Siedem lat temu przeszłam dwie operacje z powodu raka tarczycy,był to szok.Po wyjsciu od lekarza najpierw siedziałam i płakałam w aucie,zadzwoniłam do męża,nie pamiętam jak przyjechałam do domu(50km),powiedziałam też siostrze,rodzinę mam dość daleko.Myślałam że mąż zaraz przyjedzie,zamiast tego zadzwonił z pretensjami że moja siostra go ochrzaniła za to że nie jest przymnie.Przed drugą operacją musiałam zrobić kilka wyników,jezdziłam sama,żadnych odwiedzin męża,dwa dni po operacji sama wracałam do domu taksówką.Do Warszawy do Centrum Onkologii też jechałam sama,po tygodniowym pobycie też wracałam sama(ponad 300km).Na wszystkie badania do tej pory jeżdzę sama.Leczenie kosztuje,zaczeły się wypominania że dużo wydaję pieniędzy,od trzech lat nie pokazał się,doszło do tego że na dzien dzisiejszy żyję z renty i dodatku pielęgnacyjnego,a jego dochód to ponad 3000tys żł.Założyłam sprawę o alimenty ale to trwa,dzisiaj musiałam wybrać leki albo chleb....do tej pory wpłacał mi 400żł,w tym miesiącu nie dał mi nic,jak zadzwoniłam usłyszałam że nie ma pieniędzy,ma tylko na koncie oszczędnościowym,kiedy żyli rodzice to mi pomagali.We wrzesniu mam badania kontrolne w Warszawie...czy pojadę? nie wiem...Jestem tak załamana że przychodzą mi już złe myśli
Podobne tematy
Czytając Twojego posta, powoli narastały mi łzy w oczach. Co za niesprawiedliwość na tym świecie... Kompletnie nie rozumiem zachowania Twego męża. Pewnie nie okazał ani odrobiny wsparcia. Bardzo Ci współczuję. Ale wiesz co? Musisz być silna. Choćby dla reszty rodziny, a przede wszystkim dla samej siebie. Nowotwór to potworna choroba, ale to nie jest wyrok. Samotność, w dodatku trudna sytuacja finansowa w tak trudnych chwilach... Chciałabym jakoś pomóc, ale chyba mogę tylko powiedzieć, że jestem z Tobą i życzę powodzenia, abyś nigdy się nie poddała, bo życie to ciągla walka. Mam nadzieję, że kiedyś spotka Cię wynagrodzenie za to wszystko co przeżyłaś.
Pisząc posta,chciałam się jedynie podzielić swoimi przeżyciami,czy jestem silna? myślę że tak.Nie oczekuję żadnej pomocy,być może takich osób jest wiele,pokonałam depresję,pieniądz to nie wszystko,liczy się zdrowie.Chciałam też pokazać jak może nas potraktować osoba z którą było się ponad 20-scia lat.
Jagodo bardzo Ci wspolczuje,nawet trudno cos napisac ....wiem,ze Ci ciezko i zle,ze zawiodlas sie na najblizszej osobie,trudno takie zachowanie zrozumiec
Dla mnie przysiega malzenska to nie puste slowa bez pokrycia,ja na moim mezu zawsze moglam i moge polegac.Zawsze uwazalam i uwazam ,ze ciezkie przezycia takie jak choroba cementuja malzenstwo jeszcze bardziej,ale widze,ze nie twojego meza.Uwazam,ze twoj maz to okropny egoista i powinnas zaczac walczyc o siebie i "dowalic' mu za caloksztalt,powinnas pozwac go o wysokie alimenty dla siebie i na leczenie i nie powinnas mu popuscic .Pozdrawiam!!!
Pozew już złożyłam,trochę pózno,ale jak mówi moja pani psycholog...za dużo myślę o innych a za mało o sobie.Tym razem doprowadzę wszystko do konca,Pozdrawiam...