Witam serdecznie.
Jak wyglądają Wasze sypialnie po zdradzie?
(Tzn. gdy jedno z partnerów zdradziło, ale podjęta została decyzja o ratowaniu związku)
Aby nie było, że autor zaczyna i nie kończy (a nawiązując do wypowiedzi premiera Millera prawdziwego mężczyznę poznaję się po tym jak kończy
- jest...gorzej. Oczywiście, to dopiero relatywne początki odbudowywania relacji, do tego dość długo nie spaliśmy ze sobą (ze względu na mój pobyt zagraniczny i romans żony: podczas pobytów w kraju, nie wiedząc o Jej drugim związku, szanowałem jednak to, iż nie chciała się kochać), a ja mimo wszystko - rozumiem powody Jej drugiego związku: od ok.2 lat (15 w ogóle związku, 7 małżeństwa, 1.5roczny syn) się nam nie układało, mnie więcej nie było niż byłem, nie ceniłem Jej tak jak na to zasługiwała (bo była naprawdę świetną żoną i kochanką
i wybaczyłem tę relację...
Paradoksalnie wręcz -ona nas do siebie bardzo, ale to bardzo zbliżyła. Szczerze? Staliśmy się sobie bardzo bliscy, słuchamy się nawzajem, bardzo dużo rozmawiamy, szanujemy, wspieramy.
Może tak: kilka lat temu były problemy z nadżerką i od tego czasu seks zaczął się psuć. Pojawiły się np. problemy z nawilżeniem u żony.
Do tego psuły się relacje między nami, więc ten seks też na pewno nie sprawiał Jej tyle radości co wcześniej...
Coraz częściej przechodziliśmy na...napęd ręczny i...ustny
, a kontakty seksualne między nami były rzadsze (coraz mniejsza ochota żony)
Natomiast - gdy zaczęła się spotykać z nowym partnerem, seks był podobno świetny... I nawilżanie i stosunki i chęć do nich...
Więc - zapewne jednym z powodów obecnego dyskomfortu jest mój zbyt duży penis (jak na Nią, gdyż z byłymi partnerami nie odczuwała dyskomfortu, ani ja nie miałem problemu podczas kontaktów z innymi kobietami: a przynajmniej...dobrze udawały ![]()
Do tego - tuż przed zakończeniem romansu i decyzją o odbudowie związku, założyła spiralę Mirena.
Ale...to nie tylko to...
Bo...wciąż unika seksu ze mną...
Oczywiście, kochamy się, ale odnoszę wrażenie, że po prostu dlatego, że czuje taki obowiązek, (by po zdradzie mi wynagrodzić stracony czas (?) a nie ochotę...
I - zastanawiam się co jest przyczyną: bo w relacjach emocjonalnych jest naprawdę, naprawdę świetnie.
Natomiast w łóżku - chyba nawet gorzej niż było wcześniej.
I teraz się zastanawiam: jeśli z tym facetem wszystko było w porządku (jeśli chodzi o łóżko: a więc odpadają takie czynniki jak zmęczenie, bo sypiając z nim pracowała tyle samo czasu co jak jest teraz ze mną)
Pozostają dwie możliwości - psychika albo moja budowa.
Ile czasu trwało u Was (o ile w ogóle dało się naprawić) "naprawianie" relacji seksualnych?
I - czy popsute, po zdradzie, mogą stać się przyczyną utrudnień w odbudowie związku czy nawet ewentualnej decyzji o rozstaniu już ostatecznie?