Witam wszystkich. Od kilku dni gryzie mnie pewna sprawa, ale pewnie przesadzam, więc może Wy mi pomożecie.
Zacznę od początku. Już od roku jestem z moim chłopakiem. Jest ode mnie kilka lat starszy. Kiedy poznał mnie, szybko się we mnie zakochał- ze wzajemnością. Już od początku naszej znajomości, kiedy opowiadał mi o swoich znajomych, często wspominał o jednej dziewczynie, nazwę ją J. Znał ją od mniej więcej roku. Powiedział, że jest strasznie sympatyczna, a kiedy kogoś zobaczy, to od razu mu się rzuca na szyję, więc żebym się nie wystraszyła, kiedy ją spotkam.
Spodziewałam się więc, że dziewczyna będzie fajna, pogadam sobie z nią i może się zakolegujemy. Kiedy ją przez przypadek spotkaliśmy, ona rzeczywiście, wyściskała mojego chłopaka, a mi tylko rzuciła jakieś spojrzenie i ukradkowe "cześć", po czym zaczęła rozmowę z nim. Trochę mnie to zdezorientowało, bo spodziewałam się kogoś rzeczywiście sympatycznego, a nie osoby, która mnie totalnie oleje. Wiem, że spotkałam ją pierwszy raz, ale skoro przytula się do wszystkich, to czemu do mnie nie? Miałam okazje ją spotkać jeszcze kilka razy, ale zawsze tylko przypadkiem, więc zamieniała dwa słowa z moim TŻ i nigdy nie zwracała na mnie większej uwagi.
Teraz coś o samej J. Dziewczyna strasznie lgnie do facetów. Ma całą masę kolegów, których do siebie zaprasza przy każdej możliwej okazji. Po pewnym czasie dowiedziałam się, że jej chłopak kilka lat wcześniej tragicznie zginął. Podobno nie myśli o nikim innym, ale jednak spotyka się z całą masą facetów. To oczywiście jej sprawa, dopóki nie dotyczy do mojego faceta... Odnoszę wrażenie, że ona ogólnie nie lubi dziewczyn, traktuje je jak rywalki i dlatego jest taka w stosunku do mnie.
Przechodząc do sedna sprawy. Ostatnio dowiedziałam się o tym, że mój chłopak w tajemnicy przede mną proponował tej dziewczynie spotkanie w dniu, kiedy miałam wyjazd. Wiem, że ona mu nie odpisała na tą wiadomość, on mi mówi, że do spotkania nie doszło. Najpierw kręcił, że spotkanie proponował jej pół roku wcześniej, co jest oczywiście nie prawdą. On wie, że nie przepadam za nią.
Sama nie wiem co o tym myśleć. Gdyby mi o tym powiedział, to nie miałabym nic przeciwko temu, żeby się z nią spotkał (trochę bym sobie pomarudziła będąc sama, no ale jemu bym nic nie mówiła). A on to ukrył. I teraz pytanie- ukrył to, bo pomyślał, że się zdenerwuję (w końcu jej nie lubię) czy coś rzeczywiście jest na rzeczy?
Dziewczyna jest ode mnie starsza. Studiuje historię, a mój chłopak bardzo lubi historię. Jako, że jestem młodsza, to nie mam do powiedzenia tyle, co on, a co dopiero tyle, co studentka tego kierunku... Dodatkowo dzielą jeszcze inną pasję, więc tematów do rozmowy mają dużo.
Niedługo będzie pewna impreza, na której będzie również J. I nie wiem, czy kiedy oni będą chcieli porozmawiać, to mam sobie iść czy zaproponować im wspólną rozmowę? Może wtedy zobaczę, że wszystko jest w porządku? Zagadam ją, żeby w końcu nawiązać z nią jakiś kontakt? Sama już nie wiem... Pomóżcie.