Gubię się już w tym wszystkim. Moja (obecnie już) żona ma znajomego, z którym utrzymuje ponoć sporadyczny kontakt. Wiedziałem od dawna, że ma takiego przyjaciela, ale od momentu, gdy dowiedziałem się, iż w przeszłości mieli kilkumiesięczny epizod z łóżkiem w tle - zacząłem inaczej to traktować. Przestałem patrzeć na to jak na coś niewinnego. A podkreślę tu, że sam mając kilka związków (nawet długoletnich), o których wszystko powiedziałem jej, nie utrzymywałem i nie utrzymuję ŻADNYCH kontaktów z kobietami, z którymi cokolwiek mnie kiedyś łączyło. Raz, że nie potrzebowałem tego, dwa, że podejrzewałem, iż w aktualnej partnerce coś takiego mogłoby rodzić niepokój. Dziewczyna jednak utrzymywała, że tamta przeszłość już nie istnieje i jest to tylko znajomy/kumpel/przyjaciel. Jednak na każde sprowadzenie rozmowy na tego faceta moja dziewczyna reagowała złością i nerwowością. Wkurzało mnie to, że zamiast nazwać po imieniu to, co kiedyś było między nimi - nazywała to tylko "niewinnym epizodem". Odniosłem wrażenie, że tamtych doświadczeń nie traktuje jako seksu - uznałem więc, że zadając się z nim nadal - też może dochodzić do kolejnych "niewinnych epizodów". A tego bym nie chciał.
Jak wspomniałem, każde poruszenie w rozmowie tematu tego znajomego rodziło wybuchy złości i agresji słownej. Potrafiła mi nawet powiedzieć, cyt. "w dupie mam to, co o tym myślisz" (chodzi o moje niepokoje i wątpliwości). Także innych ciekawych rzeczy nasłuchałem sie na ten temat, ze nie zabronię jej się z nim spotykać i takie tam. Oboje mają ze sobą kontakt na facebooku, emailowy, czatowy, na gg, smsowy i fonem... On mieszka w jej pobliżu, a ja w innym mieście. W zasadzie spory i nieporozumienia jakoś ucichły, wzięliśmy ślub. Ostatnio miała się wprowadzić do mnie, ale zwlekała z tym, mając jakieś sprawy do załatwiania u siebie. Mam pewność, że przez ten cały czas się z nim raczej nie spotkała ograniczając się do wirtualnych kontaktów.
Jako świeżo upieczona małżonka miała się wprowadzić wreszcie do mnie i zamieszkać ze mną. W dniu, gdy popołudniem miała już być napisała mi, że tamten do niej napisał i chciał się spotkać. Ale cóż, nie miała już na to czasu bo miała przyjechać do mnie. To, co później napisała zwaliło mnie z nóg, bo dowiedziałem się, że tracąc tamtego znajomego (zamieszkując już ze mną w innym mieście) czuje, "że coś w niej umiera", dała też do zrozumienia, ze nie jest szczęśliwa i nie będzie radosna będąc ze mną (w kontekście tamtego faceta). Może przesadzam z tym wszystkim, ale czuję, że takie małżeństwo nie ma sensu, czuję, że ona w coś gra. Owszem, mówi, że mnie kocha i takie tam, ale jej zachowanie wobec mnie od dawna (jest bardzo często jakaś poirytowana, wszystko we mnie krytykuje, ciągle coś robię źle), sprawa tamtego faceta, ostatnia sytuacja i jej przykre słowa - rodzą w mojej głowie niepokojące myśli.
Jak patrząc z boku ocenicie sytuację? Mam paranoję (co już wiele razy usłyszałem od niej), czy jednak coś dobrze widzę?
Podobne tematy
Może jeżeli rozmowy nic nie dają, to warto zagrać trochę bardziej ostro?? Albo ją trochę podszpiegowac, sprawdzić o czym piszą itd. będziesz miał wtedy jasność sytuacji, albo usiąść do rozmowy, a jak zacznie wydziwiac, powiedzieć, ze w takim wypadku nie widzisz dla was przyszłość, jeśli chodzi o małżeństwo i zaproponować rozstanie...też miałem do czynienia z typem kobiety, która oczekiwała, ze będę zbitka zalet wszystkich jej byłych, ale bez ich wad, a jak robiłem coś nie tak to zaczynało sie najezdzanie za każdą pierdołe. Tak sie nie da żyć, bo gwarantuje Ci chłopie, że za jakiś czas bedziesz chodzącym klebkiem nerwów.
Szkoda, że dopiero po ślubie się nad tym głębiej zastanawiasz... Skoro wyszła za ciebie to niech się ogarnie teraz. Ale szczerze mówiąc, współczuję takiego startu małżeństwa. To jest po prostu niepoważne.
Dziękuję załamany_30 za wypowiedź. Ale jak "na ostro"? Takie próby to początek kolejnych zarzutów mojej paranoi.
Szkoda, że dopiero po ślubie się nad tym głębiej zastanawiasz... Skoro wyszła za ciebie to niech się ogarnie teraz. Ale szczerze mówiąc, współczuję takiego startu małżeństwa. To jest po prostu niepoważne.
Też już sobie współczuję. Może wszystkiego przyczyną jest to, że ta dziewczyna nigdy nie była w takim prawdziwym związku, bo takich ze wspólnymi spacerkami, kinem i wycieczkami nie traktuję poważnie. I może dopiero ode mnie dowiaduje się o jakichś standardach postępowania w związku?
...dowiedziałem się, iż w przeszłości mieli kilkumiesięczny epizod z łóżkiem w tle - zacząłem inaczej to traktować.
Dowiedziałeś się dlaczego epizod sie zakończył?
... Jednak na każde sprowadzenie rozmowy na tego faceta moja dziewczyna reagowała złością i nerwowością. Wkurzało mnie to, że zamiast nazwać po imieniu to, co kiedyś było między nimi - nazywała to tylko "niewinnym epizodem".
Dlaczego reagowała złościa?
Czy nie dlatego, że Ciebie wkurzało, czy zbyt czesto drążyłeś temat?
... nasłuchałem sie na ten temat, ze nie zabronię jej się z nim spotykać i takie tam.
A to nie prawda?
.. To, co później napisała zwaliło mnie z nóg, bo dowiedziałem się, że tracąc tamtego znajomego (zamieszkując już ze mną w innym mieście) czuje, "że coś w niej umiera",
Dlaczego "tracąc" jeśli się z nim nie spotykała?
.. dała też do zrozumienia, ze nie jest szczęśliwa i nie będzie radosna będąc ze mną (w kontekście tamtego faceta).
Ona dała do zrozumienia? To pewne? Dla mnie pewne tylko, że Ty tak zrozumiałeś.
Nie wiem - wystarczyła by jedna rozmowa, by zagadnienie wyjasnić i do niego nie wracać.
Umiesz z nią w ogóle rozmawiać?
Maciag- to proponuje najpierw postarać sie sprawdzić o czym rozmawiają na tym fb, gg itd. Wtedy bedziesz miał czarno na białym. Jeżeli porozmawiać sie nie da to ja bym albo sam doszedł do tego czy nic między nimi nie ma i wtedy wiedział jak rozmawiać mając coś w garści, albo jeżeli jest rzeczywiście źle to odejść, dać jej odpocząć od siebie i zobaczyć co wtedy zrobi.
7 2013-07-17 14:03:27 Ostatnio edytowany przez maciag (2013-07-17 15:17:42)
N4VV: Dowiedziałeś się dlaczego epizod sie zakończył?
- Owszem, ponoć uznali, że jednak nie chcą tego dalej ciągnąć i tyle. Ale podobno ta sytuacja nie wpłynęła na ich dalsze relacje.
N4VV: Dlaczego reagowała złościa?
Czy nie dlatego, że Ciebie wkurzało, czy zbyt czesto drążyłeś temat?
- Nie wkurzało mnie, tylko zastanawiało, że jej zdaniem niczego nie powinienem w tym widzieć jak tylko zwykłej znajomości.
Owszem, często starałem się z nią o tym rozmawiać i próbowałem zrozumieć ten eufemizm (niewinny epizod). Ale jakoś nie umiem. Czy drążyłem? No, jeśli przy byle okazji w rozmowie coś wrzuca na jego temat? Irytowało mnie to, że ten facet wciąż jest.
N4VV: ... nasłuchałem sie na ten temat, ze nie zabronię jej się z nim spotykać i takie tam.
A to nie prawda?
- Nie, nie zabroniłem, tylko uważałem, że jeśli chce się z kimś takim spotkać, to w mojej obecności. Jak tak wyglądała ich znajomość, czyli już z tej strony się też poznali ( a nie był to jeden raz!) to nie wykluczam, że w sprzyjających okolicznościach może znów zechcą do tego wrócić pod przykrywką spotkania przyjacielskiego.
N4VV: Dlaczego "tracąc" jeśli się z nim nie spotykała?
- Też nie wiem. Może chodzi to o stratę częstszego spotykania, bo mieszkając już w innym mieście trudniej z marszu wyskoczyć na spotkanie.
N4VV: Ona dała do zrozumienia? To pewne? Dla mnie pewne tylko, że Ty tak zrozumiałeś.
- Jak inaczej rozumieć słowa, gdy po "czuję jak coś we mnie umiera, tracić kogoś takiego" (dosłownie) napisała, żebym nie liczył, że na mój widok będzie skakać z radości, uśmiechać się i będzie miła, bo czuje, że traci coś bezpowrotnie.
Umiem rozmawiać, ale na argumenty, na konkrety i spokojnie. Z tą dziewczyną się nie da, bo wystarczy coś nie tak zrobić i powiedzieć i już wpada w złość i nie przebiera w słowach (jeszcze bez inwektyw, chociaż niedługo tak chyba będzie).
A ja to widzę tak: zakochala się dziewczyna w facecie, ale on jej nie chciał. Jedyne na co miał ochotę, to seks od czasu do czasu jak dziewczyna zaczęła się za bardzo angażować to ja odstawi, a że ona jest w niego zapatrzona jak w obrazek, to łyka wszystkie teksty jakie jej nawija na uszy. No i uwierzyła, że się facet do związku nie nadaje, że on musi być wolny, że tylko wtedy potrafi kochać kobietę, a że facet, to facet, to z kobiety, która patrzy na niego z takim podziwem łatwo nie zrezygnuje ![]()
A ona? Znalazła sobie jelenia, który miał jej zagwarantować swobodę od rodziców, dom. Może kiedyś dzieci.
Współczuję ci, autorze, bo to na twoja paranoje nie wygląda.
Wybrała Ciebie,prawda?
Z perspektywy kobiety radzę Ci stwórz dystans..
To boli najbardziej...nie poruszaj tematu. Wytrzymaj!! Zamknij temat.
Bądź tajemniczy,trochę niedostępny..wyjdź z domu tak z nienacka, jakbyś z kimś się chciał spotkać..
wzbudź zazdrość...trochę ją zignoruj..a sama zainteresuję sie Twoją zmianą..zobaczysz..poczuje sie samotna..Nie ma blisko tamtego i Ty ją odrzucisz delikatnie..Spróbuj...Zagraj, bo czasami i tak trzeba..
pozdrawiam..
Jeżeli oczywiście chcesz walczyć i jeszcze Tobie na niej zależy..??
11 2013-07-17 19:37:15 Ostatnio edytowany przez AdrianDąbrowski (2013-07-17 19:37:41)
Autorze nie wkurzaj się ale porównując dywagacje facetów podejrzewających zdradę do kobiet łatwo dojść do wniosku że więź nas facetów jest słabiutka.
"Kto podejrzewa, zaprasza do zdrady"
Voltaire
12 2013-07-17 20:19:34 Ostatnio edytowany przez maciag (2013-07-17 20:31:00)
Autorze nie wkurzaj się ale porównując dywagacje facetów podejrzewających zdradę do kobiet łatwo dojść do wniosku że więź nas facetów jest słabiutka.
"Kto podejrzewa, zaprasza do zdrady"
Voltaire
Chyba nie do końca zrozumiałem twoje przesłanie. Więź słabiutka - na jakiej podstawie? To dyrdymały. Bo zapewne wiele osób płci obojga mogłoby głosić odmienną teorię.
"kto ślepo ufa i daje sobie za kogoś "uciąć ręce" - często staje sie tragicznym kaleką"
ja ![]()
Właśnie moja Pani nic mi nie mówiąc wybyła z domu ( gdy wróciłem z pracy - jej już nie było) i ma zamiar przenocować u innego przyjaciela... Dzwonił do mnie z taką informacją. Bez względu na wszystko - nie przełknę tego, tym bardziej, że ten facet (mimo, że budzi zaufanie, ma żonę, rodzinę) miał ponoć z nią kiedyś "coś nie coś".
Dałem jej ultimatum - albo wraca na noc do domu, albo jutro nie ma do czego już wracać. Jak dla mnie - wystarczy.
Jestem konsekwentny.
Oj ta kobieta wygląda na taką co skacze z kwiatka na kwiatek.. wykorzystuje Cię i myśli, że wszystko ujdzie jej płazem bo Ty ją kochasz i wszystko wybaczysz.. ona się tym wszystkim bawi jak dla mnie. Przykro mi, że to wyszło dopiero po ślubie..myślę, że jeżeli się nie opamięta to marnie to się będzie między Wami układało..
AdrianDąbrowski napisał/a:Autorze nie wkurzaj się ale porównując dywagacje facetów podejrzewających zdradę do kobiet łatwo dojść do wniosku że więź nas facetów jest słabiutka.
"Kto podejrzewa, zaprasza do zdrady"
VoltaireChyba nie do końca zrozumiałem twoje przesłanie. Więź słabiutka - na jakiej podstawie? To dyrdymały. Bo zapewne wiele osób płci obojga mogłoby głosić odmienną teorię.
"kto ślepo ufa i daje sobie za kogoś "uciąć ręce" - często staje sie tragicznym kaleką"
jaWłaśnie moja Pani nic mi nie mówiąc wybyła z domu ( gdy wróciłem z pracy - jej już nie było) i ma zamiar przenocować u innego przyjaciela... Dzwonił do mnie z taką informacją. Bez względu na wszystko - nie przełknę tego, tym bardziej, że ten facet (mimo, że budzi zaufanie, ma żonę, rodzinę) miał ponoć z nią kiedyś "coś nie coś".
Dałem jej ultimatum - albo wraca na noc do domu, albo jutro nie ma do czego już wracać. Jak dla mnie - wystarczy.
Jestem konsekwentny.
I dobrze że jesteś konsekwentny! Sorry, ale jak dla mnie, ona przyprawia Ci rogi!
Nie ma między wami porozumienia. Tworzą się nieklarowne sytuacje. Z tego, co piszesz, odpowiedzialność za to ponosi ona. Mnie taka sytuacja postawiła by przed alternatywą:
A. Uzyskamy porozumienie.
B. Rozstajemy się. (bez względu na koszty własne)
Przeciąganie stanu obecnego nie prowadzi do niczego dobrego.
Do niczego dobrego nie prowadzi również inwigilacja - sposób dobry dla malutkich i nie powinieneś się do nich równać.
Mężczyźni nie muszą grzebać w telefonach swoich kobiet. Robią tak tylko leszcze.
maciag napisał/a:AdrianDąbrowski napisał/a:Autorze nie wkurzaj się ale porównując dywagacje facetów podejrzewających zdradę do kobiet łatwo dojść do wniosku że więź nas facetów jest słabiutka.
"Kto podejrzewa, zaprasza do zdrady"
VoltaireChyba nie do końca zrozumiałem twoje przesłanie. Więź słabiutka - na jakiej podstawie? To dyrdymały. Bo zapewne wiele osób płci obojga mogłoby głosić odmienną teorię.
"kto ślepo ufa i daje sobie za kogoś "uciąć ręce" - często staje sie tragicznym kaleką"
jaWłaśnie moja Pani nic mi nie mówiąc wybyła z domu ( gdy wróciłem z pracy - jej już nie było) i ma zamiar przenocować u innego przyjaciela... Dzwonił do mnie z taką informacją. Bez względu na wszystko - nie przełknę tego, tym bardziej, że ten facet (mimo, że budzi zaufanie, ma żonę, rodzinę) miał ponoć z nią kiedyś "coś nie coś".
Dałem jej ultimatum - albo wraca na noc do domu, albo jutro nie ma do czego już wracać. Jak dla mnie - wystarczy.
Jestem konsekwentny.I dobrze że jesteś konsekwentny! Sorry, ale jak dla mnie, ona przyprawia Ci rogi!
Ja też myślę, że to dobrze iż jesteś konsekwentny. Szczerze Ci współczuję, że zamiast cieszyć się radością młodego małżeństwa, przechodzisz taki horror.
Weź jednak pod uwagę, że jej charakteru, tudzież sposobu bycia nie zmienisz ani siłą, ani konsekwencją, ani rozmową czy też twoim monologiem a jej nerwami.
Dałeś jej wybór... OK przystawiłeś do muru ( słusznie). ALe nie tędy jest droga do szczęśliwego małżeństwa.
Ona nawet nie powinna chcieć nocować poza domem, ona zamiast powiedzieć "że coś jej w życiu umiera" powinna powiedzieć "zaczynam nowy piękny rozdział swojego życia z Tobą mój Skarbie". To przykre co teraz powiem..... ale ona Ciebie nie kocha. A do miłości już nie zmusisz konsekwencją, siłą itp. Weź to pod uwagę. Są rzeczy na które nie mamy wpływu.
Dziękuję Wam za zainteresowanie, pomocne słowa i wsparcie.
Wczoraj wróciła. Z rozmowy, długiej wychodzi, że źle zrozumiałem wówczas te słowa (o tym całym "umieraniu części"), a ona czuje się zagubiona i nie wie jak mnie przekonać, że coś innego miała na myśli. Że to wszystko jest inaczej niż mi się wydaje. Wróciła na długo przed godziną, jaką jej bezwzględnie określiłem. Niby jest coś wyjaśnione, była długa rozmowa, ale pozostał już niesmak.
Od kilku dni nie noszę tego kawałka metalu na palcu, bo stracił swoją wartość.
Baziula masz rację. Nazwałaś po imieniu to, czego nie potrafiłem. Też uważam, że "ona nawet nie powinna chcieć nocować poza domem, ona zamiast powiedzieć "że coś jej w życiu umiera" powinna powiedzieć "zaczynam nowy piękny rozdział swojego życia z Tobą mój Skarbie".
Nigdy nie spodziewałbym się takich słów jakie wtedy usłyszałem od osoby, która mnie "kocha", szanuje i potrzebuje.
....Dałeś jej wybór... OK przystawiłeś do muru ( słusznie). ALe nie tędy jest droga do szczęśliwego małżeństwa.
Jest to droga do szczęśliwego związku, ale nie z nią. Droga do podjęcia decyzji, bo szkoda marnować czas na tkwienie w fałszywym układzie.
Mam przyjaciółkę, z którą dobrze się rozumiemy. Jak z żadną kobietą dotąd. Ona jest w wieloletnim i dobrym związku. Czasem spotykamy się, jak z kumplem, na piwo. Czasem ona przychodzi do mnie i siedzi kilka godzin. Albo ja siedzę u niej pod nieobecnośc jej partnera. Niezbyt często, 2-3 razy w roku. Bywało, że odprowadzałem ją, oddając w ręce jej faceta nieźle pijaną. Nikt z tego powodu nie budował podejrzeń. Sytuacja między nimi pozostawała klarowna. Zaufanie nie zostało naruszone. Podziwiam ją i szanuję, że potrafi tak wspólkierować swoim związkiem. Podziwiam jej faceta, że jest na tyle mądry i silny, by pozostawić jej przestrzeń swobody, pozwalającą na posiadanie silnych więzi z innym facetem. Ich związek jest stabilny jak beton - nic go nie ruszy. W pewnym sensie jest dla mnie wzorem.
To tak na marginesie, że jednak można zbudować coś normalnego i nie zawsze realacje z "tym trzecim" prowadzą do katastrofy.
baziula napisał/a:....Dałeś jej wybór... OK przystawiłeś do muru ( słusznie). ALe nie tędy jest droga do szczęśliwego małżeństwa.
Jest to droga do szczęśliwego związku, ale nie z nią. Droga do podjęcia decyzji, bo szkoda marnować czas na tkwienie w fałszywym układzie.
Mam przyjaciółkę, z którą dobrze się rozumiemy. Jak z żadną kobietą dotąd. Ona jest w wieloletnim i dobrym związku. Czasem spotykamy się, jak z kumplem, na piwo. Czasem ona przychodzi do mnie i siedzi kilka godzin. Albo ja siedzę u niej pod nieobecnośc jej partnera. Niezbyt często, 2-3 razy w roku. Bywało, że odprowadzałem ją, oddając w ręce jej faceta nieźle pijaną. Nikt z tego powodu nie budował podejrzeń. Sytuacja między nimi pozostawała klarowna. Zaufanie nie zostało naruszone. Podziwiam ją i szanuję, że potrafi tak wspólkierować swoim związkiem. Podziwiam jej faceta, że jest na tyle mądry i silny, by pozostawić jej przestrzeń swobody, pozwalającą na posiadanie silnych więzi z innym facetem. Ich związek jest stabilny jak beton - nic go nie ruszy. W pewnym sensie jest dla mnie wzorem.
To tak na marginesie, że jednak można zbudować coś normalnego i nie zawsze realacje z "tym trzecim" prowadzą do katastrofy.
Wiem, ale czy byłeś z tą przyjaciółką "blisko"? Czy miało coś miejsce miedzy wami? Jeśli to normalna przyjaźń - to rozumiem to. Ale może gdyby coś było miedzy wami, małżonek tej kobiety inaczej patrzyłby na te spotkania. Tak jest/było w moim przypadku. Akurat ten drugi przyjaciel, u którego była wczoraj też ją nie raz ratował z opresji pozwalając przenocować, gdy wstawiona przyjeżdżała (zanim byliśmy razem). Nie raz w różny sposób ją wspierał, o czym wiem i nawet wczoraj sam ją przywiózł do mnie. Akurat o niego aż tak nie jestem niespokojny, bo nigdy w rozmowach o nim akurat nie było takich emocji z jej strony. I facet budzi moje zaufanie. Tamten drugi jednak już nie. Może, gdyby żona mniej zajadle broniła tych ich relacji, nie walczyła nie przebierając w słowach nawet ze mną o niego, inaczej i spokojniej widziałbym tą przyjaźń.