[Sarina wiem ze masz racje ale nie tak latwo podjac decyzje o rozstaniu a jeszcze trudniej to zrobic. Prowadzimy razem z mezem dzialalnosc gospodarcza. Razem pracujemy i praktycznie jak odejde zostane bez pracy i bez zadnych srodkow do zycia. Doslownie, nie mam nawet 100 zl bo moj maz ostatnio (jak byl trzezwy przez 2 miesiace) zainwestowal wszystkie pieniadze w nowy samochod dostawczy. Cieszylam sie bardzo z tego zakupu ale jak sie okazuje na prozno.Ostatnio w sobote zainwestowal pieniadze w interes zycia. Owszem zarobil na tym jakies 1500 zl w jeden dzien ale nie oddal mi tych pieniedzy, powiem wiecej wzial wszystkie i poszedl chlac niewiadomo gdzie.
Ale idąc ty tropem-teraz też nie masz pieniędzy. Bo on zgarnia co się da i przepiernicza. A czy rozejście się partnerów musi oznaczać koniec działalności gospodarczej? Czy to wszystko jest na niego a umowa między Wami jest nieformalna?
Jak pisalam wczesniej to jest moj II maz takze nie jestem juz najmlodsza. Mam lekko po 40-tce i ciezko mi bedzie znalezc prace tym bardziej ze mam tylko szkole handlowa. Ale to akurat moja wina, ale ok.
Wiesz, wszystko zależy od Twoich priorytetów. Myślę, że zdajesz sobie sprawę, że te trudności dałoby radę przezwyciężyć. Nie masz kogoś bliskiego, kto by Cię wsparł finansowo w początkowym okresie? Jeśli chodzi o pracę, wiem, że różowo nie jest. Ale ja np kiedyś łapałam się takich śmieciowych prac przez agencje np inwentaryzacje, rozkładanie towaru. I były tam osoby także po 50. A wiem, że organizują też wyjazdowe prace za granice niektóre agencje a to już może być kasa pozwalająca żyć samodzielnie.
A poza tym, dlaczego zaczynać od zerwania? Może mogłabyś nadal z nim mieszkać ale szukać cały czas czegoś na boku. Zamiast koncentrować energię na próbach pomagania mu (bezskutecznych) poszukać pracy, żeby mieć stabilny grunt. I dopiero się rozstać, jak będziesz mieć coś pewnego.
Nie wiem dlaczego probuje za wszelka cene szukac argumentow zeby z nim zostac. Bije sie z myslami. Moze dlatego ze go bardzo kocham. Jak nie pil to bardzo ale to bardzo byl za mna. Nawet obcy ludzie(nasi klienci w sklepie) mowili ze bardzo do siebie pasujemy, ze az milo popatrzec jak sie kochamy.Potrafil mnie przytulac, calowac, obejmowac tak bez okazji. Naprawde idealny maz- w domu tez wszystko zrobil i posprzatal, zrobil obiad. W niedziele zawsze robil sniadania....az sie usmiecham jak to pisze bo przewaznie byla to jajecznica ale ro`bil to z przyjemnoscia.
Obcym ludziom się często różne rzeczy wydają, a sporo część ma tendencje to wyrokowania na podstawie 5 minutowej obserwacji. Zawsze jak jest jakaś tragedia rodzinna to sąsiedzi komentują " panie to była taka porządna rodzina, żadnych awantur między nimi nie było", takie jest właśnie zdanie obcych ludzi:)
Niestety jak wypije to jest koszmar. Najgorsze jest to ze o wszystko mnie obwinia...........nie nie, przepraszam. Mowi ze to nie jest moja wina ze pije. A tak to o wszystko. Dostaje bialej goraczki i wtedy nie pamieta tego co robi a robi naprawde straszne rzeczy.
Przeciez bylam z nim taka szczesliwa jak nie pil. Boze co ta wodka robi z tych ludzi. Przeciez wymyslaja lekarstwa, szczepionki na rozne choroby zeby wyleczyc np.raka. Czy do cholery skoro alkoholizm to jest taka straszna choroba nie moga zakazac produkowania tej wódy.
I lepiej nie będzie. Zrobiłaś co mogłaś.
Wiem ze powinnam odejsc wlasciwie to on powinien odejsc bo mieszkamy u mnie ale jest mi tak ciezko. Nawet nie ma z kim o tym pogadac bo nie mam zadnej kolezanki bo maz uwazal ze wszystkie sa glupie i kazal mi z nimi zerwac kontakt.
To dlaczego tych kontaktów nie odnowisz? Wytłumacz koleżankom co i jak, że on miał za duży wpływ na Ciebie. Zawsze to jakieś wsparcie. Ale poszukaj jakiś spotkań dla współuzależnionych w Twojej okolicy? Ja się też wybieram jak już się uporam z tym bajzlem.
Najgorsze jest to, ze tak naprawde nie chce zeby odszedl bo mimo tych przeklensw, wyzwisk wciaz go bardzo kocham. Moze gdybysmy byli dluzej po slubie to latwiej byloby mi podjac decyzje, a u nas w czerwcu minal dopiero rok.
Ale z drugiej strony tlumacze sobie ze znamy sie juz w sumie 2,5 roku (z tego rok po slubie) a ja juz go 3 razy zaszywalam. Jest sens dalej to ciagnac? Caly czas mam nadzieje ze zacznie sie leczyc i przestanie pic (chociaz sam
mowil ze byl juz kilka razy w osrodku zamknietym na odwyku) i jak widac nie pomoglo.
Swoj I zwiazek stracil przez wodke i jak twierdzi i kazdemu mowi "ze jak bedzie tak pil to wie ze straci i
mnie a jestem najcudowniejsza kobieta , ktorej zawdziecza zycie"-to ta hustawka nastrojow bo za chwile bede ku....
ale nie potrafi mi obiecac ze przestanie pic. Kiedys pewna pani powiedziala mi ze to bardzo duzy sukces, duzy plus
kiedy alkoholik wie ze jest alkoholikiem i ze pijac robi zle. No ok z ty plusem ale co dalej?
Zauważ, że jak poczytasz historie kobiet-partnerek alkoholików- to wszystkie są podobne. "Oh on jest taki cudowny gdy jest trzeźwy, tylko odwala mu po alkoholu. Ale normalnie to mnie kocha najbardziej i w ogóle. Mówi, że jestem cudowna, piękna, mądra i najważniejsza. A wczoraj mi kwiatka kupił, to nie jest taki zły, nie?" Też to przerabiałam. A to dlatego, że alkoholicy to urodzeni manipulanci i kłamcy, jak to się mówi- powie Ci to co chcesz usłyszeć.
Podsumowujac moja refleksje, to dochodze do wniosku ze niby wiem ze musze sie z nim rozstac ale boje sie panicznie samotnosci i tej bezradnosci. Ktos napisze- idz do klubu kobieto, poznaj kogos-, tylko ja sie pytam za co????
Rozum i rozsadek mi mowi ze tak powinnam zrobic ale serce mowi co innego. Ku.....dlaczego ja go tak kocham? Moze dlatego ze po I burzliwym zwiazku oddalam mu cale swoje serce. Probuje sobie tlumaczyc na rozne sposoby ale i tak nie wiem co zrobic?
Aaa wczoraj sie znowu nachlal. Zabral cala kase i w nocy okolo godz.22 pojechal na swoja dzialke, twierdzac ze jestem nikim i on chce rozwodu. A ja siedze w domu, sklep zamkniety bo nawet nie mialam za co kupic towaru zeby dzis otworzyc.
I tak kolo sie zamyka. Musze cos zrobic tylko naprawde nie wiem co?