Witam. Krótko opowiem coś o swoim związku. Na początku były motyle w brzuchu niesamowite. On starał się o mnie bo podobno byłam z tych bardziej niedostępnych dziewczyn. Z biegiem czasu zaczęliśmy być pewni siebie i miłość się zmieniła wg mnie na coś bardziej trwałego niż motylki i zauroczenie.Trochę mniej było już nowych pomysłów na spędzanie czasu, prezentów. Ale czułam się go pewna. Od jakiegoś czasu jednak zaczęłam czuć się gorzej, tak jakby mu nie zależało, wszystko wskoczyło w jakby podobną rutynę. Ale wiadomo nie mieszkając razem człowiek i tak czeka na ten czas zeby spędzić go razem na zwykłych czynnościach. Ale już tak często nie słyszałam zapewnień z jego strony w stosunku do mnie. Podobna rutyna jak mieszkaliśmy ze sobą. Dla mnie to coś nowego, niesamowitego a u niego pełen spokój, nie widziałam radości wielkiej.Przez to ja sama trochę zaczęłam gorzej o sobie myśleć, że mu jest gorzej ze mną niż z innymi kobietami i to doprowadziło do konfliktu, nawet chciałam odejść. Oczywiście po rozmowie wyjaśnił mi ze jestem dla niego najważniejsza i on myślał że ja o tym wiem. Na pewno to może wynikać z poprzednich związków. Można by powiedzieć ze czułam się jak księżniczka zawsze. Może to głupie ale brakuje mi jego komplementów w moją stronę które kiedyś słyszałam, a potrafi zauważyć że jakaś dziewczyna ma ładną fryzurę, ze ma ładne ciało.
Jak Was zmieniły związki?
U mnie jest teraz inaczej. Kocham z nim spędzać czas ale potrafimy np ze sobą nie rozmawiać i każdy robi swoje a kiedyś jeden drugiemu nie mógł dać spokoju, mieliśmy mnóstwo tematów ze sobą.
jak radzicie sobie po kłótni?
U mnie teraz Mój facet wypomina mi że chciałam odejść, że jego zaufanie we mnie się zmniejszyło ale nie widzi ze ja z jakiegoś powodu tak się zachowałam, ze miałam swoje powody.
U mnie jest wiele tych zmian.
Podobne tematy
Victorio, tak prawdę mówiąc to w niewielu związkach "motylki, codzienne wyznania, komplementy, prezenty i bycie księżniczką" trwa cały czas bez przerwy...
Związki się zmieniają, uczucia również ewoluują, ale to nie znaczy że słabną bądź zanikają. Po prostu, nie da się wiecznie żyć na "wysokich obrotach", wiecznie być pod wpływem szalejących hormonów. Co więcej, to od obu stron zależy "jakość" związku. Obydwoje partnerów musi zabiegać o swoje względy, być oparciem, dbać o wzajemne relacje i uczucia. W chwili słabości, trzeba przypomnieć sobie co kiedyś sprawiało nam największą przyjemność i spróbować to odtworzyć. Zaproponować na przykład wspólne wyjście, wypad za miasto, spacer, kolacje... cokolwiek. Trzeba działać, a nie tylko rozmyślać.
Tak to właśnie jest. ![]()
U mnie też związek po 4,5 roku razem wygląda zupełnie inaczej, niż na początku.
Kiedy się poznaliśmy, byłam bardzo chora, miałam za sobą drugą próbę samobójczą. Nie wierzyłam, że ktoś mnie może chcieć a co dopiero kochać... Wszystko, czego doświadczyłam wtedy ze strony mojego partnera, było dla mnie nowością- przytulenie, głaskanie po głowie, gdy płakałam, mnóstwo zrozumienia i cierpliwości. Opiekował się mną, jak nikt inny. Dla nas obojga był to skok na głęboką wodę, bo od początku było nas troje: ja, on i depresja. Oprócz pierwszych wyjść do kina, pierwszego seksu i emocji towarzyszących poznawaniu jego rodziny był też ogromny strach, czy damy radę.
Przetrwaliśmy; myślę, że najgorsze już za nami. Wydaje mi się też, że jest lepiej, niż na początku. Wspólne lata i doświadczenia (szczególnie te smutne) wytworzyły między nami bardzo silną więź. Jesteśmy dla siebie partnerami, kochankami a przede wszystkim- przyjaciółmi. Wiemy, że możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji. Ta świadomość jest dla mnie cenniejsza, niż te początkowe motylki
Charaktery mamy wybuchowe oboje i kłócimy się często. Ale staramy się zawsze nie kończyć dnia w złości i kłaść spać pogodzeni- działa ![]()
Jest mi lepiej niż na początku.
u mnie również jest lepiej niż na początku, czuje że jest to trwałe, że jest to prawdziwa miłość, nie jakieś zauroczenie.
Wiadomo na początku było cudownie, poznawaliśmy się, każda Chwila była czymś nowym... Potem mieliśmy przerwę, dosyc długo, a dlaczego teraz już sami nie wiemy, wiemy tylko tyle że wtedy dotarło do nas ile jesteśmy dla siebie warci, i zaczęliśmy budować nasza relacje, trwała i silna.
Jest nam że sobą świetnie, jesteśmy szczęśliwi, jesteśmy dla siebie przyjaciółmi, wiemy o sobie wszystko, seks też jest wspaniały, a to dlaczego że przez lata to wszystko zbudowaliśmy, dlatego teraz jest lepiej niż na początku. Wiem że on kocha mnie nad wszystko, i ją też to czuje wobec niego.
Za to jak się kłócimy to na całego ale też mamy regułę, że godzimy się w tym samym dniu co wybucha "wojna" ![]()
6 2013-06-16 23:04:24 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2013-06-16 23:11:42)
Victorio, tak prawdę mówiąc to w niewielu związkach "motylki, codzienne wyznania, komplementy, prezenty i bycie księżniczką" trwa cały czas bez przerwy...
(...) nie da się wiecznie żyć na "wysokich obrotach", wiecznie być pod wpływem szalejących hormonów.
Moja pewna znajoma - od nastu lat praktykująca psychiatra - powiedziała mi, że jakby ten stan "zakochaniowego haju" trwał dłużej niż kilka miesięcy, to reakcje biochemiczne zachodzące w tym czasie w mózgu poczyniłyby takie spustoszenie, że taki ktoś prędko wylądowałby u niej na oddziale z koniecznością pilnej interwencji. Więc nie ma czego żałować
Te całe "motyle" to może być świetny wstęp do czegoś trwałego, dojrzałego i niebywale budującego.
A co do tytułowego pytania - u mnie motyli właściwie nie było. Mój związek zrodził się z głębokiej, wieloletniej przyjaźni. Był okres zauroczenia, ale z pełną świadomością realnego wizerunku drugiego człowieka - za dobrze znaliśmy się aby się nawzajem idealizować
. A teraz? Po ponad roku małżeństwa, prawie dwoch latach związku i ponad dwudziestu latach przyjaźni jest z każdym dniem fajniej. Lepiej się znamy, lepiej rozumiemy, coraz mocniej i świadomiej chcemy być razem.