Witajcie, drogie NetKobiety i Net Faceci ![]()
Chciałam Was poprosić o wsparcie ale również o zdrowy osąd sytuacji, bo nie mam się do kogo zwrócić...a bardzo potrzebuję pomocy.
Z moim mężczyzną byłam prawie 2 lata. Poznaliśmy się gdy byłam w stałym długoletnim związku, jednak nasze uczucie było tak silne, że choć powstrzymywałam się i usiłowałam pozostać z ówczesnym partnerem, nie potrafiłam tego zrobić. Gdy on już się poddał i złamał (walczył o mnie pół roku) wyjechał za granicę, by móc jakoś zapomnieć, zająć się pracą. Po miesiącu dojechałam do niego, bo zrozumiałam, że bez niego nigdy nie będę szczęśliwa.
Było nam dobrze ze sobą przez długi czas - wspólne planowanie przyszłości, podróże, małe i duże radości i smutki. Po powrocie do Polski jeszcze przez jakiś czas się układało, potem zaczęły sie problemy z pracą, mieszkaniem. Troche nas to życie przygniotło, on nie do końca potrafił mnie wspierac, ciągle krzyczał, starał sie na siłe udowodnić mi, że nie liczy się z moim zdaniem, wychodził ze znajomymi beze mnie...i takie kłutnie i rozterki już tak nas zmęczyły, że rozstaliśmy się. Wyszło w trakcie kłutni, potem porozmawialismy na spokojnie i ustalilismy ze musimy od siebie odpocząc, zatęsknić, zrozumieć swoje. Dalismy sobie wolną rękę do spotykania się z kimś innym, a kiedy poczujemy że to już, wtedy wrócimy.
I niestety ja bardzo szybko zaczelam sie z kims spotykac - troche ze smutku, troche z samotnosci, troche by odreagować...I mimo naszej umowy on bardzo się za to obraził i od razu znalazł sobie jakąś dziewczynę, żeby zrobić mi na złość. Wyprowadzilam się, przez miesiąc nie mielismy kontaktu. W końcu się odezwał, że tęskni za wypiciem ze mną piwa czasem i że powinnismy po prostu nie tracić kontaktu. Kilka dni później wpadł wieczorem się napić, został na noc - powiedział, że nie chce do mnie wrócić, choć bardzo tego żałuje. Potem przyszedł tydzień później, stwierdził, że chciałby wrócic, ale ma fajną dziewczynę, mają fajne plany na wakacje, żyje mu się beztrosko. Dostałam później prezent na dzień kobiet i zaproszenie na obiad za tydzień. Zadzwoniłam, potwierdził. Ale 3 godziny przed spotkaniem je odwołał.
Potem widzielismy się już tylko na urodzinach znajomego, wyglądał na złego, ostentacyjnie traktowal mnie z dystansem. Napisal dwa dni pozniej ze jest zdegustowany moim zachowaniem wśród ludzi. Napisał też, że ta JA, którą pokochał nie tylko umarła ale wręcz nigdy nie istniała. Napisał ze jest całkiem szczęśliwy i nie, nie wpadnie do mnie dzis na piwo, bo nie chce znowu oglądać mojego głupiego zachowania. Dziś minelismy sie w sklepie, był zły na mój widok...
I to mnie zastanawia - ja bardzo szybko zrozumiałam ze spotykanie sie z innym było błędem i nawet mu to powiedziałam. Nie spotykam się już z tym kimś. A on pokazuje mi na przemian że chce wrócić, że nie chce, że tęskni, że nie... Czuję, że to co o mnie napisał tylko i wyłącznie sobie wmawia. Chciałby wrócić, ale ma jakiś żal i ciągle jest zazdrosny o innych facetów (widzialam na tych urodzinach...). Tymczasem wrzuca na facebooka zdjęcia z nową dziewczyną, by mnie rozdrażnić. Ale jeśli się nie odzywam, to sam prowokuje, sam pisze...
Doradźcie mi - czy ja mam jeszcze szansę Z nim byc ? Mogę miec nadzieję ? Jestem pewna, że chciałabym sprobowac jeszcze raz. Przemyslalam to dobrze. Chcę go odzyskać. Myślicie że dobrze interpretuję jego zachowanie, zależy mu? Nie wiem co mam teraz robić, czy być obojętna i pokazywac mu ostentacyjnie ze jest mi dobrze bez niego, czy nie... Doradźcie mi, proszę...:(