Witam wszystkich , mam cicha nadzieje,ze wsrod Was formuowiczow znajde troche zrozumienia, wsparcia i ciepla ,ktorego mi brakuje.Mam 26 lat jestem mezatka ,wkrotce spodziewamy sie dzieciatka.Mieszkamy za granica.
Moim cierpieniem jest relacja rodzinna.A najwyrazniej jej calkowity brak.Moi rodzice nie interesuja sie wogole moim zyciem ,tym jak sie czuje bedac w ciazy , co slychac w mojej rodzinie,co w pracy co w szerokim dalekim swiecie.To zawsze ja musze wychodzic z inicjatywa napisania meila, wykonania telefonu czy poproszenia o kontakt by dowiedziec sie co sie dzieje w ich zyciu.Dla mnie to jest wrecz narzucanie sie .Mam zal do rodzicow ,ze stawiaja rodzenstwo ponad wszystko ,a ja jestem odrzucona, tak sie czuje.Kiedy siostra oznajmila ,ze jest w ciazy ( po raz trzeci) ach jaka to byla radosc, swietowanie,lzy wzruszenia i gratulacje.Kiedy to ja po dwoch miesiacach na tescie ciazowym zobaczylam dwie kreski , skakalam z radosci pod sufit ,a rodzina stala z boku i potraktowala mnie jakbym wogole nie wypowiedziala zadnych slow.Wtedy zaparlo mi dech w piersiach, poczulam sie kompletnie odrzucona i niekochana....Maz powiedzial mi,ze odkad wzielismy slub zauwazyl juz ,ze rodzice moi traktuja nas inaczej, z dystansem , olewajaco.Zie nie obchodzi ich to co sie dzieje w naszym zyciu,ale wszyscy inni sa najwazniejsi.Widzial, jak bardzo przykro mi bylo gdy nie ucieszyli sie na wiadomosc o ich pierwszej wnuczce u nas i nawet nam nie pogratulowali.
Nie umiem sobie poradzic z tym,ze nie mam wsparcia w rodzinie,ze traktuja nas jak powietrze.Kiedys bylo inaczej....w mojej rodzinie byly wspolne obiady , zainteresowanie drugim czlonkiem rodziny .Nawet nie pamietaja o naszych rocznicach, urodzinach czy waznych wizytach u lekarza.Teraz tata bardzo sie rozchorowal i swiat kreci sie dla nich.Nie wazne jest ze czulam sie zle ostatnio i trafilam do szpitala,ze maz czeka na powazna operacje liczy sie tylko to,ze Tata ma problemy zdrowotne.sa egoistami.Wyciagaja do mnie reke kiedy tego potrzebuje ,ale nie potrafia okazac mi nawet zrozumienia czy poszanowania.
Jak zyc ze swiadomoscia ,ze kiedys bylo sie kochanym przez wlasnych rodzicow ,a dzis siedze w fotelu i czuje sie jakbym oprocz siebie i meza nie miala nikogo bliskiego.Polecialam w odwiedziny do chorego taty to rodzina nawet nie zauwazyla naszej obecnosci.Dusze sie z tym , nie potrafie pozbierac mysli, martwie sie o nich , mysle codziennie kocham ich najswietsza miloscia jaka wogole istnieje ,a kim jestem dla nich Ja?
Wybaczcie moja prostote,w takich sytuacjach chcialoby sie napisac wiele,wszystko z siebie wyrzucic .....ale jest tego tyle,ze nie wiadomo co pisac ....Pozdrawiam wszystkich i zazdroszcze tym,ktorych rodzice szanuja i kochaja a przede wszystkim sa tymi rodzicami.
Mania.