Witam serdecznie. Mimo że to trudne, postaram się opisać moją sytuację od początku i dosyć dokładnie tak aby realna była mozliwość otrzymania jakiejkolwiek pomocy od Was.
Jestem Marek i mam 21 lat. Od urodzenia jestem introwertykiem, troche zamknięta w sobie osobą. Nigdy nie miałem dziewczyny, prawdziwego przyjaciela czy nawet wielu znajomych.
Jakieś 4 miesiące temu poznałem na domówce 19 letnią dziewczynę. Poznaliśmy się w dosyć nietypowy sposób, gdyż to ona poprosiła swojego znajomego z którym wtedy przyszła ( swojego byłego chłopaka z którym się teraz przyjaźni ) o to aby zaprosił mnie do nich gdzie mogliśmy porozmawiać. Zamieniliśmy kilkadziesiąt zdań, dosyć nieudolnie z mojej strony gdyż nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji żeby siedzieć i rozmawiać sam na sam z dziewczyną, dodatkowo byłem troszke napity. Myśląc że zjebałem sprawę wróciłem do domu i nie pozostało mi nic innego jak dodać ją do znajomych na fejsbuku. Po prostu bałem się zagadać, myślałem że nie mam żadnych szans, dziewczyna wydawała sie być ekstrawertyczką, zupełnie do mnie nie pasującą.
Po kilku dniach niespodziewanie dostałem od niej wiadomość. Zaczęliśmy powoli pisać do siebie i się poznawać. Dowiedziałem się że ona też jest introwertykiem i że mamy dosyć podobne poglądy. Od początku wydawała się być bardzo w to zaangażowana, mógłbym powiedzieć nawet że mnie mocno podrywała. Jak się później dowiedziałem od niej i od jej znajomych byłą mną mocno zaintrygowana.
Po jakimś czasie zaproponowałem pierwsze spotkanie. Była to masakra, gdyż była to dla mnie pierwsza randka w życiu ( w wieku 21 lat ) Nie było w sumie najgorzej, ale mogło pójść znacznie lepiej. W późniejszym czasie ona wylądowała na chwile w szpitalu gdzie odwiedziłem ją ze 2 , 3 razy. Cały czas pisaliśmy ze sobą na rożne tematy. Mimo tego że poznawała mnie coraz bardziej, głównie moje wady, nadal byłą w to zaangażowana i dążyła do osiągnięcia jakiegoś celu. Spotkania z nią traktowałem raczej jako koleżeńskie/przyjacielskie ( choć wiedziałem że ona chce czegoś więcej ) Chciałem żebyśmy się najpierw bardziej poznali a potem myśleli o czymś więcej.
Na chyba 5 spotkaniu ( nie wliczając to odwiedzin w szpitalu ) zaczęła temat o związkach, zapytała jak ja to widzę, czy myślę że jest coś więcej. Ja zaskoczony takim rozwojem spraw ( otwartością, nigdy nie byłem w takiej sytuacji ) w sumie nic jej tego wieczoru nie powiedziałem. Dowiedziała się tylko że chciałbym aby coś było więcej ale się boje zrobić jakikolwiek krok i potrzebuje czasu. Na odchodne zapytała mnie czy chcę aby ona zrobiła jakiś krok za mnie. Jeszcze za nim zaskoczony zdążyłem odpowiedzieć, mocno mnie przytuliła. Dwa razy. Po tym wieczorze poczułem sie jak najgorsza ciota, która nie potrafi powiedzieć tego co tak naprawdę myśli i nie potrafi podjąć jakichkolwiek, nawet najprostszych działań w tym kierunku. Ciota która musi być wyręczana za dziewczynę. Zachowałem się jak jakiś dzieciak. Z takim nastawieniem do siebie spotkałem się z nią na następny dzień w celu dopowiedzenia i skorygowania tego co powiedziałem i zrobiłem dzień wcześniej. Oczywiście przy napływie stresu nie powiedziałem wszystkiego co chciałem powiedzieć, ale większość się dowiedziała. Mniej więcej to, że nie byłem przygotowany na taką rozmowę , że chciałem rozwinąć tą znajomość, ale chciałem to zrobić trochę wolniej niż ona. Ja 21 lat byłem sam i trudniej mi teraz się w cokolwiek zaangażować. Ona jest po dwóch związkach, zaczęła w wieku 16 lat. Powiedziałem że możemy dojść do konsensusu :)
Poznawaliśmy się coraz bardziej. Wszystkiego ona mnie "nauczyła", trzymanie za ręce, przytulanie, nie intymne pieszczoty typu łaskotanie, czy zmysłowe dotykanie talii podczas przytulania.
Raz rozmawialiśmy szczerze o tym jak widzimy naszą przyszłość. Odpowiedziała że nie jest pewna i chyba nie jest jeszcze gotowa na związek. Zrozumiałem że po prostu nie jest już zainteresowana mną i powoli mogę zapominać o nas jako o parze. Na następny dzień przeprosiła, powiedziała że nie miała tego na myśli, że źle zrozumiałem, i że chce dalej próbować.
Jeśli już w tamtym czasie przytulasy wychodziły dosyć sympatycznie to z całowaniem było ciężko. Nigdy sie nie całowałem i miałem przed tym doże opory, mam do teraz. Bałem się samego całowania i skutków, tego co ono oznacza w takiej relacji. Na dwóch spotkaniach pod rząd było blisko, warunki były idealne, ale zjebałem i nie odważyłem się. Pod koniec tego drugiego spotkania powiedziała mi że wie co chcę zrobić i że muszę się wreszcie przełąmać. Trochę głupio , gdyż czułem że muszę się to zrobić na następnym spotkaniu, a chyba chodzi o to aby było to jak najbardziej spontaniczne.
Tak też się stało, na następnych spotkaniu pocałowaliśmy się, a raczej coś w tym stylu, gdyż nie miałem za bardzo pojęcia o całowaniu, a ona od razu poszła na całość z językiem. Wiedziała że nie umiem , pokazała mi mniej więcej jak to powinno wyglądać i pocieszyła że jej pierwszy pocałunek też nie był najlepszy. Po tym dniu spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, ale nigdy nie odważyłem się jej więcej pocałować.
Dziewczyna ma dziwne fobie, lęki i przyzwyczajenia przez co jest trochę trudności. Z tego co mi mówi, nie lubi przebywać wśród ludzi ( bary , restauracje ) , więc spotykamy się najczęściej w formie spaceru i posiadówy u niej pod blokiem . Ma też dziwny lęk przed zaproszeniem ludzi gdziekolwiek. Gdy ja ją pytam czy gdzieś wyjdzie na spacer , mówi że z chęcią, ale sama nie wyjdzie z taką inicjatywą , choćbyśmy się nie widzieli nie wiadomo jak długo. Ostatnio się z tego powodu trochę wkurzyłem, gdyż obiecała mi że się odezwie, przełamie lęk i powie że chce iść ze mną na jakiś wypad. Nie napisała. Zacząłem się zastanawiać jaki jest tego powód. Dowiedziałem się od niej że ona tak ma i tego nie zmieni, że wstydzi się wyjść z inicjatywą i mnie zaprosić.
Przy okazji zapytałem się jak ona to dalej widzi, znamy się od 4 miesięcy, spotykamy i łapiemy za ręce od 2 , a do tej pory nie wiem co tak naprawdę jest między nami i jak ona to widzi. Dałem jej dwa dni na przemyślenie tego.
Po dwóch dniach na spotkaniu powiedziała że tak naprawdę nie wie co chce mi powiedzieć. Pogodziłem się z tym. Przytulaliśmy się i rozmawialiśmy o pierdołach jak zwykle. Spróbowałem czegoś nowego, okazać trochę uczucia - przy przytulaniu zacząłem delikatnie całować ją po szyi. Po tej próbie, zamiast pocałunku w usta, dostałem garść informacji. Dowiedziałem się ( już wcześniej mi to mówiła ) że boi się iż może mnie skrzywdzić. Wyciągnąłem z niej to, że ponoć nie jest gotowa na związek, że boi się że mnie zrani a będzie tak prędzej czy później. Myślę że ma to związek z jej poprzednim chłopakiem który do dzisiaj nie daje jej spokoju i bardzo cierpi po tym jak zakończyła ten związek.
Teoretycznie zakończyliśmy temat bo nie wiedziałem co tak naprawdę mam jej odpowiedzieć. Wiem jednak że jest inaczej niż ona mówi. Wiem że coś do mnie czuje, ale bardzo trudno jej się zdecydować. Jej odpowiedź była bardzo spontaniczna. Pół godziny wcześniej staliśmy w objęciach i pytała się mnie co robię na następny dzień ( to znaczy że ona chce się spotkać ) , a pół godziny później powiedziała że prędzej czy później mnie zrani i nie chce teraz żadnego związku - coś tu nie gra.
Wiem że chodzi o mnie i o to że jestem miękkim penisem - nie umiem się postawić i zawalczyć o swoje. Ona chce abym był zdecydowany i męski, ale trochę mi do tego brakuje. Nie jestem kompletną ciapą, ale też nie jestem typem macho. Nie mam doświadczenia w tych sprawach i po prostu się boję. Wiem że jeśli teraz zaaranżuje jakieś spotkanie i okażę zdecydowanie , postawie się i powiem że pragnę jej jak nikogo innego to na 70% będziemy jeszcze próbować to ciągnąć, ale nie wiem czy powinienem to robić bo nie jestem pewien czy sprostam jej dalszym wymaganiom. Sam nie wiem co teraz robić i proszę was o pomoc. Wiem że historia jest napisana dosyć chaotycznie i jest trochę do czytania, za co bardzo przepraszam. Jeśli przypomnę sobie jeszcze coś ważnego to nie omieszkam dopisać.
Pozdrawiam i liczę na pomoc.