Postanowiłam się tutaj wygadać bo nie chcę denerwować moich bliskich,a czuję że zaraz zwariuję od natłoku myśli.
6 lat temu przeprowadziłam się do Warszawy.Do rodzinnej miejscowości mam ponad 400 km więc sporo i żadko tam jeżdżę. Jak to w dużym mieście raz było lepiej raz gorzej ale ogólnie dawałam radę i byłąm z siebie dumna. Nawet do domu nie tęskniłam, chyba się odzwyczaiłam się poprostu.
Od jakiegoś czasu chodzą mi po głowie myśli żeby wrócić do domu.Myślę o tym codziennie i czuję się bezsilna bo nie mogę pomóc rodzicom w takich codziennych czynnościach.Czuję że chcę im pomóc i żeby mogli na mnie liczyć.Chciałabym żeby nie musieli się też niczym martwić tylko żeby odpoczywali na emeryturze.Już nie wspomnę o tym że chciałabym im dać wszystko na co zasługują,ale nie mam takich możliwości finansowych. Z rodzicami mieszka brat,ale on ma swoje życie mimo że jest sam ale On gdy o coś proszą to robi jakby łaskę. Jestem taką osobą dla której ważniejsza jest rodzina i jej szczęście niż moje własne.Wiem wiem głupota,ale kiedy im sie układa to mi od razu poprawia się nastrój i jestem szczęśliwa.
W Wawie trzyma mnie tylko praca i nic więcej.W moim mieście jest ciężko o pracę.Wróciłabym,ale boję się że nie znajdę pracy.
Perspektywa przeprowadzenia się z tak dużego miasta do mniejszego mnie nie przeraża, bo ogólnie nie lubię tego tłoku tutaj i hałasu.Jestem samotnikiem od zawsze i lubię przebywać sama ze soba i lubię ciszę.Może tak się robi po 30-stce ;-)
Mam nadzieję że Was nie zanudziłam,ale musiałam się wygadać