Witam serdecznie wszystkie NetKobietki,
Tak jak sam temat głosi, moim problemem jest rozterka związana z wyprowadzką, a konkretnie wyprowadzeniem się z domu rodzinnego do partnera, z którym znam się i jestem od kilku ładnych lat. Piszę na tym forum z myślą, że może któraś z Was zaproponuje jakieś rozwiązanie bądź wyrazi swoją opinię, która mogłaby pomóc mi w podjęciu decyzji, gdyż kilka moich przyjaciółek nie są rad z wypowiedzeniem się: zawsze wymigują się z nieklarowną wypowiedzią bądź mówią, żebym nic nie planowała i zobaczyła, co mi życie przyniesie.
Jestem młodą osobą, dopiero za kilka miesięcy ukończę 18 lat, co wedle prawa będę osobą pełnoletnią. Mam partnera, który jest ode mnie starszy o prawie 3 lata, który wynajmuje mieszkanie, uczy się, a w wieczorami pracuje. Jak wspomniałam, jesteśmy razem od niespełna pięciu lat. Zakochaliśmy się, i tak sobie planowaliśmy, że wkrótce moglibyśmy zamieszkać razem i żeby w końcu nikt nie wtrącał się w nasze życie, a zwłaszcza moi rodzice. Od samego początku nie polubili go, ponieważ moi rodzice wolą żebym nie traciła energii na sympatie, z których nic nie wyniknie, bo jesteśmy młodzi a bardziej skupiła się na swojej przyszłości, na nauce, a później na karierze. Niedawno pokłóciłam się ze swoim tatą o swojego chłopaka. Powiedział, że jeśli skończę osiemnaście lat i postanowię być ??z tym człowiekiem??, to nie chce mnie znać, że już dla niego nie będę istniała. Mama trzyma taty stronę, bo nie chce z nim wchodzić w spory. Kocham swoich rodziców, i nie chcę sprawiać im przykrości. Sama też nie wiem, jak miałoby wyglądać powiedzenie im, że się wyprowadzam. Kocham swojego chłopaka, lecz mimo to często się kłócimy, nie zawsze zgadzamy się ze sobą. On bardzo naciska na przeprowadzkę, a ja nie wiem, co mam zrobić. Jestem w takim wieku, że łatwo i naiwnie można popełniać błędy, a ja nie chcę zrobić coś, czego mogłabym żałować długo. (W wolnych chwilach pracuję, więc śmiało moglibyśmy się utrzymać z chłopakiem.) Ufam mu, ale chwilami, gdy się kłócimy napływają mnie wątpliwości, czy gdybym już z nim mieszkała i coś między nami poszło nie tak (bo ludzie często mówią, że dopiero jak się z kimś mieszka wychodzi wszystko na wierzch) to boję się, że zostałabym na lodzie. Bez możliwości powrotu do domu, z zarobionymi 500zł nie mam możliwości żyć gdzieś na wynajętym w pojedynkę, no chyba, że na współkę z innymi ludźmi.
Więc jak według Was powinnam postąpić, zaryzykować i porwać się temu, co chcę, co jest mi nieznane i tak kuszące jak wkroczyć w pełne dorosłe życie, czy zwlekać jednak z tym?
Nie mam się, kogo poradzić, a starałam się dobrze, krótko i zwięźle opisać sytuację, w jakiej się znajduję. Proszę o odpowiedzi- ta sprawa spędza mi sen z powiek.
Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedzi. :-)
Nina