netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Sama w ciąży

161 odpowiedzi25 436 wyświetleńzałożony przez A-n-n-n, 15.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 162 ]

1

Temat: Sama w ciąży

Cześć wszystkim,
Chciałam się przywitać i opowiedzieć swoją historię. Na pewno znajdzie się sporo osób, które spotkał podobny los i może doradzicie mi, jak się pozbierać.
Ale może od początku.
Jakoś nigdy nie miałam specjalnie szczęścia do związków. Mimo, że zawsze trwały dość długo, nigdy nie kończyły się happy endem.
Rok temu, w czerwcu, zmieniłam pracę. Byłam wtedy rok po rozstaniu i z nikim się nie spotykałam. T. podobnie. Od samego początku dawał mi do zrozumienia, że jest mną zainteresowany. Powoli zaczęliśmy się spotykać. Nic sobie nie obiecywałam, ale było pięknie. Kwiaty, kawa w łóżku, piękne słowa... No miód po prostu, aż nie mogłam uwierzyć. Facet starszy co prawda o 8 lat, z przeszłością i córką z poprzedniego małżeństwa, ale ja też po rozwodzie. Zaczął mnie namawiać do tego, żebyśmy na poważnie wzięli ten związek, pomyśleli o dziecku. Szybko się do mnie wprowadził. Na początku oczywiście sielanka. Ale po czasie coś zaczęło mnie niepokoić. Mianowicie on stracił pracę. Ale nie specjalnie garnął się do szukania nowej. Ja wtedy całkiem nieźle zarabiałam, więc tematem za bardzo się nie przejęłam. W dodatku okazało się, że jestem w ciąży. I wtedy zaczęły się awantury. Najgorsze było to, że nic z nich nie wynikało. Zero porozumienia. Dwa kanały, ja mówiłam do jednego, on do drugiego i nijak się nie mogliśmy spotkać. W końcu doszłam do wniosku, że nie będziemy się męczyć i pójdziemy na terapie. Troszkę niby pomagała, ale relacje między nami nadal nie były dobre. W końcu dostałam krwawienia. Diagnoza - ciąża zatrzymana. Poronienie, zabieg. Wtedy jakoś tak nawet więcej wsparcia okazał. I postanowiliśmy, że jakoś przetrwamy i damy radę. Ja byłam wtedy na l4 w pracy. On jednak nadal nie myślał o tym, żeby coś ogarnąć, natomiast bez reszty oddawał się swojej pasji - jeździe konnej i piciu z kolegami. Powoli zaczynałam mieć dość. W dodatku czułam, że nie jest ze mną szczery. NIgdy nie wiedziałam, gdzie tak naprawdę jest i z kim. Podjęłam decyzję, że się rozstaniemy. On nie chciał. Ale co najlepsze, okazało, że ma mnóstwo tajemnic przede mną. Np to, że wszędzie ma od cholery długów. Komornicy, nie płacone alimenty, providenty. Jego wytłumaczenie było takie, że to jego sprawy, a mnie nic do tego. Wyprowadził się.
To było przed samym nowym rokiem. Po miesiącu zadzwonił. Powoli znów zaczęliśmy się spotykać. W tym czasie, kiedy nie byliśmy razem, zatrudnił sie w stajni u dziewczynki, która zakochała się z nim. Mówił, że on do niej nic nie czuje, że jest za młoda, brzydka itp itd. Uwierzyłam. Wróciliśmy do siebie, ale on ciagle pracował daleko, widywaliśmy się raz w tyg. I w między czasie znów okazało się, że jestem w ciąży. Chorowałam wtedy, więc było to prawie niemożliwe, a jednak....
I wszystko niby powoli zaczęło się układać, prawie znalazł pracę w okolicy mojego domu, miało być znowu pięknie. Ale nie, kilka dni temu zadzwoniła do mnie ta dziewczyna. Zapytała, czy on jest ze mną, bo ona nie wie, na czym stoi. Podobno są razem od października, mieszka u niej, byli razem nad morzem i być może nawet jest w ciąży... Musiałam usiaść, kiedy wysłuchałam całej jej historii.
Zaprzeczył. I ciągle ma z nią kontakt. Obiecał, że nigdy więcej tajemnic, a kasuje smsy. Dzwoni do niej. Kiedy pytam po co, mówi, że szukam awantury. Nie potrafię mu już zaufać. Pokłóciliśmy się i wrzeszczał na mnie strasznie. Mówił, że moge usunąć ciążę. Ze chce spokoju i ma wszystkiego dość i niczego absolutnie nie wyjaśnił. Kiedy ja się domyślam czegoś, co pewnie jest prawdą, on reaguje furią, jeśli tylko mam czelność zapytać.
A ja jestem w 4 miesiącu ciąży. Martwię się o dziecko. Dodam, że przy nim całkowicie się spłukałam, bo to ja utrzymywałam nas obydwoje.
I myślę sobie, że to chyba ze mną jest coś nie tak. Jeszcze nigdy nie czułam się tak podle. Wstydzę sie, że znów mu zaufałam. I że teraz nie wiem, jak poradzić sobie z myślami. A bywają tragiczne..

2

Odp: Sama w ciąży

Witaj A-n-n-n no nie jestem w tej sytuacji ale powiem to co w większości portów.Nie wyobrażam sobie życia obok faceta który tyle razy by mnie oklamał.Chodzi i o długi i tym bardziej o ta niby bez znaczenia młoda kobietę.

Nie traktuje Cię dobrze jak należy a tym bardziej mówiąc że możesz usunąć ciążę.Że co?w mordę by dostał i tyle mnie widział...Nie jest wskazany stres w obecnym stanie jakim jesteś-tym bardziej że miałaś ciężko z wcześniejszą.  Zastanów się czy z nim takim "darmozjadem"będzie Ci dobrze? Postaw za i przeciw.

3

Odp: Sama w ciąży

Moim zdaniem powinnaś dać sobie z nim spokój, On nie jest Ciebie wart. Zadbaj o siebie i o dzieciątko, On to tylko nie potrzebny stres. Życzę powodzenia i myśl z'le słońce jeszcze do Ciebie zaświeci a Twoim słońcem będzie Twój Maluszek. :-) Pozdrawiam.

4

Odp: Sama w ciąży

Witaj,
Ja byłam w trochę innej sytuacji, jednak tak jak Ty zostałam sama w ciąży. On nie chciał słyszeć o dziecku, jak niedojrzały nastolatek zaparł się, że ono nie jest jego i koniec. Później się ocknął, teraz przychodzi czasem do synka, płaci alimenty. Mi też było i często nadal jest ciężko, nie tak wyobrażałam sobie ciążę i macierzyństwo: Ciążę i poród przeszłam bez niego, wychowuję też praktycznie sama. Jedyne co mogę powiedzieć, to że czas leczy rany, powoli się wyciszysz i DASZ RADĘ. Masz wsparcie w rodzinie, przyjaciołach?

5

Odp: Sama w ciąży

Najpierw sie mysli kim,m jest parnter potem lapie na dziecko proste   jak................

6

Odp: Sama w ciąży

Wsparcie w rodzinie i przyjaciołach tak.
Najgorsze jest w tym wszystkim to, że to jest tak toksyczny człowiek, a mnie było straszliwie trudno to uciąć wcześniej.
I przez to mam pretensje do siebie, ponieważ zawsze kierowałam się przede wszystkim rozsądkiem. A tu zadziało się coś zupełnie odwrotnego. Jakieś poczucie winy mnie dopadło..
I co ciekawe, ja w ogóle nie chciałam dziecka, on mi zawsze truł, że chce je mieć. I o ile za pierwszym razem nie broniłam się przed ciążą, tak teraz nawet lekarze twierdzili, że to cud, że zaszłam, ponieważ miałam dość poważne problemy z jajnikami.

I jak tu cokolwiek planować?

7

Odp: Sama w ciąży
Kazarka napisał/a:

Witaj,
Ja byłam w trochę innej sytuacji, jednak tak jak Ty zostałam sama w ciąży. On nie chciał słyszeć o dziecku, jak niedojrzały nastolatek zaparł się, że ono nie jest jego i koniec. Później się ocknął, teraz przychodzi czasem do synka, płaci alimenty. Mi też było i często nadal jest ciężko, nie tak wyobrażałam sobie ciążę i macierzyństwo: Ciążę i poród przeszłam bez niego, wychowuję też praktycznie sama. Jedyne co mogę powiedzieć, to że czas leczy rany, powoli się wyciszysz i DASZ RADĘ. Masz wsparcie w rodzinie, przyjaciołach?

Kazarka, w którym byłaś tyg? Ile ma teraz Twój dzidziuś? Udało Ci się jednak dojść z nim do porozumienia, mimo, że tak się zachował?

8

Odp: Sama w ciąży

Annn,
Zostałam zdradzona po 10 letnim związku, pół roku po zaręczynach. O ciąży dowiedziałam się po zdradzie, więc przez cały ten okres byłam sama. Teraz, za 2 tygodnie, mój synek kończy roczek, a jego ojciec mieszka z tamtą lalą. Jeśli chodzi o dogadywanie się... różnie bywa, jeśli on chce coś dla siebie ugrać jest miły, przychodzi, ale niestety czasem jest tak, że prowokuje kłótnie, czy utrudnia niektóre sprawy - np. wydanie dokumentów dla dziecka. Przez ten okres nabrałam przekonania, że musimy uregulować nasze sprawy formalnie, dlatego przymierzam się do złożenia pozwu o alimenty i wniosku o uregulowanie kontaktów z dzieckiem. Tobie też radzę pozałatwiać to najszybciej będziesz mogła.
Mi w trudnym czasie pomogła rodzina, przyjaciele, choć wiadomo, że ciąża i macierzyństwo, to czas, który powinniśmy przeżywać z ojcami dzieci... Dopiero teraz nabieram do tych spraw dystansu, biorę leki, chodzę do psychologa, żeby pomóc sobie i dziecku.

9

Odp: Sama w ciąży

włos się jeży na głowie po takiej historii. I skoro byłaś z nim 10 lat, to nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak mocno dostałaś w twarz.. Ja też myślę o psychologu i chyba sobie pochodzę, tak dla samej siebie. Pomógł Ci?
Jeśli chodzi o regulowanie spraw, na początku, w złości, pomyślałam, że pozbawię go praw. Ale to bez sensu. W końcu wtedy już w ogóle nie odczułby nic. A przecież to się dziecku należy. Więc zaraz po porodzie, jeśli wszystko będzie ok, zamierzam iść do sądu. Już i tak zbyt wiele złych decyzji podjęłam będąc z nim. Koniec tego.

Ale masz racje, mi też się łza w oku kręci, kiedy pomyślę, że to zupełnie inaczej miało być.

10

Odp: Sama w ciąży

A-n-n-n - jeszcze do urodzenia masz sporo czasu. Dbaj o siebie i o dzidziusia - ciąża to wspaniały stan. Zazdroszczę smile.
Na inne decyzje masz jeszcze czas. Teraz najważniejszy jest Twój spokój - pamiętaj teraz jesteś odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale jeszcze za jedno życie smile

11

Odp: Sama w ciąży

Współczuję Wam dziewczyny...Nie rozumie tych kolesi jak mogą robić coś takiego swoim dzieciom no i Was mają w głębokim poważaniu...Jadę z moim facetem autem i tak mu wspomniałam Wasze historie i co drugie słowo to hu... czy coś w tym stylu pada z jego ust.Jest na tym punkcie ostry bo nie wyobraża sobie żeby mnie tak mógł załatwić... Ale wiemy że obie sobie poradzicie lepiej niż z nimi.Poczujecie że żyjecie.

12

Odp: Sama w ciąży

25.anowi - na pewno masz rację i wszystko będzie dobrze.
Najstraszniejsze jest dla mnie teraz to, że dałam się omamić jak jakaś małolata i sama do siebie niesmak czuję. Że wierzyłam, że chciałam go zmienić, że walczyłam... I o co??

Z tym się najtrudniej uporać.
Ale maleństwo daje mi teraz siłę

No i forum smile dzięki, że jesteście.

13

Odp: Sama w ciąży

A i z tym spokojem bywa ciężko...

14

Odp: Sama w ciąży

Moja historia wygląda tak. Bylam w powaznym zwiazku, pol roku staralismy sie o dziecko, wszystko planowane z miłości. Tak wtedy twierdzil.... Ale któregoś dnia powiedzial tylko ja Cie nie chce i wyszedl, krotko po tym zrobilam test ciązowy wyszedł pozytywny. Chce mu o tym powiedziec ale nie odbiera telefonow, wysłalam mu wadomosc ale on milczy... Nie moge sie z nim spotkac bo nie ma go w domu. Taka miłość wypalila sie w nim z dnia na dzien. Normalnie na wiesc o ciąży skakalabym z radosci ale teraz jestem zalamana bo go bardzo kocham i do tego zostane sama z malenstwem

15

Odp: Sama w ciąży

Ilona, jak długo trwa ta ciąża?

16

Odp: Sama w ciąży
A-n-n-n napisał/a:

Ilona, jak długo trwa ta ciąża?

Podejzewam ze ok 4, 5 tygodni we wtorek mam wizyte u gina to sie dowiem dokladnie

17

Odp: Sama w ciąży

To musisz bardzo uważać, bo początki bywają bardzo ryzykowne. Ja jestem przewrażliwiona, bo pewnie czytałaś, jak się zakończyła moja pierwsza ciąża.

Myślę, że on Ci nawet nie wierzy, że jesteś w ciąży. Może wydaje mu się, że specjalnie tak piszesz, żeby nawiązać z nim kontakt.

A swoją drogą, to strasznie dziwne, że mu się z dnia na dzień odwidziało.
Może jest ktoś inny?

18

Odp: Sama w ciąży

Wiem ze musze uważac i nie denerwowac sie. W pracy wzielam kilka dni wolnego. Tez o tym pomyslalam dlatego jak bede miala wynik od gina to mu go przekaze i moze otworzy mu to oczy.... Nie podejzewam go o zdrade ale wiadomo miłośc jest ślepa, może wolal odejsc bo mial wyrzuty sumienia

19

Odp: Sama w ciąży

Ilona w jakim wieku jesteście? Ty i On?

20

Odp: Sama w ciąży

ja 23 on 30

21

Odp: Sama w ciąży

Dodam jeszcze ze mial świadomość ze moge byc w ciązy i bardzo sie cieszyl, dlatego tym bardziej nie rozumiem jego zachownia

22

Odp: Sama w ciąży

Ann, na początek nie obwiniaj siebie, teraz to już nic nie da... Wiem, że to trudne, sama dopiero niedawno uwierzyłam, że za zdradę odpowiada eks-narzeczony, nie ja. Ciągle wyrzucałam sobie, że nie byłam dość dobra, że to i tamto, ale przecież tak podłego zachowania nic nie tłumaczy... Właśnie w tym pomogła mi terapia psychologiczna. Teraz, ze względu na wyjazd miałam miesięczną przerwę, ale w przyszłym tygodniu będę kontynuować. Żałuję, że tak późno wybrałam się po fachową pomoc, bo dopiero po porodzie, kiedy chyba już sięgnęłam dna, miałam jakieś stany, kiedy byłam jak sparaliżowana - np. synek płakał, a ja nie umiałam zareagować, ciężko to wytłumaczyć... Wiem, że za dużo się na mnie zwaliło w ubiegłym roku, ta zdrada, jego obrzydliwe zachowanie, później dowiedziałam się, że ciąża jest zagrożona... Ale chyba najgorsze za mną?
25.anowi - mądrego masz faceta. Dzięki za dobre słowa.
Ilona, czy Twoja ciąża jest potwierdzona? Trzymaj się!
Pozdrawiam forumowiczki

23

Odp: Sama w ciąży

A-n-n-n mnie szkoda jest nie tylko Ciebie - ale również tej dziewczyny z którą mieszka, która dzwoniła do Ciebie.
Oszukuje Was obie, obie jesteście tak samo skrzywdzone...
Nie wiem skąd się biorą takie skurczybyki hmm
Dbaj o siebie, jedno maleństwo straciłaś - wiem co czujesz.

Ilona - o ile potrafię zrozumieć byłych partnerów poprzedniczek - egoistów, wyzyskiwaczy skupiających się na sobie - tak nie potrafię zrozumieć Twojego eks, który z dnia na dzień "coś sobie uświadomił".
Ale do choroby jasnej, po co starał się o dziecko, skoro miałby Cię nie kochać? Czyżby był tak nieodpowiedzialny i głupi, czy coś innego?
Nie pojmuję po prostu tego...
Jak upewnisz się czy to aby na 100 procent ciąża, testy tej pewności nie dają, to napisz do niego że jesteś w ciąży z nim i jeśli się nie odezwie, to najzwyczajniej spotkacie się w sądzie - innego wyjścia nie widzę
A wyjaśnił Ci chociaż dlaczego odchodzi?

24

Odp: Sama w ciąży

A-n-n-n ja wiem że się łatwo mówi spokój będzie i ok ogólnie...Wiadomo coś zawsze się dzieje,ale przynajmniej od niego się uwolnisz bo szczęścia to on Ci nie da z tego co widzę i nie dawał w gruncie rzeczy.  Uważaj na siebie lalu:)

25

Odp: Sama w ciąży

Szczęścia absolutnie mi nie da. To wiem.
Co więcej, wczoraj odezwała się do mnie siostra tej dziewczyny, z którą mnie zdradzał. Przepraszała za nią bardzo i powiedziała, że jej rozum odjęło. Że nikt jej nie poznaje. Podobno ona od początku wiedziała, że ja gdzieś tam jestem, od początku wiedziała, że jestem w ciąży, a jednak brnie w to. Więc nie wiem, do końca, czy jej żałować. Chociaż jak usłyszałam, że wyczyściła całe konto ich rodzinnej firmy i zniknęła z nim, to wiem, że to on nią  manipuluje. Bo miłość to raczej nie jest, skoro on wszystkim naokoło opowiada, że to ona się za nim ugania, a on uważa, że jest po prostu nienormalna.
Zaczynam się zastanawiać, czy nie można wyciągnąć konsekwencji prawnych..

Historia rodem jak z "trudnych spraw" czy jakiejś innej "ukrytej prawdy" smile

26

Odp: Sama w ciąży

No widzisz.Manipulant z niego ale i ona głupia więc takich mi ani trochę nie żal. Jeśli mówisz że wiedziała o Tobie a tym bardziej że w ciąży-to kawał su... z niej powiem i to naprawdę zimnej zołzy...Prawnie powinnas sprawę załatwić jeśli o dziecko chodzi i tyle.Niech wie że jak A się mówi to i B:)

27

Odp: Sama w ciąży

Pytanie tylko co on jej powiedział, bo jakoś ze wcześniejszych postów wywnioskowałam, że ta dziewczyna uważała, że Ty jesteś jego eks i nawet dzwoniła zapytać się jak to wygląda.

Nie oceniajcie od razu...

28

Odp: Sama w ciąży

Z ciężkim bólem czytam wasze historie dziewczyny,ku....a jak można zostawić kobietę w ciąży co za bezmózgie matoły.Najpierw chce potem nie.Przecież do tego trzeba dwojga prawda.I jak tu powiedzieć dziecku kiedyś kim jest jego tatuś.Dbajcie o siebie dziewczyny bo dzieci to naprawdę coś wspaniałego co może nas spotkać w życiu.Ann ten drań to zwykły padalec i najwyrażniej szuka gniazdka tam gdzie jest zabezpieczenie finansowe.Pozdrawiam.

29

Odp: Sama w ciąży

syska-tu nic nie poradzisz na to że są tacy hu...e co myślą jak sobie użyć i być ustawionym w życiu dzięki komuś. Jak ten pasożyt czepia się kogoś kto będzie na jego dupe zarabiał a on od siebie da tyle co nerwy i zjebane życie.Mówię tak dosłownie bo tak jest...

Jak czytam na forum wypowiedzi dotyczące zdrad czy też chamow zostawiających dziewczyny z dziećmi to aby mam nadzieję żeby mnie się to nie przytrafiło-a wiem że mój facet to porządny człowiek bo wiele już razem doświadczyliśmy. Chciałabym żeby było ok na tym świecie ale...

30

Odp: Sama w ciąży

25.anowi, Nie chciałam tego pisać, pewnie nie powinnam, ale tak jak masz w stopce: życie to wielka niewiadoma. Ja byłam pewna mojego byłego, znamy się od liceum, wiedzieliśmy o sobie rzeczy, o których nikomu innemu by nie powiedzieliśmy, bardzo się kochaliśmy... Przeszliśmy razem kilka trudnych momentów i śmiało mogę stwierdzić, że byłam z nim szczęśliwa. Nigdy bym nie pomyślała, że on mógłby zrobić, to co zrobił... Po latach pokazał swoją drugą twarz i długo po rozstaniu nie mogłam dojść do siebie, a teraz nie umiem ufać mężczyznom, oczywiście wyłączając mojego tatę. Mimo wszystko życzę Ci wszystko dobrego i aby Twój partner okazał się tym jedynym.
A-n-n-n, jak się czujesz? W którym jesteś tygodniu?

31

Odp: Sama w ciąży

Dziś zaczynam 14. Fizycznie w porządku. Gorzej się uporać z myślami.

32

Odp: Sama w ciąży

A-n-n-n, ja wiem, że ciężko i nie ma takich słów, które mogłyby pocieszyć... Mieszkasz sama czy z kimś? Lepiej, żeby ktoś z Tobą był

33

Odp: Sama w ciąży

Mieszkam sama. Ale chyba na razie tak będzie najlepiej.

34

Odp: Sama w ciąży

W razie czego pisz tutaj, bylebyś niczego w sobie nie tłumiła

35

Odp: Sama w ciąży

Jeszcze to chyba wszystko do mnie nie dociera. Poczucie winy, strach, ból... Jak mogłam się wplątać w taką historię w ogóle..

36

Odp: Sama w ciąży

Skup się teraz na dziecku, jego ojcem zdążysz się zająć. Pomyśl też o wizycie u psychologa, pomoże Ci uporządkować Twoje myśli, teraz szczególnie musisz być dzielna. Nie katuj siebie, nie obwiniaj, to naprawdę nie ma najmniejszego sensu.

37

Odp: Sama w ciąży
Ilona3407 napisał/a:
A-n-n-n napisał/a:

Ilona, jak długo trwa ta ciąża?

Podejzewam ze ok 4, 5 tygodni we wtorek mam wizyte u gina to sie dowiem dokladnie

Daj znać, jak wizyta. I jak się czujesz.

Kazarka, próbuje z całych sił. Na szafce nocnej położyłam sobie ostatnie zdjęcie z usg, żeby mnie nerwy nie poniosły. I działa wink
Ile czasu minęło od Waszego rozstania?

38

Odp: Sama w ciąży

Ponad 1,5 roku. Na koniec grudnia będą 2 lata

39

Odp: Sama w ciąży

A-n-n-n, Dopiero teraz zaczęłam trochę inaczej postrzegać to co się wydarzyło. Niedawno dojrzałam do tego, by złożyć pozew o alimenty i wniosek o uregulowanie kontaktów ojca z dzieckiem, wcześniej nie chciałam o tym słyszeć. Zaparłam się, że niczego od tego człowieka nie chcę i koniec. Może by tak było, tylko, że 1. skoro mam iść do pracy, to synek musi mieć przecież zapewnioną opiekę, a to kosztuje, 2. nie miałam prawa odbierać dziecku ojca, ale też nie mam obowiązku ustalać z nim coś (tu: odwiedziny u dziecka 3 razy w tygodniu), czego nie umie dotrzymać. Dlatego uważam, że powinnaś załatwić takie sprawy jak szybko będziesz mogła, może to pozwoli ominąć Ci wielu przykrości ze strony ojca dziecka. Niestety, pewnie nie wszystkich... Ja często miewam dołki, ciężko mi poradzić sobie z samotnością, nie umiem przyzwyczaić się do faktu, że jestem sama, ale jakoś kroczkami idę do przodu. Piszesz, że Tobie pomaga zdjęcie USG, mi też pomagały takie rzeczy, a teraz ukojeniem dla mnie jest twarzyczka synka, jego uśmiech, postępy...

40

Odp: Sama w ciąży

To są bardzo trudne decyzje. On ma w dupie, nie obchodzi go, ale Ty, jako matka musisz wziąć pod uwagę fakt, że dziecko powinno znać ojca.
Chociaż tak naprawdę wypadałoby urwać kontakt i mieć to tak samo głęboko.
Nie wiem, czy ominę przykrości. Faktem jest, że on jest wściekły na mnie, ponieważ zbyt wiele się dowiedziałam. Wyrzuca mi, że go szpiegowałam ( tylko, że to te dziewczyny się ze mną kontaktowały, a nie ja z nimi... ) I że nie może na mnie liczyć, bo tylko go inwigiluję. A on się bidny na śmierć zaharowywał, żebym ja miała co do garnka włożyć, a ja taka niewdzięczna. Wczoraj doszło do kolejnej awantury, po której on stwierdził, że skoro zastanawiałam się nad ograniczeniem praw rodzicielskich, to sprawa jest jasna i z pewnością nawet nie pokażę mu dziecka. I usłyszałam, że go więcej nie zobaczę.
No i w takich momentach mam ochotę naprawdę zabrać mu prawa i nic więcej. Normalny człowiek by powiedział, że nawet jeśli my się kłócimy, to on chce mieć kontakt z własnym dzieckiem. A ja mam wrażenie, że jemu tak wygodniej. I nawet słowa "przepraszam" nie usłyszałam, że naraził mnie takie sytuacje z jakimiś laskami.
Sądzę, że nie będzie miał w ogóle wkładu w jakiekolwiek wychowanie tego dziecka.

41

Odp: Sama w ciąży

Annn z przykrością stwierdzam że masz rację i dobrze wywnioskowałaś z rozmowy z nim że on po prostu się miga  i tak mu będzie wygodnie żeby się nie kontaktować z dzieckiem.próbuje wzbudzić w tobie poczucie winy,że wszystko przez ciebie .Nie daj się zastraszyć,kazarka dobrze ci radzi kieruj się jej wskazówkami.I dbaj o siebie i dzidziusia.Pozdrawiam.

42

Odp: Sama w ciąży

Byłam u lekarza, ciąża potwierdzona wczesna bo 4 tydzien. Zadzwonilam do "palanta" ze bedziemy mieli dziecko ze bylam u lekarza, on stwierdzil ze beda testy jak sie dziecko urodzi... Zostałam z tym sama... Musialam z pracy zrezygnowac bo zwiazki chemiczne przy ktorych pracuje szkodza dziecku. Nie bylo mowy o zadnym zwolnieniu bo to umowa zlecenia czyli nieplatne....Nie rozumiem dlaczego zostawil mnie sama w ciąży sam chcial dziecka,miał być ślub, wspólne mieszkanie... Nie pojmuje jak mozna tak postępowac. Fizycznie czuje sie dobrze ale psychicznie to w rozsypce. Musze sie pozbieraxc dla maleństwa

43

Odp: Sama w ciąży

Kazarka, zaczynam bardzo dobrze Cię rozumieć.
Do mnie dziś zadzwonił mój były absztyfikant i stwierdził, że wszystko było w złości. Że nie chce takich sytuacji. Oznajmił, że znalazł pracę w firmie ubezpieczeniowej i ma zamiar utrzymywać mnie i dziecko. Mało tego, wywnioskowałam, że ma nadzieje, że jakoś dojdziemy do porozumienia. Bo to oczywiście ja podjęłam decyzje o rozstaniu. On myślał, że to po prostu kłótnia.
No że się tak wyrażę, ręce opadają jak się słucha tego wszystkiego.

Powiedziałam, że owszem, dojdziemy, ale tylko w kwestiach formalnych oraz dotyczących dziecka. Wiem, że nie mam prawa odciąć relacji dziecka i ojca. Pod warunkiem, że on faktycznie będzie o to zabiegał. Wtedy to i ja przegram w każdym sądzie, a moje emocje nie mogą wziąć góry.
Nie chcę, żeby na mnie łożył. Jedyne czego oczekuję, to tego, że jeśli będę musiała mieć dodatkowe badania czy cokolwiek związanego z ciążą, wtedy tak. No i oczywiście na dziecko po porodzie. Niby się zgodził, ale wyjdzie w praniu.


ILONA, trzymaj się. Wiem, jak się czujesz. Wiem, jak boli. Ale musisz być dzielna, bo to naprawdę jeszcze maleństwo, ale już Cię bardzo potrzebuje. To niebezpieczny okres i musisz dbać o siebie. W razie czego, pisz, wywalaj wszystko z siebie. Będzie Ci łatwiej.

A czy on wyjaśnił, czemu tak nagle odszedł? Jakoś mam wrażenie, że ktoś mu w tym pomógł. Bo sam z siebie, to jakoś podejrzanie brzmi. I chce testów? Z dnia na dzień przestał Ci ufać? Chyba, że faktycznie myśli, że mówisz to po to, żeby nawiązać z nim kontakt...

Grono idiotów jest większe niż się spodziewałam.....

Kazarka, ale myślę, że któregoś dnia ktoś Ci to wszystko wynagrodzi. Tylko może musimy dłużej na to poczekać

44

Odp: Sama w ciąży

Jak sie dowiedzial ze moge byc w ciazy to po prostu odszedł bez zadnych wyjasnien. Mi sie wydaje ze sie przestraszyl bo plany to jedno a rzeczywistosc to zupelnie inna sprawa hmm Co do zaufania to nigdy nie bylo problemów, kazdy kto go zna uwaza ze to strach przed odpowiedzialnoscia Moze tak mysli ze tylko dla kontaktu ale to latwo mogłby sprawdzic,skontaktowalam sie z jego rodzicami i powiedzialam jaka jest sytuacja, moze jak wroci z pracy za kilka dni to oni mu cos wbija do głowy. Od niego nic nie chce dla siebie tylko zeby w chociaz minimalnym stopniu spełnial role ojca chodzby takiego "papierkowego" i placil

45

Odp: Sama w ciąży

Ale poczekaj, to on odszedł w momencie, kiedy dowiedział się o ciąży, czy wcześniej?

46

Odp: Sama w ciąży
A-n-n-n napisał/a:

Kazarka, zaczynam bardzo dobrze Cię rozumieć.
Do mnie dziś zadzwonił mój były absztyfikant i stwierdził, że wszystko było w złości. Że nie chce takich sytuacji. Oznajmił, że znalazł pracę w firmie ubezpieczeniowej i ma zamiar utrzymywać mnie i dziecko. Mało tego, wywnioskowałam, że ma nadzieje, że jakoś dojdziemy do porozumienia. Bo to oczywiście ja podjęłam decyzje o rozstaniu. On myślał, że to po prostu kłótnia.
No że się tak wyrażę, ręce opadają jak się słucha tego wszystkiego.

Powiedziałam, że owszem, dojdziemy, ale tylko w kwestiach formalnych oraz dotyczących dziecka. Wiem, że nie mam prawa odciąć relacji dziecka i ojca. Pod warunkiem, że on faktycznie będzie o to zabiegał. Wtedy to i ja przegram w każdym sądzie, a moje emocje nie mogą wziąć góry.
Nie chcę, żeby na mnie łożył. Jedyne czego oczekuję, to tego, że jeśli będę musiała mieć dodatkowe badania czy cokolwiek związanego z ciążą, wtedy tak. No i oczywiście na dziecko po porodzie. Niby się zgodził, ale wyjdzie w praniu.

Ja mimo wszystko chciałam, żeby moje dziecko miało kontakt z ojcem, bo wiem, że to ważne. Tylko czasem nerwy puszczały, jak przychodził informując kwadrans przed przybyciem, że on jedzie. Kilka sytuacji było, gdzie prowokował kłótnie przy dziecku, nie ukrywam, że dawałam ponieść się emocjom... Ostatnimi czasy jest kulturalny, ale wiem, że to potrwa do czasu aż uregulujemy nasze sprawy (myśli, że pójdę mu na rękę), potem pewnie znowu nie będzie się ze mną liczył. Przerabialiśmy już to...
Co do kasy, ja też nie chciałam nic na siebie. W ciąży swoje badania robiłam sama, do ginekologa chodziłam prywatnie, to też sama opłacałam. Teraz on opłaca opiekę dla dziecka, kiedy jestem w pracy. Tylko szlag mnie trafia, że dziecku liczy każdą złotówkę, a kochance czy partnerce, jak kto woli, spłaca kredyt i szasta pieniędzmi na prawo i lewo. Oczywiście usłyszałam, że mi zależy na jego kasie i ciągle mi mało. 
Napisałaś, że on jest wściekły na Ciebie, to normalne ich zachowanie w takiej sytuacji. Nie bierz do siebie jego słów, bo on jeszcze tysiąc razy zmieni zdanie.

A-n-n-n napisał/a:

Kazarka, ale myślę, że któregoś dnia ktoś Ci to wszystko wynagrodzi. Tylko może musimy dłużej na to poczekać

Ja już raczej nie umiałabym zaufać mężczyźnie...

Ilona3407 napisał/a:

Byłam u lekarza, ciąża potwierdzona wczesna bo 4 tydzien. Zadzwonilam do "palanta" ze bedziemy mieli dziecko ze bylam u lekarza, on stwierdzil ze beda testy jak sie dziecko urodzi... Zostałam z tym sama... Musialam z pracy zrezygnowac bo zwiazki chemiczne przy ktorych pracuje szkodza dziecku. Nie bylo mowy o zadnym zwolnieniu bo to umowa zlecenia czyli nieplatne....Nie rozumiem dlaczego zostawil mnie sama w ciąży sam chcial dziecka,miał być ślub, wspólne mieszkanie... Nie pojmuje jak mozna tak postępowac. Fizycznie czuje sie dobrze ale psychicznie to w rozsypce. Musze sie pozbieraxc dla maleństwa

Ilona, "mój" też chciał robić testy i nic nie zrobił, to sporo kosztuje. Tobie też radzę nie brać do serca tych gadek, oni różne rzeczy plotą... Trzymaj się, wiem, co czujesz i jak to bardzo boli... Ile byliście razem?

47

Odp: Sama w ciąży

Napisałaś, że on jest wściekły na Ciebie, to normalne ich zachowanie w takiej sytuacji. Nie bierz do siebie jego słów, bo on jeszcze tysiąc razy zmieni zdanie.

Też to zauważyłam. Szczególnie, kiedy brakuje argumentów. Jednak ja też tracę panowanie nad sobą. Straszliwie mnie to wszystko dotknęło, a on jak zwykle uważa, że ja po prostu przesadzam.



Ja już raczej nie umiałabym zaufać mężczyźnie...

Nigdy nie mów nigdy

Ilona3407 napisał/a:

Jak sie dowiedzial ze moge byc w ciazy to po prostu odszedł bez zadnych wyjasnien. Mi sie wydaje ze sie przestraszyl bo plany to jedno a rzeczywistosc to zupelnie inna sprawa hmm Co do zaufania to nigdy nie bylo problemów, kazdy kto go zna uwaza ze to strach przed odpowiedzialnoscia Moze tak mysli ze tylko dla kontaktu ale to latwo mogłby sprawdzic,skontaktowalam sie z jego rodzicami i powiedzialam jaka jest sytuacja, moze jak wroci z pracy za kilka dni to oni mu cos wbija do głowy. Od niego nic nie chce dla siebie tylko zeby w chociaz minimalnym stopniu spełnial role ojca chodzby takiego "papierkowego" i placil

Ilona, wiesz co, ja myślę, że może jednak warto dać mu trochę czasu. Jeśli nie ma nikogo innego i faktycznie się wystraszył, to jest szansa, że rozum mu wróci. 
Broń Boże, nie stoję po jego stronie. Ale wiem też, że czasem trzeba dać trochę czasu i jemu i sobie. Czasem warto odpuścić trochę emocje. Co mnie nie zawsze się udaję i szczerze za to siebie nie znoszę. Tylko spokój nas uratuje, a tego brakuje w najbardziej potrzebnym momencie.

U mnie teraz zaczyna się pojawiać coś innego.
Powoli godzę się z myślą, że moja wielka miłość (bo naprawdę kochałam) okazała sie kawałem świni. Czuję się samotna, ale jakoś sobie poradzę.
Dopada mnie jednak strach. Drganie w mostku, niepokój. Zwyczajnie zaczynam się bać. Że nie dam rady. Że jak urodzi się dziecko, to wtedy może być ciężko z radzeniem sobie. Że jak ciąża będzie bardziej zaawansowana i coś się wydarzy, to nikt mi nie pomoże, bo mieszkam sama. Nikt też nie dzwoni codziennie, żeby sprawdzić co i jak. Gdybanie, ale chwilami nie daje spokoju. Jeszcze nie znalazłam sposobu, jak to uspokoić.

48

Odp: Sama w ciąży
A-n-n-n napisał/a:

Ale poczekaj, to on odszedł w momencie, kiedy dowiedział się o ciąży, czy wcześniej?

Odszedł w momencie jak dowiedzial sie ze nie mam okresu i ze moge byc w ciazy.

Razem bylismy troche ponad rok. Nie przekreeslam tego bo moze rozum wroci mu jeszcze, a co do testow niech robi ja jestem pewna ze to jego dziecko, tylko chodzi tu o to ze rani mnie swoim zachowaniem. Dam sobie troche czasu, napewno wszystko sie wyjasni

49

Odp: Sama w ciąży
A-n-n-n napisał/a:

Też to zauważyłam. Szczególnie, kiedy brakuje argumentów. Jednak ja też tracę panowanie nad sobą. Straszliwie mnie to wszystko dotknęło, a on jak zwykle uważa, że ja po prostu przesadzam.

Wiesz, ja myślę, że według nich "najlepszą obroną jest atak". On będzie robił z Ciebie winną, możliwe, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia... Podejrzewam, że jeszcze wiele się nasłuchasz, dlatego najlepiej by było olewać te gadki. Niestety, to bardzo trudne, ja sama tego jeszcze nie umiem, choć czasem wychodzi.

A-n-n-n napisał/a:

U mnie teraz zaczyna się pojawiać coś innego.
Powoli godzę się z myślą, że moja wielka miłość (bo naprawdę kochałam) okazała sie kawałem świni. Czuję się samotna, ale jakoś sobie poradzę.
Dopada mnie jednak strach. Drganie w mostku, niepokój. Zwyczajnie zaczynam się bać. Że nie dam rady. Że jak urodzi się dziecko, to wtedy może być ciężko z radzeniem sobie. Że jak ciąża będzie bardziej zaawansowana i coś się wydarzy, to nikt mi nie pomoże, bo mieszkam sama. Nikt też nie dzwoni codziennie, żeby sprawdzić co i jak. Gdybanie, ale chwilami nie daje spokoju. Jeszcze nie znalazłam sposobu, jak to uspokoić.

Ja też mieszkam sama, tzn. teraz oczywiście z synkiem. Część ciąży przeleżałam, bo było ryzyko poronienia, potem wczesnego porodu. Kilka razy byłam w szpitalu... Miałam tu tylko dobrą sąsiadkę, która zaglądała codziennie, robiła zakupy itd. Po porodzie, przez miesiąc była u mnie siostra, potem już musiałam radzić sobie sama. Daję sobie radę coraz lepiej. Pisałaś, że masz oparcie w rodzinie, może ktoś mógłby teraz trochę więcej Ci pomóc? Cieszę się, że jednak widzisz światełko w tunelu, że sobie poradzisz.

Ilona, wielu sił!

50

Odp: Sama w ciąży
Kazarka napisał/a:

Wiesz, ja myślę, że według nich "najlepszą obroną jest atak". On będzie robił z Ciebie winną, możliwe, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia... Podejrzewam, że jeszcze wiele się nasłuchasz, dlatego najlepiej by było olewać te gadki. Niestety, to bardzo trudne, ja sama tego jeszcze nie umiem, choć czasem wychodzi.

To na pewno, atak zawsze odwraca uwagę. I chwilami świetnie wychodzi mu robienie ze mnie winnej.
Dziś, kiedy się rano obudziłam, miałam ochotę napisać mu, że dla niej zawsze miał pomocną rękę, a ze mnie i dziecka tak po prostu rezygnuje. Ale sobie odpuściłam, bo i po co? Podobno tamta dziewczyna chciała się wieszać... Mam tylko nadzieje, że zdaje sobie sprawę, że to dzięki jego działaniom doprowadził tyle osób do depresji. Chociaż nadzieje złudne, bo pewnie tłumaczy sobie wszystko tak, że i ja i ona "mamy jazdy"

Kazarka, podziwiam Cię bardzo, ale coraz częściej wyobrażam sobie, że dla dziecka jesteśmy w stanie znieść wszystko. Aczkolwiek chwilami coś siada mi na klatkę tak, że nie mogę oddychać... I wtedy chcę iść spać i więcej się nie obudzić.

A co się działo z Twoją ciążą?

51

Odp: Sama w ciąży

Musiałam na siebie uważać przez niewydolność szyjki macicy. Jednak wszystko się udało, Mały urodził się 2 tygodnie przez terminem, był zdrowy. Masz rację, dla dziecka można znieść absolutnie wszystko.

Dobrze, że mu nic nie napisałaś. Trzeba nauczyć się panować nad sobą i emocjami.  Współczuję Ci problemów z oddychaniem przez stres, ale jestem pewna, że w końcu znajdziesz swój sposób na uspokojenie.

52

Odp: Sama w ciąży

A-n-n-n, jak się czujesz? Ilona?

53

Odp: Sama w ciąży

Ogólnie lepiej. Jakoś mi się to wszystko powoli w głowie układa.
Pomijając fakt, że tatuś nagle uznał, że on nie da sobie żadnych praw odebrać i podobno ma mi teraz udowodnić, że można mu zaufać. A wszystkie dotychczasowe historie, to jedno wielkie nieporozumienie.
Ja doszłam do wniosku, że walczyć z nim nie będę. Więc jeśli chce mieć udział w życiu dziecka, to nie mogę mu tego zabronić. Ale dzięki niemu nigdy już chyba nikomu nie zaufam.... I niech się cudów z mojej strony nie spodziewa.
Nie mam siły się kłócić i denerwować. I tak mam stres, bo czekam na wyniki pappa i kolejne usg. W poprzednim nie uwidoczniono kości nosowej i czekam. Mam nadzieję, że tym razem będzie widoczna.
Ależ takie czekanie i bezsilność są męczące...

54

Odp: Sama w ciąży
A-n-n-n napisał/a:

Ogólnie lepiej. Jakoś mi się to wszystko powoli w głowie układa.
Pomijając fakt, że tatuś nagle uznał, że on nie da sobie żadnych praw odebrać i podobno ma mi teraz udowodnić, że można mu zaufać. A wszystkie dotychczasowe historie, to jedno wielkie nieporozumienie.
Ja doszłam do wniosku, że walczyć z nim nie będę. Więc jeśli chce mieć udział w życiu dziecka, to nie mogę mu tego zabronić. Ale dzięki niemu nigdy już chyba nikomu nie zaufam.... I niech się cudów z mojej strony nie spodziewa.
Nie mam siły się kłócić i denerwować. I tak mam stres, bo czekam na wyniki pappa i kolejne usg. W poprzednim nie uwidoczniono kości nosowej i czekam. Mam nadzieję, że tym razem będzie widoczna.
Ależ takie czekanie i bezsilność są męczące...

Postaraj się "tatusia" odłożyć teraz na bok, nie wiesz, jak zachowa się po porodzie. Kiedy powiedziałam u psychologa, że wykombinowałam sobie, że pozwolę eksowi wybrać dni jego odwiedzin, to mnie wtedy pochwaliła. Wybrał - olał.
Dziecko teraz najważniejsze. Trzymam kciuki za Twoje Maleństwo! Napisz, jak wyszły wyniki.
Ja niestety w dziurze. Wczoraj zobaczyłam szanownego z lalą i ten widok mnie prześladuje. Wyć mi się chce...
Pozdrawiam serdecznie!

55

Odp: Sama w ciąży

Oczywiście, że nie wiem. W ogóle nie mam pojęcia, co mu w głowie siedzi. Ale to już jego problem. Muszę się odciąć.

O masz... Dlatego właśnie chciałabym mieć syna... Mężczyźni jednak inaczej podchodzą do życia.
Wyj, jeśli Ci to pomoże. Płacz, bo przecież jakoś trzeba przetrwać.

Nóż się otwiera w kieszeni.. Nie bardzo potrafię zrozumieć, co się u Ciebie stało.. Czemu nagle wszystko tak się odmieniło.

56

Odp: Sama w ciąży

Dzięki, Annn. Teraz czuję się trochę lepiej, dałam upust emocjom. Stwierdziłam, że lepiej w samotności, niż żebym wybuchła w czyjejś obecności. Nie tryskam dobrym humorem, jest mi przykro, ale troszkę lżej.
Piszesz, że chciałabyś synka, masz już jakieś imię? Mnie się z kolei marzy córeczka, nawet przyśniła mi się dwa razy, ale... to przecież niemożliwe. Na kiedy masz termin?

57

Odp: Sama w ciąży

Ja jednak wierzę, że płacz pomaga. Przynajmniej mi przynosi ulgę.

Widzisz, imię mam. Ale dziś odebrałam wyniki testu i mam podniesione ryzyko zespołu edwardsa. I dziś to ja jestem w dziurze...

58

Odp: Sama w ciąży

Kochana... bardzo, bardzo mi przykro. Nie umiem CIę pocieszyć, ale myślami jestem z Tobą.... Skonsultuj to z innym lekarzem (najlepiej chyba, gdybyś dostała się do prof. Joanny Dangel).... Ile masz lat? Trzymaj się! Jestem myślami z Tobą.

59

Odp: Sama w ciąży

Mam 31 lat. Więc jest duże prawdopodobieństwo, że nie będę się musiała o nic szarpać z ojcem.

Skonsultuję. Zobaczymy.
CO ma być to będzie....

60

Odp: Sama w ciąży

Zacznę od tego, że bardzo, ale to bardzo Wam współczuję. Doskonale znam Wasze problemy i bolączki. Jedyny sposób w jaki mogę Wam pomóc, to opowiedzieć swoją historię, dać parę rad i wsparcie (choć tylko słowne, to i ono jest dla Was bardzo ważne. Chcę Was też zapewnić, że jeżeli będziecie myślały przede wszystkim o dzieciach i o sobie, to na prawdę wszystko będzie dobrze i życie się Wam poukłada. Będzie to długa historia, więc zróbcie sobie herbatkę wink
9 lat temu zostałam sama (będąc w 6-tym miesiącu ciąży). Znaliśmy się od małolata, jak łyse konie, nigdy się nie kłóciliśmy, świetnie dogadywali itd. Fakt, że od czasu nasza znajomość przybrała taki nie inny obraz jego matka nagle mnie nie mogła ścierpieć (do póki byłam koleżanką przeciwnie, traktowała mnie jak członka rodziny), ale to nie ważne. Gdy zaszłam w ciążę akurat byłam bez pracy (zakład- drukarnia, w której pracowałam od 5 lat splajtowała), na swoje nieszczęście nie miałam nawet wykształcenia (trudne dzieciństwo, okres buntu itd, a że życie to nie bajka trzeba było iść do pracy, a szkołę jakoś tak spychałam gdzieś na bok). Miałam wtedy 24 lata, a On 27, więc nic dodać, nic ująć. Pracował od jakiegoś czasu w Niemczech, ale często bywał, bo własnym autem w kilka osób opłacało się przyjeżdżać. Wiadomość o ciąży przyjął zaskakująco dobrze (spodziewałam się zaskoczenia, że powie coś w stylu "nie byłem na to przygotowany" albo "i z tym zrobimy?", ale nie). Powiedział, że miał takie przeczucie, śmiał się. Mówił "przyroda", "samo życie". Nabijał się, jaką minę jego matka zrobi, że wszystko jest jak być powinno, bo synowa z teściową zawsze się nie lubią. No przyznam, że nie miałam potem żadnych obaw, ale to trwało krótko. Potem coraz mnie się odzywał (tłumaczył, że tyle pracuje, a to na karcie nic nie miał, bo nie było kiedy doładować, a to znowu że niedługo będzie, to pogadamy; tyle, że jakoś nie przyjeżdżał... Potem pamiętam jak mi się przyśniło, że przyjechał, a ja go przypadkiem spotkałam i powiedział, że tylko na jakiś pogrzeb i zaraz jedzie z powrotem, nie miał nawet czasu się odezwać. Sen był tak realny i w ogóle jakbym czuła, że coś jest na rzeczy. Mieszkaliśmy na tej samej ulicy, kilkaset metrów od siebie, On przy aptece, do której akurat szłam i ..... szok jego auto pod blokiem- strzał prosto w pysk! Gonitwa myśli, strach, złość, niepokój, no masakra taka niewiedza i bezradność, no bo kompletnie nie wiedziałam jak się zachować. Nie poszłam tam ze względu na jego matkę. Z resztą myślałam, że może dopiero przyjechał i śpi, że za parę godzin się odezwie- może to miała być niespodzianka... Popołudniu jechałam do lekarza- akurat tego dnia nagrywaliśmy usg. W drodze powrotnej zastanawiałam się czy wysiąść z autobusu na swoim przystanku, czy jechać dalej i wstąpić do biedronki. Wybrałam tą drugą opcję. Kiedy wyszłam ze sklepu i doszłam do pasów na jezdni, w nadjeżdżającym akurat aucie dostrzegłam jego- zamarłam... Pamiętam to bardzo dobrze (niestety). Było dziwnie. Jechaliśmy w tym aucie, jak jacyś ledwo znający się ludzie, ta sztuczna rozmowa; jak się czujesz, co u Ciebie... Aż w końcu mówi do mnie tak: "słuchaj Danka, odnośnie tego dziecka... to ja nie mam nawet pewności czy to moje i w sumie, to każde z nas ma swoje życie, ja się na to nie pisałem. Oczywiście Ci pomogę, gdybyś czegoś potrzebowała, w końcu tyle lat się znamy..., ale z dzieckiem, to On nie chce mieć nic wspólnego, bo nawet koledzy mu mówili, że skąd ma pewność, że to jego?" I co Wy na to? Nie byłam nigdy i teraz też nie jestem w stanie opisać tego, co wtedy czułam, myślałam; jakiś totalny szok, konsternacja na maxa, amok! Nie potrafię nawet przypomnieć sobie, co i jak mu odpowiedziałam, taki to był stan. Wiem tylko, że coś w stylu, że się tego nie spodziewałam, jak może mi tak mówić, że nic od niego nie chce, że zawiódł, że dziecka się nie wyprze, bo ja wiem czyje jest, a on niech słucha dalej kolegów i trzasnęłam drzwiami samochodu. Jeszcze tylko raz będąc w ciąży (po 2 tygodniach od tego przypadkowego spotkania) do niego zadzwoniłam, bo dziwne ploty nagle zaczęły o mnie krążyć i jego tym obarczyłam, sklęłam z góry na dół (oczywiście wrzeszcząc w słuchawkę ile sił) i wygarnęłam co o nim myślę. Moja rada- nie zawracać sobie w ogóle głowy, jak macie rodziny i przyjaciół, to do nich, do osób, na które możecie liczyć, które z Wami będą, bo same fundujecie sobie ciągłe cierpienie, stres i depresję, a dzidziuś wszystko przeżywa z Wami i to będzie potem widać po dziecku, jak urodzicie, że przeżyło to samo, co Wy. Nie warto im tego fundować. Zresztą niemowlęta i małe dzieci mają dokładnie to samo, jakby 6-ty zmysł, możecie ukrywać, udawać, nie pokazywać i tak zawsze czują Wasze emocje.
Dalej. Jakoś przetrwałam, skupiając się na dziecku i sobie. Koleżanki zazdrościły mi powera i zaradności, bo większość z nich mimo normalnych związków przechodziła depresje poporodowe i jakieś takie nieporadne we wszystkim były. Złożyłam pozew. W przed dzień jego otrzymania zdarzyła się taka historia, że spotkałam jego siostrę, z którą kiedyś też się kolegowałam. Odwiedziła mnie. Przyniosła parę rzeczy dla córki i nawet dała dla Niej kasę (nie pamiętam dzisiaj, czy to było 200zł czy 200e), ale ładny gest. Rozmawiałyśmy głównie o dzieciach (miała już wtedy syna, chyba 1,5 roku). Potem szłam do sklepu, więc wyszłyśmy razem. Stwierdziła, że wejdzie po coś do domu i pójdzie ze mną, że super tak se pogadać znowu itd. (Ona mieszkała wtedy z dzieckiem u matki, tyle że, jak mały skończył pół roku, to zaczęła też jeździć, jak braciszek za granicę pracować). Z oczywistych chyba przyczyn, nie chciałam z nią wchodzić, czekałam pod blokiem. Myślałam, że to ona już idzie, a tu ten dupek mi się zza rogu wyłania.... Ja szok. Ale zachowałam zimną krew i mówię: dobry wieczór tatusiu, kiedy przyjdziesz córkę zobaczyć? (Zaraz po urodzeniu wysłałam mu smsa, że ma córkę, ile waży, mierzy i jak Jej dałam na imię). A on do mnie, że już mi powiedział, że nie chce mieć z tym nic wspólnego, bo to na pewno nie jego nawet (mówił to wszystko cały czas idąc, totalnie mnie zlewając). To tylko na odchodne powiedziałam, że w sądzie inaczej będzie rozmawiał. Po chwili wyszła jego siostra, widziała, że jestem podkur..... nieźle i jakoś tak dziwnie o coś zapytała, że wykrzyczałam do niej, czy głupią gra przede mną, czy ze mnie idiotkę chce zrobić? Że dopiero co nosiła moją córkę na rękach i się nią zachwycała, a teraz, co? Może mi powie, że nie wie, że to jej własna bratanica?! Do dzisiaj nie wiem czy jej reakcja była prawdziwa, czy to tylko taka gra aktorska, ale stanęła jak wryta i ją zamurowało. Nazajutrz koło 14stej przyszło wezwanie do sądu. Wiedziałam, że też dostał (ta sama ulica). 3 godziny później telefon- chce się spotkać i porozmawiać... Umówiliśmy się, ale nie chciał przyjść do mnie i zobaczyć Ani, bo? Bo nie liczył się z tym, że tak to będzie i nie jest na to gotowy. Ok. Byłam bardzo spokojna i opanowana. Czułam się pewnie. Przepraszał, tłumaczył. Dogadaliśmy się w kwestiach pozwu. Doradzono mi zawyżyć wnioskowaną kwotę alimentów co najmniej o 200zł, że sąd zawsze zaniża, a ja wystąpiłam o 500zł, bo zależało mi, żeby płacił po 300zł. Karmiłam piersią (to duża oszczędność) i nie chciałam nic ponad to, co wystarczające i należne. Chciałam też by nosiła moje nazwisko. Zgodził się bez marudzenia. Poinformowałam go też o tym, że chcę go pozbawić władzy rodzicielskiej, bo nie będę sobie utrudniać życia, szukając potem, jak do wielu rzeczy potrzeba zgody obojga rodziców. Wyjaśniłam mu tą kwestię i wyjaśnię teraz także Wam. Władzę rodzicielską można ograniczyć lub jej pozbawić. To zapewnia możliwość samodzielnego załatwienia wielu (czasem bardzo przyziemnych i podstawowych) spraw; np. wyrabianie dokumentów, zgoda na zabiegi, przedszkole itd. Współczuję koleżankom, które mnie nie posłuchały i teraz same tego żałują, bo niektóre nie mogą się skontaktować i mają problemy, niektóre muszą się za każdym razem denerwować, prosić i płaszczyć, żeby jeden podpis dostać. Pozbawienie władzy rodzicielskiej nie odbiera ojcu prawa do wychowywania dziecka, do wizyt, płacenia alimentów; słowem nie odbiera mu niczego, poza prawem do decydowania o dziecku. I wierzcie mi, że to się Wam przyda i to każdej z Was.
Następnego dnia poszedł ze mną do US, uznał dziecko i podpisał świstek, że zgadza się na moje nazwisko. Potem napisałam mu takie oświadczenie/odpowiedź na pozew, podpisał, zawieźliśmy do sądu i na rozprawie go nawet nie było. Napisał tam (bo niby to on), że uznał dziecko, może się zaproponować 300zł na miesiąc, a na rozprawę nie mógł się stawić, bo coś tam i prosi o zasądzenie wyroku zaocznie. Ja tam w sądzie, że mi pasuje, że tak było i po sprawie. Płacił i owszem. Nawet zapłacił bez szemrania zaległe (bo córka miała już kilka miesięcy, a alimenty przyznano mi od urodzenia, a nie daty wyroku). Tyle, że jak kolejny raz przyjechał, to znowu nie chciał wejść, prosił, żebym zeszła do niego. Dał mi pieniądze, ja mu tam coś o dziecku, a on do mnie (nigdy tego nie zapomnę!), że nie chce jej widzieć ani teraz, ani nigdy w życiu. .............................................................................................................
Coś tam mu powiedziałam o tym, że będzie żałował, tego nie pamiętam dokładnie, bo to co czułam, kiedy mi to powiedział jest nie do opisania dla mnie.
Po jakimś czasie zjawiła się jego matka. Ledwo przekroczyła próg, zobaczyła małą na moich rękach i ze łzami w oczach powiedziała: "jego dziecko, jego". Co jakiś czas ja chodziłam do niej, ona do mnie coraz rzadziej (bo woli u siebie; u mnie za dużo ludzi). Miała pretensje, że nic nie wiedziała, że3 on nie powiedział, że dopiero jak z sądu przyszło, to otworzyła i zobaczyła. Że była wściekła na niego i takie tam historyjki mi opowiadała. Żeby lepiej podkreślić tragizm tej komedii lub jak kto woli zabawność tej tragedii, przedstawię zarys ich rodziny. Matkę Sebastiana (ojca mojej córki) mąż zostawił, kiedy oni byli jeszcze mali (bodaj 3 i 5 lat), dla innej lali, z którą się ożenił, jest do dzisiaj i mają razem 5 dzieci. Na nich nie łożył, nie interesował nimi i na prawdę mieli ciężko w życiu. Mamuśka nigdy nie ułożyła sobie życia, choć wielokrotnie próbowała. Zapatrzona w synusia, że szok. Córka atrakcyjność widziała tylko w facetach 20-30 lat starszych (przy okazji żonatych/rozwiedzionych). Pierwsze dziecko ma z właścicielem sklepu w którym pracowała (żonaty, dorosły syn). Oczywiście jego żona to rozgoniła, tak że tylko widywał dziecko i jej dawał kasę i pełna konspiracja. Za granicą wzięła się za właściciela pensjonatu w którym pracowała (rozwiódł się z żoną, 2 dorosłe córki). Za niego wyszła za mąż i urodziła mu syna.
Z tą rodzinką miałam przez te 9 lat różne przeboje. Był komornik, bo przestał płacić, nie dało się skontaktować. Dobra babcia też nie zawsze miała ochotę być babcią, bywały nawet roczne przerwy. Gdzieś tak zanim Ania roczek skończyła dowiedziałam się od siostry tego dupka, że zostawił mnie, bo miał drugą, która właśnie kiedy ja byłam w 6-tym miesiącu to z nim też zaszła w ciążę. Jego matka i siostra strasznie jej nie trawiły i kombinowały, jak to zrobić, żeby się jej pozbyć, no bo ja byłabym mniejszym złem. Jak Ania miała 4 latka, ta jego cud-miód doprawiła mu rogi z najlepszym kolegą i go zostawiła. Stara na rzęsach stawała, żeby nas zeswatać. Nawet mnie wrobiła w spotkanie, jak do niej z Anią przyszłam, a tu nagle on wchodzi.... Oj ciężkie to było. Nie umiałam nawet na niego spojrzeć, a ona snuła plany. Po tym jeszcze w sumie chyba 4 razy widział się z nami, dzwonił i ....... Potem zszedł się ze swoją życiową miłością i znowu olał moją córcię sikiem prostym i tak zostało do dziś. Moja Ania nie byłaby go w stanie wskazać na zdjęciu, ani poznać na ulicy, a on od dawna już nie wyjeżdża, mieszka w tym samym mieście (2km od nas) i mamusię odwiedza.... Jestem naprawdę szczęśliwa, że pozbawiłam go władzy rodzicielskiej, bo jakbym się tak samo miała prosić i upominać o podpisy, jak o alimenty, to bym chyba osiwiała przedwcześnie. Alimenty chyba po 3 latach podniosłam na 400zł na miesiąc, ale mówię Wam zawsze są z nimi cyrki. Praktycznie nigdy nie płaci na czas, nie uprzedza, że się spóźni, że coś mu wypadło i nie da mi w tym miesiącu. Nigdy, mimo moich wielu próśb "daj mi zawsze znać, jak coś takiego się dzieje, bo ja potem na lodzie zostaje", no prze nigdy mnie nie uprzedził. Zawsze to ja muszę się przypominać, upominać, wieczne nerwy i wiecznie mi zalega. Na ten miesiąc np. wisi mi 1200zł! Wiem, że coś mi zapłaci, bo jak 3 miesiące nie płaci, to można wnieść do komornika, a że raz tak zrobiłam, to się boi, ale na całą kwotę nie liczę, bo gnoja znam. Jak ma jakieś tarapaty, to wtedy, to tak zadzwoni, wytłumaczy i trzyma się tego, co mówi. Zdarzyło się raz czy dwa, że mi wisiał więcej, to wtedy tak było, ale do tej bezpiecznej dla niego granicy ma mnie w du.... Nie odbiera telefonu, nie odpisuje na smsy, a żeby mi się nie tłumaczyć, prosi mamusię i nie przywozi mi pieniędzy, tylko ona mi przelewa na konto. W ogóle to Ona już też od daaaaaaaawna wnuczki nie widziała. Nawet na I Komunii Św. się nie pokazała. Jego siostra też się nie pokazuje i nie odzywa. Wyobrażacie sobie jak moje dziecko musi się czuć? To mnie boli najbardziej, że żyje w poczuciu tego, że jest przez nich niechciana, odrzucona i Bóg jeden wie co jeszcze. Nigdy jej nic złego o nich nie mówiłam, przeciwnie zawsze jakoś ich tłumaczyłam, kiedy pytała dlaczego babcia do niej przyjdzie? albo mamo, kiedy pójdziemy do babci? Przez jakiś czas pytała też o tatę, potem przestała o niego pytać. O starej to jeszcze do Komunii był temat. Była ja zaprosić, ale pocałowała klamkę, babcia i tak nie przyszła. Ania już o niej nie wspomina. W ogóle od wielu lat do spotkań z babcią dochodziło tylko wtedy, jak ją gdzieś spotkałam i zaraz zagadywałam, żeby się umówić. Potem była cisza, potem mnie byle czym spławiła ze 2 razy i odpuściłam. Wiecie jak perfidnie mnie okłamała? Niecałe 2 lata temu ją spotkałam, zagadałam, jak tylko wyczuła moment, że będę się chciała umówić, żeby się z Ania spotkała, to się tak zaczęła śpieszyć... To ja szybko pytam czy komórka ten nr 510......, to aktualny? A ona, że już dawno nie, to ja mówię, niech mi poda, a ona do mnie, że ma mój się odezwie. No jakoś się nie odezwała, z nieaktualnego już od dawna telefonu, którego jakoś zapomniałam skasować, dostałam 2 miesiące temu smsa (niby od Sebastiana) dot. alimentów. Ze 2 lata wstecz, ta jego lalunia znowu puściła go kantem. Nawet spotkałam się z nim, bo prosił, żeby się wygadać i poradzić. A jaka zmiana... Powiedział nawet, że to jest kara za to, jak nas skrzywdził. Ale z Anią się nie spotkał, pytał o nią dużo, a potem mówił o swoje drugiej córci. Kazarka piszesz, że ten Twój był z tą lalą i to była masakra ją widzieć. Dla mnie to było bez znaczenia, nie czułam się w niczym gorsza od niej, przeciwnie, ona nie zrobiła na mnie wrażenia. Wrażenie zrobiło na mnie jakieś 3-4 lata temu spotkanie z twarzą w twarz z jego drugą córką. Nigdy nie żywiłam i nie żywię do tego dziecka żadnej urazy (bo i o co; Bogu ducha winne dziecko), nawet chciałam i proponowałam, żeby się poznały i mogły czasem z moja Anią widywać u babci (jakby nie było przyrodnie siostry), oczywiście były obietnice, że tak, że pewnie- wyszło jak zawsze; NIC. W każdym razie ta mała szła z tą babcią za rękę i zatrzymały się. Rozmawiałyśmy chwilę, wydawało mi się normalnie. Jak się rozeszłyśmy, one w jedną, ja w drugą stronę; uszłam może ze 30-40 metrów (chyba jakoś zawieszona, bo bez emocji) i nagle stanęłam i rozpłakałam się na głos, na ulicy w biały dzień, od tak. Do dzisiaj nie rozumiem tego co się wtedy stało i nawet wolę tego nie rozgrzebywać.
Podstawa dziewczyny, to mieć przy sobie rodzinę i oddanych przyjaciół. Samotność bardzo determinuje do działania, jak jest dzieciątko, ale niezbędne jest wsparcie i pomoc. Ja rok po urodzeniu poszłam do szkoły średniej (zaocznej oczywiście), skończyłam to liceum, zdając maturę, a po maturze, kolejne 3 lata i licencjat z pedagogiki. Dla dziecka i z dzieckiem wszystko jest możliwe, z pomocą Bożą ma się taka siłę i taką wytrwałość, bo się wie po co i dla kogo. Pewnie, że lekko nie było. Było potwornie ciężko, ale dziś jestem z siebie dumna i wiem, że moje dziecko ze mnie też (choć teraz inaczej to pojmuje i zacznie to pojmować, kiedy będzie dorosła). Dzieci nie komplikują niczego, to nasze ograniczenia, blokady, inni ludzie, czasem my sami. Myślcie o dzieciach, żyjcie i róbcie wszystko dla nich, a będzie dobrze.
Zaufanie do jakiegoś mężczyzny przyjdzie tak samo jak uczucie (byle nie pochopnie), bo widzicie po swoich facetach, jak się można przejechać, a są dupki na tym świecie niestety.
Ku przestrodze. Jak Ania miała 2 latka poznałam przez internet faceta. Oczarował mnie sobą, no chodzący ideał, istny książę z bajki... Ale mieszkał na drugim końcu Polski (ja na Śląsku on na Pomorzu). Kiedy już mnie omotał okazało się, że wyjeżdża do pracy za granicę; ręce mi opadły, bo dostałam jakiegoś uczulenia chyba na słowo "zagranica". Miał być kierowcą busa i wozić ludzi do Polski i do Holandii, co weekend lub dwa, przez ten czas tam rozwozić ich do pracy i z pracy i co ileś tam (chyba 5 albo 6 tygodni) mieć urlopy. Zdążyliśmy się poznać w realu i zostać parą. Oczywiście wprowadził się do mnie. Ja durna! Że też człowiek bywa taki naiwny... Przecież tu mu było bliżej niż nad może jeździć. Po 5 miesiącach go wypier...... z manatkami. Wiecznie nie miał kasy, a ja dla niego od mamy pożyczałam, bo kupował tu fajki i inne rzeczy i tam sprzedawał, że dodatkowo na tym zarobi. Byłam z nim i z małą u jego matki. Oj do tyłka bez wazeliny, a jak moją córcię polubiła, a czy ja z jej synem to na poważnie, bo on taki dobry, taki czuły i wrażliwy, a tak go kobiety skrzywdziły już.... Miał żonę już wcześniej (kobietę samą z dzieckiem, jak ja), szok, ale ok różnie bywa. Tyle, że po dłuższym czasie i tak zaczęły się pojawiać nowe szokujące wiadomości. Podsumowując, to był typ, który miał kupę długów i zobowiązań, przed którymi uciekał. I tak sobie wykminił, że polował na takie jak ja, pokrzywdzone przez los, naiwne, które leciały na jego bajery; wybawiciel, rycerz na białym koniu, bez nałogów, wad, szczery, dobry i serdeczny, srata tata. Żerował jak ten Twój A-n-n-n, jak taki pasożyt, bo sam nic nie wnosił do budżetu domowego. Grunt, że miał hotel, wikt i opierunek i jeszcze mógł se w łóżku dogodzić.
Potem była kolejna porażka. Pół roku po tym tego typa wyp........ poszła do pracy (dorabiałam na czarno w centrum handlowym). Któregoś dnia wychodząc spotkałam dawno niewidzianego znajomego. (poznaliśmy się w 2001 roku przez mojego szwagra na ognisku; on i ja byliśmy potem świadkami na ślubie u szwagra brata- koleś łaził za mną jak smród po gaciach, dzwonił, chciał się umawiać, zapraszał, to do kina, to na dyskotekę... Gadałam z nim z grzeczności, bo to dobry kolega szwagra i tak go wszyscy wychwalali, że chociaż działał na mnie strasznie odpychająco, to nie powiedziałam mu wprost "spadaj", tylko rozmawiałam i zawsze zbywałam. Słusznie zresztą, bo jak się niedługo okazało spotykał się z jakąś dziewczyną, a potem z nią wyjechał do Irlandii. Wiedziałam, bo jak dzwonił do szwagra, to zawsze o mnie pytał i kazał pozdrawiać). I tak po 6 latach wpadliśmy na siebie. Gatka- szmatka, odprowadził mnie na dworzec, czekał ze mną na pociąg, fajnie się rozmawiało i tyle tego było. Na drugi dzień wracam z pracy, dziecko u siostry, bo coś tam, coś tam, idę po nią, a tam On. Wykorzystał sytuację i wziął mój nr tel i już się nie odczepił. Przez cały miesiąc (bo tyle był na urlopie w Polsce), widywałam go codziennie, dzwonił, pisał, przyjeżdżał sam z siebie, choćby na chwilkę, żeby mnie tylko zobaczyć. Ten to dopiero był Romeo. Moja Ania go uwielbiała (to mnie chyba ujęło najbardziej), rozpieszczał ją, a dla mnie to w ogóle był wspaniałomyślny. I jeszcze te naciski od wszystkich w około, jaki wspaniały, z dobrej rodziny, a przystojny, a grzeczny, a dobrze wychowany, a taki, a sraki. Niby nic mu nie obiecywałam, bo znał moja historię, ale... Przylatywał na 2 dni jak miał wolne (za 3 razem mi się oświadczył! na kolanach z bukietem róż i pierścionkiem!), kupował mi i Ani prezenty, wysyłał mi kasę, no niebo całe by mi chciał przychylić (co on mi dziewczyny obiecywał.... no naprawdę). No zgodziłam się. On mi nawet powiedział i pokazał, że przez te wszystkie lata ma wciąż nasze wspólne zdjęcie z tego wesela i często na nie spoglądał i jak mu było źle, to mnie myślał i marzył. Jeszcze trochę to by mi wmówił, że to przeznaczenie. Tu się zaczęły schody, bo jego rodzice, byli przeciwni, bo co z jego byłą, z którą wyjechał, tyle lat razem, a on tu dla mnie głowę stracił. Tu wyszły pierwsze kłamstwa, ale wybrnął, zamydlił mi oczy. Od niego wiedziałam, że się rozeszli, bo im się nie układało, jej odbijało, zdradziła go, potem była z jakimś nieciekawym typem, coś tam brała czy popalała, potem go szantażowała, żeby do niej wrócił- uległ; potem jak chciał zerwać, to się truła, to potem niby w ciąży była, to znowu jego próbowała otruć, aż wylądował w szpitalu- słowem historia nie z tej ziemi. Przy okazji tych jego rodziców się okazało, że ona tam z nim mieszka w jednym mieszkaniu.... Niby to nic, bo wynajmowali je w 3 jeszcze z kolegą, ale kurde bez jaj! Byłam wściekła. Wybrnął znowu. Coś mi tam nabajerował, raz dwa się z kolegą przeprowadzili, więc znowu było ok. A za rodziców przepraszał (tacy mieli być wykształceni i ułożeni, a zachowali się wobec mnie bardzo nieładnie) i naplótł mi o nich; że przez nich wyjechał, bo całe życie go gnębili, wtrącali się we wszystko, narzucali mu co ma robić i tak już nie mógł wytrzymać i chciał uciec od nich jak najdalej.... Szkoda gadać. Mimo wszystko ślub. Zaczęliśmy chodzić na nauki przedślubne. W miarę upływu czasu zaczęłam mieć wątpliwości i różne rzeczy zaczęły mi się nie zgadzać. Wycofałam się trochę (dzięki Bogu) i w rezultacie w kwietniu następnego roku wzięliśmy ślub cywilny. Ale niedługo potem musiałam czekać, żeby wszystkie jego kłamstwa jedno po drugim zaczęły wychodzić, a on sam baaardzo się zmienił. Już nie był taki dobry, hojny, ani miły, a po paru miesiącach już miałam dosyć wszystkiego. Raz się miara w końcu przebrała, po jednym jego niefortunnym zdaniu w sytuacji, kiedy wieczorem miałam dziecko do spania szykować, a on bez przerwy rozindyczony za mną łaził i żądał rozmowy (bez przerwy się o coś czepiał czy był z dala od domu czy w domu). Spokojnie mówiłam, że nie teraz, jak Ania pójdzie spać (wychodził zapalić, wracał i znowu swoje), za którymś razem, jak mu powiedziałam to samo, że jak Ania zaśnie, to ryknął: co? Ty masz przede wszystkim męża, a dopiero potem dziecko! Mam z nim porozmawiać i koniec! Zostawiłam Anię wzięłam torbę i zaczęłam go pakować, mówiąc spokojnie, że ma się wynosić, bo mam tego dosyć, a dziecko nie ma 15 lat, jest wieczór i mam obowiązek się nią zająć i położyć do łóżka, jeśli on tego nie rozumie, to jest totalnym idiotą i do tego egoistą i nie mam z nim o czym rozmawiać i to jest koniec. Bełkotał, coś tam se gadał, miałam to gdzieś. Głupio mu odpowiadałam jeszcze bardziej go wkurzając, ale to po to, żeby z tej złości się wyniósł, bo nie miałam już ochoty, go znosić. Generalnie widziałam go parę dni później, jak wyjeżdżał, bo się odezwał i chciał się wielce z Anią pożegnać i liczył, że się pewnie pogodzimy, ale ja byłam totalnie obojętna. Wyjechał. Nie odbierałam telefonów, zero kontaktu. Niedługo znowu przyjechał, ja nie wiedziałam, choć miałam takie przeczucie. Zatrzymał się u rodziców, zdążył odegrać przedstawienie nawet u mojego brata, do tego stopnia, że brat go z miejsca zawiózł do znajomej pani psycholog, potem wciągnął w to wszystko moja siostrę, z którą przyszedł pod blok i ona do mnie zadzwoniła, żebym zeszła, bo jest z nim, a on chce porozmawiać. Byłam wściekła, ale spokojnie odmówiłam; nie ma o czym, to koniec, nie chcę go widzieć. Po chwili dzwonili do mamy mojej i siostra ją przekabacała i mama mówi, może zejdź i porozmawiaj, ale ja stanowczo nie! Przytoczyłam kilka argumentów i mama mówi i dobrze. We wrześniu w 2009 byłam już rozwiedziona smile Nienawidzę o nim wspominać, więc pisanie tego było koszmarem, a starałam się jak najkrócej pomijając wiele rzeczy, bo chcę Wam powiedzieć, żebyście się nie łudziły, co do tych Waszych DUPKÓW. Nie będziecie mogły na nich w niczym polegać, nie macie podstaw, żeby im w cokolwiek wierzyć i nie ma po co w ogóle o nich myśleć. Żadne tam "ja go kocham/kochałam" i innych takich. Już skrzywdzili Was i Wasze dzieci, zachowali się jak tylko można było najgorzej, więc zero sentymentu, to nie chodzi o stłuczenie rodzinnej pamiątki, tylko złamanie Wam życia przez oszukanie, porzucenie, kłamstwa, zdrady. Macie zadbać o dzieci i siebie! Wiecie co mnie dały te porażki? Poczucie pewności siebie i swojej wartości. Są rzeczy, na które nie pozwolę, są granice wszystkiego, a najważniejsze jest dziecko. Rozumiecie zapewne co mam na myśli? Żadnych sentymentów, skrupułów i łudzenia się. Wszystko na piśmie, wyroki sądowe muszą być, bo za parę lat nie wiadomo gdzie będziecie ich szukać. A teraz póki ciąża- kontaktu z nimi minimum, a najlepiej wcale albo tylko przez telefon, bo dziecka jeszcze nie ma na świecie i nie musicie ich oglądać i sprzedawać dzieciom za free takich stresów.
Na koniec dobry akcent. Jestem teraz szczęśliwą mężatką (mamy też ślub kościelny), oprócz Ani, dla której jest kochającym i dobrym tatą (takim prawdziwym, jakby był rodzonym), mamy też synka (1 rok i 9 m-cy), a pod koniec tego miesiąca przyjdzie na świat kolejny syn smile A wcale już po tym wszystkim, nie chciałam nikogo, jak się pojawił, to go zniechęcałam do siebie jak mogłam, ale choć nie był supermenem i nie jest wink to udowodnił, że na szansę zasługuje, udowodnił, że potrafi być taki jak oczekuję, że potrafi sprostać moim potrzebom i wymaganiom i (nie wiem jak to wytrzymał) udowadniał setki, a może i tysiące razy swoją uczciwość względem mnie, na tyle dobrze i skutecznie, że w maju przed Komunią Ani się pobraliśmy (kościelny wzięliśmy konkretnie, bo w październiku zeszłego roku był cywilny, to dlatego głównie, że tak nam lepiej odpowiadało, bo nie chcieliśmy wesela, a tak tu skromnie i po cichu i tu kawka ciastko), a tak w ogóle to mu wierzę i mam zaufanie do niego smile
Więc mój przykład jest faktem, świadczącym o tym, że i z czarnej dupy można wyjść i to bez dupka przy boku, czego i Wam życzę. Przepraszam, że tak duuuużo tego, ale tylu lat i zmagań nie dało się krócej opisać. Mam nadzieję, że coś z tego Wam się przyda, a w razie czego piszcie; doradzę i pomogę w miarę możliwości, bo bliskie mi jesteście przez Wasze sytuacje. Pozdrawiam i głowy do góry, zalecam dużo uśmiechu, bo to zdrowe dla dzieci!

61

Odp: Sama w ciąży

No kochana, niezła historia.
Jak czytałam Twoją opowieść, to jakoś mi się kołatało w głowie, że jakaś inna musiała być w życiu ojca Ani. Oni jednak nie są aż tak skomplikowani. Skoro następuje odwrót o 180 stopni, coś zwykle jest na rzeczy. Tak samo myślę było w przypadku Ilony, ale pewnie z czasem wszystko się jakoś wyjaśni.

Pocieszające jest to, że się ułożyło. A to, że bajek nie ma, to już wszystkie doskonale wiemy. Dla mnie ważny jest w miarę względny spokój w głowie. Fajnie, że to masz. To nie zazdrość, tylko szczere wyznanie. Ja tam wierzę, że za to wszystko zło, które nas spotyka, jest jakieś zadośćuczynienie, co zresztą pisałam Kazarce wink

U mnie sprawa jest coraz bardziej skomplikowana. Otóż tatuś powiedział mi jasno i dobitnie, że może owszem, nie mówił mi pewnych rzeczy odnośnie swojej sytuacji finansowej, bo zwyczajnie głupio mu było. I że myślał, że tę małolatę tak przekręci, że MY wiele na tym zyskamy. Ale że od czasu kiedy mnie poznał, nie było w jego życiu innej kobiety i nie odpowiada za to, co tamta sobie ubzdurała. Owszem, była dla niego kimś ważnym, ale nigdy w sensie seksualnym. Poza tym powinnam to zrozumieć, bo sama mam przyjaciela płci męskiej i on jakoś musi to zaakceptować. W każdym razie, skoro stało się już tak, że ona tak namieszała, to on z nią kontakt zerwał.

I jeśli będę robić problemy, to on o dziecko będzie walczył, choćby nie wiem co. Bo wie, że dziecko jest jego i nie da sobie go odebrać.
I tu rzecz ciekawa. Okazało się również, że znalazł pracę w Wawie (ja mieszkam pod Wawą). I drugą, w moim mieście, żeby być blisko. Tak w razie czego. Nawet z kolegami zerwał kontakt.

A ja? A mnie to wszystko stało się obojętne. Powiedziałam, że kontaktu przecież i tak nie mogę ani zabronić, ani do niego zmusić. Jeden mam tylko ból. I to bez reszty zajmuje moje myśli. Wczoraj miałam amniopunkcję i trochę jestem jeszcze unieruchomiona w łóżku (bo przecież w moim przypadku nie może się obejść bez komplikacji). Wynik za miesiąc, a ja chyba oszaleję z niepokoju. A że jestem sama, to i zdana na delikatnie na łaskę tatusia.
A od kiedy ja przestałam pytać, prosić, interesować się czymkolwiek, człowiek nie do poznania. Pomocny, do szpitala zawiezie, obiad naszykuje, jeszcze pójdzie prezent kupi.
I nie wiem, czy złośliwy jest jakiś, czy zabawa w gonienie zajączka go tak kręci.... Bo jak ja chciałam, żeby było szczerze, żeby rozmawiać, żeby tak normalnie, to nie, to na odwrót musiał. A jak zobaczył, że ja na poważnie, ani pomocy, ani nawet kontaktu nie chcę, to on nagle jest.
I to podobno ja tak myślę, bo on twierdzi, że owszem, wkurzam go jak nikt inny, ale on zawsze wszystko dla mnie, tylko ja ciągle niecierpliwa ze wszystkim, on nerwowy i dlatego te awantury.

Tylko, że ja nie zaufam. Różnica polega na tym, że wcześniej, chciałam z nim być i na siłę próbowałam doprowadzić do rozejmu, rozmowy. A teraz jedyne, co mnie interesuje, to zdrowie dziecka. Więc nie dyskutuję, nie kłócę się, nie pytam, nie rozmawiam. Zresztą nie obchodzi mnie to już.

Chyba mnie już jakieś odrętwienie dopadło z tego wszystkiego. Ostatni stres związany z ciążą dał mi się tak mocno we znaki, że jakoś nic więcej nie umiem już czuć. Przynajmniej na razie. Ale może przejdzie.

62

Odp: Sama w ciąży

Witajcie dziewczyny,

Catwoman1109, przeczytałam cały wpis, dziękuję za tą historię. Pokazałaś, że wszystko może się ładnie wyprostować. Wiem, że to co przeżyłaś jest straszne, rozumiem Cię doskonale, dlatego też cieszę się, że ułożyłaś sobie życie.

A-n-n-n, ja w zadośćuczynienie nie umiem chyba jednak uwierzyć, choć nie wiem, może będzie nim ten upragniony spokój i ład w życiu? Że nie będzie trzeba się stresować zachowaniem szanownych? Choć w sumie dziś stwierdziłam, że mam to gdzieś, chcę mieć za sobą sprawę o alimenty i kontakty, ale i chyba już nawet to mi obojętne. Będzie co ma być... Czuję się przytłoczona i zmęczona. A-n-n-n, życzę Ci szczególnie dużo siły i wiary, by spotkało Cię dobro i byś mogła cieszyć się urokami macierzyństwa.

63

Odp: Sama w ciąży
Kazarka napisał/a:

Witajcie dziewczyny,

.Będzie co ma być... Czuję się przytłoczona i zmęczona. A-n-n-n, życzę Ci szczególnie dużo siły i wiary, by spotkało Cię dobro i byś mogła cieszyć się urokami macierzyństwa.

Rozumiem i wiem, co czujesz. Ale Ty nie możesz się poddawać. Synek Cię bardzo potrzebuje, a ja nie wierzę, że lepsze dni nie przyjdą. Kiedyś muszą.

Widzisz, ja dziś mam kolejną dziurę. Otóż mój ojciec wygarnął mi, że sama jestem sobie winna, że jestem w ciąży z tym człowiekiem. Że ostatnie 10 lat mojego życia to jedno wielkie nieporozumienie.. I to jeszcze w tak ostrych słowach, że nie wiedziałam nawet, co powiedzieć. Tylko nie wiem czemu... Tak czy inaczej, na wsparcie bliskich też już liczyć nie mogę. Nie spełniłam oczekiwań moich rodziców. Nie mam tak uporządkowanego życia, jakby chcieli. Ale zawsze mi się wydawało, że sobie radzę. Zawsze miałam dom, jedzenie i ubranie, na które sama zarabiam. Dostałam kamieniem po raz kolejny i już wiem, że naprawdę nikomu więcej nie zaufam.

I niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że życie jest piękne.

64

Odp: Sama w ciąży

A-n-n-n, po pierwsze dziękuję za dobre słowa, każdy gest wsparcie się liczy, teraz szczególnie.

Spójrz z innej strony na zachowanie rodziców. Może ich boli, że ktoś strasznie Cię skrzywdził i sami sobie z tym nie radzą? Wiem, że Ci przykro i smutno, bo najbliższe osoby ranią, a chciałoby się ich wsparcia. I wiem, że to nie to samo, ale jakaś namiastka... - masz nas smile Rodzicom daj czas, niech ochłoną.

Jestem tak zmęczona, że rzęsami zamiatam podłogę. A problemy się mnożą, dziś się dowiedziałam, że za jakiś czas (pewnie dalszy) zostanę bez pracy. Jestem oszołomiona tym, co się dzieje wokół, jak nie jedno to drugie. Ta praca to moja pasja, daje mi wiele, a jednak i ona będzie mi zabrana. Mam nadzieję jednak, że jeszcze trochę tu zostanę...

Z przyjemnych spraw: mamy 2 samodzielne kroki, ale takie nieświadome, jednak jestem strasznie dumna.

Pozdrawiam Was serdecznie, dziewczyny.

65

Odp: Sama w ciąży
Kazarka napisał/a:

Spójrz z innej strony na zachowanie rodziców. Może ich boli, że ktoś strasznie Cię skrzywdził i sami sobie z tym nie radzą? Wiem, że Ci przykro i smutno, bo najbliższe osoby ranią, a chciałoby się ich wsparcia. I wiem, że to nie to samo, ale jakaś namiastka... - masz nas smile Rodzicom daj czas, niech ochłoną.

Pewnie bym spojrzała, ale nie teraz, kiedy doskonale wiedzieli, że jestem po badaniach i naprawdę chwilami bywam nieprzytomna ze stresu. To nagle się okazuje, że ostatnie 10 lat mojego życia to porażka, a ja nie zauważyłam.... Dzięki, że jesteście smile

Kazarka napisał/a:

Jestem tak zmęczona, że rzęsami zamiatam podłogę. A problemy się mnożą, dziś się dowiedziałam, że za jakiś czas (pewnie dalszy) zostanę bez pracy. Jestem oszołomiona tym, co się dzieje wokół, jak nie jedno to drugie. Ta praca to moja pasja, daje mi wiele, a jednak i ona będzie mi zabrana. Mam nadzieję jednak, że jeszcze trochę tu zostanę...

Doskonale rozumiem... Jak nie jedno, to drugie. Ale to już pewne? Może da się coś jeszcze zrobić? I co to znaczy, że masz nadzieję, że tu zostaniesz?

Jak ma na imię Twój synek? Pogratuluj mu sukcesu wink

Posty [ 1 do 65 z 162 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026