Mówią teoretycznie że nie ma tej jedynej, przeznaczonej nam miłości do końca życia.
Co do tej żony bitej przez męża, to oczywiście to abstrakcja - przemoc fizyczna wyklucza miłość, zabija ją. Kobieta, która kocha swojego kata chyba ma skłonności do masochizmu - bo skoro może sama i dobrowolnie uwolnić się od tego mężczyzny dlaczego nadal przy nim trwa? Jest przecież wyniszczana zarówno psychicznie jak i fizycznie. Z drugiej strony tak na to patrząc małżeństwo na dobre i złe ma być... ALE ILE MOŻNA ZNOSIĆ CIĄGŁE AWANTURY I BICIE - w imię właśnie rzekomej obustronnej "miłości"?
Ja jednak uważam osobiście, że jest ta jedyna miłość.. Być może jestem idealistką, ale wierzę.
Widzę po swoich rodzicach,dziadkach i innych parach, że prawdziwa, jedyna miłość na całe życie istnieje. Można kochać kilka razy, ale nigdy tak samo.. Coś się w nas z czasem, wskutek doświadczeń zmienia - czasem na lepsze, czasem na gorsze..
Za potwierdzenie "tej jedynej miłości" posłużę się kilkoma przykładami..
Po pierwsze jak wytłumaczyć fakt, że miłości młodzieńcze, te pierwsze, po kilku latach gdy znów się ludzie spotykają - odżywają? Może to tylko sentyment, może niedokończone sprawy z przeszłości, niedopowiedzenia.. Dla mnie to właśnie miłość ta jedyna ...
Tak samo w przypadek - kilkuletni związek się rozpada z perspektywami na przyszłość - za jakiś czas Ci ludzie spotykają nowe osoby i w o wielu krótszym czasie pobierają się i są szczęśliwi w tych nowych już związkach? Kto inny był im przeznaczony - moim zdaniem..
Kolejny ostatni już przypadek, jest para wszystko się układa, jednak jakieś kłótnie, kryzys - rozstają się. Są wolni, niezależni, próbują z nowymi osobami , nowe związki, relacje, jednak wciąż nie mogą zapomnieć o poprzednim partnerze i z czasem tylko utwierdzają się - ze to była właśnie ta osoba, ich druga połówka. Próbują wrócić do poprzedniego partnera..
To tylko moje zdanie , choć wiem ze dużo osób też ma podobny punkt widzenia na te sprawy 