Nie wiem jak zacząć całą opowieść, jestem zaręczona z meżczyzną, za 8 miesięcy biorę ślub. Wszystko zaczęło się od spotkania po zaręczynach, w celu pokazania sali rodzicom, którą razem wybraliśmy. Chcieliśmy żeby też poczuli się potrzebni. Pojechaliśmy na salę i było nawet wszystko w porządku, chociaz widziałam, że cos przyszłej teściowej nie pasowało. A to źle że stoły będą okrągłe, a to że na nocleg są domki wynajętę i że może w nich być zimno. Wróciliśmy z całej wycieczki jeszcze do mnie do domu. Ja powiedziałam jeszcze jak siedzieliśmy, że chciałabym żeby świadkową na naszym ślubie była moja siostra, która ma już dziecko. Mojej przyszłej teściowej się to nie spodobało, ponieważ wg jej tradycji powinna być to panna bez dziecka. Ja oczywiscie się uparłam, bo to moja rodzina, nie chce mieć kogoś obcego jako świadkową. No i doszło do małego spięcia. Dowiedziałam się od mojego narzeczonego poźniej, że jego mama powiedziała, że jak będzię świadkową moja siostra to ona nie przyjdzie na mój ślub. Normalnie wściekłam się jeszcze bardziej i uparłam, że jak ona nie będzie to ślubu nie będzie. W koncu mój narzeczony pogadał ze swoją przyjaciólką i ona porozmawiała z jego mama, bo tez się znają. Ta cała sytuacja mnie zdenerwowała, bo nie spodobało mi się jej zachowanie. Płakałam przez nią całą noc. Kłóciłam się z narzeczonym. Poźniej ona udawała jakby się nic nie stało jak się widziałyśmy. Ale to nie koniec opowieści. Później któregoś dnia byłam umówiona z narzeczonym że przyjedzie do mnie, on dzwoni i mówi, że jutro nie przyjedzie bo jedzie z mama do babci. Oczywiście mnie nerwica wzięła bo jak to jak był ze mną umówiony. Pokłóciliśmy się, nie chciałam z nim gadać. Niby skończyliśmy rozmowę, ja rzuciłam telefon na łóżko bo mysłałam, że się już rozłaczy, a on mysłał podobnie, że ja to zrobię. W końcu nagle słysze jak zaczyna się kłócić z mamą bo się nie rozłaczył. Najpierw zaczął mnie bronić przed mama, a później usłyszałam tekst, że zawiezie ja chociażbym ja miała z nim zerwać. Jak to usłyszałam to omało nie spadłam z krzesła. Jak mógł coś takiego powiedzieć? W końcu usłyszałam jak przestał się kłócić jak zaczął mówić sam do siebie, po co się ja głupi tak zakochiwałem. Później się rozłaczyłam i podobno matka mu powiedziała że nigdzie z nim nie pojedzie. Ale nie wiem nie słyszałam już tego. Skończyło się że spotkaliśmy się. Dowiedział się o tym że wszystko słyszałam, powiedział że to było w nerwach i się tłumaczył. Minęło już trochę czasu, a ja nadal czuję złość w sercu o to do niego. Kolejnym problemem jest to, że kończy budować dom, który sam z matką wybudował. Boję się też kiedys o posądzenie, że przyszłam z niczym w ten związek. Nie wiem co mam zrobić. Najbardziej czuję strach przed przyszłą teściową, że będzie się wtrącać w nas związek, że będzie nas często odwiedzać. Tak to zbytnio się nie kłócimy, ale jak ostatnio o coś pójdzie, to wyłącznie o nia. Proszę poradźcie mi. Boję się bo nie jestem w 100% pewna, że po slubie będzie za mną. Potrzebuję porady.
Podobne tematy
2 2013-08-24 00:12:21 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-24 00:13:00)
Witaj...
Nie mam dla Ciebie niestety dobrych wieści.
Coś mi się autopsyjnie widzi, że pakujesz się w związek małżeński, który już nieformalnie - aczkolwiek w innej formie - funkcjonuje w rodzinie Twojego narzeczonego. Taki układ małżeństwa, gdzie jest troje ludzi i wszyscy są po 18-tce zwie się toksycznym trójkątem.
Syndrom mamisynka, - może nawet Piotrusia Pana - nieodciętej pępowiny z matką i etc., wiedzie prym w tym krótkim Twoim opisie, co mi już się udało tu wyczytać "między słowami". Jest to patologiczna sytuacja z szantażem emocjonalnym o mocnych zarysach w tle - ofiarą jego na teraz jest Twój luby i stopniowo narastające rykoszety dostajesz Ty.
Jak zdążyłem już zauważyć, tak Ty dostajesz niemalże białej gorączki w nawet najmniejszej konfrontacji z przyszłą - o zgrozo - teściową, w tematach tyczących się WAS i Waszej przyszłości.
Nie ukrywam, że miałem podobnie w tym ślubno - weselnym temacie jak Ty i myślałem, że to jest przejściowe; taka odmiana "migreny"
. Niestety jej ignorancja i "nie leczony" pędzikiem objaw tej "choroby" sięgnął z czasem apogeum, obracając moje małżeństwo w pył. Obawiam się, że u Ciebie może być podobnie, bo "objawy" na już, są niestety identico ![]()
Poczytaj sobie ten wątek http://www.netkobiety.pl/t14436.html i porównaj ze swoim przypadkiem.
Znajdziesz tam wskazówki jak z tym "wirusem" walczyć a nawet - co byłoby wskazane - odizolować się całkowicie, zrywając wszelkie kontakty i więzi.
Zastanów się trzydzieści trzy razy nad tym wszystkim, zanim raz powiesz - nawet sakramentalnie - "tak". On się po slubie nie zmieni a Ty tego nie zwalczysz. Niestety taka jest prawda.
W razie czego służę pomocą.
Musisz wyznaczyć granice, i egzekwować przestrzegania ich.
Małżeństwo obejmuje Ciebie i Twojego partnera: wspólnie podejmujecie decyzje, rozwiązujecie problemy, dzielicie się między sobą obowiązkami, rozdysponowujecie pieniędzmi, szanujecie się, wspieracie, próbujecie się wzajemnie zrozumieć, i za pomocą rozmowy dochodzić do kompromisów. Teściowa ma prawo wyrazić swoje zdanie, jednakże nie ma prawa wtrącać się między Ciebie i Twojego partnera, jak również w sposób, w jaki prowadzicie dom, czy też będziecie wychowywać dzieci. Nie stanowi ona również waszego epicentrum, aby z jej powodu zmieniać swoje plany, marzenia, priorytety, wykluczając oczywiście przypadki ekstremalne. Uważam, że każdy facet powinien potrafić oporządzić się przy sobie, ale od przyszywania przysłowiowego guzika przy koszuli od momentu ślubu jest żona. To samo tyczy się też chodzenia na skargę, spowiadania się z waszych problemów, radzenia się - problemy małżeńskie rozwiązuje się z żoną. Myślę, że to taki standard. Resztę zasad ustal według siebie, co by mogło w Twoim mniemaniu doprowadzić do rozpadu waszego związku. Jeśli Twój partner zaakceptuje te zasady - gaś zarówno jego, jak i jego mamusię, gdy zaczną je przekraczać. Jeśli ich nie zaakceptuje, to tak jakby wybrał życie przy matce, a nie przy swojej kobiecie, i bez sensu byłoby tracić życie dla maminsynka.
Nie dodałam, że mój narzeczony ma brata. Tam jest też dziwna sytuacja, bo ta dziewczyna(żona brata) nie chodzi do swoich teściów prawie wcale. Jeśli ten brat przychodzi to raczej ukrywa to przed żona. Wydaje mi się, że ta kobieta w to małżeństwo może się wtrącać i dlatego jest taka sytucja. Ja czuje paniczny strach z którym nie potrafie sobie poradzić. Nie wiem co zrobić, kocham narzeczonego, ale ślubu z jego matką nie chcę. Wiem, że jeśli on nie będzie stał za mną murem to to małżeństwo się rozpadnie. Wydaje mi się, że on chce zadowolić mnie i matkę. Tylko, że tak się nie da. Minęło już dużo czasu od tych zdarzeń wyżej, a ja wciąż czuje strach, myśle o tym i dołuje mnie to, Dzień ślubu powinien być najszczęśliwszym dniem dla mnie, a ja się go panicznie boję.
Też to przeszłam...walczyłam, walczyłam i przegrałam...maminsynek dalej jest maminsynkiem...w naszym małżeństwie nigdy nie byliśmy "my" tylko "oni" i ja
kobieta ma głupią nadzieję, że facet się zmieni, a potem ma pretensje i żal, że tak się nie dzieje. Ty masz gorszą sytuacje, wprowadzisz się do "ich" domu, na pewno teściowa da Ci odczuć, że nie jesteś u siebie. A jak wam nie wyjdzie ( są duże szanse, że tak się stanie) to zostaniesz z niczym...zastanów się 100 razy zanim weźmiesz ślub, potem może być tylko gorzej...
Niby ona chce żebym coś wybierała, żebym powiedziała co mi się podoba. Dom jest wybodowany, jeszcze tylko wykończeniówka. Ja starałam się w to nie mieszać bo boję się, że ona mi powie po ślubie, że może rządziłam się częściowo jej pieniędzmi. Raz pojechałam z nimi, bo już tak mnie naciskał narzeczony. Niby powiedziałam co mi się podoba, było niby dobrze, ale nie chcę się w to mieszać, nie raz o to się kłóciliśmy, że ja nie chce mieć nic doczynienia z tym domem... Kocham go bardzo, ale boję się, że ona będzie nas dzielić. Wtrącać się, przyjeżdzać. Poradźcie mi, niby mam jeszcze 8 miesięcy, ale to tak niewiele. Z jednej strony miłość do mężczyzny z drugiej strach, że ona nas podzieli. Chcę z nim być, ale bez jej matki.
Rozmawiałaś o tym z narzeczonym?
U brata jest analogiczna sytuacja ale oni sobie z tym jakoś radzą, ponadto mieszkają sami. Może warto też podpytać żonę brata jak to u nich wygląda, czy teściowa się wtrąca, czy dlatego ona nie utrzymuje kontaktu i czy mąż staje po stronie swojej żony czy mamusi.
Własnie tak kombinuje żeby wymyśleć jakiś pretekst żeby się z nią spotkać i zostać chwilę na osobności. Mi się wydaje, że to może być wina teściowej. Przyszła teściowa ma swoje mieszkanie, nie będzie mieszkać w tym domu, ale jest tam ogród w którym ona lubi sobie siać warzywa i takie tam rzeczy. Niby mówi, że po ślubie możemy zasiać sobie trawę i robić co chcemy. Tylko czy rzeczywiście tak będzie, ja czasem już wpadam w paranoje czy ze mną jest coś nie tak, że się tak czepiam jej,czy może rzeczywiście przeczuwam jakies niebezpieczeństwo.
Możliwe, że przeczucia Cie nie mylą.
Rozmawiałaś z narzeczonym o tym?
Rozmawiałam, on niby mówi, że nie będzie się ona wtrącać. Tak naprawdę nie jetem w stanie tego przewidzieć...:(
Dobrze byłoby jeszcze przed ślubem porozmawiać z narzeczonym i określić granice których nie pozwolicie przekroczyć Twojej teściowej. Znam kilka teściowych podobnych Twojej i tam gdzie te granice były określone jest ok. Tam gdzie teściowa granice przekraczała, młodzi se wyprowadzili i choć na początku mieli pod górkę, są razem już ponad 20 lat. Tam gdzie syn nie potrafił matce się postawić małżeństwo się rozpadło.
No niestety ale często teściowe się w wiele rzeczy wtrącają bo tak to już jest.Ja mieszkam z teściową,nie żyjemy jak pies z kotem,ale czasem chce nam lub mi narzucać swoje zdanie,i jest to męczące naprawde,czasem tez mam dość,ale postanowiłam,że jestem twarda,nikt mi nic nie narzuci,bo ja mam swoje zdanie.Pokazałam,że się nie dam i koniec,tesciowa zaczyna swoje a ja muwie stanowczo nie i koniec,ona wie juz że ze mną nie wygra;) i żyjemy jakoś w zgodzie,nie kłócimy się,a jak zaczyna coś mi narzucać to daje do zrozumienia,że ja mam swoje zdanie i w końcu odpuszcza.To jest do pogodzenia,moja koleżanka również zamieszkała z tesciową,kłóciły się strasznie,ale nie dała się,ona wchodziła do kuchni to teściowa wychodziła z niej,a teraz wyremontowali sobie górę a teściowie na dole i juz nie narzeka.
Matka nigdy nie będzie czysto grała, zawsze będzie szantażować, oczerniać itp. Ja osobiście zawsze bym odpowiadała jedno, Jak nie chcesz mojej siostry za świadkową/ wolisz z mamą spędzać czas/ jeżeli matka wybierze wystrój sali itp to żeń się ze swoją matką, niech ona Ci dzieci rodzi i obiadki gotuje.
Ja nie wróżę przyszłości temu związkowi, albo każesz mu wybierać między sobą a matką, albo całe życie będziesz się męczyć. Jeżeli wybierze matkę, to wiedz, ze niczego nie straciłaś, tylko zyskałaś normalne życie.
A co z ojcem Twojego narzeczonego?
Rzeczywiście Twój narzeczony jest między młotem, a kowadłem. Nie możesz kazać mu wybierać między sobą, a matką. Jeśli wychowywał się tylko z matką to ta więź jest inna niż w pełnej rodzinie. Nie wiem, czy tak było w tej sytuacji, dlatego zapytałam o ojca. I przede wszystkim jeśli zabrakło partnera dla matki to dzieci stały się całym jej światem i wszystkie uczucia przelała na nie.
Twoje obawy są uzasadnione, jest to trudna sytuacja, ale nie bez wyjścia. Trzeba przede wszystkim dużo rozmawiać z partnerem i pamiętaj, że on nie odpowiada za zachowanie swojej matki. Ty się na niego złościsz, kłócisz z nim, ale co on może poradzić, że ona sobie wymyśliła wyjazd w dniu Waszego spotkania. Może to zrobiła złośliwie, może nie, nie wiadomo.
Ważne, żeby sobie spokojnie wszystko ustalić. Ważne, żebyś nie naskakiwała na jego matkę, bo on to odbierze jako atak i wtedy pewnie jej zacznie bronić. To, jak będzie po ślubie zależy od Was wszystkich. A Ty nie daj sobie narzucać zdania teściowej, stój przy swoim, tłumacząc spokojnie dlaczego to dla Ciebie ważne.
Kiedy przeczytalam ,ze ten dom budowany jest czesciowo z pieniedzy przyszlej tesciowej od razu stanelo mi przed oczami ze kiedys (moze na stare lata ,moze nie ) wprowadzi sie do was bez wnikania czy Ci sie to podoba czy nie ...;/ .W koncu to jej dom i jej syn .Mam nadzieje ze to moze czarnowidztwo sie nie sprawdzi .