Kochani, Snake w sąsiednim temacie mnie zainspirował - jak sądzicie, czy szacunek wystarczy do stworzenia szczęśliwego, trwałego związku? Czy można być szczęśliwym będąc ze sobą z poczucia obowiązku?
Zapraszam do dyskusji. ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Co jest niezbędne do udanego związku?
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Kochani, Snake w sąsiednim temacie mnie zainspirował - jak sądzicie, czy szacunek wystarczy do stworzenia szczęśliwego, trwałego związku? Czy można być szczęśliwym będąc ze sobą z poczucia obowiązku?
Zapraszam do dyskusji. ![]()
Podobne tematy
Ubiegłaś mnie, Vian
Ja się nie zastanawiam nawet, czy szacunek wystarczy, tylko czy w ogóle szacunek nie jest bazą każdego związku? Przecież po jakimś czasie w związku te motylki, szał namiętności CHYBA (nie wiem, za krótko jestem w małżeństwie) się wypalają, zostaje właśnie przywiązanie, szacunek, wzajemna troska. Czy nie na tym właśnie polega miłość, na przyjaźni, szacunku, wspólnych celach? No nie wiem, nie wyobrażam sobie rozbijać rodziny tylko dlatego, że zauroczy mnie inny mężczyzna/inna kobieta, zabrać córce ojca i lecieć w świat, szukając wrażeń.
Co oczywiście nie oznacza, że jestem męczennicą i uważam, że należy tolerować pijaństwo/przemoc/inne patologiczne zachowania męża tylko po to, by dziecko "miało tatusia". W takim przypadku, oczywiście, szukałabym szczęścia dalej (nawiązując do Waszego dialogu z tamtego wątku).
Bardzo podobają mi się poglądy Snake'a.
Czy nie na tym właśnie polega miłość, na przyjaźni, szacunku, wspólnych celach?
Hm... chyba nie rozumiem.
Mam takiego współpracownika - kumplujemy się, lubimy, podobnie patrzymy na świat i szanujemy wzajemnie. Czy w takim razie mamy te same relacje co szczęśliwe małżeństwo?
Dla mnie obok szacunku niezbędnym elementem udanego związku jest... miłość. Nie wyobrażam sobie być z kimś, dzielić z nim życie, ale go nie kochać. Jestem z moim mężem od 18 lat i to, czego jestem pewna, to to, że motylki co prawda odeszły, ale ich miejsce zastąpiła dojrzała miłość. Na szacunku się bazuje, podobnie jak na przywiązaniu, wzajemnym zrozumieniu, trosce, oddaniu, ale kiedy zabraknie miłości, to człowiek zaczyna za czymś tęsknić, a związek staje się w pewnym sensie niepełny.
A co to jest miłość?
Myślę, że ile osób, tyle będzie definicji miłości.
Chyba nie potrafię napisać czym jest miłość (oczywiście uczuciem, ale czym wiecej?), ale postaram się opisać jak ona w moim odczuciu wygląda. Dla mnie szczera, prawdziwa miłość oznacza ofiarowywanie siebie drugiemu człowiekowi. Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to jego dobro stawia się co najmniej na równi ze swoim, a przy tym odczuwa się radość z samego faktu dbania o tę drugą osobę i sprawiania jej przyjemności. Za kochaną osobą tęsknimy, cieszymy się na jej widok, dobrze i w pełni swobodnie czujemy się w jej towarzystwie, akceptujemy ją, szanujemy, często gości w naszych myślach. Jeśli równocześnie jesteśmy kochani, to wszystko działa oczywiście na zasadzie wzajemności. Człowiek, który kocha i jest kochany czuje się potrzebny i ważny. Dojrzała miłość opiera się na takich wartościach jak szczerość, szacunek i zaufanie, pozbawiona jest bezpodstawnej zazdrości, nie ogranicza, w każdej sytuacji stara się zrozumieć, nie zakłada złych intencji, nie zmienia na siłę, motywuje do działania.
Wracając do szacunku - wymieniłam go jako składową część dojrzałej miłości, więc pozornie rozminęłam się z tym, co napisałam wyżej, ale tylko pozornie, bo zdrowa miłość bez szacunku nie istnieje, ale szacunek bez miłości jak najbardziej.
Odpowiadając na główne pytanie, to nie koniecznie sam szacunek wystarczy do stworzenia związku i bycia w nim szczęśliwym
W życiu prywatnym szacuje sporo osób z względów osobistych, ale to nie wystarcza, za mało. Mimo że szacunek jest obustronny jednak miłość nigdy się nie wytworzyła ,bez zakochania się nie ma mowy o byciu w związku
Ja czuje ,ze także co niektóre osoby mnie darzą szczerym szacunkiem, ale również widzę i wiem ze nie zgadzają się ze mną w wielu tematach, aspektach, mamy diametralnie odmienne poglądy na świat i żyć ze sobą, mieszkać,, tworzyć układ partnerski jako zakochani nie dałoby rady, bo sam szacunek to za mało aby zgodne partnerstwo/małżeństwo z tego powstało
Bardzo podobają mi się poglądy Snake'a.
W co niektórych tematach nawet dosyć się różnicie i to całkowicie, ale to taka moja prywatna obserwacja ![]()
BabaOsiadła napisał/a:Bardzo podobają mi się poglądy Snake'a.
W co niektórych tematach nawet dosyć się różnicie i to całkowicie, ale to taka moja prywatna obserwacja
Oj, na pewno
Większości z nich pewnie nawet nie miałam okazji przeczytać. Miałam na myśli te, które zaprezentował w wątku służącym Vian jako inspiracja do tego tematu. O, te:
Moje życie odkąd mam dzieci wywróciło się do góry nogami. Wszystkie aspekty życia zostały podporządkowane interesowi dzieci. Nie dlatego, że tak trzeba ale dlatego, że ja tak chcę. Czuję taką potrzebę. Mam bogate spektrum zainteresowań i hobby, które oczywiście realizuje mimo posiadania dzieci ale ich intensywność uległa ograniczeniu. Właśnie dlatego, że najpierw chcę znaleźć czas dla dziecka, a potem mogę robić coś innego. Każda decyzja życiowa odkąd ma się dziecko musi uwzględniać jego interes. Miejsce zamieszkania, miejsce pracy, czas pracy, relacje z życiowym partnerem. Bo na przykład ja część zachowań mojej partnerki tolerowałem kiedy dotyczyły mnie, a nie toleruję kiedy dotyczą dzieci. Jeśli dla interesu dzieci musiałbym zmienić miejsce zamieszkania, kraj, pracę, PARTNERA - zrobiłbym to. Dla nikogo na świecie nie poświęciłbym swojego zdrowia czy życia, a dla swoich dzieci tak. Prowadząc samochód z dziećmi zakładam czarne scenariusze wypadków i co zrobić aby wyprowadzić samochód tak aby dzieci ocalały. Nawet jeśli oznaczałoby to moją śmierć.
(...)
Dlaczego zakładasz, że poświęcanie się dzieciom nie jest realizowaniem siebie i swoich potrzeb? Przecież to poświęcenie nie wynika z musu ale z POTRZEBY.
(...)
Na zasadzie, że mi się znudziła, wkurza mnie, inna mi się spodobała? Nie zmieniłbym jej. Widzisz odkąd urodziła nasze wspólne dzieci nie jest tylko moją żoną ale jest MATKĄ naszych dzieci. Od tego momentu ma immunitet na większość kobiecych wad. Może zbrzydnąć, być zrzędliwa wobec mnie, zaniedbywać mnie ale ma dbać o dzieci. Dopóki to robi jest w zasadzie nietykalna. Mogę ją przestać kochać, pożądać ale póki jest dobrą matką dla naszych dzieci jest i będzie jedyną kobietą na jaką spojrzę.
(...)
Bardzo prosto. Jeśli moje dzieci są szczęśliwe ze mną i moją żoną, to i ja jestem szczęśliwy. Cóż w tym trudnego do ogarnięcia? Jeśli żona jest dobrą matką, dzieci są szczęśliwe, to ma moje pełne oddanie i szacunek. Jak pisałem, mogę ją przestać kochać i pożądać ale będę ją szanował, dbał o nią i będę szczęśliwy, że jesteśmy razem. Jak dzieci wyfruną z rodzinnego gniazda, to bynajmniej nie rzucę się w wir szukania nowego "szczęścia" ale będę z moją żoną z szacunku za to, że była i jest dobrą matką naszych dzieci. Będę o nią dbał do kresu mych dni i nie dam jej skrzywdzić. Nawet przez siebie samego.
(...)
Oczywiście nie mogę Ci zabronić tego nie kupić smile Ja wiem co czuję i myślę w konkretnej i dla mnie nie hipotetycznej sytuacji. Kochać inną kobietę niż matkę moich dzieci? Być może ale jaka ta miłość by nie była, to dobra, porządna matka moich dzieci ma zdecydowaną przewagę czy ją jeszcze będę kochał czy nie. Oczywiście nie twierdzę, że to są poglądy powszechne, nawet popularne. Być może nawet są mało popularne. Ja tak jednak zostałem wychowany. Rodzina przede wszystkim.
(...)
Jednak nie rozumiesz. Nie z poczuciu obowiązku wobec dziecka ale z szacunku dla osoby, która dla dziecka jest ważna, która dla dziecka wiele robi. Będę dla niej dobry, czuły choćby wypaliło się coś co kiedyś czułem dla młodej dziewczyny.
Dla mnie obok szacunku niezbędnym elementem udanego związku jest... miłość. Nie wyobrażam sobie być z kimś, dzielić z nim życie, ale go nie kochać.
Popieram. Dla mnie również podstawą związku jest miłość, która ma tyle definicji, ile ludzi na świecie. Szacunek jest jednym z wielu element,ów potrzebnych do stworzenia udanego związku. Jeżeli kogoś kocham, to go szanuję, liczę się z jego uczuciami, odnoszę się w odpowiedni sposób. Niestety mi w moim związku tego elementu brakuje...
Dla mnie podstawa na ktorej buduje sie zwiazek to wlasnie milosc do partenra bo z niej wynikaja inne rzeczy. Gdy sie kogos kocha to i szanuje.
Wg mnie milosc, szacunek i zaufanie-dopiero pozniej partnerow spajaja inne rzeczy jak wspolne zaintersowania, wspolne hobby...
Pomijając fakt, że według mnie wchodząc w związek powinno się być zakochanym w drugim człowieku , to już sam późniejszy, dojrzalszy związek to moim zdaniem mieszanka przyjaźni i seksu, nazywana miłością.
Aby partnerstwo było udane, trzeba najzwyczajniej na świecie lubić swojego faceta/kobietę.
Znam pary, które irytują siebie nawzajem, swoimi nawykami, przyzwyczajeniami itd. Pary w których nie ma zwykłej sympatii do siebie. Czas spędzany razem jest dla nich ciągłą przepychanką, bo jak rozumieć słowa koleżanki, która wyjeżdżając na urlop ze swoim chłopakiem, mówi: "2 tygodnie non stop z Nim. Nie wiem jak to wytrzymam. Pewnie go tam zabiję".
Oprócz tego, seks. Mogę być uważana za dziwną, ale dla mnie ten element związku jest bardzo istotny. Gdybym nie miała udanego życia erotycznego ze swoim facetem, czułabym się ... krótko mówiąc zawiedziona.
Nie piszę o szacunku, zaufaniu, wierności, pomocy i wsparciu w problemach, trosce i czułości, podobnych priorytetach, bo o tym napisałyście już wcześniej ![]()
Szacunek to moim zdaniem podstawa, ale co dalej z tym szacunkiem? To, że się wzajemnie szanujemy nie oznacza, że będziemy razem szczęśliwi. Ja nie widzę możliwości bycia w szczęśliwą w związku bez miłości, wzajemnego zainteresowania sobą, chęci przebywania ze sobą, bez pożądania. Sam szacunek, jakkolwiek jest potrzebny sprawy nie załatwia. Są ludzie, których szanuję, ale nie chciałabym być z tego powodu z nimi w związku.
....Ja nie widzę możliwości ...
Wszystko przed Tobą.
Oprócz tego, seks. Mogę być uważana za dziwną, ale dla mnie ten element związku jest bardzo istotny. Gdybym nie miała udanego życia erotycznego ze swoim facetem, czułabym się ... krótko mówiąc zawiedziona.
Dziwna? Absolutnie nie! Owszem, istnieją tak zwane białe małżeństwa (jedno nawet znam - oboje dla siebie atrakcyjni, podobno się kochają, a jednak ze sobą nie sypiają), ale ogromną większość związków udany seks niesamowicie spaja. Dla mnie jest zresztą jednym z podstawowych fundamentów satysfakcjonującej relacji. Moje obserwacje pokazują też, że tam, gdzie seks przestaje łączyć, bo partnerzy na tym tle wzajemnie się nie rozumieją, tam związek się rozluźnia, a tym samym wchodzi w zupełnie inny, zwykle znacznie gorszy, wymiar.
Witam wszystkich na forum ![]()
Chciałabym podzielić się swoimi przemyśleniami na powyższy temat.
Zacznę od tego, że obydwie płcie mają zbyt małą wiedzę na swój temat.
Kobiety inaczej postrzegają bycie w związku niż mężczyźni, dlatego tak często pojawiają się opinie, że się nie rozumiemy.
Szacunek powinniśmy mieć dla wszystkich ludzi, dlatego nie wyobrażam sobie by nie szanować partnera/ki, ale to nie wszystko, trzeba jeszcze dostrzegać wyjątkowość drugiej osoby, pamiętać co nas w niej urzekło, czuć się i dawać poczucie miłości, zainteresowania, akceptować i tolerować swoje wady (bo każdy je ma i miał gdy nas zauroczył). Również musi być równowaga w zaangażowaniu, tzn. "dawać tyle ile się dostaje", w przeciwnym razie będzie niedosyt, a z czasem rozczarowanie.
Ale zacznijmy od poznania drugiej płci
.
Tez ie podpisuje rekoma i nogami pod kwestia sexu...
Nie wyobrazam sobie byc w sczesliwym zwiazku gdybym byla zawiedziona fizycznoscia miedzy nami..
Oczywiscie trzeba szanowac wszytskich ludzi.. ale ludzie siebie z reguly nie szanuja.. i tu nie chodzi tylko o to, aby kims nie pogardzac, ale szanowac rozne przyzwyczajenia, ogolnie mowa o odmiennosci.. Aby ta odrebnosc drugiej jednostki zostawic dla niej, kazdy musi miec swoj azyl, a my nie mamy prawa dyktowac komus aby sie zmienil.. ewentualnie jesli dwoje ludzi sie kocha i szanuje wszytsko na swoj temat, wtedy nie zmiana, ale powinny sie pojawic kompromisy.
Temat szacunku byl poruszony w tej kwestii, bo mowimy o elementach udanego zwiazku.. i oczywiscie nigdy nie jest tak, ze jeden czynnik wystarczy i juz zyli dlugo i sczesliwie.. bo wszytsko musi sie na siebie nakladac.. Nie mozemy oceniac drugiej osoby, nie mozemy dyktowac jak ma zyc, co robic, nie mozemy ograniczas, kazdy z nas jest inny, ma wolna wole, dlatego powinnismy akceptowac drobne niedociagniecia drugiej osoby, bo nie oszukujmy sie, nie ma osob idealnych, ja nie jestem , Ty nie jestes ani "basia z klatki obok"
Zacznę od tego, że obydwie płcie mają zbyt małą wiedzę na swój temat.
Kobiety inaczej postrzegają bycie w związku niż mężczyźni, dlatego tak często pojawiają się opinie, że się nie rozumiemy.
Szacunek powinniśmy mieć dla wszystkich ludzi, dlatego nie wyobrażam sobie by nie szanować partnera/ki, ale to nie wszystko, trzeba jeszcze dostrzegać wyjątkowość drugiej osoby, pamiętać co nas w niej urzekło, czuć się i dawać poczucie miłości, zainteresowania, akceptować i tolerować swoje wady (bo każdy je ma i miał gdy nas zauroczył). Również musi być równowaga w zaangażowaniu, tzn. "dawać tyle ile się dostaje", w przeciwnym razie będzie niedosyt, a z czasem rozczarowanie.
Ale zacznijmy od poznania drugiej płci smile.
Szacunek do blizniego jest oczywiscie naturalna rzecza i szacunek w zwiazku jest naturalna sprawa ale niestety nie dla wszystkich bo gdyby tak bylo nie byloby tylu smutnych topikow pod tytulem '' moj partner mnie bije'' , '' moj partner-ka mnie nie szanuje'', ''wykorzystuje'' itd.
Dla normalnych ludzi jest to NORMALNE....
do wypowiedzi Prinzessin_de Netbabeczka; myślałam że mówimy o tym co jest niezbędne do UDANEGO związku, a jak można uważać że związek jest udany gdy:
..."Szacunek do blizniego jest oczywiscie naturalna rzecza i szacunek w zwiazku jest naturalna sprawa ale niestety nie dla wszystkich bo gdyby tak bylo nie byloby tylu smutnych topikow pod tytulem '' moj partner mnie bije'' , '' moj partner-ka mnie nie szanuje'', ''wykorzystuje'' itd. ..."
Wtedy nie ma związku, no chyba że ktoś tak lubi to proszę bardzo... ale jeżeli takiego traktowania nie akceptujesz to bierz nogi za pas zanim zmarnujesz sobie i nie daj Boże dzieciom z tego niby związku życie. Doskonale wiemy jak ciężko jest się pozbierać po takich przejściach i wrócić do normalności, a co dopiero dzieje się w psychice dzieci które w czymś takim rosną!!! MASAKRA!!!
'' Szacunek powinniśmy mieć dla wszystkich ludzi, dlatego nie wyobrażam sobie by nie szanować partnera/ki, ''
Moze sie zle wyrazilam. Chodzilo mi jedynie o aspekt szacunku , o ktoym byla mowa powyzej.
Nie ma idealnej recepty na udany zwiazek bo na to sklada sie wiele czynnikow nie tylko na milosci i szacunku. To wg mnie rowniez umiejetnosc pojscia na kompromis w pewnych sytuacjach i umiejetnosc budowania wspolnej , czesto szarej i nielatwej codziennosci i rozwiazywanie czesto nielatwych problemow.
Znam pary,ktore po 2 czy 3 latach szczesliwego zwiazku rozstaly sie po parunastu miesiacach wspolnego mieszkania.
Dziekuje Bogu czesto, ze do tej pory mam udany i szczesliwy zwiazek ale oczywiscie nad tym trzeba pracowac.
Zycze wszytkim milego dnia.
...Szacunek powinniśmy mieć dla wszystkich ludzi, .....
Na szacunek koniecznym jest sobie zapracować.
..Dla normalnych ludzi jest to NORMALNE....
Co znaczy NORMALNE?
Związek to nie jest stan (statyczny). Związek to jest wielofazowy proces. Poszczególne fazy można wydzielić i zdefiniować, a także przypisac im wartości które w tej konkretniej fazie trzymają związek w kupie. W ostatniej fazie związku istotne jest, przyjaźń, porozumienie, zaufanie i seks. Szacunek niejako wynika z 3 pierwszych. Sam szacunek jest nic nie warty.
Szacunek jest wazny, ale nie moze byc jedyna podstawa zwiazku. Szanuje moich przyjaciol, wykladowcow, moge szanowac polityka za poglady, ale nie oznacza to, ze zaraz sie im oswiadcze. Dla dobrego zwiazku musi byc takze milosc, wzajemne pociaganie, seks, umiejetnosc kompromisu, no i chec bycia razem.
Czytałam (elementy teorii miłości Sternberga i teoretycznego modelu miłości Johna Lee), że raptem 3 rzeczy:
1/ Intymność czyli bliskość,
2/ Namiętność,
3/ Zaangażowanie.
I gotowam się z tym zgodzić. Szacunek niewątpliwie wchodzi w skład powyższych ![]()
Ja bym nieco rozwinela....
1. Milosc
2. Seks
3. Szacunek
4. Podobne priorytety w zyciu
5. Chec bycia razem
...udany zwiazek to mieszanka tych powyzszych...
Moge kogos kochac ale jesli bedziemy sie totalnie roznic to ja tego nie widze.
Moge kogos szanowac ale sam szacunek nie wystarcza. Wiele osob co mnie szanowalo mnie w przeszlosci np przytulalo ale prawdziwa pryjemnosc czerpie z bycia przytulana przez kogos kto emanuje miloscia do mnie w taki sam sposob w jaki ja emanuje miloscia do niego.
Priorytety nie moga sie drastycznie roznic.
Chec bycia razem...poczytajmhy watki tu na forum "ja chce ratowac ten zwiazek (czytaj chce byc z nim) a on juz nie widzi mozliwosci (czytaj on nie chce)"... Takie cos tez sie dlugo nie utrzyma ![]()
Jestem ze swoim męzem już 35 lat. Jesteśmy bardzo szczęśliwym małżeństwem. Czy wystarczył do tego szacunek? Nie. Czy seks? Też nie.
My jesteśmy do siebie podobni. Mamy takie same poglądy na życie, ot co. Rozumiemy się bez słów.
Ostatnio, w upały gotowalam obiad w kuchni. Mój mąż zajrzał i wyszedł. Ja pomyślałam sobie, ze muszę przynieść wentylator ze spiżarni. Spotkaliśmy się w pół drogi. On niósł dla mnie wentylator, o którym myślałam, choć nie powiedziałam do męża ani słowa.
Albo oglądamy coś w tv i w jednej chwili mówimy te same slowa. To niesamowite.
Czytałam (elementy teorii miłości Sternberga i teoretycznego modelu miłości Johna Lee), że raptem 3 rzeczy:
1/ Intymność czyli bliskość,
2/ Namiętność,
3/ Zaangażowanie.
I gotowam się z tym zgodzić. Szacunek niewątpliwie wchodzi w skład powyższych
To jest uproszczony model. Można sie z poczynionymi przybliżeniami zgadzać lub nie. Nie istnieje w nim pojęcie jakości komunikacji i operowania na zbliżonych abstrakcjach, a może być one pierwotne wobec trzech wymienionych.
Z tych najważniejszych to:
1. szczerość
2. zaufanie
3. szacunek
Jak jedno upadnie, to reszta też.
Następne to
4. rozmowa - jak można tworzyć udany zwiazek bez rozmowy i otwartosci?
5. seks
Resztę dopisaliscie i na pewno inni dopiszą jeszcze coś więcej ![]()
Czytałam (elementy teorii miłości Sternberga i teoretycznego modelu miłości Johna Lee), że raptem 3 rzeczy:
1/ Intymność czyli bliskość,
2/ Namiętność,
3/ Zaangażowanie.
I gotowam się z tym zgodzić. Szacunek niewątpliwie wchodzi w skład powyższych
To jest uproszczony model. Można sie z poczynionymi przybliżeniami zgadzać lub nie....
Tylko po co KOMPLIKOWAĆ TO co proste? (Z 10 przykazań wychodzi 200 i nikt tego NIE "OGARNIE"... ![]()
Ja bym nieco rozwinela....
1. Milosc
2. Seks
3. Szacunek
4. Podobne priorytety w zyciu
5. Chec bycia razem
1. Miłość = Intymność (bliskość) (wyszło masło maślane- miłość składa się... z miłości)
2. Seks = Namiętnoiść
5. Chęć bycia razem = Zaangażowanie
a szacunek, podobne priorytety i ZROZUMIENIE(tolerancja)...? i w intymności/bliskości i w zaangażowaniou. Nie wyobrażam sobie intymności i zaangażowania bez szacunku, zrozumienia i chociaż podobnych priorytetów.
Ale to ja. Starej daty jestem, więc NIECO sztywna.
Najpiękniej i opisowo wyłożyła to Marena. Nic dodać nic ująć ![]()
Prinzessin_de napisał/a:...Szacunek powinniśmy mieć dla wszystkich ludzi, .....
Na szacunek koniecznym jest sobie zapracować.
Prinzessin_de napisał/a:..Dla normalnych ludzi jest to NORMALNE....
Co znaczy NORMALNE?
Związek to nie jest stan (statyczny). Związek to jest wielofazowy proces. Poszczególne fazy można wydzielić i zdefiniować, a także przypisac im wartości które w tej konkretniej fazie trzymają związek w kupie. W ostatniej fazie związku istotne jest, przyjaźń, porozumienie, zaufanie i seks. Szacunek niejako wynika z 3 pierwszych. Sam szacunek jest nic nie warty.
Zostawmy juz ten aspekt szacunku :-) bo jak to podsumowales szacunek wynika z tych 3 wartosci i oczywiscie tylko na szacunku nie da sie czegos zbudowac.
Wg mnie kocha się kogoś, jeśli (a) jego sukcesy cieszą nas tak samo jakby to były nasze sukcesy (b) jego porażki smucą nas tak samo jakby to były nasze porażki, czyli (a + b) ta druga osoba jest jakby częścią nas samych, czyli nie są dla nas obojętni.
Od lubienia kogoś, przez przyjaźń aż po miłość -- to jest bardzo płynne przejście. To nasza sfera duchowa. Tak samo od przyjacielskiego objęcia aż do seksu to też płynne przejście.
Na podstawie swojego małżeńśtwa -- namiętności po kilkunastu latach wciąż jest tyle samo, a może nawet i więcej (!!!!). Z szacunkiem różnie bywa -- czasem go brakuje. Nie jesteśmy przyjaciółmi w takim sensie, że możemy sobie o wszystkim powiedzieć. Ale jakby trzeba było oddać żonie nerkę, albo skoczyć do wody ją ratować, to nawet nie rozważałbym takiego pytania.
Najgorsze uczucie w małżeństwie to obojętność, kiedy się orientujemy, że mało nas obchodzi, co druga osoba robiła cały dzień, albo jakie ma problemy. To znaczy wypalająca się miłość.
Kochani, Snake w sąsiednim temacie mnie zainspirował - jak sądzicie, czy szacunek wystarczy do stworzenia szczęśliwego, trwałego związku? Czy można być szczęśliwym będąc ze sobą z poczucia obowiązku?
Myślę, że na te pytanie są różne odpowiedzi.
Szacunek, poczucie obowiązku - to zapewne wystarcza ludziom w średnim wieku i starszych. Jeśli do tego dochodzi jeszcze poczucie stabilności i bezpieczeństwa.
Dla młodszych osób, to zapewne jest więcej tych zmiennych, które wpływają na jakość związku.
Większość już została wymieniona.
Ja od siebie dodałabym jeszcze wspólne pasje, hobby. Dla mnie to bardzo ważne.
Jestem ze swoim męzem już 35 lat. Jesteśmy bardzo szczęśliwym małżeństwem. Czy wystarczył do tego szacunek? Nie. Czy seks? Też nie.
My jesteśmy do siebie podobni. Mamy takie same poglądy na życie, ot co. Rozumiemy się bez słów.
Ostatnio, w upały gotowalam obiad w kuchni. Mój mąż zajrzał i wyszedł. Ja pomyślałam sobie, ze muszę przynieść wentylator ze spiżarni. Spotkaliśmy się w pół drogi. On niósł dla mnie wentylator, o którym myślałam, choć nie powiedziałam do męża ani słowa.
Albo oglądamy coś w tv i w jednej chwili mówimy te same slowa. To niesamowite.
Gratuluje dopasowania i szczęśliwego życia ze sobą przez tyle lat w malżeństwie
Jestem myśli ze u mnie bedzie podobnie, teraz oczywiscie bez zarzutu, niemal sielanka, lecz za krotki staz aby cwaniakować ![]()
Bo co to jest te kilka lat, pogadamy za kilkadziesiąt, jednakze obaw nie mam i czuje ze bedzie tak dobrze jak jest obecnie heheh ![]()
Szacunek, poczucie obowiązku - to zapewne wystarcza ludziom w średnim wieku i starszych. Jeśli do tego dochodzi jeszcze poczucie stabilności i bezpieczeństwa.
Zgodnie z wiekiem należę już chyba do osób w średnim wieku (piszę chyba, bo zupełnie się taką nie czuję
), ale szacunek i poczucie obowiązku bez miłości kategorycznie mnie nie zadowala. Mało tego, nie wyobrażam sobie, aby mąż był ze mną tylko z szacunku i poczucia obowiązku. Miłość jest dla mnie priorytetem i jest w związku najważniejsza, bo tam, gdzie jest szczera i głęboka miłość, ludzie pokonają wszystko.
Mareno, gratuluję takiej pięknej miłości! ![]()
po pierwsze (ale nie najważniejsze) bo wszystkie elementy są tak samo ważne, po prostu akurat ten wyróżnia związki jako relacje między ludzkie z innych relacji międzyludzkich- miłość. Dla mnie miłość to taka przyjaźń plus niesamowity mistyczny, duchowy, uczuciowy bonus.
szczerość co by sie nie działo zawsze musimy sami jako pierwsi przyjść do partnera i powiedzieć co jest nie tak, co się wydarzyło, "szczerość" po tym jak partner sam odkrywa nasze sekrety to już nie jest szczerość
umiejętność rozmowy i słuchania czyli komunikacja, bez tego nie można stworzyć udanego związku. Zarówno chodzi mi o rozmawianie o problemach, jak i o po prostu rozmawianie. Dzięki rozmowom na każdy temat (co jest możliwe, niezależnie od zainteresowań) ludzie się nie nudzą.
szacunek, owszem to też ważny element, ale każdego powinno się szanować (no prawie każdego) zatem jest to tak oczywisty element, że nie ma co tutaj go opisywać, bo każdy wie o co chodzi ![]()
to sa takie uniwersalne cechy, które moim zdaniem są konieczne w każdym związku, aby ów związek był szczęśliwy. Bo np. sex nie jest ważny dla wszystkich, są niektóre pary, które w ogóle tego nie robią, albo bardzo rzadko i są bardzo szczęśliwe. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby bez rozmów, miłości, szacunku i szczerości można być szczęśliwym w związku.
dorota.f napisał/a:Szacunek, poczucie obowiązku - to zapewne wystarcza ludziom w średnim wieku i starszych. Jeśli do tego dochodzi jeszcze poczucie stabilności i bezpieczeństwa.
Zgodnie z wiekiem należę już chyba do osób w średnim wieku (piszę chyba, bo zupełnie się taką nie czuję
), ale szacunek i poczucie obowiązku bez miłości kategorycznie mnie nie zadowala. Mało tego, nie wyobrażam sobie, aby mąż był ze mną tylko z szacunku i poczucia obowiązku. Miłość jest dla mnie priorytetem i jest w związku najważniejsza, bo tam, gdzie jest szczera i głęboka miłość, ludzie pokonają wszystko.
Dobra, źle chyba określiłam grupę, o której pisałam ![]()
Chodziło mi o to, że może jak upłynie dużo czasu, a doświadczenie życiowe jest już przygniatające, to wtedy może są mniejsze wymagania. No ale to wśród osób powiedzmy w przedziale wiekowym od 50 lat wzwyż.
Bo związek związkowi nierówny, a to na jakim etapie życiowym się jest, zapewne dużo zmienia. Też pewno i w definiowaniu udanego związku.
Jestem ze swoim męzem już 35 lat. Jesteśmy bardzo szczęśliwym małżeństwem. Czy wystarczył do tego szacunek? Nie. Czy seks? Też nie.
My jesteśmy do siebie podobni. Mamy takie same poglądy na życie, ot co. Rozumiemy się bez słów.
Ostatnio, w upały gotowalam obiad w kuchni. Mój mąż zajrzał i wyszedł. Ja pomyślałam sobie, ze muszę przynieść wentylator ze spiżarni. Spotkaliśmy się w pół drogi. On niósł dla mnie wentylator, o którym myślałam, choć nie powiedziałam do męża ani słowa.
Albo oglądamy coś w tv i w jednej chwili mówimy te same slowa. To niesamowite.
Wpaniale czytac jest takie historie, Zycze wam kolejnych, wielu szczesliwych lat w zdrowiu.
Ja co prawda nie mam tak wielu lat jak wy ale mam taka nadzieje , ze bedziemy....
My jestesmy na pozor rozni ale tak naprawde, mamy w wielu sprawach wiele wspolnego i to nas laczy.
Nam czesto rowniez zdarzaja sie sytuacje gdy chocby na Whstappie piszemy dokladnie to samo czy koemntujemy lub reagujemy w danych sytuacjach podobnie :-)
Moi rodzice tez obchodza za rok 35 gody....
Dla mnie mottem jest to,co przyzekalam w dniu slubu:Slubuje Ci milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska oraz ,ze cie nie opuszcze ,az do smierci....i zyje sobie z moim mezem ponad 38lat,jestesmy jak stare dobre wino,czym starsze ,tym lepsze
i wiem ,ze moge ufac mezowi w 100% w kazdej sytuacji ![]()
By związek był udany trzeba przede wszystkim kochać się nawzajem, dbać o siebie, wspierać się w ciężkich chwilach i nauczyć się sztuki kompromisu ![]()
Dla mnie mottem jest to,co przyzekalam w dniu slubu:Slubuje Ci milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska oraz ,ze cie nie opuszcze ,az do smierci....i zyje sobie z moim mezem ponad 38lat,jestesmy jak stare dobre wino,czym starsze ,tym lepsze
i wiem ,ze moge ufac mezowi w 100% w kazdej sytuacji
I tak trzymac....
Jak to psychiatrzy mowią, miłośc można porównać do choroby psychicznej bo właśnie przy tej szalonej miłości gdzie zapominamy o sobie, uaktywniają się w mózgu obszary które są charakterystyczne dla osób z chorobą psychiczną
Ja jestem młodą osóbką, więs spytałam znajomej z dwójką dzieci po trzydziestce jak to jest z tą miłoscią a ona na to- Jaka miłość? Po latach najważniejsze żeby się lubić i szanować bo tylko tak można razem żyć.
Prawda jest taka, że większość związków nie istnialaby gdyby nie dzieci. No ale przecież o to chodzi nam w życiu, żeby kopulować, rozmnażać się i wychowywać potomstwo więc nie wiem po co ta dyskusja.
.......Ja jestem młodą osóbką, więs spytałam znajomej z dwójką dzieci po trzydziestce jak to jest z tą miłoscią a ona na to- Jaka miłość? Po latach najważniejsze żeby się lubić i szanować bo tylko tak można razem żyć......
Na twoim miejscu nie brałabym sobie do serca takich wywodów tej koleżanki. Zresztą młoda kobieta z niej a takie dyrdymały głosi, pesymizmem kipi i brak wiary w miłość .
Nawet tutaj da się wyczytać, co niektórzy są zaprzeczeniem teorii tw. koleżanki i cieszy mnie to a zarazem podnosi na duchu ![]()
nadzieja umiera ostatnia a nawet czasami nigdy nie umiera. Ja muszę przyznać , że wątpię w miłość. Chyba że miłością nazwiemy szacunek i troskę o druga osobę, dotrzymywanie obietnic i bycie fair. Tylko tak mogę sobie przedstawić cos normalnego. Chyba że bierzemy pod uwage nienormalna miłosć czyli bycie z druga osobą nawet jak poniża i zdradza
to przypadlosc wiekszości polek akurat
Jak to psychiatrzy mowią, miłośc można porównać do choroby psychicznej bo właśnie przy tej szalonej miłości gdzie zapominamy o sobie, uaktywniają się w mózgu obszary które są charakterystyczne dla osób z chorobą psychiczną.
Nie miłość, ale stan pierwszego zauroczenia i ślepej, pozbawionej realnego spojrzenia fascynacji, zwanej popularnie zakochaniem. Miłość, ta prawdziwa, zrzuca z nosa oślepiające różowe okulary, do których się odnosisz.
...moim zdaniem przyjaźń, ale też udany i satysfakcjonujący sex
( no panowie i panie- nie ma co się oszukiwać )
poza tym, jak ktoś wcześniej napisał: szacunek i trudna sztuka kompromisu
bez tego ani rusz ![]()
Niezbędne do udanego szczęśliwego zwiążku wg mnie jest:
- miłość
- zaufanie
- troska
- oddanie
- namiętność
- wspólny scenariusz na życie
- podobne a zarazem inne charaktery
- i komunikacja !!
Fragment artykułu Jolanty Klimaszewskiej "Satysfakcja małżeńska i jej uwarunkowania na podstawie wybranych analiz badawczych". Całość dostępna w sieci, więc mnie chyba pani Jola nie zlinczuje za przekopiowanie kawałka.
Swoją droga piękna z niej kobieta. ![]()
Interesujące dopełnienie w rozumieniu uwarunkowań powodzenia małżeństwa przedstawiła psycholog Braun-Gałkowska (1985, 1992). Autorka, dokonując badań, użyła stworzonej przez siebie Skali Powodzenia Małżeństwa, w której za ostateczne kryterium sukcesu małżeńskiego uznała subiektywne poczucie zadowolenia partnerów z relacji. Uwzględniała ona wpływy: stażu małżeńskiego, różnicy wieku miedzy partnerami, statusu ekonomicznego, posiadania dzieci, zgodności postaw religijnych oraz wybranych cech osobowości na poczucie satysfakcji partnerów. Przeprowadzone analizy pozwoliły na określenie niektórych czynników zewnętrznych podwyższających poczucie zadowolenia, takich jak posiadanie dzieci oraz dobry start ekonomiczny pary. Okazało się także, iż większa zgodność partnerska w zakresie przekonań czy upodobań zwiększa wzajemną atrakcyjność partnerów, zapewniając sukces relacji. Znaczącym i głównym czynnikiem uwarunkowań powodzenia, zgodnie z badaniami, okazała się osobowość partnera, która według autorki pozostaje względnie trwałym i indywidualnym elementem funkcjonowania małżonków.
W związkach małżeńskich świadomie nastawionych na pozytywne przeżywanie relacji decydujące znaczenie mają ponadto czynniki, które często bywają uznawane za oczywiste i konstytuujące każde małżeństwo. Doniec (2001) - badaczka transformacji społecznych trzech pokoleń - wytypowała kilka czynników i uporządkowała je w hierarchii, jako niezbędne do osiągniecia sukcesu w diadzie. Mianowicie w kolejności występują: wzajemne zrozumienie, tolerancja, miłość, wierność i uczciwość, partnerstwo oraz posiadanie dzieci. Natomiast mniej znaczące okazują się: udane pożycie seksualne, wzajemna atrakcyjność i najmniej istotne - wspólne zainteresowania. Autorka wnioskuje, iż dominujące znaczenie odgrywają wartości zaspokajające potrzeby wyższego rzędu tj. afiliacji (miłości, szacunku, uznania) umożliwiające tworzenie zgodnego, harmonijnego związku.
........
Zgodnie z badaniami profesor Marii Ryś (1996) występuje istotna zależność pomiędzy jakością małżeństwa a komunikacją i sposobami rozwiązywania konfliktów. Można mówić o cyrkularnej przyczynowości, gdyż udana komunikacja i pozytywne rozwiązywanie konfliktów wpływają na wysoką jakość relacji małżeńskich, a inne wymiary relacji - miłość i zaufanie - umożliwiają korzystne rozwiązywanie konfliktów. Ponadto, małżeństwa udane w sytuacji spornej charakteryzuje wspólne poszukiwanie rozwiązań zadowalających oboje, bez powrotu do wydarzeń minionych. W efekcie rozwiązane konflikty dość szybko i skutecznie się kończą.
Reasumując, pragnę podkreślić paradoksalną prawidłowość w związku. Mianowicie, osoby nie mogą działać jedynie we własnym interesie, bo jedyną drogą do otrzymania korzyści dla siebie stanowi spełnienie partnera. Przedstawione wyznaczniki satysfakcji małżeńskiej muszą być odczuwane jako odwzajemnione w relacji i opierać się na wzajemnej zależności (patrz: współzależnościowy model dobranego związku - Plopa 2010).
====================================================================
Dość jednoznacznie wynika z powyższego, by samemu być szczęśliwym w relacji, koniecznym jest zadbać o szczęście partnera.
Fragment artykułu Jolanty Klimaszewskiej "Satysfakcja małżeńska i jej uwarunkowania na podstawie wybranych analiz badawczych".
(...)
osoby nie mogą działać jedynie we własnym interesie, bo jedyną drogą do otrzymania korzyści dla siebie stanowi spełnienie partnera. Przedstawione wyznaczniki satysfakcji małżeńskiej muszą być odczuwane jako odwzajemnione w relacji i opierać się na wzajemnej zależności (patrz: współzależnościowy model dobranego związku - Plopa 2010). [/i]====================================================================
Dość jednoznacznie wynika z powyższego, by samemu być szczęśliwym w relacji, koniecznym jest zadbać o szczęście partnera.
I otóż TO
W końcu PO TO chyba ludzie łączą się w pary (między innymi)? a nie trwają pojedynczo przez całe życie?
Naprawiać I PRACOWAĆ NAD ZWIĄZKIEM ZAMIAST "WYMIENIAĆ NA lepszy MODEL"?
Myślę, że do udanego związku niezbędne jest, aby kobieta była kobietą, a mężczyzna mężczyzną.
Więcej raczej nie trzeba.
Myślę, że do udanego związku niezbędne jest, aby kobieta była kobietą, a mężczyzna mężczyzną.
Więcej raczej nie trzeba.
yhmmm... trochę niezbyt precyzyjna myśl, bo pod tym zdaniem rożne cuda mogą się kryć ,jakie niekoniecznie są wyznacznikiem udanego związku
Tak w skrócie najważniejsze rzeczy to duże podobieństwo osobowości i żeby obie osoby były znacznie zaawansowane w rozwoju duchowym (to znaczy pozytywne cechy charakteru, tolerancja, empatia, łagodność)
Strony 1
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Co jest niezbędne do udanego związku?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026