawdę mi na niej zależy, to było coś, było nam ze sobą świetnie, a rozleciało się przez czynniki zewnętrzne i komunikację, którą możemy dograć. I może...może ona poczuła co traci, może faktycznie mnie kocha, możę faktycznie jest pogubiona. Może nie umiem wykazać się cierpliwością, możę ta cierpliwość to jakaś pokuta, bo nabroiłem i teraz trzeba zapłacić cenę?
Po nieprzespanej nocy zadzwoniłem. Długo rozmawialiśmy. Postanowiłem powiedzieć o swoich emocjach i wątpliwościach. Zapytałem wprost o co jej chodzi? Powiedziałem że jeśli tęskni, jeśli napady lęku powodowane są rozpadem naszej relacji, jeśli mnie kocha, to spędźmy niedzielę razem. Co usłyszałem? Że wcale nie wysyłała sprzecznych sygnałów, nie wiedziała (?!) że nie będziemy się już nigdy widzieć. Że do mnie zadzwoniła w lęku, bo ja ją rozumiem, czuje się przy mnie bezpiecznie. A gotówkę chciała przywieźć bo miała po drodze i tak wygodnie. Lekko przyciśnięta przyznała że mogła zadzwonić do mamy czy przyjaciółki. Przyznała też że flirtowała ze mną, że nakręciła się, że była rozczarowana że jej nie pocałowałem. Wygłosiłem oświadczenie że jestem w stanie się spotkać, ale wiem że to ryzyko. I nie zamierzam ryzykować w sytuacji gdy Ona nie ma uczuć do mnie. I na koniec zapytałem czy widzimy się w niedzielę? Tak. To było ciepłe "tak".

Strasznie szczegółowo to opisałem, ale diabeł tkwi w szczegółach. A mnie ta sytuacja zastanawia i naprawdę boję się tego spotkania. Już mi trochę lepiej bez niej, odżywam. Boję się że to może do niczego nie prowadzić. Zastanawiam się czy moja eks jest tak niepoważna i niemądra że zrobiła te powyższe "manewry" nie chcąc mnie ściągnąć z powrotem? To bardzo bystra, mądra i wykształcona kobieta, taktowna i na poziomie. Równocześnie dość skrycie wyrażająca emocje, często nie nazywa ich wprost. Trudno mi uwierzyć w to że bezrefleksyjnie wysyłała sygnały które mogłem uznać za dwuznaczne, albo nawet jednoznaczne. A Ona biedna...miała zupełnie co innego na myśli.
Nie miałbym wątpliwości jakbym usłyszałem "kocham Cię, ale nadal się boję, jednak chcę próbować, nie chcę Cię tracić, spotkajmy się". A takie "kombinowanie jak koń pod górę" mnie trochę odstrasza.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Niby jesteś stary dziadyga, a dałeś się wkręcić w typowy „pozwiązkowy friendzone” tongue
Twoja była używa Cię jako tamponu emocjonalnego. Nie liczysz się dla niej jako mężczyzna, tylko jako narzędzie do zaspokajania potrzeb.  Jak potrzeby się skończą, albo znajdzie się nowy pocieszyciel, to momentalnie pójdziesz w odstawkę. Te wszystkie „kocham, nie kocham”, „nie wiem co czuję”, „wcale nie wysyłam sprzecznych sygnałów”, to tylko jej gierki, mające na celu utrzymać Cię w zasięgu.  Dajesz się na to nabierać, bo ciągle coś do niej czujesz.
Na Twoim miejscu uciął bym WSZELKI kontakt z byłą (najlepiej zablokować telefon, wszelkie fejsbuki itp.). Tej relacji już nie ma, trzeba iść dalej i zapomnieć.

3

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

a ja myślę, że trochę za dużo kombinujesz i analizujesz;-) rok to niedużo aby się dobrze poznać i dograć. Ona chce, Ty chcesz, więc nie wiem o co chodzi. Spotkajcie się w niedzielę, zapytaj wprost, powiedz wprost co czujesz, inaczej będziesz się wiecznie zastanawiać nad jej sygnałami;-) powodzenia.

4

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
beckett napisał/a:

Nie miałbym wątpliwości jakbym usłyszałem "kocham Cię, ale nadal się boję, jednak chcę próbować, nie chcę Cię tracić, spotkajmy się". A takie "kombinowanie jak koń pod górę" mnie trochę odstrasza.

Nie uslyszysz tego.
Raczej gdyby cos powiedziala to "nie kocham Cie ale Cie nie wypuszcze poki nie znajde kogos kto mnie bedzie pocieszal zamiast Ciebie"

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

5 Ostatnio edytowany przez beckett (2019-03-21 18:19:58)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
JohnyPolo napisał/a:

Niby jesteś stary dziadyga, a dałeś się wkręcić w typowy „pozwiązkowy friendzone” tongue
Twoja była używa Cię jako tamponu emocjonalnego. Nie liczysz się dla niej jako mężczyzna, tylko jako narzędzie do zaspokajania potrzeb.  Jak potrzeby się skończą, albo znajdzie się nowy pocieszyciel, to momentalnie pójdziesz w odstawkę. Te wszystkie „kocham, nie kocham”, „nie wiem co czuję”, „wcale nie wysyłam sprzecznych sygnałów”, to tylko jej gierki, mające na celu utrzymać Cię w zasięgu.  Dajesz się na to nabierać, bo ciągle coś do niej czujesz.

Temat ewentualnego friendzone mamy przedyskutowany miesiąc temu. Ja w taki układ nie wejdę, jasno to ustaliliśmy. Kontakt między nami może być tylko wtedy, kiedy tego nie przekreślamy i w grę wchodzą uczucia. To wbrew pozorom (ostatnim jej akcjom) bardzo mądra, dojrzała i empatyczna dziewczyna. Ma dobre serce, udowodniła mi to przez rok wielokrotnie.
No i friendzone wyklucza flirt, całowanie, przytulanie, dość emocjonalne rozmowy o naszym związku i tym co schrzaniliśmy (np. wczoraj przez tel ponad 2 godz.).


Lady Loka napisał/a:
beckett napisał/a:

Nie miałbym wątpliwości jakbym usłyszałem "kocham Cię, ale nadal się boję, jednak chcę próbować, nie chcę Cię tracić, spotkajmy się". A takie "kombinowanie jak koń pod górę" mnie trochę odstrasza.

Nie uslyszysz tego.
Raczej gdyby cos powiedziala to "nie kocham Cie ale Cie nie wypuszcze poki nie znajde kogos kto mnie bedzie pocieszal zamiast Ciebie"

To bardzo silna kobieta. Niezależna emocjonalnie, dająca dużo wolności i przestrzeni. O dużym poczuciu własnej wartości, potrafiąca, mimo dużej atrakcyjności być długo sama. Zamiast brać pierwszego lepszego, żeby się dowartościować czy nałożyć sobie plaster na zbolały tyłek.
Nie potrzebuje etatowych pocieszycieli.

6

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
beckett napisał/a:

Nie potrzebuje etatowych pocieszycieli.

Nie róbmy sobie jaj z pogrzebu smile
Po prostu póki co nikogo innego nie ma na horyzoncie i masz krążyć na orbicie dopóki ten ktoś się nie pojawi.
W tak zwanym międzyczasie możesz liczyć na milo spędzony czas, może nawet jakiś seks, bo niby czemu nie,
ale związku jako takiego, to już z tego nie będzie. Na dzień dzisiejszy masz status czasoumilacza zapchajdziury
i jeśli się na taki układ godzisz, to korzystaj póki możesz, bo ta sytuacja w każdej chwili może ulec zmianie.

Nie udzielam rad. Oferuję sarkastyczne uwagi.

7

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
beckett napisał/a:

Jakem już stary dziadyga i doświadczony dość w zawiłościach relacji, tak sytuacja w której się znalazłem jest dla mnie mało zrozumiała. Może szanowne kobitki mi doradzą.
Chodzi oczywiście o rozstanie. Spotkaliśmy się rok temu, dwa miesiące podchodziłem do tematu ostrożnie i powoli, byłem po rozstaniu i nie chciałem popełnić błędu. Zaczęliśmy być ze sobą w czerwcu, uczucia wybuchły pełną mocą po obu stronach. Cóż powiedzieć, fascynacja i namiętność były wielkie po obu stronach. Lataliśmy 30 cm nad ziemią. Szybko wynająłem swoje mieszkanie i zamieszkałem u niej. Euforia, wspólne plany, moje oświadczyny na jesieni, jej radość. Zero wątpliwości do grudnia. Wtedy wydarzył się pewien czynnik zewnętrzny, który zaczął podkopywać tę relację. Nie chcę wdawać się w szczegóły, liczą się efekty - po prostu nie daliśmy rady. Moja frustracja, generowanie napięcia, stres. Dochodziło do spięć, wzajemnego odsuwania się, siadała bliskość. Trwało do do połowy lutego, gdy przelała się czara goryczy między nami. Wspólnie podjęliśmy decyzję o separacji, przemyśleniu pewnych spraw. Wróciłem do siebie. Pozostaliśmy w kontakcie, dzwoniliśmy do siebie, widywaliśmy się. Nawet nocowałem u niej kilka razy. Przemyślałem wiele spraw, zrozumiałem że w sytuacji kryzysowej stawiałem własne uczucia nad jej, nie myślałem o niej. Że byłem egoistyczny, że wymagałem więcej od niej niż od siebie. Że wylewałem frustrację szukając "problemów zastępczych", chodziłem naładowany złością i krytykowałem ją. Co ciekawe, Ona też zaczęła widzieć własne błędy - również była skupiona na sobie, zawiodła komunikacja między nami, miała problemy z wyrażaniem emocji, zamykała się w sobie, odsuwała się co tylko mnie bardziej dołowało i czułem że ją tracę.
Wydawałoby się że przez ten miesiąc wszystko powinno zmierzać w dobrym kierunku. Niestety ja bardzo chciałem wrócić, tęskniłem bardzo, gdy nocowałem u niej to bardzo chciałem się z nią kochać, jej odmowa powodowała mój ból, czułem coraz więcej odrzuceń - tym więcej im ja naciskałem, być może nawet osaczałem ją. Z Jej strony słyszałem że boi mi się zaufać, że boi się że teraz będzie dobrze, ale nasze problemy wrócą. Kocha mnie, ale ma jakąś blokadę emocjonalną, ma problem z wyrażaniem emocji. Czeka na "objawienie", na poczucie że chce i potrafi być ze mną w 100%.
Niestety ja nie dałem rady, zwłaszcza że czulem że coraz bardziej się oddala. Trochę czułem się odstawiony na półkę (złość), trochę nie wierzyłem że mnie kocha, trochę...nie dawałem rady ze swoim stanem psychicznym. Półtora tygodnia temu postanowiłem spotkać się z nią i porozmawiać. Oznajmiłem jej że już nie daję rady, że nie wierzę że mnie kocha, że uważam że tracimy czas, ja tracę zdrowie i nerwy. Że muszę się odciąć. Że dla mnie zamknięcie sprawy i brak kontaktu to jedyne wyjście by się uleczyć. Wie że bardzo ją kocham, wie że widzę błędy (a ja widzę że ona widzi swoje), więc zrobiłem wszystko co w mojej mocy. Trochę było mi ciężko podjąć tę decyzję, więc próbowałem wymusić na mnie słowa że mnie nie kocha, że już tego nie widzi. Oczywiście nie usłyszałem, a na wyjściu namiętnie się całowaliśmy, pierwszy raz od dawna. No nie ułatwiło mi to, ale...c'est la vie. W życiu nic nie jest proste.
Dwa dni później umówiliśmy się na odbiór jej kluczy, żebym mógł zabrać rzeczy jak będzie w pracy (tak wolałem). Przyjechałem wieczorem, myślałem że zabiorę klucze i pójdę. Zaprosiła mnie na herbatę. Yyy...miękki jestem. Słabość mam. Zostałem. Może to przypadek, ale miała na sobie moją ulubioną, obcisłą sukienkę mini, w której wygląda wprost nieziemsko. Zaproponowała byśmy usiedli na kanapie. Rozmawialiśmy trzy godziny, bardzo fajnie i na luzie, trochę wspominaliśmy i trochę...flirtowaliśmy, albo tak mi się wydawało. Przy wyjściu chciała mnie ewidentnie pocałować, ucałowałem w usta i wyszedłem. O północy korespondowaliśmy jeszcze chwilę, zdziwił mnie jej bardzo dwuznaczny tekst o tym że musi chyba zacząć uprawiać sport żeby ją libido nie rozsadziło...(tu gwoli wyjasnienia, wcześniej mówiła że na bliskość i seks ma blokadę, że w ogóle o tym nie myśli; zdecydowanie jest to kobieta która łączy emocje z seksem, seks dla sportu nie wchodzi u niej w grę).
Dalej jest jeszcze lepiej, psychodrama i tragikomedia w jednym. Kilka dni później w smsach zapytałem o coś na temat naszego związku (w tonie wątpiącym), odpisała "czy mogę porozmawiać o tym w cztery oczy, a nie przez sms? smile". Kurde, przecież wyraźnie mówiłem że nie mogę się z nią widywać, bo mam do niej taką słabość, że nie uleczę się nigdy. No i napisałem jej to, dobitnie i wyraźnie. Przyjęła do wiadomości.
Dzień później...bomba. Dzwoni wieczorem i prosi żebym przyjechał, bo ma nerwicowy napad lęku (miała takie stany kilka lat temu po rozstaniu które ciężko przeszła, więc znam temat). Nie przyjechałem...Rozmawiałem z nią długo, uspokoiłem ją trochę, ale nie przyjechałem. Potem w sms przeprosiłem i napisałem że nie mogłem. I że jakby było naprawdę źle to bym przyjechał. Ona też przepraszała, że nie powinna była, że już więcej tego nie zrobi.
Kolejny dzień. Telefon że chce mi podrzucić gotówkę, którą była mi winna. Nie było mnie w domu, zresztą przecież...może zrobić przelew. Co jej powiedziałem.
No i cała ta sytuacja zburzyła mój rachityczny konstrukt, w którym postanowiłem odciąć się. Zacząłem się zastanawiać czy dobrze robię. Naprawdę mi na niej zależy, to było coś, było nam ze sobą świetnie, a rozleciało się przez czynniki zewnętrzne i komunikację, którą możemy dograć. I może...może ona poczuła co traci, może faktycznie mnie kocha, możę faktycznie jest pogubiona. Może nie umiem wykazać się cierpliwością, możę ta cierpliwość to jakaś pokuta, bo nabroiłem i teraz trzeba zapłacić cenę?
Po nieprzespanej nocy zadzwoniłem. Długo rozmawialiśmy. Postanowiłem powiedzieć o swoich emocjach i wątpliwościach. Zapytałem wprost o co jej chodzi? Powiedziałem że jeśli tęskni, jeśli napady lęku powodowane są rozpadem naszej relacji, jeśli mnie kocha, to spędźmy niedzielę razem. Co usłyszałem? Że wcale nie wysyłała sprzecznych sygnałów, nie wiedziała (?!) że nie będziemy się już nigdy widzieć. Że do mnie zadzwoniła w lęku, bo ja ją rozumiem, czuje się przy mnie bezpiecznie. A gotówkę chciała przywieźć bo miała po drodze i tak wygodnie. Lekko przyciśnięta przyznała że mogła zadzwonić do mamy czy przyjaciółki. Przyznała też że flirtowała ze mną, że nakręciła się, że była rozczarowana że jej nie pocałowałem. Wygłosiłem oświadczenie że jestem w stanie się spotkać, ale wiem że to ryzyko. I nie zamierzam ryzykować w sytuacji gdy Ona nie ma uczuć do mnie. I na koniec zapytałem czy widzimy się w niedzielę? Tak. To było ciepłe "tak".

Strasznie szczegółowo to opisałem, ale diabeł tkwi w szczegółach. A mnie ta sytuacja zastanawia i naprawdę boję się tego spotkania. Już mi trochę lepiej bez niej, odżywam. Boję się że to może do niczego nie prowadzić. Zastanawiam się czy moja eks jest tak niepoważna i niemądra że zrobiła te powyższe "manewry" nie chcąc mnie ściągnąć z powrotem? To bardzo bystra, mądra i wykształcona kobieta, taktowna i na poziomie. Równocześnie dość skrycie wyrażająca emocje, często nie nazywa ich wprost. Trudno mi uwierzyć w to że bezrefleksyjnie wysyłała sygnały które mogłem uznać za dwuznaczne, albo nawet jednoznaczne. A Ona biedna...miała zupełnie co innego na myśli.
Nie miałbym wątpliwości jakbym usłyszałem "kocham Cię, ale nadal się boję, jednak chcę próbować, nie chcę Cię tracić, spotkajmy się". A takie "kombinowanie jak koń pod górę" mnie trochę odstrasza.

Lęk przed bliskością i zranieniem
Oboje "gracie " w grę stara jak świat. Przydałaby się wam terapia par.
Po ile macie lat?

Miłość szanuje. Kocham cię, więc w ciebie wierzę. Wiem, że jesteś wystarczająco silny, mądry, dobry, żebyś
dokonywał własnych wyborów. Nie muszę za ciebie decydować.
Sam to potrafisz.

8 Ostatnio edytowany przez beckett (2019-03-21 19:44:41)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

po 38.

problematykę znam.
jestem po terapii, którą zakończyłem rok temu.
i ten związek był dla mnie...bliski, zaangażowałem się w końcu całym sobą.
Ona...niezależna osoba potrzebująca przestrzeni, czego mi zawsze brakowało w moich poprzednich związkach.

Sugerowałem Jej że zaczynamy się bawić w przyciąganie/oddalanie, że im ja jestem bardziej niedostępny, tym Ona bardziej się zbliża. Zaprzecza.
Dodam że jej wszystkie poprzednie związki były albo na odległość, albo z facetami niedostępnymi w jakiś sposób. Albo była sama. Byłem pierwszą osobą, z którą zamieszkała. Dużo mówiła o marzeniach, białej sukni, dzieciach, domu z ogrodem. Ja też w końcu myślałem że to właśnie ta.

Inna rzecz, że faktycznie przez ostatnie dwa miesiące związku dałem jej do pieca. Mam swoje grzeszki, choć nie było przemocy psychicznej. Choć fochy, ciche dni, krytykanctwo można pod to podciągnąć.

9

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Jeśli faktycznie chciałbyś dostać tutaj jakąś dobrą radę, to niestety ale musiałbyś być całkowicie szczery opisując przyczyny tej waszej nazwijmy to separacji. Inaczej ciężko będzie ocenić sytuację.
Zwróciłam uwagę na to, że jakoś tak dziwnie szybko prześlizgnąłes się po tym, co wydarzyło się między wami w grudniu. Stwierdziłeś, że nie chcesz szerzej tego opisywać.
To jakim cudem ktoś może spojrzeć na twój problem obiektywnie i dać ci jakąś wskazówkę?
A przecież to musiało być coś znaczącego, skoro skutki tego czegoś zaowocowały nieporozumieniami między wami, które ciągnęły się aż do lutego i na koniec stwierdziliscie, że trzeba zarządzić separację.
Pytam więc co zrobiłeś?
Co stało się w grudniu?
A musiało stać się coś złego i to z twojej strony, skoro ta kobieta mówi, że boi się znowu ci zaufać.
Nie wiem czy napiszesz nam co zrobiles, czy też będziesz wybielal się, to twoja decyzja, jednak nie oczekuj, że ktoś tu zrozumie cię do końca, a cały wątek zamieni się w pisanie dla samego pisania.

Ja przeczytałam uważnie to, co na ten moment napisałeś i uważam, ze ta dziewczyna ciągle bardzo cię kocha i że pociagasz ja jako facet. Niemniej jednak z jakiegoś powodu ona boi się wchodzić z tobą w bliska relację. Boi się nie dlatego że jest kokietką albo że ma kaprys, lecz dlatego że ma konkretny powód i to nie byle jaki powód. Walczy więc sama ze sobą, bo serce podpowiada jej biegnij do niego i na nic nie patrz, ale rozum blokuje ja. Dlatego wróciły ataki paniki na tle nerwicowym, jednak dziewczyna trzyma się dzielnie.
Zatytułowałes swój wątek eks daje sprzeczne sygnały.
Ja uważam, że ona nie daje ci żadnych sprzecznych sygnałów, lecz zachowuje się jak typowa kobieta, która kocha, ale rozsądek podpowiada jej uciekaj.
Nie wiem jakim cudem tego nie dostrzegasz .
Sprzeczne sygnały dajesz natomiast ty, a twoja analiza sytuacji jest kompletnie rozbrajająca.
Ty rozumujesz jak człowiek, który sam nie wie, czego chce i tak też się zachowujesz.
Myślę, że masz jakiś problem z bliskością, że potrafisz jechać na ekstremalnych emocjach, bo one dają ci kopa, jednak gdy przychodzi proza życia ty zaczynasz się wycofywać. Nie jesteś więc osoba stabilna i wcale się nie dziwię, że ta kobieta boi się powiedziec wprost o co jej chodzi.

Jesteście umówieni na niedzielę.
Powiem tak- jeśli do niedzieli będziesz dalej w takim stanie świadomości, w jakim jesteś teraz, to na bank to spotkanie niczego wam nie da. Ty będziesz gadał o niebie, a ona o chlebie i albo na koniec wylądujecur w łóżku, bo wygra namiętność, albo rozstaniecie się już tak na dobre z uczuciem niesmaku.
Jeśli skończycie w łóżku, to i tak nic wam to nie da, bo nie miną dwa dni, a ty znowu będziesz robił wielkie oczy, że niczego nie rozumiesz.
Napisz więc co takiego stało się w grudniu, to może jakieś tęgie głowy podpowiedzi ci tobie owo i wtedy troszkę bardziej ogarnięty pójdziesz na to spotkanie w niedzielę bez lęku.

10

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Zgadzam się z Ulle. Miałam (mam?) taką sytuację i niby wysyłam sprzeczne sygnały. Trele morele... Sprzeczne sygnały dostaję to się dostrajam do nich, bo ostrożnie i powoli, kiedy ktoś zawiódł, to nie ma już Huzia na Józia, tylko takie właśnie tańcowanie wokół siebie.
Boisz się to czego oczekujesz od niej? Odwagi, żebyś Ty nie musiał się nią wykazać? Tak to raczej nie działa, zwłaszcza gdy już raz coś między Wami nawaliło i trzeba by tą sprawę sobie wyjaśnić i wspólnie przepracować.

11 Ostatnio edytowany przez john.doe80 (2019-03-21 22:23:16)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Long time no see.

beckett napisał/a:

Byłem pierwszą osobą, z którą zamieszkała. Dużo mówiła o marzeniach, białej sukni, dzieciach, domu z ogrodem. Ja też w końcu myślałem że to właśnie ta.

Zastanawiałeś się na ile ona mówiła to co Ty chciałeś usłyszeć...



Przerabiałem to ostatnio, będziesz jej pomocną dłonią(i nie tylko) do czasu aż nie uczepi się nowej gałązki (ta małpka) bo one lubią puszczać jedną gałąź jak trzymają już drugą. Jeśli nie masz ochoty cierpieć odetnij ją całkowicie, inaczej będziesz miał emocjonalny Rollercoaster...

Zwykły Jan Kowalski, postać z brzegu pierwsza -
Prochu nie wymyślę, nie napiszę wiersza...

12 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-03-21 23:14:30)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Głupiś autorze. Sam przyznałeś, że sp..łeś.. Drugą szansę dostałeś i kombinowałeś. Dziwię się że Ona jeszcze Ciebie chce bo niepewny punkt z Ciebie.
You know nothing, John Snow...
PS masz maszynkę do wytwarzania problemów z d..y??

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

13

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
ulle napisał/a:

Jeśli faktycznie chciałbyś dostać tutaj jakąś dobrą radę, to niestety ale musiałbyś być całkowicie szczery opisując przyczyny tej waszej nazwijmy to separacji. Inaczej ciężko będzie ocenić sytuację.
Zwróciłam uwagę na to, że jakoś tak dziwnie szybko prześlizgnąłes się po tym, co wydarzyło się między wami w grudniu. Stwierdziłeś, że nie chcesz szerzej tego opisywać.
To jakim cudem ktoś może spojrzeć na twój problem obiektywnie i dać ci jakąś wskazówkę?
A przecież to musiało być coś znaczącego, skoro skutki tego czegoś zaowocowały nieporozumieniami między wami, które ciągnęły się aż do lutego i na koniec stwierdziliscie, że trzeba zarządzić separację.
Pytam więc co zrobiłeś?
Co stało się w grudniu?
A musiało stać się coś złego i to z twojej strony, skoro ta kobieta mówi, że boi się znowu ci zaufać.

Przyczyny nie są ważne, ważny jest skutek. Był problem natury, że tak powiem, życiowej. Nie mogę napisać wprost, bo to był jej problem i jest to prywatna sprawa. Ja nalegałem na rozwiązanie pewnej kwestii, naciskałem coraz bardziej. Do tego doszły moje problemy związane z firmą, które mnie zżerały. I o których nie mówiłem. Moja frustracja rosła, rosło napięcie między nami, kilka razy rozmowy zaszły za daleko, zraniłem słowami. Ona zaczęła się odsuwać, ja się tym jeszcze bardziej frustrowałem, czułem że tracę grunt pod nogami, spadła moja samoocena, stałem się kontrolujący i krytykujący. Przychodziły z mojej strony ciche dni, co ona przeżywała bardzo. Karałem ją tym. Skupiłem się na sobie i swojej krzywdzie, nie myślałem o jej uczuciach. Pod koniec stycznia, kiedy jeszcze mieszkaliśmy razem, zacząłem się zmieniać, rozumieć co się wydarzyło. Ale to był dopiero początek mojego pójścia po rozum do głowy, a między nami było już źle. Brak bliskości i jej odsunięcie się bardzo bolało i dalej frustrowało.
Jak widać biorę winę na siebie, mam do siebie żal i pretensje. Ale to co się stało, było dynamiką dwóch stron. Gdyby ze mną rozmawiała, a nie zamykała się, gdyby wprost mówiła o swoich emocjach, to może byśmy uniknęli rozstania. I cieszę się że ona to teraz rozumie.

ulle napisał/a:

Ja uważam, że ona nie daje ci żadnych sprzecznych sygnałów, lecz zachowuje się jak typowa kobieta, która kocha, ale rozsądek podpowiada jej uciekaj.
Nie wiem jakim cudem tego nie dostrzegasz .
Sprzeczne sygnały dajesz natomiast ty, a twoja analiza sytuacji jest kompletnie rozbrajająca.
Ty rozumujesz jak człowiek, który sam nie wie, czego chce i tak też się zachowujesz.
Myślę, że masz jakiś problem z bliskością, że potrafisz jechać na ekstremalnych emocjach, bo one dają ci kopa, jednak gdy przychodzi proza życia ty zaczynasz się wycofywać. Nie jesteś więc osoba stabilna i wcale się nie dziwię, że ta kobieta boi się powiedziec wprost o co jej chodzi.

Ależ oczywiście że wiem czego chcę. Kocham ją i nadal ją chcę. Rozumiem swoje błędy, uważam że oboje mamy pewne problemy w budowaniu bliskich relacji, że musimy się dotrzeć, przepracować pewne rzeczy. I że warto zaryzykować.
Nie wysyłałem sprzecznych sygnałów. Przez miesiąc bardzo chciałem, rozmawiałem, zapewniałem o tym że wiem czego chcę i poczekam. Dzwoniłem, pomagałem w różnych sprawach, odpowiadałem na jej potrzeby. Starałem się jak mogłem. Niestety przez miesiąc oddalała się coraz bardziej, ciągle słyszałem że nadal nie wie, że czeka aż będzie pewna na 100% że chce być ze mną. Nie czułem miłości, troski, przyjaźni. Czułem odrzucenie, czułem że widujemy się na siłę, kontakt już tylko ja inicjowałem. I po prostu postanowiłem odpuścić, odsunąć się, zakończyć nasz związek. Też dlatego, że byłem wykończony psychicznie. Źle spałem, przestałem zajmować się sobą, zaniedbywałem sprawy zawodowe, byłem znerwicowany i zdołowany.


Ela210 napisał/a:

Głupiś autorze. Sam przyznałeś, że sp..łeś.. Drugą szansę dostałeś i kombinowałeś. Dziwię się że Ona jeszcze Ciebie chce bo niepewny punkt z Ciebie.
You know nothing, John Snow...

A przepraszam. W którym miejscu dostałem tę szansę, hę?

john.doe80 napisał/a:

Long time no see.

beckett napisał/a:

Byłem pierwszą osobą, z którą zamieszkała. Dużo mówiła o marzeniach, białej sukni, dzieciach, domu z ogrodem. Ja też w końcu myślałem że to właśnie ta.

Zastanawiałeś się na ile ona mówiła to co Ty chciałeś usłyszeć...



Przerabiałem to ostatnio, będziesz jej pomocną dłonią(i nie tylko) do czasu aż nie uczepi się nowej gałązki (ta małpka) bo one lubią puszczać jedną gałąź jak trzymają już drugą. Jeśli nie masz ochoty cierpieć odetnij ją całkowicie, inaczej będziesz miał emocjonalny Rollercoaster...

so long...ale czytałem Twoje perypetie z zainteresowaniem smile cóż, mamy melodię do skomplikowanych sytuacji.

Ona to mówiła, bo tego pragnęła. Nie wie czy chciałem to usłyszeć, bo to była jej inicjatywa, a nie moja. Nawet się dziwiłem że tak szybko wyskakuje z tak poważnymi tematami.
Ale wpadłem w to, oświadczyłem się po pół roku. Pierwszy raz w życiu. I naprawdę była szczęśliwa.

Ona nie jest z tych co muszą się trzymać gałęzi. Tak, wiem co pomyślisz. Ale musisz mi zaufać. Znam ją dobrze, znam ją dłużej niż rok, choć mieliśmy spory czas niewidzenia się.
Poza tym inne gałęzie ma w zasięgu jakby co. Ma sporo adoratorów. Nota bene bawiło mnie skakanie tych biednych kolesi wokół niej, do czasu aż nie zamieszkaliśmy razem.

14 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-03-22 12:35:55)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Kto Ci kazał zaniedbywać sprawy zawodowe?. źłe się czules bo niepewnie.
A ona jak się czuła wcześniej gdy za Twoje problemy płaciła bo była pod ręką ?.
Gdybyś ją kochał.to byś zrozumiał ze straciła do Ciebie zaufanie. I powoli je odzyskiwał zbliżając się. Kto kocha. problemu z tym nie ma.
A Ty zrobiles szumna akcję przeprowadzka.
Pewnie na tyle skuteczną ze chciała byś wrócił. Owszem. były z jej strony gierki ale skończyły się gdy wtedy do Ciebie zadzwoniła. czemu skoro tak niby kochasz nie ruszyles swoich 4 liter???
Bo nie kochasz. Tyle..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

15 Ostatnio edytowany przez beckett (2019-03-22 13:17:51)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
Ela210 napisał/a:

Kto Ci kazał zaniedbywać sprawy zawodowe?. źłe się czules bo niepewnie.

Nikt nie kazał, zaczynałem wpadać w depresję, z której zacząłem się wydostawać dopiero jak podjąłem decyzję o odcięciu się od niej.

Ela210 napisał/a:

A ona jak się czuła wcześniej gdy za Twoje problemy płaciła bo była pod ręką ?.

To prawda. Moja wina jest bezsprzeczna, ale brakowało też trochę zrozumienia z jej strony. Oboje się rozminęliśmy, bo zwyczajnie nie rozmawialiśmy otwarcie i z empatią.
Uważam że da się to naprawić, zwłaszcza po hekatombie rozstania.

Ela210 napisał/a:

Gdybyś ją kochał.to byś zrozumiał ze straciła do Ciebie zaufanie. I powoli je odzyskiwał zbliżając się. Kto kocha. problemu z tym nie ma.

Rozumiem. I chciałem odzyskać, zbliżałem się, a Ona się odsuwała.
I właśnie...kto kocha ten wie. I nie ma wątpliwości że chce być z drugą osobą. Ryzykuje.
Stwierdziłem że mnie nie kocha, skoro tyle czasu się waha.

Ela210 napisał/a:

A Ty zrobiles szumna akcję przeprowadzka.

Wydawało mi się że ten związek leży w ruinie. Brak bliskości, intymności, seksu. Napięcie.
Walczyłem o naprawienie tej relacji, ale w lutym stwierdziłem że należy to zakończyć, miałem wątpliwości czy tu jeszcze jest miłość.
Ona wtedy zaproponowała przerwę na przemyślenie. Przystałem na to, bo chciałem ratować.
Więc tak dokładnie to wyglądało.


Ela210 napisał/a:

Owszem. były z jej strony gierki ale skończyły się gdy wtedy do Ciebie zadzwoniła. czemu skoro tak niby kochasz nie ruszyles swoich 4 liter???
Bo nie kochasz. Tyle..

Dlaczego nie ruszyłem 4 liter? Bo jeszcze półtora tygodnia temu usłyszałem że nie wie co czuje, że chce poczuć sercem na 100% że chce być ze mną. Bo przez miesiąc separacji coraz bardziej się oddalała, czułem że spotkania są wymuszone, było na nich coraz mniej dotyku, ciepła, intymności. Bo zrezygnowany, znerwicowany, postanowiłem zadbać o siebie, bo zwariowałbym i wpadł w depresję, której początki miałem. I odcięcie się było trudne, ale było lekiem.
I sorry, ale to że mi powiedziała dzień później że dzwoniła żebym przyjechał bo zrobiła to w panice i akurat ja rozumiem naturę nerwicy i wie że bym nią potrząsnął skutecznie, ostudziło mnie ponownie. Dlatego uważam że to Ona wysyła sprzeczne sygnały. Ja jestem autentyczny, mówię o swoich uczuciach wprost. Wie że ją kocham bardzo, chciałbym wrócić, ale nie wierzę w to że Ona chce i będzie chcieć. Mnie jakoś stać żeby jej powiedzieć wprost co czuję i czego oczekuję. Nie ma niedomówień z mojej strony.

16

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Na temat urządzania komuś cichych dni mam bardzo wyrobione zdanie i wiele razy pisalam o tym na tym forum. Dla mnie jest to paskudna przemoc psychiczna, zwykła manipulacja. Doświadczyłam czegoś takiego na własnej skórze i nikomu czegoś takiego nie życzę. Ofiara takiej przemocy nie rozumie co się dzieje. Raz myśli z troską, że milvzacemu stało się coś złego, próbuje dowiedzieć się, więc dzwoni albo pisze, ale z drugiej strony jest milczenie. Innym razem analizuje każde swoje słowo i główkuje, co złego zrobiła i jak naprawić swoje błędy. I ten stały lek, który towarzyszy człowiekowi od samego rana, co dalej, dlaczego, odezwie się jeszcze czy już nie? To jest okropny stan, nigdy w życiu nie chciałabym przeżyć czegoś takiego ponownie. Twoja dziewczyna po jakimś poprzednim związku nabawiła się nerwicy, więc ty swoim postępowaniem przywolywales jej ataki paniki. Czego jak czego, ale przy nerwicy tylko kar w postaci cichych dni jej brakowało.
Nie dziw się jej, że ona boi się ciebie. Kojarzysz jej się i że szczęściem, ale też i z okropnym cierpieniem. Myślę, że ona doszła już do takiego etapu, że najbardziej na świecie chciałaby o tobie zapomnieć.
To jest oczywiście niemożliwe, więc dziewczyna męczy się, bo ciągle ciągnie ja do ciebie.
Uważam, że ta kobieta musi mieć wiedzę na temat tzw toksycznych związków, rozumie mechanizmy, jakie nimi rządzą i wie, jakie niebezpieczeństwa niosą toksyki. Wcześniej na pewno była w toksyku, skoro przypłaciła tamto nerwica lękowa.
Prawdopodobnie ona nie przepracowała jeszcze tamtego syfu do końca ( dowodem jest to, że zalicza ataki paniki) i trafiłeś się ty, najpierw jako fajny i normalny facet, ale dość szybko okazało się, że niestety też toksyczny.
Oczywiście ty też masz swoje problemy i niestety też znikąd się one nie wzięły.
Jest takie powiedzenie, że co nagle to po diable oraz spiesz się tylko przy łapaniu pcheł i parę innych tego typu.
Oswuadczyles się bardzo szybko, ale jak rozumiem zaręczyn jeszcze nie było, jednak zamieszkaliscie razem. Zanim kur zapial już było po zabawie.
Skoro ta dziewczyna jest osobą na poziomie, a nie jakąś pierwsza lepsza idiotką, to czeka cię w niedzielę naprawdę trudna rozmowa.

17

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Ulle, masz rację z tą przemocą. Moje zachowanie było paskudne. Mieszkaliśmy wtedy ze sobą, ale nie odzywałem się i chodziłem struty. Na swoją obronę mam tylko to, że było to w wyniku tego że nie mogłem do niej wcześniej dotrzeć w rozmowie. Spieraliśmy się co do tej kwestii życiowej, ona raz mówiła tak a raz inaczej, nie wiedziała sama jak tę sprawę rozwiązać. A ja stawiałem sprawę na ostrzu noża.
Nieważne. Ważne są moje złe reakcje. Jestem gotów na przepracowanie tego, na terapię par. Na pracę nad komunikacją w obliczu kryzysów, bo życie nam jeszcze niejedną kłodę pod nogi rzuci.
W niedzielę nie będzie trudnych rozmów raczej. One już były. Wielokrotnie. Otworzyłem się przed nią całkowicie, przyznałem do problemów, stresów, słabości, spadku samooceny. Widzi mnie teraz autentycznego, w całej okazałości. Naprawdę zrobiłem i powiedziałem wszystko. I co? Ona nadal nie wie co czuje.

18

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Ach.półtorej tygodnia temu mówiła że nie chce? A ile powinno minąć czasu by mogła powiedzieć ze chce byś przyjechał ?  Ja nie twierdzę ze całkiem nie miales podstaw by tak zrobić. Ale miłości tu nie widzę tylko i kalkulację i egocentryzm.
Miłość to troska o kogoś. A Ty masz tylko wymagania. Dla jasności: nie wiem czy z jej strony jest. Piszę o tym co Ty deklaruje sz.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

19

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Beckett, prawdę mówiąc jako kobieta rozumiem jej zachowanie, bo po tym jaki syf emocjonalny jej zafundowałeś, nie dziwię się, że ona ma co do Ciebie/przyszłości Waszej relacji poważne wątpliwości, szczególnie, że Ty zdaje się próbujesz sprawę zbagatelizować i zwalić na "czynniki zewnętrzne".
To nie tak, że przyczyny o których nie chcesz mówić są nie ważne... bo są kluczowe. Efekty to tylko pokłosie a nie sedno problemów. Zdaje się, że oboje macie duże braki emocjonalne.
Odpowiedz sobie na początku na pytanie, czy te jej problemy były adekwatne do Twojej reakcji. Sam przyznałeś, że zachowałeś się bardzo egoistycznie, że więcej wymagałeś niż dawałeś w dodatku psychicznie się nad nią znęcałeś... kiedy tak naprawdę to były jeszcze początki Waszego związku, bycia (mieszkania) razem. I dalej winę widzisz w niej, jej niezdecydowaniu czy też "sprzecznych" sygnałach.
Jak już ktoś tu powiedział, jak dla mnie ta kobieta wciąż coś do Ciebie czuje, ale boi się znów zaufać. Niewątpliwie zraniłeś ją i zawiodłeś... czego się spodziewałeś po czymś takim?
Samo "otworzyłem się przed nią" to trochę za mało. Liczą się jak wiesz czyny, nie słowa. Oboje jesteście już w takim wieku, że trudno być naiwnym i wierzyć, że ot tak wszystko się ułoży...
Piszesz, że jesteś gotowy pójść na terapie dla par... ok, ale naprawdę uważasz, że po kilku msc związku to właściwe rozwiązanie i napawa optymizmem?
Naprawdę dziwi Cię, że ona nie wie co czuje?
Otóż powiem Ci: zapewne też ma wciąż w pamięci ten fajny czas, kiedy Wasze uczucie wybuchło, kiedy jak sam powiedziałeś lataliście 30 cm nad ziemią, ale też pamięta jak szybko ta iluzja pięknej miłości runęła przy pierwszych pojawiających się problemach spowodowanych "czynnikiem zewnętrznym". Nie zdałeś egzaminu, być może oboje go oblaliście. Znamy tu jednak tylko Twoją wersję i to niepełną, bo uznałeś że przyczyna nie jest ważna, tylko efekty.. znaczy najlepiej sprawę zamieść pod dywan i żyć dalej jakby nigdy nic. Słabe...
I powiem Ci, że każda, podkreślam KAŻDA! kobieta mająca choć trochę samozachowawczego rozsądku miałaby wątpliwości czy dać drugą szansę. Czy warto w to brnąć, "bawić w terapie par" itd. kiedy już na początku nie zagrało.
Kobieta, jak piszesz o niej niezależna, znająca swoją wartość itd. potrzebuje faceta, który będzie dla niej partnerem, związku, który wniesie w jej życie wartość dodaną wynikającą z bycia razem a nie na odwrót.
Poza tym pisałeś, że ma wielu adoratorów... więc pomyśl, czy nie lepiej skoncentrować się na kimś innym, kto będzie takim partnerem a nie ciągać po psychologach, terapiach itd., poświęcać czas i energię na coś bardzo niepewnego i obarczonego wielkim ryzykiem? Gdybyście chociaż mieli długi staż... a tak? To bardzo źle rokuje.
Szczerze? Ja bym na jej miejscu odpuściła. Szkoda czasu i zdrowia.

20

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

A moim zdaniem problemem nie jest syf emocjonalny, który jej zafundowałeś, bo emocja są zawsze odpowiedzią i reakcją danej osoby na sytuację.
Owszem, OBOJE daliście plamę i popsuliście to, co było między Wami przy pierwszych poważniejszych problemach, ale jak sam piszesz potrafiliście po czasie dostrzec każde własne błędy, swój wkład w kryzys i wyciągnąć z tego pewne wnioski. Jak Wam się uda to poskładać, to myślę, że możecie czerpać z tego doświadczenia przez całe Wasz wspólne życie.
Jednak tamto, co było i co popsuliście odsunęłabym nieco na bok i przyglądnęła się temu, co się wydarzyło już po Twojej wyprowadzce. Bo na pierwszy rzut oka postanowiliście rozdzielić się fizycznie, ale emocjonalnie nadal byliście związani z sobą bardzo. OBOJE.
Co zatem się stało?
Po przeczytaniu Twojej historii, beckett nasuwa mi się kilka rzeczy:
1. Zachowanie Twojej partnerki, gdy już się wyprowadziłeś wygląda jak rzucanie do Ciebie różnorakich nici, które były wręcz wołaniem o zajęcie się nią, zawalczenie o nią i Waszą relację, ale Ty te nici sukcesywnie odcinałeś, chcąc zadbać o swoje emocje i rzeczywiście myśląc o całkowitym odcięciu się i rozstaniu. Każda kolejna odcinana przez Ciebie nić z jej perspektywy oznaczała coraz większą utratę nadziei, większe zwątpienie w to, że kochasz ją wystarczająco mocno, by chcieć walczyć. Każda odcięta nić to coraz mniej połączeń między Wami.
2. Gdy się już odsłoniłeś ze swoimi uczuciami, to ona zdążyła już zwątpić w Was, wycofać nieco swojego zaangażowania. Jeśli początkowo nie wierzyła, że to może być koniec, to teraz zaczęła się liczyć z taką możliwością. Wciąż jej na Tobie zależy, ale sądzę, że w jej mniemaniu Ty jesteś mniej zaangażowany niż ona, dlatego umiałeś odcinać nitki wtedy, kiedy ona rzucała Ci jedną po drugiej.
3. Jeśli początkowo mieliśmy sytuację, że Ty straciłeś wiarę w Was, a w niej się ona jeszcze tliła, to teraz mamy sytuację, że w Tobie rozbudziły się na nowo nadzieje, jesteś gotowy spróbować to posklejać, za to jej wiara podupadła, ale wszystko się może jeszcze zdarzyć.


Żeby być w pełni uczciwą, to muszę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Widzę, że mocno ex idealizujesz, rozumiem, zajmuje ona szczególne miejsce w Twoim sercu, ale rozważ, że rzucanie nici mogło mieć też na celu chęć przełamania Twojej obojętności - no bo jak to możliwe, że ja zostawiłaś i wyprowadziłeś się. Jeśli tak jest to sprawa rokuje słabo, bo gdy tylko zorientuje się, że naprawdę Ci na niej zależy, to się uspokoi i pozwoli Ci odejść.

21 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-03-22 17:18:40)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Wiesz w życiu nie zawsze jest kolorowo.
Ktoś może mieć zły czas. Ale z jakiegoś powodu jeden skupi się na rozwiązaniu problemu a drugi szukaniu kozła ofiarnego. przyszło prawdziwe życie i pokazało Twój egocentryzm.
Niby cos tam zadzwonilo ze złe robisz i co?
Jak piszesz otworzyles się.. opisałes jej jak T Y się czujesz. ona w zamian stwierdziła odkryła się i powiedziała Że nie ufa. Niby cos przyjales do wiadomości ale skoro Ty się wypowiadałeś to ona powinna być juz happy?? Bo Ty na 1 miejscu masz być i juz Twoje emocje ważne jej niekoniecznie

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

22

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
MagdaLena1111 napisał/a:

A moim zdaniem problemem nie jest syf emocjonalny, który jej zafundowałeś, bo emocja są zawsze odpowiedzią i reakcją danej osoby na sytuację.
Owszem, OBOJE daliście plamę i popsuliście to, co było między Wami przy pierwszych poważniejszych problemach, ale jak sam piszesz potrafiliście po czasie dostrzec każde własne błędy, swój wkład w kryzys i wyciągnąć z tego pewne wnioski..

No raczej nie wyciągnęli wniosków i nie do końca dostrzegli swoje błędy... gdyby tak było sytuacja byłaby już klarowna a nie jest.
Poza tym szczerze... kto przy kilkumiesięcznym związku przy pierwszym problemie robi takie jazdy, wyprowadza itd.? Przecież mieszkali razem, a komunikacja zawiodła. I to podkreślę kolejny raz na początku związku!
Autor nie chce powiedzieć jaka była przyczyna tak drastycznych kroków... ale skoro ją bagatelizuje teraz to chyba nie była taka nie do przejścia RAZEM, a autor zrobił co zrobił.
Tu są tak naprawdę ważne 2 kwestie... początek związku i waga problemu.
Oni nie są nastolatkami by robić "dramy" z byle czego.
Dlatego uważam, że problemem jest właśnie ten syf emocjonalny bo to dowodzi, że autor nie jest gotowy na związek pomimo wieku i ma toksyczne zapędy.
A to dobrze nie wróży.

23

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
Roxann napisał/a:

Beckett, prawdę mówiąc jako kobieta rozumiem jej zachowanie, bo po tym jaki syf emocjonalny jej zafundowałeś, nie dziwię się, że ona ma co do Ciebie/przyszłości Waszej relacji poważne wątpliwości, szczególnie, że Ty zdaje się próbujesz sprawę zbagatelizować i zwalić na "czynniki zewnętrzne".
To nie tak, że przyczyny o których nie chcesz mówić są nie ważne... bo są kluczowe. Efekty to tylko pokłosie a nie sedno problemów. Zdaje się, że oboje macie duże braki emocjonalne.
Odpowiedz sobie na początku na pytanie, czy te jej problemy były adekwatne do Twojej reakcji. Sam przyznałeś, że zachowałeś się bardzo egoistycznie, że więcej wymagałeś niż dawałeś w dodatku psychicznie się nad nią znęcałeś... kiedy tak naprawdę to były jeszcze początki Waszego związku, bycia (mieszkania) razem. I dalej winę widzisz w niej, jej niezdecydowaniu czy też "sprzecznych" sygnałach.

Bez przesady z tym syfem emocjonalnym. Ciche dni trwały raptem dwa dni i zdarzyły się dwa razy. Spięcia w których zraniłem ją słownie też kilka razy. Do tego cały czas wisiało napięcie przez ostatni miesiąc. I oboje sobie zafundowaliśmy. Musisz mi uwierzyć na słowo, że sytuacja którą Ona mi zafundowała była trudna do zniesienia, powiem tylko że chodzi o obecność jej byłego. Z Jej strony nie wiązało się to ze sprawami emocjonalnymi, ale było go w naszym życiu zbyt dużo. Były sytuacje w których czułem się nieswojo i jak w trójkącie. Ja z żadną z eks się nie przyjaźnię, ani nie mam wspólnych spraw. Naprawdę nie chcę wdawać się w szczegóły, zapewnię tylko że nie było zdrady emocjonalnej ani fizycznej, a dziewczyna wiem że mnie kochała całą sobą i świata poza mną nie widziała. Ale pewne sytuacje były dla mnie nie do zniesienia. I moje reakcje, połączone z okresowymi problemami życiowymi (rodzinnymi i zawodowymi), były zwyczajnie niedobre. Miałem bardzo ciężki okres w życiu, z którego dopiero wychodzę na prostą. I nie, nie jestem toksykiem, miałem w swoim życiu dwa wieloletnie związki, które nie udały się z innych przyczyn akurat niż toksyczność relacji.


Roxann napisał/a:

Kobieta, jak piszesz o niej niezależna, znająca swoją wartość itd. potrzebuje faceta, który będzie dla niej partnerem, związku, który wniesie w jej życie wartość dodaną wynikającą z bycia razem a nie na odwrót.
Poza tym pisałeś, że ma wielu adoratorów... więc pomyśl, czy nie lepiej skoncentrować się na kimś innym, kto będzie takim partnerem a nie ciągać po psychologach, terapiach itd., poświęcać czas i energię na coś bardzo niepewnego i obarczonego wielkim ryzykiem? Gdybyście chociaż mieli długi staż... a tak? To bardzo źle rokuje.
Szczerze? Ja bym na jej miejscu odpuściła. Szkoda czasu i zdrowia.

Byliśmy partnerami. Wspieraliśmy się, była równowaga w dawaniu/braniu, były długie rozmowy, podział obowiązków, dawanie sobie przestrzeni, bliskość, podobne potrzeby. Namiętność.
Dlatego trudno mi z tego zrezygnować. To wspaniała dziewczyna, kocham ją. Może idealizuję, ale to jej się oświadczyłem, żadnej innej wcześniej.


MagdaLena1111 napisał/a:

1. Zachowanie Twojej partnerki, gdy już się wyprowadziłeś wygląda jak rzucanie do Ciebie różnorakich nici, które były wręcz wołaniem o zajęcie się nią, zawalczenie o nią i Waszą relację, ale Ty te nici sukcesywnie odcinałeś, chcąc zadbać o swoje emocje i rzeczywiście myśląc o całkowitym odcięciu się i rozstaniu. Każda kolejna odcinana przez Ciebie nić z jej perspektywy oznaczała coraz większą utratę nadziei, większe zwątpienie w to, że kochasz ją wystarczająco mocno, by chcieć walczyć. Każda odcięta nić to coraz mniej połączeń między Wami.
2. Gdy się już odsłoniłeś ze swoimi uczuciami, to ona zdążyła już zwątpić w Was, wycofać nieco swojego zaangażowania. Jeśli początkowo nie wierzyła, że to może być koniec, to teraz zaczęła się liczyć z taką możliwością. Wciąż jej na Tobie zależy, ale sądzę, że w jej mniemaniu Ty jesteś mniej zaangażowany niż ona, dlatego umiałeś odcinać nitki wtedy, kiedy ona rzucała Ci jedną po drugiej.
3. Jeśli początkowo mieliśmy sytuację, że Ty straciłeś wiarę w Was, a w niej się ona jeszcze tliła, to teraz mamy sytuację, że w Tobie rozbudziły się na nowo nadzieje, jesteś gotowy spróbować to posklejać, za to jej wiara podupadła, ale wszystko się może jeszcze zdarzyć.

Halo! To ja przez miesiąc naszej separacji starałem się, wyciągałem rękę, byłem na każde zawołanie, dzwoniłem, pomagałem, zapewniałem o chęci zmian. Co więcej, mówiła że czuje że ją bardzo kocham, że chcę naprawić wszystko. Tylko...ona się czuje jak bryła lodu. Dominuje w niej lęk.
Co więcej, jak już pisałem, zacząłem zmieniać swoje podejście jeszcze jak mieszkaliśmy razem. I Ona widziała te zmiany na lepsze. Ze swoimi uczuciami zacząłem się odsłaniać już tydzień po wyprowadzce, przeprowadziliśmy wtedy pierwszą szczerą, sensowną rozmowę.
To Ona mnie przez ten miesiąc odrzucała sukcesywnie. Chciałem się zbliżać, ale nie pozwalała mi na to. W końcu zrezygnowałem, kiedy usłyszałem że nawet nie wie czy ma ochotę się ze mną spotkać.
Więc to wyglądało tak, że ja wiarę w nas miałem od początku, a Ona nie. Teraz, kiedy się odsunąłem, zachowuje się jakby się tego przestraszyła. I gra. Albo jest zbyt dumna żeby powiedzieć szczerze o co chodzi. Albo boi się ryzykownych deklaracji.

24 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-03-22 19:00:36)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Dziewczyny sporo mądrych rzeczy już ci napisały, ale i ja dodam coś od siebie.

Pytasz dlaczego ona nie jest pewna czy coś do ciebie czuje i że potrzebuje czasu, by mogła się odblokować.
No proszę, jakie to proste.
Po kolei spróbuję wytłumaczyć ci, jak ja widzę to wszystko.
Pierwsza rzecz- ona potrzebuje czasu. To zupełnie normalne, bo jakbys nie patrzył, to tak naprawdę mnóstwo między wami zepsułes właśnie ty i najwyraźniej były sprawy, która bardzo ją zabolały.
Wierzę w to, że odkryles się przed nią i przyznawales do błędów, ale to dopiero pierwszy krok do naprawienia czegoś, co zepsute. Przecież nawet w szkole każdy każdy nauczyciel dopiero po upływie dłuższego czasu (kilka tygodni, nawet miesięcy) może stwierdzić, że jakiś uczeń się poprawił albo, że zaledwie dobrze rokuje na poprawę.
Ty natomiast jesteś chyba troszkę narwany i wydaje ci się, że jak wykonałeś kilka telefonów, parę razy wyszedłeś z inicjatywą i stać cię było na samokrytyke, to ona już, natychmiast powinna być zwarta i gotowa, bo ty tak chcesz.
Niestety ale takie sprawy rozgrywają się troszkę inaczej i ktoś, kto sparzył się w życiu raz czy drugi będzie jednak wolał policzyć do dziesięciu, zamiast już natychmiast na coś się pisać.
Ledwo poznałeś kobietę, a już się oswiadczyles ( nie krytykuje tego, bo różnie bywa), minęło kilka miesięcy a tu już separacja, a za chwilę rozwód.
Ta kobieta, jeśli jest osobą inteligentną, obserwuje cię przecież i zapewne intensywnie myśli, co zrobic dalej. Tak naprawdę to ona dopiero teraz cię poznaje. Ty zresztą też poznajesz ją dopiero teraz. Chodzi o to, że nie zjedliscie razem beczki soli, więc cóż wy możecie o sobie wiedzieć?
Ona obserwuje cię więc i wyciąga wnioski, a wnioski na twój temat wcale nie muszą być takie dobre.
Bo kogo ona widzi?
Ona widzi faceta, który podoba jej się pod wieloma względami, działa na nią jako mężczyzna, z którym można fajnie pogadać itd, jednak oprócz tego widzi faceta, który jest na tyle narwany, że po kilku miesiącach oświadcza się, a zaraz potem zaczyna dziwnie się zachowywać. Nagle ten facet potrafi drzeć jape, czepiać się i uprawiać krytykanctwo oraz karać cichymi dniami i straszyć rychłą wyprowadzką, po to by na koniec wyprowadzić się i wszystko to rozgrywalo się w tempie ekspresowym.
Chyba szybciej działasz niż myślisz.
Potem widzi ona faceta, który dopiero co wyprowadził się, ale znowu nie mija dużo czasu, gdy on nagle zaczyna wydzwaniać, wychodzić z inicjatywą, no odkręcać wszystko po prostu.
Gdybym ja była na jej miejscu, to naprawdę zastanawialabym się nad tym, czy dobrze się czujesz.
Dziś mamy zaledwie 22.03, ty wyprowadziłes się w lutym i już byś chciał gotowe odpowiedzi. Nie za szybko?
Ewentualne małżeństwo też przebiegnie ci w tak ekspresowym tempie?
To kto za tobą nadąży?
Terapia par? Tylko nie wyskakuj z czymś takim, bo ta kobieta naprawdę uzna, że ma do czynienia z wariatem. Jaka terapia par? Nie jesteście nawet narzeczeństwem, nie macie dziecka ani wspólnego dorobku, tak naprawdę nawet wspomnień nie macie za dużo. Nie macie podstaw do tego, by jakiś psycholog potraktował was poważnie.
Musisz zacząć przyzwyczajac się do myśli, że ta kobieta jednak ci odmówi. Odmówi, jeśli działa u niej prawidłowo instynkt samozachowawczy i trudno będzie jej się dziwić.
Jeśli jednak dacie sobie jeszcze jedna szansę, to na przyszłość zapamiętaj sobie, że czyjeś zaufanie łatwo jest stracić, jednak by je odbudować trzeba dużo czasu oraz mądrości i często bywa tak, że tego zaufania nie udaje się zdobyć na nowo.

25 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-22 19:18:28)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
beckett napisał/a:

Halo! To ja przez miesiąc naszej separacji starałem się, wyciągałem rękę, byłem na każde zawołanie, dzwoniłem, pomagałem, zapewniałem o chęci zmian.

Ech...

Oznajmiłem jej że już nie daję rady, że nie wierzę że mnie kocha, że uważam że tracimy czas, ja tracę zdrowie i nerwy. Że muszę się odciąć.  CIACH!

Dwa dni później umówiliśmy się na odbiór jej kluczy, (...) Przyjechałem wieczorem, myślałem że zabiorę klucze i pójdę. Zaprosiła mnie na herbatę. (...) Przy wyjściu chciała mnie ewidentnie pocałować, ucałowałem w usta i wyszedłem. CIACH!

odpisała "czy mogę porozmawiać o tym w cztery oczy, a nie przez sms? smile". Kurde, przecież wyraźnie mówiłem że nie mogę się z nią widywać, (...) No i napisałem jej to, dobitnie i wyraźnie. CIACH!

Dzwoni wieczorem i prosi żebym przyjechał, bo ma nerwicowy napad lęku (miała takie stany kilka lat temu po rozstaniu które ciężko przeszła, więc znam temat). Nie przyjechałem. CIACH!

Telefon że chce mi podrzucić gotówkę, którą była mi winna. Nie było mnie w domu, zresztą przecież...może zrobić przelew. Co jej powiedziałem. CIACH!

26

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

A czy to nie jest tak, że gdyby Ona się zachowała inaczej to i autor zachowałby się inaczej... to są naczynia połączone.
Wszystko co opisałeś jest bardzo bliskie temu co ja przeżywałem, na początku robisz wszystko żeby się zbliżyć to Ona jeszcze bardziej się odsuwa, zmieniasz technikę i Ty się odsuwasz bo liczysz że może to zadziała...

Mnie się wydaje, że Ona wystraszyła się związku i zamiast powalczyć o niego zwyczajnie odpłynęła bo tak jest prościej, łatwiej... odejściem chciałeś na niej coś wymusić...w końcu zmieniamy się tylko przez kryzys... a ona wybrała że woli być tam gdzie jest bez Ciebie i sam swoją postawą może ją odzyskasz, ale jakim kosztem? Jak bardzo to coś co zmusiło Cię do odejścia później zatruje Ci życie... sam Cierpię... ale może taka karma... ciężko mi się pogodzić z tym, że o moją miłość nikt nie walczy... że jest dla moich wybranek jedynie jednorazówką którą się użyje wywala do kosza i idzie się do następnego.

Zwykły Jan Kowalski, postać z brzegu pierwsza -
Prochu nie wymyślę, nie napiszę wiersza...

27

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
ulle napisał/a:

Pierwsza rzecz- ona potrzebuje czasu. To zupełnie normalne, bo jakbys nie patrzył, to tak naprawdę mnóstwo między wami zepsułes właśnie ty i najwyraźniej były sprawy, która bardzo ją zabolały.
Wierzę w to, że odkryles się przed nią i przyznawales do błędów, ale to dopiero pierwszy krok do naprawienia czegoś, co zepsute. Przecież nawet w szkole każdy każdy nauczyciel dopiero po upływie dłuższego czasu (kilka tygodni, nawet miesięcy) może stwierdzić, że jakiś uczeń się poprawił albo, że zaledwie dobrze rokuje na poprawę.
Ty natomiast jesteś chyba troszkę narwany i wydaje ci się, że jak wykonałeś kilka telefonów, parę razy wyszedłeś z inicjatywą i stać cię było na samokrytyke, to ona już, natychmiast powinna być zwarta i gotowa, bo ty tak chcesz.
Niestety ale takie sprawy rozgrywają się troszkę inaczej i ktoś, kto sparzył się w życiu raz czy drugi będzie jednak wolał policzyć do dziesięciu, zamiast już natychmiast na coś się pisać.

To prawda. Jestem w gorącej wodzie kąpany. Mało cierpliwy. Zgadzam się.
Jednak naprawdę nie czułem że to do czegoś prowadzi. Inaczej by było gdybyśmy zbliżali się do siebie powoli, zamiast się oddalać.

ulle napisał/a:

Ona widzi faceta, który podoba jej się pod wieloma względami, działa na nią jako mężczyzna, z którym można fajnie pogadać itd, jednak oprócz tego widzi faceta, który jest na tyle narwany, że po kilku miesiącach oświadcza się, a zaraz potem zaczyna dziwnie się zachowywać. Nagle ten facet potrafi drzeć jape, czepiać się i uprawiać krytykanctwo oraz karać cichymi dniami i straszyć rychłą wyprowadzką, po to by na koniec wyprowadzić się i wszystko to rozgrywalo się w tempie ekspresowym.

Po pierwsze, to Ona pierwsza zaczęła mówić o wspólnej przyszłości, o dzieciach, domu. Byłem zaskoczony że tak szybko to wszystko się toczy, ale...postanowiłem chwycić byka za rogi, bo poczułem że to jest to.
Po drugie, nie darłem japy. Spinałem się, robiłem pretensje, wypominałem, ale japy nie darłem. Tak gwoli ścisłości. Nie jestem cholerykiem.


ulle napisał/a:

Terapia par? Tylko nie wyskakuj z czymś takim, bo ta kobieta naprawdę uzna, że ma do czynienia z wariatem.

To był jej pomysł.




john.doe80 napisał/a:

A czy to nie jest tak, że gdyby Ona się zachowała inaczej to i autor zachowałby się inaczej... to są naczynia połączone.
Wszystko co opisałeś jest bardzo bliskie temu co ja przeżywałem, na początku robisz wszystko żeby się zbliżyć to Ona jeszcze bardziej się odsuwa, zmieniasz technikę i Ty się odsuwasz bo liczysz że może to zadziała...

Mnie się wydaje, że Ona wystraszyła się związku i zamiast powalczyć o niego zwyczajnie odpłynęła bo tak jest prościej, łatwiej... odejściem chciałeś na niej coś wymusić...w końcu zmieniamy się tylko przez kryzys... a ona wybrała że woli być tam gdzie jest bez Ciebie i sam swoją postawą może ją odzyskasz, ale jakim kosztem? Jak bardzo to coś co zmusiło Cię do odejścia później zatruje Ci życie... sam Cierpię... ale może taka karma... ciężko mi się pogodzić z tym, że o moją miłość nikt nie walczy... że jest dla moich wybranek jedynie jednorazówką którą się użyje wywala do kosza i idzie się do następnego.

Bingo. To moje obawy. Nie chcę związku w którym działa jedynie gonienie króliczka. To jest właśnie toxic. Zabawa w oddalanie się i przyciąganie.
I brak umiejętności wyrażania uczuć, rozmowy o tym co się dzieje. Tylko gierki. Tak widzę to teraz i tego się boję. To nie po mojemu.

28

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
MagdaLena1111 napisał/a:

CIACH!

Wszystko to wydarzyło się po miesiącu moich starań, walki o nasz związek, o powrót. Albo chociaż o powolne zbliżanie się do siebie.
W końcu się odsunąłem. Dostawałem sygnały, które dla mnie były zaskakujące. Nie dziw mi się że podchodziłem do nich sceptycznie po tym jak spotykałem się z odrzuceniem.
Trudno mi uwierzyć w jej zmianę podejścia. A nawet jeśli zmienia się jej podejście, to przykro mi że pod wpływem mojego odsunięcia się.

29

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Jak dla mnie to Ty coś kręcisz i dodajesz nowe fakty do historii. Ciężko się do tego odnosić.
Nagle coś o byłym, zaraz wyskoczysz z jakąś rewelacją o Twoich staraniach. A wiesz o czym to świadczy, że zawsze ustawiasz się tak, by nie musieć się z czymś mierzyć, co nie jest dla Ciebie przyjemne.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

30

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Terapia dla par to jej pomysł? Byłam pewna, że twój. Bo to skoro ona to wymyśliła, to zgodz się na to. Z twojej strony będzie to dobrze o tobie świadczyło.

Dzisiaj masz więc spotkanie z tą kobietą.
Mam nadzieję, że będzie mile oraz konstruktywne dla was obojga.
A potem, mam nadzieję, że napiszesz nam jak poszło.
Mocno trzymam kciuki.
I pamiętaj, że my wszyscy oceniamy czyjąś sytuację tylko i wyłącznie na bazie tego, co ktoś opisał, więc jeśli ktoś coś przekłamał nie mógł uzyskać dobrych dla siebie rad.

31

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Dziekuję, ulle. Spotkanie mamy jutro.

Ela. Nic nie kręcę i nie ustawiam się w pozycji pokrzywdzonego. Nie unikam też odpowiedzialności za własne błędy. Dodałem fakt, żeby wyjaśnić sytuację.

32

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Nie piszę, by Ci dogryżć- po prostu mam mocne wrażenie mętności komunikacji i niechęci do upraszczania tego,  a także  stawiania swoich emocji wyżej niż jej odczuć . Po prostu Pan skupiony na sobie..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

33

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Tak, jutro, przecież dzisiaj dopiero sobota.
Fajnie by było, gdybyście się dogadali i tego wam życzę.

34 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-23 18:57:38)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
beckett napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

CIACH!

Wszystko to wydarzyło się po miesiącu moich starań, walki o nasz związek, o powrót. Albo chociaż o powolne zbliżanie się do siebie.
W końcu się odsunąłem. Dostawałem sygnały, które dla mnie były zaskakujące. Nie dziw mi się że podchodziłem do nich sceptycznie po tym jak spotykałem się z odrzuceniem.
Trudno mi uwierzyć w jej zmianę podejścia. A nawet jeśli zmienia się jej podejście, to przykro mi że pod wpływem mojego odsunięcia się.

Dobrze, to może w takim razie do tego, co pisały Tobie dziewczyny o zranionych uczuciach Twojej partnerki, która straciła do Ciebie zaufanie, wiarę w Twoją miłość oraz nadzieje na Wasza wspólną przyszłość dodajmy Twoje miesięczne starania, które być może spowodowały w niej rozbudzenie nadziei i wtedy ona zaczęła Ci rzucać różne nici. Nawet coś o problemach z rozbudzonym libido się pojawiło, chociaż wcześniej była zamknięta na ten rodzaj bliskości. W każdym bądź razie puszcza różne nitki, ale Ty już zmęczony miesięcznymi staraniami zaczynasz je odcinać i wtedy ona znowu się wycofuje, a Ty zbliżasz.
Teraz lepiej?

Straszne są te Wasze „zabawy”. Same myślenie o tym mnie męczy, to co dopiero przeżywanie tego. Ale jak tak lubicie, to czemu nie.

35

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Spotkanie nieaktualne. Nie może się spotkać z przyczyn niezależnych, rodzinnych. Czuję się jak ostatni dureń i frajer. Tego właśnie chciałem uniknąć.

36

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
beckett napisał/a:

Spotkanie nieaktualne. Nie może się spotkać z przyczyn niezależnych, rodzinnych. Czuję się jak ostatni dureń i frajer. Tego właśnie chciałem uniknąć.

jak niezależnych, to czemu jak dureń? 
No i zobacz: coś się dzieje - zewnętrzna przyczyna- a Ty to odnosisz do siebie, skupiasz się na swoich emocjach..again..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

37

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Bo w takich sytuacjach druga strona powinna zaproponować alternatywny termin.

38 Ostatnio edytowany przez john.doe80 (2019-03-23 21:40:58)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Przepraszam, że to powiem ale jest pozamiatane i trupa nie zreanimujesz.

Może na chwilę serce zabije ( na miesiąc - dwa ) po czym znów umrze, to mają do siebie szybkie związki... momentalnie się wypalają... nic was nie łączy. Easy come easy go... może nawet i mówiła prawdę, może była szczera... ale 38 letniej kobiety która całe życie była sama nie ułożysz pod siebie... Ty też się nie zmienisz. Panie mają rację, ale uszkodzone jednostki potrzebują czasu (a Ty i Ona jesteście uszkodzeni). Minęła euforia oboje przejrzeliście na oczy i tyle wam tego zostało...

Sorry Bro.

beckett napisał/a:

Bo w takich sytuacjach druga strona powinna zaproponować alternatywny termin.

Odetnij się, daj odetchnąć sobie i jej. Przemyślcie sobie powoli wszystko.

Zwykły Jan Kowalski, postać z brzegu pierwsza -
Prochu nie wymyślę, nie napiszę wiersza...

39

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

ech....rurrrwa mać.

40

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Odwołała więc spotkanie. No to wyobrażam sobie, jak musisz się teraz czuć, ale może rzeczywiście coś tam wydarzyło się w rodzinie, ciężko jest na ten moment to stwierdzić.
Fakt, powinna zaproponować inny termin.
Skoro tego nie zrobiła, to być może oznacza to, że robiąc taki unik daje ci coś do zrozumienia, jednak nie wiem, jaka miałaby mieć z tego korzyść. Byliście umówieni na rozmowę, więc czyżby bała się takiej rozmowy? Ale dlaczego?
Przyjmując opcje, że to unik to tak sobie myślę, że ona doszła do wniosku, że nie chce już z tobą rozmawiać, ponieważ nie interesuje ją to, co ty masz jej do powiedzenia.
Wysnulam wcześniej teorie, że ona ma wiedzę na temat toksykow, pisałam o tym, wiec miała teraz troszkę czasu i przeanalizowała sobie wasz związek od początku i wyszło jej to wszystko bardzo nieciekawie, a będąc inteligentną i rozsądna osobą uznała że nie ma sensu ciągnąć tego dalej. Bo im dalej w las, tym więcej drzew, więc nietrudno domyślić się jak wasz związek wyglądałby dalej. Związki podwyższonego ryzyka zawsze lepiej jest kasować dla dobra własnego zdrowia psychicznego.
Jednak dziwi mnie, że zamiast porozmawiać z tobą, to ona robi uniki.
Sądzę, że ona zadzwoni i do tej rozmowy dojdzie. Tak więc spokojnie.

41 Ostatnio edytowany przez Burzowy (2019-03-23 22:47:00)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

To raczej nie Twoja wina kolego. Po prostu zostałeś opcją rezerwową, szuka lepszego. A Twoje starania ją tylko odtrącą. Kobiety nie unikają facetów, których chcą.

-

42 Ostatnio edytowany przez beckett (2019-03-24 14:10:22)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Pokomplikowane to wszystko. A może ja komplikuję. Zapytałem wczoraj o alternatywę, zaproponowała środę. Niestety ja nie mogę tego dnia. Zresztą wyskoczyłem z pretensjami i swoim żalem, że to Ona powinna od razu zaproponować inny termin. Emocjonalnie napisałem, że mam dość odrzuceń i niejednoznacznosci. I chcę żeby to Ona w koncu dała mi jasny sygnał, ze jej na mnie zależy. Sorry ale złapałem doła i naprawdę poczulem sie wczoraj jak frajer.
Wyszło trochę glupio, bo przekonywała mnie ze chciała w srodę tylko nie zdążyła sie zastanowić, a ja wyskoczylem z pretensjami. Z drugiej strony to wszystko jakieś takie słabe jest.

43

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Bo jesteś po prostu narwany, taki masz widocznie charakter.
Poczułeś się tak, bo nakreciles się na te rozmowę niesamowicie, nawet sam fakt, że założyłeś tu wątek też o czymś świadczy.
Widać, że zależy ci na tej kobiecie, no to byłeś rozczarowany, gdy okazało się, że nici z niedzieli.
Życie w oczekiwaniu, w napięciu nie jest fajne, a ty żyjesz w dużym stresie już od kilku tygodni. Nic dziwnego, że się denerwujesz i niecierpliwisz.
Poczekaj jednak jeszcze chwilę, bo i tak będzie, co ma być. Jeśli ona już cię nie chce, to co na to poradzisz?
Jeśli jednak dalej jest za tobą, to nie ma siły, żebyście się nie dogadali, szczególnie że ty troszkę zmieniłeś swoje spojrzenie na waszą znajomość.
Głowa do góry.

44

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Tak. Masz rację. Jestem narwany, żyję w napięciu. Bardzo pozytywnie nastawiłem się na to spotkanie, mieliśmy spędzić razem caly dzień. I bardzo się rozczarowałem.
Teraz się zastanawiam czy nie przesadziłem z reakcją. Z drugiej strony mam prawo do złości i oczekiwania, żeby sama w minimalnym stopniu zawalczyła. Brak jest równowagi w naszych uczuciach. Za bardzo mi zależy. I efekty są jak na załączonym obrazku. To był krok w tył.

45

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Nie ma czegoś takiego jak narwany charakter którym można coś usprawiedliwiać.: D jest tylko egocentryzm który sprawia ze ktoś nie nadaje się na partnera. To się leczy.. Nad tym się nie przechodzi do porządku

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

46 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-24 15:33:53)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
Ela210 napisał/a:

Nie ma czegoś takiego jak narwany charakter którym można coś usprawiedliwiać.: D

Właściwie to tak, i nie.
Bo jest coś takiego jak bardziej aktywny układ noradrenaligliczny. Noradrenalina powoduje w naszym mózgu stan hiperaktywność, czyli nasila funkcjonowanie wszystkich struktur, także limbicznych, dlatego wzmaga nasilenie aktualnej emocji, wówczas wszystko przeżywa się jakby mocniej - tęsknotę i smutek, radość i szczęście, złość i agresję.


beckett, tak to już będzie wyglądało w tym związku, że raz jednemu będzie bardziej zależało, raz drugiemu. Takie wahadło, albo „związek na gumce” - wygoogluj i poczytaj.

47 Ostatnio edytowany przez beckett (2019-03-24 15:47:54)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
Ela210 napisał/a:

Nie ma czegoś takiego jak narwany charakter którym można coś usprawiedliwiać.: D jest tylko egocentryzm który sprawia ze ktoś nie nadaje się na partnera. To się leczy.. Nad tym się nie przechodzi do porządku


Jestem egoistą, bo co? Bo znowu powiesz, że nie myślę o Jej uczuciach? O których? O lęku i braku zaufania? A jak je odbudować bez spotkań i rozmów? Poza tym mam prawo myśleć o swoich uczuciach, daję z siebie wszystko, staram się, wyciągam wnioski. I mam prawo czuć się nawet trochę oszukany. Ponoć chciała tego spotkania.

Magdaleno, tanga przyciągania i oddalania bardzo się obawiam. Nie chcę takiefo związku.  Z drugiej strony jak byliśmy razem to była równowaga, było ok.

48

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Masz dwa wyjścia albo otworzyć oczy i ją olac albo zachowywać się jak potulny misio w nadziei, ze pierwszy raz w historii takie coś zadziala. Póki co jesteś narwany, wypowiadasz się o niej negatywnie, a jednocześnie chcesz by ona Cię chciala i akceptowala. Tylko, ze jak widać ona nie ma takich zamiarów.

-

49

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Uwarunkowania biologiczne to jedno każdy  jakieś ma.
Ale dorosły nad tym pracuje Booo..mu to utrudnia życie.
Swoja drogę możesz zbadać tarczycę bo nic nie można wykluczyć..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

50

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

A ja jeszcze napiszę, że faktycznie spędza dzień z mamą. Posądziłem ją o wybieg i unik. Głupio mi. Choć nadal twierdzę że od razu powinna była zaproponować inny termin.

51

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
beckett napisał/a:

A ja jeszcze napiszę, że faktycznie spędza dzień z mamą. Posądziłem ją o wybieg i unik. Głupio mi. Choć nadal twierdzę że od razu powinna była zaproponować inny termin.

Już miękniesz :-D
Lubisz po prostu to napięcie, które spowodowane jest mieszanką niepewności i nadziei. Ona ma tak samo. Dlatego to może trwać i trwać.

52

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Ja się czuję fatalnie z tym. Zwłaszcza dziś.
Chciałem się spotkać, chciałem ją odzyskać. Chcę zakończyć ten koszmar.

53

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
MagdaLena1111 napisał/a:
beckett napisał/a:

A ja jeszcze napiszę, że faktycznie spędza dzień z mamą. Posądziłem ją o wybieg i unik. Głupio mi. Choć nadal twierdzę że od razu powinna była zaproponować inny termin.

Już miękniesz :-D
Lubisz po prostu to napięcie, które spowodowane jest mieszanką niepewności i nadziei. Ona ma tak samo. Dlatego to może trwać i trwać.

To chyba nie jest kwestia tego czy on mięknie, czy nie, tylko uspokoił się po prostu. Wiem, że nie został okłamany, więc logicznie myśli.
Ja uważam, że nie należy autora podpuszczac, rozbudzać w nim negatywnych emocji, tylko starać się tak mu podpowiadać, by w czasie rozmowy z tą kobietą nie zrobił z siebie pajaca.
Tak więc spokojnie.

54

Odp: Sprzeczne sygnały eks?
beckett napisał/a:

Ja się czuję fatalnie z tym. Zwłaszcza dziś.
Chciałem się spotkać, chciałem ją odzyskać. Chcę zakończyć ten koszmar.

Podejmij decyzję. Jakąkolwiek. Potem się jej trzymaj. Konsekwentnie.
Wiem że to nie jest proste, ale inaczej się nie da.

55 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-03-24 17:58:49)

Odp: Sprzeczne sygnały eks?

Ale Ty w każdym związku będziesz miał tak samo. Bo wszystko bierzesz za obrazę  majestatu.
Widzę, że nie dociera, więc na przykładzie:

tak wygląda rozmowa z kimś rokującym na partnera
- słuchaj, nie mogę się spotkać, mama mnie potrrzebuje?
- tak? a co się stało ( z troską)  ?
- .............. cokolwiek powie  - coś doradzisz, okażesz zainteresowanie.. To  nie przejmuj się, spotkamy się innym razem. W środę?
Zależy mi na Tobie. Dobrze że jesteś..

a nie /..k....a znowu zrobiła mnie w konia,
Na gumce to dwójka smarków skacze, a wy po 38.
I jej nie oceniam, bo nie ona pisze, może ma tak samo.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

Posty [ 1 do 55 z 2,028 ]

Strony 1 2 3 37 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Sprzeczne sygnały eks?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018