Przydarzyło mi się coś bardzo dziwnego.
Pewnego dnia zadzwonił do mnie chłopak (mężczyzna po 35 roku życia), z którym spotykałam się około sześć lat temu. Rozstaliśmy się z jego inicjatywy. Utrzymywaliśmy kontakt sporadyczny, raz na pół roku sms lub wiadomość email. Zadzwonił i zapytał co u mnie, wiedział, od dawna, że kogoś mam, że średnio nam się układa, że mimo wieku i stażu ( oboje po 30 tce ok cztery lata stażu w związku - z przerwami) nie bierzemy ślubu.
W pewnym momencie tej rozmowy powiedział, że niczego bardziej nie żałował jak tego rozstania, że przez cały ten czas nigdy nie spotkał kobiety, która by mi dorównała i że jeżeli nie ułoży mi się z obecnym, to on w ciągu kilku miesięcy się ze mną ożeni. Że miłość, przyzwyczajenie , lepsze poznanie się przyjdzie z czasem. Że chce założyć rodzinę bo ma swoje lata. I że będzie nam razem dobrze.
Piszę do Was bo zgłupiałam. Nikomu o tym nie powiedziałam. Jestem w szoku i trochę nie myślę racjonalnie. Bardzo proszę o opinie.