Dziewczyny proszę pomóżcie!
Piszę tego posta i ryczę, nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, nie rozumiem siebie.
Od początku..mam 27 lat, jestem w związku od 3,5 roku. Mieszkamy razem jakieś 1,5 roku.
Różnie miedzy nami było, ale mimo wszystko zawsze tworzyliśmy bardzo udany związek. Mój chłopak jest wspaniałym facetem, jest inteligentny, mądry, przystojny, opiekuńczy, wiem, że zawsze mogę na niego liczyć, jest moim przyjacielem i najwspanialszą osobą jaką kiedykolwiek w swoim życiu spotkałam. Wiem, że bardzo mnie kocha, wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko, jednak nie zawsze tak było..Przez pierwszy rok to ja walczyłam o niego, on się zastanawiał, bał się zaangażować..a ja byłam cierpliwa bo wiedziałam, że to miłość mojego życia i się doczekałam..było nam cudowanie. Zaczęliśmy rozmawiać o ślubie..ale były tylko rozmowy, żadnej akcji z jego strony. Wszyscy moi znajomi, rodzina zalewali mnie pytaniami kiedy ślub, a mnie szlag trafiał, że mino tego, że mnie kocha nic nie robi! Jakieś trzy tygodnie temu powiedziałam mu o tym, że mam dość tych pytań, że musi się zdecydować itd. od tamte pory nie radzę sobie z uczuciami.
Cały czas rycze, boli mnie brzuch, nie mogę w nocy spać...ale ja go kocham, nie chce żyć bez niego.Nie wiem co robić, nie wiem czy mam się z nim rozstać, czy wyprowadzić, czy powinniśmy zrobić sobie przerwę...chcę walczyć o ten związek, ale to strasznie boli. Jeszcze niedawno byłam pewna na 1000% że to miłość mojego życia a teraz dopadły mnie jakieś cholerne wątpliwości i kompletnie sobie z nimi nie radzę..dziewczyny błagam podpowiedzcie mi coś..
Podobne tematy
Czyli dopuszczasz by głupawe gadki znajomych rozwaliły Twój związek.
To się koleś władował...
nie wiem dlaczego się tak dzieje, i dlaczego się tak czuje.
Dopadły mnie wątpliwości..być może głupie miało na to jakiś wpływ.
Dlaczego piszesz, że "koleś się władował"?
Dziewczyna ma 27 lat, od 3 latek ma faceta, nie dziwne, że myśli o ślubie. Bo ile można się bujać?
I nie dziwię się znajomym wcale, że pytają o te sprawy. To naturalne.
Zawracać w sumie 4 litery zawsze można, ale jednak to facet powinien wiedzieć, że prędzej czy później stanie przed takową sprawą.
A czemu twój nic nie wspomina? Jak reaguje, gdy o tym mawiasz? Pytam, bo znam facetów co się potrafili 10 lat bujać i olać dla młodszej, odejść z dnia na dzień.
No jak wezmą ślub, to ma gwarancję, że nie oleje.
Jak dla mnie bez różnicy.
Co to ostatnio za moda na tym forum na śluby? Dziewczyny widzę mają z tym ogromny problem... a jak dla mnie jeśli bez ślubu jest dobrze to nie trzeba tego psuć, ślub w dzisiejszych czasach nie daje żadnej gwaracji.
7 2013-07-24 20:50:35 Ostatnio edytowany przez Remi (2013-07-24 20:54:33)
Ślub to super sprawa, piękna uroczystość, pełno kwiatów, dobrych myśli, spełnione marzenia, duchowe połączenie, bajeczna suknia ślubna, pierwszy taniec, całość bywa imponująca i zapada na zawsze w pamięć...
Zycie na kocią łapę to już raczej co innego.
Ps. Inna - bez ślubu też można żyć
Tak samo jak nie trzeba dziecka chrzcić, czy używać widelców, ot taka moda ![]()
Remi trochę przesadzasz. Jeśli głupawe pytania znajomych i rodzinki są w stanie wzruszyć jej podwaliny to ja dziękuję za taki związek. To co jeśli będą potem mieli np problemy ze spłodzeniem dziecka? Albo jedno z nich zachoruje/straci zdolność do wykonywania pracy lub cokolwiek innego w ten deseń?
Nie bez przyczyny mówi się, że ślub i wesele nie są dla państwa młodych, ale dla rodziny i znajomych.
9 2013-07-24 21:18:20 Ostatnio edytowany przez Inna22 (2013-07-24 21:19:14)
Na mnie osobiście nie robi wrażenia wesele, suknia ślubna, kwiaty i ten cały cyrk
Dla mnie małżenstwo to papier i nic poza tym, bo jeśli się ze sobą żyje wiele lat, mieszka itp,itd to ślub nie zmienia nic w życiu takich dwojga ludzi. Chociaż wiem, że dla wiekszości kobiet to marzenie i najwspanialszy dzień w życiu
Dlatego w sumie nie będę tego negować...
Ale jak to słusznie powiedziane - wesele jest dla rodziny, a nie dla młodych, więc po co to wszystko.
Drażniły Cie pytania znajomych, a czego Ty chcesz?
Zamiast porozmawiać postawiłaś facetowi ultimatum.
Remi ładnie opisujesz, kwiatki i biała sukienka to nie gwarancja szczęścia. I nie każda kobieta marzy o pobieganiu w białej firance.
Czy aby na pewno pytania tak Cię denerwują?
Bo co jak co - to pytania, które nie powinny powodować tego, że nagle nie wiesz czy to ten jedyny.
Dla mnie to mało zrozumiałe.
Wesele nie jest dla rodziny, ale po to, by pokazać swoje szczęście. Każda kobieta patrzy na swoje choćby przyjaciółki które miały piękne wesela i ona też chce, to co? Bronić jej i wmawiać, że to niemodne, że lepiej bez tego żyć, że to tylko papierek?
I tak nie uwierzy...
Przerost formy nad treścią i tyle. Zauważ, że nie mówisz o duchowym aspekcie ceremonii małżeństwa, ale o hucznym i wystawnym pokazaniu się reszcie.
Przerost formy nad treścią i tyle. Zauważ, że nie mówisz o duchowym aspekcie ceremonii małżeństwa, ale o hucznym i wystawnym pokazaniu się reszcie.
Jeśli huczne i wystawne pokazanie się uczyni kobietę szczęśliwszą, to co facetowi zależy by tego nie spełnić? Jakieś pseudo zasady tłumaczenie, bo to tylko papierek?
Jeśli kobieta chce mieć pokój na kolor żółty, to upierać się, bo to niemodne i do kitu?
Jeśli ona chce kupić sobie sukienkę koloru czarnego, to mawiać, że to bez sensu, bo na pogrzeb się zakłada ten kolor?
Jeśli kobieta woli rolety na oknie niż zasłony, to upierać się, że zasłony muszą być, czy odpuścić ?
Ceremonia małżeństwa to i pokazanie się, taka troszkę próżność i duchowe przeżycie - to, często marzenie więc czemu by tego nie spełnić, jak facetowi bardzo zależy i wie, że to ta jedyna???
Oczywiście jeśli ktoś chce niech ma.
Ale jeśli ktoś chce tylko i wyłącznie ze względu na to, że otoczenie się dopytuję, oczekuję bądź naciska to powinien sobie darować.
mężczyźni to tacy ludzie co lubią utrzymywać kobietę w niepewności, zawsze mają czas, no dobra, jak 40tka stuknie opamiętują się ze na stare lata ktoś taki swój by się przydał, no i tak się kręci ![]()
Dziewczyny proszę pomóżcie!
Piszę tego posta i ryczę, nie mam pojęcia co się ze mną dzieje, nie rozumiem siebie.
Od początku..mam 27 lat, jestem w związku od 3,5 roku. Mieszkamy razem jakieś 1,5 roku.
Różnie miedzy nami było, ale mimo wszystko zawsze tworzyliśmy bardzo udany związek. Mój chłopak jest wspaniałym facetem, jest inteligentny, mądry, przystojny, opiekuńczy, wiem, że zawsze mogę na niego liczyć, jest moim przyjacielem i najwspanialszą osobą jaką kiedykolwiek w swoim życiu spotkałam. Wiem, że bardzo mnie kocha, wiem, że zrobiłby dla mnie wszystko, jednak nie zawsze tak było..Przez pierwszy rok to ja walczyłam o niego, on się zastanawiał, bał się zaangażować..a ja byłam cierpliwa bo wiedziałam, że to miłość mojego życia i się doczekałam..było nam cudowanie. Zaczęliśmy rozmawiać o ślubie..ale były tylko rozmowy, żadnej akcji z jego strony. Wszyscy moi znajomi, rodzina zalewali mnie pytaniami kiedy ślub, a mnie szlag trafiał, że mino tego, że mnie kocha nic nie robi! Jakieś trzy tygodnie temu powiedziałam mu o tym, że mam dość tych pytań, że musi się zdecydować itd. od tamte pory nie radzę sobie z uczuciami.
Cały czas rycze, boli mnie brzuch, nie mogę w nocy spać...ale ja go kocham, nie chce żyć bez niego.Nie wiem co robić, nie wiem czy mam się z nim rozstać, czy wyprowadzić, czy powinniśmy zrobić sobie przerwę...chcę walczyć o ten związek, ale to strasznie boli. Jeszcze niedawno byłam pewna na 1000% że to miłość mojego życia a teraz dopadły mnie jakieś cholerne wątpliwości i kompletnie sobie z nimi nie radzę..dziewczyny błagam podpowiedzcie mi coś..
A co Twój chłopak na to że mu powiedziałaś?
Jak dla mnie to nie Twój mężczyzna ma problem, tylko Ty. To Ty nagle nie wiesz co będzie dalej z Waszym związkiem, bo Twój facet niezbyt entuzjastycznie podszedł do tematu ślubu. A wiesz, co on może czuć, kiedy powiedzialaś mu, że wszyscy Cię o to pytają i to Cię sprowokowało do podjęcia rozmowy? Małżeństwo to związek do końca życia i sakrament, obietnica złożona przed Bogiem i do niego trzeba być przygotowanym (proszę o nie hejtowanie ze strony ateistów, bo ja mówię o ślubie kościelnym), a może Twój mężczyzna nie jest przygotowany i argument wspólnego mieszkania nie wystarczy do dojrzałości do małżeństwa. Nie rób z tego problemu, tylko porozmawiaj i spytaj o powody, o wizję wspólnej przyszłości. Tyle czasu mieszkacie razem i nawet się nie zaręczyliście? I nie zwalajcie winy na faceta, bo moim zdaniem oświadczyny trzeba wczesniej przedyskutować razem, bo to kolejny etap związku, a nie tylko deklaracja ze strony mężczyzny.
A kiedy zaczęłaś z nim rozmowy o ślubie?
I w ogóle o co Ci chodzi? Piszesz, że Twój związek jest idealny, a jednocześnie zachowujesz się, jak najgorsza histeryczka... Może dla niego 3 lata to za wcześnie? Albo naciskasz tak mocno, że facet czuje się dziwnie?
Opanuj się trochę. Porozmawiaj z facetem na temat wspólnej przyszłości, całkowicie na spokojnie.
Masz 27 lat, a zachowujesz się jak najwyżej 15latka...
yoghurt007 napisał/a:Przerost formy nad treścią i tyle. Zauważ, że nie mówisz o duchowym aspekcie ceremonii małżeństwa, ale o hucznym i wystawnym pokazaniu się reszcie.
Jeśli huczne i wystawne pokazanie się uczyni kobietę szczęśliwszą, to co facetowi zależy by tego nie spełnić? Jakieś pseudo zasady tłumaczenie, bo to tylko papierek?
Jeśli kobieta chce mieć pokój na kolor żółty, to upierać się, bo to niemodne i do kitu?
Jeśli ona chce kupić sobie sukienkę koloru czarnego, to mawiać, że to bez sensu, bo na pogrzeb się zakłada ten kolor?
Jeśli kobieta woli rolety na oknie niż zasłony, to upierać się, że zasłony muszą być, czy odpuścić ?Ceremonia małżeństwa to i pokazanie się, taka troszkę próżność i duchowe przeżycie - to, często marzenie więc czemu by tego nie spełnić, jak facetowi bardzo zależy i wie, że to ta jedyna???
No a ten biedny robaczek ma tak tylko potakiwać i zgadzać się na wszystko? Bez sensu.
Ja jestem na ten przykład antyklerykałem. I co - mam iść przed ołtarz stawać w imię próżności i zaspokajania czyjejś chorej ambicji? Bo ona tak chce, a jak nie to won? No sorry, ale w takim układzie to ja wiem gdzie są drzwi....
Za każdym razie gdy pojawia się temat ślub, ktoś pisze ''zapytaj go o powody''.
Jakie powody? Powód tego, ze się nie oświadcza, ze nie mówi o ślubie?
Jak dla mnie, to powody są potrzebne, gdy się coś robi, a nie, nie robi.
Niektórzy uważają ślub za oczywista konsekwencje długotrwałego związku. Ale tylko niektórzy i warto o tym pamiętać.
Za każdym razie gdy pojawia się temat ślub, ktoś pisze ''zapytaj go o powody''.
Jakie powody? Powód tego, ze się nie oświadcza, ze nie mówi o ślubie?
Jak dla mnie, to powody są potrzebne, gdy się coś robi, a nie, nie robi.
Niektórzy uważają ślub za oczywista konsekwencje długotrwałego związku. Ale tylko niektórzy i warto o tym pamiętać.
Nie wszystko jest takie oczywiste i proste jak powyżej napisałeś. A powody do nierobienia czegoś mają takie same prawo bytu jak i te powody do robienia. Jeśli ktoś nie chce się oświadczać/ brać ślubu to jest mnóstwo potencjalnych przyczyn- można czuć się niegotowym/ za młodym do tak poważnej decyzji, niewierzącym w instytucje małżeństwa, mieć traumę z dzieciństwa po rozwodzie, nieudanym małżeństwie rodziców, można bać się dorosłości i roli męża, również tego, czy dana osoba jest już tą jedyną aż do problemów finansów, a to wszystko można ukryć glęboko w sobie i tylko rozmowa wyjaśni ![]()
Może również nie chcieć brać ślubu, bo chce zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko.
Wszystko może, dlatego najlepiej Jego zapytaj, nie dręcz się i nie nakręcaj się (eh te niby "życzliwe" pytania... :-/ )
Pisałaś też filipinka86 , że już rozmawialiście o ślubie, ale na czym stanęło? Że tak, weźmiecie ślub, czy że tak, chcielibyście ślub wziąć (kiedyś tam).
Kobiety mają straszne parcie na ślub, właśnie przez tę całą otoczkę - suknia, wesele itd itd.
Zapytaj może najpierw samą siebie, czy chcesz ślubu, czy chcesz ślubu z Nim. mon9 ma rację:
Jak dla mnie to nie Twój mężczyzna ma problem, tylko Ty. To Ty nagle nie wiesz co będzie dalej z Waszym związkiem, bo Twój facet niezbyt entuzjastycznie podszedł do tematu ślubu. A wiesz, co on może czuć, kiedy powiedziałaś mu, że wszyscy Cię o to pytają i to Cię sprowokowało do podjęcia rozmowy?
Pozdrawiam :-)
filipinka jak on juz na poczatku jak piszesz mial watpliwosci i sie zastanawial to jak dla mnie to niestety dobrze nie wrozy, to jest przyklad na to ze jak ma byc dobrze to jest od poczatku, ja jestem z facetem poltora roku bierzemy teraz slub we wrzesniu, wczesniej mialam zwiazek 4 letni i tez czekalam i czekalam i nic, uwazam ze to sie czuje od razu w poczatkach znajomosci czy cos powaznego z tego bedzie a ten Twoj jakos bardzo niepewnie wyglada