Cześć dziewczyny,
czytam Was już jakiś czas, mądrych babek tutaj nie brakuje
Może mi chociaż troszkę pomożecie.
O co chodzi.. Każdego dnia słyszę od mojego faceta że jestem gruba ;/ Przy różnych okazjach, na różne sposoby. Czasem subtelnie, czasem dosadnie. Fakt jest taki że przytyłam, faktycznie przytyłam. Na poczatku 2015 roku ważyłam 68 (wzrost 174 cm), wzięłam się za siebie, zjechałam do 62. Niestety od maja tego roku zaczęłam sobie folgować ( słodkie, biały chlebek), zaprzestałam treningów. Przyznaje sama, że odpuściłam i w efekcie mam z powrotem 67 kg. Wg wskaźników nie mam nadwagi. Ubrania nosze u góry M na dole L. rozmiar 38/40. Wydaje mi się że w ubraniu wyglądam całkiem ok.. Problem zaczyna się z nagością. Mam okropny cellulit. Większośc kilogramów poszła mi w uda, boczki, troszke w brzuch. Faktycznie nie wygląda to super apetycznie i to w nogach widać największą różnice. Nie czuję się dobrze w swoim ciele, ale on swoim gadaniem nie pomaga. Czasem biore sie, tydzien jest dobrze, cwicze, dieta itp.. ale odpuszczam… Wkurzam się kiedy mam doła, kupie sobie pączka, albo zjem białą bułke - od razu słyszę ze nie dziwne ze jestem taka gruba, że co to w ogóle jest. Albo jak sobie kolacje zrobie o godz 20 - tez słysze ze po co jem itp ( a obiad był np o 15 i jestem zwyczajnie głodna). On nie chce mnie oglądać nago. Jak z kąpieli wyjdę, to każe mi się szybko ubierać w pizamke, albo zakryć ręcznikiem, bo z tyłu np wyglądam obleśnie. Czasem łapie mnie za boczki które wystają jak się spodnie obniżą. Cały cas wypomina że nie ćwiczę, a ja po prostu…. odechciewa mi się. On może mysli że mnie motywuje cały czas zwracając uwagę na to że się zapuściłam.. a ja wręcz odwrotnie. Czuję się zdemotywowana, zdołowana, a zwykle jest mi po prostu przykro. Wiem że jest w tym dużo mojej winy. Mam bardzo słaba wolę, często słomiany zapał.. Wiem że wyglądałam lepiej te 5 kg temu.. ale czuję się teraz nieakceptowana. Seks też praktycznie przestał istnieć.. ;/ Czuje że mu się nie podobam jak kiedyś, że go nie pociagam. A to zamiast dawać mi powera do walki… bardziej działa depresyjnie. I koło się zamyka. Nie mogę zebrać się w sobie. Mam kompleksy. Nie chce chudnąć pod czyjeś dyktando
a tak sie czuje. Przychodzą też mysli - co będzie jak przytyje np w ciązy ?! Albo jak zachoruje i to odbijje sie na mojej wadze… Cięzko zyc bojąc się cały czas ze przestane być kochana dlatego że mam kilka kg za dużo..
Żeby była jasność. rozmaiwałam z nim wiele razy, tłumaczyłam, ale to nie bardzo działa. I oczywiście chciałabym schudnąć też sama dla siebie. Wstyd by.oby mi wyjść teraz na plaże. Ale on po prostu dorzuca do pieca. Mam 30 lat, on kilka więcej, jestesmy ze soba kilka lat, mieszkamy razem. Myslalam juzże to związek na całe życie.. ale prawda taka że chyba nie czuję się akceptowana. On wygląda całkiem dobrze, mimo ze zywi się głównie pączkami.. Wiadomo, inny metabolizm. Chciałabym zeby pojechal ze mna na basen czasem, poszedl na spacer, to mu sie nie chce.. no a mi byloby proscij z kims.. no ale wiadomo, nie ma co zrzucac na kogos odpowiedzialnosci. nie wiem tylko co zrobic, by zmienil podejscie i spróbowal motywowac w inny sposób niż wysmiewanie i wyzywanie. Albo żeby chociaż nic nie mowil skoro jedyne co potrfai to dopiec.. Pomóżcie dziewczyny..
