Moje drogie netkobiety, mam 24 lata, jestem w stałym długoletnim związku, nie jestem jeszcze mamą, ale zamierzam być nią w przyszłości. Współżyję regularnie z moim partnerem od 19 roku życia. To tak krótko o mnie nawiązując do tematu, o którym będę pisała. A teraz na czym polega mój problem?
Mianowicie zanim rozpoczęłam współżycie udałam się do pani ginekolog u mnie w miejscowości aby przepisała mi tabletki antykoncepcyjne. Pani doktor do której chodziłam nie była zbyt lubianą ani poważaną, jednak poszła do niej szczerze tylko dlatego że była znana z łatwego przepisywania recept i nie czepiała się o te wszystkie ubezpieczenia itd - chodziłam na NFZ. Miałam u niej robioną też cytologię, te tabletki mi przepisywała bez problemu. Chodziłam do niej około pół roku i w sumie moje wizyty (poza tą jedną cytologią i badaniem) miały na celu odebranie recepty. Po tabletkach nie miałam żadnych skutków ubocznych.
Następnie gdy wyprowadziłam się z mojego miasta zaczęłam chodzić do innego ginekologa. Też na NFZ i na podobnych zasadach. Starszy pan, który w sumie nadawał się tylko do przepisywania recept. Chociaż może to błędne wnioski, bo stary to może mądrzejszy...? I też tylko recepty, cytologia REGULARNIE, no i zamroził mi nadżerkę na samym początku gdy zaczęłam do niego chodzić.
I już przechodzę do sedna.... Teraz gdy mam już 24 lata i zaczynam poważnie myśleć o życiu to zaczynam się również obawiać czy swoim pochopnym wyborem ginekologów nie pokrzyżowałam sobie czasami planów związanych z bezproblemowym zajściem w ciąże...
Po pierwsze, przez ponad 3 lata brałam tabletki antykoncepcyjne...od 19 roku życia, bez żadnych badań, tylko tabletki i tabletki... ale nie miałam naprawdę żadnych skutków ubocznych. Od roku już je odstawiłam, okres wrócił normalnie, tylko czasem mam takie 2-3 dniowe przesunięcia... No trochę mnie to zaczyna martwić bo idealny cykl powinien trwać 28 dni, a u mnie czasem 30, czasem 32, czasem 34.... Czyli po pierwsze BEZMYŚLE branie tabletek antykoncepcyjnych, cały czas te same.
Po drugie, zgoda na zabieg zamrażania nadżerki. Teraz czytam w internecie że nieródki nie powinny mieć wogóle tego ruszane, że to samo się zagoi, że mogą być jakies problemy podczas porodu. Zaczyna mnie to martwić. Ja miałam to robione ok 3,5 roku temu. To było na NFZ, nie wiem czy ten stary lekarz się do tego przyłożył, ja sprawy nie przemyślałam, nie skonsultowałam tego z innym lekarzem. Zabieg był co prawda krótki, bezbolesny, żadnych skutków ubocznych.... Podobno wszystko się zagoiło i nie ma śladu a nadżerka była mała (ale nie ufam już temu lekarzowi...!). Nie mówił nic że po tym zabiegu nie można współżyć, ja współżyłam...co prawda z prezerwatywą ale współżyłam. To wszystko wydaje mi się takie niedopięte na ostatni guzik, zrobione na łapu capu.... mogłam iść gdzieś prywatnie i to skonsultować...
Co sądzicie o moim rozterkach???