witam - w czerwcu pochowałam moją córkę - to tak jakbym pochowała połowe siebie - wszystko straciło sens - całe moje dotychczasowe zycie okazuje sie jakimś niedorzecznymi działaniami po co ? dalczego ? nie potrafie spać a jak juz zasne to przebudzenie jest jeszcze gorsze - bezsilnośc, w stosunku do tego co sie wydarzyło oraz poczucie winy mnie zżerają - nie wiem juz co robć pić ? na chwile uśnierza - prochy tez dopuki działaja jest w miare - ale co to da? głowa mówi o rozsadku, a serce chce pęknac z bólu,żałości,bezsilności. i brak słow aby to opisać. Totalny brak sensu dalszego życia. Jak zyć??po co żyć?? jesli wszystkie wartości szlag trafił
mam duzy problem o tym mówic wiem ze faktów nie da sie zmienić - to było smobójstwo ochh.... miałam z nia wspaniały kontakt nie wiem jak mogło do tego dojśc???? miła 23 lata inteligentna i kochana przez wszytkich swoich bliskich i przyjaciól.studentka psychologi - aktywny tryb zycia sport , balet - poukładana wręcz perfekcyjna - niegdy nie stawiałam jej zadnej poprzeczki czy warunków nawet czasami miała pretensje ze ja wszystko akceptuje - cieszyłam sie z jej sukcesów choć nigdy nic jej nie nazrucałam nawet częto prosiłam zeby wyluzowała bo sama potrafiła sobie stawiać wysoko poprzeczkę.
Po zmudnych poszukiwaniach drązeniu szperaniu doszłam do wniosku ze to była silna depresja - i jeszcze mi gorzej - Jak mpgłam tego nie zuwazyć - codziennie prawie się z nia widziałam jak nie to tel. codziennie - trafił sie moment ze miałam kontrole ZUS w firmie i moja głowa była całkowicie w papierach - nawet nie zauwazyłam ze nie oddzwoniła na mój tel. wieczorem tylko jej powiedziałam ze jeszcze autka nie dostanie bo muszę na tę kontrole być. a potem......juz nie odbierała tylko to bylo juz dwa dni pózniej - cholerne dwa dzni które mi uciekły pobiegłam po klucze z jej mieszkania jak dotarłam to...........za pózno.
Ciągle o tym myśle dlaczego nie poszłam tam wczesniej - nie potrafie sobie tego wybaczyć - kazdy mój następny dzien odliczam jak jeden dzien blizej do niej.
Podobne tematy
Wyrazy współczucia...
Czy korzystasz z fachowej pomocy psychologicznej? Powinnaś. Nie popełniaj błędu córki.
Paradoksem tego wszystkiego jest ze korzystam - moja córka tez korzystała była swiadoma wielu rzeczy i dlatego tak trudno mi to zrozumieć
J pierwszy raz trafiłam do osrodka uzaleznien jako osoba wspóluzalezniona - szukałam pomocy dla swojej rodziny to było w 2001 roku
moja córka miała wtedy 10 lat - juz jako osoba dorosła sama z uwagi tez na swoje studia i jakies uczestniczyła w grupach DDA - jak sama twierdziła zeby sobie wszystko w głowce poukładać.
i była poukładana - zakochała sie jedynie w balecie - znalazła grupe baletowa dla dorosłych w domu kultury - i ku mojemu zdziwieniu zaczeła tanczyc - nie zaniedbujac przy tym studiów. Jedynie co mogło jej przeszkadzać to to ze ostatnio troche przytyła hmm właściwie to zawsze na tym pubkcie była drażliwa - przyczym ja nie naleze to chudzilców ot przeciętna kobieta ona tez miała skłonnosci - w ostatnim czasie zaczeła szaleć z wegetarianizmem - potem zaczeła ćwiczyc z vwganizmem - a to juz nie znalazło mojej aprobaty - nie zebym jej broniła bo cóz moge zbronić dorosłej osobie jednak wiedziała ze jestem przeciwnikiem. I to jedyna rzecz o której nie rzomawiała ze mna - choc zapewniała mnie ze je nawet przynosiła jakieś wymyslne potrawy. Był czas jak zaczeła sama mieszkać/ dwa lata temu po smierci babci / to kontrolowałam co ma w lodówce ale myslałam ze to juz poza mna. Ponadto miałam klucze z jej mieszkania więc wiedziała ze w kazdej chwili moge przyjśc. Jednak ja nie widziałam potrzeby ciągłego nadzorowania - egzaminy zaliczone zadnych imprez głośnych czasami spotkania w knajpce z przyjaciólkami. Przecierz nie mogłam jej inwigilować jednak teraz załuje och......... żłauje
4 2013-08-19 12:49:56 Ostatnio edytowany przez Sundari (2013-08-19 12:52:24)
Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Uwierz mi - zawsze w takich sytuacjach pada pytanie "A może mogłam/em zrobić więcej". Nie mogłaś. Tak jak brzmi porzekadło: "Gdybyś wiedziała, że się przewrócisz, to byś się położyła". Proszki, a już na 100% alkohol nie dadzą ukojenia. Musisz sama w sobie złagodzić ten ból. Nie pozbędziesz się go - to pewne. Wydaje mi się, że Vian ma rację - powinnaś skorzystać z pomocy. Nie wiem czy psychologa, czy psychiatry - już lekarz powinien zadecydować, ale naprawdę warto poszukać pomocy (może w innym miejscu, może poszukać innego specjalisty?).
Pozdrawiam i życzę otuchy!
B-ata...
Przytulam Cię mocno najmocniej jak umiem...
Jestem po stracie....męża...
Szukałam pomocy ... w necie znalazłam...trochę treści do uporządkowania świata w gruzach ...
do powrotu na ziemię z otchłani jakiejś nieopisanej...
Wiesz...jak wpiszesz temat Żałoba Strata Osierocenie ...pokaże Ci się forum na którym pisały też kobietki z przeżyciami podobnymi Twoim
Myślę że warto żebyś tam zajrzała...
Może podadzą Ci jakieś jeszcze namiary...do ludzi z podobną sytuacją...
Nikt jak oni nie pojmie jak ...co...
Wiesz, ciężko mi coś oceniać w tej sytuacji, ale syndrom DDA bardzo często współistnieje z innymi chorobami i zaburzeniami - nerwicami, depresją jednobiegunową, różnymi zaburzeniami osobowości, można powiedzieć, że jest glebą, na której inne zaburzenia mają wspaniałą pożywkę. W takiej sytuacji uczestniczenie w grupie DDA niewiele by pomogło.
Natomiast wiem, że inwigilacja na pewno by nie pomogła. Jak chory chce ukryć problemy przed bliskimi to ukryje i choćbyś się do niej wprowadziła i spała koło jej łóżka i tak byłabyś z nich wyłączona. Zrobiłaś co się dało i jakkolwiek to trudne, czasami wszystko to nadal za mało.
Dziekuje za kilka słów które bardzo były mi potrzebne - bliscy mówia mi to samo lub podobnie , jednak człowiek szuka potwierdzenia u osób trzecich moze bardziej postronnych aby utwierdzić sie w tym ze tak było naprawde - nie wiem po co ?
Na moje poczucie winy wynika najbardziej z tego ze miałam dostęp do wszystkiego do kont studenckich kont tel. nawet na facebok itp. czasmi zagladałam zaglądałam nic jej nie mówiąc, jednak za kazdym razem widziałam ze wszytko jest ok. wiec sobie odpusciłam nie chciałam i nigdy nie naduzywałam tej wiedzy aby nie naruszać jej prywatności - przecież była dorosła.
Potem wyrzucam sobie znów ze mieszkała sama w tym mieszkaniu po babci - Cięzko mi z tym ze było cos o czym nie chciała ze mna rozmawiać - mówia ze samobójcy maja ciezki kontakt z rodzina - jednak ja tutaj tego nie widze - ufałysmy sobie - z ojcem miała troche ciezkie ralacje jednak starałam sie jej zawsze to racjonalnie wytłumaczyć - nie obrazając i nie owiniając przy tym zadnej ze stron. Nie szukam winnych jednak tak trudno mi sie z tym pogodzić.
8 2013-08-22 21:32:24 Ostatnio edytowany przez stel (2013-08-22 21:34:21)
Mimo że to jest trudne, trzeba wstać otrzepać się i iść dalej, kiedyś wszyscy się spotkamy ...gdzieś ...tam
B_ato bardzo ,bardzo Ci wspolczuje,wiem ,co przezywasz.....tez jestem po stracie .......niedlugo minie 4 lata,a ja tak bardzo tesknie,ale powoli tez sie wyciszam........Uwierz mi ,ze nie mialas na to wplywumam na to swoj punkt widzenia..po tylu latach przmyslen,"gdybania" wiem ,ze w takich sprawach nie mamy nic tu do "powiedzenia"Musisz przejsc wszystkie etapy zaloby,krok po kroku,po swojemu,bedzie placz,gdybanie ,obciazanie siebie(nie wiadomo o co)zlosc.........odrzucenie i powoli zaczniesz,ale powolutku zaczniesz inaczej patrzec na to ,co sie stalo..wiem jak to czytasz jestes na mnie "wscikla" bo co ona moze wiedziec....wiem ,wiem tez bylam zla na te rozne "porady".......musisz koniecznie skorzystac z porady psychologa(ja mialam dobrego-----teraz jestesmy przyjaciolmi),nie zamykaj sie w sobie,bo to najgorsze!Sa takie fora jak DLACZEGO.ORG.PL : BY DALEJ ISC.ORG.PL : STRATA OSIEROCENIE.pl ,wiesz mi to pomoglo.....u mnie czulam sie odrzucona,czulam sie jak tredowata,a wiesz dlaczego ludzie sie bali mojej reakcji,mojego bolu,mojego totalnego "dola",bali sie mnie urazic,a ja tak potrzebowalam drugiego czlowieka.znalazlam to wlasnie na tych forach,bo sa tam matki takie jak my,matki po stracie!jesli chcesz napisz do mnie na meila!Pozdrawiam i przytulam
w zadnym wypadku nie byłam zła jak czytałam co napisałaś droga kryst54 tylko łzy mi same płyną - nie wyrabiam najgorszy dla mnie jest początek dnia ,kiedy budze sie rano - staje znowu przed cholerną rzeczywistością - znowu ta sma świadomośc ze jej już nie ma -nie przyjdzie - nie zadwoni - wkólko czytam ostatnie sms -Przed moimi synami starm sie zachować "twarz" nie mówię im o tym co sie ze mną dzieje wiem ze oni też cierpią i nie chę im dokładać - niechciałabym aby też w jakikolwiek sposób czuli sie mniej kochani przemnie poprzez moje cierpienie. Najlepiej nie budziłabym sie wogóle - moje serce jest rozdarte - jedna częśc chciałaby pójśc do córki a drua chce zostać z synami bo przecierz choc dorosli też mnie potrzebują. Na początku dziekowałam bogu ze mam więcej dzieci, a teraz z kolei jestem na to zła bo gdybym nie miała to mogłabym spokojnie zamknąc oczy i sie nie męczyć.To przecież nie jest życie to jakaś cholerna wegetacja z dnia na dzień. Jedyna pocieszjąca rano jest to ze mam o jeden dzien blizej do niej - przed jej smiercia nawet nie paliłam starałam sie o swoje zdrowie, a teraz........ kopce znowu jak parowóz i wcale mi nie zalezy - ooooch........... jak Ty to kobieto wytrzymujesz? tyle lat
Cokolwiek bym nie robiła to czuje sie jakbym ją zdradzała - jem to wyrzucam sobie jak ja moge jeśc - kupuje coś to wyrzucam sobie ze mogłam jej wiecej dać - kazda czynnośc miejsce w którym byłam znia jest dla mnie katuszą.
...
Cokolwiek bym nie robiła to czuje sie jakbym ją zdradzała - jem to wyrzucam sobie jak ja moge jeśc - kupuje coś to wyrzucam sobie ze mogłam jej wiecej dać - kazda czynnośc miejsce w którym byłam znia jest dla mnie katuszą.
Nawet nie próbuję sobie wyobrazić co czujesz. TO niewyobrażalne. Bardzo Ci współczuję.
Pomyśl jednak - CZY twoja córka by chciała byś się TAK DRĘCZYŁA?
Pewnie nie - tylko to jest silniejsze odemnie - to jest taka hustawka rozum i serce - rozum swoje a serce swoje - totalny brak równowagi
Droga Kryst54 odwiedziłam stronkę DLACZEGO.ORG.PL -artykuły bardo pomocne - jednak mam obawy ze to forum tam, to nie dla mnie wiekszośc postów dot. utraty dzieci powiedzmy w sposób "naturalny" bardziej nazwałybym losowy /choroba zmagania sie z nią/
Ja niestey czuję sie jak wyrzutek cięzko mi to przez gardło przechodzi jakbym sama przed soba bała sie przyznać ze moja córka .........przcierz ona sma sobie odebrała zycie - wiec nie mogę sie równać z osobami które utraciły dzieci wskutek choroby czy innych przypadków losowych - oni byli z nimi do końca twali w ich bólu i cierpieniu - a ja co zrobiłam? zby pomóc,zby być, nic tylko odkryłam ze nie zyje. I z tym widokiem codziennie rano wstaje.
Dlaczego wyrzutek?!
Tak twoja córka podjeła decyzję i odebrała sobie źycie ale czy nie odczuwasz bólu,tęsknoty,straty.Masz prawo do źałoby!
Kiedyś samobojców moźe traktowało się jako wtrzutków ale nie dziś.
Wiesz,czasem myśl o odebraniu sobie źycia jest nagła jak błysk zapalanej zapałki.Osoba która planuje odebranie sobie źycia mówi o tym.Twoja córka była ciekawa źycia,młoda ,energiczna,samodzielna.Powód do dumy.Bądz dumna z córki!!!
15 2013-08-23 14:05:03 Ostatnio edytowany przez stel (2013-08-23 14:06:07)
takie jest to głupie piprz..e życie
ile razy człowiek zasypiając nie chciał się już obudzić, życie każdego prędzej czy później dociśnie tak że wyje z bólu
Beatko nic Ty tu nie zawinilas.....to sprawilo zycie....ja uwazam ,ze z chwila narodzenia mamy juz 'zaprogramowane zycie",zycie daje nie raz w kosc i to bardzo..moj synek byl dzieckiem bardzo chorym,ale chcial zyc ja to wiem.Ratowalam go setki razy(reanimacja) ,a jak mial fachowa opieke medyczna "uciekl ' mi.... i tez "gdybalam" moze jakbym chwile predzej zadzwonila po erke,a moze jakbym bardziej pomagala mu oddychac,a moze,moze,moze............wiem teraz ,ze byl juz zyciem zmeczony i czekal tylko na moje przyzwolenie........przez 2 lata chodzilam cala w czerni (wszystko,kompletnie wszystko) to bylo odbicie mojej chorej duszy.tez mnie pilnowali,zebym nic sobie nie zrobila...wylam,nie moglam oddychac,nie chcialam zyc.........mam drugiego syna,2 wnukow,meza i dla nich wskrzesilam sie na nowo,bo oni tez cierpieli....bylam na nich zla,ze im sie nic nie stalo,ze oni zdrowi ,a moj ukochany ,uwielbiany synek juz odszedl,sflustrowana bylam na maxa..widzialam przerazenie mojego starszego syna,patrzalam jak jego dzieci patrza na mnie ze strachem..uwielbiali dziadka,bo oni wiedzoieli i czuli ,co ja do nich czuje.........teraz jest inaczej oni mnie uwielbiaja,normalnie mnie osaczaja ,ale to piekna miloscia......Zobaczysz ,kiedy sie wyciszysz ,kiedy minie "troche" czasu bol bedzie miejszy,albo przyzwyczaisz sie z nim zyc.nie mozesz juz nic zrobic jak zaakceptowac....jak juz to osiagniesz bedzie ci lzej.....Chodz (bo ja chodze do dzis codziennie)odwiedzaj corke,mow do niej w myslach,bo wiem ,ze ona jest blisko Ciebie i widzi jak cierpisz,zapal jej swiatelko i "podumaj' zobaczysz to tez przynosi ulge!Jak moj synek konal(bylam tego nie swiadoma reanimacja trwala 40min i bylam pewna ,ze wroci,ze bedzie zaraz wszystko ok) leciala piosenka Wyszkoni,pamietam ja "Wiem ,ze jestes tam..." jak ta piosenke slyszalam wylam,wariowalam ..........a wiesz ,co teraz mowie do mojego meza..........ze mamy pozdrowienia od synka.....widzisz juz zaczynam odwracac....juz inaczej sobie zaczelam tlumaczyc.Potrzebujesz czasu ,bardzo lubie piosenke Urszuli "Dzis juz wiem ...poszukaj to na YT to przynosi ukojenie..napisz jesli chcesz do mnie na meila,znajdziesz ,go pod moim nicem!Pozdrawiam !
kryst54 nie masz adresu pod Twoim nikiem
kryst54 nie masz adresu pod Twoim nikiem
kulkry58@wp.pl moze teraz !Pozdrawiam!Krystyna
To przez co przechodzisz musi być tak niewyobrażalnie straszne, że nie ma słów by to złagodzić. Mimo wszystko czuję silną potrzebę by powiedzieć, że dobrze się dzieje, że dzielisz się swoim cierpieniem z innymi. Ale nie jestem pewna czy ukrywanie tego przed rodziną może im pomóc w tej sytuacji. Myślę, że tłumienie emocji w obecności rodziny spowoduje tylko że będziesz czuła się osamotniona. Trzeba trzymać się razem i kochać jeszcze bardziej tych którzy żyją i to co nam pozostało na Ziemi. Bardzo mnie poruszyła twoja sytuacja. Może dlatego że od paru dni sama zastanawiałam się nad istotą samobójstwa, czytałam o tym kim są ludzie którzy decydują się na taki krok. Często w życiu miałam myśli samobójcze. Zastanawiałam się czy mogłabym to zrobić i zawsze kończyłam myślą, że nie mogłabym zrobić tego mojej mamie.To tak jakbym zabiła też ją. W wieku twojej córki też przechodziłam depresję. Zazwyczaj to właśnie młodzi ludzie są tak podatni na depresje i pragną śmierci. Ktoś kiedyś powiedział, że Bóg daje nam tyle ile jesteśmy w stanie znieść. Ale co powiedzieć o tych, którzy nie wytrzymują? Czy są po prostu w stanie klinicznej depresji, która uniemożliwia linię obrony przed złem? Czytałam ostatnio książkę, którą dała mi moja psycholog - "związki miłości" Sondra Ray. Jedna rzecz, która tam była nasuwa mi się teraz..stwierdzenie, że ludzie budują związki śmierci ponieważ przeraża ich śmierć i strata ukochanej osoby - i dlatego cierpimy, śmierć ma nad nami władzę, w jej obliczu jesteśmy słabi. Jeśli chcemy trwać w miłości wiecznej musimy uwolnić się od śmierci, od strachu przed nią. I poddać się sile wyższej, zaakceptować ją i czerpać od Boga, który jest Źródłem. Wiele zdań, przemyśleń z tej książki otwiera oczy, pomaga odszukać w sobie dobro, pogodzić się ze sobą i ze światem. Myślę, że potrzebujesz teraz światła....codziennie zapalam wieczorem świecę, patrzę chwilę na płomień i czuję spokój wyobrażając sobie, że tam właśnie jest obecność Boga. To kojąca myśl, taka ciepła.. pomaga się wyciszyć. Wysyłam dużo tego ciepła w twoją stronę...