Witam.
Zacznę od tego, że jesteśmy/byliśmy ze sobą 3 lata, zdążyliśmy się zaręczyć i wszystko było dobrze, bynamniej tak mi się wydawało... W zeszłym tygodniu troszkę się posprzeczaliśmy, od słowa do słowa wyszło tak, że musimy oboje ochłonąć i że chwila samotności dobrze nam zrobi, ponieważ to ja zainicjowałem taki pomysł to i ja również obiecałem, że się odezwę do niej. Minął, dzień, dwa, trzy itd aż w ten poniedziałek sam wyszedłem z inicjatywą i napisałem do niej... Od słowa do słowa chciałem z nią się spotkać i porozmawiać, ona nie chciała, napisała coś w stylu: "Na ten moment do Ciebie nie wrócę, przemyślałam wiele spraw i chcę być póki co sama, tak mi jest lepiej..". Ja nie naciskałem, tzn próbowałem rozmawiać, ale już na takie zwykłe tematy. Odpisywała lakonicznie..Dałem spokój na dwa, trzy dni. Później znów napisałem i chciałem ją przekonać by przemyślała to wszystko...
Nadszedł dzień dzisiejszy, byłem u niej aby jej dać rzeczy, które u mnie zostawiła. Rozmawialiśmy, to fakt, ale zaznaczyła, że nie jest pewna czy to na pewno miłość na całe życie, że przemyślała to dokładnie i na ten moment nie ma cienia nadziei, powiedziała także, że jeszcze raz przemyśli, ale wiem, że powiedziała tylko tak abym się odczepił... Dodam, że nasz związek nie był idealny, ale dogadywaliśmy się...
Pomóżcie i powiedzcie czy to taka jej gra na przetrzymanie czy jednak już nie mam na co liczyć?
Poradźcie także co w takiej sytuacji robić? Czy być nachalnym czy być może odpuścić na jakiś czas?