netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Filozof-jedynak. Gdy wyjechał wszystko się posypało

4 odpowiedzi2 408 wyświetleńzałożony przez UnBelieverGirl, 30.07.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Filozof-jedynak. Gdy wyjechał wszystko się posypało

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: Filozof-jedynak. Gdy wyjechał wszystko się posypało

Jesteśmy (byliśmy?) razem osiem miesięcy. Niby krótko, jednak prawie cały ten czas mieszkaliśmy razem - miałam bliżej do pracy (pracowałam na lotnisku więc naprawdę bardzo mi to pomagało ze względu na różne godziny pracy). Po tygodniu on już wyznał że mnie kocha. Poza moją pracą, prawie cały czas spędzaliśmy razem. Wiadomo, ja czasami sama wychodziłam z koleżankami, on z kumplami na koncert. Zawsze gdy wstawał dzwonił do mnie. I gdy szedł po zakupy ("Misiek, co chcesz dzisiaj na obiad?"). W ogóle starał się mieć zawsze ze mną kontakt. Szczerze? Było nam jak w bajce. Jestem nerwus i histeryczka a on był oazą spokoju - nigdy nawet głosu nie podniósł. Przy nim uspokoiłam się. Spokorniałam. Moja rodzina i znajomi go uwielbiali (a rzadko to się zdarzało).
On? "Student" (długo przed poznaniem mnie przestał chodzić na uczelnie, chociaż miał bardzo blisko) filozofii. Tworzący muzykę ambient (mroczna, depresyjna) i piszący książki w podobnym, depresyjnym charakterze. Czasami odpływał gdzieś myślami. Miał jakieś swoje wewnętrzne problemy o których nie chciał rozmawiać, jednak wiedziałam że moja obecność mu pomaga.
I tu pojawia się problem. Pochodzimy z dwóch różnych miast. Ja z zachodniej Polski, on z nad morza. Jest jedynakiem. I jego matka jest straszna. (poznałam obojga rodziców: ojciec - zajebisty człowiek) Matka wydzwaniała do niego kilka razy dziennie. I za każdym razem się kłócili. Sam mi kiedyś powiedział, że "on z matką się nie lubią". Nie tolerowała tego, że jej syn (jedynak!) jest inny. Dlatego też bał się im powiedzieć o przerwaniu studiów, bo awanturom nie byłoby końca, a mamusi chodzi tylko o to "co ludzie powiedzą". Więc często nawet nie odbierał od niej telefonów (lecz gdy tak robił to go bombardowała połączeniami). Jednak Święta, Wielkanoc, czy co jakiś weekend, jeździł do swojego rodzinnego miasta. I zawsze był wtedy inny. Co prawda dzwonił, ale już rzadziej (raz dziennie) i wszystko było takie bez emocji (gdzie tutaj, na miejscu potrafił mi po 2-3 napisać że już za mną tęskni). Po ostatnim jego wyjeździe, na weekend majowy, wzięłam go na rozmowę. Powiedziałam że nie podobają mi się takie dwa różne zachowania i to, że nic nie robi (ani studia, ani praca). Po długiej rozmowie wyszło, że on tam ma inne życie i sam też jest inny. Że chciałby iść do pracy, bo sam na chwilę obecną nie wie w czym chce się kształcić, jednakże jego rodzice na to nie pozwolą. Rozmawialiśmy też o jego byłych. Że jak (z mojego miasta) któreś miał dosyć to po prostu przestawał się odzywać, odbierać i takie tam.
Do połowy czerwca było nam dalej jak w bajce. I wyjechał do siebie na cały okres wakacyjny (od samego początku o tym wiedziałam). Bo na wakacje ma tam pracę. I ciężko mi było bez niego. Przyzwyczaiłam się, że czas nie spędzony w pracy, spędzam z nim. I znowu się zaczęło. Niby dzwonił (jednak mnie nie rzucił), ale gadka szmatka o pracy, o moim aucie, o tym że był u babci "Misiek, jestem padnięty. Jutro zadzwonię". Po tygodniu przyjechał. Spędził 9h w pociągu, aby ze mną spędzić 6h. I było jak przedtem. Po 1,5 tygodnia znowu przyjechał. Na dwa dni. I znowu sielanka. Jednak w międzyczasie gdy on był tam, a ja tu, te rozmowy były rzadkie i bez emocji. Nie potrafił mi też żadnym normalnym argumentem odpowiedzieć kiedy i czy w ogóle mnie do siebie zaprosi.
Więc pewnej soboty poszedł spontan (wiedziałam, że sobotę i niedzielę miał akurat wolną). W sobotę jeszcze do mnie dzwonił, to nawet lekką nutkę zazdrości wykazywał. Prawie w środku nocy kupiłam bilet na poranny pociąg. Odwiedzić go, zrobić niespodziankę. Niespodzianka była, ale dla mnie. Otworzyła mi jego matka. Zmierzyła mnie od góry do dołu. Zapytałam czy on jest. Z szyderczym uśmieszkiem odpowiedziała że "zaraz" i jebs mi drzwiami przed nosem. On otworzył. Tym razem ja go zmierzyłam od góry do dołu. Niby wyglądał jak on, a jednak coś w nim było innego. W oczach miał pustkę i agresję, nienawiść.
- "Co tutaj robisz?"
- "Niespodzianka!"
- "Wejdź". Tak się nie robi. Powinnaś zadzwonić, powiadomić mnie że będziesz, a nie jechać przez pół Polski."
- "To ja lepiej pójdę."
I poszłam. A on? Nic. Zupełnie. W końcu mi napisał, że mnie przeprasza, ale nie powinnam tak niespodziewanie go odwiedzać w nie jego domu. A ja? Mętlik w głowie i rozszalałe emocje, uczucia. Trzy godziny chodziłam po tym zjebanym mieście, bo nie miałam wcześniejszego pociągu. A on? Siedział sobie na fejsie. Wróciłam do siebie nie wiedząc co dalej. I tak już ponad dwa tygodnie. Z rozmowy prawie nic nigdy nie wynikło, bo czego można się dowiedzieć po parunastu sekundowej konwersacji? Jednak czasami odebrał, lub odpisał ("w pracy jestem" - czy coś w ten deseń). Jednak ta sytuacja między nami była cały czas nierozwiązana. Mnie w międzyczasie zakończyła się praca na lotnisku, znalazłam nową jednak z pewnymi problemami. Poza tym małe problemy zdrowotne, chłopak mojej przyjaciółki do szpitala poszedł na ważną operację więc ją wspieram, druga się rozwodzi - wszystko na raz. Z tego wszystkiego, ja nie mogę spać, apetytu w ogóle nie mam (oprócz jogurtów nic mi nie wchodzi, a gdy próbuję coś w siebie wmusić, to wymiotuję).
Nie wiem już co mam robić. Rozmawiałam z jego kumplem, który też Tam jest. Podobno On jest bardzo agresywny, na wszystkich wrzeszczy i wyżywa się. Rodzice nie dają już rady. Wydaje mi się jakby miał dwie różne osobowości. Jak dr Jekyll i mr Hyde. Tej drugiej strony nie znałam. I raczej nie chcę poznać. Ale już nie wiem co mam robić. Ja dostaję już na głowę. Mam huśtawki nastrojów i emocji. Czuję się wykończona psychicznie, emocjonalnie i fizycznie. Nie rozumiem tego co się dzieję. Nie mam kontroli nad swoim zachowaniem. Jak można być tak dwom różnymi osobami jednocześnie i co ja mam z tym zrobić?

2

Odp: Filozof-jedynak. Gdy wyjechał wszystko się posypało

może to wcale nie są dwie twarze tylko po prostu w domu rodzinnym jest gnębiony i frustrowany np. przez matke. jest jedynakiem, silna wiez z toksyczna matką jest czy on tego chce czy nie. mało to czubów na tym świecie? widocznie jego matka to jakaś mocno wysysająca z niego energię istota skoro tak się w domu rodzinnym chłopak zachowuje. jestem w stanie to sobie wyobrazić bo znam kogoś kto ma bardzo podobny problem z matką (relacja syn-matka). poczytaj na tym forum o wszelkiej maści tokstycznych kobietach, teściowych, matkach również. to naprawdę potrafi zniszczyć psychikę człowieka. zwłaszcza WRAŻLIWEGO JEDYNAKA, nie majacego rodzenstwa. Moim zdaniem jesli go kochasz to powinnaś spróbowac mu pomoc. jak jestescie razem on jest szczesliwy, moze spróbuj go do siebie przyciągnąć. znajdzcie razem jakąs pracę, wynajmiecie kawalerke. spróbuj, jesli ci zależy. bardzo mu współczuje sytuacji bo mam obraz tego co sie działo z moim znajomym...

3

Odp: Filozof-jedynak. Gdy wyjechał wszystko się posypało

Wrócił i sytuacja jest jeszcze bardziej pogmatwana niż jak była.
Nie jesteśmy już razem. Ale widzieliśmy się już trzy razy od kiedy wrócił (dzisiaj znowu się widzimy). Za pierwszym razem pojechałam po swoje rzeczy. Był zimny, nieczuly, obcy. Powiedział że mnie nie kocha, że ot tak mu przeszło, ale nawet nie potrafił na mnie spojrzeć. Powiedział też że i tak nie ma sensu aby cokolwiek naprawiać bo w grudniu wraca do siebie.
Za drugim razem wpadłam do niego w Wiadomym Celu (tak, kobieta ma swoje potrzeby). Od drzwi już się na mnie rzucił. Później bardzo dużo wypilismy (mieszanka piwa i różnych smaków wódki). Usiadł ze mną, rozmawiał. Opowiedział o tym jak to parę dni po tym gdy zaczął pracę jako ratownik - wyławiał trupa z morza. Ale to praca dla niego bo "czuję że żyję i że jestem potrzebny". Nie chciał dłużej o tym rozmawiać i zaproponował abyśmy poszli do salonu gdzie jego wspołlokatorzy się bawili. Bawiliśmy i pilismy razem z nimi a gdy wszyscy poszli spać, nie pozwolił mi wracać do domu "bo może ja nie chcę sam dzisiaj spać?!". Mówiłam mu że to nie ma sensu że zaras przecież i tak wyjeżdża. Stwierdził że przez te półtora miesiąca jeszcze wszystko może się zmienić. Patrzył na mnie z tą dobrocia i miłością jak wcześniej, jak gdyby nic się nie zmieniło. I tulił, całował, zwracał się per "Misiek" zamiast po imieniu jak go prosiłam. Po powrocie do domu cisza.
A po pięciu dniach znowu wspólny wypad do klubu gdzie dj jest jego kumplem. I znowu był oschły, jak gdybym była najgorszą rzeczą jaka go w życiu spotkała. Wróciłam do domu (bardzo pijana) i dzwonię do niego (nie pamiętam w jakim celu) i mówię że za chwilę go już nie będzie i nigdy więcej go nie zobaczę, na co on: "przecież możemy się pospotykać". I tak oto idziemy dzisiaj na kawę.
Wiem że to bardzo nierozsądne z mojej strony. Ale nie rozumiem tego. Nie rozumiem jego zachowania. A ja? Ja jeszcze nie jestem gotowa aby się pożegnać...

4

Odp: Filozof-jedynak. Gdy wyjechał wszystko się posypało

Ja też nie rozumiem.

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Filozof-jedynak. Gdy wyjechał wszystko się posypało

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026