nikt mnie nie słucha efektywnie może jak wyleje swoje żale na forum z myślą, że ktoś kiedyś przeczyta je z zaangażowaniem będzie mi lżej
może faktycznie mam zbyt wielkie wymagania, zbyt wysoko stawiam poprzeczkę sobie samej... przecież tyle mam... i jak najbardziej to doceniam co nie zmienia faktu, że dla mnie to za mało...
coraz częściej stwierdzam, że jestem beznadziejna
że sobie nie radze i takie tam bzdety jak większość ludzi pewnie sobie wmawiam albo to czyste fakty
przede wszystkim mam 28lat w moim własnym odczuciu jestem już stara co jest totalnie abstrakcyjne bo ogólnie uważam że 60cio latek ma jeszcze szanse na kawał dobrego atrakcyjnego życia ![]()
zawsze chciałam zawojować świat, ze wszystkim radzić sobie sama osiągnąć wszystko i wszystkiego się dowiedzieć
oczywiście życie szybko zweryfikowało to rozległe marzenie
ale jako takie kroki w tym kierunku poczyniłam... poszłam do swojej pierwszej pracy mając niespełna 16lat nie z konieczności raczej z próżności, bo przecież nikt nie będzie mi mówił na co i ile mogę wydawać
(teraz twierdze że było to zbędnym poczynaniem) powiedzmy że nauczyło mnie to wiele...
pewnie dokładne z tych samych powodów wyprowadziłam się od rodziców zaraz po zakończeniu technikum... tak więc od 20 roku życia mieszkam sama...
kwestia edukacji nigdy nie sprawiała mi większych problemów... na studiach przez dwa lata załapałam się na stypendium naukowe co uważam za czysty przypadek bo wybitnie inteligentna raczej nie jestem, a i nie przykładałam się specjalnie faktem było jedynie to że studia z zamiłowania
zaliczałam rok po roku z niezłymi wynikami co nie przeszkodziło mi żeby w efekcie nie podejść do obrony.. problemy osobiste i zawodowe jakoś wiele pilniejszych spraw mnie się zorganizowało.. troszkę braku przychylności losu... moi znajomi nawet się śmiali że wszystkie znaki wskazują że nie mam wejść w posiadanie zacnego dyplomu
momentami myślę że ja nie potrafię doprowadzać spraw do końca albo nie chce... dużo atrakcyjniej jest gonić królika niż go złapać bo co z tym królikiem później
ale stało się jak się stało może przyjedzie jeszcze mój czas.(z tego oczywiście nie jestem zadowolona)
mam prace może i nie najgorszą pracuje jako dyspozytor a raczej dyspozytorka jestem w tym niezła i to też moja bolączka bo to już złapany królik więc postanowiłam znaleźć inna prace i ją znalazłam w dosyć prestiżowym miejscu w całkiem innym charakterze jako księgowa... że nie mogłam się zdecydować na drastyczną zmianę postanowiłam pracować w obu jakiś czas aż poczuje się pewna i gotowa, wyszło tak że nadal nie mogę się zdecydować bo to bardziej prestiżowe miejsce pracy okazało prestiżowe jedynie z założenia, nie spełnia moich oczekiwań rozwojowych ani finansowych w celach poznawczych jedynie postanowiłam tam zostać pomimo tego że pracownicy traktowani są jak debile z nizin społecznych nierozgarnięci idioci, gorszy gatunek, znacznie mnie to dołuje ale cel uświęca środki etc, nie zwalniając się z poprzedniego miejsca pracy tak więc nie pochwale się ile godzin miesięcznie pracuje bo to raczej chore ale grunt że da się to ze sobą pogodzić...
reasumując nie jestem zadowolona z kariery zawodowej (ciężko to nazwać karierą)... nie dają mi możliwości rozwoju poczucia bezpieczeństwa możliwości podnoszenia widocznie swoich kwalifikacji... wiem większość pomyśli szuka dziury w całym ma dwa zatrudnienia a niektórzy nie mają żadnego zgadza się ale właśnie sęk w tym że jakoś czuje niedosyt i niespełnienia mimo wszystko...
z życia osobistego też jestem nie zadowolona mam przyjaciół znajomych nawet jestem z nimi zżyta ale jakoś nie czuje w tym wielkiego zaangażowania czasem nawet mam odczucie że to relacje całkowicie jałowe... może to moja wina bo nie jestem zbyt otwarta ani wylewna raczej słucham niż mówię wielu ludzi twierdzi że nie pozwalam się do siebie zbliżyć... coś w tym jest
chciałam próbowałam nie potrafię tego zmienić. nadzień dobry wiem jakie relacje mogą mnie łączyć z nowo poznaną osobą w trakcie trwania znajomości nie zdarzyło mnie się zdania zmienić...
w związku z powyższym moje relacje z mężczyznami też nie są takie jak oczekuje chyba nigdy nie byłam w normalnym związku
obecnie reflektuje "związki" nie przyszłościowe... najlepiej minimum słów maximum seksu i zabawy choć przez moje pomysły zawodowe jakoś ostatnimi miesiącami nie mam na to czasu ani ochoty...
prawda w tym wszystkim jest taka że chciałabym jak przeciętna 28latka wracać do domu po pracy do męża dzieci ale w praktyce nie potrafię zrobić nic co doprowadzi do takiego stanu rzeczy...
jestem dosyć atrakcyjna na brak zainteresowania nie narzekam jednak każdy poznany facet totalnie mnie nudzi... nawet Ci z planami, dobrze ułożeni jak i lekko duchy na chwile super czasem i czuje fascynacje ale mija niesamowicie szybko i przychodzi to okrutne znużenie... może to zbyt wiele egoizmu we mnie ?
sama nie wiem, przez to że nic nie idzie po mojej myśli tracę nawet chęci budowania siebie nie mam ochoty zaczynania czegokolwiek wiedząc że istnieje tyle przesłanek że i tak nie będę z tego zadowolona...
zastanawiam się od długiego czasu co ze mną nie tak ? sama odpowiedzi nie mogę znaleźć... pytam bliskich, znajomych... twierdzą że wszystko ze mną w porządku ja jednak nie jestem przekonana nie mam już sił sama do siebie...
tak się rozpisałam że i tak nikt tego nie przeczyta, ale może:)
jak ktoś w tym moim wywodzie jednak doszukał się moich defektów proszę o komentarz... będę bardzo wdzięczna mam nie ludzką potrzebę naprawienia i spełnienia siebie
pozdrawiam wytrwałych ![]()