netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czy to znowu ja robię z igły widły ?

42 odpowiedzi6 183 wyświetleniazałożony przez rowerowa, 05.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 43 ]

1

Temat: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Zacznę od tego, że już wcześniej myślałam o rozstaniu. Ale nasze stosunki znacznie się poprawiły i myślałam, że tak już zostanie.
Niestety pojawiły się kolejne problemy i na dzień dzisiejszy czuję się kompletnie zawiedziona, wypalona, kocham, ale mam żal, który nie wiem czy wogóle minie.
Problemy są dwa:

1. Wakacje
W zeszłym roku z powodu wielu problemów, które wówczas mieliśmy nie było możliwości wyjechania na wakacje. W tym roku mieliśmy to nadrobić. Planowaliśmy jechać za granicę. Cieszyłam się, że pojedziemy sami, pobędziemy razem, odpoczniemy, zabawimy się etc. Kilka tygodni przed wyjazdem podczas luźnej rozmowy zapytał, co bym powiedziała, żebyśmy pojechali jeszcze z kimś. Oczywiście wiedziałam, że chodzi o jego kolegę, dobrego kolegę, którego ja nie cierpię. Powiedziałam, że nie wyobrażam sobie tego, bo to miały być nasze wspólne wymarzone wakacje i nie chcę się z kimś męczyć. Ze znajomymi można jechać na domek nad jezioro, a nie na wczasy za granicą. Myślałam, że temat jest skończony. Niestety po 2 czy 3 tygodniach zostałam poinformowana, że zaproponował koledze wyjazd z nami. Kolega się zgodził i był bardzo zadowolony. A że nie chciał być '5 kołem u wozu' postanowił zabrać ze sobą (!) swoją nową przyjaciółeczkę. Młodziutką dziewczynę, dopiero po szkole, wypacykowanę, miss piękności, uważającą na paznokcie etc... Nikt z nas jej dobrze nie znał.
Myślałam, że oszaleję. Poczułam się ... no fatalnie. Podjął za mnie decyzje i zmienił sam nasze plany. Zaprosił ludzi, którzy mi nie odpowiadają. Kolegi wprost nie znoszę, jest jak rzep, wstyd z nim się pokazać ze względu na jego zachowanie. Dziewczyny kompletnie nie znałam. Wyjazd 2 tygodniowy z ludźmi których się nie lubi i kompletnie nie zna. On oczywiście nie widział w tym nic złego i to ja przecież przesadzałam.
Powiedziałam, że jeśli się nic nie zmieni to ja po prostu nie pojadę i mogą sobie jechać sami. Zwłaszcza, że miał to być NASZ wyjazd.
Ale widocznie ze mną samą by się nudził.
Po kilku kłotniach, ja pojechałam do rodziców, on cały wyjazd odwołał twierdząc, że to moja wina.
Rozumiem, może i przesadziłam, ale jak można aż tak się nie liczyć ze zdaniem drugiej osoby ? Samemu zmieniać wspólne plany ?

2. Kobieta
Firma mojego faceta nie posiada swojej floty pojazdów. W sytuacjach, gdy muszą gdzieś wyjechać wynajmują samochody od firmy w której mają umowę. Zdarza się to może 3-4 razy w miesiącu. Po samochód zawsze jedzie mój facet. Osoba, które wydaje pojazd to kobieta. Umawiają się telefonicznie, zazwyczaj u niej pod domem na odbiór samochodu. Kobieta jest starsza i to dużo, generalnie mogłaby być jego matką. Ale strasznie denerwuje mnie jej zachowanie. Ma dziwny sposób pisania smsów, jakieś wielokropki, życzenia miłego dnia, pozdrowionka, buziaki. Często zaprasza go na kawę, bo twierdzi, że nie ma gotowych dokumentów i ona je szybko przygotuje. Po rozmowie z facetem powiedział, że ona taka po prostu jest, że pewnie chce być miła, że przecież jest stara i nic ich nie łączy, nie mam się o co martwić. Powiedziałam, że nie życzę sobie, żeby tam do niej łaził, że dziwię się że kobieta jest taka nieprofesjonalna. Zgodził się, mówił, że nie ma problemu. Zapraszała go jeszcze kilka razy, o czym mi powiedział, ale nie był tam mówiąc, że się spieszy. Ostatnio miał jechać po auto o 19. Zadzwoniła, że jednak po 20, bo stoi gdzieś w korku. Zadzwoniła o 21 że dotarła i że można podjechać po samochód, zapytała czy wpadnie na kawe. o 21 ! Powiedział, że dziękuje, ale nie ma czasu. Po tej ich rozmowie ja pojechałam do domu, bo miałam go dość (ale z innego powodu, z powodu tych wakacji). Zapytałam na drugi dzień czy był u niej na kawie. Powiedział, że nie. Wczoraj podczas rozmowy przez telefon weszliśmy na temat samochodów i się wydał. Powiedział, że jednak był wtedy u niej. Że pojechał po samochód, ale zszedł jej mąż (współwłaściciel firmy) i zaprosił go na górę, bo chcą wziąć nowe samochody i chciał z nim skonsultować jakie są nabardziej potrzebne w firmie mojego faceta. Zatkało mnie. Okłamał mnie. Powiedziałam mu, że się zawiodłam po raz kolejny... że mnie oszukał. Stwierdził... że nie okłamał mnie, bo on nie był u niej na kawie tylko u jej męża porozmawiać. Po tych słowach zakończyłam rozmowę, bo nie miała ona sensu...


Czy to ze mną jest coś nie tak ?
Wydaje mi się, że nie wymagam dużo... szczerości, tego, że decyzje podejmuje się wspólnie i szanuje zdanie drugiej osoby. Zawsze wszystko jest tak jak on chce, jak on zaplanuje. Czy to ja jestem może aż taka zła i zaborcza ?

W tej chwili nie widzieliśmy się odkąd pojechałam do rodziców, jestem u nich już 1,5 tygodnia. On odzywa się sporadycznie, bo twierdzi, że powinnam się zmienić, że jestem czepliwa i on ma tego dość. Ja uważam, że to on się ze mną nie liczy, nie obchodzi go moje zdanie, ciągle tylko słyszę o jego koledze (kolega to, kolega tamto, kolega dzwoni po 20 razy dziennie nawet z informacja ze na sniadanie jadl jajko...). To ja się czuje jak 5 koło u wozu.
Do dupy.

2

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

czesc rowerowa,
co do wakacji zgodze sie.

co do tej historii z samochodem, powiem tak:

piszesz , ze wymagasz szczerosci
Czy aby na pewno?
czy nie mylisz szczerosci z jakims "spowiadaniem sie " z kazdej spedzonej chwili?

On jest dorosly, Ty jestes dorosla, SAMI odpowiadacie za to co robicie.On przeciez nie potrzebuje Twojej zgody na to by wejsc / lub nie wejsc do kogos na kawe.
Dlaczego tak sie tego boisz? Bo na moje wyczucie -boisz sie.

Moge sobie wyobrazic, ze go to meczy

3

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Masz rację boję się. Mam problemy z zaufaniem. Ale widzę też, jak zachowuje się ta kobieta. On tego nie widzi.

4

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Witam,

Przepraszam jeśli Cię urażę ale jak sobie czytam tak twój post to pierwsze co mi się nasuwa to "zazdrośnica". Mam wrażenie jakbyś chciała mieć tego faceta tylko dla siebie, zazdrosna o kolegów, nawet o koleżankę kolegi bo młoda, bo ładna.......
Ok. z wakacjami zrobił po świńsku, ale może ma dość bycia tylko we dwoje, wszędzie razem i ciągle za rączkę.
Jak będzie chciał to i tak zdradzi, trzymany na smyczy "o której wrócisz, a czemu tak długo,.."  pewnie jeszcze szybciej.
Może sama też zaszalej, też stwórz sobie grono koleżanek którym też będziesz opowiadać że jadłaś jajko ;-) a wtedy przestaniesz się skupiać tylko na tym co on robi, co do kogo mówi. Mężczyzna to nie pies na smyczy ani jedyny życiowy cel.
Oczywiście nie znam CIę i trudno tak mówić ale po formie postu przyznałabym mu jednak rację co do zaborczości.

Pozdrawiam,

5

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?
rowerowa napisał/a:

Masz rację boję się. Mam problemy z zaufaniem. Ale widzę też, jak zachowuje się ta kobieta. On tego nie widzi.

rozumiem.

mowisz, ze on tego nie widzi..
hmm..przyjmijmy, ze ma na niego, mowiac kolokwialnie ,chrapke,bo zdaje sie tego sie obawiasz.
I co se dzieje ?
Przeciez nie jestes w stanie "ochronic " go przed wszystkimi kobietami swiata(ktore gdzies tam w tle beda sie przewijaly zawsze )

ale Ty CHCESZ to robic .

Ty chcesz roztaczac nad nim parasol ochronny i patrzec/ dostrzegac/decydowac jakby to powiedziec... ZA NIEGO.

Chyba nie tedy droga

6

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Nie ograniczam go.
Tak z wakacjami postąpił po świńsku, bo planowaliśmy je od początku we dwoje a on sam to pozmieniał, bez porozumienia ze mną.
Jeśli chodzi o jego kolegę, nic nie mam do ich znajomości, fajnie że dobrego kumpla ma, tylko krew mnie zalewa jak od rana wydzwania telefon, i tak co 1,5-2 godziny, z kompletnymi bezdetami. Nieraz do łóżka nie można spokojnie iść, bo w trakcie telefon dzwoni...

Wiem, że go nie schowam pod parasolem. Mówiłam mu tylko, że jej zachowanie mi się nie podoba i nie chciałabym, żeby ją odwiedzał w domu. Tyle. To on się minął z prawdą, poza tym on nie widzi, żadnego problemu, bo ona jest tylko miła.

7

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?
rowerowa napisał/a:

Nie ograniczam go.
Tak z wakacjami postąpił po świńsku, bo planowaliśmy je od początku we dwoje a on sam to pozmieniał, bez porozumienia ze mną.
Jeśli chodzi o jego kolegę, nic nie mam do ich znajomości, fajnie że dobrego kumpla ma, tylko krew mnie zalewa jak od rana wydzwania telefon, i tak co 1,5-2 godziny, z kompletnymi bezdetami. Nieraz do łóżka nie można spokojnie iść, bo w trakcie telefon dzwoni...

Wiem, że go nie schowam pod parasolem. Mówiłam mu tylko, że jej zachowanie mi się nie podoba i nie chciałabym, żeby ją odwiedzał w domu. Tyle. To on się minął z prawdą, poza tym on nie widzi, żadnego problemu, bo ona jest tylko miła.

a jakbys troche nad tym zaufaniem popracowala, rowerowa?
jakbys przyjela , ze on nie chce Cie zdradzac, ze chce Ci byc wierny, ze nie masz powodu zyc w obawie.
Niech sobie chodzi na kawe do niej, albo z inna. daloby sie ?Bo wiesz mozna chodzic na kawe, na tysiac kaw z roznymi kobietami/mezczyznami i NIE ZDRADZAC.

jak przyjmiesz taki punkt wyjscia, to swiat wyglada calkiem inaczej. Sprobuj.

8

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Z wakacjami , bardzo niefajnie. I miałaś pełne prawo się wkurzyć.

Co do tej kobiety. Przyznam szczerze,że dla mnie to co zrobił to też było kłamstwo. I nikt nie mówi tu o spowiadaniu się z tego co Twój facet robi. Ale zapytałaś a on skłamał.
Myślę,że to zrobił żeby mieć temat 'z głowy'.

Nie wiem co mogę Ci poradzić, naprawdę. Ale nie sądzę żeby to były 'z igły widły'

9

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

No właśnie głównie chodzi mi o to kłamstwo.
Gdy rozmawialiśmy kiedyś powiedział, że nie ma problemu w tym, żeby nie chodzić do niej na kawki. Nie jest mu to potrzebne do niczego.
Ale poszedł... to raz. A dwa skłamał. Bo rozmowa wygladała mniej więcej tak:
- czuję się oszukana, bo pytałam czy byłeś u niej na kawie i powiedziałeś, że nie.
- bo ja nie byłem u niej na kawie, tylko u niego porozmawiać, a to różnica.

Bardzo subtelna różnica.

Wiem, że gdybym przystopowała byłoby mi lżej. Pracuje nad tym, ale takie właśnie sytuacje mi w tym nie pomagają sad

10

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?
rowerowa napisał/a:

No właśnie głównie chodzi mi o to kłamstwo.
Gdy rozmawialiśmy kiedyś powiedział, że nie ma problemu w tym, żeby nie chodzić do niej na kawki. Nie jest mu to potrzebne do niczego.
Ale poszedł... to raz. A dwa skłamał. Bo rozmowa wygladała mniej więcej tak:
- czuję się oszukana, bo pytałam czy byłeś u niej na kawie i powiedziałeś, że nie.
- bo ja nie byłem u niej na kawie, tylko u niego porozmawiać, a to różnica.

Bardzo subtelna różnica.

Wiem, że gdybym przystopowała byłoby mi lżej. Pracuje nad tym, ale takie właśnie sytuacje mi w tym nie pomagają sad

a ja zapytam tak:
a dlaczego sklamal?
jak myslisz?

11

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Rowerowa,

z jakiegos powodu czujesz sie w tym zwiazku niepewnie i nie masz poczucia bezpieczenstwa.
Zastanow sie dlaczego?
Na razie z tego co piszesz widac tylko objawy jakiegos problemu (te objawy to m.in zazdrosc), a nie znamy przyczyny. Nazwij ten problem to bedzie latwiej cos z tym zrobic.

12

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Ja właśnie sama nie wiem w czym tak naprawdę tkwi ten problem.
Mam problem z zaufaniem, bo kilka razy się zawiodłam na nim, może chodziło pierdoły (pisał z jakąś dziewczyną przez 2 dni, gdy się pokłóciliśmy, czy nie powiedział całej prawdy, żeby nie było afery), które dla mnie np pierdołami nie są.
Może chodzi o to, że nie lubię siebie, nie podobam się sobie, mam kompleksy, skąd wszędzie widzę zagrożenie ?
Druga sprawa, że mam wrażenie, że jestem na doczepkę, że nikt się z moim zdaniem nie liczy, z moimi uczuciami, potrzebami, chociaż on twierdzi, że tak nie jest.
Nie wiem...

13 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-08-05 12:18:24)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?
rowerowa napisał/a:

Ja właśnie sama nie wiem w czym tak naprawdę tkwi ten problem.
Mam problem z zaufaniem, bo kilka razy się zawiodłam na nim, może chodziło pierdoły (pisał z jakąś dziewczyną przez 2 dni, gdy się pokłóciliśmy, czy nie powiedział całej prawdy, żeby nie było afery), które dla mnie np pierdołami nie są.
Może chodzi o to, że nie lubię siebie, nie podobam się sobie, mam kompleksy, skąd wszędzie widzę zagrożenie ?
Druga sprawa, że mam wrażenie, że jestem na doczepkę, że nikt się z moim zdaniem nie liczy, z moimi uczuciami, potrzebami, chociaż on twierdzi, że tak nie jest.
Nie wiem...

a jednak wiesz.
sama siebie "zdiagnozowalas"
moze warto byloby cos z tym zrobic?jak zmienisz myslenie o sobie . to zmieni sie i Twoje myslenie o  innych, o zwiazkach WOGOLE.Przestaniesz widziec zagrozenie.

bo w tej chwili zarzucasz jemu cos, co jest Twoim problemem.
Zaden czlowiek tego dlugo nie wytrzyma.
Nie zrozum  mnie zle...jestes na pewno wartosciowa, madra dziewczyna. Ale kazdy ma swoje "demony " jak ja to mowie, czy slabosci. I Ty tez.
Ale z nimi mozna cos zrobic.

Bo bedziesz to ciagnela przez wszystkie kolejne zwiazki...tylko chlopak bedzie inny...

14 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-08-05 12:15:19)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?
rowerowa napisał/a:

(...)
Może chodzi o to, że nie lubię siebie, nie podobam się sobie, mam kompleksy, skąd wszędzie widzę zagrożenie ?(...)

Bingo! Tak to jest ten problem, największy. Musisz coś z tym zrobić, bo będzisz ciągle osaczała mężczyzn, a oni będa uciekali.

15

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Staram się, wlaczę z kompleksami dietą i ćwiczeniami. Wyszłam do ludzi na fitness i inne zajęcia. Niedługo zacznę kolejne studia.
Wszystko idzie wolno, ale tego się spodziewałam.
Sęk w tym, że mimo to, czasami czuję się po prostu gorzej, jakoś oszukana, nierozumiana, kompletnie odcięta...

16 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-08-05 12:27:09)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?
rowerowa napisał/a:

Staram się, wlaczę z kompleksami dietą i ćwiczeniami. Wyszłam do ludzi na fitness i inne zajęcia. Niedługo zacznę kolejne studia.
Wszystko idzie wolno, ale tego się spodziewałam.
Sęk w tym, że mimo to, czasami czuję się po prostu gorzej, jakoś oszukana, nierozumiana, kompletnie odcięta...

a myslalas , zeby sobie jakos pomoc?
wiesz, ze dac sobie pomoc , to nic strasznego...?

bo pisalas wczesniej o rozstaniu.
W tym wypadku rozstanie, to bylaby tylko ucieczka.

17 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-08-05 23:58:17)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Okłamał cię więc on już cię zdradził lepiej odpuść go ona niema nic tu do tego, natychmiast najmij detektywa link usunięty i jeśli coś wyjdzie to załatw sobie dobrego adwokata.

Miriamm napisał/a:

Rowerowa,
z jakiegos powodu czujesz sie w tym zwiazku niepewnie i nie masz poczucia bezpieczenstwa.
Zastanow sie dlaczego?
Na razie z tego co piszesz widac tylko objawy jakiegos problemu (te objawy to m.in zazdrosc), a nie znamy przyczyny. Nazwij ten problem to bedzie latwiej cos z tym zrobic.

Koleżanki on ją zdradza, proszę was nie mydlcie jej oczów,  rozmowa to coś więcej niż kawa, kochanka nie jest niczemu winna!!!  jest test na wierność ale wpierw trzeba wyrobić konto, na szczęście email może być fikcyjny, wiem bo tam też  moderowałem
link usunięty
Detektyw wszystko wyjaśni, jeśli cię nie zdradza to będziesz mogła być spokojna bo będziesz wiedziała że do niczego nie doszło, na razie...

18

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Może i ucieczka. Ale on takimi zachowaniami jak w sytuacji z wakacjami, wcale mi nie pomaga, tylko zniechęca i dobija jeszcze bardziej.

19

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Z wakacjami faktycznie, postąpił jak chciał, całkowicie ignorując Twoje zdanie. O tym należałoby poważnie porozmawiać. Dodatkowo, obarczył Ciebie winą za to, że wyjazd nie doszedł do skutku, on jest czysty w oczach znajomych a Ty jesteś tą wredną strzelającą fochy zołzą.
Co do wypożyczalni samochodów, cóż, być może kobieta faktycznie go podrywa, ja bym się zbytnio takiej konkurencji nie obawiała, wręcz byłoby to dla mnie zabawne. A robienie awantury o rozmowę z mężem to faktycznie nadwrażliwość. Być może tu nie usłyszałaś całej prawdy bo zbytnio go kontrolujesz, zmuszasz do "spowiedzi" z każdej chwili spędzonej bez Ciebie, a to strasznie irytujące i nie do wytrzymania na dłuższą metę.
On popełnił błąd Ty również, teraz trzeba usiąść razem na tyłku przeprosić się i przedyskutować co teraz ze sobą zrobić.

20

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?
rowerowa napisał/a:

Może i ucieczka. Ale on takimi zachowaniami jak w sytuacji z wakacjami, wcale mi nie pomaga, tylko zniechęca i dobija jeszcze bardziej.

no tak, ale jak nic z tym problemem nie zrobisz , tylko wybierzesz te ( mniej bolesna -przyznaje ) ucieczke, to to wlasciwie nic nie da. bedziesz w tym samym dokladnie punkcie.

Bo to jest tak: sama przeciez nie chcialabys , zeby ktos ( Twoj chlopak ) decydowal za Ciebie , prawda ?Zeby wchodzil na Twoja przestrzen , terytorium .Bo ona jest wazna dla naszego zdrowia psychicznego. Chcemy sami o sobie decydowac. Nie chcemy , by to robil ktos inny.

I teraz odwroc sytuacje.
Dlaczego Twoj chlopak nie ma miec do tego prawa ?

trzeba szanowac swoja przestrzen i przestrzen drugiej osoby

21 Ostatnio edytowany przez AdrianDąbrowski (2013-08-05 12:44:44)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Dziewczyno przeczytaj mój post powyżej on zdradza, stąd te kłamstwa.
Możemy porozmawiać na PW

22

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Rowerowa,

z niskim poczuciem wlasnej wartosci nie walczy sie na silowni. Wiesz dlaczego? Bo gdybys sie lubila, i uwazala ze jestes super, to nie przeszkadzalyby Ci jakies drobne wady sylwetki.
A jak Ty uwazasz, ze jestes super i sie szanujesz inni Cie tez szanuja. Jesli nie - jest odwrotnie.
Kazdy wyczuje czlowieka z niskim poczuciem wlasnej wartosci, bo widac niepewnosc. Kazdy facet to wyczuje, Twoj tez!
Marsz do psychologa :-)

23

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Chyba wolałabym z tym walczyć poza gabinetem psychologa...
Na siłowni może i nie, ale jak widzę poprawę wyglądu to jakoś lepiej na serduchu smile I humor lepszy smile

24

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Rowerowa, zaraz po Twoim pierwszym poscie czulam, ze jwstes zakompleksiona osoba.
Ok, z wakacjami, jak juz inni pisali, przesadzil, ale jak dlugo masz zamiar to wypominac? Duzo osob lubi jezdzic grupa na wakacje, czy w kraju, czy zagraniczne.
Piszesz, ze nie chcesz jechac z ludzmi ktorych nie znasz i nie lubisz, jak mozna kogos nie lubiec, nie znajac go hmmm??? To ze kolezanka kolegi Twojego faceta dba o siebie, jest ladna itd chyba najbardziej Cie zdenerwowalo. Ale dlaczego? Chcesz wybierac mu kobiety z jakimi ma sie spotykac? Moze troche mniej oceniaj ludzi dopoki ich dobrze nie poznasz??;) czasami pozory myla, uwierz mi...
Co do tej kobiety, i calej sytuacji. Nie dziwie mu sie ze oklamal. Pewnie juz ma dosc pretensji, klotni itd. Kazdy by mial. Bo ile mozna? Tez czasami mu odpusc i poprostu nie pytaj.

Adrian, nie przesadzalabym... wink nie mam pojecia skad Twoje wnioski, ze ja zdradza.

Wiesz rowerowa. Bylam podobna do Ciebie, dopoki nie bylam z facetem ktory robil dokladnie to samo. Dopoki nie poczulam co to znaczy. Teraz buduje nowy zwiazek, bywa ciezko, jednak caly czas mam w glowie, zeby robic tak, zeby wiedzial co straci jak np bedzoe chcial odejsc. Bo tak naprawde na sile czlowieka przy sobie nie utrzymasz. No niestety, ale sie nie da.. a tez wieczne osadzanie o cos czego sie nie zrobilo bywa cholernie meczace...

25

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

A ja się nie zgodzę ćwiczenia bardzo dobrze kształtują nie tylko sylwetkę ale i poczucie własnej wartości. To jest rodzaj pracy nad sobą, która wzmacnia nie tylko ciało, ale i psychikę.
Chociaż wydaję mi się, że to i tak troszkę za mało w przypadku autorki.

Adrian daj pokój z tą zdradą, dokonujesz nadinterpretacji powierzchownych faktów.

26

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Kompletnie nie chodziło mi o wygląd dziewczyny, z którą mieliśmy jechać. Była wymalowaną lalą, ale jak dla mnie mogła być nawet miss marsa. Średnio mnie to obchodziło. Ważne było dla mnie to, że umawialiśmy się na wyjazd WE DWOJE, a on bez porozumienia zaprosił kolege (którego nie cierpię) a ten kolega zaprosił swoją lalę, której nie znamy. Nie oceniam jej. Chodziło mi o to, że raz - powinien był skonsultować to ze mną, a nie robić teraz ze mnią najgorszą, bo przeze mnie wyjazd się nie odbył. A dwa - nie miałam zamiaru jechać z kimś kogo nie lubię oraz z kimś kogo nie znam - bo to miały być nasze wakacje, poza tym nie czułabym się swobodnie. Nigdy nie wiadomo na jakich ludzi się trafi, a z wyjazdami gramdami mamy oboje niemiłe wspomnienia.

A z tą kobietą już mówiłam. Rozmawialiśmy o tym i było niby wszystko ok. Zabolało mnie to, że mnie okłamał. Bo zapytałam - okłamał. Po tygodniu powiedział jak było naprawdę. To mnie boli znacznie bardziej niż to, że wogóle tam poszedł.

I tak, owszem, każdy ma prawo sam o sobie decydować. Z tym, że zawsze jest tak jak on chce, planowanie odbywa się pod niego i jakoś zawsze się dostosowywałam. Zaczęło mi to przeszkadzać, gdy zauważyłam, że moje zdanie nie ma kompletnie znaczenia. moje decyzje również.
Nigdy nie jest tak, że wina leży po jednej stronie. Z tym, że ja swoją widzę, on też...widzi tylko moją.

27

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Widzisz, bo pozwolilas na to, zeby to on decydowal. Pewnie nawet jesli czegos nie chcialas, a on sie do rego przyzwyczail, bo i tak sie zgodzisz;) ja jestem ciekawa czy wy potraficie ze soba gadac nie ovwiniajac siebie nawzajem. To jest najwazniejsze, rozmowa. Zawsze mozna pojsc na jakis kompromis, trzeba tylko chciec.

Agnij, owszem, cwiczenia pomagaja, endorfiny itd duzo daja, sama widze po sobie, stalam sie bardziej zrelaksowana, wyluzowana, zle emocje odchodza razem z potem. Ale czy to pomoze autorce z zazdroscia? Nie wiem... czasami naprawde warto jest wybrac sie do psychologa, nawet tylko kilka razy, zeby wiedziec jak sobie z dana rzecza poradzic.
Ja osibiscie powinnam sie wybrac na terapie ze4lata temu, caly czas to odkladam na pozniej, tylko ze ja caly czas jestem za granica a chcialabym pojsc do konkretmej osoby. Ale w dzisiejszych czasach terapia to zaden wstyd

28 Ostatnio edytowany przez rowerowa (2013-08-05 20:04:39)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Ja rozumiem, że nieraz przesadzam. Ale są pewne granice.
Nie czuje się winna wszystkiemu co się dzieje w naszym związku.
Ile razy było tak, że mi coś obiecał ale było to tylko gadanie. Ile razy powiedział, że było tak, a było inaczej.
Mój brak zaufania to nie jest tylko mój głupi wymysł.

On widzi nic złego w tym, że po raz kolejny mnie okłamał. Ani w tym, że znowu nie liczył się z moim zdaniem.
On nie kłamie, on nie mówi tylko całej prawdy od razu. A to ja jestem nienormalna i powinnam się zmienić.

Może i czasem przesadzam. Ale nie będę się zmieniać na siłę dla kogoś, kto ewidentnie chce mnie urobić pod siebie.
Bo jak siedzę cicho i nie mam swojego zdania to jest cacy !

Zdenerwowana jestem, bo rozmawialiśmy właśnie przez telefon i był zdziwiony, że mam żal o to, że mnie okłamał.
Przecież 'powinnam się leczyć', bo się obrażam a on nic złego nie zrobił, kłamstwo to nie było.

Mam dość. Jak zwykle to ja jestem ta zła. Od zawsze.

29 Ostatnio edytowany przez rowerowa (2013-08-06 11:54:44)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Dzisiaj znowu mam kiepski dzień ;(

Ciągle myślę, dlaczego to ja zawsze jestem winna za całe zło w tym związku ?
Czy naprawde jestem, aż taka beznadziejna i nie nadaje się do wspólnego życia ?
Czemu ja mam się zawsze zmieniać, dostosowywać... a on ?
Nie jest przecież idealny. Nie liczy się z moim zdaniem. Mam wrażenie, że kompletnie go nie obchodze.
Będzie między nami dobrze jak się zamknę, będzie tak jak on chce i nie będę miała o nic zalu i pretensji.
A mam żal, ten cholerny żal, o takie nawet pierdoły, które dla mnie są ważne.
Chciałabym to ja czuć się na pierwszym miejscu, kochana, bezpieczna. A nie być zawsze na którymś dalszym miejscu. Bo tak się czuje...
Po kolegach, jego pasji, pracy...dopiero gdzieś tam jestem ja sad

Marze o spokoju, o prawdziwym spokoju. O tym, zeby czuć się naprawdę kochaną, tak do utraty tchu. O tym, żeby czuć się bezpieczenie przy facecie, wiedzieć, że mogę być jego pewna.

Marudzę, wiem.


A z aktualności: Nadal jestem w domu rodzinnym. Zadzwonił wczoraj wieczorem. Powiedział, że niedługo wraca z pracy. Powiedział, że chciał być ze mną szczery i powiedzieć mi, że był u nich w domu, ale widocznie mnie trzeba okłamywać żeby był spokój.
Nie zrozumiał, że mnie nie zabolało to, że tam byl, tylko to, że jak pytałam wcześniej to skłamał. Rozmowa się skończyła.
Przecież ja nie robię kłótni, nie czepiam się... powiedziałam tylko, że mi przykro, że wcześniej powiedział co innego, a dopiero teraz prawdę. Tylko tyle... Napisał później sms, że już jest w domu.
Nie odzywam się póki co. Nienawidzę kłamstwa, a z każdym kolejnym nawet błachym tracę zaufanie coraz bardziej...
Ja się chyba nie nadaję do życia z kimś.

30 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-06 12:17:47)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Witaj...
Po tym co piszesz jednoznacznie widzę, że dalej tkwisz w więzieniu swojego związku. A wynika to z tego:

rowerowa napisał/a:

Ciągle myślę, dlaczego to ja zawsze jestem winna za całe zło w tym związku ?
Czy naprawde jestem, aż taka beznadziejna i nie nadaje się do wspólnego życia ?
Czemu ja mam się zawsze zmieniać, dostosowywać...

To jest destrukcyjne myślenie będące wynikiem toksycznego związku z partnerem, Twojego niemalże narkotycznego uzależnienia od jego "wirujących" i zarazem mających negatywny wpływ na Ciebie emocji. To jest jak wir, który Ciebie w ten konwejer bezsensownych myśli wciąga.

rowerowa napisał/a:

a on ?
Nie jest przecież idealny. Nie liczy się z moim zdaniem. Mam wrażenie, że kompletnie go nie obchodze.
Będzie między nami dobrze jak się zamknę, będzie tak jak on chce i nie będę miała o nic zalu i pretensji.
A mam żal, ten cholerny żal, o takie nawet pierdoły, które dla mnie są ważne.

A on to egoistyczny, narcystyczny, z osobowością schizoidalną partner, stosujący wobec Ciebie wszelkiej maści szantaż emocjonalny. Osobnik określany mianem Piotrusia Pana.

rowerowa napisał/a:

Chciałabym to ja czuć się na pierwszym miejscu, kochana, bezpieczna. A nie być zawsze na którymś dalszym miejscu. Bo tak się czuje...
Po kolegach, jego pasji, pracy...dopiero gdzieś tam jestem ja sad
Marze o spokoju, o prawdziwym spokoju. O tym, zeby czuć się naprawdę kochaną, tak do utraty tchu. O tym, żeby czuć się bezpieczenie przy facecie, wiedzieć, że mogę być jego pewna.

Zapomniałaś o jego rodzinie wink
Zalatuje to trochę takim egoizmem, w którym to Ty miałabyś być w epicentrum jego uwagi. Nie mniej jednak wiem, że jest to zdrowy egoizm u Ciebie wink

rowerowa napisał/a:

Marudzę, wiem.

Nie Ty pierwsza i nie ostatnia, norma wink

rowerowa napisał/a:

A z aktualności: Nadal jestem w domu rodzinnym. Zadzwonił wczoraj wieczorem. Powiedział, że niedługo wraca z pracy. Powiedział, że chciał być ze mną szczery i powiedzieć mi, że był u nich w domu, ale widocznie mnie trzeba okłamywać żeby był spokój.
Nie zrozumiał, że mnie nie zabolało to, że tam byl, tylko to, że jak pytałam wcześniej to skłamał. Rozmowa się skończyła.
Przecież ja nie robię kłótni, nie czepiam się... powiedziałam tylko, że mi przykro, że wcześniej powiedział co innego, a dopiero teraz prawdę. Tylko tyle... Napisał później sms, że już jest w domu.
Nie odzywam się póki co. Nienawidzę kłamstwa, a z każdym kolejnym nawet błachym tracę zaufanie coraz bardziej...
Ja się chyba nie nadaję do życia z kimś.

Czasem człowiek tak się przyzwyczaja do kłamstwa i wierzy w to... jak w prawdę.
Dla nich to bez różnicy, ważne by ich partner, czyli "rybka połknęła haczyk" wink

31

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Ale właściwie co ja mam teraz zrobić ?

Ja się czuję tak jak opisałam powyżej.
On uważa, że nic złego nie robi, że ja się strasznie czepiam.

Fakt, jestem zazdrosna a i zaborcza czasami bywam. Ale to jest raczej takie moje chwytanie się wszystkiego, żeby zwrócić na siebie uwagę, czy też żeby ktoś zauważył też moje zdanie.

Na dzień dzisiejszy mam do niego ogromny żal. To małe żale o pierdoły, ale jest ich tyle, że gorycz czuję cały czas.
Zadzwonił dzisiaj z pytaniem, czemu się do niego nie odzywam. I co ja miałam powiedzieć ? Powiedziałam, że i tak się ze mną nie liczy, więc szkoda moich słów. On nie rozumie. Ja też powoli fiksuję.

Myślałam, żeby się póki co pierwsza nie odzywać. Nie mówić co robie, gdzie chodzę. Nie pytać co on robi, nie interesować się nim.
Żyć swoim życiem i czekać, czy i kiedy się zorientuje, że coś jest naprawdę nie tak. A jak się zorientuje to co ?
Ustalać coś, rozmawiać, czy żyć z nim, ale dalej patrząc tylko na siebie ?

Sieczke mam głowie...

32 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-06 15:26:04)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

"Związek dwojga ludzi  to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku. Szkoda niszczyć w taki sposób swoje życie w związku."

Jesteście teraz jak narkoman na odwyku a toksyczne związki - nawet jeśli Twój takowych znamion nie miał, to schemat jest identico - są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczęła swoje życie na nowo... BEZ NIEGO i z dala od uzależnienia!!!

Ale co Ty robisz???
Przez x lat okazywałaś radość, smutek, gniew, podniecenie. ciekawość, zadumę - byłaś sobą. Nic nie udawałaś, oddawałaś partnerowi siebie i robiłaś wsio, by on się czuł wspaniale - syndrom współuzależnienia - a Ty żyłaś jak nieświadomy potencjalnego zagrożenia kotek. Są ludzie, którym tego zwyczajnie dawać w nadmiarze nie wolno. Którzy patrzą z zimnym wzrokiem i w lukrowanych słowach - bo słyszysz to co na daną chwilę chcesz usłyszeć - dają Ci w pysk, im bardziej pokazujesz, że Ci zależy na "rozwiązaniu", "wyjaśnieniu".
Z tego bycia sobą paradoksalnie tak się uzależniłaś od partnera, że teraz gubisz się co jest nim fizycznie a co wyobrażeniem jego w Twojej głowie. Wyparcia, zaprzeczenia patologiczne, chore by nie powiedzieć urojone wizualizacje to krok od depresji, po której  polecisz błyskawicznie na dno. Jeśli tego nie zastopujesz teraz sama przy wsparciu psychologa, to wykończysz się psychicznie i skończysz w odosobnieniu bez klamek.
Byłaś sobą przed związkiem i jesteś teraz też sobą, tyle że na teraz to samej siebie dopatrujesz się w jego wyobrażeniu.

Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach...

Jak to w toksykach bywa: toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.
    Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.
            Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg nie rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.
           Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.

Ale co Ty robisz???
Przez x lat okazywałaś radość, smutek, gniew, podniecenie. ciekawość, zadumę - byłaś sobą. Nic nie udawałaś, oddawałaś partnerowi siebie i robiłaś wsio, by on się czuł wspaniale - syndrom współuzależnienia - a Ty żyłaś jak nieświadomy potencjalnego zagrożenia kotek. Są ludzie, którym tego zwyczajnie dawać w nadmiarze nie wolno. Którzy patrzą z zimnym wzrokiem i w lukrowanych słowach - bo słyszysz to co na daną chwilę chcesz usłyszeć - dają Ci w pysk, im bardziej pokazujesz, że Ci zależy na "rozwiązaniu", "wyjaśnieniu".
Z tego bycia sobą paradoksalnie tak się uzależniłaś od partnera, że teraz gubisz się co jest nim fizycznie a co wyobrażeniem jego w Twojej głowie. Wyparcia, zaprzeczenia patologiczne, chore by nie powiedzieć urojone wizualizacje to krok od depresji, po której  polecisz błyskawicznie na dno. Jeśli tego nie zastopujesz teraz sama przy wsparciu psychologa, to wykończysz się psychicznie i skończysz w odosobnieniu bez klamek.
Byłaś sobą przed związkiem i jesteś teraz też sobą, tyle że na teraz to samej siebie dopatrujesz się w jego wyobrażeniu.

Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach...

Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie, smutek i frustracja. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
2 .Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby ?naprawić? siebie.
3. Wyświadczasz mu rozmaite ?przysługi?, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
4.Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
12.Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty (?Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.?)
15 .Zawsze znajduje ?logiczne? wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne ?atrakcje?.
18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność ? inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.

Jeśli znasz ten pakiet ? witamy w klubie. Masz sporo do zrobienia.... "moje dwie głowy" to tak na cito.

Do niczego człowiek nie jest tak przywiązany jak do wyobrażenia o samym sobie. Tylko czasem to wyobrażenie Nas "przerasta" i ciągle dążymy do "ideału" wpojonego Nam przez rodziców i czasem otoczenie... "zostaw bo zepsujesz a ja to zrobię LEPIEJ za Ciebie".
Robiąc coś z żelazną konsekwencją, to jak powiadają Nasi Dziadowie i Skrybowie "tylko głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo". Jeśli w coś wkładasz czas, energię i pieniądze, to coś staje się dla Ciebie coraz ważniejsze. Nie zależy Ci na czymś w co nie inwestujesz. Pomyśl czy czasem ta Twoja żelazna konsekwencja nie jest wynikiem zakorzenionej "żelaznej kurtyny" przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Nie można jej zreformować pod Twoje potrzeby?
Życie wg schematu powielanego z dziada pradziada na ojca, a potem "z ojca na dzieci aż się rozleci" jest destrukcyjne i prowadzi do ciągłej frustracji. Bo nie osiągasz za każdym razem tego ideału wg "norm" starszyzny, a sam efekt końcowy nie jest wystarczająco zadowalający dla Ciebie. Nie jest tak?
Kiedy potrafisz ustalić, co jest warte Twojego czasu i uwagi - działasz zgodnie z własnym interesem.

33 Ostatnio edytowany przez rowerowa (2013-08-06 20:39:56)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Ja naprawdę wiele z tych rzeczy wiem... Wiele się zgadza...
Ciągle się łudziłam, że on zauważy, że jest mi źle. Że zrozumie, że moje wybuchy zazdrości czy inne 'czepialstwo' to tylko próba zwrócenia na siebie jego uwagi... Potrzebowałam zainteresowania, a przede wszystkim PARTNERSTWA.
Tak, u nas to nie było partnerstwo.

Nadal się łudzę, że kiedyś to do niego dotrze. Może...

Zadzwonił dziś. Zadowolony opowiadał mi co dziś robił. Ale nie potrafię z nim rozmawiać.
On powiedział, że przez moje ostatni jazdy, pretensje i zachowanie, on nie chce się póki co spotykać. Chce tzw przerwy. Z zapewnieniem, że nie chodzi mu o szlajanie się ani spotykanie z innymi tylko o odpoczynek psychiczny od moich kłótni.

Przykro mi... Dla mnie to znaczy tyle co koniec.


Najgorsze, że po raz kolejny jestem sama ze sobą. Zero wsparcia, zrozumienia... Nie mam gdzie wyrzucić tego wszystkiego co mnie boli, gryzie. Nie ma komu się wypłakać, wyżalić. Znowu zostałam ja i.. tylko ja.

34

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?
rowerowa napisał/a:

Ja naprawdę wiele z tych rzeczy wiem... Wiele się zgadza...
Ciągle się łudziłam, że on zauważy, że jest mi źle. Że zrozumie, że moje wybuchy zazdrości czy inne 'czepialstwo' to tylko próba zwrócenia na siebie jego uwagi... Potrzebowałam zainteresowania, a przede wszystkim PARTNERSTWA.
Tak, u nas to nie było partnerstwo.
Nadal się łudzę, że kiedyś to do niego dotrze. Może...

Ja pierdziele, kobietko o smoczym serduchu dla partnera!!! O co się tak łudzisz? Że wróci skruszony, że przeprosi, że uściele Ci w przeproszeniu drogę do sypialni płatkami róż? Przestań się łudzić a zacznij działać, bo w tej chwili szykujesz się do skoku na bungee z wieży eifla, tyle, że lina została w rulonie pod paryskim luwrem. Pisaliśmy już "grupowo" na innych wątkach, towsio jest wyimaginowana w Twojej głowie fikcja, nie rzeczywistośc zza okna! Otwórz oczy!
Ja też się tak katowałem łudząc, że jeszcze będziemy MY. My - silni, zwarci i gotowi do mierzenia się z problemami dnia codziennego w związku WE DWOJE. Żeby mi lżej czasem nie było, to przez 7 długich miesięcy walczyłem z 2 głową hybrydą - wyrocznią vel teściową i "tresowaną" przez nią żoną. Doopa blada do kwadratu!

rowerowa napisał/a:

Zadzwonił dziś. Zadowolony opowiadał mi co dziś robił. Ale nie potrafię z nim rozmawiać.
On powiedział, że przez moje ostatni jazdy, pretensje i zachowanie, on nie chce się póki co spotykać. Chce tzw przerwy. Z zapewnieniem, że nie chodzi mu o szlajanie się ani spotykanie z innymi tylko o odpoczynek psychiczny od moich kłótni.
Przykro mi... Dla mnie to znaczy tyle co koniec.

Chce tego, to mu to daj i niewerbalnie pokaż gdzie są drzwi; niech je nawet zamknie z hukiem z drugiej strony o ile mu to ulży.
Zajmij się sobą i tylko sobą a nie szukaj "zamiennika" jego osoby w nim, narkotyka by się sztachnąć i dać po garach procesorkowi pod czuprynką.
DETOKS to Twój cel PRIORYTETOWY!

rowerowa napisał/a:

Najgorsze, że po raz kolejny jestem sama ze sobą. Zero wsparcia, zrozumienia... Nie mam gdzie wyrzucić tego wszystkiego co mnie boli, gryzie. Nie ma komu się wypłakać, wyżalić. Znowu zostałam ja i.. tylko ja.

Nie!!! Masz Nas, forum i wirtualną grupę wsparcia tutaj.
Forum jak papier - ono wszystko przyjmie, pisz a bez odzewu nie zostaniesz na pewno.

Mi ono pomogło otworzyć szeroko oczy i stanąć samemu o własnych nogach, a nie na podporze toksycznej to i Tobie z pewnością pomoże!
Żyj jutrem i nie wracaj do wczoraj, co powie Piotruś panisko to wciskaj "delete" wink

35

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Wiem, że powinnam być silna. Odciąć się, zająć sobą...
Ale ja nie daje rady... Nie mam ochoty wstawać z łóżka... Nie mam ochoty jeść, nic.
Rycze jak bóbr od rana.

Dlaczego muszę tak cierpieć ? Czemu to wszystko mnie spotyka... Mało złego miałam w życiu ? Mało się naużerałam z pijanym ojce, zdradzającym wcześniejszym facetem, wiecznym poniżaniem...
W dupie mam takie życie ;(((

36

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Jest beznadziejnie.
Rozmawialiśmy wczoraj przez telefon. On twierdzi, za naprawdę nic zlego nie robi. Ze pracuje, ze ma swoja pasje ktora znam i akceptuje. Ze gdy jestem z nim to caly czas spędzamy razem, nie licząc tych momentów gdy jezdzi motorem, czy jedzie do kolegi pogrzebać w garażu. Ze przecież mam dostęp do jego telefonu, bo ciągle leży na stole, nieraz sam kaze mi odebrac. Ze mam hasla do jego poczt, laptopa, bo gdy wyjeżdża to prosi o ich sprawdzenie. Twierdzi, ze nie ma pojęcia dlaczego mu nie ufam i ze przez ten brak zaufania źle sie miedzy nami dzieje. Ze z wakacjami moze przesadzil, ale zawsze jesteśmy we dwoje, wiec chcial urlop spędzić ze mna i znajomym. Ze przecież z kobieta od auta nic go nie laczy, ze ona mu sie nawet nie podoba, na upartego moglaby byc jego matka. Ze gdy ostatnio byl u nich w domu, to przecież nie robil nic zlego, tylko rozmawiam z jej mężem o samochodach. Dodal, ze umowil sie z tym facetem na ktorys dzien, ze pojada razem do salonu zobaczyć modele aut, bo gosciu na takich autach sie nie zna. Powiedział ze on pragnie tylko spokoju i tego, zebym nie robila wiecznych afer bez żadnego powodu. Ze jemu jest przykro, bo czuje sie tak, jakbym ciągle robila z niego kurw..rza.

To wszystko jego slowa.

Co ja o tym myślę ? Mam dostep do jego Tel i rzeczy ale nie korzystam z tego, bo nie mam takiej potrzeby. Owszem, gdy jesteśmy razem to spędzamy ze sobą mnostwo czasu. Ald gdy jest tam sam, to nigdy nie mozna zastać go w domu, bo ma tyle zajęć... Z wakacjami przegięliśmy oboje, on tym ze sie ze mna nie liczyl, ja tym ze walkowalam ten temat kilka dni skończywszy na dzikiej awanturze i powrocie do domu. Nie ufam mu 100% bo zawiodl mnie kilka razy. Wiele razy obiecywal i nic sobie z tego nie robil. W czasie ostatniego kryzysu (pól roku temu) wypisywal slodkie emaile z siostra kolegi, malolata, której imponowalo ze interesuje sie nią dorosly facet. Wiadomosci typu ślicznotko, jestes madra i inne sypaly sie przez 3 dni. Gdy je zobaczylam... Przepraszal. Wiedzialam, ze nic poza tym ich nie laczy, ale sam fakt takiego pisania bolal. Pokutowal kilka miesięcy, nigdy sie to wiecej nie powtórzyli, ponoc chcial tylko podbudować swoje męskie ego, bo ja wtedy mialam go w nosie. Nie wracamy do tego, bylo minelo. Ale to tez wplynelo na moje zaufanie do niego.
Kobieta od samochodów jest moja zmora. Jak sie umawiają to w swoich wiadomościach pisze miliony wielokropkow, które dla mnie są jednoznaczne. On uważa ze nie wie czemu ona tak pisze, moze tak ma, myślę ze moze nie klamac, bo jest ciezko kapujacy. Zaprasza go ciągle na kawki do siebie, przy okazji wypelnienia papierów przekazania pojazdu. Byl dwa razy, raz ze mna (nic sie zlego nie dzialo, opowiadala nawet o swoim mężu i pokazala nam jego kolekcje modeli samolotów). Teraz dogdali sie ze oni (a ponoc jej mąż) wezmie nowe auto, które praktycznie będzie tylko do jego dyspozycji... Stad ponoc ta kawa wieczorem, bo chcieli (ponoc oboje) o tym porozmawiac, stad na dniach jada (ponoc on z jej mężem tylko) do salonu. Dziwi mnie, ze tak po prostu porozmawial z nią dwa razy a ona bierze samochod...
Nie podoba mi sie ta ich wielka zażyłość, ja w tym widzę jakieś drugie dno.

Zaczynam uwazac, ze faktycznie ze mna tez nie jest do końca wszystko ok. Nie usprawiedliwiam jego, bo zachowuje sie źle, nie liczy sie ze mna, etc. Ale ja chyba tez czasami przesadzam...
Tylko co z tym zrobić ?
Nie rozmawiam z nim od wczoraj. Myślę ze ta przerwa o której mówil to jednak dobry pomysl.
Nie bylabym w stanie sie z nim teraz spotkać bez kolejnego wyrzucania pretensji. On twierdzi, ze nie zrobi przez ten czas nic żeby mnie skrzywdzić, bo chce zebysmy dalej byli razem.
Chyba z tego skorzystam... Moze dobrze mi zrobi oderwanie sie od tego, zastanowienie na spokojnie nad wszystkim, odpoczynek od tych ciaglych wyrzutów... Potem na zimno ocenie sytuacje i podejmę decyzje... Odejsc wtedy tez juz będzie chyba latwiej.

Chcialabym cos zrobić ze sobą, popracować nad sobą. Nie dla niego, ale dla siebie i (jeśli nie wrócimy do siebie) to dla dobra nastepnej relacji... Tylko jak ? Od czego zacząć ? Nie chce isc do psychologa, nie stać mnie teraz a kolejki i nas są gigantyczne.

37

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Nie daję już rady ;( Jestem na skraju wyczerpania... ;(

38 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-08-08 14:51:14)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?
rowerowa napisał/a:

Jest beznadziejnie.
Rozmawialiśmy wczoraj przez telefon. On twierdzi, za naprawdę nic zlego nie robi. Ze pracuje, ze ma swoja pasje ktora znam i akceptuje. Ze gdy jestem z nim to caly czas spędzamy razem, nie licząc tych momentów gdy jezdzi motorem, czy jedzie do kolegi pogrzebać w garażu. Ze przecież mam dostęp do jego telefonu, bo ciągle leży na stole, nieraz sam kaze mi odebrac. Ze mam hasla do jego poczt, laptopa, bo gdy wyjeżdża to prosi o ich sprawdzenie. Twierdzi, ze nie ma pojęcia dlaczego mu nie ufam i ze przez ten brak zaufania źle sie miedzy nami dzieje. Ze z wakacjami moze przesadzil, ale zawsze jesteśmy we dwoje, wiec chcial urlop spędzić ze mna i znajomym. Ze przecież z kobieta od auta nic go nie laczy, ze ona mu sie nawet nie podoba, na upartego moglaby byc jego matka. Ze gdy ostatnio byl u nich w domu, to przecież nie robil nic zlego, tylko rozmawiam z jej mężem o samochodach. Dodal, ze umowil sie z tym facetem na ktorys dzien, ze pojada razem do salonu zobaczyć modele aut, bo gosciu na takich autach sie nie zna. Powiedział ze on pragnie tylko spokoju i tego, zebym nie robila wiecznych afer bez żadnego powodu. Ze jemu jest przykro, bo czuje sie tak, jakbym ciągle robila z niego kurw..rza.

To wszystko jego slowa.

rowerowa,
ja mu wierze.
Te slowa, ktore do Ciebie mowi ( jezeli tak mowi, jak tu piszesz) brzmia prawdziwie.Z serca.

Ja to widze tak: uwiesilas sie na nim, udusisz go ! ciagle pretensje, zarzuty, podejrzenia, dopatrywanie zdrad w kazdej sytuacji,to wszystko jest osaczaniem, nie dziwie mu sie, ze czuje sie jakbys go za jakiegos dziwkarza miala. ja czulabym sie tak samo.  I on nie moze tego juz zniesc.

Ja wiem, ze Ty nie "mozesz za to " i chcesz , zeby bylo miedzy Wami dobrze.
Ale bez pomocy samej sobie , chyba tego nie dokonasz.
Dlaczego tak wzbraniasz sie przed ta terapia?

Pogadaj z jakims psychologiem, jak Ci nie bedzie odpowiadal, pojdziesz do innego.Ale zacznij dzialac! podejmiij te decyzje, ze chcesz to przerwac.
Bo to szarpanina jest .I gwarantuje, ze on tego dlugo nie wytrzyma.

decyduj .Jestes osoba . I na dodatek decyzyjna.

39

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Boje sie wlasnie, ze nie mam racji. Ze on mówi prawdę, a ja go ciągle bezpodstawnie oskarżam. On mówi mi wszystko. Tak po prostu, bo twierdzi, ze nie ma nic do ukrycia...
Ale boje sie tez, ze moze faktycznie cos jest nie tak. Moze ...

Nie radze sobie sama ze sobą...

40 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2013-08-08 15:27:00)

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?
rowerowa napisał/a:

Boje sie wlasnie, ze nie mam racji. Ze on mówi prawdę, a ja go ciągle bezpodstawnie oskarżam. On mówi mi wszystko. Tak po prostu, bo twierdzi, ze nie ma nic do ukrycia...
Ale boje sie tez, ze moze faktycznie cos jest nie tak. Moze ...

Nie radze sobie sama ze sobą...

boisz sie ? ale psycholog Cie nie ugryzie.Zastrzykow tez nie daje.-)
sprobuj. pomoze Ci jedynie zrozumiec siebie, albo jesli wolisz -zobaczyc swoj sposob myslenia, przyczyny.Pokaze Ci , CO JEST.

a to pomoze Tobie to zmienic. Bo tego przeciez chcesz ? czyz nie ?

moglabys tez sprobowac sama pracy na soba...
ale to bedzie bardzo trudne zwazywszy , ze nie mas na to warunkow.

41

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Chciałam z nim porozmawiać. Dzisiaj. Ale on naprawde nie chce.
Powiedział, że ma tego wszystkiego dosyć. Moich kłótni i czepialstwa. Że mówił mi już wcześniej, ostrzegał, że chce spokoju, ale nic z tym nie zrobiłam. On chce przerwy i koniec. Kilka tygodni.

Dla mnie przerwa to koniec. Jak się dogadać, gdy on nie chce rozmawiać ?
On czeka na to, aż ja zmięknę, obiecam poprawę, zatęsknię, a wtedy wróci i będzie tak jak było.
On od siebie nie chce dać nic. Nie widzi swojej winy.
Chce sobie ode mnie odpocząć, poszaleć z kolegą, a później spotkać i może wrócić może nie.

Ja mam dość tych zawirować. Raz mówi, że kocha, raz że nie chce mnie widzieć.
Raz jest milutki, a później twierdzi, że ma mnie dosyć.

To boli.... Ja już nie chce takiego związku. Kocham go nad życie, tyle lat, tyle planów... Ale nie pozwolę się tak traktować.
Jaka bym nie była, nie zasłużyłam na to.

42

Odp: Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Zadzwonił. W sumie zapytać sie tylko o coś. Mówił, że nie czasu rozmawiać, bo jest po silowni, musi iść się wykąpać i przed 21 jedzie po samochód.
Znowu ! Znowu o tej godzinie go zaprosiła !

To koszmar !

Posty [ 43 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy to znowu ja robię z igły widły ?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026