Otóż mam wielki problem z matką. Ostatnimi czasy zaczyna mnie przerastać. Nie wiem jak opisać ten problem więc po prostu powiem jak jest. Moja matka jest strasznie kłótliwa, obrażalska, chamska, która mówi dociec swoich racji za wszelką cenę, nie cofnie się przed niczym byle tylko pokazać że jest najmądrzejszą damą. Mój problem z nią zaczął się gdy siostra się wyprowadziła, wówczas to na niej "siedziała" matka. Kiedy ona się wyprowadziła to wszystko spadło na mnie. Bywały czasy że wracałam zmęczona do domu po szkole, sprzątałam cały dom a od matki słyszałam wiecznie że wszystko jest źle, że sprzątam na odpierdol się, nic jej nigdy nie pasowało. Ani razu mnie nie pochwaliła ani nic miłego nie powiedziała. W sumie nigdy w życiu od niej miłego słowa nie usłyszałam... Nie jesteśmy bogaci, żyjemy skromnie. Nigdy matkę o nic nie prosiłam, chyba że czegoś naprawdę potrzebowałam, rozumiałam sytuację, próbowałam ją jak najmniej obciążać ale jej to chyba nie wystarczało. Pamiętam raz sytuację na rozpoczęcie roku szkolnego kiedy powiedziała że jutro idziemy kupować przybory bo ona pieniądze trzyma, a następnego dnia nie ruszyła się z domu, nie pytałam o nic, myślałam że jest po prostu zmęczona i pójdziemy nazajutrz. Nazajutrz spytałam co i jak z tymi zakupami to powiedziała mi że nie ma pieniędzy i "idź naruchaj". To nie pierwsza sytuacja kiedy słyszałam podobne słowa, kiedy jej coś nie pasuje obsmarowywuje kogoś za wszelką cenę. Nie raz jak się ze mną pokłóciła to potrafiła mi powiedzieć przeróżne rzeczy typu - "wyhodowałam sobie żmije na piersi" czy stwierdzić że jestem "wpadką" i ona mnie wcale nie chciała, że zniszczyłam jej życie, że jestem jej siła roboczą i to ja powinnam w domu wszystko robić albo że jak dorosnę to mam jej oddać wszystkie pieniądze, które ona wydała moje wychowanie, wyzwała mnie też od szmaty ale zaraz potem poprawiła się na "szmatke". Nie potrafię się z nią w ogóle porozumieć. Póki nie byłam pełnoletnia to niestety polegałam tylko na niej. Raz poszłam do lekarza i okazało się że mam duży problem z oczami, leczenie albo okularami albo operacyjnie. Chciałam spróbować operacji, rozmawiałam z matką na ten temat i ona mnie poparła, powiedziała że jeśli tego chce to ona się zgodzi. Umówiłyśmy się że jak ona wróci z pracy to pójdziemy do szpitala. Czekałam aż wróci z pracy a kiedy wróciła to ona idzie spać bo zmęczona. Stałam jak wryta, sama mi zaproponowała taki termin a kiedy przyszło co do czego to ona idzie spać? Ale nie powiedziałam ani słowa, zaczęłam się zbierać i chciałam iść sama do tego szpitala. Wtedy ona wstała zaczęła się na mnie wydzierać a jak ja nie dałam się tym sprowokować to podeszła do mnie i zaczęła się ze mną szarpać i krzyczeć że jestem podła, egoista i wcale mnie nie obchodzi to co ona by chciała... Ale pojechała ze mną do tego szpitala, kiedy lekarz nas przyjął powiedział że możemy zrobić operacje ale matka musi podpisać zgodę. Nie podpisała jej. Spytałam ją dlaczego i że rozmawiałyśmy na ten temat a ona odparła - będziesz skakać jak Ci zagram. Próbowała sobie przywłaszczyć zasiłek, który przysługuje mi ze względu na chore oczy. Raz była sytuacja że się ze mną pokłóciła i stwierdziła że jestem nienormalna. Powiedziała że mnie zaprowadzi do psychologa, ja się co prawda zgodziłam bo myślałam że może psycholog jej powie że żadnych problemów nie mam. Poszłyśmy razem do tego psychologa, gdzie po tym co ona powiedziała i po tym co ja powiedziałam psycholog stwierdził że ona mi w ogóle żadnych uczuć nie okazuje, i powinna inaczej się zachowywać wobec mnie. Wtedy ona się popłakała, powiedziała że wszyscy są przeciwko niej i próbują z niej zrobić wyrodną matkę, wyszła i poszła sama do domu. Co prawda ta wizyta trochę pomogła ale nie na długo bo z czasem wszystko wróciło do poprzedniej formy. W dodatku moja matka kłamie w żywe oczy, raz potrafiła powiedzieć że mam problemy z oczami bo się za bardzo denerwuje i że ona niby rozmawiała na ten temat z moim lekarzem co było tylko kłamstwem bo wcale nie dzwoniła do mojego lekarza ani z nim nie rozmawiała bo nawet nie wiem który to! Nie potrafi wymówić poprawie nazwy choroby na którą choruje, nie interesuje jej jakie leki biorę, kiedy, ile, nic ale potrafi powiedzieć że ja tylko udaje że jestem chora bo muszę być gwiazdą i wszyscy muszą patrzeć na mnie. Siostra jak zdawała maturę to nawet jej nie życzyła powodzenia tylko powiedziała "że śmiała by się jakby oblała", kiedy siostra poszła na studia to zaczęła mówić "po co Ci te studia jak i tak w najgorszej robocie wylądujesz, marnujesz tylko pieniądze". Do swojej matki, matki ojca, ojca jest dokładnie taka sama. Zaczynam myśleć że to może być pod wpływem jakiejś choroby psychicznej? Ona nawet nie widzi swoich błędów, tego że ludzie zaczynają się od niej odwracać... Raz próbowaliśmy z nią o tym porozmawiać to skończyło się to wielką kłótnią, w której się obraziła i zamiast pozostać w temacie zaczęła nas obrażać i wytykać błędy, które nie były związane z tą sprawą tylko żeby wyszło na jej. Z opowiadań rodziny wiem że kiedyś była inna, spokojna. Może na starość taka kłótliwa się zrobiła? Może to po prostu taki typ człowieka.. Piszę to bo nie wiem co mam zrobić a nie chcę żeby z czasem było coraz gorzej.
1 2013-05-31 18:40:02 Ostatnio edytowany przez Stworek (2013-05-31 18:42:40)
Podobne tematy
Ty nic nie możesz zrobić, matki nie zmienisz, na przymusowe leczenie tez nie możesz jej wysłać, nawet jeśli faktycznie jest chora.
Uważam, ze powinnaś się wyprowadzić. Najlepsze dla Ciebie wyjście.
wydaje mi sie ze twoja mama choruje psychicznie. zeby tak traktowac dziecko jeszcze nie dorosle? to ina jest egoistka. moze ma nerwice albo inne zaburzenia ale to by musial psycholog stwierdzic lub psychiatra. nie masz kogos kto by ja przekonal do pojscia do lekarza?
ile masz lat? moze moglabys sie usamodzielnic juz a ten zasilek nalezy sie Tobie a nie jej
nie poddawaj sie, zycie kiedys ci to wynagrodzi
Wiem, że łatwo powiedzieć: wyprowadź się, ale to chyba jedyne wyjście...
Jak poradziła sobie Twoja siostra? Skoro ona dała radę się wyprowadzić, to może Ty też dasz? Na jakim etapie edukacji jesteś? Dałabyś radę pogodzić pracę ze szkołą?
5 2013-05-31 19:21:20 Ostatnio edytowany przez Stworek (2013-05-31 19:22:21)
Siostra wyprowadziła się do akademika. Ja mam jeszcze 2lata nauki w technikum. Zasiłek to jest nic bo to jest 150zł miesięcznie, jeszcze go nie dostaję ale już złożyłam papiery, chociaż dobrze że na siebie bo matka próbowała mi podyktować aby wniosek złożyć na nią, kiedy powiedziałam że to ja jestem chora i to się mnie należy to próbowała mi wcisnąć swój numer konta bankowego aby tam pieniądze były pieniądze przysyłane, niby dlatego że tak byłoby wygodniej ale wiem że pewnie nawet złotówki bym z tych pieniędzy nie zobaczyła wtedy. Nie mogę jej też wysłać do lekarza bo ona uważa że wszyscy na około są chorzy tylko nie ona... Nie wiem co mam z nią zrobić. I z pewnością nie mogę nikogo poprosić aby z nią porozmawiał. Kiedyś miała mnóstwo znajomych i przyjaciół a teraz nikt prawie się do niej nie odzywa przez jej zachowanie.
Masz może kogoś z rodziny, bliską ciocię/wujka którzy mogliby Ci pomóc ?
To kiepsko, więc jeszcze dwa lata... Zbliżają się wakacje, na Twoim miejscu poszłabym do pracy chociaż podczas nich, żebyś nie musiała dopraszać się o kasę.
Masz jakieś, chociażby emocjonalne wsparcie w siostrze? To ważne, niejeden człowiek by zwariował z kimś takim w domu.
A Twój tata?
Jakbym była na Twoim miejscu starałabym się spędzać w domu jak najmniej czasu, koniecznie znalazłabym sobie pracę. I przestałabym być miła. Zero sprzątania. Na krzyk reagowałabym krzykiem.
Jak wygląda Twoja kwestia zdrowotna? Skoro jesteś teraz pełnoletnia to możesz poddać się tej operacji bez jej zgody, tak? Jak wyglądałaby rekonwalescencja? Byłabyś zdana na opiekę Twojej matki?
8 2013-05-31 20:12:48 Ostatnio edytowany przez Stworek (2013-05-31 20:15:51)
To kiepsko, więc jeszcze dwa lata... Zbliżają się wakacje, na Twoim miejscu poszłabym do pracy chociaż podczas nich, żebyś nie musiała dopraszać się o kasę.
Masz jakieś, chociażby emocjonalne wsparcie w siostrze? To ważne, niejeden człowiek by zwariował z kimś takim w domu.
A Twój tata?
Jakbym była na Twoim miejscu starałabym się spędzać w domu jak najmniej czasu, koniecznie znalazłabym sobie pracę. I przestałabym być miła. Zero sprzątania. Na krzyk reagowałabym krzykiem.
Jak wygląda Twoja kwestia zdrowotna? Skoro jesteś teraz pełnoletnia to możesz poddać się tej operacji bez jej zgody, tak? Jak wyglądałaby rekonwalescencja? Byłabyś zdana na opiekę Twojej matki?
Już w tamtym roku próbowałam szukać sobie pracy, chociażby na wakacje ale z mizernym skutkiem. W domu spędzam jak najmniej czasu, a nawet jeśli jestem to zamykam się w swoim pokoju i mnie teoretycznie nie ma. Jeśli o kasę chodzi to niekiedy coś dostanę, nawet jeśli nie od matki to od babci... Mam się w co ubrać, potrafię sobie zaoszczędzić, także pieniądze nie są takim dużym problemem. Wsparcie w siostrze mam, często się spotykamy kiedy przyjeżdża do miasta ale prawda jest taka że ona teraz i pracuje i studiuje, na dodatek w innym mieście... Poza tym mam babcie, która doskonale rozumie ten problem.Nie mam żadnego wujka ani cioci a jeśli nawet to jest dalsza rodzina i nie mam z nimi dużego kontaktu. Operacja to tak naprawdę drobny zabieg, po którym mogłabym nawet od razu iść do domu tylko że wtedy potrzebowałam zgody opiekuna prawnego, a nim była moja matka. Na razie muszę sobie ją odpuścić bo mam termin wyjazdu do szpitala na lipiec, w innej sprawie. Dopiero po powrocie mam zamiar się poddać zabiegowi. Co do mojego ojca, to cóż, nie pracuje, kiedyś uległ wypadkowi w pracy i od tej pory ma problemy ze znalezieniem nowej.Kiedyś go nienawidziłam bo nie uczestniczył w moim życiu ale parę miesięcy temu to się zmieniło i mam z nim dobry kontakt, on również próbuje z nią rozmawiać ale to zazwyczaj kończy się kłótnią. To też jeden z powodów dla którego nie chciałabym się wyprowadzić. Nie chcę ojca samego zostawić z nią. Chciałabym ją jakoś wysłać na badania... Ale nie wiem jak. Kiedy raz jej zasugerowałam żeby się poszła przebadać to zrobiła nieziemską awanturę. Chcę wiedzieć czy ona po prostu taka jest czy to wskutek jakiś zmian w jej osobowości.. Nie chcę się od niej odwracać, a tym bardziej jeśli ona się nie zachowuje tak specjalnie..
Masz mega ciezka sytuacje
sama nic nie zdziałasz a matka skoro nie dostrzega ze to cos z nia jest nie tak i ze powinna sie leczyc to nie wiem kto jej to uswiadomi . Moze jak calkiem wszyscy sie od niej odwroca na dobre to moze wtedy cos do niej dotrze , chociaz watpie . Byc moze to juz taki typ . Podziwiam Cie dziewczyno ze sie trzymasz i chcesz tam zostac mimo swoich przykrosci ..
10 2013-05-31 22:13:49 Ostatnio edytowany przez promyczekk77 (2013-05-31 22:18:07)
Cześć,mam podobny problem z Mamą. Bardzo ją kocham,ale nie potrafimy się porozumieć. Jest agresywna w zachowaniu,ma agresywne ruchy, spojrzenie,gesty,jakby się broniła cały czas. Chyba jedyne rozwiązanie to okazywanie jej miłości na maksa,ale to jest trudne,bo mam wrażenie,że to ja jestem jej matką.
Mama ma 43 lata, była kochanką mojego ojca,on zostawił dla niej swoją żonę,urodziła mu 3 dzieci,bił ją,bił nas. Jej ojciec ( dziadek) zostawił kobietę z synem,związał się z jej mamą (babcią) i urodziła się moja mama. Jej rodzice ( dziadkowie) rozstali się, kiedy miała jakoś 18 lat. Nie pamiętam jak było między rodzicami, pamiętam tylko poszczególne sytuacje z domu,kiedy byli jeszcze razem. Zdradził ją z dwa razy młodszą kobietą,która urodziła mu córkę ( siostra przyrodnia). Mama była z Tatą 10 lat, alkoholu nie było w mojej rodzinie, raczej od strony ojca materializm i po trupach do celu,a Mama... mówi,że życie ją zobojętniło. Wiem,że czwarte dziecko ( siostra/brata usunęła). Od Ojca uciekła niszcząc dom ( okna wybite, jedzenie na ścianach), potem cała sprawa z policją i sądami. Jej Matka ( Babcia) wspierała ją, z Ojcem (dziadkiem) straciła kontakt,później odnowiła. Ze związku z ojcem wyszła zniszczona, po paru latach nawiązała z nami kontakt. To było patologiczne, ona dzwoniła/przyjeżdżała,ojciec nas buntował. Zawsze ją wyzywał od najgorszych - telefonicznie. Później zamieszkałam z mamą. Nie dbała o mnie, tzn materialnie miałam wszystko, ale z matczynej miłości - jak miała dobry nastrój to super,a jak nie,to radź sobie sama. Babcia o mnie dbała. Dziadka zawsze bała się, słowami szanowała go,nigdy nie obraziła,babcią potrafiła pomiatać i korzystać z jej ,,usług" np nocowanie to u babci. Generalnie ta rodzina to jedna,wielka patologia. Babcia jest normalna. Mama była uzależniona od facetów, dalej jest, udaje słodką idiotkę przy nich,pieści się,wgl ma taki sposób mówienia,chociaż jest wykształconą i fajna kobietą. Miała depresję, leczyła się u psychiatry - leki, sesji nie było. Po ojcu związała się z facetem,który ją zdradził i nie dbał o nią - ciągle mecze. Po nim wyszła za mąż ... facet fleja,ale serce miał wielkie,dbał o nią. Robiła mu sceny,nie ma poczucia wstydu, robi co jej się żywnie podoba. Np. rzucała mu obrączką w krzaki,szła ze mną do okulisty,pani mówiła,że okulary dla dzieci są obok ( droższe) a mama wkurzała się i mówiła,że ma tylko 200zł i że tu mam wybierać,ta pani jakoś krzywo się spojrzała,to mama powiedziała,że ma to w dupie i wyszła,a ja za nią. Wyrzucała mnie z domu, wyrzucała rzeczy,które jej dawałam,niszczyła,a potem przepraszała. Teraz,kiedy wyprowadziłam się na studia,spotykam się z nią raz w miesiącu. Nie ma przyjaciółek, nie umie się dogadać,nie widzi tego co źle robi,uważa,że jej życie bez faceta będzie nieudane - tak jak mojej babci,chociaż ona żyje bez faceta i jest o wiele bardziej zrównoważona. Generalnie mama nie widzi przeszkód w tym,żeby okłamywać dziadka,zrezygnować z dzieci, obrażać i pomiatać babcią, mną,ale kiedy jej ktoś coś zrobi,nawet dziecko,to potrafi zerwać kontakt. Do kościoła nie chodzi,nie wierzy w księży. Utyła, mówi,że jej to nie przeszkadza,ale widzę,że tak,pamiętam,jak była szczuplutka. Do psychologa nie pójdzie. Każdy się nad nią lituje ( dziadkowie), dziś znowu się z nią pokłóciłam. Jako,że babcia zaczęła mnie wychowywać,to nauczyłam się ,,zachowywać" - mama się z nikim i niczym nie liczy. Po każdej kłótni obwiniam siebie, mam pretensje,że jej nie umiem pomóc. Wydaje mi się,że ona tyle przeszła,że na prawdę się znieczuliła,dba teraz o swoje. Do tego jest samotna,nie ma znajomych, nie ma z kim szczerze pogadać. Wydaje mi się,że to wszystko ma początek w jej przeszłości. Jest totalnie sama, jak zwrócę jej uwagę,to mówi ,,nie mam ochoty z tobą przebywać i wychodzi" - widać w niej agresję,jakąś taką złość,jakbym ją atakowała. Chcę jej pomóc, mogłaby się za siebie wziąć,pójść na terapię,ale ona ma jakieś takie przekonania, uważa,że jest ,,wyzwolona" - a poważnie swoim zachowaniem odstrasza ludzi. Zawsze bierze telefon i gada z tym swoim koleszką / facetem. Ciągle jakieś tajemnice, tego mi nie powie,bo nie znam,bo nie wiek o kogo chodzi,w ogóle ona jest znudzona dłuższą rozmową ze mną,bo jestem monotematyczna. Rozumiem ją,bo rok temu byłam z 22 lata starszym facetem,zostawił mnie w Lipcu,wrócił do żony i przeżywałam dramat,ale teraz,po roku ( a robiłam straszne rzeczy,piłam,puszczałam się itp) wzięłam się w garść. Upadam,ale wiem,że muszę żyć i chcę mieć godne życie. Wiedziałam,że sama nie dam rady,że może źle postrzegam świat i poszłam do psychologa,cały czas chodzę,pomaga mi, przyjmuję możliwość,że to ja mam problem. A Mama nie,ona uważa,że to inni mają problem np. ja,kiedy zwracam jej uwagę. Długo by jeszcze pisać,ale .... nie wiem co robić... Ratunku. Boję się o nią,jest tak okropnie samotna w środku......
dziś znowu wyszła z mieszkania,przyjechała na 3 dni,kupiła bilety do filharmonii... kurczę,jest w środku kochana,ale jakby ... na moje oko ona jest spragniona miłości,domu,swojej rodziny, a to co robiła - nawet była prostytutką,znieczuliło ją do dna. Jak jej to tłumaczę, zaprzecza.