Witam wszystkich, to mój pierwszy post na tym forum ![]()
Mam pewien problem z moim facetem. Jesteśmy razem już od 1,5roku, tworzymy fajną parę, dogadujemy się, dobrze nam razem...Czuję, że go kocham. Ale jak jest z jego strony? Nie wiem. Nie jest nieśmiały ani szczególnie skryty, ale nigdy nie powiedział mi tego magicznego słowa...Czasem mam ochotę się rozpłakać, kiedyś któryś już raz słyszę "uwielbiam Cię". Mówi to praktycznie od początku naszej znajomości, myślałam, że z czasem się to zmieni, ale nadal jedyne co słyszę to uwielbienie, czasem nawet "bardzo Cię lubię"
Problem tkwi w tym, że ja niejednokrotnie mam ochotę mu powiedziec "kocham cię", ale boje się, nie chce go przerazić, odrzucić... Coraz bardziej mnie to frustruje. W lozku jest pieknie, czule, a on nagle wyskakuje z tym swoim tekstem o uwielbieniu, albo o sympatii. Szlag mnie trafia. Wtedy zaczynam się zastanawiać nad nami. Niby wszystko jest ok, fajnie, ale...Nie znam żadnych jego znajomych, jedynie tak na "czesc-czesc" (mimo, ze wynajmuja razem mieszkanie i sa w przyjacielskich stosunkach z moim chlopakiem, on zawsze izoluje mnie od nich)nie poznalam tez jego rodzicow, rodzenstwa, nikogo...A pytam o nich i dawałam do zrozumienia, że chciałabym ich poznać. On ucinał temat. Sama przedstawilam go moim rodzicom, siostrze oraz znajomym. Nie zalezalo mu jednak na zrobieniu tzw. 'dobrego wrazenia', nie dal sie nawet polubic, bo albo z nikim nie rozmawial, albo był zwyczajnie niemiły. Nigdzie razem praktycznie nie wychodzimy, jeśli już to wyłącznie z mojej inicjatywy, żaden wspólny wyjazd nigdy nie miał miejsca, bo zawsze jemu coś nie pasowało, albo nie miał pieniędzy/był zajęty. Nie rozumiem takiego zachowania. Niejednokrotnie probowalam zaczynac ten temat, a on, ze nie ma czasu na jakieś spotkanka zapoznawcze, bo duzo pracuje, uczy sie (jest na aplikacji adwokackiej i ciagle musze sluchac, jak mu ciezko i jak nic nie umiem - ja dopiero koncze prawo, sa miedzy nami 3 lata roznicy), ale ze mu zalezy na nas i na mnie.. jednak po takich rozmowach nic sie nie zmienialo.
Nie jestesmy juz malolatami, oboje bylismy w zwiazkach, nie chce go naciskac, ale chyba to nie jest dziwne, ze po takim czasie, chcialabym poznac jego rodzine, znajomych, uslyszec, ze mnie kocha, ze planuje ze mna jakas przyszlosc...Nie wiem, jak zaczac, jak go podejsc, boje sie, ze znowu mnie splawi albo oburzy sie i obroci wszystko tak, ze ja wyjde na czepiajaca sie..Moze mu po prostu na mnie nie zalezy, sama nie wiem czy jego zachowanie jest normalne, bo moj poprzedni zwiazek wygladal zupelnie inaczej. Z ex-em mielismy wspolnych znajomych, dobre relacje z rodzinami, jezdzilismy na wspólne wakacje.. Dodam tutaj jeszcze, ze z obecnym facetem początki nie były łatwe, bo przyczynil sie do rozpadu mojego poprzedniego zwiazku. Przez jakis czas nie chcialam sie wiazac, troche mialam 'schizy na punkcie byłego',ten obecny wszystko cierpliwie znosił..Pozniej mi przeszlo, pokochalam go i mysle, ze daje mu to odczuc... Szanuje jego prywatnosc, nie wcinam sie, ma mnostwo luzu, co jak podkresla bardzo sobie ceni..ale chcialabym jednak poczuc sie kims waznym w jego zyciu. A nie jakąś panią, którą "bardzo lubi" albo "uwielbia"
Moze ktos mial podobny problem i poradzi, bo ja niestety czuje sie odepchnieta i oddalam sie od niego coraz bardzeij...Znajomych ciezko prosic o rade, bo nikt za nim nie przepada i mowi, zebym dala sobie z nim spokój...