Witam,
mam na imię Agnieszka i jestem dwudziestoletnią, zamkniętą w sobie studentką z okolic Szczecina. To mój pierwszy wątek na forum, więc postanowiłam króciutko się przedstawić. Mam nadzieję, że zostanę tutaj na dłużej ![]()
Napiszę o swoim problemie, aby ulżyć trochę nerwom. Chciałabym też zasięgnąć obiektywnej rady od ludzi, którzy mnie nie znają. Mam nadzieję, że mogę na Was liczyć. Przepraszam z góry za wielkość tego posta i przynudzanie. ![]()
Cztery dni temu zerwał ze mną chłopak, postąpił dość nieuczciwie, ponieważ zrobił to przez Internet. Zerwanie w ten sposób uzasadnił sześćdziesięcio- kilometrową odległością między nami. Poznaliśmy się w październiku, kiedy zaczął się rok akademicki i zaczęliśmy razem studiować. Pech/ szczęście przydzieliło nas do tej samej grupy. P. jest metalowcem. Nosi długie włosy i glany, a muzyka której słucha jest ciemniejsza od jego ubioru. Od pary lat gra na gitarze w kilku zespołach. Twierdzi, że trafił do tej subkultury po rozstaniu z dziewczyną i jest to jego pasja, coś, co chce w życiu robić. Ja natomiast jestem zbłąkaną owcą, która fatalnie odnajduje się w obcym otoczeniu i nie zyskuję sympatii innych ludzi. Mam problemy z wyrażaniem własnego zdania i jestem chorobliwie nieśmiała. Z czasem P. zaczął okazywać zainteresowanie mną. Pisał codziennie, gdyż jak twierdził wstydził się zagadać wprost, bo urzekłam go wyglądem i skromnością. To jak mówił o tym, co robi sprawiło, że przykleiłam mu metkę nadętego bufona i egocentryka, sam też podzielał moje zdanie. Byłam w szoku, kiedy dowiedziałam się o jego przelotnym seksie z nieznaną dziewczyną. "Ciekawość mnie zżerała jakie to uczucie. Po stosunku przez 3 dni tego żałowałem" Trzy dni żałował! Ciągle imprezował. Po pewnym czasie wyznał mi, jak raniły go kobiety, a ja zwierzałam się ze swoich problemów. Zbliżyliśmy się i w marcu zostaliśmy parą. Nie odstępował mnie na krok, ciągle tulił i mówił, że kocha i nie może przestać tego mówić. Byłam tą inną, wyjątkową, nie manipulowałam nim jak jego poprzednie partnerki, które rozkazywały mu przerwać próby, bo w przeciwnym razie odbiorą sobie życie. Było jednak jedno ale... Martwiłam się o niego. O jego hulaszcze życie. Wiedziałam, że metal to jego pasja, więc przed żadnym wyjazdem i koncertem nie zatrzymywałam go, ale czasem mówiłam jak się o niego troszczę i boję, bo wiem, jak takie imprezy wyglądają. Uspokajał mnie i kazał zaufać. Tak zrobiłam, do czasu, kiedy usłyszałam o nim dziwne rzeczy...że flirtuje z dziewczynami, upija się i jest agresywny. Gdy powiedziałam mu o tym, wściekł się i zaprzeczył twierdząc, że ma wielu wrogów. Kłóciliśmy się rzadko. Największa DWUDNIOWA kłótnia była o seks, którego ja nie chciałam. Kiedyś stwierdził, że ograniczył picie, wulgarność, (niesamowitą ) nerwowość i imprezy. Co prawda była drobna poprawa, ale nieznaczna. Jednak i to doceniałam. Oświadczył mi niedawno, że wyjeżdża na Brutal Assault do Czech mimo, że wiedział jak się boję, znał moją tolerancję i cierpliwość, którą musiałam włożyć w nasz związek. Zareagowałam na to tak obojętnie, jak tylko mogłam. Chciałam zwyczajnie odpocząć od zamartwiania się o niego, o którym nie mówiłam mu jednak zbyt często. W toku dalszej rozmowy pod wpływem nerwów powiedziałam mu, że jest strasznym imprezowiczem i nie bierze mnie pod uwagę w planach. Obraził się. "Nikt mnie dawno tak nie obraził". Uniósł się swoją dumą. I kilkudniowa cisza. Po kilku dniach zerwał ze mną, twierdząc, że nie cieszę się jego szczęściem, że wyjedzie, (a przecież powinnam), że nie pasujemy do siebie i że wmówiłam sobie o nim nieprawdziwą opinię. Próbowałam mu przetłumaczyć, że to było z czystej miłości i że nie chciałam niczego złego. Na koniec powiedział, że kocha mnie i od wielu lat chce mu się płakać.
Cisza. Wciąż cisza. Uszanowałam jego zdanie, bo chciałam, aby był szczęśliwy. Jednak serce pęka mi z rozpaczy, wciąż popłakuję i czasem nawet gorączkuję. Nie widzę bez niego sensu dalszego życia. Czy zrobiłam coś złego? Jeśli tak, w czym tkwi mój błąd? Tak bardzo go pokochałam, że chyba bym mu wybaczyła, zwłaszcza, że wiem z jego opowiadań, że ma tendencję do proszenia o powrót. Co jeśli tak się stanie? Jakie jest najsensowniejsze i najrozsądniejsze rozwiązanie? Czy jestem zwyczajnie głupia, że czegoś nie widzę? Jestem tą złą? ;(
Proszę o pomoc...
