Witajcie,
jestem w związku z alkoholikiem. Nie pijący, terapia, mityngi itd. Ja również terapia, mityngi. Niby wszystko super. Nowe życie, ciepły, kochający dom, spokojny, szczęśliwy.
Nagle- jego głód- atak psychiczny i fizyczny na mnie.
świat mi się zawalił. chodzimy tez na terapię wspólną, więc poradzimy sobie z tym, tylko, że....
zamiast zajmować się związkiem... to ja zafascynowałam się pewnym człowiekiem.
Nie, nie ma mowy nawet o flircie, o żadnym niestosownym spojrzeniu geście. Nawet nie myślę o nim, tzn staram się...
ale to co czuję...
dawno tego nie czułam...
o żadnym romansie nie ma mowy, to na pewno.
zastanawia mnie skąd takie uczucia u mnie, jak u nastolatki. W jego obecności zapominam jak się nazywam, mam palpitacje serca itp
Myślałam, że nie znam już tego uczucia... zapomniałam, że jestem zdolna do niego...
Czy ktoś ma ochotę się wypowiedzieć w moim temacie?
Nie oczekuję rad ani analizy. Ot, refleksji, wsparcia, podzielenia się własnym doświadczeniem... tylko tyle i aż tyle...