Cześć ![]()
Parę lat temu żaliłem się na tym forum, że jestem samotny od urodzenia. Mój temat ciągnął się na kilkadziesiąt stron przez prawie rok. Cóż, minęło parę lat i znalazłem swoją drugą połówkę. Jest to zarówno mój jak i jej pierwszy związek. Obojgu nam jest razem dobrze, jesteśmy zgodni, mało się kłócimy. Pojawiła się pewna sprawa - ona wprost powiedziała, że chciałaby żebym się jej oświadczył. Ja sam już wcześniej miałem takie myśli, ale oczywiście tylko na myślach się skończyło, bo byłem pewien że jest za wcześnie na takie decyzje. Dlaczego? Bo jesteśmy razem dopiero 9 miesięcy. Jestem na ostatnim roku studiów i powiedziałem sobie, że przed obroną magisterki nie chcę nic takiego planować. Ona powiedziała, że jej siostry w wieku 22 lat już były po ślubach (ma 21). Pochodzi z bardzo dużej i bardzo tradycyjnej rodziny, gdzie ślub w młodym wieku nie jest niczym dziwnym.
W czym mój problem? W tym, że ja naprawdę bardzo bym chciał związać się z nią na całe życie, czuję że to ta jedna jedyna z tych jednych jedynych. Kocham ją i chciałbym to zrobić, ale... Moim zdaniem jest jeszcze za wcześnie na takie decyzje, bo jesteśmy razem dopiero 9 miesięcy. Wiem, że zaręczyny to jeszcze nie ślub i narzeczonymi możemy być jeszcze przez rok czy dwa, zanim się pobierzemy, ale ja chciałem poczekać z oświadczynami przynajmniej do ukończenia studiów. Ale jak o tym pomyślę, to bronię się za pół roku i to nadal będzie dość wcześnie, bo niewiele ponad rok od bycia razem. Nie wiem czy jestem gotowy - nie tyle duchowo, co materialnie. Bo to jednak poważna decyzja i myślę od razu o naszej przyszłości - musimy się z czegoś utrzymywać, mieć gdzie mieszkać itd. Myślę o tym, czuję że tego chcę, ale wydaje mi się, że to jakoś za wcześnie. Nie znam nikogo, kto oświadczył się szybciej niż po 3 latach. I niby nie ma to znaczenia, bo każda para jest inna, ale jednak.
W dużym skrócie - serce mówi mi, że skoro bardzo chcę to po co zwlekać, ale rozum każe poczekać.