Witam Drogie Panie
Ostatnio przeprowadziłam z moim facetem rozmowę odnośnie zaręczyn, bardzo się rozczarowałam, ponieważ jakiś czas temu planowałam pojechać na studia mgr na drugi koniec polski, nie zgodził się, bo bal się ze rozsypie się nasz związek, chce za dwa lata brać ślub a teraz dowiedziałam się, cytuje ?? jaki sens maja oświadczyny jak my mieszkamy osobno i będziemy jeszcze co najmniej 2 lata mieszkać osobno?? jak mam to rozumieć? Według Niego sens bycia razem pojawia się dopiero wtedy kiedy mieszka się razem? A ten okres przed wspólnym zamieszkaniem = zaręczyny, to co jest? Okres nicości, bo nie rozumiem jego toku myślenia. Strasznie przykro mi jest, ze On się kieruje pobudkami materialnymi i jeszcze niewiadomo czym, sądziłam ze Facet jak się oświadcza to z miłości, bo wie ze to jest kobieta jego życia a nie dlatego ze maja razem mieszkać. Nie wiem co o tym myśleć, może się niepotrzebnie denerwuje? Kobietki, pomóżcie mi jakoś poukładać moje myśli, gubię się w tym wszystkim sama. Czy jest sens dalej ciągnąć ten związek? Dla mnie jego myślenie, jest troszeczkę płytkie, jedni powiedzą ze, facet dobrze myśli ale dlaczego zaręczyny maja być uwarunkowane wspólnym mieszkaniem? Wielu moich znajomych mieszak razem, dopiero po ślubie i nie mówią ze zaręczyny nie maja sensu. Może mnie nie Kocha?
Podobne tematy
2 2013-08-28 11:16:20 Ostatnio edytowany przez adamajkis (2013-08-28 11:18:00)
Poważny związek to nie ten z brazylijskich romansów. Związek to codzienność, zamiast się cieszyć, że masz życiowego faceta, to szukasz namietnych polotów. Jak dla mnie on ma rację, jesteś niedojrzała jeszcze do poważnego związku.
Adelajdo, troszkę rozumiem Twojego faceta. Bo dopiero jak się mieszka razem, to widać jak na dłoni wszystkie wady i zalety partnera i dopiero można powiedzieć sobie: "tak, to jest osoba, z którą chcę dzielić radości i troski życia codziennego". Wy na razie tego życia codziennego nie doświadczacie. Myślę, że nie ma co się obrażać za takie postawienie sprawy przez niego, bo tak jak napisał adamajkis, to jest po prostu życiowe, realne spojrzenie na tę kwestię, bez różowych okularów i latających w tle kucyków Pony
Warto, byście na spokojnie porozmawiali o tym, jak każde z Was widzi problem zaręczyn i wspólnego mieszkania, bo ewidentnie patrzycie na niego z zupełnie różnych stron.
"Ostatnio przeprowadziłam z moim facetem rozmowę odnośnie zaręczyn..."
To to nie powinna być niespodzianka z jego strony?
Nie wiem może jestem zbyt stereotypowa i nie rozumiem pewnych sytuacji, tak jak "uzgadniania" wspólnie zaręczyn. Ale nieważne.
Wydaje mi się, że Twój facet nie miał niczego złego na myśli. Po prostu jest sfrustrowany faktem, iż masz w planie wyjazd, studia które pochłonął Twój czas no i to, że nie może codziennie rano widzieć Cię jak jesz śniadanie, myjesz zęby itd.
Może dla Niego priorytetem jest wspólne zamieszkanie, poznanie na wzajem swoich zwyczajów, a dopiero potem świadome zaręczyny?
Nie wiesz czy dalej ciągnąć ten związek bo powiedział to, co powiedział, a na końcu zadajesz pytanie czy Cię kocha...? Trochę absurdalne. ![]()
Moim zdaniem tymi słowami naprawdę nie chciał Cię zranić, chciał trochę pobudzić Twoje sumienie i zwrócić Twoją uwagę na to, że najpierw chce z Tobą zamieszkać, a dopiero potem się z Tobą zaręczyć.
Nie traktuj zaręczyn jako warunku do tego, aby być razem. Nie tędy droga...
Proponowałabym szczerą rozmowę.
Ja nie wyczekuję zaręczyn z niecierpliwością ale kiedyś, jak już będziemy planować powiększenie rodziny chciałabym - tradycyjne, z pierścionkiem (może być tani, bo to tylko symbol). A któregoś razu Luby mi wyjechał z tekstem, że zaręczyny to jakieś przestarzałe coś, świadczące o zasobności przyszłego małżonka, czy da radę utrzymać żonę i czy aby przypadkiem nie będzie lepszego kandydata.
Mimo, że romantyczna przesadnie nie jestem zrobiło mi się strasznie przykro, dusiłam to w sobie ze 2 dni po czym powiedziałam mu, że mi na tym zależy. Że dla mnie to jest symbol, nie ma znaczenia ile kosztuje pierścionek. Byle był z jakiegoś trochę szlachetniejszego materiału żeby wytrzymał lata. I wiesz co? Zrozumiał, że jest to dla mnie ważne i czym w zasadzie to dla mnie jest. On po prostu nie wiedział, że mimo, że mam tak luźne podejście do tematu zaślubin same symbole są dla mnie ważne.
Dlatego zamiast się domyślać co on miał na myśli proponuję zapytać szczerze. Porozmawiać o swoich pragnieniach, odczuciach. Na domysłach raczej żaden związek nie przetrwa ![]()
Tylko rozmowa nie może być "roszczeniowa" - ja chcę i tak ma być. Starajcie się siebie nawzajem zrozumieć ![]()
Owszem, mieszkając razem lepiej się poznajemy. Z drugiej strony ile jest par, które nie zamieszkały razem przed zaręczynami a dopiero po ślubie? I są szczęśliwi dotarli się , pogodzili się z przyzwyczajeniami, wadami partnera, bądź je zmienili . Zaręczyny, przez to facet pokazuje ze Kocha na dobre i na zl i że, nie ma takiej rzeczy która by zniszczyły związek, skoro facet wie ze to kobieta jego życia, to po co chce sprawdzać przed ślubem? Może mysle w sposób stereotypowy, ale spójrzmy na naszych rodziców, większości przypadków nie mieszkali razem przed ślubem, dopiero po. I co? Do dziś są razem, owszem niektórzy sie rozwodzą , ale nie zmienia to faktu ze Oni nie musieli mieszkać razem, żeby się poznać lepiej, po prostu wiedzieli ze to ta osoba i koniec. Ktoś powie ze to były inne czasy, ale życie jest życiem, codzienne problemy i mimo tego, zdecydowali ze właśnie to z Nią/ Nim bd stawiać czoła wszelkim trudnością i razem dzielić się szczęściem. Teraz ludzie przed ślubie musza zamieszkać razem, sprawdzić się aby dalej cokolwiek planować.
Zaręczyny, przez to facet pokazuje ze Kocha na dobre i na zl i że, nie ma takiej rzeczy która by zniszczyły związek, skoro facet wie ze to kobieta jego życia, to po co chce sprawdzać przed ślubem? Może mysle w sposób stereotypowy, ale spójrzmy na naszych rodziców
Myślisz nie tyle w sposób stereotypowy, co po prostu idealistyczny. Wierzysz w idealną, bezwarunkową miłość do grobowej deski, a to - o ile w ogóle istnieje - jest raczej przypadkiem najrzadszym z rzadkich. No właśnie, przekornie odwracając Twoje pytanie: skoro nie sprawdził przed ślubem, jak żyje mu się z Tobą w każdych warunkach, to skąd może wiedzieć, że jesteś kobietą jego życia?
Co do rodziców, to się nie wypowiem, bo moi się rozeszli, ale mogę się wypowiedzieć na temat moich dziadków, którzy żyli ze sobą do śmierci. Nie myśleli o rozwodzie, bo wtedy ludzie się generalnie nie rozwodzili, tylko męczyli ze sobą w imię przysięgi - ile moja babcia wylała łez w tym małżeństwie, tylko ona wiedziała.
Owszem, mieszkając razem lepiej się poznajemy. Z drugiej strony ile jest par, które nie zamieszkały razem przed zaręczynami a dopiero po ślubie? I są szczęśliwi dotarli się , pogodzili się z przyzwyczajeniami, wadami partnera, bądź je zmienili . Zaręczyny, przez to facet pokazuje ze Kocha na dobre i na zl i że, nie ma takiej rzeczy która by zniszczyły związek, skoro facet wie ze to kobieta jego życia, to po co chce sprawdzać przed ślubem? Może mysle w sposób stereotypowy, ale spójrzmy na naszych rodziców, większości przypadków nie mieszkali razem przed ślubem, dopiero po. I co? Do dziś są razem, owszem niektórzy sie rozwodzą , ale nie zmienia to faktu ze Oni nie musieli mieszkać razem, żeby się poznać lepiej, po prostu wiedzieli ze to ta osoba i koniec. Ktoś powie ze to były inne czasy, ale życie jest życiem, codzienne problemy i mimo tego, zdecydowali ze właśnie to z Nią/ Nim bd stawiać czoła wszelkim trudnością i razem dzielić się szczęściem. Teraz ludzie przed ślubie musza zamieszkać razem, sprawdzić się aby dalej cokolwiek planować.
Moi rodzice tam mieszkali razem przed ślubem i to bardzo długo.
Pewnie są takie pary, co nie mieszkały razem, a się dotarły, ale mówiąc szczerze to ja znam takich raptem parę (tak, wliczając pokolenie 40+), a takich co stwierdziły, że to pomyłka znam całe mnóstwo. Tyle, że część stwierdziła, że to pomyłka, a i tak zostali razem i się męczą śpiąc w osobnych pokojach i zamieniając ze sobą 5 słów dziennie.
Ja mówiąc szczerze nie rozumiem tego pędu do zaręczyn, skoro ślub ma być i tak za dwa lata (pomijając już kwestię, że nie wyszłabym za kogoś, z kim bym tak przynajmniej z rok nie pomieszkała) - przecież to i tak tylko symbol. Chłopak mojej przyjaciółki wprost powiedział, że oświadczy się z pierścionkiem, klękaniem i wszystkim, ale dopiero jak będą gotowi na ślub, a nie oświadczyny, a potem ... długo długo nic.