Witam, jestem Justyna..
A więc, aby zacząć od początku, poznałam chłopaka pięć lat temu. Całkowita gówniarzeria. On od zawsze mnie się podobał i pociągał. Mieliśmy ze sobą kontakt przez cały czas odkąd się poznaliśmy. Czy na mieście, w kościele, na imprezach. Był typem "lovelasa". Zawsze potrafił powiedzieć "cześć". Uważałam, że nie warto angażować się ponieważ to typowy babiarz, już od najmłodszych lat. Miał taki okres, że mówił, że się o mnie stara, ale ja nie chciałam mieć z nim nic wspólnego ponieważ wiedziałam, że po dwóch- trzech tygodniach mu przejdzie i znajdzie sobie kolejną zdobycz.
Ja mam osiemnaście lat, On dwa lata starszy.
Takie stosunki utrzymywaliśmy do czerwca tego roku, aż spotkaliśmy się na jednej z imprez. Podszedł do mnie, zaprosił na drinka, bawiłam się z nim całą noc. Następnego dnia z rana, kiedy huczało mi jeszcze w głowie dostałam smsa, że chce się ze mną spotkać. Miałam pewne wątpliwości, nie wiem czy się nie wstydziłam- odwagi z dnia wczorajszego. Przemogłam się. Przyjechał w niedzielę wieczorem, zabrał nad wodę. Poczułam się bardzo komfortowo, mogłam być sobą. Po tygodniu ciągłego widzenia się zadał mi pytanie "Czy z tej znajomości może się coś rozwinąć?". Ja lekko zszokowana odpowiedziałam, że niech to wszystko rozwija się takim tempem jak do tej pory a czas pokaże. Przez ponad miesiąc czasu nie było dnia, abyśmy się nie widzieli. Zabierał mnie do "swoich", poznałam jego brata, On "zakumplował się" z moimi braćmi. Czułam się przy nim wyjątkowo, mogłam być sobą.
Między nami stała jedna przeszkoda. Była to moja "przyjaciółka", której ON nie trawił. Od jakiegoś czasu chciałam zerwać z nią znajomość ponieważ poniżała mnie na każdym kroku, że jestem brzydka, gruba, głupia, naiwna, nic nie potrafię etc.(a ona do urodziwych kobiet nie należy). W końcu zdecydowałam się i powiedziałam jej, że nasza znajomość nie ma sensu, bo nie na tym życie polega, aby ustępować drugiemu z drogi. ON wiedział o tym co zrobiłam.
W połowie sierpnia zadzwoniłam do niego rano(tak jak zawsze było w umowie, dzwoni ten kto pierwszy wstanie), ale on nie odebrał. Pomyślałam, że jeszcze śpi, ale wydało mnie się to dziwne ponieważ za godzinę miał stawić się w pracy. Napisałam mu smsa czy wszystko w porządku, ale nie odpisał. Milczenie trwało dwa dni...
Dwa dni od naszego ostatniego spotkania weszłam na popularny portal społecznościowy. Kiedy zobaczyłam zdjęcia z jakąś dziewczyną, aż ręce mi opadły. Nie wiedziałam co zrobić. Zatkało mnie. Szarpały mną mieszane uczucia. Zaczynając od złości poprzez żal, smutek kończąc na pretensjach do samej siebie.
Zdobyłam się na telefon. Powiedziałam mu "No zaje....e, że się mną bawiłeś i oszukiwałeś" a on odpowiedział "Mówiłem Ci, że jeżeli będziesz się z Panią K zadawać między nami nici"... Ręce opadły mi po raz drugi. Rozłączyłam się. Nie wiedziałam co powiedzieć(a należę do bardzo wygadanych i pyskatych). Usiadłam.
Przez głowę przeszły mi wszystkie rozmowy na jej temat. W żadnej czegoś takiego nie powiedział. Doszłam do wniosku, że przez ten czas robił mnie na boku. Tylko zastanawiam się "kiedy?!".. bo przecież każda wolna chwila razem.
Po kilku dniach tylko zadzwonił, że musimy się czymś wymienić. Chodziło o pendrive. Umówiliśmy się, że wieczorem podjedzie. Tak też się stało. Jak nigdy kazałam mu czekać za sobą. Zeszłam na dół, otworzyłam drzwi od auta, wyrwałam swojego pena z radia, rzuciłam mu na siedzenie co jego, trzasnęłam drzwiami i obracając się na pięcie odeszłam.
Kilka dni z rzędu "przypadkowo" za mną jeździł. Wczoraj stałam na opuszczonej bocznicy(miejsce spotkań młodych) z kolegą. Usłyszałam znajomy ryk silnika i popisówkę. ON. Nogi mi się ugięły, ale odwróciłam wzrok, wsiadłam za kierownicę i odjechałam spokojnie niczym wagon mnichów.
Nie wiem jak można uznać moją tą przygodę. Po prostu musiałam w końcu się wygadać bo wiem, że przez moje realne otoczenie zostałabym zlinczowana, że dałam się nabrać...
Co mam zrobić jeżeli sytuacja znów się powtórzy? Jeżeli znów, napisze, zadzwoni, spotkamy się, co mam zrobić? Wiem, że dalsza znajomość jest bez sensu, ale zostaje ten cholerny sentyment..