witam. postaram sie streszczac. poznalem niedawno kobiete. kolega zapoznal mnie z nia. gadalismy w grupie, sami jedynie przez pare minut. w tym czasie dala mi swoj nr, popisalismy i na drugi dzien juz sie umowilismy. nie minelo pare dni i znowu i juz zaczelismy ze soba chodzic. Jest fajnie, ona jest pelna zycia, wesola, lubie to w niej. ale dobra, przejde do sedna. z relacji znajomych wiem i sama przeciez mowila ze zerwala po 2 latach z facetem. od tego zerwania minely zaledwie niecale 3 tygodnie a od tygodnia jestem z nia. Mowi ze przy mnie zapomnniala itd, ze zniosla to dobrze, ale wiem...ze jeszcze pare dni wczesniej plakala jak dziecko i mowila ciagle o tamtym. ide na impreze rodzinna, z osoba towarzyszaca. mialem juz umowiona partnerke ale wiadomo, w tej sytuacji zmienilem decyzje i przez to tamta kolezanka nieco sie rozloscila, w koncu na tydzien przed to odkrecilem. w towarzystwie czesto porusza temat relacji damsko meskich, mowi ciagle zle o facetach. raz jest mila i czula, ciagle trzyma za reke , raz przez kilkadziesiac minut nawet mnie nie dotknie. na pozor to jest fajne i powinienem sie cieszyc. nie wiem jednak czego sie spodziewac po takiej kobiecie.. w koncu byla z nim tyle lat. moze do niej pisze, moze nie, nie wiem, ona twierdzi ze urwali kontakt.
chce ze mna spedzac caly wolny czas, jak najwiecej
jest tez druga strona medalu. za pare tygodni sie wyprowadza i to na stale juz i baardzo daleko. to przyszlo tak szybko, z dnia na dzien. co sadzicie o tej sytuacji?