Ciekawy temat. Taki- dla mnie- na czasie.
Jakiś czas temu zostawiłam przez chwile piastowane kierownicze stanowisko (przed którym się broniłam rękami i nogami), przeprowadziłam się i znalazłam nową pracę.
Mój kierownik jest bardzo ciekawym zjawiskiem. Jest dla wszystkich miły prócz mnie. Dla mnie był miły do momentu przejścia mu przez ręce moje kwestionariusz osobowego, tak wynika z moich obserwacji. Od tego czasu mam w pracy "przerąbane" i wiem, że polecę pierwsza. Codziennie myślę o tym, aby złożyć wypowiedzenie, ale z drugiej strony mam nadzieje, że on się zmieni. Dlaczego tak myślę? Jest ode mnie młodszy i studiuje. Ma szansę.
Swoją pracę staram się wykonywać w 100% idealnie i szybko się uczę. Zatem są dni, gdy czepia się dosłownie mojej miny (ponoć czasem robię głupie miny według niego, hm...). Ponieważ ja nie zamierzam być workiem do bicia, również wytykam mu jego nietaktowne zachowania (podkreślam: zachowania i nigdy nie uderzam do człowieka, a do jego czynu, a on i tak odbiera to jako atak na swoją osobę), po pierwsze np. zwrócił mi uwagę nie tylko przy innych pracownikach, ale i przy osobach trzecich co uważam za bardzo niestosowne. Sama, gdy mam coś do danej osoby to mówię, co mi leży na sercu w cztery oczy. Zawsze też oferuje pomoc, mówię na co zwrócić uwagę, a nawet oferuję przeanalizowanie sytuacji, tak aby się ona później nie powtórzyła. Po drugie, nigdy nie jest zadowolony z mojej pracy i ciągle podkreśla, ile to ja już tu pracuje i że mam umowę na okres próbny. Po trzecie, ciągle nade mną "wisi", a gdy się skupiam nagle ma tysiące pytań do mnie i mi przerywa. Po czwarte, widzi, że jestem zawzięta i zaczął mi dawać zadania i ograniczać mnie czasem (czas nie jest adekwatny do zadania, ale nie ważne, ważne jest to, że mi się nie udało). Po piątek, gdy wydaje polecenia są na tyle niejasne, że jestem zmuszona zadać w najlepszym przypadku 5 pytać, aby stwierdzić co autor miał na myśli, a tym samym dobrze je wykonać.Tak wyglądam każdy dzień mojej pracy. Dodam, że czasem tak mam go dość, że marzę o wyjściu z pracy i mam gdzieś dyscyplinarkę. Szukam czegoś, ale się martwię, że mogę trafić gorzej. Ciągle liczę, że się ode mnie "odwali" w końcu.
Dodam, że nie traktuje pracowników po równo, bo ja popełnię drobny błąd, który na nic nie wpływa, a on go rozdmucha do rangi błędu przez który firma straci tysiące zł (takie nigdy jeszcze w życiu nie popełniłam). Koleżanka za to popełniła spory to "skakał na rzęsach", aby go rozwiązać i powiedział "nie martw się nic się nie stało". Takie zachowania nie są w porządku i nie powinny się wydarzyć.
Stanowisko kierownicze to nie byle co, inaczej bym się przed nim nie broniła. Uważam, że osoby na takich stanowiskach powinny mieć predyspozycję i doświadczenie do ich pełnienia. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że ja ich nie mam, ale też nie dam się komuś wykańczać.
W jednej z firm miałam super kierowniczkę. Mogę o niej napisać przede wszystkim, że jak skrytykowała to człowiek miał dwa razy więcej zapału do pracy. Konstruktywna krytyka to jest to, ale mało kto potrafi ją zbudować itp., idt. Mogłabym pisać i pisać, ale mieszkanie mam brudne i idę sprzątać;)