Jesteśmy razem od 1,5 roku. Martwi mnie to, że nie zadzwonił do mnie od tygodnia. Nie rozumiem czy wszyscy faceci tak robią. Potrzebuję z nim porozmawiać. Gdy próbowałam się dodzwonić, to numer nie odpowiada. Męczy mnie to. Zastanawiam się czy z nim nie zerwać.
Podobne tematy
Może się najpierw dowiedz, czy nie miał np. wypadku? Zanim zerwiesz.
Cat - skoro dziewczyna tak reaguje, to może dobrze, że facet dał nogę? ![]()
Jesteśmy razem od 1,5 roku. Martwi mnie to, że nie zadzwonił do mnie od tygodnia. Nie rozumiem czy wszyscy faceci tak robią. Potrzebuję z nim porozmawiać. Gdy próbowałam się dodzwonić, to numer nie odpowiada. Męczy mnie to. Zastanawiam się czy z nim nie zerwać.
Fajny wpis. Można napisać, ze ma wartość dokumentu. Półtora roku i właściwie jakby jeden tydzień dopiero minął.
I jeszcze ta obecność na tym forum. Można się naczytać "dobrych" rad.
Poltora roku razem i chcesz zerwac, bo on od tygodnia nie zadzwonil, tak?
Braaaawo.
Nie pomyslalas, ze moze zgubil telefon?
Jest tez opcja, ze moze ma Cie dosc, dlatego sie nie odzywa.
Idz do niego i z nim pogadaj.
Nie bądź pochopna.mogło mu się coś stać albo z tel.Zapytaj kogoś o niego bądź idź do niego i wyjaśnijcie sobie to i tamto...Wtedy się przekonasz co się dzieje i co robić.
Może zdradza ciebie, jak się wcześniej zachowywał?
Dzieli nas 100 km, nie mamy wspólnych znajomych. Chodzi mi o to, że obiecuje zadzwonić i nie dzwoni. W ogóle nie mam z nim kontaktu czy w wakacje czy święta, po prostu milczy. Nie rozumiem jego zachowania. Jak dzwoni, to jak czegoś chce. Niczym go nie wkurzyłam. Czy zawsze to kobieta musi być winna? Czuję się niekochana i samotna, jakbym nie miała nikogo bliskiego. Potrzebuję porozmawiać a nie mam z kim.
No to widocznie to nie Twój facet. Jakoś... chyba nie miałabym na Twoim miejscu wątpliwości, że jestem w związku.
10 2013-07-24 12:20:55 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2013-07-24 12:37:53)
skoro dziewczyna tak reaguje, to może dobrze, że facet dał nogę?
Tez w pierwszym momencie tak pomyślałam, ale kolejny post autorki, nieco chyba rozwinąl problem...
Jeśli takie milczenie to jest pierwsza taka sytuacja, to ja bym sie zaniepokoiła - po prostu.
Jeśli recydywa, to nie wytrzymałabym 1,5 roku z kimś kto mnie zlewa.
Swoją drogą, jak to możliwe po 1,5 roku związku nie mieć wspólnych znajomych, nie znać swoich rodzin, itp?
edit: Doloreza, teraz spojrzałam, że nie jest to pierwszy wątek o Twoim chłopaku.
Szczególnie polecane fragmenty z poprzednich:
Gdzie można zgłosić agresywne zachowanie faceta? Dzisiaj rzucił mnie na podłogę. Jestem po operacji, strasznie mnie to zabolało.
Obiecał, że zadzwoni do mnie w niedzielę i tego nie zrobił. Gdy do niego piszę, to mnie ignoruje.
Chcę potwierdzenia, czy mój związek był toksyczny.
Zachowania:
- zabranie pieniędzy z portfela za bilet, bo długo na mnie czekał na dworze (mógł wejść do akademika) i słuchanie jego pretensji, że nie obejrzał filmu, a potem prośba, bym zeszła z krzesła (nie chciałam, bo jadłam), próby zrzucenia mnie z niego, uderzyłam go w twarz
- zrywa i mówi, że to w złości
- mówi, że go nie obchodzę, potem że kocha, następnie że zrywa, potem że mówił to w złości, za kilka dni złość mu mija
- przewrócił mnie na podłogę
- kłóciliśmy się o to, że chciałam wziąć swoje rzeczy, a mu się to nie podobało, to że nocowałam również, bo następnego dnia zerwał, potem mówił że to w złości
- szarpanie za rękę - gdy nie zgadzały się wersje: dlaczego się wyprowadziłam z akademika
- niedocenianie mnie, mówienie: wypierdalaj, wyjdź na 100 (autobus nocny) w środku nocy, groźby: wywalę cię na korytarz
- brak wsparcia- często czuję się niekochana, niepotrzebna
- nie akceptuje mojego charakteru - chce by psycholog mnie zmienił
- uważa mnie za gorszą niż on - bo on pracuje, miał kolegów - do mnie nikt nie przychodził, spotykał się z jakimiś dziewczynami wcześniej
- reaguje nerwowo na wszelkie próby zwrócenia uwagi, że nie jestem szczęśliwa, nudzę się w związku
- grozi, że powie znajomym, jaka jestem i prawdopodobnie mógłby szerzyć plotki.
Trafiłam na kogoś, kto mnie nie akceptuje, kłamie mi o miłości, a jestem dla niego zwykłym zerem.
A to ledwie wycinek... Fragmenty o zlewaniu tel ciągną się od grudnia, czyli od pierwszego postu...
Doloreza, od początku swojego uczestniczenia w życiu forum piszesz o tym związku. Dostałaś dziesiątki rad i sporo wsparcia, ale Ty wolisz dalej tkwić w czymś toksycznym i dalej nad sobą płakać? Kobieto, wstań z kolan i idz do jakiegoś psychologa, psychiatry, albo koleżanki, która da Ci kopa na rozpęd! JESTEŚ TAK TRAKTOWANA, JAK SOBIE NA TO POZWALASZ! Pokazałaś mu od początku, że może Cię traktować jak szmatę, którą można rzucić w kąt i jak worek treningowy, to tak Cię traktuje! Zacznij sama siebie szanować, a zobaczysz, że inni też zaczną Cię szanować!
No to widocznie to nie Twój facet. Jakoś... chyba nie miałabym na Twoim miejscu wątpliwości, że jestem w związku.
Catwoman, winni jesteśmy wdzięcznośĆ Nocnej Lampce. Po przeczytaniu wszystkich postów dorelzy wyłania się pełniejszy obraz Jej sytuacji. Warto poświęciĆ czas na tę lekturę.
Dorelza, kiedy pisałem o naczytaniu się "dobrych rad" miałem na myśli takie spisy, jak Jerzego z wczoraj, z godziny 11:04.
Przestań się zadręczaĆ tym, co robi Twój Chłopak. Zajmij się sobą. W Tobie tkwi przyczyna tego, jak na Ciebie reagują inni ludzie. Jak uda Ci się zmieniĆ swoje funkcjonowanie, wtedy zmieni się zachowanie innych ludzi.
Pisałaś o toksycznym związku, ale dla Osoby znerwicowanej każdy związek będzie toksyczny, bo z każdego związku uczyni taka Osoba relację, która dostarczaĆ będzie tylko cierpień.
Przypomnij sobie, jak wyglądają Twoje rozmowy z Chłopakiem. Ile w tych rozmowach miejsca dla Was, dla Niego, a ile dla Ciebie, Twoich obaw, żalów, wymówek. Nic dziwnego, że nie odpowiada. Pewnie nie zawsze ma ochotę na kolejną dawkę. Czas w budowaniu Waszej relacji biegnie dwutorowo: jeden czas mierzony jest wskazówkami zegara, a drugi głębią zrozumienia i uczuĆ.
Pytasz się, czy masz zerwaĆ? A masz co zrywaĆ? Co Was tak naprawdę łączy?
Dlatego zajmij się swoją dolegliwością. Ona niszczy nie tylko Ciebie, ale także relacje z innymi ludźmi. Terapia będzie długotrwała, ale bez terapii będziesz staĆ w miejscu. I czytaj, jeśli tylko masz czas, książki o nerwicy. Jak nie zaczniesz się leczy, to będzie coraz gorzej. Jak się będziesz leczy, to będzie lepiej. Tylko wtedy będzie lepiej, kiedy zmienisz siebie. Wtedy zaczniesz byĆ radością dla siebie i zaczniesz obdarzaĆ radością napotkanych ludzi. Znam Osobę, która czekała na operację kręgosłupa, a po podjęciu ważnej decyzji życiowej i zrzuceniu pewnego ciężaru psychicznego stan jej kręgosłupa nieoczekiwanie się poprawił. To, co nosisz na sobie ma także wpływ na Twoje ciało.
ZrzuĆ ciężary. Uwolnij się. Pęta są w Tobie.
To ja się dwoma ręcami podpisuję pod wypowiedziąnocnejlampki .
13 2013-07-25 12:49:05 Ostatnio edytowany przez dorelza (2013-07-25 12:54:15)
W tych rozmowach nie ma wymówek, żalów i pretensji. Jest zwierzanie się, mówienie o tym, co czuję, co się dzieje w moim życiu. Za to wiem, że jest agresja fizyczna i psychiczna i to nie tylko ja czasem coś powiem w złości ale także on. Chodziłam w tamtym roku do psychologa, stwierdził wysoki wynik stresu i depresję. Zasugerował też rozstanie z chłopakiem. Potem poszłam do psychiatry, która mnie jakby wcale nie słuchała, nic konkretnego nie pomogła w mojej sprawie. Czuję się zagubiona i osamotniona. Mam słaby apetyt. Czuję, że nie mam dla kogo się starać, walczyć. A znerwicowanie objawia się głównie wobec rodziny, wobec znajomych ze studiów nie. Moja matka wkurza mnie tym, że jest nadopiekuńcza, przyjeżdża w okresie studiów i się rządzi, chowa mi ubrania, które sobie wybiorę, przestawia rzeczy. Nie odczuwam wsparcia ze strony rodziców, tak jakbym nie była ich udanym dzieckiem. Dlatego też może mam niską samoocenę i jestem smutna. Może właśnie smutek, pesymizm jest powodem mojej samotności.