Nie miałam jeszcze wtedy netu, może był to rok 2004, nie pamiętam. Jakieś babskie piśmidło...Reklama znanych biur matrymonialnych z różnych dużych miast Polski...Wybrałam jedno z nich, majace filię w moim... Przyjął mnie wyglądający profesjonalnie pan, urzędujący w całkiem przyzwoitym biurze. Oświadczył, że mam wypełnić kilku stronicową ankietę... Nastepnie pstryknął mi ponoć ładną fotkę, nie pokazał mi jej, stwierdził, że u nich w biurze klienci nie mają dostępu do zdjęć potencjalnych partnerów, wyboru dwóch majacych się spotkać osób dokonuje profesjonalnie wyszkolony profiler w oparciu o analizę komputerową. Bo to specjalny program miał obliczać procentową zgodność charakterów i wzajemnych oczekiwań potencjalnych randkowiczów. Cena też nie była niska...Płaciło się za rok usług...było do wyboru kilka opcji, różniących się ilością dopasowanych kandydatów do randki. Wyszłam trochę z lżejszym portfelem, ale pełna nadziei i optymizmu...Wyraźnie podniesiona na duchu profesjonalizmem wybranej firmy matrymonialnej. CDN...
1 2013-08-01 13:27:43 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-08-01 13:29:41)
Podobne tematy
Szurnieta, potwierdzam kolejny raz:))
Ja moja przygode z takim biurem (w stolycy Panie) przezylam w latach 90-tych - wtedy sie tak nie randkowalo w necie. I nawet z dwoma panami na randes vouz sie przespacerowalam. O matko swieta, jeden byl o leb nizszy niz pisal (w zwiazku z czym i ode mnie) a drugi nawijal o rybolostwie i zapraszal abym jego stawy rybne przyjechala pozwiedzac w weekend (CALY weekend). Pewnie chcial mnie posiasc wsrod tych karpi czy pstragow.
Przygode z biurem zakonczylam, kasy duzo nie poszlo ale co sie ubawilam to moje:) Meza w necie jednak znalazlam, za darmo he he:)
3 2013-08-01 13:54:28 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-08-01 14:20:06)
Dobre z tymi karpiami, oplułam monitor...zwrócisz mi za płyn i szmateczkę ![]()
CD- Pierwsze spotkanie odbyło się w kolorowej atmosferze lata, szumu morza, roznegliżowanych turystów i tłumów na deptaku w piwnym ogródku jednej z nadmorskich kafejek. I tak, przy kolejnej koli (niepijącam trunków niewiasta ) dowiedziałam się, jak to mój dopasowany wybranek ma bekę z pana prowadzącego biuro, któremu na potęgę brak mężczyzn, natomiast tłumy kobiet pragnących poznać tego jedynego nieustannie szturmują jego agencję. Mój interlokutor jest obdarowywany przez urzędnika biura alkoholem i innymi prezenciki, nie mówiąc już o fakcie że nie ponosi żadnych opłat za spotykanie się z paniami zarejestrowanymi w biurze, czyli jednym słowem odwala fuchę atrapy kandydata do związku ze zdesperowanymi brakiem mena u swego boku niewiastami. Powiem szczerze zatkało mnie, mało kola nie spowodowała zejścia mojej skromnej osoby poprzez zadławienie. Uzupełnie jedynie, że wybrałam chyba jeden z tańszych pakietów oferowanych przez biuro w ilości 3 spotkań. Ponadto dodam, iż jegomość który przybył ze mną na spotkanie posiadał olbrzymią nadwagę i dość nieprzyjemną osobowość, był niesamowicie zadufany w sobie, skoro sądził, iż zataję fakty podane mi przez niego w czasie randki. Po kilku dniach z awanturą na ustach wpadłam do siedziby rzeczonego biura i rozpętałam karczemną awanturę. Nie, żartowałam. Ale poruszyłam w sobie pokłady złości i powiedziałam panu kilka słów do słuchu a także postarszyłam go, że zgłoszę oszustwo z jego strony. Pan zaczął przepraszać i zapewniać, że przy następnych spotkaniach potraktuje mnie priorytetowo i zapewni mi wiarygodnych kandydatów. Za piewszą randkę nie policzył mi należności, tak że miałam przed sobą jeszcze trzy spotkania. Cdn
Cd. - Kolejni dwaj absztyfikanci po prostu nie stawili się na ustalone spotkanie. Następny, które ujrzały me piękne oczy, był może nie zaje...fanie przystojny, ale podobał mi się, może cm niższy ode mnie, miał jasne włosy i naturalny uśmiech. Bardzo miło spędziłam czas w jego towarzystwie. A spacerowaliśmy jedynie po starówce, nie zaprosił mnie nawet na wodę, był jednak z zawodu reporterem zagranicznym i ciekawie opowiadał o odwiedzonych przez niego miejscach na świecie. Cóż, jednak po dwugodzinnym spacerze nie umówił się na kolejne spotkanie. Nie zrażałam się tym początkowe, ale nie mając od tygodnia od niego żadnych wieści, schowałam dumę do kieszeni i napisałam pierwsza. Stwierdził krótko, że nie podobam mu się i wszystko. Bez komentarza, bo cóż można na takowe dictum odpowiedzieć...cdn.
aje jaja:) amant atrapa;)
Ale czekaj no czekaj, jest pomysl na biznes. Sa ponoc wojewodztwa, gdzie na gwalt (w przenosni i doslownie) panien brakuje. Zdaje sie, ze mlody sektor rolniczy cos narzeka. Jakby sie tak dobrze zakrecic to moznaby niezla kase za jakas podstawiana Kasienke (te od Kujawskiego) kosic.
Ja bym sie nawet mogla osobiscie na taka atrape najac (bo to i przyjemne zajecie mogloby byc;) ale zem troche juz nieproduktywna dla mlodych rolnikow - pola nie zaoram i dzieciskow nie narodze. Trezba by skombinowac jakas lalunie do wynajecia. I interes sie bedzie krecil okragly rok jak Polska dluga i szeroka:)
Co bylo dalej? Poszlas na kolejne randki?
Oj, ja zawsze wiedziałam, że kobitki są lepsze w biznesach niż panowie, Mussuko stajesz się moją idolką
moja Ty kochana biznesłumen...
Cd. Nastepny był emerytowany glina, który przytelepał się do nas z innego województwa. Jak się okazało na dwóch kolejnych spotkaniach 2 miejscu neutralnym...zapisał sie do biura, ponieważ nie ma gdzie mieszkać i szuka partnerki, z Policji na emeryturę odejść został zmuszony, gdyby sie nie zwolnił sam, groziło mu zwolnienie dyscyplinarne za chlanie, w mojej ocenie (cóz mogę się mylić) był już uzależniony, teraz szedł jak to mawiają aowcy "w zaparte", nie chodził ani na terapię, ani na mityngi AA, tylko sechł sobie, a to zazwyczaj sie kończy totalnym powrotem do chlania...Cóż, mój fach, znam sie trochę siłą rzeczy na tejże chorobie. Ponadto opowiedział jak to była żona załozyła mu sparwy o pobicie i znęcanie, co zapewne nie było zupełnie wyssaane z palucha, choć zapierał się, że to zła kobieta była. Jakoś nie miałam ochoty na tego pana, choć on już się szykował na obejrzenie mojego mieszkanka... CDN.
Miss Ty jesteś moją idolką.Cudnie piszesz...
7 2013-08-01 16:36:56 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-08-01 17:02:25)
Dzięki /rumieni się/ ale to co piszę to św. prawda, klnę się na pana....
C,d, ostanie spotkanie: To było spotkanie naprawdę godne opisania. Czasem w życiu zdarza mi się realnie doświadczać absurdu rzeczywistości. Przez myśl przebiega mi w ułamku sekundy taka ulotna refleksja, coś na zasadzie de jawi, to nie możliwe, to się nie dzieje naprawdę...A jednak...mrugam oczami i jednak dzieje się, ale dość tych dygresji. Pan w swoim mniemaniu był kilkunastym z kolei spadkobiercą królowej Anglii. Nie śmiejscie się....mówię całkiem serio...Tak mi się przedstawił...Nie chcę tu się zbytnio rozpisywać o jego wywodach na temat zamków w Rumuni, szlachectwa i innych absurdów, łącznie z jego hobby, którym była gra w golfa. To naprawdę zakrawa na absurd, ale wydarzyło mi się rzeczywiście. W biurze matrymonialnym szukał godnej siebie żony. na moje realistyczne chyba dość pytanie, czy wie, że ze szlachtą niewiele mam wspólnego, odparł, iż to jakoś się da załatwić...są przecież sposoby...Gdybym zdecydowała się zostać jego żoną, królowa Wielkiej Brytanii miała uży ć swoich wpływów w sprawie nadania mi tytułu. Chyba sami rozumiecie, że nie spotkałam się z nim więcej...a idąc do domu oglądałam się podejrzliwie za siebie.
I mam dla Was pozytywną wieść: to była ostatnia, opłaca randka z pośrednictwem biura matrymonialnego, abanamentu nie przedłużyłam. Nie będę Was już katować. Koniec pieśni.
Miss Ty jesteś moją idolką.Cudnie piszesz...
No widzisz Miss. Nie dość, że atrakcyjna, złośliwa (wg mnie to komplement) to jeszcze fajnie piszesz.
A tak się kiedyś zarzekałaś, że nie umiesz myśli na papier przelać ![]()
Asterka10 napisał/a:Miss Ty jesteś moją idolką.Cudnie piszesz...
No widzisz Miss. Nie dość, że atrakcyjna, złośliwa (wg mnie to komplement) to jeszcze fajnie piszesz.
A tak się kiedyś zarzekałaś, że nie umiesz myśli na papier przelać
No proszę, od dziś będę Was tu zamęczać opowiadaniami z mchu i paproci o panach mego życia ![]()
Ten wątek spowodował, że liczba odwiedzin tego forum dzisiaj już dawno przekroczyła moją miesięczną średnią "wejść"
bo śmiech to zdrowie jak mawiali mądrzy ludzie ![]()
Taka miła odmiana wśród tego smęcenia ,narzekania i marudzenia, choć wierzę ,że w tym czasie autorce wcale nie było do śmiechu.
Ten wątek spowodował, że liczba odwiedzin tego forum dzisiaj już dawno przekroczyła moją miesięczną średnią "wejść"
bo śmiech to zdrowie jak mawiali mądrzy ludzie
Taka miła odmiana wśród tego smęcenia ,narzekania i marudzenia, choć wierzę ,że w tym czasie autorce wcale nie było do śmiechu.
Powiem szczerze, Twój post traktuję jako komplement....Ja też uważam, że najlepszy jest humor, choćby i czarny...
...No proszę, od dziś będę Was tu zamęczać opowiadaniami z mchu i paproci o panach mego życia
Dawaj, dawaj - fajne.
Baronowa de Jewish Manhattanbustybeauty... ![]()
To był na razie produkt pilotażowy.
...
Taka miła odmiana wśród tego smęcenia ,narzekania i marudzenia, choć wierzę ,że w tym czasie autorce wcale nie było do śmiechu.
Podpisuję się obiema rękoma.
I proszę o jeszcze...
Dzięki /rumieni się/ ale to co piszę to św. prawda, klnę się na pana....
C,d, ostanie spotkanie: To było spotkanie naprawdę godne opisania. Czasem w życiu zdarza mi się realnie doświadczać absurdu rzeczywistości. Przez myśl przebiega mi w ułamku sekundy taka ulotna refleksja, coś na zasadzie de jawi, to nie możliwe, to się nie dzieje naprawdę...A jednak...mrugam oczami i jednak dzieje się, ale dość tych dygresji. Pan w swoim mniemaniu był kilkunastym z kolei spadkobiercą królowej Anglii. Nie śmiejscie się....mówię całkiem serio...Tak mi się przedstawił...Nie chcę tu się zbytnio rozpisywać o jego wywodach na temat zamków w Rumuni, szlachectwa i innych absurdów, łącznie z jego hobby, którym była gra w golfa. To naprawdę zakrawa na absurd, ale wydarzyło mi się rzeczywiście. W biurze matrymonialnym szukał godnej siebie żony. na moje realistyczne chyba dość pytanie, czy wie, że ze szlachtą niewiele mam wspólnego, odparł, iż to jakoś się da załatwić...są przecież sposoby...Gdybym zdecydowała się zostać jego żoną, królowa Wielkiej Brytanii miała uży ć swoich wpływów w sprawie nadania mi tytułu. Chyba sami rozumiecie, że nie spotkałam się z nim więcej...a idąc do domu oglądałam się podejrzliwie za siebie.
I mam dla Was pozytywną wieść: to była ostatnia, opłaca randka z pośrednictwem biura matrymonialnego, abanamentu nie przedłużyłam. Nie będę Was już katować. Koniec pieśni.
Pomijajac fakt, ze facet mogl byc mitomanem (i pewnie byl!), nie ma nic dziwnego w graniu w golfa. Zupelnie normalny sport.
Pewnie jako marzeniowy kilkunasty w kolei pretendent do królewskiego stolca takowe hobby sobie wybrał.....
Miss - skoro przygoda z biurem się na tym zakończyła, może opiszesz jakieś inne randki?
Fajnie się Ciebie czyta ![]()
18 2013-08-02 04:45:07 Ostatnio edytowany przez Tomek87 (2013-08-02 04:45:51)
W biurze matrymonialnym szukał godnej siebie żony. na moje realistyczne chyba dość pytanie, czy wie, że ze szlachtą niewiele mam wspólnego, odparł, iż to jakoś się da załatwić...są przecież sposoby...Gdybym zdecydowała się zostać jego żoną, królowa Wielkiej Brytanii miała uży ć swoich wpływów w sprawie nadania mi tytułu. Chyba sami rozumiecie, że nie spotkałam się z nim więcej...a idąc do domu oglądałam się podejrzliwie za siebie.
missnowegojorku napisał/a:Dzięki /rumieni się/ ale to co piszę to św. prawda, klnę się na pana....
C,d, ostanie spotkanie: To było spotkanie naprawdę godne opisania. Czasem w życiu zdarza mi się realnie doświadczać absurdu rzeczywistości. Przez myśl przebiega mi w ułamku sekundy taka ulotna refleksja, coś na zasadzie de jawi, to nie możliwe, to się nie dzieje naprawdę...A jednak...mrugam oczami i jednak dzieje się, ale dość tych dygresji. Pan w swoim mniemaniu był kilkunastym z kolei spadkobiercą królowej Anglii. Nie śmiejscie się....mówię całkiem serio...Tak mi się przedstawił...Nie chcę tu się zbytnio rozpisywać o jego wywodach na temat zamków w Rumuni, szlachectwa i innych absurdów, łącznie z jego hobby, którym była gra w golfa. To naprawdę zakrawa na absurd, ale wydarzyło mi się rzeczywiście. W biurze matrymonialnym szukał godnej siebie żony. na moje realistyczne chyba dość pytanie, czy wie, że ze szlachtą niewiele mam wspólnego, odparł, iż to jakoś się da załatwić...są przecież sposoby...Gdybym zdecydowała się zostać jego żoną, królowa Wielkiej Brytanii miała uży ć swoich wpływów w sprawie nadania mi tytułu. Chyba sami rozumiecie, że nie spotkałam się z nim więcej...a idąc do domu oglądałam się podejrzliwie za siebie.
I mam dla Was pozytywną wieść: to była ostatnia, opłaca randka z pośrednictwem biura matrymonialnego, abanamentu nie przedłużyłam. Nie będę Was już katować. Koniec pieśni.
Pomijajac fakt, ze facet mogl byc mitomanem (i pewnie byl!), nie ma nic dziwnego w graniu w golfa. Zupelnie normalny sport.
Buahahahaha dowaliłyście kobiety, że szok! Na prawdę się uśmiałem! ![]()
Gosc sobie ewidentnie jaja robił i powiem wam szczerze ze gdybym na takie coś wpadł, to sam bym powiedział takie coś dziewczynie! To nie mitomania ani bycie wariatem, to byl zwykly żart! hahahahaha Gratuluje wam podejścia! SERIO!
Z takim to cieżko wam bedzie kogokolwiek znaleźc skoro każdego podejrzliwie skanujecie i doszukujecie sie wszystkiego co negatywne byle tylko znaleźć i uciec. Wszystko sobie usprawiedliwisz missNY wiesz? To jest jeden z twoich problemow...
Pewnie jako marzeniowy kilkunasty w kolei pretendent do królewskiego stolca takowe hobby sobie wybrał.....
Za ten stolec to tearz Ty mi bedziesz zwracac:) znaczy za moja reakcje na tak poetyckie ujecie tematu;) Ales Ty glupia Misska, korone i berlo juz moglas dzierzyc, na drodze tam paru jakichs anglosaskich wymoczkow Ci tylko stalo ale to byscie ich razem z Jego Mezowska Moscia wyiliminowali i siedzialabys sobie dzisiaj na five o'clocku w Buckinghamie albo w jakims rumunskim zamku (Sinaija polecam) - a Ty co? Wypielas sie na krolewskie insygnia i szlacheckie tytuly.
Ej, ja nigdy nie zrozumie kobiet..co Ty na Shreka czekasz?