Mam trudną sytuację i nie wiem jak sobie z nią poradzić, byłabym wdzięczna gdybyście podpowiedzieli mi jak mam się zachować.
Z moim facetem jestem od ponad 5 lat. Ma on przyjaciela Miśka. Na początku byłam po prostu dziewczyną kumpla, jednak z czasem i ja się z nim zaprzyjaźniłam. Funkcjonuje to jako przyjaźń z każdym z nas z osobna. Trzymamy się razem, we trójkę. Oczywiście chłopaki mają swoje męskie spotkania.
Problem pojawił się już jakiś czas temu- coś około 3 lat. Wtedy Michał zaczął spotykać się z jedną dziewczyną. Sytuacja się skomplikowała- pokłócił się z nami, z siostrą. Nie utrzymywaliśmy kontaktu przez ponad rok. Całą winą niesłusznie zostałam wtedy obarczona ja- zarówno przez Michała jak i jego siostrę i matkę. Nie będę się zagłębiać w to, bo mój problem dotyczy tego tylko pośrednio. W każdym razie zostałam wtedy potężnie zraniona. Mimo to pogodziliśmy się.
Rok temu ona rzuciła Miśka i razem z moim chłopakiem przez jakieś 3 miesiące w zasadzie mieszkaliśmy u niego, próbując go ogarnąć. Udało się.
Ostatnio Misiek znalazł sobie nową dziewczynę, bardzo sympatyczną. Byliśmy parę tygodni temu u niego na imprezie. Pod koniec zostałam tylko ja, Misiek, jego matka i ta dziewczyna. Pożegnałam się i poszłam na górę do pokoju, najpierw zahaczając o łazienkę. Wychodząc usłyszałam, że Misiek zaczyna o mnie gadać, po chwili włączyła się jego matka. Obrobili mi tyłek. I to bardzo. Wyciągnęli wszystko co wiedzieli o mnie, modyfikując na moją niekorzyść, oczerniali mnie. Gadali o tym, jak okropnie traktuję mojego faceta. Misiek mówił rzeczy, które były przeznaczone tylko dla niego, oczywiście je odpowiednio zmieniając. Wykreowali mnie z matką na sukę przed tą dziewczyną. Wygadywali okropne rzeczy o moim życiu i doświadczeniach- między innymi to, że przesadzam z tym, jak wpłynął na mnie rozwód rodziców (była to naprawdę ostra jatka, odbiło się to bardzo na mnie i mojej mamie).
Nie umiem dokładnie opisać tego, co mówili, ale zabolało strasznie. Na miejscu tej dziewczyny, po tym co usłyszała, przy każdym spotkaniu ze mną przyjmowałabym postawę obronną, dążyłabym do tego, żeby do spotkań w ogóle nie dochodziło. Oczywiście Misiek następnego dnia zachowywał się normalnie wobec mnie, dziewczyna natomiast przesadnie się do niego kleiła.
Przestałam się z nimi spotykać (kiedyś jeździliśmy tam co weekend). Wyjątkowo raz pojechałam na grilla (okazja do odebrania paru rzeczy osobistych), ale zachowałam dystans. Było sporo osób, więc nie musiałam się starać ich unikać.
Nie wiem, jak mam się zachować. Wiem natomiast, że to było g***o nie przyjaźń. Moim dylematem jest co z tym wszystkim zrobić. Oczywiście bez względu na to, co zrobię, i tak wyjdzie "na ich". Nie mogę tego tak zostawić, chcę to wyjaśnić, boję się tylko, że nie stać mnie w tej sytuacji na spokój i ogładę. Czasem myślę, żeby nic nie mówić i po prostu urwać kontakt, a jest to możliwe do zrealizowania.Mojego faceta nie chcę w to angażować- to sprawa między mną, a "przyjacielem".
Co radzicie?