Dwa miesiące temu rozstałam się z facetem, z którym byłam prawie 4 lata. Związek zaczął się, kiedy byłam jeszcze w liceum, miałam 17 lat, a on 21. Świetnie dogadywaliśmy się na początku, potem wyprowadziłam się do większego miasta na studia, zaczęliśmy się widywać tylko w weekendy. Przeżyłam to ciężko, byliśmy na granicy rozstania, ale postanowiliśmy zamieszkać razem. W trakcie wspólnego mieszkania również dobrze się rozumieliśmy, jednak po prawie 2 latach (i po kilku miesiącach przemyśleń na ten temat) podjęłam decyzję o rozstaniu.
Czułam się przytłoczona tym, że niemal wszystko było na mojej głowie. Zaczęło się od tego, że mój chłopak zrezygnował z pracy z dnia na dzień (fakt, nie była zbyt dobrze płatna, ale dawała skromne środki na utrzymanie). Uznał, że szybko znajdzie coś nowego. Ja zrobiłam mu awanturę, obawiając się, że nie będę w stanie sama utrzymać naszej dwójki i opłacić mieszkania. On pozostawał bez pracy przez 4 miesiące, zużywając swoje oszczędności i dorabiając drobne kwoty u swojego dawnego pracodawcy. Przeglądał ogłoszenia, kręcąc nosem na wiele ofert. Ja miałam w tym czasie na głowie dzienne studia, licencjat, pracę i kurs prawa jazdy (egzaminu z powodu braku funduszy nie zdałam). Nasza sytuacja finansowa była momentami niemal dramatyczna, środków starczało na mieszkanie, jedzenie i niewiele więcej. Stałam się kłębkiem nerwów, desperacko szukałam zajęcia, dającego większe pieniądze. Zarwałam wiele nocy. Wiele razy próbowałam namówić mojego chłopaka do krótkiego wyjazdu do pracy do Niemiec dla podreperowania budżetu. On twierdził, że znajdzie coś na miejscu i powinnam brać przykład z niego, nie martwiąc się na zapas. Zamiast oszczędzać pieniądze, jeździł ze swoimi znajomymi do Sopotu, chodząc do drogich knajp (dowiedziałam się, gdy zaczęłam przeglądać zdjęcia na naszym aparacie, on nic mi o tym nie powiedział). Jednocześnie próbował mnie namówić, abym pracowała 7 dni w tygodniu po 6 godzin (miałam taką ofertę). Powiedziałam mu, że nie mogę się na to zgodzić, bo chcę zdać egzaminy (było ich dużo, w większości trudnych). W końcu znalazł pracę w niepełnym wymiarze godzin (3x w tygodniu), ja od początku wakacji mam nieźle płatną pracę na 3/4 etatu.
Umowa na mieszkanie skończyła nam się, przyszedł czas na szukanie czegoś nowego. Mój chłopak zaczął przeglądać ogłoszenia, gdy go do tego niemal zmusiłam. Kłótnia zaczęła się, gdy okazało się, że nasze wizje dalszego życia zupełnie się różnią. On przeglądał mieszkania za dość wysokie kwoty, uznając za oczywiste, że to ja głównie będę ponosić koszty. Powiedziałam mu, że nie nas na to nie stać, i albo znajdziemy coś tańszego, albo zamieszkamy osobno. Wydawał się bardzo zaskoczony, od słowa do słowa powiedziałam mu, że mam tego wszystkiego dosyć - ponoszenia większej odpowiedzialności, zwłaszcza, że jestem 4 lata od niego młodsza i wciąż się uczę. Znalazłam mu tani pokój na mieszkaniu studenckim, sama wprowadziłam się do koleżanki i powiedziałam, że to koniec i ma sobie radzić sam.
Wiem, że on ciężko przeżywa rozstanie i mnie kocha, ja jego również. Mimo wszystko był dla mnie dobrym przyjacielem, jednak uznałam, że nie mogę wiązać przyszłości z kimś, kto podchodzi do życia nieodpowiedzialnie.
Obecnie miałam czas żeby odetchnąć: wyjechałam z przyjaciółką na wakacje, wznowiłam kurs prawa jazdy. Od jakiegoś czasu myślę, by wrócić do mojego eks, nie wiem jednak, czy są szanse, że coś się w nim zmieniło i stanie się bardziej odpowiedzialny, nie zmuszając mnie, abym pracowała na 2 etaty. Co o tym sądzicie?
Podobne tematy
nie czujesz się wykorzystana?
facet darmozjad to słaba jednostka. Ty jesteś bardzo odpowiedzialna i myślisz przyszłosciowo i logicznie, a były partner żyje chwilą i niestety jest leniwy. Babcia zawsze mi powtarzała, że facet musi mieć smykałkę do pracy, nie może wykorzystać kobiety i być leniwy. pomyśl o tym, że gdy pojawi się dziecko, to ten chłopak niewiele Ci pomoże, bo uzna, że jeżeli Ty to robisz to wystarczy, a on zajmuje się tylko swoim tylkiem(i to nie zawsze, bo często musiałas go wspierać pieniężnie) wsparcie partnera i pomoc w życiu codziennym jest bardzo ważna. myśl przyszłościowo. plus za to, że na start pomogłas mu znaleźć mieszkanie, ale ja na tym bym zaprzestała...
Moim zdaniem dobrze zrobiłaś zostawiając tego chłopaka. On cię tylko krzywdził
Masz wielkie serce, mimo tego jak postępował, nie jedna kobieta zostawilaby to juz dawno za sobą
Musisz zastanowic sie czy jesli do siebie wrocicie, historia nie zacznie sie powtarzac, ludzie z reguły potrzebują troche czasu aby zrozumiec swoje bledy. Skoro rozstaliscie sie jakis czas temu, sprobujcie wrocic do siebie, jak sytuacja sie zacznie powtarzac, bedziesz musiala juz zdecydowac.. Nie warto sie meczyc !!! ![]()
Ja również mam problem, 10 miesięcy temu mój chłopak zostawił mnie. byliśmy parą 3 lata. ja mam 24 lata on 22. a ja wziąż tak bardzo go kocham a zarazem czuje nienawiść, zostawił mnie z dnia na dzień nie podając konkretnego powodu, po prostu powiedział że potrzebuje przerwy, że nie wie czego chce, ale mnie kocha. patrząc na nasz związek z perspektywy czasu wydaje sie ze był naprawde udany, obydwoje staraliśmy sie i dawaliśmy z siebie wszystko, było cudownie jak z bajki, byliśmy dla siebie stworzeni. ale pół roku przed rozstaniem, zauważyłam ze on sie zmienił, zaczął mieć więcej koleżanek, czesciej wychodził z kolegami itp, próbowałam działac, jakoś go rozkochać jeszcze bardziej, żeby zrozumiał jak bardzo go kocham, wiedziałam że coś jest nie tak. i o. nagle mówi mi że on sie jeszcze do konca nie wybawił... ale po prostu potrzebuje przerwy, nigdy nie powiedział mi że to koniec na zawsze. bolało mnie jak cholera.. kurcze dawałam z siebie wszystko a słysze od niego taki słowa.. załamałam się totalnie. straciłam sens życia. czekałam na jakąś wiadomość, telefon. nic.cisza. po 4 miesiącach zmarł mój tata. masakra. szukałam wsparcia, wiedziałam, że on mógłby mi pomoc, wesprzec mnie w takiej chwili, baaaardzo ciężkiej dla mnie, zawsze gdy cos działo sie w moim życiu on zawsze byl przy mnie. nie wiedziałam czy to będzie dobry krok, borykałam sie z tym... ale napisałam do niego po takim czasie że potrzebuje wsparcia, że tyle razem przeżyliśmy, że jest moim najlepszym przyjacielem, skończyło sie na 30 minutowej rozmowie telefonicznej, owszem ta rozmowa bardzo mi pomogla mowil zebym sie trzymala, ze jestem silna. powiedzial tez ze nasz zwiazek byl super. miał sie później odezwać. i nic. cisza. olał mnie totalnie, minęło znów pół roku od tej rozmowy, ja nie potrafie zapomnieć o nim, wiem, że on o mnie też, mam kontakt z jego siostrą i mówiła mi ostatnio, że często mnie wspomina i że żałuje ze tak sie stalo, często preglada mój profil na facebooku. no ale co, nie wiem co on tak naprawde teraz czuje. wiem tez ze duzo imprezuje ma nowych znajomych. mam sie do niego odezwać? napisac, czesc co slychac? nie wiem czego sie spodziewac, nie chce kolejnej porażki, ale nie potrafie zapomniec, nie umiem sie z nikim związac, a możliwości na nowy związek miałam już naprawde wiele. nie potrafie, on non stop siedzi w mojej głowie. co robić? ![]()