W końcu odważyłam się napisać. Mam 30 lat i wielki problem. Dwanaście lat temu poślubilam faceta ,mamy dwójkę wspanialych dzieci.Przez te lata jego uzależnienie sie rozwijało,na leczeniu był cztery razy z których po tygodniu wracal z powrotem(tak zwane czyszczenie organizmu).Dalej było to samo picie ,awantury.W końcu wystąpiłam o rozwód,miałam nadzieję że gdy dostanie pozew ogarnie sie jakoś,ale niestety sie myliłam.Bardzo to przeżylam,bo tak szczerze mówiąc żadnego rozwodu nie chciałam.W styczniu 2011 mieliśmy sprawe rozwodowa.Praktycznie przez pół roku od rozwodu nie widywaliśmy sie,bardzo za nim tęskniłam. Chciałam o nim zapomnieć ale nie potrafiłam. Poznałam nawet fajnego faceta ale nie mogłabym być z nim,bo nadal kochalam mojego byłego męża.Odezwał sie do mnie w lipcu w sprawie wakacji, czy może spedzić je zemna i z dziećmi. pod koniec lipca wyjechaliśmy wspólnie. Bylo naprawde fajnie.Ale po dwóch tygodniach spędzonych z nami,znowu nas zostawił. Bardzo to przeżyłam,bo znowu wybrał kolegów i alkohol.Po jakiś dwóch miesiącach znowu sie spotkalismy. Dużo wtedy rozmawialiśmy i stwierdziliśmy że spróbujemy wszystko od nowa.Zapewnial mnie że dużo sobie przemyślał,że ma tylko mnie i dzieci i zrobi wszystko żeby to naprawić. Nawet fajnie nam sie układa,ale problem jest w tym że on nadal pije. Nie takie ilości jak kiedyś,ale boję sie ze to poczatek tego co kiedyś było. Co robić? Żyć bez niego nie mogę a z nim się boję.Bardzo kocham i widze jak dzieci sie ciesza gdy jest w domu trzeżwy.
Podobne tematy
iwanowsko, bardzo dobrze Cię rozumiem, chociaż to nie mąż, ale tata jest alkoholikiem... nie wiem jak twoje dzieci przeżywały nałóg twojego byłego męża, ale myślę, że odetchnęły z ulgą kiedy się wyprowadził. ja mojego ojca kocham, ale kiedy jest w domu pijany nienawidzę. alkoholik to alkoholik. musi przyznać, że jest chory i się leczyć. dałaś mu tyle razy szansę, stracił Ciebie przez alkohol. tutaj nie ma mowy o tym czy pije mniej, czy więcej. alkoholik jak się nie leczy to nigdy nie pije z czasem mniej. zawsze jest z czasem coraz gorzej, aż przychodzi dno. pewnie i z moim tatą by tak było, gdyby nie to, że mama jeszcze go jakoś na powierzchni trzyma. alkoholik zawsze będzie robił obietnice. znasz swojego męża, zastanów się, czy nie robi tego z innych powodów. czy ma środki do życia. gdybym była Tobą, ponieważ masz dzieci, postawiła ultimatum. albo przestajesz pić, czyli odwyk, najlepiej wszycie esperalu i najważniejsze: grupa AA (!!!!!). Bez tego nie wpuszczałabym go znowu do domu i do serca bo bardzo szybko przekonasz się, że zacznie się to samo piekło od nowa... pamiętaj też, że alkohol to "wyjątkowy" nałóg... Moja mama nie widziała mojego taty przez 3 lata narzeczeństwa pijanego. Do tego stopnia potrafił się kryć z nałogiem...
aha, myślę, że powinnaś zwrócić się również do psychologa. bardzo może pomóc. tylko rozejrzyj się najpierw w twoim miejscu zamieszkania, dowiedz, żebyś trafiła na jakiegoś sensownego. wierz mi, psycholog będzie mogła Ci pomóc, opowie Ci o mechanizmach tej choroby (sama jestem pedagogiem i wiem jakie to ważne), żebyś lepiej zrozumiała "działania" twojego eks-męża. są też specjalne grupy dla kobiet, które nie tylko się wspierają, ale i dzielą cennym doświadczeniem.
jeśli chodzi o psychologa to byłam raz a ona wysłała mnie do terapeuty. Chodzi lam tam przez pół roku. Mówiła że mam go zostawoć,że sam powinien zrozumiec nie mogę na siłe go zmuszać do leczenia. I tak też zrobiłam zostawiłam go ale po czasie zrozumiałam że za bardzo go kocham i nie chce go tak zostawić.
5 2012-02-29 20:21:47 Ostatnio edytowany przez NateVenus88 (2012-02-29 20:26:04)
jeśli chodzi o psychologa to byłam raz a ona wysłała mnie do terapeuty. Chodzi lam tam przez pół roku. Mówiła że mam go zostawoć,że sam powinien zrozumiec nie mogę na siłe go zmuszać do leczenia. I tak też zrobiłam zostawiłam go ale po czasie zrozumiałam że za bardzo go kocham i nie chce go tak zostawić.
Jeżeli kochasz swojego męża i chcesz mu pomóc, to powinnaś go zostawić. Wiem, że strasznie trudne, ale tylko tak możesz pomóc. Alkoholik musi sam chcieć się leczyć, taki przymus niczego nie da. A żeby chciał się leczyć, musi dotknąć dna i stracić wszystko. Niestety.
Mój ojciec jest alkoholikiem. Borykamy się z tym problemem od ponad 20 lat- ja i moja rodzina. Ojciec nie pije od roku, alkoholikiem jest nadal i będzie już zawsze. Teraz jest dobrze, ale zanim doszedł do tego punktu musiało się stać bardzo dużo...
Ojciec pił, kiedy moja mama wychowywała starszą siostrę, pił kiedy przyszłam na świat, pił kiedy rosłam, kiedy poszłam do szkoły, potem kiedy skończyłam podstawówkę i zaczęłam umawiać się z chłopakami. Pił nadal, kiedy zdałam maturę, nie przestał kiedy dostał papiery rozwodowe, pił kiedy zdałam na studia, kiedy został zupełnie sam w pustym domu. Pił, kiedy urodziła mu się wnuczka (pierwsza i jedyna), kiedy stracił prace, nie przestał kiedy odwrócili się od niego zupełnie wszyscy. Na zupełnym dnie był jeszcze ponad rok, dopiero wtedy zdecydował, że chce się leczyć. Nie pije od roku. Wszyscy się cieszymy, ale mamy świadomość, że radość może się gwałtownie skończyć. Wystarczy jeden kieliszek, jeden łyczek, a koszmar zacznie się od początku.
Zastanów się, czy chcesz czegoś takiego dla swoich dzieci...
NateVenus, podpisuję się całkowicie pod twoimi słowami. tak jeszcze chciałam dodać, że mój tata też miał okres 1ego roku jak się zaszył i to był najlepszy okres w moim życiu. tylko, że jak powoli przestałam się bać wracając do domu, koszmar zaczął się od początku. Iwanowsko, musi stać się naprawdę coś strasznego, żeby alkoholik przestał pić. mój tata miał wypadek samochodem po pijaku, mama zeznała, że to ona prowadziła, ojciec się zarzekał, że teraz już wie, jaki straszny czyn popełnił, że przestanie pić. po tygodniu znowu był pijany...
Powiem krótko - dziewczyno zastanów się czego ty chcesz. Wziełaś rozwód żeby teraz znowu wejść w koszmar. Alkocholicy to manipulatorzy .Powoli stajesz się osobą współuzależnioną , im dalej wchodzisz w ten związek to gorzej dla ciebie.Zadbaj o siebie i o dzieci. Idź na porządną terapię , zrozumiesz problem. Szkoda młodych lat .Pozdrawiam i życzę abyś wybrała tę drogę która będzie dobra dla ciebie i dla dzieci.
Rozumiem Cię. Nie da się przestać kogoś od tak - na zawołanie. Ale decyzję musisz podjąć niestety sama, musisz mieć świadomość tego, że to alkoholik i żadne leczenie nie pomoże dopóki on sam się na to nie zdecyduje. On sam musi tego chcieć.... A ty? musisz podjąć tą decyzję czy chcesz żyć z nim, czy wytrzymasz takie sytuacje i ile jeszcze takich sytuacji jeszcze jesteś w stanie znieść.... A jak z dziećmi? Zapewne są świadkami awantur gdy twój mąż jest pod wpływem alkoholu...
dzieci były swidkami awantur. Zawsze starałam sie żeby jak najmniej w nich uczestniczyły.Teraz jak narazie awantur nie ma ale boje sie ze powrócą. Chciałabym bardzo wierzyc w jego zmiane ale boje sie ze jest to tylko chwilowe.Tym bardziej ze on pracuje za granica przyjezdza raz w misiacu na tydzien,dwa.Pierwszy tydzien jest przewaznie super,zajmuje sie domem ,sprzata ,gotujeale drugiego tygodnia zaczyna go juz nosic.Co sie zmienilo w tym wszystkim ze zaczal zemna na ten temat rozmawiac ze ma ochote sie napic,najlepiej by gdzies wyszedl.Wtedy staram sie byc z nim caly dzien w domu,ale jest tez mi ciezko bo jednak nie moge za kazdym razem gdy on jest w Polsce brac urlopu zeby go pilnowac.
10 2012-03-02 11:57:38 Ostatnio edytowany przez atmosfere (2012-03-02 12:03:16)
Przede wszystkim Twój mąż nie był na leczeniu a na detoksie. Detoks a leczenie od uzależnienia to 2 zupełnie różne sprawy. Detoks to tylko kilkudniowe odtrucie organizmu, kroplówki, relanium, pozbycie się toksyn z organizmu.
Leczenie z alkoholizmu to terapia zazwyczaj zamknięta 6-8 tygodniowa, po terapii spotkania z terapeutą, ewentualnie AA, dla rodziny uzależnionego jest grupa Al anon, są terapie dla współuzależnionych, które nie trwają 1 tydzień czy 2 tygodnie. Terapeuci mówią, że jeden rok życia z uzależnionym to jeden miesiąc terapii współuzależnionej.
Co do twojego męża-dlaczego ma przestać pić? Bo Tobie jest źle? Jemu jest tak dobrze.
Skoro Tobie jest źle to Ty coś zmień-zacznij zmieniać swoje życie, zaprowadź głowę na terapię, al annon.
Jego możesz pozostawić samemu sobie, to Ci każdy powie i będzie miał rację.
Możesz zgłosić go na przymusowe leczenie, możesz go zostawić, żyć swoim życiem zupełnie obok niego.
Jest wiele wyjść, trzeba tylko to dostrzec.
Teraz kisisz się w uzależnieniu męża a swoim współuzależnieniu. Kręcisz się wokół męża i alkoholu jak bączek. Masz coraz mniejsze poczucie wartości, coraz większe poczucie beznadziei, dzieci patrzą na tatę i dla nich taka rodzina jest normalnością bo innej nie znają więc dorosną i założą taką samą-chorą rodzinę. To jest ich wzór.
I żeby nie było-mam męża już niepijącego alkoholika, dwie sprawy rozwodowe za sobą, zgłoszenie go na przymusowe leczenie, założyłam mu niebieską kartę za pobicie, swoje odbyte terapie, dziecko, pracę, poczucie wartości.
To trwało 4 lata.
Sam z siebie Twój mąż nic nie zrobi-teraz nie czuje takiej potrzeby-ty przejmujesz za niego odpowiedzialność za jego picie, kryjesz go przed dziećmi, przed rodziną pewnie też, stwarzasz mu komfortowe warunki do trwania w uzależnieniu. Pilnowanie go aby nie pił to też bardzo złe rozwiązanie- życie w ciągłym napięciu czy wymknie się zamoczyć, czy gdzieś nie chowa, to bardzo wyczerpujące psychicznie. Nie pozwalasz mu być odpowiedzialnym za swoje życie, jakie by ono nie było to jednak jego życie. Jemu jest dobrze, Tobie źle więc zacznij coś zmieniać.
Zgadzam się z Atmosfere, Twój mąż jeszcze nie zaczął się leczyć.
Mój ojciec był na zamkniętym leczeniu 3 miesiące. Potem spotkania AA 2 razy w tygodniu- to trwa do dzisiaj, czyli ponad rok. Moja mama przez jakiś czas chodziła na terapię współuzależnionych, ja uczęszczałam na spotkania DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików).
[guote=atmosfere]Teraz kisisz się w uzależnieniu męża a swoim współuzależnieniu. Kręcisz się wokół męża i alkoholu jak bączek. Masz coraz mniejsze poczucie wartości, coraz większe poczucie beznadziei, dzieci patrzą na tatę i dla nich taka rodzina jest normalnością bo innej nie znają więc dorosną i założą taką samą-chorą rodzinę. To jest ich wzór.[\quote]
Powinnaś dostrzec w tym wszystkim swoje dzieci. Ona patrzą na to wszystko, uczą się. Są jeszcze małe, ale nie łudź się, że nie wpłynie to na ich dorosłe życie. Ja cały czas sobie powtarzałam, że będę miała inne życie, niż moja mama. Przyrzekłam to sobie. I co? Najpierw wpakowałam się w związek z człowiekiem mającym problem z alkoholem, potem z innym- uzależnionym od narkotyków. Pamiętałam dokładnie co widziałam w domu, ale nie widziałam już tego samego w związku. Wmawiałam sobie, że jest zupełnie inaczej....
Moja mama w porę otworzyła mi oczy. Tylko dzięki Niej żyję normalnie. A o mały włos powieliłabym ten sam schemat...
I Twoje dzieci zrobią dokładnie to samo, jeżeli Ty czegoś nie zrobisz.
Witam!
Ponieważ jestem byłą zoną alkoholika,postanowiłam "iwonawosko" powiedzieć Ci cos od siebie.
W małżeństwie tkwiłam 10 lat i też wydawało mi się,że mąż sie zmieni.Podobnie jak Ty kochałam go,byłam dobrą,lojalną żoną.Próbowałam mu nawet pomóc.....były rozmowy,terapie,leki.
NIC NIE POMOGŁO!!! Po każdorazowych wybrykach....obiecywał że to ostatni raz,kupował kwiaty,sprzątał,gotował,zajmował się dziećmi- TRZY MIESIĄCE- a potem cykl sie powtarzał.
Pewnego dnia powiedziałam DOSYĆ!!!! Odeszłam tak jak stałam zabierając tylko dzieci(w wieku 5 i 8 lat).Zostawiłam mu wszystko i dzis po prawie 7 latach wiem że to była najmądrzejsza decyzja w moim zyciu.Choć dorabiałam sie od przysłowiowej "łyżeczki" jestem szczęśliwą matką,moje dzieci też są szczęsliwe,nie mam z nimi żadnych problemów wychowawczych.Dziś mają 12 i 15 lat,są wspaniali.
Z perspektywy czasu dumna jestem z siebie,że oszczędziłam dzieciom i sobie awantur,przemocy,łez i strachu czy dziś też przyjdzie pijany???.
Tworzymy niepełną,ale normalną rodzinę.Było cieżko na początku....ale wygrałam z tym ciężarem.I Uwierz mi WARTO znaleźć w sobie odwagę by odejść.
Moim zdaniem Powinnaś ODEJŚĆ!!!! ZABRAĆ DZIECIAKI I ODEJŚC JAK NAJSZYBCIEJ!!!!nie oglądając się za siebie.Jesli nie chcesz tego zrobić dla siebie,zrób to dla SWOICH DZIECI bo w tym wszystkim najwiekszą krzywdę ponoszą zawsze niewinne dzieci.
Chcesz dowiedzieć się więcej...pisz na maila
Pozdrawiam
Moj maz pije nalogowo od dwoch lat,nie wiem co mam robic, jak mu pomoc,mamy dwoch synow,sa mali nie wiedza jeszcze za bardzo co sie dzieje z tata,sa dni mile ,spokojne kiedy jest trzezwy,kochany jak zawsze kiedys .Ale kiedy jest pijany i ledwo sam stoi na wlasnych nogach,nie wytrzymuje tego nerwowo,placze ,krzycze ,bije go,za to moje nieszczescie,samotnosc,pustke! .Ale to nic nie pomaga.Potem te jego wyrzuty sumienia,to jego przepraszam ,wiem ze to tylko na chwile,az do nastepnego kieliszka.Niszczy nasze zycie ,nasze malzenstwo,jestem strasznie samotna,opuszczona ,sama z problemami.Zyje z dnia na dzien,tylko dla synow,szkola,dom,odrabianie lekcji,i z powrotem szkola,dom....gdyby nie dzieci,pewnie by mnie tu nie bylo.Pewnie ktos napisze odejdz,zabierz dzieci,zacznij od nowa.Ale to nie takie proste.Nasz dom,nasz swiat ktory razem tworzylismy,tu jest moje serce,nie moge tego wszystkiego zostawic,moje dzieci maja tu swoj,,bezpieczny,, swiat.To ze odejde nic nie zmieni,tylko dzieci beda na tym cierpialy.Wiem ze nie bedzie tak zawsze,teraz je chronie,nie widza taty pijanego,nie ma awantur w domu przy nich,ale boje co bedzie jak beda dorastali,jaka rzeczywistosc im zgotujemy.Wiem ze ja i dzieci jestesmy dla mojego meza wazni,a on tylko tkwi w pulapce swego nalogu,ale gdybym odeszla, maz nie poradzilby sobie z tym zapilby sie na smierc.A tego bym nie zniosla.Wiele razy prosilam,krzyczalam,idz na leczenie,zrob cos,zniszczysz nasze zycie,ale to do niego nie dociera,nie chce sie przyznac do alkocholizmu.Kocham go,ale moje uczucie juz slabnie,nie wiem co bedzie dalej.
Może zgłoś ten fakt w odpowiednim miejscu, a skierują męża na leczenie przymusowe. Jednak ku temu muszą pojawiać się pewne okoliczności:
(cytat ze strony o tematyce leczenia odwykowego) "Leczeniu przymusowemu może być poddana osoba posiadająca pełną zdolność do czynności prawnych, która nadużywa alkoholu (jest od niego uzależniona) i sama nie wyraża chęci poddania się leczeniu. Osoba taka musi ponadto, w związku z nadużywaniem alkoholu, doprowadzać do rozkładu życia rodzinnego, uchylać się od pracy, powodować demoralizację nieletnich, czy systematycznie zakłócać spokój lub porządek publiczny. Wystarczy, że zaistnieje jedna z powyższych sytuacji."
Poczytaj na ten temat, a najlepiej dowiedz się więcej bezpośrednio w takim ośrodku.
15 2012-03-04 14:27:19 Ostatnio edytowany przez elixa (2012-03-04 14:30:15)
Moj maz pije nalogowo od dwoch lat,nie wiem co mam robic, jak mu pomoc,mamy dwoch synow,sa mali nie wiedza jeszcze za bardzo co sie dzieje z tata,sa dni mile ,spokojne kiedy jest trzezwy,kochany jak zawsze kiedys .Ale kiedy jest pijany i ledwo sam stoi na wlasnych nogach,nie wytrzymuje tego nerwowo,placze ,krzycze ,bije go,za to moje nieszczescie,samotnosc,pustke! .Ale to nic nie pomaga.Potem te jego wyrzuty sumienia,to jego przepraszam ,wiem ze to tylko na chwile,az do nastepnego kieliszka.Niszczy nasze zycie ,nasze malzenstwo,jestem strasznie samotna,opuszczona ,sama z problemami.Zyje z dnia na dzien,tylko dla synow,szkola,dom,odrabianie lekcji,i z powrotem szkola,dom....gdyby nie dzieci,pewnie by mnie tu nie bylo.Pewnie ktos napisze odejdz,zabierz dzieci,zacznij od nowa.Ale to nie takie proste.Nasz dom,nasz swiat ktory razem tworzylismy,tu jest moje serce,nie moge tego wszystkiego zostawic,moje dzieci maja tu swoj,,bezpieczny,, swiat.To ze odejde nic nie zmieni,tylko dzieci beda na tym cierpialy.Wiem ze nie bedzie tak zawsze,teraz je chronie,nie widza taty pijanego,nie ma awantur w domu przy nich,ale boje co bedzie jak beda dorastali,jaka rzeczywistosc im zgotujemy.Wiem ze ja i dzieci jestesmy dla mojego meza wazni,a on tylko tkwi w pulapce swego nalogu,ale gdybym odeszla, maz nie poradzilby sobie z tym zapilby sie na smierc.A tego bym nie zniosla.Wiele razy prosilam,krzyczalam,idz na leczenie,zrob cos,zniszczysz nasze zycie,ale to do niego nie dociera,nie chce sie przyznac do alkocholizmu.Kocham go,ale moje uczucie juz slabnie,nie wiem co bedzie dalej.
Wiesz!
Czytając posty zon alkoholików nic nowego się nie dowiadujemy,są one podobne.Twój również opowiada historię jakich wiele....moja była prawie taka sama.Też mielismy mieszkanie i jakis tam dorobek zycia,dzieci miały swój kąt,swój swiat.....ale nie było tego co najważniejsze SPOKOJU!!!
Dlatego też postanowiłam przewartosciować zycie,wybrać to co najważniejsze i nie patrząc na rzeczy materialne zostawiłam wszystko,zabrałam dzieci i odeszłam.Wsparcie uzyskałam w OIK (osrodek interwencji kryzysowej),dostałam tam pokój i mieszkałam z dziecmi do czasu(4 miesiące),aż znalazłam mieszkanie na wynajem.
Musisz się zastanowić czego tak naprawdę chcesz.To że odejdziesz zmieni wszystko,a dzieci? czy z tego powodu będą cierpiały?Uważasz,że zycie z ojcem alkoholikiem i matką ciągle zdenerwowaną,zapłakaną to szczyt szczęścia? Dzieci wiedzą więcej niż Ci się wydaje.Ja moje tez chroniłam,też awantur nie było przy nich.... tylko do czasu.U Ciebie to też tylko kwestia czasu...niestety.
W dniu w którym opusciłam toksycznego męża mój niespełna 8 letni syn powiedział słowa,które pamiętać będę do końca zycia....Jechałam z nimi do rodziców i płakałam...a on dotknął moja rękę i powiedział:mamusiu zrobiłaś najmądrzejszą rzecz ze nas z tamtąd zabrałaś,nie płacz i proszę obiecaj,że juz nie bedziemy musieli tam więcej wracać.Obiecałam i słowa dotrzymałam:)
Piszesz,że jak odejdziesz on sobie nie poradzi...współczujesz mu,żałujesz go,to doprawdy szlachetne,jednak może boisz się,że to Ty sobie nie poradzisz bez niego?,a to typowe dla żon alkoholików...takie współuzależnienie.
Będąc w osrodku poznałam kobiety z dziecmi które przychodziły tam na 1-2 noce i wracały jak mąż wytrzeźwiał.Powodów powrotu było sporo,jednak ponieważ byłam tam 4 miesiące zdarzyło się że te same wracały posiniaczone,zapłakane,a dzieci wystraszone,zagubione nie mające pojęcia co się dzieje.Zrozumiałam wtedy,że żadna siła nie jest w stanie zmusić takie kobiety by odeszły na zawsze....do tego trzeba chyba dojrzeć samemu.
Ja dojrzałam po 10 latach i Bogu dziekuję za to każdego dnia ![]()
16 2012-03-11 17:46:44 Ostatnio edytowany przez klaudia785 (2012-03-11 17:52:33)
U mnie w domu też mamy problem z alkoholem. Mam ojca i brata alkoholika. Ojciec pije już od ponad 30 lat więc raczej już nie pozbędzie się swojego nałogu. Brat pije od jakichś 8 lat. Kilka razy przez to wylądował na pogotowiu z ciężkimi urazami głowy i często też był na izbie wytrzeźwień, ale nic mu to nie pomogło. Przez jakiś czas chodził na AA. Był raz na detoksykacji organizmu na 3 tygodnie i zaraz po wyjściu z ośrodka w ten sam dzień przyjechał do domu nietrzeźwy. Po jakimś czasie trafił na 6 tygodni na odwyk i potem nie pił przez jakiś miesiąc. Obiecywał, że nie będzie pił ale to czysta manipulacja i moja mama w to wierzy i za każdym razem wyciąga do niego pomocną dłoń. Bierze od niego dowód i kartę bankomatową ale pijak zawsze znajdzie sposób żeby się napić... A mama już wygląda jak cień . I teraz znowu się zaczęło,minął miesiąc po odwyku i znowu to samo. Myślę , że w mojej rodzinie zawsze tak już bedzie. Alkoholik zawsze będzie alkoholikiem...
Myślę że Pani dzieci tylko ucierpią na tym jak Pani z nim zostanie. Ja ma 3 braci i 2 siostry. Jedna siostra i dwóch braci mają już swoje rodziny i sie wyprowadzili. I ze względu na alkoholizm prawie wcale nas nie odwiedzają. Myślę , że jakby moja mama w młodości zdecydowała sie rozwieść z ojcem nie było by takiej sytuacji. To takie moje skromne zdanie. Pozdrawiam:)
Czesc dziewczyny.Ja tez mam ojca alkocholika i bylam 17 lat w zwiazku z alkocholikiem.(o wiele za dlugo)Mamy dwoje dzieci-corka 19,syn 16 lat.Zostawilam go 4lata temu,kiedy poznalam innego faceta i tylko to mnie uratowalo.Wczesniej zostawialam go pare razy,ale przychodzil blagal na kolanach,a po 2tyg. znowu pil.Bylam naiwna i mimo,ze dzieci nalegaly zebym zostawila ich ojca to ja ciagle pozwalalam mu wracac.Dopiero dzieki temu facetowi,ktory bardzo mnie wspieral udalo sie,i chociaz bylismy tylko rok to jestesmy dobrymi kumplami(w przeciwienstwie do ojca dzieci).Przez 4lata jak nie jestesmy razem stanelam na nogi finansowo(wczesniej bralam na zeszyt w sklepie).Zaczelam jezdzic jako opiekunka do DE,zrobilam prawko,kupilam male autko,zamienilam mieszkanie i jezdzimy z dziecmi na wczasy.Teraz jestesmy szczesliwi,a w domu jest swiety spokoj.Zapomnialam napisac,ze pozbawilam go praw rodzicielskich(byly 3 sprawy i na ani jedna sie nie zjawil)Ale przyznam,ze chociaz byl tyranem to bardzo trudno bylo mi go zostawic.Nachodzil nas przez dobre pol roku,straszyl,sledzil i 24godz.na dobe dostawalam sms.Bylo nam bardzo ciezko,bez policji sie nie obylo,ale przeszlismy przez to.Wiec teraz z reka na sercu moge powiedziec:DZIEWCZYNY NIE DAJCIE SIE I NIE BADZCIE NAIWNE!!!
witam
jestem zwiazku juz 6lat mam z nim corke czteroletnia.napoczatku bylo wszystko dobrze po roku zmienilo sie o 60stopni pije nawet jak rodzilam nie bylo go przy mnie bo zlapali go jak jechal po pijanemu do domu,przez trzy lata ukrywal sie albo bylam tak na iwna ze nawet tego nie zauwazylam.a w tym roku to sie dzieje masakra przyjal sie do nowej pracy i tam to sie dzieje masakra dzisiaj dowiedzialam sie ze szef mu postawil warunek albo wszywka albo picie.pomozcie nie wiem co mam robic kocham go a nie chce zeby corka sie wychowywala bez ojca
Witam Was dziewczyny.Ja też potrzebuje pomocy albo mój mąż..... Jestem w małżeństwie od 10 lat mam dwójke wspaniałych dzieci,nie wiem co mam zrobić bo ciężko jest mi podjąć decyzje o odejściu od męża ponieważ kocham go bardzo a druga sprawa to kwestia finansowa:( Zaznacze jedynie że mój mąż jak pije nie wyzwala wogóle agresji wobec Mnie i dzieci....Potrzebuje porady ponieważ jak czytam wasze posty to tak jak bym Siebie widziala.....
Mlinka i Luiza, idźcie do poradni uzależnień na terapię dla współuzależnionych. W każdej poradni taka jest za darmo!
Bardzo, bardzo często proces zdrowienia alkoholika zaczyna się od leczenia żony. Dopiero wtedy, gdy współuzależniona żona zaczyna POZWALAĆ swojemu uzależnionemu mężowi ponosić KONSEKWENCJE picia, ON traci KOMFORT picia. A to pierwszy krok do decyzji o własnej terapii.
I nie oburzajcie się, że jak to, ON pije, a JA mam się leczyć? Uzależnienie to specyficzna choroba. Tu głaskanie po głowie przynosi tylko szkody. Wręcz wspomaga picie. To tak jakbyście przyniosły swoim mężom flaszkę!
Pomoc alkoholikowi polega na "twardej miłości". Na stawianiu warunków ultymatywnych i pozwoleniu alkoholikowi na ponoszenie konsekwencji.
Nie da się Wam dziewczyny pomóc korespondencyjnie. Idźcie na własną terapię. To pomoże Wam samym i być może pomoże uzależnionym mężom.
Mlinka, szef Twojego męża to mądry człowiek. Jeśli i Ty będziesz twarda, to Twój mąż ma szanse.
Ale żeby to zrozumieć i znaleźć sens, to trzeba stać się ekspertem od uzależnienia i współuzależnienia. Jak pójdziesz na własną terapię, to będziesz takim ekspertem.
Luiza też.
Naprawdę, w dzisiejszych czasach dostęp to profesjonalnej pomocy w sprawie rozwiązywania problemów alkoholowych jest bardzo łatwy. W dużych miastach jest wiele poradni leczenia uzależnień. W mniejszych miastach jest zwykle jedna. Punkty konsultacyjne są w prawie każdej gminie. Poszukajcie informacji w internecie. Odrzućcie wstyd i idźcie po pomoc!
witam mam problem jak wiekszosci tu kobiet zyje z mezem 10 lat alkoholikiem...kiedy jest trzezwy jest super kiedy pije masakra kłócimy sie o wszystko.Mamy syna ma 10 lat .niestety rodziców nie mam juz, jestem jedynaczka ...MĄŻ NIGDY NIE GARNAŁ SIE DO PRACY BYŁY TO PRACE DODATKOWE A JAK JUZ JAKAS ZŁAPAL TO GÓRA NA PARE MIESIECY.BYL 3 RAZY NA ODWYKU NIC TO NIE DAŁO...POŁ ROKU TEMU ZMARŁ MÓJ OJCIEC TO JUZ PRAWIE PIJE CODZIENNIE PIENIADZE MA BO PIJE ZE SPRZEDAZY MIESZKANIA ...WRÓCIŁAM NA MIESZKANIE PO RODZICACH..NIE WIEM JUZ CO JEST DOBRE CZY DALEJ Z NIM TKWIC CZY WZIASC SIE W GARŚĆ I POSTAWIC WSZYSTKO NA JEDNA KARTE CZYLI ODEJSC!!!! NIE MAM POMOCY ZADNEJ OD RODZINY!!!! POMÓŻCIE!!!
Niestety zaszywanie czy przymusowe leczenie nic nie dają, jeżeli sam uzależniony nie znajdzie w sobie motywacji do leczenie to żadne prośby, groźby i błagania nie pomogą.
Rozważyłabym czy nie cierpisz na współuzależnienie, żyłaś tyle lat z mężem alkoholikiem, teraz kiedy masz żyć sama zupełnie nie potrafisz się w tej nowej roli odnaleźć. Może to nie miłość do męża a przyzyczajenie do takiego życia i niemożność funkcjonowania inaczej, "normalnie".
To, że mąż pije mniej nic nie znaczy. W przypadku alkoholizmu następuje całkowita nieodwracalna utrata kontroli nad piciem. Dlatego mówimy o nie pijących alkoholikach. W czasie trwania nałogu tolerancja alkoholowa się zmienia, na początku rośnie, by przez jakiś nieokreślony czas, jest to bardzo indywidualne utrzymać się na wysokim poziomie, alkoholik ma "mocną głowę", po kilku, kilkunastu latach tolerancja spada, i czasem wystarcza już niewielka ilość alkoholu by uzyskać stan upojenia alkoholowego, np 2 piwa zamiast 7
Jeśli chcesz zostać przy mężu oboje powinnieście się poddać terapii Ty oraz Twój mąż, on alkoholowej, Ty jeśli jesteś współuzależniona to dla współuzależnionych jeśli nie postarać się zdobyć wiedzę jak wspierać męża a nie współuzależnić się.
Pamiętaj o dzieciach ta sytuacja odbija się rownież na nich, zobacz w jakie role wcielają się dzieci z tzw. rodzin alkoholowych http://www.grupawsp.republika.pl/rolsp.htm
Witam.Jak większość z nas tu piszących mam problem z mężem alkoholikiem.Nie pije jakoś często,ale 2 razy do roku w odstępach mniej więcej pół rocznych.Łapie wtedy tygodniowe ciągi.Najgorsze jest to,że mamy dwójkę małych dzieci.Ja nie pracuję,mieszkam w małej miejscowości i tu znalezienie pracy dla kobiety graniczy z cudem,ale nie o tym chciałam napisać.Mąż jest jedynym żywicielem naszej rodziny,ale prze te ciągi popadamy w coraz większe długi,ciągle jesteśmy bez pieniędzy.Jak tylko znajdzie pracę wywalają go za picie,później długo siedzi w domu,nawet po 3-4 miesiące, nie zarabia.Ma coraz większe problemy ze znalezieniem pracy w naszym regionie,właściwie to wszędzie jest spalony właśnie przez alkoholizm.Mąż jest kierowcą ciężąrówki,teraz podjął znowu nową pracę,jeździ z granice.I co,rozpoczął sie drugi tydzień jego pracy i dowiaduję się,że szef prawdopodobnie go zwalnia.On udaje głupiego że nie wie dlaczego,ale ja się domyślam,znowu alkohol.Rozmawiając z nim przez telefon byłam właściwie na 90 % pewna ,że jest wypity.On się oczywiście wypiera,ale ja już znam ten jego głos po alkoholu.Właśnie mija rok jak był spokój.I znowu się zaczyna,ja to czuję.Najgorsze jest to,że on nie poddaje się żadnemu leczeniu,nawet wszywka jest dla niego problemem i nie chce jej sobie założyć,mimo że obiecał mi to w tamtym roku jak wytrzeźwiał.Ja mam już dość takiego życia,kocham go,bardzo żal mi dzieci,ale jestem już kłębkiem nerwów.Jak tylko wyjeżdża z domu,ja cały czas się stresuję,cały czas myślę czy już zaczął pić,kiedy zacznie,jak będziemy znowu żyć bez pracy z dwójką dzieci w wieku 6 i 8 lat.przeraża mnie ta masa długu,która powstaje,z niezapłaconych rachunków,pożyczania pieniędzy,a do tego dochodzą jeszcze inne sprawy.Dobrze że mam rodziców swoich,mieszkamy w jednym domu to oni płacą za nasz prąd,wodę itd.Ale jaki to jest wstyd,nie wiem jak im w oczy spojrzeć.Co się odbijemy trochę od dna znowu na dno wpadamy.To jest nie do udźwignięcia na dłuższą metę.Poradźcie co mam robić?Wielokrotnie myślałam o rozwodzie,ale co z dziećmi.Boję się, że nie poradzę sobie sama z dwójką dzieci,nawet gdybym pracowała,nie zarobię więcej jak 1 tyś zł i na co to ma starczyć?Jak utrzymać za to 3 osoby?Powstrzymuje mnie też wstyd przed całą moją rodziną,bo to jest mój drugi mąż i co znowu nie wypał.
Mąż jest alkoholikiem i musi się leczyć.
Jeśli ciągle ktoś będzie ułatwiał mu życie, płacił za niego rachunki to będzie pił.
Czemu szkoda Ci dzieci? One czują jaka atmosfera jest w domu, mieszkacie w małej miejscowości więc pewnie wszyscy wiedzą, że mają ojca "pijaka", Ty chodzisz wiecznie zdenerwowana, one to doskonale wyczuwaja
To, że sama w pracy zarobisz 1000 zł to jedno, mąż musiałby płacić alimenty na dzieci, do tego masz pomoc rodziców.
Ja wiem,że powinien,ale co ja mogę zrobić skoro widzę,że on nie chce.Jesteśmy razem 9 lat i przez to 9 lat nie zrobił nic.Raz tylko zdecydował się na wszywkę,jak złożyłam pozew o rozwód.Zrobił to pewnie tylko dlatego żeby sędzia nie miał podstaw do rozwodu,bo tak też orzekł,skoro mąż mnie nie bije,nie awanturuje się,jest spokojny to on nie widzi podstaw do orzeczenia rozwodu.Po jakimś czasie spróbowaliśmy jeszcze raz i było cudowne 4 lata jego abstynencji.Byłam naprawdę szczęśliwa,układało nam się doskonale,mąż cały czas pracował,nie było żadnych długów,nie narzekaliśmy na brak pieniędzy,stać nas było na wczasy.Ale po 4 latach znowu się napił,w styczniu minął rok od pierwszego ciągu po takiej przerwie.Później poprawił w lipcu i był spokój do teraz.Bagatelizuje zawsze temat wszywki,mimo że mi to obiecywał wielokrotnie.później zaczął unikać tematu jak go o to zapytałam,aż w końcu stwierdził,że nie będzie sobie truł organizmu wszywkami.Dla mnie jest to właściwie jasna odpowiedź że on tego nie zrobi.Dzisiaj znowu nie mam z nim kontaktu,jest za granicą,rozmawiałam z nim około południa,wydawał się trzeźwy,ale od tej pory już nie odbiera telefonów od nikogo.Jego prywatna komórka rozładowała się,służbowej nie odbiera.Tak się zawsze dzieje jak łapie ciąg,jest wtedy nieuchwytny.I ja już od soboty to czuję,że zaczął pić.Myślę,że najgorsze dopiero przede mną,jak jutro będzie już w domu.Znowu będzie się szwędał i pokazywał ludziom w jakim jest stanie.To dla mnie straszny wstyd i moich dzieci też.Boję się,że za jakiś czas dzieci w szkole zaczną się śmiać z moich dzieciaków,że ich tata to pijak.Nie wiem co ja mam robić.Z jednej strony ciągłe nerwy i stres przechodzę,z drugiej strony nie chcę dzieciom ojca zabierać,nie chcę żeby miały niepełną rodzinę,będzie im przykro.
Agnik odezwij się do mnie na gg 9821008.Wysłałam ci już tam wiadomość.
Moje obawy się potwierdziły,on pije już drugi tydzień.Dzwonił do mnie jego szef,to co usłyszałam ludzkie pojęcie przechodzi,będzie miał prokuratora na głowie.najgorsze jest to,że nie mamy rozdzielności majątkowej i to obciążenie,które nad nim wisi,odbije się na mnie.Wyrzuciłam go z domu,po tym jak po raz pierwszy w życiu zaczął mnie szarpać,wyzwał od k...y.Dzieci były tego świadkiem,starsza córka płakała,uciekała co chwilę do mojej mamy,młodsza wydawała się twardsza,niestety w nocy za to miała sny z tym wiązane.Nie mam pieniędzy,nie mogę znaleźć pracy,dzwonię,wysyłam cv- bezskutecznie.Jestem całkowicie załamana,zdołowana,nie jestem w stanie dzieciom zapewnić godnego życia.dzisiaj się zastanawiam jak mogłam związać się z takim człowiekiem,jeżeli można go tak nazwać.
Czesc dziewczyny. Ja tez mam ten sam problem a nawet podwojny bo ojciec pije odkad pamietam a maz pil jeszcze za kawalera. Jestesmy juz razem 16 lat w tym 10 lat po slubie. nie dawal mi na zycie ani grosza wolal kupowac sam a reszta szla na piwko!!! Postanowilam ze pojde do takiej instytucji ktora pomaga kobietom ktore maja takie problemy z mezem alklholikiem. No i nie zaluje prawnik doradzil mi zebym podala go do sadu o alimenty na dzieci.Teraz mi placi co miesiac po 300zl.na kazde dziecko. nadal pije i jezdzi do lekarza bo zmusilam go zeby zaczal sie leczyc ale to nic nie dalo! Nadal pije i niczego sie nie boi nawet kuratora...czasem mam dosc tego zycia. Mamy dwoje dzieci i nie moge wyjsc z domu i nie wrocic.Chodze do psychiatry i biore leki na nerwice tyle mnie kosztuje zycie z dwoma alkoholikami...
Nie pojmuję, dlaczego związałaś się z alkoholikiem, sama piszesz, ze już przed ślubem pił.
To byla milosc i teraz tego zaluje...historia sie powtarza niestety moja mama przezyla dokladnie to samo. Teraz wiem ze to byl blad teraz blaga mnie zebym nie wyrzucala go z mojego zycia. Dopoki nie jest grozny to czekam ale nie wiem jak dlugo dam rade..
31 2013-07-13 12:12:04 Ostatnio edytowany przez Kacperina (2013-07-13 12:13:53)
Niestety wiem jak to jest
Mieszkam z ojcem alkocholikiem pijącym w dzień w dzień A ja jestem zmuszona z nim mieszkać bo nie mam gdzie sie podziać z rodziną a na wynajem nas nie stać Nawet miałam go na przymusowe leczenie zgłoszone sądowe i to nic nie dało Ledwo z osrodka wyszedł to od razu zaczoł pic Myślałam ze morze się zmieni po śmierci mamy minoł rok a on co zrobił stał sie calkowitym menelem Twierdzi ze on całe życie pił i pić będzie aż do śmierci Nawet ostatnio zaczoł mieć padaczkę alkcholową A ja w tym wszystkim jestem przytłoczona i zdołowana nie mam już sił na to Strasznie boli mnie to ze moje dzieci muszą na to wszystko patrzeć na awatury i dziadka pijącego a bym chciała zapewnić normalny dom
Niestety wiem jak to jest
Mieszkam z ojcem alkocholikiem pijącym w dzień w dzień A ja jestem zmuszona z nim mieszkać bo nie mam gdzie sie podziać z rodziną a na wynajem nas nie stać Nawet miałam go na przymusowe leczenie zgłoszone sądowe i to nic nie dało Ledwo z osrodka wyszedł to od razu zaczoł pic Myślałam ze morze się zmieni po śmierci mamy minoł rok a on co zrobił stał sie calkowitym menelem Twierdzi ze on całe życie pił i pić będzie aż do śmierci Nawet ostatnio zaczoł mieć padaczkę alkcholową A ja w tym wszystkim jestem przytłoczona i zdołowana nie mam już sił na to Strasznie boli mnie to ze moje dzieci muszą na to wszystko patrzeć na awatury i dziadka pijącego a bym chciała zapewnić normalny dom
Zmieniło się coś od tego czasu do dzisiaj?
Nie czytałam jeszcze innych postów, ale napiszę ;
Tam gdzie w związku są trzy strony : ona, on i alkohol (nałóg) nie ma mowy o żadnym życiu, które nosiło by godnie swoje miano i żadna wielka miłość tego nie zmieni
to jest jak dziurawa, wybrakowana autostrada, bez generalnego remontu (leczenie) daleko się nie zajedzie, co najwyżej skończy nad przepaścią albo i gorzej
Witam wszystkich! Jestem żoną alkoholika od 19 lat. Dotarło do mnie jakis czas temu, ze wyszłam juz za chorego człowieka. Mimo wszystko mam dylematy i wątpliwości, targaja mna rózne uczucia. Mąż pracuje za granicą. Wpada do domu raz na miesiąc lub dwa. Mamy dom, dwojke dzieci (17 i 18 lat). Mąż jest pracowity, złota raczka. Niestety jest bardzo skryty, czesto zadasany, pełen pretensji do świata, ze musi pracować, wszyscy są przeciwko niemu. Najgorsze jest to, ze jak przyjezdza to pije, czasem mniej, czaem wiecej, ale raz w roku zdarza mu się wpadać w ciąg tygodniowy. Ja czekam na męża gdy wrozi, bo przecież się nei widujemy a on popija, bo twierdzi, ze mu wolno, za e[anuje nad sytuacją. Powinna m sie cieszyc ze przyjezdza po miesiacu aja sie poprostu boje. Zycie moje polega na lęku i kreci się wokół picia męża, tzn, kiedy znowu bedzie ciag, i czy bedzie chodzi w domu podpity. A jak jest pijany to gada bzdury, pretensje wygłasza, spac sie nie da, bo chodzi po nocy, wstaje zeby sie napic. A jak juz sie podniesie z picia po detoksie to zabiera sie do roboty. Złozyłam pozew o rozwód, rozprawa w lutym 2016r. On się zaszył i mysli , ze sprawa załatwiona, rozmawiac ze mna o problemie nie chce. Jak wyjezdza czyje sie spokojna. Mimo wszystko mama obawy, wiem, ze to bedzie wielka zmiana, rewolucja w zyciu, ze przestane byc jego zona. Z jdenej strony ciesze sie spokojem i brakiem leku a z drugiej zal mi tego, ze miałam przy sobie człowieka pracowitego, ktory dbał o dom. A i jeszcze jedno, jak mu tlumaczyłam, ze jestem nieszczesliwa, to on tego nie rozumie, twierdzi, ze mam wsztystko , kase, dom, samochod inie rozumie tego, ze potrzebuje milosci, bezpieczenstwa i spokoju, i trzezwego męża. On mnie zapewnia, ze mnie kocha, bo przecież mam takie luksusy. Zupełna blokada, brak porozumienia. Prosze Was, może ktora ma takie samo doświadczenie, napiszcie coś.
Chyba w końcu powinnam się na coś zdecydować. Mój mąż pije, kiedyś robił to rzadziej i poza domem Ale od dłuższego czasu pije sam w domu bo jak twierdzi jest dorosły zarabia i to on ugotowałam zrobił zakupy.
Z reguły gdy wracam do domu po pracy i widzę że pije kolejne piwo (potrafi wyrzucać część butelek żebym nie wyliczala) staram się nie reagować czekam aż pójdzie spać
Są jednak dni gdy jego picie kończy się awantura, a następnego dnia są przeprosiny albo obraża się na wszystkich. .
Teraz od 3 dni pije wraca po pracy i pije bo znowu jak to twierdzi nie będę mu niczego zabraniac. Zastanawiam się czy dobrze robię żyjąc z nim pod jednym dachem. Czy to ze on pije a ja staram się udawać ze mnie to nie przeszkadza wzbudza w nim jeszcze większa chęć napięcia .Co robić ? Mamy dwoje dzieci wiem powinnam odejść dla nich i samej siebie Ale jednak jeszcze coś mnie trzyma przy nim..pomocy!
Wiesz, tak czytam
Jaka by choroba nie była, to choruje na nią chory, chory się z niej leczy
Przy alkoholizmie leczenie osoby wspolzuzalenzionej, polega między innymi też, na leczeniu tego "chorego razem"
Na pewno ma jakiś wpływ stopień/faza uzależnienia
Zastanawiam się tylko co dać może, rownoczesne leczenie uzależnienia, z "terapia par"
Jak znam troszkę sprawę, wydaje się mi być może, stabilność świadomości uzależnionego, podstawa do ruszania relacji, inaczej qlbo brak świadomości
Albo jedna wielka iluzja, po jednej i drugiej stronie
A już bankowo, leczenie jako choroby, hmm
Akurat ta choroba, to nie choroba w stylu katar
Poza reklamą ośrodka. To te informacje dla mnie wielka sciemą, palcem po wodzie pisane, są
Ale co mi do tego na co ludzie pieniądze wydają, jak mają ![]()