netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Dlaczego nie jestem feministą!

22 odpowiedzi3 722 wyświetleniazałożony przez Primus, 01.08.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dlaczego nie jestem feministą!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1

Temat: Dlaczego nie jestem feministą!

Dlaczego nie zostałem feministą?

Jak bowiem narodził się feminizm? Ten feminizm bowiem, który widzimy dzisiaj, ma bardzo niewiele wspólnego z ruchem sufrażystek, walczących o równe prawa wyborcze dla mężczyzn i kobiet (co jest rzeczą bezdyskusyjną). Zauważmy że ten feminizm, dzisiejszy feminizm narodził się w latach 60-tych, pod wpływem, a właściwie z inspiracji ZSRS. Młodzi ludzie Zachodu, byli wówczas buntownikami. Ruch hippisowski, który głosił m.in.: hasła: "Make love not war" (Czyńmy miłość nie wojnę"), dążył do szlachetnych i pięknych celów, pokoju na świecie i rozbrojenia i wolnej miłości. Ci ludzie ostro protestowali w czasie wojny w Wietnamie, protestowali przeciwko polityce prezydenta de Gaulle'a we Francji i w ogóle przeciw systemowi kapitalistycznemu, jednak owe ruchy były mało popularne w społeczeństwach. Hasła o sprawiedliwości społecznej, jaką niesie ustrój komunistyczny, publiczne wychwalanie Karola Marksa, Fryderyka Engelsa, Józefa Stalina czy Mao Tse-tunga (ci właśnie panowie byli "bohaterami" dla owych młodych ludzi, podczas wielkiego strajku studentów Sorbony w 1968r. Prócz nich wywieszono jeszcze wielką czerwoną flagę z sierpem i młotem), nie znajdowały szerszej akceptacji w społeczeństwach Zachodu.

Hasła rozbrojenia Zachodu" (szczodrze opłacane przez ZSRS i powielane przez agentów tego tworu - niekiedy zupełnie nieświadomych komu pomagają swoimi głupkowatymi protestami - tzw.: "pożytecznych idiotów", jak określił im podobnych sam towarzysz Lenin), i szczęścia w nowym "komunistycznym raju", były jednak nieskuteczne, należało więc wymyślić coś innego, co może dotrzeć do społeczeństw zachodnich państw. Wymyślono (oczywiście m.in) feminizm. Zamiast "Kapitału" Marksa, dano ludziom do czytania "Drugą płeć" Simone de Beauvoir (swoją drogą komunizującej działaczki, partnerki życiowej Jeana-Paula Sartre'a, który był apologetą marksizmu). Tak narodził się dzisiejszy agresywny i wojujący feminizm, zresztą nie tylko ta ideologia jest bękartem komunizmu. System komunistyczny "spłodził" wiele takich wrogich ludzkości (i zdrowemu rozumowi) "rozwiązań", jednym z najwcześniejszych "dzieci" bolszewizmu był...hitlerowski nazizm. Dziś porównywanie nazizmu z ideologią prawicową jest grubym przekłamaniem, nazizm "wykluł się" właśnie z komunizmu (sam Hitler wielokrotnie powtarzał że czytywał "Kapitał" Marksa, i że zrobił on na nim duże pozytywne wrażenie, zaś jeszcze w latach 20-tych XX wieku, na paskach paramilitarnych oddziałów SS i SA widniały - obok swastyki - wizerunki sierpa i młota). Żeby się jednak odróżniać, stali się "narodowymi" socjalistami. Tyle co do "pokrewieństwa" jednej i drugiej (i trzeciej), ideologii.

Komunizm był chorobą zatruwającą umysły, był pandemią zagrażającą zdrowemu rozsądkowi. Komuniści zbroili się na potęgę by...walczyć o pokój, feminizm promuje nierówność, po to by...wprowadzić równouprawnienie. No cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni. Równość? To hasło również nie schodziło z ust komunistycznych ideologów, inaczej to jednak definiowali - jako np. "sprawiedliwość społeczna". Ale i inne hasła są wspólne - tam "wyzysk klasowy", tu - "wyzysk patriarchalny", tam "krwiożerczy kapitaliści i burżuje" - tu - "męscy prześladowcy kobiet" (hasła typu: "Siostro, pier...ol maczo-mena" itd.), tam "likwidacja nierówności społecznych", tu - "likwidacja dyskryminacji płciowej" itd.

W rzeczywistości ideolożki feminizmu okłamują kobiety, twierdząc że ich przeciwnikiem są mężczyźni. Prawdziwymi wrogami kobiet są owe "baby" które na ich karkach chcą dorwać się do władzy. Dla nich kobiety są tylko środkiem, do spełnienia ICH partykularnych celów.

Dla mnie zaś kobiety są celem samym w sobie, są sensem męskiego życia.

Wiem też, że są miliony kobiet, które podzielają poglądy feministyczne, naprawdę wierząc że ta ideologia pomoże im zmienić to, co według nich należy zmienić. Ja również dostrzegam wiele niesprawiedliwości w stosunku do kobiet, nie jestem jakąś "męską szowinistyczną świnią", ja kocham kobiety. Uważam je za najdoskonalsze stworzenia, bez których cała cywilizacja ludzka, nie miałaby najmniejszego sensu. Gdyby zabrakło kobiet, mężczyźni straciliby wenę by tworzyć, zresztą życie wówczas zupełnie straciłoby sens.

Dlatego właśnie nie zostałem feministą!

2

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

W fajne teorie spiskowe wierzysz.

3

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

Cicho krokodyl - ładnie napisane może ktoś łyknie. wink

4

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

Z jednym się zgodzę, też nie będę nigdy feministką z prostej przyczyny, kiedyś kobiety o swoje prawa (i nie tylko swoje) walczyły intelektem, wiedzą, mądrością, teraz w dużej mierze pokazują po prostu cycki i myślą, że świat stanie przed nimi otworem. Jednym słowem walczą dupą,a nie głową. To jest obrzydliwe. Przyznaję się bez bicia, nie lubię większości kobiet, nie wiele myśli racjonalnie, nie wiele kobiet nie strzela fochów, nie obgaduje za plecami. Feministko skoro sa takie pro kobiece to robią to samo.
A i uważam, że większośc kobiet jest po prostu głupia, bo gdyby były mądre już dawno by wybiły facetów, którzy je krzywdzą, już dawno nie byłoby obrzezania kobiet itp. ale to przecież kobiety, kobietom gotują ten los. Idiotyzm. Faceci nie są  dużo mądrzejsi, po prostu wykorzystują głupotę kobiet. nie mówię, że każda kobieta jest głupia- żebyście od razu nie zarzucali mi wrzucania wszystkich do jednego wora, ale wystarczy popatrzeć na to co dzieje się na świecie, żeby jednak przekonać się o tym, że kobiety pozwalają sobą pomiatać i jeszcze na takie same ofiary wychowują swoje córki.

Może i poruszyłam kilka kwestii, ale wszystko zamyka się w w tym, ze kobiety pozwalają się źle traktować, a feministki ich nie uratują bo sa tak samo durne jak owe kobiety. zero mądrości za to gołe dupy.

Nie jestem fanką Cejrowskiego, ale uważam tak jak on, że kobieta staje się feministką, kiedy jej z facetem nie wyjdzie, pierwszy raz, drugi czy dziesiąty. A przecież można walczyć o siebie i innych będąc w szczęśliwych związkach, mając dzieci, rodzinę, mądrego męża, ale żeby mieć mądrego i wspierającego męża samemu też trzeba być mądrym.

5

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

Ja jestem za równowagą w każdej dziedzinie. Jeśli feminizm oznacza równe prawa kobiet i mężczyzn (nie chodzi mi tu o pensję, bo jakoś ten problem wydaje mi się..... bardzo lokalny i subiektywny) to jestem za.

6 Ostatnio edytowany przez Averyl (2013-08-01 10:11:10)

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

Proponuję obejrzeć "Seksmisję".

Primus - idea ewoluuje, bo świat się zmienia.

Trochę ta historia feminizmu skojarzyłam mi się z okrzykami z filmu "facet twój wróg" - w pokoleniu, które nie znało już mężczyzn. To trochę tak, jakby pojawił się ruch domagający się stworzenia rezerwatów przyrody dla dinozaurów.

Zmieniają się wokół nas gadżety, ale nie wydaje mi się, by ludzka natura tak szybko i łatwo się zmieniała. Nawet w czasach "historycznych", o których napisałeś były mądre i głupie kobiety (bez przypisanej roli - że te mądre to feministki, a te głupie to kury domowe).

Zgodzę się z Catwoman chodzi o równowagę. Powiem więcej, nie równość liczbową, ale o równowagę - nie chodzi tylko o to, by dostać dokładnie taką samą pensję, co kolega na tym samym, ale o to, by nie pytano mnie, co zrobię z dzieckiem, jak ono zachoruje, moi koledzy na podobnym stanowisku takich pytań nie słyszeli. Chodzi o zaakceptowanie i uszanowanie różnorodności: facet nie urodzi dziecka i żadne urlopy "tacierzyńskie" tego nie zmienią, a większość kobiet nie będzie miała tyle siły, by zasuwać na budowie i dźwigać ciężkie przedmioty, za to będą się świetnie odnajdywać w innych pracach. Tak jest natura (fizyczna strona naszych ciał i możliwości), co nie stoi w konflikcie z ideami feminizmu.
Chodzi również o szacunek do kobiet. Nawet jeśli część kobiet pozwala się traktować się jak towar, pozwala, by być na reklamach tylko obiektem seksualnym, służącym jako dodatek do samochodu faceta, to fajnie że są dziewczyny, które potrafią zaprotestować i powiedzieć, że kobieta to człowiek, a nie przedmiot użytkowy dla faceta.

7

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

O, słusznie Averyl napisała, słowo-klucz: szacunek.
O to w tym wszystkim chodzi. To jest tak naprawdę potrzeba podprogowa.

8

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!
Primus napisał/a:

Słuchaj kolego okłamują kobiety to tacy prawicowi(konserwatywni-"liberałowie") szowiniści i militaryści tak ty. mad
Zacznijmy od tego ze jest to forum dla kobiet więc tacy jak ty są tu tylko tolerowani a nie akceptowani proszę więc nie mieszać im w głowach bo od

tego jest nasz episkopat smile
Co dziwnie się poczułeś jak zobaczyłeś znak feminizmu na logo faceta na dodatek nie wierzącego w męską przyjaźń(przyjaźń od flaszki to nie przyjaźń a

tylko ewolucyjnie wykształcona
konieczność dlatego w stosunku do innego faceta jesteśmy albo obojętni, albo znajomymi albo wrogami albo co najwyżej kumplami.
Naturalnym odruchem jak widzi się innego faceta jest zaciskanie pieści) na dodatek w stosunku do innych mężczyzn jestem osobowością alfa.
Myśląc twoim tokiem okaże się że bycie ateistą automatycznie oznacza bycie komunistą. lol
Dalej idąc twoim tokiem rozumowania podobny cyrk wyjdzie z zakazem uboju rytualnego...
Ponieważ uboju rytualnego pierwszy raz zakazano za Hitlera, drugi raz w europie, praktycznie jednogłośnie, zakazano uboju rytualnego w Polsce więc

idąc twoim tokeim myślenia wyniknie że
Polska = 3 Rzesza lol
Ale wiec no cóż roll

N4VV napisał/a:

Cicho krokodyl - ładnie napisane może ktoś łyknie. wink

Tym razem przegiąłeś, ciemny lud to kupi a wy nadal będziecie ogłupiać kobiety,coś się nie podoba to odejdźcie bo to nie wasze forum.
Jak kobiety zaczynają pisać na serwisach dla facetów to słychać jazgot nie z tej ziemi tu możecie oficjalnie pisać więc doceńcie to a nie
zachowujcie się jak cynicy.
Dziewczyny nie słuchajcie tego pajaców walczcie o swoje.
Feminiści i feministki powinni szczególnie walczyć z wizją możliwą ponurą wizją przyszłości która była ukazana w  filmie pt 'Żony ze Stepford" z 1975

(wersja pierwotna nie mylić z współczesną chałą)

Nirvanka87 napisał/a:

Z jednym się zgodzę, też nie będę nigdy feministką z prostej przyczyny, kiedyś kobiety o swoje prawa (i nie tylko swoje) walczyły intelektem, wiedzą, mądrością, teraz w dużej mierze pokazują po prostu cycki i myślą, że świat stanie przed nimi otworem. Jednym słowem walczą dupą,a nie głową. To jest obrzydliwe. Przyznaję się bez bicia, nie lubię większości kobiet, nie wiele myśli racjonalnie, nie wiele kobiet nie strzela fochów, nie obgaduje za plecami. Feministko skoro sa takie pro kobiece to robią to samo.
A i uważam, że większośc kobiet jest po prostu głupia, bo gdyby były mądre już dawno by wybiły facetów, którzy je krzywdzą, już dawno nie byłoby obrzezania kobiet itp. ale to przecież kobiety, kobietom gotują ten los. Idiotyzm. Faceci nie są  dużo mądrzejsi, po prostu wykorzystują głupotę kobiet. nie mówię, że każda kobieta jest głupia- żebyście od razu nie zarzucali mi wrzucania wszystkich do jednego wora, ale wystarczy popatrzeć na to co dzieje się na świecie, żeby jednak przekonać się o tym, że kobiety pozwalają sobą pomiatać i jeszcze na takie same ofiary wychowują swoje córki.

Może i poruszyłam kilka kwestii, ale wszystko zamyka się w w tym, ze kobiety pozwalają się źle traktować, a feministki ich nie uratują bo sa tak samo durne jak owe kobiety. zero mądrości za to gołe dupy.

Nie jestem fanką Cejrowskiego, ale uważam tak jak on, że kobieta staje się feministką, kiedy jej z facetem nie wyjdzie, pierwszy raz, drugi czy dziesiąty. A przecież można walczyć o siebie i innych będąc w szczęśliwych związkach, mając dzieci, rodzinę, mądrego męża, ale żeby mieć mądrego i wspierającego męża samemu też trzeba być mądrym.

Usprawiedliwieniem na takie zachowanie współczesnych feministek są obecne czasy gdzie aby się przebić przez beton trzeba olbrzymiego zaangażowania, czasem pajacowania by skupić media(przykład zachowanie Palikota).
Bez takich zachowań feministki były by całkowicie ignorowane, a problem jaki ukazują np niskie kary za gwałty czy dość częste mylne przekonania sądów że kobieta jest winna (bo np  prowokuje ubiorem) temu że doszło do gwałtu.
Feministki walczą o was, tyle że na co dzień nie widać tego i nie jest to nagłaśniane,  poza tym często jest to walka z wiatrakami.
Dużą i pomocną rolę mogą tu odegrać feminiści tacy jak ja którzy np chcą by kobiety mogły doszkolić się w samoobronie by powstawało więcej organizacji wyciągających pomocną dłoń dla kobiet których mężowie są alkoholikami, biją je, gwałcą tak jak ma to miejsce w Szwecji czy nawet kapitalistycznym USA.

9 Ostatnio edytowany przez AdrianDąbrowski (2013-08-01 16:14:32)

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!
Averyl napisał/a:

Primus - idea ewoluuje, bo świat się zmienia.

Co do początku racja!!

Averyl napisał/a:

nie chodzi tylko o to, by dostać dokładnie taką samą pensję, co kolega na tym samym, ale o to, by nie pytano mnie, co zrobię z dzieckiem, jak ono zachoruje, moi koledzy na podobnym stanowisku takich pytań nie słyszeli.

A co godzisz się by tój kolega TYLKO DLATEGO ŻE JEST FACETEM zarabiał więcej, to chore, powiem może mocno ale po przyjacielsku, masz mentalność niewolnika i frajerki.

Averyl napisał/a:

Chodzi o zaakceptowanie i uszanowanie różnorodności: facet nie urodzi dziecka i żadne urlopy "tacierzyńskie" tego nie zmienią, a większość kobiet nie będzie miała tyle siły, by zasuwać na budowie i dźwigać ciężkie przedmioty, za to będą się świetnie odnajdywać w innych pracach. Tak jest natura (fizyczna strona naszych ciał i możliwości), co nie stoi w konflikcie z ideami feminizmu.
Chodzi również o szacunek do kobiet. Nawet jeśli część kobiet pozwala się traktować się jak towar, pozwala, by być na reklamach tylko obiektem seksualnym, służącym jako dodatek do samochodu faceta, to fajnie że są dziewczyny, które potrafią zaprotestować i powiedzieć, że kobieta to człowiek, a nie przedmiot użytkowy dla faceta.

Zależy jaka praca nie rzadko kobieta zarabia lepiej np będąc księgową czy menedżerką w jakieś firmie.
Co do reszty to indywidualny wybór kobiety ale faktycznie protest nie jest niczym złym ale bardziej mnie wkurzają reklamy promujące tradycyjne podejście do roli kobiety jak np pranie gotowanie, sprzątanie itp...
A szczególnie ta jego śmieszka z  reklamy Corega tabs, tam aktorka zachowywała się jak idiotka, fembot a nie kobieta.

10

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

Adrianie nie zgodze się z tym, że trzeba dupe pokazywać, żeby być kimś. Fakt to bardzo ułatwia sprawę, ale jednocześnie powoduje śmiech, bo ja osobiście ni chce, żeby walczyły o mnie i moje prawa jakieś rozwydrzone gołe laski. Każda kobieta powinna walczyć o siebie i o inne kobiety, potrzebujących ludzi swoja wiedzą, rozsądkiem i inteligencją.

Nie chcę lafiryndowatych obrończyń

11

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!
AdrianDąbrowski napisał/a:

....

N4VV napisał/a:

Cicho krokodyl - ładnie napisane może ktoś łyknie. wink

Tym razem przegiąłeś, ciemny lud to kupi a wy nadal będziecie ogłupiać kobiety,coś się nie podoba to odejdźcie bo to nie wasze forum....

Ty, koleś, a czy Ty wiesz, ze dyskryminacja nie jest zupełnie legalna (z wyjątkiem miejsc typu WC). Sam spadaj.
Jacy WY - co Ty tu chcesz imputować.
Z kim się na głowy zamieniłeś.
Chcesz swoją pompatyczno-sekciarską propagandę prowadzić, - ok, ale zejdź ze mnie, bo Ci na dobre nie wyjdzie.
Jesteś piąta kolumna jakiejkolwiek działalności - do tak wrażliwej nie nadajesz się kompletnie boś osioł.

12

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!
AdrianDąbrowski napisał/a:

A co godzisz się by tój kolega TYLKO DLATEGO ŻE JEST FACETEM zarabiał więcej, to chore, powiem może mocno ale po przyjacielsku, masz mentalność niewolnika i frajerki.

Raczej mam mentalności osoby bardzo pewnej siebie, znającej swoją wartość, nie bojącej się konkurencji z facetami na męskich stanowiskach (jestem inżynierem w bardzo męskiej branży) lol

Powiem ci również po przyjacielsku - korzystaj częściej ze swojego wspaniałego, męskiego mózgu. Podpisując umowę o pracę godzę się na wykonywanie konkretnej pracy i jest to układ między mną, a pracodawcą, nie między mną, a kolegami na takim samym stanowisku. Potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której dwie osoby robiące to samo, zarabiają różne pieniądze (niezależnie od płci) np. sprzedawca w sklepie jeden będzie wykonywać lepiej swoją pracę od innej osoby na tym samym stanowisku - zasługuje na lepszą płacę? Wg mnie zasługuję - i dlatego zupełnie nie boję się konkurencji z facetami.

Nie wiem dlaczego, ale czytając twój tekst odniosłam wrażenie, że starasz się być świętszy od samego papieża. Bardzo się cieszę, że tak walczysz o prawa kobiet, ale jest to typowo męski styl (klapki na oczach i jedna idea, jeśli praca to od świtu do nocy, kosztem życia osobistego, jeśli hobby - to wszystko łącznie z rodziną podporządkowane męskiej pasji, jeśli feminizm - to walka zarówno w pracy, jak i przed telewizorem).
Czy oczekujesz, że każda feministka powinna, jako sens swojego życia, obrać walkę?

13

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

Feminizm ma wiele stron..ja jestem ze tym nurtem który podkresla i docenia jak szczególnym i bezcennym stworzeniem jest kobieta.. nie rozumiem czemu kobiety chcą się na sile rownac z facetami..bez sensu

14

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!
AdrianDąbrowski napisał/a:
Primus napisał/a:

Słuchaj kolego okłamują kobiety to tacy prawicowi(konserwatywni-"liberałowie") szowiniści i militaryści tak ty. mad
Zacznijmy od tego ze jest to forum dla kobiet więc tacy jak ty są tu tylko tolerowani a nie akceptowani proszę więc nie mieszać im w głowach bo od tego jest nasz episkopat smile
Co dziwnie się poczułeś jak zobaczyłeś znak feminizmu na logo faceta na dodatek nie wierzącego w męską przyjaźń(przyjaźń od flaszki to nie przyjaźń a tylko ewolucyjnie wykształcona
konieczność dlatego w stosunku do innego faceta jesteśmy albo obojętni, albo znajomymi albo wrogami albo co najwyżej kumplami.
Naturalnym odruchem jak widzi się innego faceta jest zaciskanie pieści) na dodatek w stosunku do innych mężczyzn jestem osobowością alfa.
Myśląc twoim tokiem okaże się że bycie ateistą automatycznie oznacza bycie komunistą. lol
Dalej idąc twoim tokiem rozumowania podobny cyrk wyjdzie z zakazem uboju rytualnego...
Ponieważ uboju rytualnego pierwszy raz zakazano za Hitlera, drugi raz w europie, praktycznie jednogłośnie, zakazano uboju rytualnego w Polsce więc

idąc twoim tokeim myślenia wyniknie że Polska = 3 Rzesza lol

Nie rozumiem - PO CO TE NERWY?

Nie napisałem tego tematu, by kogokolwiek obrazić, ani zniesmaczyć, po prostu napisałem co myślę o tym całym "pro kobiecym" feminizmie, działaczek które niewiele mają wspólnego ze zwykłymi kobietami. To takie "ideolożki" Nowego Pięknego Świata" Walczą, walczą ostro (o dobre dla siebie posady), a kobiece karki, to przysłowiowa odskocznia (niczym trampolina), mająca je tam wprowadzić do polityki. I tyle.

Skąd wiesz że jestem militarystą?

Co zaś się tyczy kwestii "episkopatu", to pragnę Ci zakomunikować że nie jestem osobą religijną. Nie jestem już nawet katolikiem. Mniej już taka wiara, jaka jest w religii katolickiej (czy jakiejkolwiek innej), nie jest do niczego potrzebna. Ale...nie jestem także ateistą, choć nie uważam że osoby o takim światopoglądzie są od razu komunistami (wśród moich przyjaciół jest wielu ateistów). Moja "religia" (że to w ogóle tak nazwę), to ciągłe poszukiwanie, poszukiwanie Boga (nie będę Cię tym zanudzał, więc pominę ten opis). Nie należę do żadnej sekty, ani nic w "tym stylu". Nie jestem też jakimś "prawicowym oszołomem", moje poglądy oscylują wokół socjalizmu (nie mylić z "socjalizmem" dzisiejszych lewicowych partii politycznych w Polsce).

Co zaś do "znaku feminizmu", to muszę przyznać że nawet nie rozpoznałem, ale jak lubisz takie - "fetysze", o pieniądzach i o gustach dżentelmeni (mam nadzieję że nim jestem, bo Ty z pewnością), nie rozmawiają.

Męska przyjaźń, to oczywiste że istnieje (nie mylić z "męską" przyjaźnią - helloou - taki żarcik). Choć oczywiście testosteron buzuje i prędzej jeden z drugim weźmie się "za łby", niż siądzie do kielicha (przynajmniej ja tak mam). Ja osobiście wolę przebywać w towarzystwie kobiet (i znów, nie to żebym był jakimś lowelasem, z moją Panią, już wkrótce zamierzamy się pobrać). Wogóle uwielbiam obserwować zachowanie kobiet. I uważam że największym wrogiem kobiety, jest właśnie...druga kobieta. Nie masz nawet pojęcia jak bezczelne i jak bolesne (psychicznie oczywiście, choć nie tylko), rany, potrafią te zadawać sobie "niewiasty". Zastanawiam się, dlaczego się tak nienawidzą. Faceci mogą sobie dać po pysku (ja sam - teraz już nie, a przynajmniej się staram - potrafiłem "naparzać się" z chłopakami o drobnostki, lub o dziewczynę (na środku zamarzniętego jeziora w zimie), a potem pójść na przysłowiową flaszkę. Ale kobiety są inne, bardziej "wysublimowane" w swych ciosach i jak już nienawidzą "drugiej baby" do całym sobą i do śmierci. Ciekawe skąd to się bierze, ale powtórzę - to nie faceci są wrogami kobiet, a manipulatorki, które próbują zbić na nich kapitał polityczny.

Feministki nie chcą bowiem by było więcej kobiet, np. w polityce. Feministki chcą, by w polityce było więcej...feministek. Ciekawym przykładem opisującym tę tezę, były wybory parlamentarne 2005r., gdy do sejmu weszło najwięcej kobiet w całej historii III RP. I cóż było można usłyszeć od "pań" feministek? Ano że nie o to im chodziło, że co prawda kobiet jest dużo...ale, no właśnie to ale. Chodzi po prostu o wciskanie kobietom ciemnoty, mówiąc im że to "mężczyźni ich gnębią, a jak tylko kobiety dojdą do władzy, to się wszystko zmieni, gdyż kobiety mają wrodzoną subtelność" i inne tego typu bzdury.

Powiem ci Adrianie, że historia pokazuje, iż największe kobiety u władzy, niczym nie różniły się od swych męskich odpowiedników, były tak samo okrutne i rządne władzy. A co ciekawe, najwięcej "gnębiły" właśnie przedstawicielki swej własnej płci. Przykład? Pierwszy z brzegu, jedna z władczyń, kazała publicznie zgwałcić swą damę dworu, mówiąc jej iż: "nie ważne jak kobieta potrafi być wykształcona, ważne by wiedziała do czego służy jej ciało i potrafiła dogodzić mężczyźnie (była to królowa Madagaskaru - Ranavalona). Takich przykładów jest więcej, bardzo dużo, od Kleopatry począwszy, na współczesnych "damach" skończywszy. Kobiety po prostu się nie znoszą. Nawet przyjaciółki potrafią sprawić sobie wielki ból. Tak już jest - wydaje mi się że to jest ukształtowane genetycznie.

Co się tyczy "uboju rytualnego", to akurat ta sprawa niewiele mnie zajmuje, choć jeśli chodzi o wymiar czysto humanitarny, to sejm postąpił prawidłowo zabraniając uboju. Rozumiem niezadowolenie środowisk żydowskich i muzułmańskich i uważam że ich protest jest oczywisty (kwestia dotyczy ich religii), ale oburzające dla mnie są słowa, jakich używają w owej krytyce. Słowa o "nierozliczeniu się polski z przeszłością", w odniesieniu do Żydów, o "rodzących się ponownie demonach antysemityzmu", o porównywaniu Polski z III Rzeszą - ja się więc pytam, o co właściwie chodzi i z czego mają się Polacy rozliczać? Z Żegoty, z Witolda Pileckiego, który na ochotnika poszedł do Auschwitz by zorganizować akcję uwolnienia więźniów obozu, połączonego z atakiem oddziałów AK i alianckimi bombardowaniami? Czy z Ireny Sendlerowej, czy ponad 6300 Polaków odznaczonych tytułem "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata", za ratowanie Żydów? (a mowa jedynie o tych, którzy zgłosili się do Yad Vashem. A ilu jest tych anonimowych, ilu zostało rozstrzelanych razem z Żydami, gdy odkryto ich "postępek"?). Wśród moich pracowników, jest aż dwóch, których rodziny ukrywały Żydów w czasie II wojny światowej.

Tak na marginesie już pragnę dodać, że choć nie jestem już katolikiem, to jednak zachowałem duży szacunek, dla tradycji (w tym również katolickiej. Kościół w Polsce cenię nie tyle za jego nauczanie - mówię tu o sobie - ile za przywiązanie do patriotycznych wartości. Za podtrzymywanie ducha w czasie "nocy zaborów" i brunatno-czerwonego terroru po 1939r. Za to cenię kościół).

No cóż powtórzę słowa Marszałka Józefa Piłsudskiego "Nie wiem dlaczego Bóg kazał mi żyć w Polsce? Jednak tej idei młodości pozostałem wierny na zawsze". Nazywasz mnie "prawicowym szowinistą", nie ma we mnie grama szowinizmu, powtórzę więc inny cytat, kolejnego wielkiego człowieka, którego cenię: "wszelki rasizm i szowinizm jest łajdactwem". Kto to powiedział?


"CZŁOWIEK KTÓRY BYŁ NAJPIĘKNIEJSZĄ WŁADZĄ JAKĄ ZNAM" - to nie moje słowa, choć się pod nimi podpisuję. To powiedział Honore Balzak, o kim?


TO CESARZ BONAPARTE - NAPOLEON BONAPARTE - Mały wielki człowiek. Człowiek któremu my Polacy jesteśmy ( i powinniśmy być) wdzięczni za to czego dokonał, co dla nas uczynił i jak potem potraktowali go ci wszyscy zwolennicy dawnego systemu - spokojnego dla tych u góry, zaś bezwzględnego dla wszystkich innych.

NAPOLEON to nie tylko imię konkretnego człowieka, to idea wolności, braterstwa i niezależności - idea człowieczeństwa. Może właśnie dlatego kochały (i wciąż kochają), go miliony ludzi na całym świecie, od najbiedniejszych, którzy zawdzięczali mu nie tylko wporwadzenie prawdziwej praworządności i sprawiedliwości (Kodeks Napoleona), i którzy długo po jego upadku, wchodząc do tawern - zamawiali o jedno piwo więcej niż było biesiadników. Gdy karczmarz pytał dla kogo to dodatkowe piwo, odpowiadali ze zdziwieniem, jakby było to coś oczywistego - DLA CESARZA.

Kochali go również i wielcy humaniści pisarze i twórcy epoki (i nie płacił im za to jak czyniła np. caryca Katarzyna II w Rosji), tacy jak George Byron (jeden z największych angielskich poetów i dramaturgów romantyzmu), Johann Wolfgang Goethe (najwybitniejszy niemiecki poeta romantyczny - po prostu mistrz w swoim fachu), Friedrich Schiller (twórca "Ody do radości" - hymnu UE), Sándor Petőfi (poeta węgierski, uczestnik antyhabsburskiego powstania 1848r.), Michaił Lermontow (jeden z najwybitniejszych rosyjskich poetów romantycznych), Aleksander Puszkin (najwybitniejszy przedstawiciel rosyjskiego romantyzmu), Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński i wielu, wielu innych...

Jestem więc Bonapartystą i jestem Piłsudczykiem, gdyż są to ludzie, przy których (cytując słowa prof. Pawła Wieczorkiewicza): "Jak stajesz oko w oko z tym dziwnym człowiekiem, nie sposób nie stanąć na baczność"

I to jest jedynie mój szowinizm - zaś wszystkie kobiety cenię, szanuję i "miłuje", oraz nie pozwolę by którakolwiek przy mnie cierpiała.


"Baśń Napoleońska przypomina mi objawienie św. Jana: każdy czuje, że coś w nim tkwi, tylko nie wie co" - JOHANN WOLFGANG GOETHE


Pozdrawiam.

15 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-08-01 23:46:15)

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!
Nirvanka87 napisał/a:

Z jednym się zgodzę, też nie będę nigdy feministką z prostej przyczyny, kiedyś kobiety o swoje prawa (i nie tylko swoje) walczyły intelektem, wiedzą, mądrością, teraz w dużej mierze pokazują po prostu cycki i myślą, że świat stanie przed nimi otworem. Jednym słowem walczą dupą,a nie głową. To jest obrzydliwe. Przyznaję się bez bicia, nie lubię większości kobiet, nie wiele myśli racjonalnie, nie wiele kobiet nie strzela fochów, nie obgaduje za plecami. Feministko skoro sa takie pro kobiece to robią to samo.
A i uważam, że większośc kobiet jest po prostu głupia, bo gdyby były mądre już dawno by wybiły facetów, którzy je krzywdzą, już dawno nie byłoby obrzezania kobiet itp. ale to przecież kobiety, kobietom gotują ten los. Idiotyzm. Faceci nie są  dużo mądrzejsi, po prostu wykorzystują głupotę kobiet. nie mówię, że każda kobieta jest głupia- żebyście od razu nie zarzucali mi wrzucania wszystkich do jednego wora, ale wystarczy popatrzeć na to co dzieje się na świecie, żeby jednak przekonać się o tym, że kobiety pozwalają sobą pomiatać i jeszcze na takie same ofiary wychowują swoje córki.

Może i poruszyłam kilka kwestii, ale wszystko zamyka się w w tym, ze kobiety pozwalają się źle traktować, a feministki ich nie uratują bo sa tak samo durne jak owe kobiety. zero mądrości za to gołe dupy.

Nie jestem fanką Cejrowskiego, ale uważam tak jak on, że kobieta staje się feministką, kiedy jej z facetem nie wyjdzie, pierwszy raz, drugi czy dziesiąty. A przecież można walczyć o siebie i innych będąc w szczęśliwych związkach, mając dzieci, rodzinę, mądrego męża, ale żeby mieć mądrego i wspierającego męża samemu też trzeba być mądrym.

No bo faceci nigdy nie strzelają focha, nie plotkują i w ogóle sa od kobiet bystrzejsi. Jeśli definiujesz feminizm jako kobietę z Femen to się nie dziwię, ale znam sporo feministek i sama jestem i większość z nich ma facetów na stałe od dawna. W feminizmie chodzi o równouprawnienie a nie o gołe dupy, chociaż gołe dupy też mogą mieć sens (np. występ laski zainspirowanej Femen w Egipcie). Ja akurat takiej taktyki nie popieram, bo nie wydaje mi się, żeby była bardzo produktywna, ale jak się zastanowisz przeciw czemu dzieuchy protestują to bardzo często mają rację.

Primus napisał/a:

(...)
Męska przyjaźń, to oczywiste że istnieje (nie mylić z "męską" przyjaźnią - helloou - taki żarcik). Choć oczywiście testosteron buzuje i prędzej jeden z drugim weźmie się "za łby", niż siądzie do kielicha (przynajmniej ja tak mam). Ja osobiście wolę przebywać w towarzystwie kobiet (i znów, nie to żebym był jakimś lowelasem, z moją Panią, już wkrótce zamierzamy się pobrać). Wogóle uwielbiam obserwować zachowanie kobiet. I uważam że największym wrogiem kobiety, jest właśnie...druga kobieta. Nie masz nawet pojęcia jak bezczelne i jak bolesne (psychicznie oczywiście, choć nie tylko), rany, potrafią te zadawać sobie "niewiasty". Zastanawiam się, dlaczego się tak nienawidzą. Faceci mogą sobie dać po pysku (ja sam - teraz już nie, a przynajmniej się staram - potrafiłem "naparzać się" z chłopakami o drobnostki, lub o dziewczynę (na środku zamarzniętego jeziora w zimie), a potem pójść na przysłowiową flaszkę. Ale kobiety są inne, bardziej "wysublimowane" w swych ciosach i jak już nienawidzą "drugiej baby" do całym sobą i do śmierci. Ciekawe skąd to się bierze, ale powtórzę - to nie faceci są wrogami kobiet, a manipulatorki, które próbują zbić na nich kapitał polityczny.

Tu masz rację - kobiety wcale nie są miłe i spolegliwe, on maja tylko inne, mniej fizyczne sposoby wyrażania agresji, chociaż fizyczna też się zdarza.

Primus napisał/a:

(...)Powiem ci Adrianie, że historia pokazuje, iż największe kobiety u władzy, niczym nie różniły się od swych męskich odpowiedników, były tak samo okrutne i rządne władzy.

A wiesz czemu? Żeby się dostać na szczyt i coś znaczyć w zdominowanym przez facetów świecie musisz grać według zasad tego świata i do tego być 3 razy lepsza (np. bardziej okrutna) niż męscy przeciwnicy. Kobiety sa różne i te, którym się udało w polityce w czasach, gdy bab nie miała nic do powiedzenia miały zapewne bardziej męski charakter niż wszyscy otaczające je faceci razem wzięci.
A co do feminizmu to moim zdaniem jego celem jest równouprawnienie oraz przewartościowanie: w patriarchacie bardziej ceni się siłe, przebojowość, sukces mierzony pieniędzmi i pozycja na drabinie. Nie ceni się tego, że ktos poświęca zycie na wychowanie dzieci na dobrych obywateli albo nie pcha się na świecznik tylko porządnie wykonuje swoją pracę. Jeśli cenilibysmy bardziej instytucyjnie (nie tylko deklaratywnie) także te "miękkie" wartości to świat byłby trochę milszym miejscem. Nie chodzi o baby na traktory - chodzi o to, żeby każdy miał wybór drogi życiowej bez względu na płeć z jaką się urodził i żeby oosby, które nie chcą zostać menadżerem w wielkiej korpo albo politykiem tylko prowadzić rodzinny dom dziecka były cenione i miały zapewniony dobry byt. W wielu miejscach świata to te stłamszone kobiety tak naprawdę podtrzymują gospodarke, ale nie mają żadnej siły politycznej.

Primus napisał/a:

Co się tyczy "uboju rytualnego", to akurat ta sprawa niewiele mnie zajmuje, choć jeśli chodzi o wymiar czysto humanitarny, to sejm postąpił prawidłowo zabraniając uboju.

Też się zgadzam. Religia religią, ale jak krzywdzi się żywe istoty to jest nie ok. Obrzezanie kobiet też jest religijne i tradycyjne co nie oznacza, że nie jest to barbarzyństwo.

A poza tym nie kumam co mają do tego Napoleon i Piłsudski...

16

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

AdrianDąbrowski zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie Twoje naskoczenie na Averyl i nazwanie jej frajerką tylko dlatego, że wyraziła swoje zdanie. Ale to pokazuje, że kwestię zatrudnienia znasz jedynie z teorii.

17

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

Nie jestem feministą głównie dlatego, że feministki wprowadziły do określania ludzi w rodzinie ohydnym słowem "partner". W rodzinie to ja mam żonę, partnera to ja mam w firmie, w której pracuję. Partner to pełna zamiennosc funkcji, wymienialnośc gdy sie tylko nie sprawdza, a firmy się zmienia. Jak to się ma do rodziny? Wszyscy widzimy co sie dzieje z rodzinami, które działają jak spółki biznesowe, w której działają partnerzy.
Feministki swoja pokręconą ideolofią niszczą normy społeczne, na których opiera się nasze zycie, na czele z rodziną.

18

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!

oo manifestacja, no ok..

Myślę, że feminizm, jaki by nie był, jest potrzebny i pożyteczny wg mnie każdy człowiek ma prawo do równego traktowania..
tylko co z tego.. ?
nic się nie zmienia
tak łatwo krytykować

19 Ostatnio edytowany przez Primus (2013-08-02 22:23:09)

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!
krokodyl666 napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:

A co do feminizmu to moim zdaniem jego celem jest równouprawnienie oraz przewartościowanie

A poza tym nie kumam co mają do tego Napoleon i Piłsudski...

Sądzę że ta cała walka feministek o powszechną równość to zwykły (za przeproszeniem) "pic na wodę". Dlaczego? Nikomu jeszcze nigdy, od początków naszego istnienia, od początku ludzkości nie udało się wprowadzić powszechnej równości. Nie da się bowiem wprowadzić równości, gdyż przeczy temu...ludzka natura. Zawsze byli (i zawsze będą), równi i równiejsi, my możemy jedynie próbować ograniczać te dysproporcje, ale równości wprowadzić się nie da.

Podobnie jest np. z Wolnością, choć, tę człowiek uzyskać może, ale...tylko indywidualnie. nie ma wolności zbiorowej, jest tylko indywidualna wolność określonych jednostek.

Co wspólnego mają Napoleon i Piłsudski...z równouprawnieniem? Na pewno nic. W jednym ze swych listów, tak  Napoleon pisze o kobietach: "Kobiety są wszędzie. Oklaskują aktorów w teatrze, spacerują w parkach, przeglądają książki w księgarniach. Możesz znaleźć te urocze stworzenia nawet w gabinetach mędrców. Zakradają się tam, by kierować nawą państwa. Mężczyźni szaleją za nimi, myślą tylko o nich i żyją jedynie dla nich"

Napoleon był też sentymentalny, napisał (nieukończoną), nowelę miłosną pt.: "Clisson et Eugenie". Oto jej fragment, który posiadam w mych skromnych zbiorach:

"Czasami na wybrzeżu osrebrzonym poświatą Wenery Clisson oddawał się swym pragnieniom i porywom serca. Nie mógł oderwać się od słodkiego, melancholijnego spektaklu przesyconej światłem księżyca nocy. Pozostawał tam, póki lśnienie nie zagasło, póki ciemność nie okryła marzeń. Spędzał całe godziny medytując w leśnych ostępach, a wieczorami przesiadywał do północy, zagubiony w marzeniach za sprawą blasku srebrzystej gwiazdy miłości".

List ten napisał w czasie gdy jeszcze przymierał głodem i stołował się w publicznych jadłodajniach, bez grosza przy duszy, nie mogąc znaleźć pracy ni przydziału w wojsku (wszystko zmieniło się po 5 października 1795r., gdy Napoleon stłumił rojalistyczny bunt w Paryżu - odtąd był na ustach wszystkich Francuzów).

Jego listy do Józefiny de Beauharnais, przesycone były nie tylko miłością, lecz również głęboką namiętnością, jak np. ten, pisany z Mediolanu podczas kampanii włoskiej z lata 1796r.:
"Całuję Twoje piersi, usta moje wędrują niżej, coraz niżej, o wiele niżej..."

lub ten z 17 stycznia 1797r. (dwa dni po swym zwycięstwie pod Rivoli, definitywnie unicestwiającym austriacką armię i pozwalającym Francji opanować całe północne Włochy):

"Pędzę na złamanie karku, by ujrzeć Cię jak najprędzej (...) Kładę się spać z sercem wypełnionym twym cudownym obrazem (...) Jakiż byłbym szczęśliwy mogąc asystować, gdy się rozbierasz (...) Całuję Twoje usta, oczy, piersi, wszystko, wszystko".

Lub:

"Kilka dni temu wydawało mi się, że Cię kocham, teraz jednak, gdy znów Cię ujrzałem, kocham Cię tysiąc razy bardziej. Od chwili, gdy Cię poznałem, co dzień kocham Cię mocniej. Tysiąc pocałunków - jeden nawet, dla Fortune'a, podłej bestii". -  (Fortune - był pieskiem Józefiny. Napoleon go nie znosił, gdyż pewnej nocy podczas miłosnych igraszek z Józefiną, Fortune...ugryzł go w rękę).

Zaś Józefina była...zdziwiona takim przywiązaniem i miłością, w jednym z listów do przyjaciółki z 1797r., pisała: "Mój mąż nie kocha mnie, on mnie obdarza czcią boską. Sądzę, że oszalał".

Nie zawsze jednak był jej wierny (a raczej bardzo rzadko), przebierając wśród przeróżnych kobiet i dziewcząt, niekiedy przybierało to dość komiczne scenariusze, jak np. w 1805r., gdy ordynans Cesarza, przypomniał mu iż: "mademoiselle Duchesnois czeka już na niego od dwóch godzin", ten odparł: "No to co? Powiedz by się rozebrała i zaczekała na mnie w łóżku". Gdy po następnej godzinie, którą młoda dziewczyna (aktoreczka z Comedie Française), spędziła nago w łóżku, w oczekiwaniu na Cesarza, ordynans zjawił się ponownie i przypomniał o niej, Cesarz odparł wówczas: "Każ jej iść do domu, dziś już z niczym nie zdążę".

Miał wiele romansów (m.in.: z Ludwiką Rolandeau, z paryskiej Opera Comique, z damą dworu Józefiny - Claire de Remusat, czy z madame Pauliną Foures, zwaną pieszczotliwie przez Francuzów: "Madame Cleopatra" (gdyż zabrał ja ze sobą do Egiptu),  ale zawsze miłością prawdziwą kochał Józefinę. Po latach już na św. Helenie przyznał: "Było w niej coś zagadkowego, aura omdlewającego rozmarzenia tak charakterystyczna dla Kreoli, widoczna w jej rysach, gdy odpoczywała i gdy poruszała się. Dawało jej to szczególny urok, który dalece przerastał uderzającą piękność rywalek".

Pokochał jej dzieci z pierwszego małżeństwa - Eugeniusza i Hortensję, czemu wielokrotnie dawał przykład, jak np. w liście z lipca 1806r.: "Mój synu, za dużo pracujesz. Twoje życie jest zbyt monotonne. Masz młodą żonę, która jest brzemienna. Myślę, że powinieneś tak się urządzić, aby spędzać z nią wieczory i prowadzić trochę życia towarzyskiego. Czemu nie jeździcie raz w tygodniu do teatru? Potrzeba więcej radości w Twoim domu. Ja wiodę życie takie jak Ty, ale mam starą żonę, która nie potrzebuje rozrywek, a mimo to mam więcej przyjemności i zabawy niż Ty. Młoda żona potrzebuje przecież rozrywek, zwłaszcza w obecnej sytuacji"

Zaś dopisek tego samego listu, skierowany do Augusty Amelii Wittelsbach (córki króla Bawarii), małżonki Eugeniusza de Beauharnais, był taki: "Niech Pani dba o siebie w obecnym stanie i pilnuje się aby nie urodzić córki. Podam Pani na to receptę, ale mi Pani nie uwierzy: należy codziennie pić trochę czystego wina".

Uff, ale się rozpisałem (wybitnie nie na temat), ale chciałem jedynie przytoczyć pewien kontekst, oraz...odpowiedzieć AdrianowiDąbrowskiemu na zarzut o szowinizm. Chciałem pokazać na przykładzie Napoleona, co myślę o szowinizmie, rasizmie i tego typu "izmach", a potem...to jakoś samo się rozkręciło smile 

Pozdrawiam.

20 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-08-02 22:46:07)

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!
Primus napisał/a:

Nie napisałem tego tematu, by kogokolwiek obrazić, ani zniesmaczyć, po prostu napisałem co myślę o tym całym "pro kobiecym" feminizmie, działaczek które niewiele mają wspólnego ze zwykłymi kobietami. To takie "ideolożki" Nowego Pięknego Świata" Walczą, walczą ostro (o dobre dla siebie posady), a kobiece karki, to przysłowiowa odskocznia (niczym trampolina), mająca je tam wprowadzić do polityki. I tyle.

A przecież bez polityki nie ma zmian, tak jak protestowały pielęgniarki a Kaczyński za swoich rządów mówił że to polityczne ale polityka jest wszędzie bez polityki nie było by zmian bo każda ustawowa zmiana to polityka.

Primus napisał/a:

Skąd wiesz że jestem militarystą?

Cytat z twojej  sygnatury jest nastawiony na wieczną wojnę.

Primus napisał/a:

Co zaś się tyczy kwestii "episkopatu", to pragnę Ci zakomunikować że nie jestem osobą religijną. Nie jestem już nawet katolikiem. Mniej już taka wiara, jaka jest w religii katolickiej (czy jakiejkolwiek innej), nie jest do niczego potrzebna. Ale...nie jestem także ateistą, choć nie uważam że osoby o takim światopoglądzie są od razu komunistami (wśród moich przyjaciół jest wielu ateistów). Moja "religia" (że to w ogóle tak nazwę), to ciągłe poszukiwanie, poszukiwanie Boga (nie będę Cię tym zanudzał, więc pominę ten opis). Nie należę do żadnej sekty, ani nic w "tym stylu". Nie jestem też jakimś "prawicowym oszołomem", moje poglądy oscylują wokół socjalizmu (nie mylić z "socjalizmem" dzisiejszych lewicowych partii politycznych w Polsce).

To miło ale czy więc jesteś agnostykiem, więc pewnie spodoba ci się pismo obywatel.

Primus napisał/a:

Co zaś do "znaku feminizmu", to muszę przyznać że nawet nie rozpoznałem, ale jak lubisz takie - "fetysze", o pieniądzach i o gustach dżentelmeni (mam nadzieję że nim jestem, bo Ty z pewnością), nie rozmawiają.

Ok bo już myślałem że chodzi o moją "działalność" w sumie hobby, bo mam pracę a obecność w organizacjach oraz tutaj i na salon24 traktuję jako zwykłe hobby.

Primus napisał/a:

Męska przyjaźń, to oczywiste że istnieje (nie mylić z "męską" przyjaźnią - helloou - taki żarcik). Choć oczywiście testosteron buzuje i prędzej jeden z drugim weźmie się "za łby", niż siądzie do kielicha (przynajmniej ja tak mam). Ja osobiście wolę przebywać w towarzystwie kobiet (i znów, nie to żebym był jakimś lowelasem, z moją Panią, już wkrótce zamierzamy się pobrać). Wogóle uwielbiam obserwować zachowanie kobiet. I uważam że największym wrogiem kobiety, jest właśnie...druga kobieta. Nie masz nawet pojęcia jak bezczelne i jak bolesne (psychicznie oczywiście, choć nie tylko), rany, potrafią te zadawać sobie "niewiasty". Zastanawiam się, dlaczego się tak nienawidzą. ale powtórzę - to nie faceci są wrogami kobiet, a manipulatorki, które próbują zbić na nich kapitał polityczny.

Żeńska przyjaźń jest bardzo silna, zdanie przyjaciółki potrafi zaważyć an relacjach z chłopakiem a nawet mężem.
Przyjaciółki z wszystkiego się zwierzają, co do niewiast to wątpię, za to wiem że 40 latki w pracy potrafią dzielić się na wrogie grupki nawzajem obgadujące się, moje takimi plotkarami szczerze gardzą. Jeszcze jedno kobiety traktują pracę konkretnie jako po prostu pracę i rywalizację, nie podrywają facetów w czasie pracy, jeśli już to po pracy.
Kobiety oddzielają pracę od życia osobistego my najczęściej nie i stąd te przekonanie o wrogości.
Moje najdroższe nie mają wrogów z poza pracy same koleżanki i znajome.
Co do nie wrogości mężczyzn wobec kobiet to wejdź to czytaj pismo z grami CD-ACTION,  które czytałem chodząc jeszcze na studiach chociaż mniej. najwięcej CDA czytałem będąc w liceum link usunięty (co oznacza menpower)
Dalej masę stron w  stylu link usunięty,  link usunięty itd....
Setki komentarzy na WP, Onet itd... w stylu najlepsza baba to martwa baba, najgorszy mężczyzna jest lepszy od najlepszej kobiety, jak baba bita to zasługuje na to, ja zawsze pomogę/
Myślisz że burki, obrzeżanie kobiet, czy chore gusta w stylu tajlandzkiego tuczenia do 120 kg to kto wymyślił, taks samo poglądy na kobiety starożytnych, kościelnych w średniowieczu, buddystów, taoistów, Indian, plemion afrykańskich.
Wystarczy popatrzeć na chore tradycje, dziedziczenie itd...
Poza tym różnice płacowe link usunięty
Zobacz na porady serwisu link usunięty
reakcja różnych pismaków na Anna Muchę,
I na koniec najlepsze rpzeczytaj artykuł w serwisie spam Mizoginizm wiecznie żywy !!!
link usunięty
Dlatego powoli staję się zwolennikiem zakazu pornografii.

Feministki nie chcą bowiem by było więcej kobiet, np. w polityce. Feministki chcą, by w polityce było więcej...feministek. Ciekawym przykładem opisującym tę tezę, były wybory parlamentarne 2005r., gdy do sejmu weszło najwięcej kobiet w całej historii III RP. I cóż było można usłyszeć od "pań" feministek? Ano że nie o to im chodziło, że co prawda kobiet jest dużo...ale, no właśnie to ale. Chodzi po prostu o wciskanie kobietom ciemnoty, mówiąc im że to "mężczyźni ich gnębią, a jak tylko kobiety dojdą do władzy, to się wszystko zmieni, gdyż kobiety mają wrodzoną subtelność" i inne tego typu bzdury.
Przede wszystkim chciałbym aby premierem była kobieta ze skrzydła centrolew bądź lew jak w Islandii.   
A zwykli posłowie to posłuszni  żołnierze(swoja droga Ćwiąkalski chciał ich liczbę zmniejszyć do 150 wiec wyleciał pod byle pretekstem) więc czy kobieta czy mężczyzna nie ma to jakiegoś większego znaczenia to musza być bezwzględnie posłuszne przykład Wandy Nowickiej była niepokorna więc szybko wyleciała. 

Primus napisał/a:

Nawet przyjaciółki potrafią sprawić sobie wielki ból. Tak już jest - wydaje mi się że to jest ukształtowane genetycznie.

To już jest podejście mizoginiczne i jednocześnie rasistowskie, według ciebie kobiety w ogóle nie potrafią się przyjaźnić.
Odwołuję się do tego co napisałem powyżej, a propos kaleczenia podam przykład z życia dwóch "przyjaciół" jeden z nich ma dizewczynę bierze ślub drugi choć nie jest gejem wkurzony że ten go olał po cichu odbija mu żonę udając że wszystko w porządku a to dopiero początek...
W Google znajdziesz 2,7 mln wpisów przyjaciel  okazał się chamem i 2000 tyś wpisów jak wyszukasz przyjaciel odbił mi dziewczynę

Primus napisał/a:

Co się tyczy "uboju rytualnego", to akurat ta sprawa niewiele mnie zajmuje, choć jeśli chodzi o wymiar czysto humanitarny

Ja tylko porównywałem twój tok myślowy że feministki to komunistki bo feminizm powstał za komuny..
A co do humanitarności to raczej widze tu poselską obłudę poneiważ większość tych posłów była przeciwna chociażby surowszym karom za chociażby głodzenie i bicie psów i innych zwierząt.
Ja tu widzę po prostu populizm.

Primus napisał/a:

Tak na marginesie już pragnę dodać, że choć nie jestem już katolikiem, to jednak zachowałem duży szacunek, dla tradycji (w tym również katolickiej. Kościół w Polsce cenię nie tyle za jego nauczanie - mówię tu o sobie - ile za przywiązanie do patriotycznych wartości. Za podtrzymywanie ducha w czasie "nocy zaborów" i brunatno-czerwonego terroru po 1939r. Za to cenię kościół).

Ja jestem bardziej antyklerykałem niż ateistą pamiętaj że kościół zawsze stał po stronie silniejszego u ans okupanta, przykład Watykan stał, w czasie okupacji, po stronie carskiej Rosji, Prus tak było zawsze, targowica była poparta przez kościół.
A Polska tradycja liberum weto, szlachta nie pracuje przyczyniła się do upadku rzeczpospolitej.
A co do komuny to nie przesadzajmy byliśmy najweselszym obozem sowieckim.

Primus napisał/a:

No cóż powtórzę słowa Marszałka Józefa Piłsudskiego "Nie wiem dlaczego Bóg kazał mi żyć w Polsce? Jednak tej idei młodości pozostałem wierny na zawsze". Nazywasz mnie "prawicowym szowinistą", nie ma we mnie grama szowinizmu, powtórzę więc inny cytat, kolejnego wielkiego człowieka, którego cenię: "wszelki rasizm i szowinizm jest łajdactwem". Kto to powiedział?

Szowinizm kiedyś  nie oznaczał męskiego szowinizmu, tylko teraz się tak przyjęło.
Szowinizm to skrajna forma nacjonalizmu.
A co do cytatów Napoleona on zalegalizował związki kazirodcze czy to źle mi to jest obojętne, może dlatego że nie zaglądam ludziom do łóżka.
A jego cytaty nie bardzo mi przypadły do gustu.
"Lepiej, żeby kobiety obracały igłą niż językiem."
"Państwa upadają, gdy kobiety rządzą sprawami publicznymi."
"Największe zwycięstwo nad kobietą to uciec od niej."
Co do Piłsudskiego pełna zgoda.
"Religia jest dla ludzi bez rozumu."
Równość się da wprowadzić jak do władzy dojdą prawdziwe feministki(te co myślą głową) i feminiści to drugie jest wazne.
Też pozdrawiam smile

21 Ostatnio edytowany przez Primus (2013-08-03 12:36:22)

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!
AdrianDąbrowski napisał/a:

To miło ale czy więc jesteś agnostykiem, więc pewnie spodoba ci się pismo obywatel

Czy jestem agnostykiem? Do pewnego stopnia wszyscy nimi jesteśmy, choć ja nie mógłbym z pełną świadomością powtórzyć sokratejskiej sentencji: "Wiem że nic nie wiem". Nie mógłbym, gdyż...coś tam wiem. Choć ta moja wiedza jest niewielka i znaczy tyle co kropla w morzu wiedzy ogólnej.

O co mi chodzi i jak mógłbym zdefiniować "moją religię"? (choć określenie "religia" i "wiara" są tu nie na miejscu).

Zacząłbym od tego że...śmierć nie istnieje! Śmierci nie ma, choć nam samym wydaje się zupełnie inaczej (wiele rzeczy nam się tylko wydaje). Świat w którym żyjemy mógłbym określić jako długi sen. Innymi słowy - Życie snem jest tylko, krótkim, burzliwym lecz tylko snem.

Cytując Isaaca Singera,żydowskiego pisarza, powtórzę: "Śmierć nie istnieje. Jak może istnieć, skoro wszystko jest częścią Boga? Dusza nigdy nie umiera, a ciało nigdy nie jest naprawdę żywe". Ja jednak najbardziej lubię sentencję Walta Whitmana (amerykańskiego "kowboja-filozofa" okrzykniętego mianem największego amerykańskiego poety), w "Pieśni o sobie samym" pisze:

"Czy ocknę się dzisiaj, czy za dziesięć tysięcy, czy za dziesięć milionów lat, Mogę radośnie przyjąć to teraz albo z równą radością mogę czekać. A jeśli chodzi o ciebie, Życie, twierdzę, żeś jest pozostałością wielu śmierci".

Ciekawa jest też myśl Henry'go Forda (twórcy Ford Motor Company): "Geniusz wypływa z doświadczenia. Niektórym wydaje się, że to dar albo talent, lecz jest to owoc długiego doświadczenia na przestrzeni wielu istnień".

Lew Tołstoj też pięknie o tym pisał: "Kiedy żyliśmy tysiącami marzeń w naszym obecnym życiu, tak też i nasze obecne życie jest tylko jednym z tysięcy takich istnień, w które wkroczyliśmy z innego, o wiele bardziej realnego życia... i do którego powrócimy po śmierci. Nasze życie to zaledwie jeden ze snów tego o wiele bardziej rzeczywistego życia, i tak bez końca, aż do ostatniego, najbardziej rzeczywistego życia, życia Boga.

Pięknie powiedziane, choć niejasne i mało zrozumiale (jeśli w ogóle).

Nasze istnienie na tym świecie, może się wydawać chwilowym "kaprysem natury" i kwestią przypadku. W rzeczywistości w naturze nie istnieje coś takiego jak przypadek. Wszytko ma swoje konsekwencje, każdy nasz czyn i każde działanie powodują interakcję. Gdyż nasze życie nie kończy się wraz z fizyczną śmiercią naszego ciała (które uważam jedynie za chwilowy kostium, tak samo jak człowiek nie może biegać nago po ulicy, gdyż wzbudziłby zainteresowanie i zapewne zniesmaczenie, tak nam, do istnienia potrzebne są owe "kostiumy", które odrzucamy gdy...ulegną wypadkowi, lub zestarzeją się i staną się niezdatne do dalszego użytkowania. Nie można całego życia przeżyć chodząc w jednej koszuli (tym bardziej że nasze ciało się zmienia - rośniemy, nabieramy odpowiednich kształtów itd.).

Krótko mówiąc, żeby nie przynudzać - ISTNIEJEMY, istniejemy bez początku i bez końca, gdyż jesteśmy (jak mówił Singer) "częścią Boga". Jeśli można by porównać Boga do wszechwiecznego, bezgranicznego oceanu, Oceanu Energii Miłości, to my...jesteśmy kropelkami tego Oceanu. Dlatego też np. nie możemy trafić do piekła itd. W pamięci mam pewne spotkanie-pielgrzymkę w Watykanie, u Jana Pawła II, kilkanaście lat temu (ja w nim nie uczestniczyłem i już wyleciała mi z głowy data tej pielgrzymki). Na pytanie pewnej kobiety - jak wygląda piekło i za jakie grzechy można tam trafić, papieżowi...się wymsknęło. Powiedział bowiem: "Piekło istnieje, ale jest puste".

Możemy oczywiście popaść w stan podobny do piekła, ale...jest to jedynie stan umysłu, stan całkowitego odrzucenia Jedności ze Źródłem (czyli Boga), i twierdzenie że istniejemy tylko dla siebie. Jest to stan nietrwały i ponowna akceptacja Miłości (ludzki język nie zna słów na opisanie tego uczucia - jest to wszechogarniająca i wszechobecna Miłość Całkowita (której tu w naszym życiu, możemy jedynie poznać niewielką cząstkę, namiastkę namiastek, wtedy gdy kochamy, gdy jest nam dobrze, gdy czujemy się szczęśliwi, kochani, lubiani, podziwiani), Miłość, jaką np darzy matka swe nowo narodzone dziecię - nie za to kim jest, ani co uczynił, lecz za to...że w ogóle jest. Taką właśnie Miłością darzy nas Wszechwieczny, którego my tu na ziemi zwiemy bogiem.

Istnieliśmy w tym Źródle Energii Miłości nim się narodziliśmy i naszym celem jest ponowny doń powrót. Dlaczego jednak przybywamy na ziemię (i nie tylko na ziemię, choć to już temat na inną rozmowę), dlaczego istnieje tyle zła i niesprawiedliwości pytamy, gdy stwierdzamy że Bóg jest dobry, lub że jest Miłością? Wielu hierarchów reprezentujących swe religie - nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie, lub ucieka się do ogólników (przykład papieża Benedykta XIV, który nie umiał odpowiedzieć na pytanie dziewczynki, dlaczego w wypadku zginęła cała jej klasa, jej koleżanki i koledzy? Odpowiedział zgodnie ze swoim sumieniem -"NIE WIEM DLACZEGO" za to też go szanuję).

Dlaczego istnieje zło, niesprawiedliwość, ból, przemoc, cierpienie? Odpowiedź jest dosyć prosta - dla ROZWOJU, dla ciągłego nieustannego rozwoju. Żyjąc w Jedności z Bogiem, nie mogliśmy poznać i doświadczyć przeciwności Miłości, a co za tym idzie - Jej docenić. To tak samo jak społeczeństwa pierwotne, które nie miały kontaktu z cywilizacją, otoczone innymi takimi plemionami i niewyścibiające nosa z terenów na których żyją, sądziły że cały świat jest właśnie taki sam, jak w ich wiosce - nie miały bowiem możliwości porównania, nie mogły docenić tego co mają - cały czas tym żyjąc. Cierpienie, zło i strach istnieje tylko po to byśmy ponownie nauczyli się Miłości, byśmy w drugim człowieku zobaczyli siebie samego, gdyż wszyscy jesteśmy "dziećmi Boga" (jak głosi chrześcijaństwo), innymi słowy - jesteśmy Jego częścią. Naszym celem więc jest jak najszybsze zakończenie tej gry (cały ten Wszechświat - ani nie pierwszy, ani nie ostatni, ani nie jedyny - jest jedynie grą, której celem jest przejście kolejnych etapów i jak najszybsze jaje zakończenie), i powrót do DOMU - tam gdzie istnieliśmy od zawsze, do Jedności Boga. Ten świat (Wszechświat), jest jedynie szkołą - szkołą Miłości.

Skąd ja to wszytko wiem? To przyszło stopniowo, choć zaczęło się dość wcześnie - gdy byłem dzieckiem, a miałem wtedy może trzy, lub cztery lata.

Wówczas co noc miałem ten sam sen, który dla tak małego dziecka jakim wówczas byłem, był koszmarny, wręcz przerażający. Śniło mi się że znajduję się w środku dużego, ciemnego lasu, jest noc a ja biegnę przez ten las - uciekam przed kimś, lub przed czymś. Gdy odwróciłem głowę zobaczyłem trzy ścigające mnie "czarownice", biegły za mną, a ja już ze zmęczenia nie miałem sił by dalej uciekać. Nagle potykam się o korzeń drzewa (lub kamień - nie pamiętam dokładnie), i upadam na ziemię. Gdy już, już mają mnie dopaść - budzę się zapłakany. Zawsze budziłem się w tym samym momencie, w chwili gdy już były przy mnie. Ten sen trwał dosyć długo, kilka miesięcy, a ja wiedząc że "to" znów powróci, bałem się zasypiać. Pamiętam że płakałem gdy moi rodzice odprowadzali mnie do łóżka, nie chciałem zasypiać, bojąc się że znów mi się to przyśni. I tak było, "to" wracało co noc. I choć rodzice uspokajali mnie mówiąc że to tylko sen że nic złego mnie nie spotka, ja nie wierzyłem im. Często leżałem w łóżku do rana przy zapalonym świetle, bojąc się zamknąć oczy i zasnąć. Z czasem jednak to minęło (po kilku miesiącach), a ja o tym zapomniałem.

Kolejne "dziwne" wizje pojawiły się gdy miałem ok. 10-12 lat. Jednak te "obrazy" były już zupełnie inne, łagodne, miłe i ciekawe. Widziałem w nich kilkuletniego chłopca raz w towarzystwie mężczyzny i kobiety, raz jedynie w obecności mężczyzny, innym znów razem w towarzystwie samej kobiety. Widziałem również owego chłopca siedzącego nad brzegiem pięknego brzegu rzeki, siedział pod drzewem i odpoczywał. Pamiętam dokładnie twarze mężczyzny i kobiety. Mężczyzna miał ciemną, krótko przystrzyżoną brodę, kobieta była ładna w średnim wieku. Pamiętam też że dochodziło do konfliktów pomiędzy chłopcem a owym mężczyzną. Zawsze później pojawiał się obraz chłopca nad brzegiem rzeki. Przekazy te były tak dziwne i niezrozumiałe wówczas przeze mnie, że moich rodziców wprawiałem w stan pewnego zakłopotania gdy opowiadałem te moje wizje ich znajomym i przyjaciołom. Ja zaś nie wiedziałem dlaczego to "coś" spotkało właśnie mnie i co "to" właściwie jest. Następnie i to też ustało. Potem były studia i praca, gdzie już zupełnie nic nie powracało, a ja o większości z tych dziwnych wizji po prostu zapomniałem.

"Przebudzenie" przyszło niedawno, może jakieś cztery lata temu. Wówczas wszystko zaczęło układać się w spójną całość. Poszczególne obrazy zaczęły się "porządkować" i układać w logiczny ciąg. Dzięki temu przypomniałem sobie moje poprzednie wcielenie. Wiem kim byłem w poprzednim życiu, gdzie mieszkałem, co lubiłem a czego nie, kiedy mniej więcej żyłem (nie pamiętam jednak dokładnego roku, ani swego imienia, ani nazwy miejscowości ). Wreszcie to co "pamiętam" najdokładniej to własną śmierć w poprzednim życiu. Ale od początku.
Urodziłem się na terenach dzisiejszej Indonezji, w rodzinie chłopa, żyłem w jakiejś wiosce. Ów mężczyzna opisany wyżej to właśnie był mój ojciec. Pamiętam że nienawidziłem pracy na roli, ani wszystkiego co wiąże się z wykonywaniem obowiązków chłopa. Często dochodziło na tym tle do kłótni z moim "ojcem". Wówczas uciekałem do swojej samotni - nad brzeg rzeki, gdzie godzinami rozmyślałem. Bardzo to lubiłem, ale nie podobało się to mojej rodzinie (głównie ojcu). Moje życie nie było zbyt obfitujące w doświadczenia. Pamiętam szczególnie dokładnie moment własnej śmierci.

Zginąłem jako kilkunastoletni chłopak. Jak do tego doszło? Pamiętam że zbudził mnie tętent końskich kopyt i krzyki ludzi. Gdy wyszedłem przed dom (chatę), zobaczyłem żołnierzy na koniach, trzymających w rękach płonące pochodnie - podpalali wioskę i mordowali mieszkańców. Pamiętam wyraźnie, bardzo wyraźnie owe płonące pochodnie. Pamiętam także że wówczas po raz ostatni spojrzałem na moich rodziców (myślę że to wówczas właśnie dokładnie ich zapamiętałem). Następnie ruszyłem w stronę ciemnego lasu. Kilku żołnierzy, pobiegło za mną. Uciekałem choć już brakowało mi sił, aż wreszcie potknąłem się o coś i upadłem. Wówczas mnie dopadli i przebili jakimś sztyletem. Tak zakończyłem swoje poprzednie wcielenie. Teraz już zrozumiałem że to co przyśniło mi się w dzieciństwie, było jedynie pamięcią mojej śmierci. Wszystko przypominało mi się więc od "końca".
Jest jeszcze jedna sprawa warta poruszenia. Odczuwam wyjątkową "niechęć" do Indonezji, jako kraju i jako ziemi. Długo nie wiedziałem dlaczego tak mam, teraz już chyba rozumiem.


No i znów rozpisałem się nie na temat, ale teraz już pewnie wiesz AdrianieDąbrowski jaką "religię wyznaję" (choć z religią nie ma to wiele wspólnego, zaś ja zamiast słowa "wiara" ,wolę słowo WIEDZA).

Pozdrawiam.

22 Ostatnio edytowany przez krokodyl666 (2013-08-03 23:59:25)

Odp: Dlaczego nie jestem feministą!
adamajkis napisał/a:

Nie jestem feministą głównie dlatego, że feministki wprowadziły do określania ludzi w rodzinie ohydnym słowem "partner". W rodzinie to ja mam żonę, partnera to ja mam w firmie, w której pracuję. Partner to pełna zamiennosc funkcji, wymienialnośc gdy sie tylko nie sprawdza, a firmy się zmienia. Jak to się ma do rodziny? Wszyscy widzimy co sie dzieje z rodzinami, które działają jak spółki biznesowe, w której działają partnerzy.
Feministki swoja pokręconą ideolofią niszczą normy społeczne, na których opiera się nasze zycie, na czele z rodziną.

Wiesz, ja wolę mieć partnera niż "głowę rodziny". Poza tym to jest chyba najgłupszy powód do nie bycia feministą albo przynajmniej w pierwszej 10tce. Z rodzinami nie dzieje się nic gorszego niż działo się od tysięcy lat - tylko teraz to widzisz, bo się o tym mówi i mniej zamiata pod dywan.

Primus napisał/a:

Sądzę że ta cała walka feministek o powszechną równość to zwykły (za przeproszeniem) "pic na wodę". Dlaczego? Nikomu jeszcze nigdy, od początków naszego istnienia, od początku ludzkości nie udało się wprowadzić powszechnej równości. Nie da się bowiem wprowadzić równości, gdyż przeczy temu...ludzka natura. Zawsze byli (i zawsze będą), równi i równiejsi, my możemy jedynie próbować ograniczać te dysproporcje, ale równości wprowadzić się nie da.
Pozdrawiam.

Wiesz, sprawiedliwość też jest picem na wodę, a jednak mamy sądy. To, że ideał jest nieosiągalny nie znacy, że należy się położyć i stwierdzić, że nic się nie da zrobić. Bo może coś się da zrobić, żeby było jesli nie idealnie to chociaż lepiej niż jest.

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Dlaczego nie jestem feministą!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026