Sens? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

1

Temat: Sens?

Witam. Śledzę to forum od samego rana. Szukam pomocy, bo nie bardzo wiem jak mam sobie poradzić z tym, co dzieje się w moim życiu, choć przecież nie pierwszy raz muszę przez to przechodzić...Odkąd pamiętam nie powodziło mi się w sprawach sercowych, w domu też nie miałam odpowiedniego przykładu. Rodziców mam cudownych - ale osobno, nie powinni nigdy być razem. Od dziecka słucham o tym jak tato zdradził mamę, o alimentach i tym podobnych. Wchodząc w dorosłe życie, a mając już wtedy za sobą kilka nieudanych prób bycia z kimś (bolesnych, ale raczej krótkotrwałych- rozstania na etapie "zauroczenia") nie wierzyłam w żadną miłość - a jeżeli już, to byłam przekonana, że nie jest ona pisana mnie. A jednak. Spotkałam mężczyznę, którego pokochałam całą sobą, i dla którego zdecydowałam się poświęcić wszystko. Wiedziałam, że jest tego wart. Wydaje mi się, że łatwiej byłoby mi przez to przejść, gdybym wiedziała, że jest zwykłym draniem, że kłamał, że doskonale wiedział jak to wszystko dalej się potoczy. Ale nie mogę tego napisać, bo tak nie jest. Oboje bardzo baliśmy się uczuć, ale i oboje byliśmy pewni, że się kochamy. Byłam najważniejsza. I nie chodzi tu o jakieś kolacje przy świecach czy kwiaty. Zawsze był przy mnie kiedy tego potrzebowałam, i ja zawsze byłam przy nim. Wiem, że potrzebował ogromnej dozy czułości i jak nawet najdrobniejsze błędy mogą go zranić. Wszystko układało się jak powinno. Uwielbiałam spędzać czas wśród jego rodziny, oni zawsze na mnie czekali, cieszyli się bardzo z tego, że jesteśmy razem. A my byliśmy tacy szczęśliwi. Chciał się dostać do służb mundurowych, żeby mieć stałą pracę i żebyśmy mogli zacząć realizować marzenia o ślubie, dziecku itd. Niestety szkolenie przygotowawcze, trwa 6 miesięcy, co wiąże się z nieobecnością w domu. Pojechał. Wracał na weekendy, ale coś zaczęło się kruszyć. Najpierw mówił jak mu tam źle, że nie chce tam wracać. Starałam się go wspierać jak mogłam. Potem sytuacja zaczęła się zmieniać...nie chciał przyjeżdżać do mnie, do naszego mieszkania, nie chciał spotykać się ze swoimi przyjaciółmi, kontakty rodzinne ograniczył do kompletnego minimum. Podczas rozmowy powiedział mi, że nie wie dlaczego tak się dzieje i oddałby wszystko, żeby było jak kiedyś. Ale czuje, że wyjeżdżając na szkolenie na zawsze zostawił wszystko to co miał tutaj. Powiedziałam, że będę czekać. Na początku, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że dzieje się coś, aż tak poważnego pisałam do niego, dzwoniłam. Później tylko kilka smsów dziennie. Ostatnio - praktycznie 3 tygodnie bez odzewu. Musiałam podjąć jakąś decyzję, bo nie możemy udawać. Płacimy za mieszkanie, w zasadzie nie wiadomo po co. Porozmawialiśmy, płakaliśmy oboje jak zawsze. Powiedział, że nie ma nikogo i nikogo już nie chce mieć, bo najwyraźniej nie nadaje się do bycia z kimś. Powiedział też, że już do naszego miasta nie wróci, bo nie umie się w tej rzeczywistości odnaleźć. Płakał, przepraszał. Powiedzcie mi, jak to jest możliwe, że jedyne czego byliśmy pewni na tym świecie - nasze uczucie- ot tak sobie po prostu prysło? Ja nie mogę sobie z tym poradzić, nienawidzę tego uczucia kiedy rano wstaje słońce a ja czuje, że znów muszę wstać i żyć po nic. Bo wszystko co miało dla mnie znaczenie odeszło razem z tym człowiekiem. W dodatku widzę, jak i on cierpi. Jestem wierząca, ale naprawdę nie jestem już w stanie wytłumaczyć sobie tego jakimś wyższym sensem, próbą. Nic już nie umiem, to było całe moje życie...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Sens?

Wydaje mi się, że u niego to chwilowy kryzys...
Niech poczuje, że Cię stracił.
Weż się w garść, zerwij z nim całkowicie kontakt, nawet jeżeli on coś tam będzie próbował, milcz.
Taki szok, że naprawdę Cię stracił, wydaje mi się jedynym lekarstwem, aby znów wzbudzić w nim uczucia, w dodatku z podwójną mocą.
Ale musisz być bardzo silna i pamiętać, że robisz to, aby coś zyskać.
Do stracenia i tak, z tego co widać, nie masz w przypadku Waszego związku nic.
Mam wielką nadzieję, że skończy się pozytywnie dla Was.

3

Odp: Sens?

Masz rację, nie mam nic do stracenia. Nie odzywam się, nawet nie mam na to ochoty, bo z każdym smsem czy telefonem czuję się jeszcze bardziej upokorzona. Tęsknie całą sobą za tym człowiekiem, który mnie kochał, nie za tym, który stwierdził, że wszystko już za nim i musi być sam. Nie wiem czy to chwilowy kryzys, ale bardzo chciałabym przestać liczyć na cokolwiek. Staram się jak mogę, ale czasem jednak pojawiają się przebłyski nadziei, której nie chcę. Bo nie chcę się znów rozczarować.

4

Odp: Sens?

Jeżeli naprawdę kiedykolwiek Cię kochał to na pewno bez powodu z dnia na dzień się nie odkochał.
Wiele ludzi przechodzi podobne kryzysy i chwile załamania.
Wstrząśnij nim.
Na razie widzę, że bawi się w robienie z siebie ofiary, a Ty zamiast mu to uciąć to go w tym wspierasz.
Niech poczuje, że Cię stracił i jeżeli poważnie Cię kiedyś kochał, a po Twoim wpisie myślę, że tak było, to wróci, tylko musi go to porządnie zaboleć. Na razie nie dałaś mu takiej sposobności.
Trzymam za Ciebie kciuki!!!

5

Odp: Sens?
Ikesa napisał/a:

Chciał się dostać do służb mundurowych, żeby mieć stałą pracę i żebyśmy mogli zacząć realizować marzenia o ślubie, dziecku itd. Niestety szkolenie przygotowawcze, trwa 6 miesięcy, co wiąże się z nieobecnością w domu. Pojechał. Wracał na weekendy, ale coś zaczęło się kruszyć.

Policja czy wojsko???

Najpierw mówił jak mu tam źle, że nie chce tam wracać. Starałam się go wspierać jak mogłam. Potem sytuacja zaczęła się zmieniać...nie chciał przyjeżdżać do mnie, do naszego mieszkania, nie chciał spotykać się ze swoimi przyjaciółmi, kontakty rodzinne ograniczył do kompletnego minimum.

Pranie mózgu -  fala, zdrada z wpadką... cos jest grubymi nićmi szyte. 

Podczas rozmowy powiedział mi, że nie wie dlaczego tak się dzieje i oddałby wszystko, żeby było jak kiedyś. Ale czuje, że wyjeżdżając na szkolenie na zawsze zostawił wszystko to co miał tutaj.

tu jest cos poważnego zatajone, tak mi sie cos widzi odnośnie w/w cytowanych fragmentów. Abstrahując od wszystkich "ale", to ewidentnie Ty nosisz spodnie w tym związku a "charakterystyka" Twojego faceta wyglada na ciepłe kluchy, ktorego przeraża wizja wspólnego trwałego związku i ucieka się do metody strusia. Terapia wstrząsowa polecana post wyżej to jedno a konkretna i szczera rozmowa do upadłego miedzy Wami to drugie. Bo coś mi sie nie chce wierzyc "na słowo", że nie ma tej trzeciej osoby między Wami.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

6

Odp: Sens?

SweetLady - dziękuję za ten post, bo chyba nikt nigdy nie przedstawił mi sytuacji z takiej perspektywy. Rzeczywiście, robi z sienie ofiarę, zamiast zwyczajnie próbować coś z tym zrobić.

bags - pranie mózgu, możliwe. Trzeciej osoby nie ma na pewno.

7

Odp: Sens?

Hej
Zgadam sie ze SweetLady ze jedyny sposób i ewentualna możliwość ratunku do odciąć się i z Bagsem, że coś tu jest zatajone. To moja pierwsza refleksja. Nie wierzę facetom, którzy próbują pokazać jak cierpią, tłumaczą, że jest im źle z tym ale odchodzą. Jak facetowi jest dobrze to nie odchodzi. A jak odchodzi to na pewno nie dlatego, że jest takim masochistą i uwielbia cierpieć.

Tak jak radzi SweetLady staraj się nie pisać, nie zaczepiać, próbuj się ogarnąć. Jeśli to chwilowe jego zaplątanie i uderzenie się w głowę, terapia szokowa może podziałać. Jeśli nie będzie szukał kontaktu - znaczy jest mu to na rękę i O COŚ CHODZIŁO. Twoje chodzenie za nim i wspólne rozważanie jak to bardzo boli, ale jak trzeba się rozstać jemu pomaga, Tobie nie.

8

Odp: Sens?

hm, ale ja za nim absolutnie nie chodzę i męczę. Nawet gdybym chciała, to nie mam takiej możliwości. No i wiem, że to nic nie pomaga a jedynie mnie sprawia cierpienie, więc też nie piszę, ani nie dzwonię. Nie zerkam też na telefon w oczekiwaniu na wieści od niego. Ja wiem, że muszę zapomnieć. Tylko tak trudno zrozumieć dlaczego...

9

Odp: Sens?

Na to pytanie chyba nikt nam nie odpowie, musimy to tylko jakoś przetrwać. Podobno czas leczy rany....nic tylko czekać.

10

Odp: Sens?

Żeby tylko nauczyć się rano otwierać oczy i nie zalewać się łzami. Zobaczyć jakąkolwiek perspektywę. Nauczyć się od nowa wykonywać codzienne czynności...

11

Odp: Sens?

masz jakieś codzienne obowiązki ? szkoła, praca ?
u mnie jest tak, że jestem dzielna do 15:30 do końca pracy , potem wymiękam

12

Odp: Sens?

Ikeas ,rzeklas: "trzeciej osoby nie ma na pewno" ,wiesz, na pewno to Kosciuszko nie zyje. poczytaj tutejsze posty bo wielu mialo taka pewnosc, a pozniej poznawali rozwiazanie zagadki. jakkolwiek oby ta teza byla bledna, jedynie chwilowy kryzys oraz szczesliwe zakonczenie!

"Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Antoine de Saint-Exupéry

13 Ostatnio edytowany przez bags (2013-06-11 00:06:15)

Odp: Sens?
geniu napisał/a:

Ikeas ,rzeklas: "trzeciej osoby nie ma na pewno" ,wiesz, na pewno to Kosciuszko nie zyje. poczytaj tutejsze posty bo wielu mialo taka pewnosc, a pozniej poznawali rozwiazanie zagadki. jakkolwiek oby ta teza byla bledna, jedynie chwilowy kryzys oraz szczesliwe zakonczenie!

pozwole sobie użyć wypowiedzi z innego wątku o tym temacie i 3 osobie:

Bylam z takim psychopata ponad 4 lat i doprowadzil mnie do kompletnego rozstroju nerwowego i proby samobojczej. Jedyne wyjscie to zostawic, on sie nigdy nie zmieni. Poswiecisz dla takiego wszystko, rozwalisz sobie zdrowie i zycie, probujac utrzymac taki zwiazek, a na koniec jak sama bedziesz potrzebowac pomocy to on cie sam zostawi dla kogos nowego i nie zdziw sie jak sie dowiesz, ze w trakcie waszego zwiazku tez nie bylas jedyna).

jeden z wielu przypadkow na tym forum potwierdzający regułę, że "dałbym/dałabym sobie rękę uciąć nt braku 3 osoby w związku..." a jednak!!!!

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

14

Odp: Sens?
sobieSama napisał/a:

Na to pytanie chyba nikt nam nie odpowie....

Na publicznym forum na pewno nie! Autorce tematu polecam uzbroić się w cierpliwość, wszystko wróci do normy, choć nie będzie już jak kiedyś.

Boso, ale zawsze w ostrogach.

15

Odp: Sens?

Co do obowiązków to studia, ale rok akademicki powoli się kończy. Ja ponadto muszę dokonać ponownego wyboru. Wróciłam dla niego z miasta, w którym studiowałam do miasta rodzinnego. Teraz okazuje się, że od nowego roku akad. nie ma będzie studiów zaocznych, więc albo zmieniam uczelnię i zostaję tutaj, albo kontynuuję dzienne tam. Nie mam siły zaczynać wszystkiego od nowa, bo wracałam z tego miasta w poczuciu spełnienia, że wracam dla kogoś, że będziemy tu szczęśliwi...a zostać tu? Jeszcze gorzej.

16

Odp: Sens?

Ikesa, wiem, że Ci ciężko dlatego radzę Ci żebyś nie podejmowała na razie (o ile nie musisz) żadnych radykalnych decyzji co do studiów czy miejsca zamieszkania. O studiach chyba możesz zadecydować za miesiąc, dwa? Zobaczysz, że emocje trochę opadną i nabierzesz sił do zmierzenia się z życiem. Na razie każda decyzja może wydawać Ci się ponad siły, ale wszystko kiedyś się kończy - ból też smile Poza tym zgadzam się z przedmówcami: w postępowaniu Twojego chłopaka kryje się jakaś tajemnica. Może ją kiedyś poznasz, a może nie. Ale tak naprawdę dla Twojej sytuacji nie ma większego znaczenia co nim kierowało. Jest jak jest - trzeba to sobie uświadomić i iść dalej. Też kiedyś zadawałam sobie pytania o sens rzeczy, które mnie spotkały i nie doszłam do żadnych wniosków, które by mnie zadowoliły. Przyjęłam więc do wiadomości to, co się stało (rozpad małżeństwa) i żyję dalej. Staram się nie rozpamiętywać przeszłości, bo wiem, że to na mnie dobrze nie wpływa. Jestem pewna, że i Ty dojdziesz do takiego etapu - daj sobie tylko czas na przebolenie tego, co się stało. Powodzenia smile

"chciałbym umieć znów/ o miłości gadać/ bez banalnych słów/ i zmęczonych fraz"

17

Odp: Sens?

Co do zdrady...rozumiem, że moją pewność, że on nikogo nie ma postrzegacie jako naiwną wiarę kochającej jeszcze kobiety. Ale ja naprawdę spoglądam na tę sprawę najobiektywniej jak mogę. Nie łudzę się, że zaraz stanie w drzwiach z kwiatami, i że powód jego odejścia wynikał z miłości do mnie. Nie rozstaliśmy się jako wrogowie, nie leciały talerze i przekleństwa. Ja tylko czasem z braku nerwów próbowałam mu coś zarzucić, np. że się pobawił i już mu się znudziło itp., a on siedział ze spuszczoną głową, nic nie mówiąc, ewentualnie kiwając głową. Powiedział, że przeprasza i wie, że to przepraszam nic dla mnie już nie znaczy i rozumie to. Że chciałby mi podać powód, bo wtedy może łatwiej byłoby próbować coś naprawiać, ale nie ma powodu. "Nie mam nikogo, i nie będę już miał. Ja się po prostu nie nadaję, po co mam kogoś krzywdzić?"

18

Odp: Sens?

moja wielka milosc gdy ode mnie odchodzila powiedziala cos w stylu: "chyba juz takie moje przeznaczenie ,zebym byla singielka do konca zycia". dlugo to nie trwalo bo okazalo sie ,ze za szala obwiniania mojej osoby,prawdziwym powodem odejscia byl moj dobry kolega z ,ktorym teraz jest. a ja? jakbym po prostu nigdy nie istnial, zero kontaktu.

"Prawdziwa miłość zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz." Antoine de Saint-Exupéry

19

Odp: Sens?
geniu napisał/a:

moja wielka milosc gdy ode mnie odchodzila powiedziala cos w stylu: "chyba juz takie moje przeznaczenie ,zebym byla singielka do konca zycia". dlugo to nie trwalo bo okazalo sie ,ze za szala obwiniania mojej osoby,prawdziwym powodem odejscia byl moj dobry kolega z ,ktorym teraz jest. a ja? jakbym po prostu nigdy nie istnial, zero kontaktu.

No właśnie, obłuda i jeszcze raz obłuda.

Czy jestem szczęśliwy a jaka jest definicja "szczęścia"?
                          GG 3****4

20

Odp: Sens?

Może i macie rację... i jak tu teraz wierzyć w cokolwiek ?

21

Odp: Sens?

wg mnie wcale nie jest do końca tak jak piszecie ze pewnie ma inna... możne po prostu ta nowa sytuacja go przytłoczyła i to wszystko...

Bo w życiu trzeba być twardym jak przeterminowane żelki ;D

22

Odp: Sens?
Vemona napisał/a:

wg mnie wcale nie jest do końca tak jak piszecie ze pewnie ma inna... możne po prostu ta nowa sytuacja go przytłoczyła i to wszystko...

Ja też tak to widzę. Znam Go i wiem, jakimi etapami to wszystko postępowało... może wcześniej powinnam zareagować inaczej, powiedzieć "zostaw to i po prostu zajmij się czymś co nie będzie Cię tak przytłaczało". Wiem, że On zachowuje się irracjonalnie. I nie poznaje go nikt, nawet najbliżsi. On chce uciekać, gdziekolwiek.

23

Odp: Sens?

Witam ponownie. Chciałam opisać Wam kilka kolejnych zdarzeń, bo potrzebuję Waszej rady i spojrzenia z zewnątrz na całą tę sytuację. Pisałam wcześniej w dużym skrócie jak ona wyglądała. Po około 3 miesiącach "wyczuwania", że jest coś nie tak rozstaliśmy się z mojej inicjatywy, bo nie chciałam się z tym wszystkim szarpać. Co prawda kilka tygodni wcześniej ustaliliśmy, że poczekamy, aż skończy całe szkolenie i zobaczymy jak będzie dalej i rzeczywiście - chciałam czekać. Tyle tylko, że chyba już nie było sensu. On ciągle jest tam - tam jest zupełnie inne środowisko, żyje się z dnia na dzień, trybem podporządkowania się komuś, dopasowania do środowiska i sprawami, które dotyczą tylko i wyłącznie wspomnianego środowiska. Rozumiałam sytuację, byłam przygotowana, że nie wróci do końca kursu. Później miał tydzień luzu - i napisał, że przyjedzie. Zaprosił do nas znajomych. Nie odpisałam, bo co? Przyjechał, ale nie przyszedł do domu, tłumacząc koledze, że skoro nie odzywał się tak długo, to nie wie jak się zachować. Musiałam podjąć decyzję, że to koniec, bo na co mam czekać?
Dwa dni później napisałam smsa, bo musieliśmy się rozliczyć (rachunki, raty itp.), odpisał, później zapytał do kiedy będę w naszym mieszkaniu, bo właścicielka pyta. Odpisałam, że już mnie tam nie ma, muszę zabrać tylko rower. Zapytał co z kluczami. Odpowiedziałam, że są u moich rodziców. I zaczął się cały dzień smsów o to kiedy będę. Odpisywałam tylko: "klucze są u rodziców". Odpowiedź: "wolałbym je odebrać od Ciebie, bo zwyczajnie mi wstyd przed Twoimi rodzicami". Zapytałam tylko dlaczego mu tak spieszno - powiedział, że ma tak dużo nauki i zaległości, że nie przyjedzie tutaj długo.Umówiłam się z nim następnego dnia w neutralnym miejscu, żeby podać te klucze. Chciałam być miła, ale rano napisała do mnie właścicielka mieszkania - okazało się, że on jedynie uprzedził o możliwej wyprowadzce, ale nie powiedział, że wymawia mieszkanie. Przyjechałam na umówione miejsce, wysiadł z samochodu, coś zagadał, podałam mu klucze i stanowczo zapytałam czy "wszystko?". Był wyraźnie zaskoczony moją postawą, nie wiedział za bardzo co ma odpowiedzieć, w końcu coś wymruczał a ja odpowiedziałam tylko "cześć" i odjechałam. Widziałam, że nie wie co ma zrobić. Nie wiem co zrobił dalej, w mieszkaniu zastał swoje zdjęcia, które ja nosiłam w portfelu (po co mam się nimi katować?). Po raz pierwszy postawiłam go w takiej sytuacji. Nigdy nie byłam tak stanowcza i tak zimna. Miałam mu do powiedzenia bardzo wiele, ale wolałam odpuścić. To, że wyrzucę mu jak się teraz czuję nic nie da. Zniknęłam z jego życia stanowczo. Nie ma do mnie dostępu w żaden sposób. Nie ma mnie na portalach, nie odzywam się do wspólnych znajomych - chyba, że takich od których nic się o mnie nie dowie. Nie piszę, nie dzwonię. W niedziele rano wydawało mi się kilkukrotnie, że widzę jego auto przy moim bloku (nie mogę być tego pewna, bo nie widziałam rejestracji), ale uznałam, że to złudzenie, bo przecież nie było go w naszym mieście. Dziś przypadkiem dowiedziałam się, że był. Nie wiem co mam myśleć. Nie chcę budować w sobie nienawiści, bo to wcale nie boli mniej. Wiem, że żeby wyjść z tego wszystkiego cało muszę to wszystko przegryźć i znieść z dumą. Nie rozumiem tylko po co tak bardzo chciał te klucze - czy pomyślał, że będzie mu lżej jeżeli już nawet to mu oddam? Czy może powiem mu wtedy coś miłego? Po co tu teraz przyjeżdża, skoro tak bardzo chce się odciąć? Dlaczego nie jest w stanie powiedzieć mi szczerze, że mnie nie kocha, że nic już nie chce, że życzy mi szczęścia? Wiem, mi wcale nie byłoby łatwiej, ale cholera - zwykły szacunek. A (jakkolwiek naiwnie by to nie zabrzmiało) łączyło nas wszystko, zawsze byliśmy dla siebie wszystkim. No i to cholernie odpowiedzialny facet...mimo wszystko.

24

Odp: Sens?

Właśnie dostałam smsa - po tygodniu milczenia. "Czy Ty masz może jeszcze tę moją nokię?" (telefon, który kiedyś mi dał, żebyśmy mogli rozmawiać taniej). Stary grat. Ludzie, nie ogarniam... ?!

25

Odp: Sens?
Ikesa napisał/a:

Właśnie dostałam smsa - po tygodniu milczenia. "Czy Ty masz może jeszcze tę moją nokię?" (telefon, który kiedyś mi dał, żebyśmy mogli rozmawiać taniej). Stary grat. Ludzie, nie ogarniam... ?!

Kochana przeczytałam całość i zdecydowanie coś mi śmierdzi. Niestety obstawiam osobę trzecią....

26

Odp: Sens?
Ehdi napisał/a:
Ikesa napisał/a:

Właśnie dostałam smsa - po tygodniu milczenia. "Czy Ty masz może jeszcze tę moją nokię?" (telefon, który kiedyś mi dał, żebyśmy mogli rozmawiać taniej). Stary grat. Ludzie, nie ogarniam... ?!

Kochana przeczytałam całość i zdecydowanie coś mi śmierdzi. Niestety obstawiam osobę trzecią....

A ja dodatkowo obstawiam i tę trzecią, i to, że to nagłe odcięcie chyba dobrze mu zrobiło... smile Choć nie wiadomo, czy to "dobrze" obróci się na dobre dla Was:)

27

Odp: Sens?

Na dzień dzisiejszy sprawa wygląda tak: na smsa w sprawie telefonu napisałam następnego dnia, jakoś w południe (nie chcę pisać wieczorem...wiecie jak to wygląda) z prośbą, aby usiadł na spokojnie przy stole z kartką i długopisem, spisał wszystko co jestem mu winna/co zabrałam/czego nie oddałam i wysłał tę listę do mnie. Napisałam tak, bo to cholernie irytujące, że zaraz po rozstaniu przyjeżdża tu specjalnie pod pretekstem odebrania kluczy (choć mieszkanie stoi puste i jest opłacone), a później znów upomina się o jakiegoś starego grata. To nie jest typ bezczelnego gnojka, który nie zważa na niczyje uczucia. Ten telefon nie jest mu do niczego potrzebny (ma jeszcze jeden), a doskonale wie, że skoro mnie skrzywdził i cierpię, to chęć odzyskania starego telefonu na dwa tygodnie po rozstaniu jest zwyczajnie nie na miejscu. Odpisał na tego smsa, że tylko to chciał i zapytał przy okazji co słychać. (?!?) Napisałam, że dużo do opowiadania, czekam na koniec sesji i zapytałam co u niego. Odpisał znów następnego dnia ok 22, pytał o moje egzaminy, o pracę dyplomową. Starałam się być miła ale nie z przesadą. Odpisywałam na zadawane pytania i tyle. Napisał jeszcze, że trzyma kciuki za pracę i też czeka na zakończenie szkolenia. Ja wysłałam tylko jeszcze jedną wiadomość, że też trzymam kciuki za jego egzaminy i zakończyłam rozmowę życząc mu dobrej nocy. Nie wiem co o tym myśleć, staram się nie analizować. Wiem tylko, że wielkimi krokami zbliża się koniec jego pobytu tam z czego wcześniej nie zdawał sobie sprawy. Uznawał, że tam jest jego życie i tylko wokół tego się kręci. A tu jeszcze chwila...

28

Odp: Sens?

hej Ikesa

przeczytałam wszystko i się zastanawiam czy udajesz taka twardą przed nim czy nie może już rzeczywiście doszlas do wniosku że nie chcesz z nim byc?

ja kiedys miałam podobna sytuację z moim obecnym chlopakiem. rozstaliśmy bo się klociliśmy po prostu. 3 m-ce rozłąki obojętność i jego i moja, prawie zero kontaktu. ale po 2 m-cach zaczęliśmy się do siebie odzywać tak po prostu. O glupie rzeczy, czy moze mi coś pozyczyć, cz ja jemu mogę pomóc, naprawę balchostki. z czasem w koncu zaczelismy sie widywać i jesteśmy razem...

moze twoj zdał sobie sprawę kogo starił, może rzeczywiście byl ktoś 3 na chwile i zgłupiał a teraz żąluje, albo zwyczajnie coś w nim peklo i nie wiedział czego chce wiec najlepiej bylo dla niego zerwać wszystko. tak naprawę może nigdy się tego nie dowiesz, ale widzę chyba szanse na bycie razem.

29

Odp: Sens?

takaja87, dziękuję, że napisałaś. Szukam ciągle podobnych przypadków, może pomogą mi coś zrozumieć. Mówiąc szczerze to ja już sama chyba nie wiem jak to ze mną jest. To znaczy: kocham go, jest mi ciężko znieść myśl, że on też cierpi. Czasem jest lepiej, wydaje mi się, że akceptuje tę całą sytuację i godzę się z tym, że nic nie mogę zrobić. Ale czasami to wraca. Wczoraj pojechałam na egzamin, a kiedy wróciłam do domu zanosiłam się od płaczu - bez konkretnego powodu. To w jaki sposób zachowuje się wobec niego to z jednej strony chęć udowodnienia, że we mnie też coś pękło i nie będę dłużej ciepłą kluchą, która płacze i mówi, że będzie czekać. Zaczynam też coraz bardziej doceniać siebie - nie jestem ideałem, ale daje z siebie wszystko, i on doskonale o tym wie i nie mogę pozwolić sobie na to, żeby ktoś traktował mnie jak przedmiot, który można odstawić w kąt dlatego, że wszystko wokół przytłacza. Z drugiej strony - nie mam zamiaru niczego przed nim udawać, nie chcę pisać, że świetnie się bawię bez niego itd. bo po pierwsze: to dziecinada, po drugie wg. mnie troszkę żałosne.

Jest ciężko, ale nie mam innego wyjścia. To jedyny sposób, żeby mógł zatęsknić i pewne rzeczy sobie uświadomić.

30

Odp: Sens?

Jeszcze raz ja. Powiedzcie mi proszę, czy moje ostatnie zachowanie o którym pisałam, te smsy - czy to wszystko rzeczywiście wygląda tak, jakbym się pogodziła z sytuacją, jakbym była "twarda" (jak to wyżej określiła takaja87) ? Proszę Was o obiektywizm, to dla mnie bardzo ważne...

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018