netkobietyWszystkie działy
Psychologia

brak pewności siebie

47 odpowiedzi8 971 wyświetleńzałożony przez gagatek907, 28.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » brak pewności siebie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 48 ]

1

Temat: brak pewności siebie

Witam. Bardzo męczy mnie moj brak pewności siebie. Czasem czuje ogromny strach blokujący mnie w środku. Często w tedy nie potrafie się logicznie wypowiadać, zaczynają drżeć mi ręce, oczy napływają łzami, plącze mi się język, zaczynam sie jąkać i w końcu sama nie wiem co chciałabym powiedzieć. Najczęściej objawia się to podczas kłótni z moim partnerem. Kiedy mój TŻ mówi że coś mu nie odoba w moim zachowaniu lub coś źle zrobiłam (przeważnie wtedy zaczynam się tłumaczyć dlaczego tak a nie inaczej postąpiłam) Niestety on strasznie tego nie lubi, mówi ze takim tłumaczeniem daje sobie otwartą furtke to dalszego postepowanie w taki sam sposób.  Dodatkowo przez moje wcześniej opisane zachowanie zarzuca mi kłamstwo i zaczynają sie ogromne awantury. W takich sytuacjach nie wiem co mam robić chciała bym wyjść z pokoju i poczekać aż sytuacja się uspokoii ale kiedy wychodze jest jeszcze gorzej. Może ktoś z was potrafi zapanować nad swoimi negatywnymi emocjami i zdradzi jak się takiego zachowanie pozbyć.

Zaznacze że na co dzień nie mam takich problemów.

2

Odp: brak pewności siebie

Widzę że twój partner bardzo Cię zdominował wręcz jesteś zastraszona a on ma z tego satysfakcję, czy może Ci dokucza i śmieje się z tego ? Też na początku małżeństwa przy kłótniach miałam takie objawy jak ty ale po latach nauczyłam się jak on krzyczy to ja jeszcze głośniej i nie tłumacz się bo się bardziej pogrążasz jak jesteś zdenerwowana, bo facetowi i tak nie wytłumaczysz oni wiedzą lepiej a ty popadniesz w nerwicę i kompleksy .

3

Odp: brak pewności siebie

Dzieki za odpowiedź i niestety masz racje czasem słysze jakieś pod śmiec*ujki z jego strony na mój temat. A czasem po prostu jakieś wulgarne czy obraźliwe teksty. Wiem że tak to wszystko nie może wyglądać. Dlatego napisałam tutaj. Kiedyś był dla mnie wszystkich partnerem, przyjacielem, wsparciem, i rozrywką. Zaczeliśmy spędzać coraz więcej czasu ze sobą, aż w końcu oddaliłam się od wszystkich moich przyjaciół w tej chwili głównie z nim spędzam czas. Potem zaczeliśmy się coraz częściej kłócic i tak jakoś wyszło. W tej chwili choć go nadal kocham to czuje że albo naucze się panować nad swoimi emocjami i zaczne z nim normalnie rozmawiać albo będe musiała się z nim rozstać......

4

Odp: brak pewności siebie

Sama zauważyłaś że na początku było cudownie był całym twoim światem oto chyba chodziło aby cię odsunąć od znajomych i całkowicie Cię zdominować , to jest zachowanie takie trochę sadystyczne ale im to sprawia przyjemność i daje poczucie własnej wartości . Moja rada jesteś młoda nie marnuj życia on się nie zmieni nawet jak go kochasz, a czy on Cię kocha ?

5

Odp: brak pewności siebie

Rzeczywiście wygląda na to, że twój chłopak poczuł się dość pewnie w całej tej sytuacji. Też miałam podobny problem (dalej mam?) z brakiem pewności siebie i niestety też dałam się zdominować swojemu byłemu już chłopakowi. Wydawało mi się kiedyś że dla dobra związku warto iść na ustępstwa, ale jak się bardzo boleśnie przekonałam - wszystko ale bez przesady.

Moja rada jest taka: nie staraj się tak usilnie tłumaczyć. Jeśli coś robisz to znaczy że masz powody i nie ma ma najmniejszego sensu kłaść potem uszu po sobie tylko dlatego że komuś się to nie spodobało. Trzeba wyznaczać swoje granice i trzymać się ich. Z doświadczenia wiem, że to jest trudne ale niezbędne, bo nawet jeśli druga osoba będzie miała najlepsze zamiary i uczucia do Ciebie to w pewnym momencie jej szacunek do Ciebie zacznie maleć (bo pozwalając na zbyt wiele drugiej stronie pokazujesz, że sama nie potrafisz siebie szanować). Podejrzewam, że w kryzysowych sytuacjach po prostu wpadasz w popłoch i dlatego zaczynasz się od razu tłumaczyć. Dlatego próbuj reagować bardziej na chłodno i nie dawaj się poczuciu winy, bo to zły doradca jest! Nie wiem czy można coś zrozumieć z tego co napisałam smile Dasz radę, tylko słuchaj siebie i pamiętaj, ze twoje racje są tak samo ważne jak drugiej osoby, ani grama mniej!

6

Odp: brak pewności siebie

Właśnie sama już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Często ewidentnie się mnie  czepia, nawet mam wrażenie czasem że tylko patrzy na to co robie żeby mógł mnie od razu zmieszać z błotem. Przykładowa ostatnia sytuacja weekendowa, przeważnie robie sobie dzień sprzątania. W sobote obudziliśmy się, zjedliśmy romantycczne śniadanie wszystko było ok zaplanowaliśmy sobie cały dzień. Ja rano miałam ogarnąć dom i mieliśmy jechać do znajomych. Sam zaproponował mi że chwile jeszcze posiedzi przy kompie i zaraz mi pomorze. Więc coś tam ogarnełam i zabrałam się za układanie upranych ubrań. Po ok godzinie do mnie przyszedł zobaczył że poskładałam skarpety (w taki sposób jaki mi kiedyś pokazał zwinięte jak piłeczki tenisowe) no i się zaczeło że nie szanuje czasu że zajmuje się takimi rzeczmi a przecież jest jeszcze tyle do zrobienia, zaczą rzucać różnymi przedmiotami, mówić mi jaka jestem to ja jeste... że do niczego się nie nadaje i niczego nie rozumiem i on nie chce ze mną rozmawiać bo jestem na to za głupia. Pozrzucał rzeczy z półek i powiedział że skoro znalazłam czas na składanie skarpet to żebym od razu wszystko posprzątała. W efekcie pojechał sam a ja zostałam z wielkim pierdolnikiem. No i sytuacja która chyba będzie mi do końca życia wypominana: W maju zrobiliśmy sobie romantyczny wypad w dniu trzeciej rocznicy bycia razem, chciał mi zrobić niespodziankę i sie ze mna zareczyc, podobno miał wszystko zaplanowane, niestety na wyjeździe zawaliłam bo zalałam wodą łazienkę i zamiast wyjść od razu po kompieli z hotelu to trzeba było posprzątać wtedy mi powiedział że kupił dla mnie pierścionek, że chciał mi się oświadczyć ale tego zrobić nie może bo on nie chce być z taką niedojdą losu i że on się postarał a ja jak zwykle wszystko psuje i na mnie wogóle nie może liczyć i że czuje się osamotniony w natłoku obowiązków.

Jeśli chodzi o wzajemny szacunek. Niestety podczas takich kłotni poprostu nie wiem co mam mu powiedzieć więc albo zaczynam się tłumaczyć albo on zaczyna prowadzić monolog. A potem mi wykrzykuje że ja go wogóle nie szanuje bo on coś do mnie mówi a ja mu nie odpowiadam(według niego mam to w dupie co on do mnie mówi).

Kiedy ja mu mówie że jeśli się kogoś naprawdę kocha i się go szanuje to nie powinno się w taki sposób traktować najbliższą osobę. Zostałam tak wychowana że nie używa się wulgarnych słow do osób które się kocha (np nie wyobrażam sobie powiedzieć do swoich rodziców spie*dalaj, zamknij się jesteś za głupi to są bardzo łagodne określenia którymi rzuca) poprostu jeśli coś Ci nie odpowiada to powiec o tym ale nadal się szanujmy. Ale on twierdzi że to co on mówi jest wypowiedziane w nerwach i że jest mu bardzo przykro że takie rzeczy mu wypominam a nad sobą żadnych refleksji nie mam i na temat który jest dla niego ważny nic mu powiedziec nie moge (ale co ja moge powiedziec po awanturze ze rozlała mi się woda, stłukłam szklankę czy coś innego sie stało po prostu zrobiłam to przez przypadek, przeciez nie chciałam tego zrobic i to był wypadek!!!) to wtedy słysze że w ten sposób tylko piętrze problemy że zamiast się skupić nad tym żeby już takich rzeczy nie powtarzać to ja się skupiam na tym co on źle robi a powinnam nad sobą się zastanowić.

Strasznie go teraz opisałam, ale musiałam się gdzieś wygadać.

Ale oprócz takich sytuacji, które są raz na jakiś czas, bardzo często mi mówi że mnie kocha, ze chce być ze mną że jestem dla niego wszystkim, że on wie że czasem zbyt emocjonalnie do tego wszystkiego podchodzi ale on mnie tak kocha i tyle dla mnie poświęcił że chciałby żebym była bardziej ogarnięta żebym nie traciła czasu i myślała nad tym co robie i nie robiła głupot, które mi potem mnustwo czasu zajmują żeby to wyprostować i jeśli ja nad takimi rzeczami zapanuje to on nie będzie tak się zachowywał, i będzie nadal tak jak było kiedyś i czasem bywa dalej.

Mam taki mętlik w głowie wiele razy on mnie rzucał bo zrobiłam jakąś głupotę (wiem byłam głupia że go wtedy przepraszałam) widocznie sama sobie na takie traktowanie zapracowałam.

Od jakiegoś roku mieszkamy razem u mnie, niestety on pokłócił się ze swoją rodziną i nie ma do kogo się wyprowadzić chociaż już chciał to zrobić wiele razy. Ja z tego samego powodu nigdy nie mówiłam żeby sie wynosił odemnie bo niby gdzie miałby iść. Chora sytuacja i czasem czuje się jak w klatce bez wyjścia.

7

Odp: brak pewności siebie

strasznie się rozpisałam, za błędy ortograficzne przepraszam pisze to wszystko w ogromnch emocjach więc na pewno coś się znajdzie;)

8

Odp: brak pewności siebie

Dziewczyno to jest TYRAN I SADYSTA !!! Opamiętaj się i uciekaj , nie daj się tak poniżać ten wasz związek jest chory wręcz toksyczny .

9

Odp: brak pewności siebie

Nie zaprzeczam że tak to wygląda staram sie w miare z dystansem na moja sytuacje patrzec i cały czas mysle o tym ze lepiej bedzie jak sie rozstaniemy, że może zwyczajnie do siebie przestalismy pasować mamy inne piorytety i nasze drogi się rozeszły, ale tak jak pisałam wczesniej on mieszka u mnie i nie ma gdzie sie wyprowadzic. On tez mi kilka razy juz powiedział ze juz ze mna nie moze wytrzymac i ze czeka na hajs i odemnie ucieka, a jak mu powiedziałam  za któryms razem na zimno ok (miał jedna noc przenocowac u kolegi i czegos sobie zaczac szukac) to mi powiedział ze jestem pusta ze na niczym mi nie zalezy ze całe zycie nic nie zrobie ze bardzo szybko odpuszczam bo on by mi na to na pewno nie pozwolił zebym sie tłukła z tabołami po nocy u obcych ludzi i że gdybym go tak na prawde kochała jak go zapewniam to chociaz z szacunku do naszego zwiazku i do tego ile przeszliśmy i co było miedzy nami nie powinnam sie zgodzic na to....

10

Odp: brak pewności siebie

a myslicie ze psycholog by tu pomógł? Jak by mi sie udało go namówic?

11

Odp: brak pewności siebie

Jesteś jeszcze taka młoda dlaczego masz się dusić w tym związku , twój partner chce pobudzić w tobie poczucie winy stosuje szantaż emocjonalny to nie ma nic wspólnego z miłością . Piszesz że mieszka u Ciebie , na jakich zasadach ? Czy to jest twoje mieszkanie ? czy on pracuje ? Nie rozumiem jak może do Ciebie mówić że jesteś pusta takiej uwagi bym nie zniosła to jest bardzo upokarzające i on śmie mówić że Cię kocha !!! Nie wiem czy psycholog coś pomoże czy chcesz na takiej podstawie układać sobie życie psycholog jest dla starszych małżeństw  które przechodzą kryzys smile nic na siłę po prostu chyba nie pasujecie do siebie smile

12

Odp: brak pewności siebie

Widzisz to nie jest takie łatwe. Pierwszy raz tak mocno kogoś kochałam, zrobiłabym dla niego chyba wszystko.

Po za tym już kilka razy rozmawialiśmy kiedy sie takie sytuacje zaczynały dopiero.
Widzisz kiedyś był zupełnie inny ogromne poczucie humoru, ciepły, czuły, kochający. Zawsze byłam u niego na pierwszym miejscu. Co by sie nie działo zawsze mogłam na niego liczyć. Przez pierwszy rok wogóle sie nie kłócilismy. On zawsze brzydził się przemocy. I zawsze wszystkie sprawy załatwiał naj bardziej łagodnie jak tylko potrafił. Rok temu pokłucił się ze swoim bratem, który zrobił afere na całą rodzine, która nie słusznie staneła po stronie brata. Nas wogóle nie chcieli słuchać. W efekcie mój TŻ nie chciał już mieszkać u swoich rodziców. Wtedy nie miał pracy więc nie było kasy na wynajem czegokolwiek, więc zaproponowałam mu mieszkanie u mnie. W końcu już od dłuższego czasu planowaliśmy mieszkać razem. Stwierdziłam że to dobry moment, bo przy okazji będe go wspierała w trudnych chwilach.

klika miesięcy nie mógł znaleść pracy więc żyliśmy z mojej wypłaty. Wtedy wydaje mi się że wpadł w depresje, nie chciał nigdzie wychodzić, zrobił się marudny, przestał się uśmiechać. Moj dom jest od jego rodzinnego domu oddalony ok 50 km więc coraz żadziej zaczą się spotykać z kumplami byliśmy po prostu dla siebie. I coraz częściej zaczeliśmy się kłócić, ale ze względu na jego trudną sytuacje zawsze starałam się załagodzić jak naj bardziej sytuacje, była zima on nie miał do kogo pójsć. Zwyczajnie się o niego martwiłam. Był na prawde w kiepskim stanie częst mi powtarzał że nie ma po co żyć i że teraz tylko ja mu zostałam. Kilka razy wrócił pijany do domu (na ogół nie pije, jedynie na rodzinnych imprezach, moi wójkowie by mu takiej okazji nie przepuścili) w kompletnej rozsypce płakał że do niczego się ni nadaje, że powinnam go zostawić bo poco mi taki facet który mnie nie utrzymuje a jeszcze musze na niego kase wydawać. Wtedy go zapewniałam że go nigdy nie zostawie, że przejdziemy przez wszystko razem i że będziemy ze sobą na dobre i na złe.

W końcu znalazł prace, i myślałam że wszystko wróci do normy, ze będzie tak jak kiedyś. Myliłam się wszystko poszło zupełnie odwrotnie, zaczelliśmy z dnia na dzień coraz bardziej od siebie odsuwać, Coraz mniej ze sobą rozmawialiśmy. Przestaliśmy się na wzjem rozumieć (wcześniej było tak że nawet nie musieliśmy o niktórych sprawach rozmawiać po prostu rozumieliśmy się bez słów). No ale wiadomo każdy ma swoje gorsze dni, wiele rzeczy zaczeło mi przeszkadzać ale już nie umiałam z nim rozmawiać bardzo zamknełam się w sobie. Nie miałam z kim nawet o tym porozmawiać. Mój chłopak widział że coś jest nie tak próbował ze mnie wyciągać o co chodzi, ale ja zawsze mówiłam że wszystko jest ok żeby się nie martwił, że wszystko się ułoży. Zaczełam zamiatac wszelkie problemy pod dywan. Po jakimś czasie jak odwarzyłam się na rozmowy było już za późno, był zły że tyle czasu niektóre sprawy ukrywałam i że po takim czasie dopiero mu to wszystko wyciągam. po tem chyba dzień by sie nie odbył bez kłótni. Znosiłam wszystko, starałam się zawsze za wszelką cene załagodzić sytuacje, nawet jeśli w głębi serca wiedziałam że nie ma racji, to nie chciałam żeby się wyprowadził no bo gdzie miałby iść.

Przez ten Cały czas kłocił sie też ze swoimi rodzicami wtedy zaczeły sie wyzwiska w strone jego matki ( to był jeden wielki koszmar, smoleńsk, sytuacja nie do rozwiązania!!!!)po jakims czasie do mnie też zaczą się tak odzywć. miał do wszystkich żal, mówił że na nikogo nie może liczyć, że wszyscy są tacy sami tylko o sobie myślą i nawet nie próbują zrazumieć drugiego człowieka. wtedy się naj bardziej zmienił, zaczą się mnie czepiać o jakieś szczegóły. Mówił że mnie bardzo mocno kocha, ale czasem nie potrafi nad sobą zapanować. Po prostu nie miał z kim rozmawiać o tej całej sytuacji, tłamsił to wszystko w sobie, aż w końcu wybuchł.

W tej chwili już się pogodził ze swoimi rodzicami, ale to co przez ten czas straciliśmy w naszych relacjach nie udało nam się odbudować do tej pory. Chociaż ostatnio zauważyłam że zaczą się na nowo starać, też chce sie postarać i spróbować jeszcze odbudować to co było kiedyś.

Choć coraz częściej mam wątpliwości czy to ma jakiś jeszcze sens. Ta cała sytuacja wpłyneła tak na niego że zrobił się mega nerwowy i wybuchowy. A ja jestem drobną kobietką o słabym charakterku, która zamiast tupnąć nóżką, zamknełam sie w sobie.

Na tym forum zaczełam poraz pierwszy o tym mówić, wcześniej nawet nie miałam z kim o tym porozmawiać.

Mam nadzieche że zbyt chaotycznie nie napisałam i da się zrozumieć coś z tych moich wypocin:)

Tak to wszystko wygląda i właśnie dla tego chciała bym to wszystko naprawić, bo wiem że on taki nie jest tylko ta cała sytuacja tak na niego wpłyneła........

13

Odp: brak pewności siebie

W między czasie pokłóciłam się też ze swoją przyjaciółką. Miała do mnie żal ze przestałam się z nią kontaktować nie rozumiała że teraz Chce wiecej czasu spedzac z chłopakiem bo jest z nim na prawde kiepsko. Bardzo dużo przykrych słów sobie powiedziałyśmy. Przez co jeszcze bardziej zamknełam sie w sobie. Teraz po prostu juz nie daje rady. To wszystko na mnie spadło jak grom z jasnego nieba. Bardzo potrzebuje bliskości a jednoczesnie nie umiem przed nikim sie otworzyc. Z resztą ja już sama siebie nie rozumiem i nie wiem czego bym chciała. czasem mam ochote rzucić to wszystko i wyjechać jak naj dalej, z drugiej strony chce odzyskać to co straciłam. Już nic nie sprawia mi przyjemności wszystko mnie dobija. Przestałam sie uśmiechać wiecznie chodze przygnębiona, stałam się bardzo płaczliwa. A mój mężczyzna uważa że moja mina jest odzwierciedleniem jego teraźniejszego życia. On ma żal do mnie że to ja do tego wszystkiego dopuściłam bo zrobiłam się zbyt kłamliwa i że ukrywam przed nim wszystko. A ja już nie umiem rozmawiac z nim. Jak sie otwieram przed nim to robi mi wyrzuty ze na siłe chce prowadzić tą cholerną sytuacją, że powinnam się zmienić itp.

14

Odp: brak pewności siebie

niby prosta sytuacja powinnam go zostawic i zaczac zyc na nowo, ale z drugiej strony nie chce wiecznie chowac głowy w piasek i uciekać przed problemami. Cały czas żyje nadzieją ze między nami jeszcze się ułoży. Choć z drugiej strony cały czas mi chodzi po głowie powiedzenie jak raz facet tak zrobi to zrobi to kolejny raz...........

15

Odp: brak pewności siebie

Tak sobie myślę, może emocje, które twój chłopak przeżywał w tym trudnym okresie wyzwoliły w nim teraz taką agresję. Bo skoro mówisz, że się zmienił to pewnie czymś ta zmiana musiała być spowodowana. Może ta depresja, bezsilność którą przeżywał wychodzi z niego teraz w formie złości (znam ze swojego doświadczenia takie sposoby odreagowywania). Poza tym (choć może to kompletnie jakieś nierealne teorie z mojej strony) widziałaś go w bardzo złym stanie, byłaś przy nim kiedy było z nim naprawdę źle i może teraz jak już jest lepiej to on wcale nie odczuwa za to wdzięczności, tylko bo ja wiem? może wstyd, ze był w takiej rozsypce i Ty to widziałaś i żeby zyskać w swych własnych oczach i odzyskać "utracone ego" zaczyna się wściekać i demonstrować swą siłę. Zauważ, że teraz na Ciebie zwala mnóstwo oskarżeń, że jesteś "nie taka jak trzeba", coś tam zawaliłaś, coś Ci wyleciało z rąk... Robi z Ciebie niesłusznie jakąś niedorajdę, a przecież nie tak dawno sam się tak czuł (płakał, że się do niczego nie nadaje). Nie wiem, nie jestem psychologiem, nawet nie powiedziałabym że znam się jakoś na ludziach ale czasem tak bywa w ludzkiej głowie, że zamiast oczekiwanego dobra czy wdzięczności możemy dostać w zamian złość albo urazę.

Mi to wygląda na odreagowywanie ale jakkolwiek by nie było absolutnie go to nie usprawiedliwia. On się po prostu teraz wyżywa na Tobie. Co gorsza nie wydaje mi się, żebyś Ty mogła coś tu zmienić dopóki on sam nie zechce się ogarnąć, to po pierwsze. Po drugie i tak chyba zbyt dużo się między wami wydarzyło niedobrego, zbyt ostre słowa padły, a pewne granice np. szacunku raz naruszone baaardzo trudno na nowo odbudować. Nie mówię Ci, żebyś z nim zerwała bo decyzja należy tylko do Ciebie i wiem, że byłaby dla Ciebie bardzo trudna i bolesna. Ale obawiam się, że z jego strony poszły w ruch takie reakcje, że ciężko będzie to teraz zatrzymać i powrócić na dawny tor.

16

Odp: brak pewności siebie

Przez tą trudną sytuacje z tamtego okresu ja też bardzo się zmieniłam. Starałam się jak naj bardziej jemu dogodzić nie patrząc na siebie. Przez co się zrobiłam taka troche nijak. Na wszystko się zgadzałam, przestałam mieć swoje zdanie. O niektórych problemach mu przestałam mówić no bo przecież i tak miał bardzo duży problem. Oprócz tego nieświadomie zrobiłam mu ogromne świństwo. Chyba na siłe chciałam mojemu facetowi pokazać że dla niego jestem gotowa na wszystko przez co ucierpiałam bardzo ja a on jeszcze bardziej. Myślę że żaden mężczyzna nie mógłby wybaczyć tego swojej kobiecie. A potem było jeszcze gorzej ja całymi dniami płakałam on wybuchał . Z doświadczenia już wiem że naj gorzej jest między nami kiedy ja się przymulam jak jest mi smutno i łatwo mnie doprowadzić do płaczu. Wręcz moje łzy działają na niego jak płachta na byka. Bardzo go wkurza to że jestem taka bez radna, że jedyne na co mnie stać to płacz. Może w ten sposób próbuje mnie troche "zahartować".  Naprawde bardzo łatwo doprowadzić mnie do płaczu. W sytuacjach stresujących mnie nie potrafie się powstrzymać, nie myśle racjonalnie. Po prostu zaczynam płakać i chce żeby to wszystko się już skończyło. Nie umiem rozwiązywać problemów i w tym jest chyba największy problem. Myśle że gdy to zmienie to między nami bedzie dużo lepiej. Bo są chwile gdzie naprawde jest świetnie między nami:) Moja asertywność jest na poziomie głębokiego minusa, bardzo chce jej się nauczyć ale nie wiem w jaki sposób....

17

Odp: brak pewności siebie

Może za bardzo starasz się dogodzić swojemu facetowi zapominając o sobie masz zamiar tak ulegać jego humorkom i fochom do konca życia a co będzie za parę lat zatracisz własną osobowość tylko dlatego aby on był zadowolony a co z tobą ty się nie liczysz będziesz siedziała potulnie w kąciku aż pan i władca będzie miał humor i sobie o tobie przypomni . Podziwiam Cię że to jeszcze znosisz a wcale nie musisz możesz ten chory związek przerwać i dla ciebie byłoby to najlepsze rozwiązanie .

18

Odp: brak pewności siebie

Mola633 masz racje nie powinnam tak bardzo ulegać, to mnie wpędziło w taką sytuacje jaką mam teraz. Mam wrażenie że na wszystko jest już za późno. Szkoda mi tego związku, ale mam już nauczke że nie wolno kochac bezgranicznie, bo nawet naj bliższa ci osoba potrafi wykorzystac twoja słabosc i obrócic ja przeciwko tobie. Życie to nie bajka, a ja chyba na siłe szukałam szczęścia i nawet jak było tragicznie to zawsze sobie jakoś umiałam to usprawiedliwić. Mam straszny mętlik w głowie i z jednej strony chciałabym już z tym wszystkim skończyć a z drugiej strony jeszcze się łudze że będzie inaczej. Mój chłopak wczoraj był na pierwszym spotkaniu u psychologa (co prawda w zupełnie innej sprawie-sam się zgłosił na tak zwany naukowy eksperyment) wrócił z tamtąd bardzo zmęczony i rozbity, ale jednocześnie zadowolony, mówił że na pewno mu to bardzo pomoże w życiu codziennym, że jeszcze nigdy nikt tak bardzo go nie wysłuchał i nie zrozumiał, Pani psycholog przesuneła mu program o 3 spotkania bo stwierdziła że za dużo tego jest i że powinni najpierw codzienne sprawy wyprostować.....
i powiem tak nawet jeśli to nie zmieni jego zachowania to po odbyciu przez niego takiej terapi będe miała miejsze poczucie winy że zdecydowałam się odejść. Może będzie nam łatwiej ze sobą rozmawiać i dojść do wspólnego kompromisu, nie wyobrażam sobie go teraz zostawić bo wiem że może sobie z tym nie poradzić. Martwie się o niego. Niewiem bardzo dużo tego jest, nie wiedziałam że taka sytuacja wogóle się w moim życi wydaży i że będzie mi tak bardzo ciężko podjąć ostateczną decyzje, bo jak bym miała komuś w takiej sytuacji doradzać też bym powiedziała nie marnuj życia, lepiej będzie Ci samej....

19

Odp: brak pewności siebie

Wydaje mi się że bezgraniczna czy bezwarunkowa miłość to piękna rzecz. Tylko że problem polega chyba na tym aby nie zatracać siebie. Jeśli popadniesz w uzależnienie czy podporządkowanie to po pewnym czasie ani druga strona w związku ani Ty sama nie będziesz lubić tej osoby którą się stałaś. To tak jakby tracić to kim się jest. Pewnie stąd bierze się to stwierdzenie, że aby kogoś naprawdę kochać trzeba najpierw pokochać siebie albo jeśli nie będziesz się sama szanować to nikt inny też nie będzie. Zawsze trzeba stawiać siebie i swoje dobro w pierwszej linii, i nie chodzi mi tu o egoizm, tylko wydaje mi się że w przeciwnym razie nic dobrego z tego nie wyjdzie.

20

Odp: brak pewności siebie

A może to ja poprostu nie nadaje się (nie umiem) być w związku może gdybym umiała tupnąć nogą (miałabym swoje własne zdanie)to by się to wszystko inaczej potoczyło. Może to moje dziwne zachowanie go bardziej prowokuje do takiej a nie innej postawy. Musze się wziąć w garść. Przeraża mnie to wszystko ale czuje że rozstanie nie przyniesie mi ulgi a wręcz przeciwnie już w tedy wogóle nie będe miała nikogo bliskiego przy sobie. Poprostu mój związek jest w tej chwili jedną wielką porażką, której pozwoliłam zaistnieć. My naprawde kiedyś byliśmy parą marzeń. Oboje byliśmy przedewszystkim dla siebie. Mam straszne wyrzuty sumienia że do tak wielu złych rzeczy między nami doszło. Myśle że gdybym inaczej się zachowywała, gdybym umiała go wspierać w każdym momencie i czułby że dla niego zawsze jestem mocnym fundamentem. Nie posuwałby się do takich kroków. Ja widze jak on się męczy na codzień, zresztą prawie codziennie mi mówi że on nie ma po co żyć i że to ja się w dużej mierze przyczyniłam do spieprzenia mu życia....

21

Odp: brak pewności siebie

Jesteś bardzo wrażliwą osobą i nie możesz obwiniać o wszystko siebie on to wykorzystuje . Piszesz o wsparciu a czy on cię wspiera ? Zauważyłam że Cię tylko dołuje poniża i chyba ma z tego satysfakcję i bawi go takie twoje zachowanie . Nie możesz zatracić swojej wrażliwości tylko dlatego aby jego uszczęśliwić a co z Tobą . Po prostu nie pasujecie do siebie i nie może być tu mowy o żadnym związku jak długo jeszcze to pociągniesz parę lat a co potem rutyna przywiązanie i ty siedząca w kąciku jak myszka żeby pana nie prowokować tak to będzie wyglądać . Jeszcze nie znalazłaś drugiej swojej połowy to jeszcze nie On smile

22

Odp: brak pewności siebie

Jeśli uważasz, że rozstanie nie przyniesie Ci ulgi albo że nie jesteś na nie gotowa to myślę, że nie ma co postępować wbrew sobie - decyzja należy do Ciebie. My widzimy to z zewnątrz i nawet jeśli nasze zdanie co do tego związku (w oparciu jedynie o cząstkowe informacje z twojego opisu) jest sceptyczne to Ty sama najlepiej wiesz czy warto, czy nie warto walczyć i zrobisz tak jak Ty będziesz chciała. Chciałabym tylko zwrócić uwagę na 2 sprawy w twoim ostatnim poście.

Po pierwsze naprawdę jestem zdania, że absolutnie nie powinnaś się tak obwiniać. Nie warto pogrążać się w takie poczucie winy, bo ono naprawdę nie jest dobrym doradcą. Jest czasem potrzebne bo pozwala nam żałować błędów (i potem je naprawiać i wyciągać wnioski) ale gdy się nadmiernie rozrasta do niczego dobrego nie prowadzi. Jaki jest sens tego że się tak samooskarżasz? To, że sobie coś ciągle wyrzucasz nie pomaga ani Tobie i twojemu samopoczuciu ani twojemu związkowi. Co więcej, tak jak zauważyła mola633, widać że jesteś bardzo wrażliwą osobą i bardzo to wszystko przeżywasz, więc wnioskuję, (ba! jestem pewna) że starałaś się jak mogłaś w tym związku i twoje wyrzuty względem siebie są zupełnie niepotrzebnie. Nie wyrzucaj sobie tego co uważasz za swoje błędy bo to że postępowałaś tak a nie inaczej nie działo się bez przyczyny. Wg mnie bierzesz na siebie nadodpowiedzialność za ten związek, a nawet za samopoczucie twojego chłopaka.

To prowadzi do drugiej sprawy, a mianowicie ta część mnie nieźle poirytowała: "prawie codziennie mi mówi że on nie ma po co żyć i że to ja się w dużej mierze przyczyniłam do spieprzenia mu życia...." No ja nie wiem ale wydaje mi się, że w związku są 2 osoby, dlatego ja się pytam gdzie on był i co robił, kiedy Ty (jego zdaniem) zajmowałaś się "spieprzeniem mu życia" i dlaczego nie reagował? W końcu to jego życie i to on jest za nie odpowiedzialny, nikt inny. Skoro tak mu źle to czemu wciąż jest z Tobą i jeszcze Cię zatruwa takimi oskarżeniami? Zrzuca na Ciebie odpowiedzialność za swoje życie, do czego nie ma prawa bo jest dorosłą osobą i sam podejmuje swoje decyzje. Nawet jeśli był w złym stanie i miał ciężki czas i rzeczywiście jakoś nie ogarniał swoich spraw to nie usprawiedliwia jego (wg mnie kompletnie niesłusznych) zarzutów względem Ciebie. No cóż, w tym momencie jak dla mnie on po prostu użala się nad sobą i robi z siebie jakąś bezwolną ofiarę.

Nie chodzi mi o to, żeby sobie ponajeżdżać na twojego chłopaka, tylko proszę niezależne jaką decyzję podejmiesz staraj się nie tracić obiektywizmu i nie brać tego co on mówi jako jedyną świętą prawdę objawioną. Bo wygląda na to, że wszystko to co on mówi bierzesz do siebie i wierzysz w to i napędzasz tym swoje i tak już chyba stałe poczucie winy. A niestety, jak dla mnie to jemu właśnie można wiele, oj wiele zarzucić, nie Tobie.

23

Odp: brak pewności siebie

Długo mnie tu nie było. Przez ten czas wiele się działo. Była sytuacja że się rozstaliśmy. Po kolejnej awanturze spakowałam mu rzeczy i nie odbierałam przez dwa dni od niego telefonu. Jednak czułam się bardzo z tym źle w efekcie zadzwoniłam najpierw się przez tel kłóciliśmy a potem w nocy zadzwonił do mnie załamany mówił że teraz nie wie co ma robić że tylko mnie miał za bliską osobę i go zostawiłam bez żadnej rozmowy. Pękło coś we mnie, nie umiem być konsekwentną osobą. Wróciliśmy do siebie wynajeliśmy wspólnie mieszkanie. Bardzo chciałam zmian w naszym życiu pomyślałam że oboje domy rade się zmienić mój chłopak jest uzależniony ale chodzi na terapię. Jego terapeutka jest bardzo z niego zadowolona. mówi że ma bardzo dużą motywację do zmiany. Ja to widzę troszkę inaczej. On bardzo ładnie mówi o tym jak chce żeby wyglądało jego życie mówi że substancja od której jest uzależniony już do niego nie pasuje. Niestety na codzień tego nie widać. Ciągle siedzi na kanapie przed laptopem- rozkręca własną firmę i tłumaczy się tym że bardzo dużo czyta na ten temat, ale ile można. Nie to że cały dzień nie wychodzi to przeważnie robi ogromny pierdolnik wokół siebie bo przecież ciężko po sobie pozmywać. Potem Ja przychodze z pracy i gotuje obiad (nie mówie czasem jemu też się zdaży ugotować czy posprzątać ale częsciej ja to robie). Często się kłócimy raczej on ma pretensje do mnie że ja wiecznie chodze zmęczona że się nie uśmiecham ylko chodze zamulona i nic mu nie mówie i wtedy zaczynają się awantury że go okłamuje. Nie umiem mu się postawić często mnie paraliżuje kiedy on wada w taką furię co jego jeszcze bardziej nakręca. Czasem go proszę żeby wyszedł że ochłonie i potem porozmawiamy ale często to nie działa. Mówi że jestem nikim że nie stać mnie nawet na szczerość. Zdażyło mi się wyjść w ciągu nocy z domu poprostu uciekłam. Nie była to żadna awantura tylko wymiana zdań po czy mi powiedział że powinnam dostać w pysk. Przestraszyłam się o północy wymsknełam się z domu nic mu nie mówiąc po dwuch godzinach wrócilam. Był bardzo przestraszony mówił że dzwonił na policje, po szpitalach nawet na itakę dzwonił biegał szukał mnie po osiedlu. Obiecałam mu że już więcej tak nie zrobię że nie wyjde z domu podczas kłótni. Wczoraj była podobna sytuacja tylko że to on wyszedł z domu i powiedział że lepiej będzie dla mnie jeśli mnie nie będzie w domu kiedy wróci- wyszłam. Potem zaczeły się tel groźby połączone z błaganiem zebym wróciła. W końcu się zgodziłam i tak nie miałabym gdzie spać. Przyją mnie z szerokim uśmiechem na twarzy i mocnym przytuleniem. Kochaliśmy się a potem nie chciał mnie nawet przytulić dzisiaj cały dzień nie rozmawiamy poczułam się jak szmata. Nie rozumiem go. I nie wiem co mam robić w takich sytuacjach bym wyszła i już nigdy tu nie wróciła ale jestem chyba za słaba żeby tak zrobić.

24

Odp: brak pewności siebie

Mnie też tu przez długi czas nie było smile ale widzę znajomy wątek więc dodam coś od siebie. Niestety widzę gagatku, że utknęliście w tym i wciąż się szarpiecie. Na moje oko to zaplątaliście się w tym jeszcze bardziej. Zachowanie twojego chłopaka wygląda jak jedna wielka huśtawka, podejrzewam, że jest to manipulacja, do tego jak widać skuteczna. Nie lubię mówić innym co mają robić bo uważam, że każdy powinien podejmować swoje decyzje. Ale powiem jak to wygląda z mojej perspektywy i co mogłabym radzić jako postronny obserwator: najlepiej byłoby dla was odseparować się od siebie i każde niech zajmie się rozwiązywaniem swoich problemów i dochodzeniem do równowagi bo pozostając w tym tak jak jest teraz to się wykończycie, Ty zwłaszcza. Zresztą obawiam się, że zachowanie twojego chłopaka się nie zmieni, jeśli już to na gorsze, bo póki co nie widzę tu żadnej przyczyny, która mogłaby go postawić do pionu i zmusić do zastanowienia się nad sobą. Zachowaniem ludzkim rządzą korzyści. To, że twój chłopak tak się zachowuje wynika z tego, ze ma korzyści z obecnego stanu (np. to że wie że będziesz na jego skinienie, że może na Ciebie zwalać winę za różne sprawy, może Cię karać i mieć z tego satysfakcję, jednym słowem dobrze się czuje z władzą jaką ma nad Tobą), więc dopóki ma te korzyści to nie zechce się zmienić.

25

Odp: brak pewności siebie

Ja już sama nie wiem o co mu chodzi i co mam robić. Często myślę sobie jakie spokojne życie będe prowadziła sobie sama bez nerwów i szarpaniny i chce odejść od niego. On widzi to po mnie i wtedy zaczyna swoje opowieści jak on to sobie wyobraża że wystarczy że nad sobą będziemy pracować i że jeśli ja się wezme w końcu w garść (będe się częściej uśmiechała, nie beczała po kontach i będe umiała normalnie z nim pogadać a nie uciekać od tematu to i on się zmieni) tylko że on czasem nie toleruje odmiennego zdania niż swoje jak mu przedstawiam jak ja to widze to wpada w furię bo jak ja mogę tak myśleć i znowu że jestem nie szczera z nim bo czemu dopiero mu teraz o tym mówie a nie pare min wcześniej jak była na to okazja. Potem mi tłumaczy że to moja wina bo przecież jak on mógłby inaczej na to zareagować i że przecież go znam, że on nie jest takim facetem, że potrafi mnie zaskakiwać i szanować że ja się skupiam tylko na tych złych jego zachowaniach a tych dobrych nie zauważam. Mówi że to ja muszę nad sobą pracować i na tej podstawie on też się zmieni. Bo jak mnie widzi poraz kolejny zapłakaną to zaczyna się w nim gotować i że to ja nie pozwalam mu się zebrać i to ja go blokuje ale jak chce mu dać wolną ręke i odejść. To tylko słysze że jestem głupia że całe życie uciekam przed problemami i w ten sposób do niczego w życiu nie dojde. Mówi że on by mnie w takiej sytuacji nie zostawił i że bezemnie nie da sobie rady że się już całkiem załamie i wtedy wyląduje na ulicy.

Może to głupio brzmi może nie powinnam w tym tkiwić zwyczajnie odejść i zacząć nowe życie i kilka lat temu pewnie bym tak zrobiła a teraz sama się sobie czasem dziwie to tak jak by we mnie były zupełnie dwie inne osoby jedna mówi zostań wspieraj go pomóż mu się podnieść i pracuj nad sobą żeby było lepiej. A druga mówi uciekaj z tąd jak najdalej jeśli nie chcesz żeby tak twoje całe życie wyglądało bo on się nigdy nie zmieni . Czasem mam wrażenie że robi mi takie pranie mózgu że sama nie wiem jak mu mogę jeszcze wierzyć, że on mnie specjalnie o wszystko obwinia żeby zagłuszyć swoje własne wyrzuty sumienia względem mnie.


Czasem się chwali że przecież jest teraz idealny bo zachowuje spokuj a to ja jestem nadal w histerii i płacze że nie potrafie odciąć przeszłości tylko cały czas o tym wszystkim myśle.

Wiem że w tej chwili moje życie to jedno wielkie dno i bardzo chce się od niego odbić ale on mnie blokuje tak samo jak mówi że robie to ja względem niego. Kocham go mocno ale wiem że to nie jest zdrowa miłość.

26

Odp: brak pewności siebie
gagatek907 napisał/a:

Ja już sama nie wiem o co mu chodzi i co mam robić. Często myślę sobie jakie spokojne życie będe prowadziła sobie sama bez nerwów i szarpaniny i chce odejść od niego. On widzi to po mnie i wtedy zaczyna swoje opowieści jak on to sobie wyobraża że wystarczy że nad sobą będziemy pracować i że jeśli ja się wezme w końcu w garść (będe się częściej uśmiechała, nie beczała po kontach i będe umiała normalnie z nim pogadać a nie uciekać od tematu to i on się zmieni)

Po pierwsze manipulacja czarno na białym: widzi, że możesz mu się wymknąć to szybko reaguje i wpędza Cię w poczucie winy, bo wie, że to Cię najskuteczniej zatrzyma. Po drugie uzależnia zmianę swojego postępowania od tego czy Ty się zmienisz, jednym słowem - zwala winę na Ciebie i ucieka od odpowiedzialności za siebie. Ponadto daje sobie dobre usprawiedliwienie, żeby nie zacząć pracować nad sobą - "najpierw Ty się zmień, to on potem. A w zasadzie to nawet po co on ma się zmieniać, przecież to wszystko twoja wina". Po trzecie co to znaczy, że twoja zmiana ma polegać na tym, że masz się uśmiechać (sztucznie) i być w dobrym nastroju (też sztucznie)? A może Ty nie chcesz się uśmiechać, może czujesz się źle. Jego nie obchodzą przyczyny twojego złego samopoczucia, jego twoje złe samopoczucie drażni i "masz coś z tym zrobić". Gdzie tu jest akceptacja, miłość i wsparcie?

gagatek907 napisał/a:

tylko że on czasem nie toleruje odmiennego zdania niż swoje jak mu przedstawiam jak ja to widze to wpada w furię bo jak ja mogę tak myśleć i znowu że jestem nie szczera z nim bo czemu dopiero mu teraz o tym mówie a nie pare min wcześniej jak była na to okazja. Potem mi tłumaczy że to moja wina bo przecież jak on mógłby inaczej na to zareagować i że przecież go znam, że on nie jest takim facetem, że potrafi mnie zaskakiwać i szanować że ja się skupiam tylko na tych złych jego zachowaniach a tych dobrych nie zauważam. Mówi że to ja muszę nad sobą pracować i na tej podstawie on też się zmieni. Bo jak mnie widzi poraz kolejny zapłakaną to zaczyna się w nim gotować i że to ja nie pozwalam mu się zebrać i to ja go blokuje ale jak chce mu dać wolną ręke i odejść. To tylko słysze że jestem głupia że całe życie uciekam przed problemami i w ten sposób do niczego w życiu nie dojde. Mówi że on by mnie w takiej sytuacji nie zostawił i że bezemnie nie da sobie rady że się już całkiem załamie i wtedy wyląduje na ulicy.

Pyta się jak możesz tak myśleć? Zwyczajnie, takie masz zdanie i ono jest twoje, tyle dla niego w temacie. Dalej ciągle manipulacja i manipulacja... Zakończenie to już jest wisienka na torcie. To czy wyląduje kiedykolwiek na ulicy to jego wybór, nie jest twoim obowiązkiem poświęcać się "dla uratowania go". Nie mówię, że on nie ma problemów ale tkwiąc z nim w bagnie nie pomożesz mu, nie jest w mocy człowieka wyciągnąć kogoś innego z jego problemów, tylko sama ta osoba może tego dokonać, ale przede wszystkim musi chcieć. Jemu jest dobrze w roli cierpiętnika, który sobie sam nie poradzi bez Ciebie, jednocześnie kręci go poczucie kontroli jaką ma nad Tobą, a to że Tobie dokopuje i uważa Cię za głupią poprawia mu samopoczucie. Wierz mi on ma korzyści z tego położenia w jakim jesteście. Gdybyś go zostawiła musiałby wziąć się do roboty i nie miałby kogo wysysać emocjonalnie, ale to byłaby jedyna szansa dla niego żeby się otrząsnąć i zrozumieć, że sam odpowiada za swoje życie.

Jedna rzecz. Zastanów się jakie Ty masz korzyści z tej sytuacji. Bo problem takich relacji polega na tym, że jest dwoje osób: jedna dominuje, druga się podporządkowuje. Ale obie mają korzyści z tego układu, nawet jeśli czują się w nim bardzo niekomfortowo. W przeciwnym razie zrezygnowaliby z niego. Jakie są twoje korzyści? Może uważasz, że samo to, że jesteś z kimś (nawet jak jest źle) jest lepsze niż być samej? Może boisz się, że nie spotkasz nikogo lepszego? Może uważasz się za dobrego człowieka i skoro ktoś inny wydaje Ci się tak zależny od Ciebie i tak potrzebujący pomocy to nie możesz go zostawić? Zastanów się nad tym, czy te korzyści są lepsze od wolności i spokoju. Wierz mi, te wszystkie lęki i wątpliwości biorą się właśnie z twojej niewiary w siebie. A co do poczucia winy, którym twój chłopak zagania Cię w kozi róg to wiedz, że sedno bycia dobrym człowiekiem dla innych brzmi: "miłuj bliźniego swego jak siebie samego". Jak siebie samego, a nie więcej, to jest najważniejsze. Nie jesteś w stanie dawać dobra drugiej osobie jeśli stawiasz się wyżej lub niżej, tylko na równi. Ty chcesz się poświęcać dla swojego chłopaka, więc stawiasz się niżej, ale jak masz się uśmiechać jeśli nie czujesz się szczęśliwa, jak masz mu pomagać jak Ty nie masz pomocy, jak masz go ratować jak sama potrzebujesz ratunku? Naprawdę, pomyśl o sobie, jak Ty się w tym czujesz.

27

Odp: brak pewności siebie
enamorada napisał/a:

Rzeczywiście wygląda na to, że twój chłopak poczuł się dość pewnie w całej tej sytuacji. Też miałam podobny problem (dalej mam?) z brakiem pewności siebie i niestety też dałam się zdominować swojemu byłemu już chłopakowi. Wydawało mi się kiedyś że dla dobra związku warto iść na ustępstwa, ale jak się bardzo boleśnie przekonałam - wszystko ale bez przesady.

Moja rada jest taka: nie staraj się tak usilnie tłumaczyć. Jeśli coś robisz to znaczy że masz powody i nie ma ma najmniejszego sensu kłaść potem uszu po sobie tylko dlatego że komuś się to nie spodobało. Trzeba wyznaczać swoje granice i trzymać się ich. Z doświadczenia wiem, że to jest trudne ale niezbędne, bo nawet jeśli druga osoba będzie miała najlepsze zamiary i uczucia do Ciebie to w pewnym momencie jej szacunek do Ciebie zacznie maleć (bo pozwalając na zbyt wiele drugiej stronie pokazujesz, że sama nie potrafisz siebie szanować). Podejrzewam, że w kryzysowych sytuacjach po prostu wpadasz w popłoch i dlatego zaczynasz się od razu tłumaczyć. Dlatego próbuj reagować bardziej na chłodno i nie dawaj się poczuciu winy, bo to zły doradca jest! Nie wiem czy można coś zrozumieć z tego co napisałam smile Dasz radę, tylko słuchaj siebie i pamiętaj, ze twoje racje są tak samo ważne jak drugiej osoby, ani grama mniej!

Hej wink
łatwo się piszę , ale brak pewnosci siebie srpawia że nasze racje sa do kitu i do du***y. Każda uwaga, pretensja,ze dlaczego to tak a nie inaczej ,sprawia że myślimy o sobie gorzej ,że coś z nami jest nie tak i choć wiele razy prbowałam się przełamac to i tak nie potrafię sad
Dlaczego np gotuje jaka w  zimnej wodzie ,na gorącą powinnam wrzucać/// i ja juz mysle ze robie coś źle sad a ja robie przeciez po swojemu ,tak sie nauczyłam. Ale mysle ze jestem gorsza, nie umiem mu odpowiedzieć dlaczego tylko reaguje złościa ze sie czepia, ale jak bym wiedziała dlazego je tak gotuję to bym się tak nie przejmowała.
np znam sie na modzie i ostatnio partner mowi ze do szarej marynarki to tylko cos czarnego lub bialego ,bo oco on dpasuje /// powiedzialam jemu ze niekoniecznie przeciez kolory sie laczy, ale poiwedzialam to bardzo niepewnie siebie, tak jak on by miał rację ,bałam sie wyrazic swoje zdanie i opinie sad ,ale przeciez raczej bym mu dobrze doradziła

nie tyle boja sie kolezanek ,kolezance wlasnie bym otwarcie powiediala w jakich kolorach powinna dobrac blzukę, cze sweterek a jemu powiedzialam to z niepewnoscia siebie, bałam sie jego reakcji poprostu, ze np powie mi ze nie mam racji ( choc nie jest ekspertem modowym), i bałabym sie wtedy wyrazić swoje zdanie dalej... bo mimo ze znam sie na czyms to i tak nie jestem pewna siebie sad obawiam sie opini parnera bo mi na niej zalerzy a z kolezanka rozmaiwam luzno ijej doradzam bo nawt jak by cos jej nie podeszło to i tak mnie to malo interesuje poprostu ,mysle ze na tym polega nasz problem !

28

Odp: brak pewności siebie

Opisujesz podbny problem do mojego ,ja tez tak mam ze swoim partenrem, ze zwraca mi uwagi a ja sie zalmuje,kiedy chce odejsc to  slysze o zmianie ale ja tez mam sie starac, nie powiem moj partner sie zmenil ,tez mielsmy szarpanine slowna i w koncu sie wyprowadzialm na jakis czas, umowilam sie z innym na kawie i powiedzialam jemu to wszystko. Był w szoku ze umowilam sie z innym, bo chcialam czuc sie zauważana i tak sie stało ,potrzebował adrenaliny.
nieraz w związku jest cieżko ,dzisiaj kazdy doradza by sie rozstac itp, no bo po co naprawiać dzsiaj już nikt nie naprawia...
Nie mowie żeby za wszelką cene i ksoztem siebie. Podobnie jak opisujesz moj partner byl dla mnie calym światem i to chyba błąd ,bo kazdy powinien miec swoje zycie, plany, hobby a z druga osobą czuc sie dobrze i czuc wsparcie w tym co robimy. Nie krytykować tylko naczyć się tolerować smile

zadaj sobie pytanie dlaczego jeszcze z nim jesteś ?? Czy pije ? czesto wychodzi z kolegami ? jak spedzacie czas wspolnie ? itp - jesli stwierdzisz ze we wszystkich tych pytaniach odpowiedzi sa pozytywne,ze lubisz spedzac z nim czas, nie pije, często jest w domu, itp to faktycznie nie pozstaje nic innego jak praca nad soba ,jesli go akceptujesz. Nic jak nauka tolerancji i obracanie uwag w żart !!! Jesli cos ci dosadzi zrób ze swojej słabej strony żart big_smile big_smile, przyznaj sie do tego i usmiechnij wink , wiem życie z facetem wydaj sie wieczna sielanka i kojarzy sie z wiecznymi komplemntami ,ja tez tak myslalm i nie powiem tez nieraz sie poplacze jeszcze, ale chce pracowac nad soba, bo z innym facetem bedzie tak samo, tez ci zacznie mowić głupie rzeczy !!! czepiać się i tez z czasem sielanka padnie ... może dajesz mu za mało przykładu np za mało zwracasz uwagi a on by chciał być naglony, ze ma cos zrobić  inaczej ...
Kiedy ja powiedziałam mojemu w czym tkwi u nas problem owszem starał się poprawić bo my nie mamy się zmieniać smile mamy się starać bo zwiazek to ciagle starania się, ale ja np juz nie potrafię, moj partner oczekuje odemnie rozmowy wiecej  ja nie wiem jak mu ja dać , o czym rozmawiać z nim każdego dnia sad zwłaszcza że nie jestem szperaczem w necie, nie wyszukuje ciekawostek itp.

czym sie zajmujesz ? co lubisz robić ? - moze zacznij skupiac sie na swoich zajeciach
co robi partner, ma jakies hobby ? zainteresowania ? - może niech tez sie temu odda i zacznijcie sie wspierac pytac o to jak minol dzień, ciezko o normalne zycie jak sie mieszka razem ,zadne z was nie bylo na to gotowe, kazdy wyobrazal sobie ten zwiazek inaczej, ze jedno podporzadkuje sie drugiemu ,ze bedzie ciagle przytakiwalo ,związek idelany, co by on nie powiedzial ty zrobisz, on wyobrzal sobie ze jego kobieta bedzie to i to robila tak i tak a ty robisz cos inaczej i ma prensje do ciebie, mysle ze w tym problem . Nie martw sie ja jestem taka sama zaraz rycze, placze itp,moze on jakism tam gadanim chce cie zinspirowac bys zaczela cos robic z soba, tylko zbyt gwałtownie to porusza ?? - ma podobne zachwanie do mojego partnera wiec wiem na czym stoisz ! smile kiedy czuje zagorzenie to ,on sie zmieni, on chce z toba byc ale ty tez musisz to i tamto... i wiesz co ci powiem ,wina zawsze jest po obu stronach. I tutaj nie chodzi o manipulacje ,jemu zależy na tobie bardzo wink, chciał by z tobą być ale że jest ambinty to może dobija go monotonia w ziwazku ,może zaskocz go czymś ?? a on też ciebie zaskoczy, przecież tutaj nie chodzi by on ciebie wiecznie zaskakiwał i robił ci nispodzianki, jesteście partnerami, a to ze iedys byla,przyjaźn,milosc i wszystko w jdnym ,to porostu za bardzo poczuliscie sie pewni siebie, ze jestescie w ziwazku i jedno chce zdominowac drugie, w tym przypadku nasi faceci !!! mysla ze wszystko moga nam mowić bo nic nie powinno nas zranić ... on chce dla ciebi dobrze wink

moze napisz w jakich sytuacjach ci dosadza wink ??? co cie rani ,podaj przyklady, co ci mowi i w jakich okolicznosiach ?
jakie macie wspolne plany,,zycie /?? obowiazki ?? w czym ty masz sie zmienic ??? ( wiecej ,rozmawiać z nim, sprzatac, wiecej gotowac, zajmowac sie domem, wychodzic wiecej  do kolezanek ?? ) ,no i w czym on powinien sie zmienic wedlug ciebie ( wiecej ci pomagac w domu, byc  bardziej spontaniczny itp)
wiem ciezko sie przestawić , bo nagle jak zaczynasz robic cos inaczej to wydaj ci sie ze nie jestes sobą, ze przeciez ty robisz to tak i tak ,pewnych nawyków nie zmienisz kochana ,ja jestem balagniara, moj by chcial bym nie wieszała ciuchow z clego tygodnia na poreczy od lozka, czasami sie udaje wink, ... trzeba sie uczyć siebie i dawać przyklady ,wiem latwo sie pisze, ja też chodze oryczana i to nieraz bo jestem juz taka wrażliwa wink i mało wiary w siebie wiec uciekam w kąt !!!

ostatnio mi  partner powiedział ze mam " brzydke zęby" a ja sie pryczałam !!! cały dzień chodziłam smutna bo wziełam to tak do siebie ,i choc w domu powiedialm jemu sa jakie są i tyle, to w pracy tak to za mna chodzilo ze wyslalam jemu esmsa ze jest mi smutno itd. a w domu sie poryczałami z nim pokłociłam by znalazł sobie inna z ładnymi zębami
no ale on tylko chiał mi dopiec ze za mało je szczotkuje !! nie wiem dlaczego sie poryczałam, przecież jest moim partnerem, chce dla mnie dobrze, jestem z nim 8 lat i powinnma wiedzieć że przeciez sie mu podobam taka jaka jestem ,ale wiadomo jak sie zapuszczę i mi o tym powie to zamiast ryczeć !!! powinien być to dla mnie sygnał że czas na zmianę !!!
Więc bierzemy się w garść i zamiast ryczeć ,robimy wszystko by być super silne laski !!! big_smile:D nie zapłakane tylko uśmiechnięte, dązące do celu z pazurem, i jak ktoś nam mowi że coś jest nie tak to bierzemy sygnał do siebie i obimy wszystko by tak nie było smile i nie oznacza to że nie szanujmey siebie, owszem wszystko z umiarem i zachwaniem własnych wartosci !!!!  nie mozemy sie godzić na wszystko ,ale jak sa to błachostki typu porozrucane ubrania albo nieumyte naczynia na bierząco ,postarajmy sie to zmeinić wink i nieogdamy sie na poartnera, jego zmiana przyjdzie z czasem ,zacznijmy prace nad sobą a jego delikatnie w to wciagnimy, mam nadzieje ze się nam uda wink

29

Odp: brak pewności siebie
złosnica napisał/a:

łatwo się piszę , ale brak pewnosci siebie srpawia że nasze racje sa do kitu i do du***y.

Może to tak wygląda, że mi się łatwo pisze, ale naprawdę dziewczyny wiem co to znaczy brak pewności siebie. Dwie ważne dla mnie relacje posypały się z tego powodu bo dałam się zdominować, czułam się beznadziejna i ciągle nie taka "jak powinnam być", aż w końcu miałam do tego stopnia dość, że musiałam się z tego ewakuować i dopiero w samotności dokładnie wszystko przemyśleć i zastanowić się jak do tego doszło i co z tym zrobić. I odnaleźć wiarę w siebie, która wcześniej była daleeeeko poniżej zera.
Ale to była moja droga do zmiany w życiu, każdy idzie swoją własną. Mi akurat najbardziej pomogło wyplątanie się z przytłaczających mnie relacji i zajęcie się sobą. Jednak każdy sam wie co jest dla niego najlepsze, ja poszłam za głosikiem w swojej głowie, u was na pewno też taki jest smile I jeśli się go dopuści do głosu to on podpowiada, czego naprawdę chcesz i co jest dla ciebie dobre.

30

Odp: brak pewności siebie
enamorada napisał/a:
złosnica napisał/a:

łatwo się piszę , ale brak pewnosci siebie srpawia że nasze racje sa do kitu i do du***y.

Może to tak wygląda, że mi się łatwo pisze, ale naprawdę dziewczyny wiem co to znaczy brak pewności siebie. Dwie ważne dla mnie relacje posypały się z tego powodu bo dałam się zdominować, czułam się beznadziejna i ciągle nie taka "jak powinnam być", aż w końcu miałam do tego stopnia dość, że musiałam się z tego ewakuować i dopiero w samotności dokładnie wszystko przemyśleć i zastanowić się jak do tego doszło i co z tym zrobić. I odnaleźć wiarę w siebie, która wcześniej była daleeeeko poniżej zera.
Ale to była moja droga do zmiany w życiu, każdy idzie swoją własną. Mi akurat najbardziej pomogło wyplątanie się z przytłaczających mnie relacji i zajęcie się sobą. Jednak każdy sam wie co jest dla niego najlepsze, ja poszłam za głosikiem w swojej głowie, u was na pewno też taki jest smile I jeśli się go dopuści do głosu to on podpowiada, czego naprawdę chcesz i co jest dla ciebie dobre.

O to mi chodziło ze łatwo się piszę jak sie zmienic lub dawac porady itp. ale rzeczywisitsc jest inna, jesli chodzi o brak pewnosci siebie. Podam kilka przykladow na sobie ,moze sie powotrze, i tak jak ty tez czuje sie nie taka jak powinnam byc sad !! i jest to ciezkie bardzo, bo niby znamy swoje wady itp to jest pewna skorupa ze zaczynamy sie dolowac i jesli ktos nam cos zlego powie, lub zwroci uwage to my sie dolujemy , czy nie mam racji ? jak jest u ciebie ?

a o to przyklady na moej osobie braku pewnosci siebie :

1) ostatnio moj chlopak mowil ze musi kupic sobie jkis sweter do szarej marynarki, j znam sie na ciuchach ,nawet teraz robie kurs w tym kierunku stylizacji z wizazem i mowie jemu ze do szarej to jakis w odcieniach zieleni ładnie bedzie wygladał  ,
a on na to : gdzie zielony sweter do szarego ... no i  zabraklo mi jezyka w gebie ! sad balam sie wyrazic swoje zdanie !! powiedziec ze nie ma racji ,blokada w sorodku !!:( a przeciez chodzilo o jakas blachostke kolor swetra, a ja balam sie odezwac. wiec jak mam radzic sobie z trudnjeszymi przykladami sad

2) ostatnio zwrocil mi uwage na kolor mocih zebow bo uwaza ze malo szczotkuje i co zareagowalam placzem sad bo niby jak moze mi zwracac uwagę !! a on poprstu chce mnie zmobilizowac do wiekszej uwagi do nich, z tym ze one mi sie podobaja i uwazam ze dbam na tyle ile potrafie i mam ochote, ale jak bym byla pewna siebie to bym zareagowala ianczej , obrocila w zart, powiedaiala ze sa zajebiste i takie maja byc i zapomniala o wszystkim.

teraz nic nie przychodzi mi do glowy wiecej ...
a co do posypania realcji to z tym facetem ci sie posypało ?? ja tez tak mam ze dopiero jak jestem sama wiem w czym bład tkwi, ale od wielu lat nie moge przebic sie przez skorupe !!! kiedy juz wychodze na prosta i jest inaczej to wystarczy jeden incydent ktory sprawia ze sie cofam w tył sad

31

Odp: brak pewności siebie
złosnica napisał/a:

O to mi chodziło ze łatwo się piszę jak sie zmienic lub dawac porady itp. ale rzeczywisitsc jest inna, jesli chodzi o brak pewnosci siebie.

Tak wiem o co chodzi. Bo cały problem z pewnością siebie tkwi w pewnym utartym sposobie myślenia o sobie i innych, określonym sposobie reagowania (np. wszystko bierzesz do siebie, jesteś wyczulona na opinię innych). I dopiero musi coś się zmienić w naszej głowie, w sposobie myślenia, coś musi wreszcie "zaskoczyć", żeby to się zmieniło. Ale problem ze zmianą myślenia jest taki, że ciężko to zmienić od tak. Dlatego te wszystkie porady może i są dobre i trafne, ale wciąż są teorią, która nie może do nas trafić, tylko się rozbija o nasze utarte myślenie. U mnie było to samo, na takie rady reagowałam "taaaa, jasne", dopiero niezłe trzęsienie ziemi w moim małym światku zmusiło mnie do długich przemyśleń o sobie i innych, i o wpływie innych na mnie i dopiero wtedy nastąpił jakiś przełom.

złosnica napisał/a:

Podam kilka przykladow na sobie ,moze sie powotrze, i tak jak ty tez czuje sie nie taka jak powinnam byc sad !! i jest to ciezkie bardzo, bo niby znamy swoje wady itp to jest pewna skorupa ze zaczynamy sie dolowac i jesli ktos nam cos zlego powie, lub zwroci uwage to my sie dolujemy , czy nie mam racji ? jak jest u ciebie ?

Oczywiście, że też tak miałam. Każda mała uwaga potrafiła mnie doszczętnie zdołować. Np. mój chłopak powiedział, że nie podoba mu się jakaś moja bluzka, to ja już zepsuty humor (a to nawet nie tyczyło się mnie, tylko mojej bluzki!), dodałam za dużo cebuli do sałatki, a on mi przypomniał, że przecież on cebuli nie lubi (to ja od razu: o rany, no przecież! jaka ja głupia jestem), kupiłam mu żel pod prysznic, a okazało się, że ma na produkty tej firmy uczulenie (znowu myślenie: tak, tylko ja mogłam znowu "dać plamę"). To są bardzo niewinne sytuacje (nawet nie krytyka), a już miałam zepsuty humor, więc jak naprawdę zdarzyło mu się powiedzieć coś, co było krytyką to już w ogóle byłam zdruzgotana. Tak że widzisz, naprawdę byłam strasznie nadwrażliwa.

złosnica napisał/a:

a co do posypania realcji to z tym facetem ci sie posypało ?? ja tez tak mam ze dopiero jak jestem sama wiem w czym bład tkwi, ale od wielu lat nie moge przebic sie przez skorupe !!! kiedy juz wychodze na prosta i jest inaczej to wystarczy jeden incydent ktory sprawia ze sie cofam w tył sad

Hmm po prostu "udusiłam się" w tym związku. Próbowałam być za wszelką cenę taka jak on chciał. Problem polegał też na tym, że podeszłam do tego związku zadaniowo, tzn. on już na samym początku mi powiedział, że jest pechowcem jeśli chodzi o związki, i że trafia ciągle na "złe dziewczyny", bo wszystkie jego związki rozpadały się przez kłótnie. Ja chciałam być dla niego idealną dziewczyną, która nie będzie się kłócić, będzie grzeczna i kochana. Długo by tu opisywać co i jak, w każdym razie efekt był taki, że próbowałam na wszelkie sposoby dopasowywać się lub podporządkowywać bez zadania sobie pytania "czego ja chcę" i w końcu jak powiedziałam wreszcie swoje zdanie to związek się rozpadł. Mieliśmy też inne problemy, np. on bardzo lubił żeby wszystko było po jego myśli, lubił wszystko kontrolować, miał bezpodstawną manię, że go zdradzę, ogólnie też nie pasowaliśmy chyba do siebie pod względem priorytetów i wartości. Ale wtedy tego nie widziałam, próbowałam się starać żeby było dobrze i żeby on był zadowolony. Z zasady, kiedy mieliśmy jakiekolwiek malutkie spięcie to szybko stwierdzałam, że on ma rację i jak ja mogłam myśleć inaczej. Starałam się też odgadywać to jaką chciałby mnie widzieć, bo wiadomo - samej siebie nie lubiłam i nie chciałam, żeby mnie zobaczył taką jaka jestem w obawie przed krytyką z jego strony.

Odkąd jestem sama i odcięta od tamtych spraw, dużo o tym wszystkim myślałam. Zrobiłam wiele, żeby się wreszcie w pełni zaakceptować (bez żadnych "ale") i polubić siebie taką jaka jestem. Dużo też dało mi zastanowienie się nad tym co lubię i co mnie interesuje, odkrycie i docenienie własnej indywidualności. Czyli ogólnie poznanie samej siebie, bo wbrew pozorom wiele osób tak naprawdę nie zna samych siebie, lub próbuje udawać, że są inni niż są. Potem zaakceptowanie wszystkiego co w sobie odkryłam. I bardzo ważne było też to, że zrezygnowałam z besztania samej siebie, nauczyłam się być dla siebie wyrozumiała. Jak jesteś wyrozumiała dla siebie to łatwiej jest być wyrozumiałym dla innych, a i krytyką się tak nie przejmujesz smile

32

Odp: brak pewności siebie

enamorada  właśnie u mnie o to chodzi że dla mnie mój facet był zawsze ideałem więc każde jego zdanie, każdą krytykę traktowałam jak świętość bo skoro on jest taki świetny to na pewno ma racje a ja jestem głupia i musze się zmienić długo dopasowywałam się do niego po za tym często jak się kłóciliśmy on zawsze przedstawiał mi to w taki sposób żebym czuła się winna. Kiedyś nawet była taka sytuacja że on mnie bardzo źle potraktował a jak zaczełam z nim rozmawiać to przedstawił mi to w taki sposób że to jego zachowanie było skutkiem mojego wcześniejszego i robił to na tyle skutecznie że w końcu to ja go przepraszałam. Teraz też tak częst jest tyle że zaczełam to widzieć i mówie mu żeby przestał mi robić mętliku w głowie.

Kolejny problem to że ja się z nim nie umiem kłócić bo jak on zaczyna krzyczeć to ja się blokuje, uciekam, wychodze z pokoju lub z domu jego to bardziej denerwuje. Potem wracam i wyjaśniamy kłótnie już na spokojnietylko że on znowu mi zaczyna to w swój sposób tłumaczyć i myśle masz racje jak mogłam się tak zachować a potem kiedy zostaje sama to jestem zła na siebie że znowu dałam się przekabacić na jego strone, że wyszło że to co ja czuje jest nie ważne. a jak chce wrócić do tematu co mnie boli to on wpada w furię że przecież już mamy to ustalone i dlaczego ciągle wracam do tego samego. Bo on mi nie będzie tego samego znowu mówił i znowu ja wychodze na tą złą co piętrzy problemy.Bo ważniejsze jest to że on tak zrobił w skutek wcześniejszego mojego zachowania, a nie to jak ja się czuje.

33

Odp: brak pewności siebie
gagatek907 napisał/a:

enamorada  właśnie u mnie o to chodzi że dla mnie mój facet był zawsze ideałem więc każde jego zdanie, każdą krytykę traktowałam jak świętość bo skoro on jest taki świetny to na pewno ma racje a ja jestem głupia i musze się zmienić długo dopasowywałam się do niego po za tym często jak się kłóciliśmy on zawsze przedstawiał mi to w taki sposób żebym czuła się winna. Kiedyś nawet była taka sytuacja że on mnie bardzo źle potraktował a jak zaczełam z nim rozmawiać to przedstawił mi to w taki sposób że to jego zachowanie było skutkiem mojego wcześniejszego i robił to na tyle skutecznie że w końcu to ja go przepraszałam. Teraz też tak częst jest tyle że zaczełam to widzieć i mówie mu żeby przestał mi robić mętliku w głowie.

Kolejny problem to że ja się z nim nie umiem kłócić bo jak on zaczyna krzyczeć to ja się blokuje, uciekam, wychodze z pokoju lub z domu jego to bardziej denerwuje. Potem wracam i wyjaśniamy kłótnie już na spokojnietylko że on znowu mi zaczyna to w swój sposób tłumaczyć i myśle masz racje jak mogłam się tak zachować a potem kiedy zostaje sama to jestem zła na siebie że znowu dałam się przekabacić na jego strone, że wyszło że to co ja czuje jest nie ważne. a jak chce wrócić do tematu co mnie boli to on wpada w furię że przecież już mamy to ustalone i dlaczego ciągle wracam do tego samego. Bo on mi nie będzie tego samego znowu mówił i znowu ja wychodze na tą złą co piętrzy problemy.Bo ważniejsze jest to że on tak zrobił w skutek wcześniejszego mojego zachowania, a nie to jak ja się czuje.

dziewczyny mam podobnie !!! sad z tym ze ja jestem ze swoim facetem. Ale zawsze jak sie pokłoce to nie ma juz przeprosin w naszym zwazku ... no czasamo jak jest mi juz zle to wlasnie ja przepraszam i czuje sie wlasnie winna... ale tutaj nawet nie chodzi o jego ,mojego faxeta, bo jak spotkalam sie na kawie z innym i on zucil dosc mocny zartobliwy tekst do mnie i ja zareagowalam odpwoeidzia: spi*****j to on sie obraził na mnie, ze jak ja do iego mowie ze on nie jest moim facetem i jak chce tak trktowac swojego to niech mowie tak do niego... (z tym kolega znalam sie wczesniej na zasadzie pisania tylko,ale dosc otwarcie pisalismy wiec czulam sie swobodnie), no i co ja poczulam skruchę ,a przeciez on mnie uraził !!!! i to byl obcy w zasadzie facet ktorego moglam miec gdzies i to ze sie obraza !! ja poczulam wine ze go wyzwalam a to ze on mi dosadzil niby zartem, to juz nie bylo wazne i on winy i odpowiedzialnosci za to nie poniósł
sad

co do mojego faceta to tez robi tak ze jego myslenie jest najwazniejsze i to co on mowi jest ok, a moje uczucia ,potrzeby sie faktycznie nie liczą, nieraz o czyms rozmawiamy np wakacje i on mi o czymś opowiada gdzie bylo by fajnie pojechac a ja o innym miejscu np mowie, no ale temat ten sam , to ja w ogole zmieniam temat, zaczynam mu mowic o czyms innym no bo przeciez jego miejsce jest najwazniejsze.
ostatnio z moim bratem rozmawial na temat wakacji i opowiadal jemu o miejscu pewnym ,a moj brat ze nie byl ale jakis jego kolega gdzies byl to zaczyna mu cos tam tez opowiadac ,a on  na to : ja tobie o tym a ty mi zupelnie o czyms innym... ale co moj brat mial powiedziec ,ze co fajne zdjecia ,no spoko miejsce ...
tak ze on faktycznie liczy sie tylko ze swoimi potrzebami to czegoon chce co jego interesuje ...np ile razy pokazuje mi cos w internecie ja czas znajduje ,siadam ,ogladam z nim a jak ja chce jemu cos pokazac to jest juz źle !!! nie ma czasu, albo oglada do połowy sad
smutno mi z tego powodu, bo chcilabym zeby nawet jak cos sie mu nie podoba bylo to dla niego wazne i ze ja tez mam potrzeby.
Od jakiegos czasu juz bardzo dlugiego chce pojechsc w pewne miejsce a na wakacje cally czas wybieramy inne mijesca, takjak moje potrzeby byly by niewazne.


A co do uwag typu brzydka bluzka to tez tak mialam, albo jak cos gotowlam i zapytal czemu tak to ja juz myslam ze zle cos robie i jest ze mna cos nie tak - dalej tak mysle !! kloce sie zeby sie odczepil ode mnie, a przecie to faktycznie nie jest nic zelgo... ale jak bym znala swoja wartosc to pewnie bym to olała !! i umiala tez jemu lepiej doradzic co powinien robic.
Puki co zajelam sie soba ,znalazlam sobie zainteresowania a jego trzymam na dystans, postaram sie wziasc za siebie i to myslenie, bo z innym tez tak bedzie, ze przekabaci mnie na swoje zdanie i strone, przekonalam sie po glupim spotkaniu ,ze to problem tkwi we mnie a nie w moim facecie, no w nim tez, ze wszystko by chcial tak jak on chce a tutaj wydaje mi sie nalerzy go tylko przytrzymac, postawic na swoim twardo, i wyjsc mu z propozycja na przeciw i jak cos ze jade sama na swoje wakacje i zamierzam sie swietnie bawic, sklamac ze kupilam juz bilet i tyle,moze wtedy bedzie lepiej ,tylko do tego trzeba pewnosci siebie i silnej woli zeby sie nie wylalamc po drodze i niezerzygnowac, bo u mnie jest tak ,ze ja po jakism czasie miekne bo chce zeby on jechal ze mna i go prosze, bo mi zalerzy zeby byl ze mna tam !!! bo tak naprawde nie chce byc tam sama

chodzilyscie na jakies sesje do psychologa ??

34

Odp: brak pewności siebie
gagatek907 napisał/a:

enamorada  właśnie u mnie o to chodzi że dla mnie mój facet był zawsze ideałem więc każde jego zdanie, każdą krytykę traktowałam jak świętość bo skoro on jest taki świetny to na pewno ma racje a ja jestem głupia i musze się zmienić długo dopasowywałam się do niego po za tym często jak się kłóciliśmy on zawsze przedstawiał mi to w taki sposób żebym czuła się winna. Kiedyś nawet była taka sytuacja że on mnie bardzo źle potraktował a jak zaczełam z nim rozmawiać to przedstawił mi to w taki sposób że to jego zachowanie było skutkiem mojego wcześniejszego i robił to na tyle skutecznie że w końcu to ja go przepraszałam. Teraz też tak częst jest tyle że zaczełam to widzieć i mówie mu żeby przestał mi robić mętliku w głowie.

Znam to uczucie. Miałam tak z moim chłopakiem (chociaż nie tylko z nim, wiadomo - problem z pewnością siebie ujawnia się w wielu sytuacjach i relacjach). Mój chłopak też był dla mnie wyrocznią, bałam się jak zareaguje, jak oceni, czy na dany temat myśli tak samo jak ja? Jak jego zdanie było inne, to od razu moje stawało się głupie i mało ważne. Wyłaziłam ze skóry żeby dobrze wypaść, żeby mu się podobało, żeby był zadowolony, albo żeby się nie gniewał - dlatego też się "udusiłam" bo w końcu przyszedł moment, że dłużej nie mogłam. Najgorsze w moich relacjach były właśnie konflikty (ale to głównie w innej relacji miałam taki problem, chociaż w tym związku też), bo bardzo mi zależało, żeby druga osoba się nie gniewała, więc byłam skora przeprosić nawet jak nie czułam się winna (chociaż po takim konflikcie wystarczyło, że ten ktoś powiedział, że poczuł się zraniony, że mu przykro, że go nie rozumiem i już miałam potworne poczucie winy i przepraszałam). Często miałam wrażenie, że nie wiem za co przepraszam, czasem robiłam to chyba tylko po to "żeby już było dobrze", a potem jak zostawałam z tym sama to złościłam się na siebie, że znowu nie potrafiłam się wybronić, albo postawić się.

Najgorsze było chyba to że zawsze próbowałam określić kto ma rację i nigdy nie potrafiłam tego zrobić. Jak doszło do tego poczucie winy to już automatycznie czułam, że moje argumenty są głupie. Nie potrafiłam sobie uzmysłowić że nie chodzi o określenie obiektywnie kto ma rację, tylko o samo wypowiedzenie swojego zdania. Że nie chodzi o to, czy obiektywnie rzecz biorąc mam rację czy nie, tylko o to że moje odczucia czy przekonania są ważne i prawdziwe, dlatego że ja po prostu tak czuję. I druga strona powinna to szanować, a nie próbować to podważać, na zasadzie że "jak możesz tak myśleć", "nie powinnaś tak czuć", "wydaje ci się". Mnie też bardzo blokował strach, że przecież nie powiem co naprawdę czuję w danej sytuacji, bo go zranię, będzie mu przykro itd. Niestety - dobrymi chęciami jest piekło murowane, jak się o tym przekonałam. Jeżeli w rozmowie czy konflikcie uczestniczą dwie osoby, mające dobrą samoocenę to potrafią sobie mówić rzeczy, które mogą być przykre dla drugiej strony (ale tylko w dobrej wierze, np dla dobra związku, nie dla skrzywdzenia drugiej osoby) i przyjmować te krytyczne komunikaty.

My jako osoby z brakiem pewności siebie, krytyczne komunikaty bierzemy bardzo do siebie i np. nadmiernie martwimy się tym. Ale np. twój chłopak gagatku też nie potrafi przyjąć tego co Ty mówisz, reaguje agresywnie i twierdzi, że to twoja wina, czyli jednym słowem Ty bierzesz krytyczne uwagi zbyt mocno do siebie i dołujesz swoją samoocenę, a on - reaguje obronnie, atakiem, odbija wszystko w Ciebie żeby go nic z tego co mówisz nie dotknęło (z tego wynika, że też ma problem z samooceną).

złosnica napisał/a:

chodzilyscie na jakies sesje do psychologa ??

Ja chodziłam w ostatnim roku przez kilka miesięcy. Poszłam po pomoc, bo wydawało mi się, że mam depresję (byłam zdołowana i przytłoczona moimi relacjami i nie mogłam zrozumieć, dlaczego czuję się w nich tak niekomfortowo). Nie chodziłam na terapię, tylko na takie luźne spotkania, na których omawiałam bieżące sprawy i ćwiczyłam się w odnajdywaniu własnego zdania i zastanawianiu się co kryje się za moimi emocjami (dlaczego czuję się tak a nie inaczej). Bardzo pomogły mi te spotkania, nauczyłam się dzięki nim widzieć sprawy inaczej i inaczej myśleć.

Dziewczyny jeszcze jeśli chodzi o to, że druga strona nie szanuje lub nie spełnia naszych potrzeb to nie ma sensu wdawać się w niekończące się kłótnie z wymówkami, bo nie da się zmusić drugiego człowieka do zmiany. Zacznijcie od siebie, popróbujcie same rozpoznawać swoje potrzeby, uznawać je za ważne i same dbać o siebie. Brzmi jak banał ale naprawdę wszystkie zmiany zaczynają się od nas samych. Praca nad zmianą innych jest zawsze stratą czasu. Każdy odpowiada tylko za zmianę samego siebie - dlatego gagatku, jeśli chcesz żeby twój chłopak się zmienił, to oczywiście możesz go wspierać i być przy nim jeśli chcesz, ale cały wysiłek i tak on będzie musiał wykonać sam. Jeśli on się w to naprawdę nie zaangażuje, to z twojej strony wiara w jego zmianę będzie stratą czasu.

35

Odp: brak pewności siebie

"Jeżeli w rozmowie czy konflikcie uczestniczą dwie osoby, mające dobrą samoocenę to potrafią sobie mówić rzeczy, które mogą być przykre dla drugiej strony (ale tylko w dobrej wierze, np dla dobra związku, nie dla skrzywdzenia drugiej osoby) i przyjmować te krytyczne komunikaty."


to prawda jęsli dwie osoby wiedzą ile są warte i mają wysoką samoocenę to faktycznie  krytyczna uwaga im nie przeszkodzi wrecz przeciwnie zmobilizuje. moj facet mi zawsze mowił ze on by chcial bym mu zwaracala uwagę, jak cos zle robi lub doradzila jesli uwazam ze cos nie pasuje do czegos czy cokolwiek ,co by go zmusilo do dzialania, ja tak nie potrafię sad !!! boje sie ze go zranię, nie potrafię mu powiedzieć np : idz w koncu do fryzjera zobacz jak twoj kolega fajnie wyglada
albo ze ten sweter nie pasuje do tego ,daj spokuj ja tak z toba nie wyjdę jak zamierzasz to ubrać !
lub inne przykre rzeczy np : skoro nie umiesz ugotowac to nie bierz sie za to...
A on mi nieraz potrafil tak powiedzieć ,ze skoro mi nie wychodzi ciasto to po co sie za to biorę !! zadnego wsparcia typu : wyjdzie ci kolejnym razem

tzn ja tez go nie rozumiem, bo nieraz tak mowi, nie martw sie Warszawy od razu nie zbudowali, trzeba probowac a kiedy to robię to niorzumie dlaczego skoro nie wychodzi powinnam to zostawic i sam mi robi nieraz taki metlik w głowie !!!

dzisiaj sie poryczałam od nowa !!! sad

rozmawialismy na skypie i on ma isc do lekarza jutro, ma spotkanie z chirurgiem i ja powiedzialam jemu zeby wziol sobie zwolnienie z Pl
a ON : ale po co  z Pl, co mi to da w UK bede musiał isc i dadza mi zwolnienie
bo jak worci nie bedzie mogl pracowac przez jakis czas, ruszac reką.
JA: przetlumacza ci tutaj to zwolnienie, moze nie bedziesz musiał płacić za wizytę jak pujdziesz tylko po kopie w innym jezyku
On: dobra nie mecz juz, wymyslasz glupoty, na kolanie przed domem mi przetlumacza,bede musial zaplacic ( cos takiego, powiedzial ,chcial bym go nie meczyla)
Ja: jak piszesz z kolezankami to one cie jakos  nie mecza, prawda ?
On: nie wymyslaja mi takch glupot

wylaczylam skypa bez slowa i sie poryczałam !!! sad
pozniej wysłam mu esa : przykro mi jest ze cie mecze i nie szanujesz tego co mowie do ciebie a masz wiecej wyrozumialosc dla swoich kolezanek ,skoro sa takie madre i wspaniale to niech ci doradzaja, milego pisania z nimi smile

teraz caly dzien bede miala doła ...
a kiedy juz mi minie wiem ze moglam postapic inaczej , poprostu olac to co mi powiedzial ,z tym ze ja nie przyjmuje takch słow, dla mnie to co mi powiedzial ze ona nie wymyslaja takch glupot jest oznaka tego ze ja jestem gorsza,ze one sa lepsze, z nimi ma ciekawsze tematy itp... juz nie wiem co z soba zrobić

moi rodzice nie rozmawiali ze soba czesto ... nie rozmawiali z nami dziecmi na powazne tematy,ja nie wiem o czym mam z nim rozmawiać sad co mu popowiadać ,ja do dzisaj nie wiem o cym rozmawiac z mamą, rozmawiam  z nia o takch pierdolach ,typu co kupila,jak minol dzien ,czy jutro idzie do pracy i ze swoim facetem tez, przez tego skypa, ogolen rzeczy wypytywalam ale on tez zachwuje sie tak jak by go rozmowa ze mna nie krecila ... sama juz nie wiem co mysleć ,zaczelam cos mu tam opoiadac to zachwywal sie tak jak by go to nie interesowało, opowiadalam jemu że kupilam wiatka za 75centow, ze ogladalam fajny film, czy dostal odemnie linka na fb ... nawet nie wiem czy czytal ,mowil ze widzial ale pewnie nie czytal bo link jest odemnie a to co ja wysle jest nudne zazwyczaj ... tak mysle bo zawsze mowi ze nie widzial nic odemnie ,albo nie dostał, albo przeoczył, albo nie miał czasu by zerkną ...

ja juz nie wiem co mam z soba zrobić ...nie wiem jak reagowaćna tego typu słowa własnie, czy przyjdzie czas ze sie uodpornie !!!
ze bede to olewała i miała w dupie !!! Nie przejmowała sie opinią jego !!!

36

Odp: brak pewności siebie

No i stało się wymiękłam. Już dłużej nie dałam rady. Rozstaliśmy się i to w jego urodziny. Jednocześnie to był pierwszy dzień rzucenia jego nałogu. A wyglądało mniej więcej tak. Rano kiedy wstawałam do pracy obudziłam go chcąc mu złożyć życzenia zdenerwował się więc odpuściłam napisałam karteczkę z życzeniami i wyszłam. Dzwoniłam kilka razy pytałam jak się czuje zaproponowałam spacer po mojej pracy, że chce żeby ten dzień był dla niego wyjątkowy. Mówił żebym odpuściła, że dla niego to jest dzień jak każdy inny, że nie ma ochoty nigdzie ze mną spacerować i że go tylko denerwuje. I że tymi pytaniami (jak się czuje) wcale mu nie pomagam tylko ciągle przypominam. Kiedy wracałam do domu również do niego zadzwoniłam zapytać co się z nim dzieje nie wiedziałam czy jest w domu czy nie tylko krótko odpowiedział że jest w domu i że to chyba on się powinien zapytać gdzie jestem. Cały dzień był nie w humorze, ale tylko w stosunku do mnie ze swoją matką i znajomymi rozmawiał normalnie. Kiedy weszłam do domu robił obiad przywitałam się z nim ale już z pewny dystansem przecież nie chciał swiętować nie chciałam go bardziej zdenerwować. Zjedliśmy ja pozmywałam. Wtedy się do mnie przytulił i powiedział że to jest jego pierwszy dzien i że jemu tak łatwo że może mi się tak wydaje że on chodzi rozdrażniony ale tak nie jest tylko po prostu ja go zdenerwowałam zaproponował żebyśmy się położyli. Położył się i nic nie mówił tylko widziałam jak w nim napięcie rośnie. Zaproponowałam mu masaż żeby się troche wyluzował nie chciał, Mojego przytulenia nie odwzajemnił. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Potem już nie pamiętam jak do tego doszło ale zaczął na mnie krzyczeć że nic nine rozumiem że jestem zwykłym tłumokiem że nie zapłaciłam wszystkich rachunków (on nie pracuje z mojej pensji jak bym wszystko opłaciła to byśmy na życie nie mieli a każdą kwotę którą on dostał na urodziny pooddawał długi za swój nałóg). Chciałam wyjść się przejść zabronił mi coraz głośniej krzyczał że wszystko spier...ć potrafię nawet jego urodziny. Zamachną się ręką na mnie, nie trafił bo się uchyliłam. Krzyczał że on cały dzień sie stara pytał co mógłby jeszcze zrobić żeby ten dzień inaczej wyglądał, że był spokojny. Po tym co mi w ostatni piątek zrobił strasznie się go wystraszyłam wybiegłam z domu. Pobiegł za mną zaciągną mnie z powrotem do domu. Powiedział że tak być nie może że chce się rozstać. Powyzywał mnie od najgorszych. Kazał się spakować. Zadzwonił do swojej matki strasznie mnie do niej s powyzywał. Chciał się wprowadzić do rodziców ale matka nie chciała żeby wracał powiedziała tylko że jeśli będzie taka potrzeba to wynajmie mu pokój. Potem wykrzyczał że mam zadzwonić do swojej matki i powiedzieć że się rozstaliśmy. Mówiłam że nie muszę dzwonić że wrócę po prostu ale  nalegał powiedział że chce to usłyszeć. No cóż moja mama się ucieszyła że wracam. Wzięłam torbę powiedziałam ze poczekam na niego na zewnątrz ale usłyszałam tylko se jo nara szmato po trzech latach. Więc już nie czekałam wyszłam wsiadłam do autobusu i pojechałam na następnym przystanku mnie dogonił innym autobusem dał mi telefon bo na jego nr dzwoniła moja mama skończyłam rozmawiać i wyszedł ja zostałam pojechałam do siebie. I tak skończył się nasz związek. Potem wiem że pojechał do znajomych znowu palić. Ja tylko zadzwoniłam jeszcze do jego matki. Powiedziała żebym się nie przejmowała że ona mu pomoże żebym wróciła do domu i spróbowała o tym nie myśleć. jeszcze mam u niego jakieś rzeczy. Może jakoś po weekendzie je odbiore. Teraz mam taką pustkę, może jestem egoistką ale uważam że to nie ja mu spieprzyłam urodziny tylko on sam to zrobił na własne życzenie. Ktoś może powie że jestem przewrażliwona i swoim zdenerwowaniem nakręciłam go bardziej, ale ja już nie raz od niego dostałam a w tamten piątek tak oberwałam że przez kilka dni z domu nie wychodziłam bo miałam kilka śliw na twarzy. Wtedy przepraszał mówił że on wie że tak być nie może że dla niego to hańba że podniósł na mnie ręke z resztą jak za każdym poprzednim razem. Jego mama mi powiedziała że może to rozstanie da mu w końcu kopa że zacznie działać. A ja boje się że może sobie zrobić jakąś krzywdę. Boje się czuje straszną pustkę ale już nie chce z nim być. Po tym wszystkim nie umiem już mu zaufać i czuć się przy nim bezpiecznie. A też nikt z moich ani jego rodziców nie wiedzą że on na mnie kiedyś podniósł ręke, chociaż moja mama się domyśla, ale zaprzeczyłam bo strasznie się tego wstydze.

37

Odp: brak pewności siebie

Wiesz,
czasem trzeba być egoistą i myślec tylko o sobie,
to co tu opisałaś  swoim związku przypomniało mi mnie z mojego wcześniejszego związku ... też byłam winna wszystkiego.
Dobrze, że się rozstaliście i ten toksyczny związek się wreszcie skończył.
Nie martw się o niego. Myślisz, że on chociaż raz tak szczerze przejął się Tobą .? i tym jaką krzywdę Ci wyrządzał cały czas .?
Ja uważam że ani razu ...
on jest zwykłym id*otą bo stracił taki Skarb, a Ty jestes bogatsza niestety o dość przykre doświadczenia, ale teraz będziesz już wiedziała, że musisz znać swoją wartość i byle facet nie może Ciebie obwiniac o całe zło tego świata, przeciez to nie Twoja wina że "zawalił się dach w Katowicach" ..

Trzymaj się ;-)

38

Odp: brak pewności siebie

dzięki za dobre słowo, najgorsze jest teraz to że on do mnie dzwoni przeprasza płacze prosi błaga żebym tylko wróciła i żebym go nie zostawiała bo to jest dla niego bardzo trudny okres bezemnie jest mu bardzo ciężko że on już wszystko rozumie co źle robił że będzie mnie więcej doceniał a nie tylko o wszystko obwiniał i że już nigdy więcej na mnie ręki nie podniesie, już nigdy złego słowa na mnie nie powie.

Tylko że to nie jest pierwszy raz że zrobił taką awanturę tydzień temu mnie tak pobił że przez kilka dni z domu nie wychodziłam bo leczyłam siniaki wstyd było gdzie kolwiek wyjść i wtedy mówił że już nigdy więcej na mnie ręki nie podniesie przyszedł kolejny piątek i znowu rym razem zrobił to dwa razy ale przecież obiecał. Powiedział że dopiero teraz do niego doszło to co on mi zrobił w tamtym tygodniu. A jak się denerwuje z jakiegoś dość błahego powodu (bo u nas nie ma innych powodów jak np coś nie tu odłożone, coś co według niego zbyt długo trwa lub na coś się umawialiśmy i wyleciało mi to z głowy) to wtedy wrzeszczy pyta jak on może inaczej zareagować na taką głupote co zrobiłam i że skoro w takich rzeczach robie błędy to co będzie jak będe coś poważniejszego miała zrobić. I teraz dzwoni i tłumaczy że o te błahostki nie będzie się czepiał. Mówi że już prace sobie znalazł na lotnisku i że firmę będzie rozkręcał po godzinach ale jak wcześniej mu to proponowałam to mnie wyśmiał bo przecież jeśli pójdzie do pracy to w jaki sposób będzie miał czas na firmę.

W ciągu 2 dni mówi że tak bardzo się zmienił i dlaczego w niego nie wierze prosi żebym mu dała ostatnią szanse że jeśli się obawiam to następnym razem odejde i już nie będzie gadek ale żebym mu teraz dała jeszcze szanse.

Ja się obawiam bo kiedy on wpada w swoją furię to mnie nawet z domu nie chce wypuścić nie może nad sobą zapanować wrzeszczy popycha ciąga za włosy bije po twarzy kilka razy wykręcił mi ręke i się uśmiech. pyta długo jeszcze będziesz ryczała dopuki będziesz ryczała to ja się nie uspokoje.


Ja się go zwyczajnie już boje a on mi tłumaczy swoje że on już rozumie i że tak nie będzie. że beze mnie sobie nie poradzi. Żebym go teraz nie zostawiała.

Moja mama prosi mnie żebym nie wracała koleżanka tak samo tata mówi że on sobie nie wyobraża z nim usiąść przy jednym stole chociaż rodzice nie wiedzą o rękoczynach.

Sam zdrowy rozum mi podpowiada żebym nie wracała ale on tak płacze tak prosi mówi jak on to wszystko już rozumie. Tylko co z miom bezpieczeństwem skąd moge byc pewna że po tygodniu znowu nie podniesie na mnie ręki. On jest niby tego pewny, ale zawsze był pewny że nigdy więcej tego nie zrobi a on coraz częściej wpada w taką furię i jakoś w to mi się nie chce wierzyć że on przez dwa dni tak się zmienił i że tak wszystko rozumie.

39

Odp: brak pewności siebie

Drogi gagtku

Milosc miloscia ale nasze wlasne zycie jest wazniejsze ... nie sadzisz???

Dziewczyno !!!!!!!!!!!!!! ja cie na wszytko prosze nie wracaj do niego, zylam z takim tyran 8 lat Alkohol , amfetamina itd

Wiem jak to jest tez nie moglam od niego odejsc ale zrobilam to udalo sie i to w wieku 29 lat , obecnie jestem 4 lata po rozwoduzie poznalam kogos kto mnie szanuje i kocha

Teraz ci sie wydaje a pierd.... glupoty , moj tez sie chcial zabijac zacpac itd mylslalm biedny bezemnie nie da rady
bulszit.............................................................
da nawet niewiesz jak i tak ju cie wykonczyl psychicznie.
jest pewna zasada w psychologi ( moja Mama jest psychologiem smile mam szczescie)
Osoba majaca poczucie winy za swoje czyny ( o rymuje sie ) zawsze ale to zawsze znajdzie cos lub kogos by tak zwanie sobie ulzyc czyli czesc swojej winy zrzucic na kogos, a wiesz dlaczego bo probuje odwrocic sytuacje chce zebys sie skupila na tym co wedlug niego zle robisz jaki jest efekt??? bardzo prosty uwidacznia sie twoja peseudo wina a on czuje sie rozgrzeszony
Pomysl dziewczyno o tym co napisalam w razie w pisz na gg 11140055
Pozdrawiam

40

Odp: brak pewności siebie

Pomyśl o tym ile razy Ty płakałaś ? Jakoś go to nie wzruszało prosi abyś wróciła po co zabrakło mu ofiary nad którą mógłby się znęcać wiesz nawet przy tresurze psów nie stosuje się takich metod ten twój chłopak to jest chory psychopata jemu sprawia przyjemność zadawanie bólu i cierpienia tak Cię zmanipulował że wie dobrze jak ma zagrać na twoich uczuciach abyś wróciła , bardzo żle zrobisz jak dasz mu szanse tacy ludzie się nie zmieniają obierają inną taktykę .

41

Odp: brak pewności siebie

ja uważam osobiście, że nikt nie zmienia się z dnia na dzień i na pstryknięcie palcem, jak ktos raz uderzy to zrobi to drugi ...
Byłaś z nim ... wiesz jaki jest, znasz go ...
nie wchodź drugi raz do tej samej rzeki.
nie popełniaj tego blędu, który wciąż popełnia tak wiele kobiet .. bądź mądrzejsza o ich doświadczenie, nie daj sobą manipulować...
Daj sobie szansę na szczęście i spokój . ;-)
Minie jakiś czas, wszystko ucichnie i zobaczysz że znajdzie się ktoś kto będzie Ciebie wart, b jesteś na pewno wspaniałą osobą ...

i pamiętaj
" ten kto jest wart Twoich łez, nigdy nie pozwoli Ci zapłakać, a kiedy już do tego niestety dojdzie pierwszy otrze Twoje łzy .. "
t mi kiedyś powiedziała moja prababcia ..
uważam że te słowa są naprawdę mądre ...

42

Odp: brak pewności siebie

Też nie wierze w jego tak szybką zmianę bo za każdym razem mi mówił że już nigdy więcej nie podniesie na mnie ręki że to odjeło mu jego honor i bardzo źle się z tym czuje. I po awanturze robi wszystko dla mnie normalnie jest ksieciem z bajki kupuje kwiaty gotuje obiady podkłada poduszkę pod stopy aż do kolejnego wkur..enia. Wtedy on nad sobą po prostu nie panuje. Teraz płacze bo uważam go za potwora i on czuje się przez to bardzo pokrzywdzony.

Teraz zaprasza mnie na herbate do mieszkania a ja boje się że jak tam wejde to nie będzie chciał mnie z tamtąd już wypuścić bo przy awanturach zamyka drzwi i nie  mam szans ucieczki.

Niewiem może przesadzam panikuje uogulniam ale ja zwyczajnie boje się o siebie on staje się coraz bardziej bezwzględny.

Przyłazi pod pracę z kwiatami i robi sceny. wychodzi że to ja jestem ta zła bo on przedemną klęka a ja nie chce z nim rozmawiać.

Gdyby tak nie prosił byłoby mi łatwiej a on tak łatwo mną manipuluje. Już teraz to widzę za dużo razy dałam się nabrać na to.

Mówie mu że nie jestem zabawką którą się można bawić a jak się znudzi to wystawia przez drzwi wtedy płacze że mam go za takiego potwora i że nie pamiętam o tym jak było dobrze między nami.

43

Odp: brak pewności siebie

Ty go nie masz za potwora bo on właśnie jest potworem ! Dlatego właśnie to wszystko robi (te błagania) on wie dobrze że masz słaby charakter i ulegniesz, dasz się przeprosić i wrócisz do niego i on będzie górą . Nie powinnaś zwracać na niego uwagi nie zatrzymywać się jak do Ciebie mówi potraktuj go jak powietrze a z czasem sam zrezygnuje z tych szopek i przestanie robić przedstawienie pod Twoją pracą , Zastanów się czy zdrowy facet na umyśle by coś takiego robił .

44

Odp: brak pewności siebie

gagatku ...
jeżeli on przychodzi pod Twoją pracę i robi Ci sceny zwyczajnie idź z tym na policje i poproś, żeby wykonali do niego telefon i powiedzieli, że nie życzysz sobie kontaktów z nim i niech zagrożą mu pozwem do sądu...
może to cos pomoże.
i pod żadnym pozorem nie idź do jego mieszkania na żadną kawę czy herbatę.
i jeszcze jedno ...
mówi że to że Cie uderzył odjęło mu honor .?
niech on sobie zada pytanie czy w ogóle wie co to słowo znaczy i czy on go ma ..

45

Odp: brak pewności siebie

Nawet nie wiedziałam że tak mi ciężko będzie. To jest niby taka prosta sytuacja ale jednak przywiązanie jest ogromne. Już trochę żadziej ale jednak pisze i dzwoni. Mówi że on to wszystko naprawi że on już rozumie że mnie skrzywdził że on to wszystko naprawi. Wcześniej nie był świadomy tego co przechodziłam. Że teraz on odbuduje moje zaufanie. Że będzie mnie wspierał i pracował nad tym żebym stała się bardziej pewna siebie. Czuje się fatalnie. W takich chwilach zapominam co było źle i mam chęć dać mu jeszcze jedną szanse.

Ale z drugiej strony już nie mam siły na kolejne awantury, ponizenia, wyzwiska i tym podobne wiem że jeśli jeszcze raz dojdzie do takiej sytuacji to po prostu nie dam rady się już podnieśc.

Jest strasznie.

Po za tym bardzo tęsknie za zwierzakami które zostały z nim, nawet nie dał mi się z nimi pożegnać, zabrał klucze od domu.

Jest naprawde bardzo żle.

46

Odp: brak pewności siebie

Tak na prawdę to Ty nie chcesz od niego odejść wymyślasz jakieś fanaberie ze zwierzakami sama szukasz pretekstu aby iść do niego cały czas Go usprawiedliwiasz masz duży problem z samą sobą zadaj sobie pytanie czy Ty chcesz od niego odejść . z tego co piszesz to wnioskuję że odpowiada Ci ta sytuacja masz 25 lat a zachowujesz się jak nastolatka . Przepraszam za te słowa ale tak to oceniam smile

47

Odp: brak pewności siebie

związek jest zakończony ostatecznie teraz mam tylko problem z zabraniem rzeczy ale coś wymyśle dziękuje bardzo wam za wsparcie otworzyłyście mi oczy na to co się dzieje naprawdę i dzięki waszejj pomocy potrafiłam się otworzyć wśród swoich naj bliższych i u nich również dostałam ogromne wsparcie. Naprawde jestem wam ogromnie wdzięczna. Żałuje tylko że tak dłużo czasu zajeło mi żeby to wszystko zobaczyc i aż tyle musiałam przejść. Ale teraz czuje się silnmiejsza. Pisałam dzisiaj z nim i ta rozmowa mi udowodniła że on się nie zmienił i to co mi mówił o swojej cudownej przemianie to były tylko bajki. Dzisiaj już na chłodno potrafie przyjąć kolejne wyzwiska i nawet mnie zaczeło to wszystko śmieszyć.

Posty [ 48 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » brak pewności siebie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026